* * * * * * O tu-czytam

piątek, 12 stycznia 2018

Dave Rudden: Rycerze pożyczonego mroku

Jaguar, Warszawa 2017.

Wtajemniczenie

Kiedy należy się do literackiego świata, i to takiego, do którego stały dostęp mają potwory i mroczne istoty, dobrze jest nie mieć rodziców. Denizen jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Mieszka w sierocińcu i zna rządzące nim reguły. Wie, że tu każde dziecko spodziewa się, że kiedyś przyjdą po nie mili ludzie i stworzą prawdziwy dom. Ale Denizen jest stworzony, by walczyć z mrokiem. Na razie nic na to nie wskazuje, chłopiec wydaje się całkiem zwyczajny. Według dyrektora sierocińca w ogóle nie rzuca się w oczy, więc i nie daje się zapamiętać. Ale tuż przed trzynastymi urodzinami zgłaszają się po niego nieznani wcześniej tajemniczy krewni. Zresztą nawet data urodzin okazuje się fałszem – to rodzaj ochrony, jaki zapewniła chłopcu ciotka Vivian. Tak naprawdę trzynaste urodziny to niedaleka przyszłość, która oznacza… wielkie zmiany.

Denizen wyrwany z przestrzeni sierocińca i odłączony od kolegów musi w przyspieszonym tempie poznać zasady rządzące groźnym światem. Za przewodnika służy mu Szary, wysłannik jego ciotki. To potyczka Szarego z pochodzącą z mroku bestią jest pierwszym etapem wtajemniczenia chłopca w nowe obowiązki. Potwory przedostają się do świata przez wyłom, ciała tworzą sobie z dostępnych akurat surowców. Są wciąż istotami nieznanymi, tajemniczymi, każdy Rycerz ma z nimi inne doświadczenia. Ciotka Vivian szefuje wojownikom i chociaż jeszcze nie zdecydowała, czy wprowadzi Denizena w arkana walki z Mrokorami, nie ukrywa przed nim zagrożeń. Jest jeszcze Darcie, dziewczyna-geniusz, nastolatka, która zajmuje się biblioteką. A do biblioteki Denizenowi na razie wchodzić nie wolno, być może po to, żeby obudzić głód wiedzy.

Dave Rudden „Rycerzy pożyczonego mroku” konstruuje według schematów charakterystycznych dla pewnego odłamu fantasy. Przede wszystkim wybiera zwykłego bohatera, dziecko, które nie podejrzewa nawet, że przyjdzie mu mierzyć się z ogromnymi wyzwaniami nad możliwości całego zastępu dorosłych. Denizen może wydawać się samotny jeszcze przed przystąpieniem do Rycerzy, ale i tak prowadzi teraz bardziej satysfakcjonujące życie niż w sierocińcu. Wreszcie znajduje się w centrum uwagi, dorośli troszczą się o niego, nawet jeśli oznacza to ograniczanie wolności i brak dostępu do niektórych informacji. Denizen stopniowo się otwiera – jeśli chce dowiedzieć się czegoś na temat potworów i sposobów walki z nimi, nie może czekać na łaskę ciotki czy jej pracowników. Musi zacząć działać – a to wstęp do jego dojrzewania.

„Rycerze pożyczonego mroku” to próba wykorzystania gotowych elementów powieści. Wprawdzie Rudden szuka oryginalności w kreowaniu relacji, zagrożeń i walk – ale tak naprawdę wciąż wypełnia sprawdzone założenia. Bardzo szybko wychodzi ze strefy początkowej, nie ma ochoty na rozwijanie motywu sierocińca – pożycza go z klasycznych fabuł po to tylko, żeby wprowadzić bohatera. Nie skupia się też na żmudnym szkoleniu Denizena – chłopiec może sprawdzić się już w akcji, wiedzę będzie nabywał stopniowo i w oderwaniu od edukacyjnych mechanizmów. Gdy już nastolatek znajdzie się w świecie, do którego wkraczają potwory, nie ma powrotu do normalności, a przygody będą coraz bardziej burzliwe. Dave Rudden pamięta jednak o tym, żeby co pewien czas rozśmieszać czytelników i dostarczać im kolejnych dowodów na to, że Denizen, mimo początkowego zaskoczenia, czuje się w nowej skórze całkiem pewnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com