* * * * * * O tu-czytam

środa, 10 stycznia 2018

Jojo Moyes: We wspólnym rytmie

Między słowami, Warszawa 2017.

Galop

Jojo Moyes tomem „We wspólnym rytmie” udowadnia, że potrafi pisać o różnych odcieniach i różnych rodzajach miłości, która wyzwala wiele problemów. Tym razem usuwa damsko-męskie relacje z pierwszego planu: owszem, zajmuje się związkiem Natashy i Maca – oraz ich nowymi partnerami – ale uwagę poświęca przede wszystkim utalentowanej nastolatce, Sarah. „We wspólnym rytmie” to narracja niezwykłej przyjaźni dziewczynki i konia, o marzeniu, które nie zna ograniczeń i o poświęceniu. Sarah kocha konie, a dzięki dziadkowi – swojemu opiekunowi – potrafi się nimi zajmować. Doskonali jeździeckie umiejętności i wierzy, że któregoś dnia dostanie się do najlepszej jeździeckiej szkoły we Francji. Intensywnie trenuje, dzieląc czas między obowiązki szkolne i stajnię. Ale kiedy jej dziadek doznaje wylewu, Sarah zostaje bez wsparcia, w tym tego najważniejszego – finansowego. Przyłapana w sklepie na kradzieży paczki paluszków rybnych poznaje Natashę, prawniczkę specjalizującą się w pracy z nieletnimi. Natasha nie ma ochoty brać na siebie obowiązku opieki nad skrytą dziewczyną, ale Mac, jej już wkrótce były mąż, angażuje się w to. Tak w egzystencję dwojga skłóconych dorosłych, którzy z trudem tolerują swoją obecność, wpada czternastoletnia miłośniczka koni. Nikt jeszcze nie wie, do czego Sarah jest zdolna.

W tej powieści jak nigdy Jojo Moyes akcentuje trudy wieku dojrzewania, niebezpieczeństwa i pułapki czyhające na Sarah. Sprawdza, ile dziewczyna jest w stanie poświęcić dla swoich marzeń i jak daleko się posunie, gdy sytuacja wymagać będzie radykalnych środków. Chociaż towarzysze jej dziadka to poczciwcy, nie brakuje i takich, którzy zechcą wykorzystać młodą bohaterkę lub wpędzić ją w kłopoty. Im więcej niebezpieczeństw, tym lepiej dla fabuły, teraz rzeczywiście brawurowej i filmowej. Sarah, chociaż jest myślącą młodą osobą, pakuje się w tarapaty przez brak sojuszników, wydaje jej się, że zawsze poradzi sobie sama. Odwagą i sprytem przewyższa wprawdzie swoich rówieśników, ale pozostaje dzieckiem, o czym Jojo Moyes nie zapomina.

Losy Sarah przeplatają się z losami Natashy, która przeżywa właśnie uczuciowy i życiowy zakręt. Na swoje rozterki spojrzy z innej perspektywy dopiero wtedy, gdy życie dołoży jej zmartwień w postaci kłopotów pseudowychowawczych. Jojo Moyes proponuje prozę pozbawioną magicznych rozwiązań (tym bardziej zadziwi finał „We wspólnym rytmie”), operuje za to chętnie całym zestawem komplikacji fabularnych. W tej kwestii nie rozczarowuje. Gry tematyczne podkreśla też sposobem prowadzenia narracji – dostarcza czytelnikom obyczajówki ocierającej się już o powieść psychologiczną. Zmusza postacie do odbywania niewygodnych rozmów i do przyznawania się do niechcianych uczuć. Zamienia się to na gęste opisy, „We wspólnym rytmie” nie ma lekkości optymistycznego czytadła, ale też tematy tutaj uruchamiane zasługują na dużo solidniejsze opracowanie. Moyes angażuje się w tę historię mocniej niż można by się spodziewać, co oznacza, że odbiorcy też nie będą obojętni na lekturę. „We wspólnym rytmie” to poszukiwanie tematu poza trendami z bestsellerowych obyczajówek. Jojo Moyes wyrobiła już sobie taką pozycję na rynku, że nie potrzebuje uciekać się do poczytnych schematów – co znów docenią jej czytelnicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com