* * * * * * O tu-czytam

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Jerzy Bralczyk: 1000 słów

Agora, Warszawa 2017.

Deszcz słów

Ta książka jest ogromna i stylizowana na słownik – fani profesora Jerzego Bralczyka będą się nią długo delektować. „1000 słów” to publikacja łącząca refleksję nad przemianami językowymi i felietonowe zabawy, żarty i ocenę zachodzących w polszczyźnie procesów. Na przekór poważnej i zrygoryzowanej formie autor ćwiczy się w dowcipie – kontynuuje rozwiązania stosowane dotąd w felietonach, tyle że na dużą skalę. Imponuje pomysłowością i jako jeden z nielicznych twórców nie musi martwić się o tematy do rozważań. Zajmuje się bowiem słowami, za każdym razem umieszczając je w centrum uwagi, obudowując frazeologizmami lub ironicznymi przykładami użycia, wypełniając miejsca walencyjne, uruchamiając dowcip i wewnętrzne paradoksy, które jak nikt dostrzega.

Jerzy Bralczyk niczym nie zaskoczy – przynajmniej w kształcie drobnych i większych artykułów, bo już w ramach poszczególnych omówień zaskakiwać będzie bez przerwy – i to nawet tych, którzy badaniem języka zajmują się na co dzień. Przygląda się kolejnym wyrazom i na każdy znajduje odrębny sposób omówienia. Raz sięga do źródłosłowu i do zależności językowych w różnych krajach, raz zajmuje się pokrewieństwami słów, uruchamia frazeologizmy lub przytacza szereg kontekstów wymuszających zmianę sensu. Raz przygląda się słowu od strony treści, jaką niesie. Pozwala delektować się brzmieniem albo ośmiesza niewłaściwe użycia. Bywa, że przytacza definicje albo modyfikuje je, żeby wykazać wewnętrzne paradoksy. Nie chodzi o to, żeby za każdym razem dokładnie objaśnić sens i podać przykłady użycia – słowo jest tu punktem wyjścia do fenomenalnych zabaw. W ujęciu Bralczyka język pozwala się dowolnie kształtować, stanowi źródło śmiechu i stylistycznych odkryć, nieoczywistych na pierwszy rzut oka dla przeciętnego użytkownika. Zdarza się, że jedno słowo – lub związek frazeologiczny, bo i takie w roli haseł występują – pozwala wprowadzić szereg innych, kojarzonych z nim przez tradycję czy przyzwyczajenia. Autor nie zamierza kurczowo trzymać się pojedynczych leksemów, pozwala prowadzić się na dalsze pola znaczeniowe, podąża za skojarzeniami i rozbudowuje wyjściowe refleksje o kolejne cenne spostrzeżenia. Zabiera odbiorców na wycieczkę – tylko z pozoru słownikową czy hermetyczną.

Sprawdziłby się tu z powodzeniem zwykły układ alfabetyczny, ale po pierwsze skojarzenia ze słownikiem byłyby wtedy niepotrzebnie jeszcze bardziej podkreślone, a po drugie – autor straciłby następną płaszczyznę budzenia śmiechu. Grupuje bowiem hasła i definiuje je jako słowa obiecujące (te przyjemnie się kojarzące), niepokojące czy stwarzające świat, słowa swojskie, podrzutki (czyli zapożyczenia), słowa, które znaczą coraz więcej (co pokazuje, jak człowiek objaśnia sobie rzeczywistość za pomocą tego, co znane), ale i słowa, którym na nas nie zależy – te obojętne wobec losów człowieka. Tom zamykają „jeszcze nie słowa” – często niesamodzielne znaczeniowo leksemy, w których najłatwiej o humorystyczne komentarze, mimo pozornego braku znaczeń. Bawi autor wyborami (wśród słów swojskich znajdzie się alkohol) i wyczuleniem na to, co w języku nowe (chociaż ircowanie już raczej zdążyło przejść do lamusa). Wszystko da się z humorem skomentować – niezależnie od długości hasła, Jerzy Bralczyk dba o dobre puenty i językowe zabawy. W ten sposób nie tylko może edukować czytelników, ale i zapewnić im inteligentną rozrywkę. Jest „1000 słów” tomem wystarczającym na długo – i wspaniałą lekturą dla zainteresowanych językiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com