* * * * * * O tu-czytam

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Jarosław Kamiński: Tylko Lola

W.A.B., Warszawa 2017.

Z brzegu

Dwie są narracje w tej powieści – i rozbieżnościami ilustrują różnice między dwiema bohaterkami, Niną i Lidią. Kobiety analizują własne życie – każda na swój sposób i specyficznym językiem, ale też doświadczają skrajnie odmiennych sytuacji. Lidia zawsze jest tą bardziej zaangażowaną. Przedstawicielka starszego pokolenia, nie daje się złamać byle czym. Odnajduje się w najdziwniejszych momentach i ekstremalnych punktach historii. Wydaje się silniejsza i bardziej zahartowana – w swoim czasie zresztą odważyła się na miłość do Loli – piękne, wyzwalające mimo że zakazane uczucie. Lidia, która na swoim koncie ma szereg wygranych potyczek z losem i historią, teraz słabnie w oczach. Nie potrafi pogodzić się z własnymi emocjami, oddala się od siebie samej. Przemianę i rozpad osobowości widać w jej języku. Lidia nie używa tradycyjnej gramatyki, stylizowaną na oralną pieśń opowieść prowadzi z zaburzeniem wszelkich reguł składniowych czy ortograficznych. Urywa zdania, nie kończy myśli, a poszarpane wzmianki mają większą siłę rażenia niż dopowiadane wiadomości. Lidia traci kontakt z rzeczywistością, a jej jedynym ratunkiem ma być Lola. Wielka nieobecna, co do której istnienia momentami ma się wątpliwości. Bo Lola to ucieleśnienie niematerialnych wartości, Lola uosabia wolność, Lola niesie nadzieję i szansę na normalność, Lola obala reguły – nie pozwoli ani na słabość, ani na podporządkowanie się systemom. Destrukcja Lidii nie jest możliwa, dopóki trwa Lola. Wszystko jedno: w pamięci, w marzeniach czy w majakach.

Nina inaczej – jest do bólu konkretna, co automatycznie przenosi się i na jej język. Nina opowiada zwyczajnie, bo to, co ma do przekazania, nie dotyczy jej nieuchwytnych przeżyć, a wydarzeń znanych już z historii. Nina to ofiara antysemityzmu. Teraz (w połowie lat 80.) mieszka w Ameryce i może odwrócić się tyłem do przeszłości, by tak zamanifestować lekceważący do niej stosunek. W latach 60. ktoś odkrywa żydowskie pochodzenie Niny –kobieta zostaje zmuszona do opuszczenia kraju, a przedtem przeżywa szereg upokorzeń. To sposób na pokazanie, jak wielka historia niszczy jednostki. Kamiński nie wykorzystuje tu przecież ani nowego motywu, ani oryginalnego kierunku rozwoju fabuły. Jednak przez kreacje postaci zyskuje zupełnie nowe brzmienie, jakby prozę oniryczną mimo mocnego zakotwiczenia w realiach. Autor wcale nie stara się szerzyć wiedzy historycznej, autentyzm wydarzeń służy mu za tło do poetyckiej relacji z nietuzinkowymi bohaterkami. Liczy się to, co postacie czują i co myślą – czytelnicy otrzymują więc dostęp do intymnych analiz. Te przekształcenia znajdują swoje miejsce w języku, ale też w konsekwentnie budowanych charakterach bohaterek. „Tylko Lola” to zatem inne spojrzenie na przeszłość.

Jarosław Kamiński odsuwa do XX wieku akcję książki, ale unika przy tym zaznaczania tego, co stało się stereotypem w modzie na PRL i obecnie. Woli pokazać system, który niszczy ludzi – razem z przykładami działania. Obok opowieści o Lidii i Ninie (które nawet w pewnym momencie poznają się i zostaną niemal zmuszone do skonfrontowania doświadczeń), prezentuje tu również losy nieszablonowo myślących, niezależnych jednostek w ciągłym starciu z wielką historią. W tomie „Tylko Lola” nieistniejąca postać tytułowa ma największe szanse na zachowanie godności i wygraną. Ci, którzy żyją i borykają się z przemianami politycznymi, są skazani na szeregi niepowodzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com