Znak, Kraków 2018.
Naiwność
Katarzyna Michalak w łzawych obyczajówkach podporządkowanych wymogom i modom rynku masowego celuje. Zwłaszcza w pierwszych częściach swoich kolejnych serii uruchamia znane i sprawdzone schematy z bestsellerów. Potem je – niestety – wynaturza, a korzystanie z określonych scenariuszy sprawia, że łatwo tu przewidzieć kierunki rozwoju akcji. W “Trzech życzeniach” osierocona właśnie (ale już dorosła) Natalia, dziewczyna z krzywym kręgosłupem (mimo kalectwa wciąż piękna i dobra) trafia do domu Jadwigi – i tu spotyka Damiana, chłopaka, który urodził się ze zdeformowaną ręką i między innymi z powodu tej ułomności atakuje wszystkich zanim jeszcze ci zdążą mu cokolwiek zrobić. Tęsknota dziewczyny za prawdziwą miłością to jeden fabularny “sekret”, drugim - równie przewidywalnym - są nagrania na pocztę głosową. Do pary Natalia – Damian autorka dokłada kolejne szukające szczęścia. Siergiej i Magda przechodzą kryzys związany z myślą o powiększeniu rodziny. Nataniel i jego ukochana dali schronienie małym dzieciom, ale marzą o własnym. To wiąże się z poważnymi wyzwaniami, a nawet zagrożeniem życia. Wszyscy rozgoryczeni, sfrustrowani i zmęczeni życiem znajdują azyl u ciotki Jadwigi. Tutaj kłopoty rozwiązują się same – i to wszystkie: sercowe, finansowe, te związane z planami na przyszłość i te oparte o relacje międzyludzkie. Owszem, bywa ostro albo gorąco, ale wszystko biegnie do happy endu - obowiązkowego. Co prawda dla Katarzyny Michalak znaczy to, że kobiety postawią na swoim, ale w końcu to dla kobiet ta autorka pisze i im ma dać nadzieję - że złudną, to już nie ma znaczenia.
Nie boi się autorka komplikowania akcji problemami zdrowotnymi, ale w tej wersji może bardziej rozśmieszać niż zastanawiać. Poważna, zaawansowana skolioza jest niewidoczna pod ubraniem (potrzebna autorce tylko jako źródło kompleksów, przez większość czasu o tym nie pamięta), mordobicia nigdy nie prowadzą do poważniejszych uszkodzeń ciała i psychiki, a niemożność zajścia w ciążę nagle i bez przyczyny zmienia się w zwyczajną płodność. Wybaczenia na łożu śmierci, nagłe zmiany uczuć... wszystko prowadzi Michalak tak, żeby dostarczać czytelniczkom wzruszeń - ale nie bierze pod uwagę faktu, że nadmierna baśniowość może tu mocno przeszkadzać. Jeśli stawia na realizm w otoczeniu, powinna odrobinę zadbać o prawdopodobieństwo, inaczej zamęczy odbiorczynie własną fantazją.
“Trzy życzenia” to powieść pełna rozmaitych wątków, podstawowe akcenty kładzie autorka na miłość i uczucia macierzyńskie, w pewnym momencie przesładza historię do granic możliwości i zupełnie bez potrzeby. Do tego próbuje dość nieudolnie komplikować egzystencję postaci: to rozwiązania bardzo na siłę, nieprzekonujące nawet wtedy, kiedy przyjmuje się bez zastrzeżeń wizję azylu u ciotki Jadwigi. Niby składniki opowieści zapewniają sukces – a jednak tak zaklasyfikowane w końcu zamieniają się w karykaturę. Być może gdyby Katarzyna Michalak złagodziła trochę te portrety, gdyby uwierzyła w znaczenie subtelności, gdyby odrzuciła pokusę ciągłego podbijania wydarzeń... Za bardzo zależy jej na wzruszeniach.
Ponadto w samym stylu, gdzie tylko pojawią się dzieci, autorka odruchowo zaczyna zdrabniać wszystkie dotyczące ich określenia (i w narracji, i w wypowiedziach postaci). Są plecki, rączki, oczka, cud, że nie ma siniaczków, kiedy pojawia się temat przemocy domowej. Przydałoby się pamiętać, że nawet wśród fanek romansowych obyczajówek są kobiety, które nie chcą za wszelką cenę posiadać potomstwa i nie rozczulają ich zupełnie zwyczajne dzieci. “Trzy życzenia” to powieść tendencyjna – ale nie to w niej jest największą przeszkodą, tylko naiwność autorki manifestowana w portretach i scenach.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Michalak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Michalak. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 stycznia 2019
sobota, 15 września 2018
Katarzyna Michalak: Ścigany
Między Słowami, Kraków 2018.
Ucieczka
Danka i Hubert poznają się tuż po zamachu, w którym ginie prezydent kraju. On jest ścigany przez wszystkie możliwe służby i podejrzany o zabójstwo, zresztą kiedy musi się bronić, nie zawaha się przed pozbawieniem kogoś życia. Ona to była lekarka, która właściwie nie ma dla kogo żyć i chciała popełnić samobójstwo. Wpadli na siebie i natychmiast stało się jasne, że bardzo się potrzebują. On miał kilka poważnych ran postrzałowych, tylko ona mogła je opatrzyć. Zabrała go do swojego domu, ukryła przed światem i zaopiekowała się nim, jak mogła najlepiej. Obejmowało to również szycie stale otwierających się ran, zmywanie śladów krwi z całego domu i wikłanie się w sieć kłamstw. Z czasem okazywało się, że może mu pomóc na wiele różnych sposobów, ale cena za to będzie wysoka. Katarzyna Michalak w powieści “Ścigany” idzie w brutalność i ekstremalne przygody rodem z filmów sensacyjnych, ale niestety psuje zamierzony efekt kosmiczną wręcz naiwnością objawiającą się i w doborze wydarzeń, i w proponowanych charakterystykach, i w samej narracji. Danka jest kobietą niezłomną, na takiego samego twardziela wpada. Oboje radzą sobie z szyciem ran na żywca (wydaje się, że nawet to lubią). Ona dla dobra sprawy daje się gwałcić i poniżać, byle tylko nie zdradzić istnienia w swoim domu nieproszonego, ale coraz bardziej nieobojętnego gościa - on nie wie, co powinien zrobić, żeby uratować kobietę, na której zaczyna mu zależeć. Od pierwszych stron między nimi iskrzy, więc to tylko kwestia czasu, kiedy pojawi się większe uczucie. Katarzyna Michalak na tym akurat zna się najlepiej i dobrze by było, gdyby na prostych romansach poprzestała: uciekanie w sensację nie bardzo jej wychodzi. Wyborem tematu przekreśla sobie drogę do stałych czytelniczek: niewiele rozmiłowanych w ciepłych obyczajówkach pań, które do tej pory nie stroiły sobie żartów z błędów i niedociągnięć autorki, będzie chciało nurzać się w krwi potencjalnego zbrodniarza, a sama intryga nie jest na tyle atrakcyjna, żeby przywiązać do lektury. Brutalność w obszarze tej opowieści to jedyny sposób na budowanie akcji poza tematem miłości mimo wszystko – ale w takiej wersji Katarzyna Michalak uwagi panów na siebie nie zwróci. Dalej przecież jest sentymentalna i nieznośnie spragniona czułości, co przekazuje swojej bohaterce. Danka może sobie przegryzać nić, którą zszywała ranę - i tak w głębi duszy chce, żeby ktoś się nią zaopiekował. A to już rodzi podejrzenia o niespójność charakterologiczną i faktyczny brak wyczucia literackiego autorki. Zresztą w “Ściganym” uwag do konstrukcji można mieć wiele, ale nic dziwnego, skoro Michalak całą uwagę poświęca na budowanie więzi między Danką i Hubertem. Jest ta powieść naiwna i to naiwnością okrutną, bo ośmieszającą autorkę. Zabrakło sensu, pomysłu, umotywowania akcji... wszystkiego, by przeżywać tę historię. Przesada psuje tu pozory prawdopodobieństwa, odbiera też chęć przyglądania się opowieści. Poetyka “zabili go i uciekł” w zestawieniu z emocjonalnością z taniego romansu to zestawienie, jakie – wbrew pozorom – mas nie przyciągnie. Wszystkiego jest tu za dużo, brakuje wyczucia i samego pomysłu na przekaz. Nawet jeśli momentami wydaje się, że autorka uchwyci ideę relacji między bohaterami, zaraz psuje ją nachalnością obserwacji. “Ścigany” to książka bardzo dziwna i nawet fanki Katarzyny Michalak mogą mieć problem z zaakceptowaniem jej.
Ucieczka
Danka i Hubert poznają się tuż po zamachu, w którym ginie prezydent kraju. On jest ścigany przez wszystkie możliwe służby i podejrzany o zabójstwo, zresztą kiedy musi się bronić, nie zawaha się przed pozbawieniem kogoś życia. Ona to była lekarka, która właściwie nie ma dla kogo żyć i chciała popełnić samobójstwo. Wpadli na siebie i natychmiast stało się jasne, że bardzo się potrzebują. On miał kilka poważnych ran postrzałowych, tylko ona mogła je opatrzyć. Zabrała go do swojego domu, ukryła przed światem i zaopiekowała się nim, jak mogła najlepiej. Obejmowało to również szycie stale otwierających się ran, zmywanie śladów krwi z całego domu i wikłanie się w sieć kłamstw. Z czasem okazywało się, że może mu pomóc na wiele różnych sposobów, ale cena za to będzie wysoka. Katarzyna Michalak w powieści “Ścigany” idzie w brutalność i ekstremalne przygody rodem z filmów sensacyjnych, ale niestety psuje zamierzony efekt kosmiczną wręcz naiwnością objawiającą się i w doborze wydarzeń, i w proponowanych charakterystykach, i w samej narracji. Danka jest kobietą niezłomną, na takiego samego twardziela wpada. Oboje radzą sobie z szyciem ran na żywca (wydaje się, że nawet to lubią). Ona dla dobra sprawy daje się gwałcić i poniżać, byle tylko nie zdradzić istnienia w swoim domu nieproszonego, ale coraz bardziej nieobojętnego gościa - on nie wie, co powinien zrobić, żeby uratować kobietę, na której zaczyna mu zależeć. Od pierwszych stron między nimi iskrzy, więc to tylko kwestia czasu, kiedy pojawi się większe uczucie. Katarzyna Michalak na tym akurat zna się najlepiej i dobrze by było, gdyby na prostych romansach poprzestała: uciekanie w sensację nie bardzo jej wychodzi. Wyborem tematu przekreśla sobie drogę do stałych czytelniczek: niewiele rozmiłowanych w ciepłych obyczajówkach pań, które do tej pory nie stroiły sobie żartów z błędów i niedociągnięć autorki, będzie chciało nurzać się w krwi potencjalnego zbrodniarza, a sama intryga nie jest na tyle atrakcyjna, żeby przywiązać do lektury. Brutalność w obszarze tej opowieści to jedyny sposób na budowanie akcji poza tematem miłości mimo wszystko – ale w takiej wersji Katarzyna Michalak uwagi panów na siebie nie zwróci. Dalej przecież jest sentymentalna i nieznośnie spragniona czułości, co przekazuje swojej bohaterce. Danka może sobie przegryzać nić, którą zszywała ranę - i tak w głębi duszy chce, żeby ktoś się nią zaopiekował. A to już rodzi podejrzenia o niespójność charakterologiczną i faktyczny brak wyczucia literackiego autorki. Zresztą w “Ściganym” uwag do konstrukcji można mieć wiele, ale nic dziwnego, skoro Michalak całą uwagę poświęca na budowanie więzi między Danką i Hubertem. Jest ta powieść naiwna i to naiwnością okrutną, bo ośmieszającą autorkę. Zabrakło sensu, pomysłu, umotywowania akcji... wszystkiego, by przeżywać tę historię. Przesada psuje tu pozory prawdopodobieństwa, odbiera też chęć przyglądania się opowieści. Poetyka “zabili go i uciekł” w zestawieniu z emocjonalnością z taniego romansu to zestawienie, jakie – wbrew pozorom – mas nie przyciągnie. Wszystkiego jest tu za dużo, brakuje wyczucia i samego pomysłu na przekaz. Nawet jeśli momentami wydaje się, że autorka uchwyci ideę relacji między bohaterami, zaraz psuje ją nachalnością obserwacji. “Ścigany” to książka bardzo dziwna i nawet fanki Katarzyny Michalak mogą mieć problem z zaakceptowaniem jej.
środa, 17 grudnia 2014
Katarzyna Michalak: Przystań Julii
Znak, Kraków 2014.
Przepis na idealizm
Katarzyna Michalak zwykle w swoich trylogiach obyczajowo-romansowo-przygodowych w pierwszym tomie pisze zgodnie z oczekiwaniami odbiorczyń i z panującymi akurat w czytadłach modami, w kolejnych – przeprowadza fabularne szaleństwa, które niby mają dostarczać adrenaliny, a jednak psują obrazki budowane na początku, przecząc ich wiarygodności. W trylogii kwiatowej takich błędów popełnia mniej – trzecia opowieść poziomem nie różni się od dwóch poprzednich, a w akcji mniej jest scen rodem z tanich romansów. Chociaż autorka nie rezygnuje z nich tak całkowicie
W „Przystani Julii” odbiorczynie przyjrzą się trzeciej sąsiadce, która za złe wybory z przeszłości otrzymuje właśnie surową baśniową karę. Julia mogła kiedyś poślubić miłość swojego życia, jednak zdecydowała się na małżeństwo z rozsądku i zakochała w pieniądzach. Teraz bogaty mąż wymienia ją na inną, a ukochana córka opowiada się po stronie tatusia. Jak pozostałe bohaterki, Julia przekonuje się, czym jest samotność. Opuszcza dom i wyrusza w Bieszczady. Gosia ponownie mierzy się ze swoimi traumami. Walczy o szczęście swojego nienarodzonego synka, musi zatem odzyskać siły i chęci do życia. Najwięcej jednak dzieje się u Kamili, pierwszej bohaterki. To jej zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Kamila nie wie, ile poświęci dla niej ukochany Łukasz, a skoro nie zna motywacji wybranka, podejrzewa go o romans. Przeżywa prywatne tragedie, nie mając pojęcia o nadchodzącej katastrofie. O tej wie jedynie wszechwładny narrator, który zdradza czasami emocje z niedalekiej przyszłości. Życie trzech bohaterek to nieustająca walka o normalność. Tyle tylko, że żadna z kobiet nie boryka się z tematami życiowymi, bliskimi czytelniczkom. Wydumane problemy stanowią raczej odskocznię od codzienności. Owszem, wszystkim paniom chodzi o miłość i poczucie bezpieczeństwa – ale żadna nie zatrzymuje się w sielance. Na to nie pozwoli autorka, wyraźnie zafascynowana przesadą. Katarzyna Michalak na początku przekonuje, że będzie prezentować zwyczajną obyczajówkę. Potem jednak górę bierze idealizowany romantyzm i burzliwość losów postaci – w efekcie miłość musi być na śmierć i życie, rozpacz bezgraniczna, a lęk graniczący z histerią. Kobiety u Katarzyny Michalak wyolbrzymiają każdą sytuację, żeby udowodnić, że z każdą mogą sobie poradzić. W „Przystani Julii” też serca pękają co kilkanaście stron – ale przecież ta autorka przyzwyczaiła już do tego swoje odbiorczynie – i z przymrużeniem oka traktuje się kolejne sensacje.
Gdyby jednak odrzucić hiperbole, okazuje się, że Michalak pisze o tęsknotach i nadziejach swoich czytelniczek. Zapewnia im przerobioną na powieść dla dorosłych baśń, w której – niezależnie od przygód – wszystko musi się jakoś ułożyć. Próbuje nadać kształt sennym marzeniom, eliminując rozmaite zwykłe troski: tu praca znajdzie się sama, ukochany – również. Przyjaciółki będą się wspierać niezależnie od okoliczności, drobne kłamstwa (urastające do rangi problemów) zawsze zostaną wyprostowane na czas. Michalak wprowadza w sielankowy świat problemy zastępcze, ogromne, za to nierealne. To dlatego jej powieści czyta się lekko i dla samej rozrywki. Naiwnej fabule towarzyszy bowiem zawsze ciepła narracja – i to ta narracja staje się prawdziwą wartością książki. Mimo wyolbrzymianych kłopotów na niewyobrażalną skalę, Michalak zyskuje naturalność rozmów czy samych opisów. Gdyby jeszcze opanowała skłonność do przesady i ciągłego wywracania świata bohaterów do góry nogami, mogłaby trafić do szerszego grona czytelniczek spoza masowej publiczności. „Przystań Julii” to powieść, która porządkuje rzeczywistość bezpośrednio pod marzenia bohaterek, kobiet obdarzanych już zaufaniem przez czytelniczki. Michalak pracowała nad tą książką bardziej niż nad zakończeniami innych swoich trylogii – i to widać.
Przepis na idealizm
Katarzyna Michalak zwykle w swoich trylogiach obyczajowo-romansowo-przygodowych w pierwszym tomie pisze zgodnie z oczekiwaniami odbiorczyń i z panującymi akurat w czytadłach modami, w kolejnych – przeprowadza fabularne szaleństwa, które niby mają dostarczać adrenaliny, a jednak psują obrazki budowane na początku, przecząc ich wiarygodności. W trylogii kwiatowej takich błędów popełnia mniej – trzecia opowieść poziomem nie różni się od dwóch poprzednich, a w akcji mniej jest scen rodem z tanich romansów. Chociaż autorka nie rezygnuje z nich tak całkowicie
W „Przystani Julii” odbiorczynie przyjrzą się trzeciej sąsiadce, która za złe wybory z przeszłości otrzymuje właśnie surową baśniową karę. Julia mogła kiedyś poślubić miłość swojego życia, jednak zdecydowała się na małżeństwo z rozsądku i zakochała w pieniądzach. Teraz bogaty mąż wymienia ją na inną, a ukochana córka opowiada się po stronie tatusia. Jak pozostałe bohaterki, Julia przekonuje się, czym jest samotność. Opuszcza dom i wyrusza w Bieszczady. Gosia ponownie mierzy się ze swoimi traumami. Walczy o szczęście swojego nienarodzonego synka, musi zatem odzyskać siły i chęci do życia. Najwięcej jednak dzieje się u Kamili, pierwszej bohaterki. To jej zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Kamila nie wie, ile poświęci dla niej ukochany Łukasz, a skoro nie zna motywacji wybranka, podejrzewa go o romans. Przeżywa prywatne tragedie, nie mając pojęcia o nadchodzącej katastrofie. O tej wie jedynie wszechwładny narrator, który zdradza czasami emocje z niedalekiej przyszłości. Życie trzech bohaterek to nieustająca walka o normalność. Tyle tylko, że żadna z kobiet nie boryka się z tematami życiowymi, bliskimi czytelniczkom. Wydumane problemy stanowią raczej odskocznię od codzienności. Owszem, wszystkim paniom chodzi o miłość i poczucie bezpieczeństwa – ale żadna nie zatrzymuje się w sielance. Na to nie pozwoli autorka, wyraźnie zafascynowana przesadą. Katarzyna Michalak na początku przekonuje, że będzie prezentować zwyczajną obyczajówkę. Potem jednak górę bierze idealizowany romantyzm i burzliwość losów postaci – w efekcie miłość musi być na śmierć i życie, rozpacz bezgraniczna, a lęk graniczący z histerią. Kobiety u Katarzyny Michalak wyolbrzymiają każdą sytuację, żeby udowodnić, że z każdą mogą sobie poradzić. W „Przystani Julii” też serca pękają co kilkanaście stron – ale przecież ta autorka przyzwyczaiła już do tego swoje odbiorczynie – i z przymrużeniem oka traktuje się kolejne sensacje.
Gdyby jednak odrzucić hiperbole, okazuje się, że Michalak pisze o tęsknotach i nadziejach swoich czytelniczek. Zapewnia im przerobioną na powieść dla dorosłych baśń, w której – niezależnie od przygód – wszystko musi się jakoś ułożyć. Próbuje nadać kształt sennym marzeniom, eliminując rozmaite zwykłe troski: tu praca znajdzie się sama, ukochany – również. Przyjaciółki będą się wspierać niezależnie od okoliczności, drobne kłamstwa (urastające do rangi problemów) zawsze zostaną wyprostowane na czas. Michalak wprowadza w sielankowy świat problemy zastępcze, ogromne, za to nierealne. To dlatego jej powieści czyta się lekko i dla samej rozrywki. Naiwnej fabule towarzyszy bowiem zawsze ciepła narracja – i to ta narracja staje się prawdziwą wartością książki. Mimo wyolbrzymianych kłopotów na niewyobrażalną skalę, Michalak zyskuje naturalność rozmów czy samych opisów. Gdyby jeszcze opanowała skłonność do przesady i ciągłego wywracania świata bohaterów do góry nogami, mogłaby trafić do szerszego grona czytelniczek spoza masowej publiczności. „Przystań Julii” to powieść, która porządkuje rzeczywistość bezpośrednio pod marzenia bohaterek, kobiet obdarzanych już zaufaniem przez czytelniczki. Michalak pracowała nad tą książką bardziej niż nad zakończeniami innych swoich trylogii – i to widać.
czwartek, 26 czerwca 2014
Katarzyna Michalak: Zacisze Gosi
Znak, Kraków 2014.
Kataklizmy
Katarzyna Michalak w swoich seriach powieści obyczajowych podpiera się charakterystycznym rozwojem pomysłów. Pierwsza książka dostarcza zawsze sielskiego obrazka, który dodaje otuchy i pozwala wierzyć w optymistyczną i szczęśliwą przyszłość bohaterek, w kolejnych tomach za to trzęsienia ziemi następują po sobie bardzo często – i z intensywnością, która usilnie przypomina o umowności świata przedstawionego. Tu już realizm ustępuje miejsca kolejnym uczuciowym kataklizmom i nigdy nie ma szans na następną prostą fabułkę. Przychodzi czas na popisy wyobraźni autorki oraz… upodobanie do melodramatów i silnych wzruszeń. Z tego rytmu Katarzyna Michalak nie rezygnuje też w swojej serii kwiatowej. Dalsza egzystencja Kamili w „Zaciszu Gosi” zaczyna przypominać operę mydlaną – sporo czasu minie, zanim kobieta będzie mogła znowu cieszyć się życiem. Autorka komplikuje przeszłość i teraźniejszość tej postaci, stawiając tym razem na bardzo powieściowe – co oznacza też i mało prawdopodobne – wstrząsy emocjonalne. Rozwiąże się tu problem z Jakubem, który na wiele lat zniknął z życia Kamili, łamiąc jej serce, pojawią się za to nowe przeszkody w idealnym dotąd związku z Łukaszem.
Ale to nie Kamila w tej książce jest najważniejsza, a jej sąsiadka, Gosia. Gosia to kobieta okrutnie doświadczona przez los – przeżyła zamach w londyńskim metrze (straciła wtedy nienarodzone dziecko, nogę i zdrowe zmysły, a w dalszej perspektywie również męża). Gosia ma swoje fobie i dziwactwa, które uniemożliwiają jej normalną egzystencję, a nawet nawiązywanie przyjaźni. W „Zaciszu Gosi” to na tę tajemniczą kobietę Katarzyna Michalak kieruje uwagę. I nie szczędzi jej kolejnych traum, których mnogość może zdziwić nawet czytelniczki przyzwyczajone do chwytów tej autorki.
„Zacisze Gosi” w najmniejszym nawet stopniu nie jest powieścią delikatną, co sugerowałaby kwiatowa seria i „kobiecość” stylu. Katarzyna Michalak zachowuje się tu jak demiurg, który uświadomił sobie dopiero swoją władzę nad światem i chętnie testuje stworzone przez siebie postacie – sprawdzając, ile wytrzymają. A wyzwań tu nie zabraknie, podobnie jak sprawdzianów dla psychiki bohaterek. Trudno uwierzyć w te kreacje, kiedy ton akcji nadają coraz silniejsze kataklizmy i nie ma kiedy odetchnąć. Katarzyna Michalak chce dostarczać czytelniczkom silnych wzruszeń, ale zapomina – być może celowo – o uprawdopodabniającej je normalności.
„Zaciszu Gosi” daleko do zacisza, spokoju i stagnacji. Autorka ucieka od rutyny w stronę wydarzeń, które dawniej sprawdziłyby się w romansach – tu wielka miłość musi się zmierzyć z kalectwem, a na drodze do szczęścia staną wszyscy, których tylko uda się zgromadzić. Michalak uwielbia burzliwe rozwiązania, wielkie nieszczęścia, zawiedzione nadzieje i narracyjno-fabularny rozmach. To wszystko razem brzmi dość naiwnie i momentami egzaltowanie – ale jeśli ktoś przywiąże się do niedzisiejszych bohaterek i ich poglądów na miłość – dla relaksu będzie śledzić przygody postaci z kwiatowej serii. Katarzyna Michalak chce bowiem dostarczać ekstremalnych wrażeń, nie dla niej subtelności czy niedopowiedzenia. Ta strategia dość rzadko jest stosowana dzisiaj przez autorki obyczajówek – więc cykle Michalak na rynku literackim się wyróżniają. W „Zaciszu Gosi” stężenie przykrych wypadków jest ogromne – ale może to stanie się wabikiem dla odbiorczyń, które przejadły się już sielskimi fabułkami.
Kataklizmy
Katarzyna Michalak w swoich seriach powieści obyczajowych podpiera się charakterystycznym rozwojem pomysłów. Pierwsza książka dostarcza zawsze sielskiego obrazka, który dodaje otuchy i pozwala wierzyć w optymistyczną i szczęśliwą przyszłość bohaterek, w kolejnych tomach za to trzęsienia ziemi następują po sobie bardzo często – i z intensywnością, która usilnie przypomina o umowności świata przedstawionego. Tu już realizm ustępuje miejsca kolejnym uczuciowym kataklizmom i nigdy nie ma szans na następną prostą fabułkę. Przychodzi czas na popisy wyobraźni autorki oraz… upodobanie do melodramatów i silnych wzruszeń. Z tego rytmu Katarzyna Michalak nie rezygnuje też w swojej serii kwiatowej. Dalsza egzystencja Kamili w „Zaciszu Gosi” zaczyna przypominać operę mydlaną – sporo czasu minie, zanim kobieta będzie mogła znowu cieszyć się życiem. Autorka komplikuje przeszłość i teraźniejszość tej postaci, stawiając tym razem na bardzo powieściowe – co oznacza też i mało prawdopodobne – wstrząsy emocjonalne. Rozwiąże się tu problem z Jakubem, który na wiele lat zniknął z życia Kamili, łamiąc jej serce, pojawią się za to nowe przeszkody w idealnym dotąd związku z Łukaszem.
Ale to nie Kamila w tej książce jest najważniejsza, a jej sąsiadka, Gosia. Gosia to kobieta okrutnie doświadczona przez los – przeżyła zamach w londyńskim metrze (straciła wtedy nienarodzone dziecko, nogę i zdrowe zmysły, a w dalszej perspektywie również męża). Gosia ma swoje fobie i dziwactwa, które uniemożliwiają jej normalną egzystencję, a nawet nawiązywanie przyjaźni. W „Zaciszu Gosi” to na tę tajemniczą kobietę Katarzyna Michalak kieruje uwagę. I nie szczędzi jej kolejnych traum, których mnogość może zdziwić nawet czytelniczki przyzwyczajone do chwytów tej autorki.
„Zacisze Gosi” w najmniejszym nawet stopniu nie jest powieścią delikatną, co sugerowałaby kwiatowa seria i „kobiecość” stylu. Katarzyna Michalak zachowuje się tu jak demiurg, który uświadomił sobie dopiero swoją władzę nad światem i chętnie testuje stworzone przez siebie postacie – sprawdzając, ile wytrzymają. A wyzwań tu nie zabraknie, podobnie jak sprawdzianów dla psychiki bohaterek. Trudno uwierzyć w te kreacje, kiedy ton akcji nadają coraz silniejsze kataklizmy i nie ma kiedy odetchnąć. Katarzyna Michalak chce dostarczać czytelniczkom silnych wzruszeń, ale zapomina – być może celowo – o uprawdopodabniającej je normalności.
„Zaciszu Gosi” daleko do zacisza, spokoju i stagnacji. Autorka ucieka od rutyny w stronę wydarzeń, które dawniej sprawdziłyby się w romansach – tu wielka miłość musi się zmierzyć z kalectwem, a na drodze do szczęścia staną wszyscy, których tylko uda się zgromadzić. Michalak uwielbia burzliwe rozwiązania, wielkie nieszczęścia, zawiedzione nadzieje i narracyjno-fabularny rozmach. To wszystko razem brzmi dość naiwnie i momentami egzaltowanie – ale jeśli ktoś przywiąże się do niedzisiejszych bohaterek i ich poglądów na miłość – dla relaksu będzie śledzić przygody postaci z kwiatowej serii. Katarzyna Michalak chce bowiem dostarczać ekstremalnych wrażeń, nie dla niej subtelności czy niedopowiedzenia. Ta strategia dość rzadko jest stosowana dzisiaj przez autorki obyczajówek – więc cykle Michalak na rynku literackim się wyróżniają. W „Zaciszu Gosi” stężenie przykrych wypadków jest ogromne – ale może to stanie się wabikiem dla odbiorczyń, które przejadły się już sielskimi fabułkami.
czwartek, 20 lutego 2014
Katarzyna Michalak: Zachcianek
Albatros, Warszawa (wydanie IV).
Przygody z baśni
Kiedy Katarzyna Michalak zrywa z regułami narzucanymi przez realizm powieściowy, nic jej nie może powstrzymać. W „Zachcianku”, drugim tomie poczekajkowej trylogii, wyostrza wyobraźniowe tony i fabularne konwencje, żeby poważnie namieszać w życiu sympatycznej bohaterki. Patrycja, która spotkała już swojego rycerza na czarnym rumaku, okazuje się osobą bardzo nieszczęśliwą. Praca w zoo w charakterze weterynarza nie absorbuje jej tak jak dawniej, zabawne przygody nie zdarzają się tak często, tymczasem ukochany… chce być wolny. Ma dość ciągłych narzekań i wyrzutów, źle znosi konieczność podporządkowywania się upragnionej kobiecie i coraz częściej od niej ucieka.
Skoro już autorka pokusiła się o wizje baśniowe i przerysowała wątek marzeń o księciu z bajki, idzie o krok dalej, wprowadzając do historii sabaty czarownic. Koleżanki i przyjaciółki Patrycji, które przyjęły kobietę do swojego kręgu, uświadamiają jej magiczne zdolności. Patrycja ma być drimerką – potrafi ziścić to, co sobie wymarzyła. A skoro nadal tęskni za prawdziwą miłością, czarownice zamierzają po raz kolejny rzucić urok i sprowadzić do Chatki największego rywala narzeczonego Patrycji, człowieka, który komitywą z matką pani weterynarz przekreślił się w jej oczach niemal ostatecznie. Katarzyna Michalak ustawia nowe konfiguracje z już przedstawionych postaci, a że porusza się w raczej zamkniętym środowisku, nie uniknie sporów i nieporozumień. Zdarzy się zdrada, nowe związki czy zagrożenia ze stron, z których najmniej się tego bohaterka spodziewa. Dodatkowo Patrycji do istnienia potrzebne jest jej wymarzone miejsce – a odzyskanie go nie należy do prostych.
W „Zachcianku” rządzi magia i emocje wyskalowane nieraz do absurdu. Tu autorka nie zastanawia się nad egzaltacją postaci, zmusza ją do przeżywania wszystkiego najintensywniej i w przyspieszonym tempie. Przy tym Patrycja zachowuje dawną naiwność (musi, żeby wierzyć w czary), pisze listy do wymyślonego Amrego i niezbyt realistycznie ocenia otoczenie. Wierzy w dobre intencje znajomych, nie chce za to dostrzegać ich jednoznacznie złych uczynków, przymyka oczy na to, co niewygodne i pozwala, by wszystko działo się poza nią. Dość biernie uczestniczy w wydarzeniach, a to przez własne niezdecydowanie i bezradność w obliczu żywiołowych zmian.
Wielka miłość tu staje się własną karykaturą, autorka celowo przesadza, sięgając po typowe marzenia bohaterek literackich. Nie stroni od czarnych charakterów, lubuje się w sytuacjach mrożących krew w żyłach. W „Zachcianku” wszystko jest komiksowe, zamaszyste, nagłe i mocne, jakby Michalak nudziła się półśrodkami i delikatnie szkicowanymi wątkami. To powieść równie energiczna co nieprawdziwa, ale przecież prawda w obliczu radykalnych przemian uczuciowych nie ma racji bytu. Brak prawdopodobieństwa autorka nadrabia brawurowym tempem akcji – radzi sobie w ten sposób z baśniowością dla dorosłych i znajduje pomysł na gawędziarską narrację. Część czytelniczek zresztą właśnie ze względu na styl autorki po tę serię chętnie sięgnie. Katarzyna Michalak nie boi się eksperymentowania w zakresie wybieranych gatunków, kipi od pomysłów, lubi bawić, ale i denerwować swoje odbiorczynie. Stawia na odważne pod kątem fabularnym sceny – dość daleko odchodzi od typowych obyczajówek i romansów – i wyróżnia się dzięki temu na rynku. Jej poczekajkowy cykl to wypadkowa romansu i burzliwej baśni, naiwna, a za sprawą literackich poszukiwań i ciekawa zwłaszcza dla tych, którzy lubią oddzielanie fikcji od rzeczywistości. W świecie Patrycji wszystko, co czarne i białe, zaczyna się ze sobą mieszać w niespodziewanych momentach. Michalak nie powstrzymuje się przed ciężkim doświadczaniem swoich bohaterów – i to nie tylko na płaszczyźnie uczuciowej. Jako odskocznia od codzienności może ta lektura zadziałać.
Przygody z baśni
Kiedy Katarzyna Michalak zrywa z regułami narzucanymi przez realizm powieściowy, nic jej nie może powstrzymać. W „Zachcianku”, drugim tomie poczekajkowej trylogii, wyostrza wyobraźniowe tony i fabularne konwencje, żeby poważnie namieszać w życiu sympatycznej bohaterki. Patrycja, która spotkała już swojego rycerza na czarnym rumaku, okazuje się osobą bardzo nieszczęśliwą. Praca w zoo w charakterze weterynarza nie absorbuje jej tak jak dawniej, zabawne przygody nie zdarzają się tak często, tymczasem ukochany… chce być wolny. Ma dość ciągłych narzekań i wyrzutów, źle znosi konieczność podporządkowywania się upragnionej kobiecie i coraz częściej od niej ucieka.
Skoro już autorka pokusiła się o wizje baśniowe i przerysowała wątek marzeń o księciu z bajki, idzie o krok dalej, wprowadzając do historii sabaty czarownic. Koleżanki i przyjaciółki Patrycji, które przyjęły kobietę do swojego kręgu, uświadamiają jej magiczne zdolności. Patrycja ma być drimerką – potrafi ziścić to, co sobie wymarzyła. A skoro nadal tęskni za prawdziwą miłością, czarownice zamierzają po raz kolejny rzucić urok i sprowadzić do Chatki największego rywala narzeczonego Patrycji, człowieka, który komitywą z matką pani weterynarz przekreślił się w jej oczach niemal ostatecznie. Katarzyna Michalak ustawia nowe konfiguracje z już przedstawionych postaci, a że porusza się w raczej zamkniętym środowisku, nie uniknie sporów i nieporozumień. Zdarzy się zdrada, nowe związki czy zagrożenia ze stron, z których najmniej się tego bohaterka spodziewa. Dodatkowo Patrycji do istnienia potrzebne jest jej wymarzone miejsce – a odzyskanie go nie należy do prostych.
W „Zachcianku” rządzi magia i emocje wyskalowane nieraz do absurdu. Tu autorka nie zastanawia się nad egzaltacją postaci, zmusza ją do przeżywania wszystkiego najintensywniej i w przyspieszonym tempie. Przy tym Patrycja zachowuje dawną naiwność (musi, żeby wierzyć w czary), pisze listy do wymyślonego Amrego i niezbyt realistycznie ocenia otoczenie. Wierzy w dobre intencje znajomych, nie chce za to dostrzegać ich jednoznacznie złych uczynków, przymyka oczy na to, co niewygodne i pozwala, by wszystko działo się poza nią. Dość biernie uczestniczy w wydarzeniach, a to przez własne niezdecydowanie i bezradność w obliczu żywiołowych zmian.
Wielka miłość tu staje się własną karykaturą, autorka celowo przesadza, sięgając po typowe marzenia bohaterek literackich. Nie stroni od czarnych charakterów, lubuje się w sytuacjach mrożących krew w żyłach. W „Zachcianku” wszystko jest komiksowe, zamaszyste, nagłe i mocne, jakby Michalak nudziła się półśrodkami i delikatnie szkicowanymi wątkami. To powieść równie energiczna co nieprawdziwa, ale przecież prawda w obliczu radykalnych przemian uczuciowych nie ma racji bytu. Brak prawdopodobieństwa autorka nadrabia brawurowym tempem akcji – radzi sobie w ten sposób z baśniowością dla dorosłych i znajduje pomysł na gawędziarską narrację. Część czytelniczek zresztą właśnie ze względu na styl autorki po tę serię chętnie sięgnie. Katarzyna Michalak nie boi się eksperymentowania w zakresie wybieranych gatunków, kipi od pomysłów, lubi bawić, ale i denerwować swoje odbiorczynie. Stawia na odważne pod kątem fabularnym sceny – dość daleko odchodzi od typowych obyczajówek i romansów – i wyróżnia się dzięki temu na rynku. Jej poczekajkowy cykl to wypadkowa romansu i burzliwej baśni, naiwna, a za sprawą literackich poszukiwań i ciekawa zwłaszcza dla tych, którzy lubią oddzielanie fikcji od rzeczywistości. W świecie Patrycji wszystko, co czarne i białe, zaczyna się ze sobą mieszać w niespodziewanych momentach. Michalak nie powstrzymuje się przed ciężkim doświadczaniem swoich bohaterów – i to nie tylko na płaszczyźnie uczuciowej. Jako odskocznia od codzienności może ta lektura zadziałać.
poniedziałek, 3 lutego 2014
Katarzyna Michalak: Zmyślona
Albatros, Warszawa 2014 (wyd. III)
Kataklizmy
Katarzyna Michalak w swoich trzytomowych cyklach stosuje dość charakterystyczny zabieg: przesładza otwarcie historii, zapraszając czytelniczki spragnione ukojenia do przyjaznego, sielankowego i zupełnie nierzeczywistego świata, by potem i odbiorczyniom, i bohaterom zaproponować serię kataklizmów, z których niełatwo się podnieść. Taki system da się znaleźć także w Poczekajce, serii bestsellerowej i przerysowanej na wiele sposobów. Zamykający cykl tom „Zmyślona” nie daje niemal ani chwili odpoczynku od czarnych charakterów, konfliktów, zła, zwątpienia i krzywd. Przyjaciele stają przeciw sobie, rezygnacja i depresja niszczą to, co udało się zbudować, gdy los sprzyjał. Rozpadają się związki, nikomu nie można ufać. „Zmyślona” to kumulacja krzywd – z optymistyczną wymową, chociaż wydaje się to w zasadzie niemożliwe. Ale Katarzyna Michalak ma swoje sposoby na podtrzymywanie uwagi czytelniczek.
Cała seria poczekajkowa zbudowana jest na prawie kontrastów i baśniowości w miejsce realizmu. Autorka nie rezygnuje jednak z psychologicznych zagrywek – tyle że w jej wykonaniu bohaterowie stosują teorię w praktyce i robiąc rzeczy nie do pomyślenia w zwyczajnym życiu. Trzeba Katarzynie Michalak przyznać, że ma pomysły na oczyszczenie atmosfery i wyrównanie dawnych win – stopniowo odkrywa przeszłość postaci, co rzuca nowe światło na ich skomplikowane decyzje w obliczu tragedii.
Patrycja, zabawna i urocza pani weterynarz, która zamieszkała w Chatce i rozkochała w sobie dwóch mężczyzn, pogrąża się w apatii po stracie dziecka. Powrót do zdrowia uniemożliwia jej też konflikt z mężem. Tymczasem jej dawny narzeczony nie może o niej zapomnieć i doprowadza do kryzysu w swoim małżeństwie. W to wszystko zostaje wciągnięty Patryk: nagle staje się opiekunem trójki nad wiek dojrzałych i rezolutnych kilkulatków, dzieci z dwóch nieszczęśliwych aktualnie związków. Musi nie tylko próbować uratować siostrę i Patrycję, ale też zadbać o maluchy. „Zmyślona” ma brawurowo poprowadzoną akcję – w małej wiosce i okolicach dzieją się sceny raz rodem z filmu gangsterskiego, raz – z melodramatu. Michalak nie oszczędza bohaterów, sprowadzając na nich coraz większe nieszczęścia. Może to sprawiać wrażenie nienaturalności, ale hiobowa opowieść służy przecież zaangażowaniu czytelniczek – gdyby autorka pozostała przy jasnej i ciepłej historii, nie zyskałaby takiego uznania masowej publiczności. Większą sympatię odbiorczyń wzbudzą w końcu postacie, którym życie się wali – niż te, które żyją w wiecznym raju. „Zmyślona” ma dostarczać wielu wrażeń – i swoje zadanie spełni pod jednym warunkiem: autorce trzeba uwierzyć, przyznać jej prawo do ucieczki przed prawdopodobieństwem i cieszyć się ogromem wstrząsów w lekturze.
Obecność dzieci przynosi wytchnienie po kataklizmach. Nieprzypadkowo autorka wprowadziła tu trójkę maluchów do centrum wydarzeń. Najmłodsi bohaterowie bez przerwy rozśmieszają odbiorczynie trafnymi obserwacjami i lustrem, jakie tworzą wobec skomplikowanych relacji dorosłych. Dzieci są tu mądre, ale nie przemądrzałe, dowcipne, ale nie męczące – dodają otuchy i sprawiają, że warto walczyć o ocalenie ludzi, którzy mocno się pogubili: Katarzyna Michalak w „Zmyślonej” pozwala sobie na wiele rozwiązań, które do realistycznej obyczajówki wejść by nie mogły – testuje przydatność przejaskrawianych nieszczęść w rozrywkowej narracji i szuka sposobu na to, by przesadzać, a mimo to nie odsuwać od siebie czytelniczek. Kolejne (trzecie już) wydanie „Zmyślonej” jest tego dowodem.
Kataklizmy
Katarzyna Michalak w swoich trzytomowych cyklach stosuje dość charakterystyczny zabieg: przesładza otwarcie historii, zapraszając czytelniczki spragnione ukojenia do przyjaznego, sielankowego i zupełnie nierzeczywistego świata, by potem i odbiorczyniom, i bohaterom zaproponować serię kataklizmów, z których niełatwo się podnieść. Taki system da się znaleźć także w Poczekajce, serii bestsellerowej i przerysowanej na wiele sposobów. Zamykający cykl tom „Zmyślona” nie daje niemal ani chwili odpoczynku od czarnych charakterów, konfliktów, zła, zwątpienia i krzywd. Przyjaciele stają przeciw sobie, rezygnacja i depresja niszczą to, co udało się zbudować, gdy los sprzyjał. Rozpadają się związki, nikomu nie można ufać. „Zmyślona” to kumulacja krzywd – z optymistyczną wymową, chociaż wydaje się to w zasadzie niemożliwe. Ale Katarzyna Michalak ma swoje sposoby na podtrzymywanie uwagi czytelniczek.
Cała seria poczekajkowa zbudowana jest na prawie kontrastów i baśniowości w miejsce realizmu. Autorka nie rezygnuje jednak z psychologicznych zagrywek – tyle że w jej wykonaniu bohaterowie stosują teorię w praktyce i robiąc rzeczy nie do pomyślenia w zwyczajnym życiu. Trzeba Katarzynie Michalak przyznać, że ma pomysły na oczyszczenie atmosfery i wyrównanie dawnych win – stopniowo odkrywa przeszłość postaci, co rzuca nowe światło na ich skomplikowane decyzje w obliczu tragedii.
Patrycja, zabawna i urocza pani weterynarz, która zamieszkała w Chatce i rozkochała w sobie dwóch mężczyzn, pogrąża się w apatii po stracie dziecka. Powrót do zdrowia uniemożliwia jej też konflikt z mężem. Tymczasem jej dawny narzeczony nie może o niej zapomnieć i doprowadza do kryzysu w swoim małżeństwie. W to wszystko zostaje wciągnięty Patryk: nagle staje się opiekunem trójki nad wiek dojrzałych i rezolutnych kilkulatków, dzieci z dwóch nieszczęśliwych aktualnie związków. Musi nie tylko próbować uratować siostrę i Patrycję, ale też zadbać o maluchy. „Zmyślona” ma brawurowo poprowadzoną akcję – w małej wiosce i okolicach dzieją się sceny raz rodem z filmu gangsterskiego, raz – z melodramatu. Michalak nie oszczędza bohaterów, sprowadzając na nich coraz większe nieszczęścia. Może to sprawiać wrażenie nienaturalności, ale hiobowa opowieść służy przecież zaangażowaniu czytelniczek – gdyby autorka pozostała przy jasnej i ciepłej historii, nie zyskałaby takiego uznania masowej publiczności. Większą sympatię odbiorczyń wzbudzą w końcu postacie, którym życie się wali – niż te, które żyją w wiecznym raju. „Zmyślona” ma dostarczać wielu wrażeń – i swoje zadanie spełni pod jednym warunkiem: autorce trzeba uwierzyć, przyznać jej prawo do ucieczki przed prawdopodobieństwem i cieszyć się ogromem wstrząsów w lekturze.
Obecność dzieci przynosi wytchnienie po kataklizmach. Nieprzypadkowo autorka wprowadziła tu trójkę maluchów do centrum wydarzeń. Najmłodsi bohaterowie bez przerwy rozśmieszają odbiorczynie trafnymi obserwacjami i lustrem, jakie tworzą wobec skomplikowanych relacji dorosłych. Dzieci są tu mądre, ale nie przemądrzałe, dowcipne, ale nie męczące – dodają otuchy i sprawiają, że warto walczyć o ocalenie ludzi, którzy mocno się pogubili: Katarzyna Michalak w „Zmyślonej” pozwala sobie na wiele rozwiązań, które do realistycznej obyczajówki wejść by nie mogły – testuje przydatność przejaskrawianych nieszczęść w rozrywkowej narracji i szuka sposobu na to, by przesadzać, a mimo to nie odsuwać od siebie czytelniczek. Kolejne (trzecie już) wydanie „Zmyślonej” jest tego dowodem.
środa, 29 stycznia 2014
Katarzyna Michalak: Sklepik z Niespodzianką. Lidka
WNK, Warszawa 2013, Merlin.
Akcja w mieścinie
Trzecia przyjaciółka aż do zakończenia tomu „Adela” wydawała się być wcieleniem rozsądku. Jednak i Lidce Katarzyna Michalak przypisała rozmaite demony, a wśród nich – obsesyjne pragnienie posiadania dziecka. I w ostatniej części historii autorka wyjaśnia źródła obłąkanych zachowań, które zakończyły drugi tom, a także sekrety, o których nawet najlepsze przyjaciółki nie miały pojęcia. Czytelniczki poznają przeszłość Lidki – i jej aktualnie bardzo burzliwe życie. Przyjaźń kobiet z Pogodnej zostanie wystawiona na prawdziwą próbę, bo każda z bohaterek na co dzień musi mierzyć się z kłopotami przerastającymi ich najbliższych. Na szczęście nie zabraknie tu i mądrych wskazówek.
Katarzyna Michalak musi ostatecznie uporządkować rozgrzebane w poprzednich tomach tematy i trzymać się konwencji krzepiącej obyczajówki. Swoją popularność po raz kolejny wykorzystuje do zwrócenia uwagi na sprawy ważniejsze niż idealizowana miłość bohaterek: poprzednio zajęła się motywem profilaktyki pozwalającej wykryć raka piersi, teraz nakreśla ciężki los dzieci w ogarniętych wojną krajach – i przekonuje o wadze najdrobniejszych gestów pomocy. Zanim jednak do tego dojdzie, może przyjrzeć się egzystencji Bogusi, Lidki i Adeli po raz ostatni. Początek tomu stanowi prostą konsekwencję niepoczytalnego zachowania Lidki – Michalak nieco bawi się w tworzenie w stylu kryminału, ale zapewnia sobie też taryfę ulgową: rzecz dzieje się przecież w miejscu, w którym radykalne rozwiązania wcale nie są potrzebne, a wszystkiemu da się zaradzić przy odrobinie kreatywności. W normalnym świecie konsekwencje podobnych postaw wiązałyby się z wieloma przykrościami – u Michalak wszystko sprowadza się do rejestrowania zmiennych stanów emocjonalnych. Nie interesuje autorki bliskość prawdziwego życia, a psychika postaci – stąd naginanie faktów pod przebieg opowieści.
Zmieniają się portrety charakterologiczne, co wynika z przyjmowania innych perspektyw. Bogusia, Lidka i Adela znów są opisywane przez pryzmat doświadczeń z przeszłości – a każde trudne przeżycie każe na nowo interpretować postawy i przekonania każdej z kobiet. Sercowe problemy da się trochę wytłumić dzięki licznym tematom pobocznym – im więcej odbiorczynie wiedzą o bohaterkach, tym więcej można im zdradzać na marginesie komentarzy do burzliwej codzienności w Pogodnej.
Katarzyna Michalak przeplata narrację przepisami na ziołowe napary czy herbatki oraz przemyśleniami Lidki. Kiedy trzeba ujawnić fragment bliskiej lub dalszej przeszłości, odwołuje się do kompozycji szkatułkowej, przypominając opowieści z pierwszego tomu: ta forma wypada nieco egzaltowanie, ale też pasuje klimatem do książki. Autorka lubi silne wzruszenia, a raczej wie, że tego będą u niej szukać czytelniczki – i tym razem pozwala sobie na sceny rodem z sentymentalnych filmów familijnych. Niewyobrażalne zagrożenia oraz poświęcenia chętnie miesza z baśnią, coraz mniej cała seria przypomina codzienność odbiorczyń, ale nie przestaje im dostarczać rozrywki. W Pogodnej życie gna swoim dziwnym trybem – dzięki czemu nie ma powtórzeń pobocznych tematów z rozwiązaniami z popularnych czytadeł, ale też Michalak może się części czytelniczek narazić na nadmierne komplikowanie uczuć bohaterek. Zabawa polega tu jednak nie na znalezieniu azylu w bezpiecznej małej mieścinie, a na uzyskaniu spokoju pomimo niewiarygodnych i często przykrych doświadczeń zaprzyjaźnionych ze sobą kobiet. Na brak akcji w tej obyczajówce narzekać się nie da- „Lidka” stanowi takie zamknięcie „Sklepiku z Niespodzianką”, by nikt nie mówił, że Michalak straciła pomysły na rozwój akcji.
Akcja w mieścinie
Trzecia przyjaciółka aż do zakończenia tomu „Adela” wydawała się być wcieleniem rozsądku. Jednak i Lidce Katarzyna Michalak przypisała rozmaite demony, a wśród nich – obsesyjne pragnienie posiadania dziecka. I w ostatniej części historii autorka wyjaśnia źródła obłąkanych zachowań, które zakończyły drugi tom, a także sekrety, o których nawet najlepsze przyjaciółki nie miały pojęcia. Czytelniczki poznają przeszłość Lidki – i jej aktualnie bardzo burzliwe życie. Przyjaźń kobiet z Pogodnej zostanie wystawiona na prawdziwą próbę, bo każda z bohaterek na co dzień musi mierzyć się z kłopotami przerastającymi ich najbliższych. Na szczęście nie zabraknie tu i mądrych wskazówek.
Katarzyna Michalak musi ostatecznie uporządkować rozgrzebane w poprzednich tomach tematy i trzymać się konwencji krzepiącej obyczajówki. Swoją popularność po raz kolejny wykorzystuje do zwrócenia uwagi na sprawy ważniejsze niż idealizowana miłość bohaterek: poprzednio zajęła się motywem profilaktyki pozwalającej wykryć raka piersi, teraz nakreśla ciężki los dzieci w ogarniętych wojną krajach – i przekonuje o wadze najdrobniejszych gestów pomocy. Zanim jednak do tego dojdzie, może przyjrzeć się egzystencji Bogusi, Lidki i Adeli po raz ostatni. Początek tomu stanowi prostą konsekwencję niepoczytalnego zachowania Lidki – Michalak nieco bawi się w tworzenie w stylu kryminału, ale zapewnia sobie też taryfę ulgową: rzecz dzieje się przecież w miejscu, w którym radykalne rozwiązania wcale nie są potrzebne, a wszystkiemu da się zaradzić przy odrobinie kreatywności. W normalnym świecie konsekwencje podobnych postaw wiązałyby się z wieloma przykrościami – u Michalak wszystko sprowadza się do rejestrowania zmiennych stanów emocjonalnych. Nie interesuje autorki bliskość prawdziwego życia, a psychika postaci – stąd naginanie faktów pod przebieg opowieści.
Zmieniają się portrety charakterologiczne, co wynika z przyjmowania innych perspektyw. Bogusia, Lidka i Adela znów są opisywane przez pryzmat doświadczeń z przeszłości – a każde trudne przeżycie każe na nowo interpretować postawy i przekonania każdej z kobiet. Sercowe problemy da się trochę wytłumić dzięki licznym tematom pobocznym – im więcej odbiorczynie wiedzą o bohaterkach, tym więcej można im zdradzać na marginesie komentarzy do burzliwej codzienności w Pogodnej.
Katarzyna Michalak przeplata narrację przepisami na ziołowe napary czy herbatki oraz przemyśleniami Lidki. Kiedy trzeba ujawnić fragment bliskiej lub dalszej przeszłości, odwołuje się do kompozycji szkatułkowej, przypominając opowieści z pierwszego tomu: ta forma wypada nieco egzaltowanie, ale też pasuje klimatem do książki. Autorka lubi silne wzruszenia, a raczej wie, że tego będą u niej szukać czytelniczki – i tym razem pozwala sobie na sceny rodem z sentymentalnych filmów familijnych. Niewyobrażalne zagrożenia oraz poświęcenia chętnie miesza z baśnią, coraz mniej cała seria przypomina codzienność odbiorczyń, ale nie przestaje im dostarczać rozrywki. W Pogodnej życie gna swoim dziwnym trybem – dzięki czemu nie ma powtórzeń pobocznych tematów z rozwiązaniami z popularnych czytadeł, ale też Michalak może się części czytelniczek narazić na nadmierne komplikowanie uczuć bohaterek. Zabawa polega tu jednak nie na znalezieniu azylu w bezpiecznej małej mieścinie, a na uzyskaniu spokoju pomimo niewiarygodnych i często przykrych doświadczeń zaprzyjaźnionych ze sobą kobiet. Na brak akcji w tej obyczajówce narzekać się nie da- „Lidka” stanowi takie zamknięcie „Sklepiku z Niespodzianką”, by nikt nie mówił, że Michalak straciła pomysły na rozwój akcji.
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Katarzyna Michalak: Sklepik z Niespodzianką. Adela
WNK, Merlin, Warszawa 2013 (wznowienie).
Smak strachu
Jeśli w pierwszej części „Sklepiku z Niespodzianką” dominowały tony przytulności, ciepła i spokoju, to w drugiej pojawia się motyw kryminalno-thrillerowy (a przynajmniej psychologiczny), oczywiście złagodzony i w wydaniu obyczajówkowym. Jednak nie da się przemilczeć faktu, że Katarzyna Michalak ucieka od przesłodzenia akcji. Nawet w warstwie przepisów – te kulinarne zastąpione zostały przez porady dotyczące relaksujących kąpieli. Zmienia się bohaterka – teraz przyszedł czas na przyglądanie się Adeli, kobiecie po przejściach. Bogusia prowadzi swój sklepik i mierzy się z trudnym uczuciem do żonatego mężczyzny – ów mężczyzna był kiedyś pierwszą miłością Adeli. I w jego przeszłości kryje się dość mroczna tajemnica, którą Katarzyna Michalak teraz chce nakreślić.
W „Adeli” autorka przypomina czytelniczkom o badaniach. Bohaterka dowiaduje się, że ma raka piersi i nie zostaje jej nawet chwila na refleksję nad własnym życiem, błyskawicznie ląduje na stole operacyjnym. Michalak proponuje tu wyidealizowany obraz służby zdrowia i samego procesu zdrowienia – w odróżnieniu od dzienników chorób, nie pozwala długo zajmować się przygnębiającym tematem. Wydaje się też, że nie ma ochoty niepotrzebnie denerwować odbiorczyń przez odwołania do cywilizacyjnych lęków. Rak to rodzaj odejścia od idealizowanego świata, ucieczka przed nadmiernym optymizmem. Ale Michalak stawia również na motywy bardziej pasujące do konwencji literatury rozrywkowej – adrenaliny dostarcza zwłaszcza powrót żony Wiktora, kobiety, która na trzy lata zniknęła bez słowa, pozostawiając męża i syna w wielkiej rozpaczy. Ten motyw śladowo pojawiał się już w „Bogusi” – w „Adeli” przychodzi czas na rozwiązanie przynajmniej części zagadek. Szarpiący nerwy temat funkcjonuje tu jako jedna z przeszkód na drodze do szczęścia. Rozbudzi ciekawość czytelniczek i trochę ułatwi zrozumienie motywacji postaci. Katarzyna Michalak na tym nie poprzestaje. Konstancję odmalowywaną jako tap madl tu przedstawia w roli ofiary przemocy domowej. Irytująca kreacja dziewczyny przestaje mieć znaczenie – Kocia wymaga opieki i tu przyda się zmysł organizacyjny przyjaciółek z Pogodnej. Mimo entuzjazmu w działaniu kobiety nie mogą do końca poznać przeszłości.
Na narrację, podobnie jak w pierwszym tomie, składają się tu przepisy na aromatyczne kąpiele oraz bezpośrednie wspomnienia z dalekiej przeszłości tytułowej bohaterki. Michalak rezygnuje za to z naiwnego wplatania do powieści ckliwych opowiadań obliczonych na wywołanie wzruszenia. W „Adeli” górę biorą silniejsze emocje – gniew czy strach, nie ma miejsca na sentymentalne porywy, o czym powinny pamiętać odbiorczynie spragnione spokoju.
Zmienia się również obraz ważnej w obyczajówkach miłości – w „Bogusi”” było to uczucie idealizowane i potężne. W „Adeli”, dla odmiany, nie ma wiele wspólnego z porywami serc i szalonymi namiętnościami: tu w grę wchodzą wartości doceniane zwłaszcza przez średnie pokolenie – poczucie bezpieczeństwa, stabilizacja, przyjaźń oraz zaufanie. Michalak dzięki temu nie musi powtarzać interpersonalnych rozwiązań i nie przyzwyczai czytelniczek do literackich kolein. Jeśli pierwszy tom serii był odpowiedzią na marzenia odbiorczyń, drugi tom staje się ucieleśnieniem ich strachów. I po raz kolejny autorka w kulminacyjnym punkcie zamyka opowieść, tak, by przygotować grunt pod ostatnią część cyklu. Katarzyna Michalak pomysłów ma wiele, a wszystkie realizuje w lekkiej narracji, nieco tylko indywidualizowanej przez specyficzny szyk wyrazów w zdaniach – imitujący opowieść mówioną.
Smak strachu
Jeśli w pierwszej części „Sklepiku z Niespodzianką” dominowały tony przytulności, ciepła i spokoju, to w drugiej pojawia się motyw kryminalno-thrillerowy (a przynajmniej psychologiczny), oczywiście złagodzony i w wydaniu obyczajówkowym. Jednak nie da się przemilczeć faktu, że Katarzyna Michalak ucieka od przesłodzenia akcji. Nawet w warstwie przepisów – te kulinarne zastąpione zostały przez porady dotyczące relaksujących kąpieli. Zmienia się bohaterka – teraz przyszedł czas na przyglądanie się Adeli, kobiecie po przejściach. Bogusia prowadzi swój sklepik i mierzy się z trudnym uczuciem do żonatego mężczyzny – ów mężczyzna był kiedyś pierwszą miłością Adeli. I w jego przeszłości kryje się dość mroczna tajemnica, którą Katarzyna Michalak teraz chce nakreślić.
W „Adeli” autorka przypomina czytelniczkom o badaniach. Bohaterka dowiaduje się, że ma raka piersi i nie zostaje jej nawet chwila na refleksję nad własnym życiem, błyskawicznie ląduje na stole operacyjnym. Michalak proponuje tu wyidealizowany obraz służby zdrowia i samego procesu zdrowienia – w odróżnieniu od dzienników chorób, nie pozwala długo zajmować się przygnębiającym tematem. Wydaje się też, że nie ma ochoty niepotrzebnie denerwować odbiorczyń przez odwołania do cywilizacyjnych lęków. Rak to rodzaj odejścia od idealizowanego świata, ucieczka przed nadmiernym optymizmem. Ale Michalak stawia również na motywy bardziej pasujące do konwencji literatury rozrywkowej – adrenaliny dostarcza zwłaszcza powrót żony Wiktora, kobiety, która na trzy lata zniknęła bez słowa, pozostawiając męża i syna w wielkiej rozpaczy. Ten motyw śladowo pojawiał się już w „Bogusi” – w „Adeli” przychodzi czas na rozwiązanie przynajmniej części zagadek. Szarpiący nerwy temat funkcjonuje tu jako jedna z przeszkód na drodze do szczęścia. Rozbudzi ciekawość czytelniczek i trochę ułatwi zrozumienie motywacji postaci. Katarzyna Michalak na tym nie poprzestaje. Konstancję odmalowywaną jako tap madl tu przedstawia w roli ofiary przemocy domowej. Irytująca kreacja dziewczyny przestaje mieć znaczenie – Kocia wymaga opieki i tu przyda się zmysł organizacyjny przyjaciółek z Pogodnej. Mimo entuzjazmu w działaniu kobiety nie mogą do końca poznać przeszłości.
Na narrację, podobnie jak w pierwszym tomie, składają się tu przepisy na aromatyczne kąpiele oraz bezpośrednie wspomnienia z dalekiej przeszłości tytułowej bohaterki. Michalak rezygnuje za to z naiwnego wplatania do powieści ckliwych opowiadań obliczonych na wywołanie wzruszenia. W „Adeli” górę biorą silniejsze emocje – gniew czy strach, nie ma miejsca na sentymentalne porywy, o czym powinny pamiętać odbiorczynie spragnione spokoju.
Zmienia się również obraz ważnej w obyczajówkach miłości – w „Bogusi”” było to uczucie idealizowane i potężne. W „Adeli”, dla odmiany, nie ma wiele wspólnego z porywami serc i szalonymi namiętnościami: tu w grę wchodzą wartości doceniane zwłaszcza przez średnie pokolenie – poczucie bezpieczeństwa, stabilizacja, przyjaźń oraz zaufanie. Michalak dzięki temu nie musi powtarzać interpersonalnych rozwiązań i nie przyzwyczai czytelniczek do literackich kolein. Jeśli pierwszy tom serii był odpowiedzią na marzenia odbiorczyń, drugi tom staje się ucieleśnieniem ich strachów. I po raz kolejny autorka w kulminacyjnym punkcie zamyka opowieść, tak, by przygotować grunt pod ostatnią część cyklu. Katarzyna Michalak pomysłów ma wiele, a wszystkie realizuje w lekkiej narracji, nieco tylko indywidualizowanej przez specyficzny szyk wyrazów w zdaniach – imitujący opowieść mówioną.
sobota, 18 stycznia 2014
Katarzyna Michalak: Sklepik z Niespodzianką. Bogusia
WNK, Warszawa 2012, Merlin. (wznowienie)
Marzenie o szczęściu
W swoich powieściach obyczajowych Katarzyna Michalak ceni ciepło, w którym sama może się zanurzyć. Kojący ton narracji przeznaczony dla odbiorczyń przekłada się na powieściową rzeczywistość – dowolne życiowe zawirowania mogą wstrząsać bohaterami, a lektura i tak pozostanie optymistyczna i krzepiąca. Taki jest tom „Sklepik z Niespodzianką. Bogusia” otwierający trzyczęściowy cykl. Katarzyna Michalak pokazuje przy tym, że zna mechanizmy rządzące rynkiem wydawniczym i potrafi się dostosować do panujących na nim trendów.
Bogusia to rozpieszczona jedynaczka, która przed nadopiekuńczymi rodzicami i ptasim mleczkiem uciekła do ciężkiej pracy w Holandii. Teraz wraca do kraju i zatrzymuje się w małym miasteczku, Pogodnej. Zamierza otworzyć tu kwiaciarnię, ale pod wpływem życzliwej rady właściciela domu rezygnuje i proponuje mieszkańcom Sklepik z Niespodzianką, połączony z małą kawiarenką. Bogusia próbuje swoich sił w biznesie i stopniowo poznaje tajemnice miasteczka. Nie omijają jej sercowe rozterki – nie może się zdecydować na miłość, choć pozostaje zauroczona kilkoma mężczyznami. Szybko zdobywa za to prawdziwe przyjaciółki, które powrócą w następnych tomach.
Katarzyna Michalak czerpie przyjemność z urządzania sklepiku razem ze swoją bohaterką. Widać w lekturze, jak sama angażuje się w egzystencję Bogusi i jak obdarza ją wymarzonymi przez wiele czytelniczek przyjemnościami. Aby uniknąć przesłodzenia, sprowadza też na Bogusię trochę przykrości. Słusznie, bo w przeciwnym razie jej opowieść straciłaby życie. Przesłodzić jest tu bardzo łatwo, skoro Bogusia serwuje w kawiarence kilka rodzajów czekolady na gorąco i różne ciasta. Żeby odbiorczynie nie zazdrościły tych słodkości i wypróbowały smaki z Pogodnej, tekst powieści przetykają przepisy sprawdzone i polecane także przez autorkę, a utrzymane w podobnym co narracja tonie. Mniej wprawnym w pieczeniu ciast odbiorczyniom pewną trudność mogą sprawić porady typu „na oko” w dodawaniu składników – z kolei bardzo przypadną im do gustu obrazowe, dokładne choć zabawne określenia konsystencji ciasta – te nie pozostawiają żadnych wątpliwości.
W „Bogusi” odnowieniu ulega schemat ucieczki od zgiełku i zabiegania: bohaterka robi to samo, co wiele postaci przed nią, zatrzymuje się w zapomnianym miejscu i realizuje marzenia o spokoju i godnym życiu. Ale Katarzyna Michalak nie porządkuje Bogusi egzystencji zgodnie z prawami najprostszych scenariuszy, by z kryzysu na początku dojść do szczęśliwego finału. Być może ma na to wpływ istnienie cyklu powieści – ale daje się też zauważyć ciekawe mieszanie w doświadczeniach kobiety, takie, by czytelniczki nie mogły przewidzieć, co stanie się wkrótce. Pełni szczęścia Bogusia osiągnąć nie może. W ten sposób zatraca się też komiksowość fabuły.
„Sklepik z Niespodzianką. Bogusia” ma być lekturą ciepłą, kojącą i przyjemną – i taką jest, bez względu na uczuciowe zawirowania postaci. U Katarzyny Michalak dzieje się, jak na obyczajówkę wpisaną w modny nurt, całkiem sporo. Sympatię odbiorczyń wzbudzać będą również zabawne zwierzęta, których nie może zabraknąć w przyjaznym otoczeniu. W „Bogusi” droga do szczęścia, chociaż niełatwa, nie sprawi nikomu przykrości – to czytadło w sam raz dla spragnionych odpoczynku. Michalak udowadnia nim, że zasługuje na miano bestsellerowej autorki – zna potrzeby szerokiej rzeszy odbiorczyń i jest w stanie stworzyć powieść dla masowej publiczności.
Marzenie o szczęściu
W swoich powieściach obyczajowych Katarzyna Michalak ceni ciepło, w którym sama może się zanurzyć. Kojący ton narracji przeznaczony dla odbiorczyń przekłada się na powieściową rzeczywistość – dowolne życiowe zawirowania mogą wstrząsać bohaterami, a lektura i tak pozostanie optymistyczna i krzepiąca. Taki jest tom „Sklepik z Niespodzianką. Bogusia” otwierający trzyczęściowy cykl. Katarzyna Michalak pokazuje przy tym, że zna mechanizmy rządzące rynkiem wydawniczym i potrafi się dostosować do panujących na nim trendów.
Bogusia to rozpieszczona jedynaczka, która przed nadopiekuńczymi rodzicami i ptasim mleczkiem uciekła do ciężkiej pracy w Holandii. Teraz wraca do kraju i zatrzymuje się w małym miasteczku, Pogodnej. Zamierza otworzyć tu kwiaciarnię, ale pod wpływem życzliwej rady właściciela domu rezygnuje i proponuje mieszkańcom Sklepik z Niespodzianką, połączony z małą kawiarenką. Bogusia próbuje swoich sił w biznesie i stopniowo poznaje tajemnice miasteczka. Nie omijają jej sercowe rozterki – nie może się zdecydować na miłość, choć pozostaje zauroczona kilkoma mężczyznami. Szybko zdobywa za to prawdziwe przyjaciółki, które powrócą w następnych tomach.
Katarzyna Michalak czerpie przyjemność z urządzania sklepiku razem ze swoją bohaterką. Widać w lekturze, jak sama angażuje się w egzystencję Bogusi i jak obdarza ją wymarzonymi przez wiele czytelniczek przyjemnościami. Aby uniknąć przesłodzenia, sprowadza też na Bogusię trochę przykrości. Słusznie, bo w przeciwnym razie jej opowieść straciłaby życie. Przesłodzić jest tu bardzo łatwo, skoro Bogusia serwuje w kawiarence kilka rodzajów czekolady na gorąco i różne ciasta. Żeby odbiorczynie nie zazdrościły tych słodkości i wypróbowały smaki z Pogodnej, tekst powieści przetykają przepisy sprawdzone i polecane także przez autorkę, a utrzymane w podobnym co narracja tonie. Mniej wprawnym w pieczeniu ciast odbiorczyniom pewną trudność mogą sprawić porady typu „na oko” w dodawaniu składników – z kolei bardzo przypadną im do gustu obrazowe, dokładne choć zabawne określenia konsystencji ciasta – te nie pozostawiają żadnych wątpliwości.
W „Bogusi” odnowieniu ulega schemat ucieczki od zgiełku i zabiegania: bohaterka robi to samo, co wiele postaci przed nią, zatrzymuje się w zapomnianym miejscu i realizuje marzenia o spokoju i godnym życiu. Ale Katarzyna Michalak nie porządkuje Bogusi egzystencji zgodnie z prawami najprostszych scenariuszy, by z kryzysu na początku dojść do szczęśliwego finału. Być może ma na to wpływ istnienie cyklu powieści – ale daje się też zauważyć ciekawe mieszanie w doświadczeniach kobiety, takie, by czytelniczki nie mogły przewidzieć, co stanie się wkrótce. Pełni szczęścia Bogusia osiągnąć nie może. W ten sposób zatraca się też komiksowość fabuły.
„Sklepik z Niespodzianką. Bogusia” ma być lekturą ciepłą, kojącą i przyjemną – i taką jest, bez względu na uczuciowe zawirowania postaci. U Katarzyny Michalak dzieje się, jak na obyczajówkę wpisaną w modny nurt, całkiem sporo. Sympatię odbiorczyń wzbudzać będą również zabawne zwierzęta, których nie może zabraknąć w przyjaznym otoczeniu. W „Bogusi” droga do szczęścia, chociaż niełatwa, nie sprawi nikomu przykrości – to czytadło w sam raz dla spragnionych odpoczynku. Michalak udowadnia nim, że zasługuje na miano bestsellerowej autorki – zna potrzeby szerokiej rzeszy odbiorczyń i jest w stanie stworzyć powieść dla masowej publiczności.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Katarzyna Michalak: Ogród Kamili
Znak, Kraków 2013.
Romans i róże
Zaczyna się „Ogród Kamili” bardzo egzaltowanie, ale Katarzyna Michalak szybko przypomina, że nieprzypadkowo jest autorką bestsellerową – i rzuca wyzwanie Annie Ficner-Ogonowskiej swoją romansową historią. Odwołuje się też, niby mimochodem, do zagadnień modnych w powieściach obyczajowych. Nie zapomina i o intrygach nadających tonu całości.
Kamila miała szesnaście lat, gdy poznała miłość swojego życia, Jakuba. Teraz, po ośmiu latach od dramatycznego i skrywanego w tajemnicy rozstania, dalej kocha mężczyznę i śle do niego pełne emocji maile, nie zwracając uwagi na brak odpowiedzi. Jakub czyta wiadomości, ale na interwencję decyduje się dopiero wtedy, gdy Kamila w dążeniu do dorosłości i samodzielności może wpaść w poważne tarapaty. Sprowadza dziewczynę do starego domu, daje jej pracę i „puchate” konto, z którego ma wyremontować urokliwą willę. Sam nie może pokazać się bohaterce, wysyła do niej zatem swojego przyjaciela i najbardziej zaufanego współpracownika. Kamila po raz pierwszy ma szansę zacząć żyć własnym życiem.
Katarzyna Michalak miesza w książce motywy romantyczne i kryminalne. Kamila uwielbia róże i marzy o prawdziwej miłości – a właściwie o wskrzeszeniu uczucia sprzed lat. Stary dom z kolei daje dziewczynie azyl, o jakim marzy wiele postaci z obyczajówek. Kamila postawiona w nowej sytuacji może wykazać się cechami, których wcześniej u siebie nie dostrzegała, między innymi przebojowością i zdecydowaniem – w końcu teraz wiele od niej zależy, nie wolno jej więc przybierać postawy wymagającej opieki księżniczki. Przez życie Kamili wciąż przewija się obraz dawnej miłości – ale na horyzoncie majaczy całkiem nowy związek, który musi pokonać wiele problemów, by zaistnieć w świecie romantyczki. Michalak pozwala losowi na sporo ingerencji w życie nie-do-końca zakochanych – szczęście, chociaż wpisane w konwencję, wydaje się wciąż dość odległe, a niewyjaśniane intencje Jakuba komplikują całość.
W „Ogrodzie Kamili” Katarzyna Michalak pokazuje, jak operować fabułą, żeby nie zniechęcić do siebie czytelniczek. Długo odkłada w czasie wyjaśnienie, co naprawdę doprowadziło do rozstania Kamili i Jakuba – a dopiero rozliczenie z przeszłością umożliwi budowanie nowych relacji z mężczyznami Kamili – wciąż naiwnej i romantycznie nastawionej do codzienności. Niepokój wzbudzają niejasne zamiary Jakuba, który decyduje się na grę wobec swoich najbliższych. Wielkie pieniądze i wielkie gesty sprawiają, że kolejne decyzje nie należą do łatwych. Dodatkowo Katarzyna Michalak pamięta jeszcze o kruchości szczęścia i potrafi dawać i odbierać nadzieję. To wszystko procentuje w lekturze.
Ważne, że autorka nie popełnia błędów w narracji. Opisuje przeżycia Kamili bez romantycznych zrywów i egzaltowanych sformułowań, obdarza bohaterkę autoironią, która dość skutecznie wyklucza podobne pułapki. Owszem, ośmioletnia wiara w szczenięcą miłość brzmi dość infantylnie, ale jest zgrabnie wytłumaczona psychiką postaci. Katarzyna Michalak proponuje romans, nad którym nie zgrzyta się zębami. „Ogród Kamili” jest natomiast powieścią, jaką odbiorczynie-idealistki chciałyby przeczytać. Niby wiadomo od początku, co i jak się ułoży, a jednak miło spędza się czas z bohaterami. Autorka znajduje własny pomysł na zbanalizowane wątki, tworzy dość pomysłowe zwroty akcji i nie zapomina o dalszoplanowych postaciach, których charakterystyki bardzo ożywiają całość. Sporo tu indywidualności, ludzi, którym warto dokładniej się przyjrzeć – niepozbawionym skaz. Katarzyna Michalak poza zgrabnie skonstruowaną historią proponuje romantyczkom ciekawą lekturową przygodę i bez wahania tworzy powieść-romans w starym stylu. „Ogród Kamili” będzie dla odbiorczyń pomysłem na relaks, a i miłą odskocznią od problemów codzienności. Michalak jak zwykle nie zawodzi.
Romans i róże
Zaczyna się „Ogród Kamili” bardzo egzaltowanie, ale Katarzyna Michalak szybko przypomina, że nieprzypadkowo jest autorką bestsellerową – i rzuca wyzwanie Annie Ficner-Ogonowskiej swoją romansową historią. Odwołuje się też, niby mimochodem, do zagadnień modnych w powieściach obyczajowych. Nie zapomina i o intrygach nadających tonu całości.
Kamila miała szesnaście lat, gdy poznała miłość swojego życia, Jakuba. Teraz, po ośmiu latach od dramatycznego i skrywanego w tajemnicy rozstania, dalej kocha mężczyznę i śle do niego pełne emocji maile, nie zwracając uwagi na brak odpowiedzi. Jakub czyta wiadomości, ale na interwencję decyduje się dopiero wtedy, gdy Kamila w dążeniu do dorosłości i samodzielności może wpaść w poważne tarapaty. Sprowadza dziewczynę do starego domu, daje jej pracę i „puchate” konto, z którego ma wyremontować urokliwą willę. Sam nie może pokazać się bohaterce, wysyła do niej zatem swojego przyjaciela i najbardziej zaufanego współpracownika. Kamila po raz pierwszy ma szansę zacząć żyć własnym życiem.
Katarzyna Michalak miesza w książce motywy romantyczne i kryminalne. Kamila uwielbia róże i marzy o prawdziwej miłości – a właściwie o wskrzeszeniu uczucia sprzed lat. Stary dom z kolei daje dziewczynie azyl, o jakim marzy wiele postaci z obyczajówek. Kamila postawiona w nowej sytuacji może wykazać się cechami, których wcześniej u siebie nie dostrzegała, między innymi przebojowością i zdecydowaniem – w końcu teraz wiele od niej zależy, nie wolno jej więc przybierać postawy wymagającej opieki księżniczki. Przez życie Kamili wciąż przewija się obraz dawnej miłości – ale na horyzoncie majaczy całkiem nowy związek, który musi pokonać wiele problemów, by zaistnieć w świecie romantyczki. Michalak pozwala losowi na sporo ingerencji w życie nie-do-końca zakochanych – szczęście, chociaż wpisane w konwencję, wydaje się wciąż dość odległe, a niewyjaśniane intencje Jakuba komplikują całość.
W „Ogrodzie Kamili” Katarzyna Michalak pokazuje, jak operować fabułą, żeby nie zniechęcić do siebie czytelniczek. Długo odkłada w czasie wyjaśnienie, co naprawdę doprowadziło do rozstania Kamili i Jakuba – a dopiero rozliczenie z przeszłością umożliwi budowanie nowych relacji z mężczyznami Kamili – wciąż naiwnej i romantycznie nastawionej do codzienności. Niepokój wzbudzają niejasne zamiary Jakuba, który decyduje się na grę wobec swoich najbliższych. Wielkie pieniądze i wielkie gesty sprawiają, że kolejne decyzje nie należą do łatwych. Dodatkowo Katarzyna Michalak pamięta jeszcze o kruchości szczęścia i potrafi dawać i odbierać nadzieję. To wszystko procentuje w lekturze.
Ważne, że autorka nie popełnia błędów w narracji. Opisuje przeżycia Kamili bez romantycznych zrywów i egzaltowanych sformułowań, obdarza bohaterkę autoironią, która dość skutecznie wyklucza podobne pułapki. Owszem, ośmioletnia wiara w szczenięcą miłość brzmi dość infantylnie, ale jest zgrabnie wytłumaczona psychiką postaci. Katarzyna Michalak proponuje romans, nad którym nie zgrzyta się zębami. „Ogród Kamili” jest natomiast powieścią, jaką odbiorczynie-idealistki chciałyby przeczytać. Niby wiadomo od początku, co i jak się ułoży, a jednak miło spędza się czas z bohaterami. Autorka znajduje własny pomysł na zbanalizowane wątki, tworzy dość pomysłowe zwroty akcji i nie zapomina o dalszoplanowych postaciach, których charakterystyki bardzo ożywiają całość. Sporo tu indywidualności, ludzi, którym warto dokładniej się przyjrzeć – niepozbawionym skaz. Katarzyna Michalak poza zgrabnie skonstruowaną historią proponuje romantyczkom ciekawą lekturową przygodę i bez wahania tworzy powieść-romans w starym stylu. „Ogród Kamili” będzie dla odbiorczyń pomysłem na relaks, a i miłą odskocznią od problemów codzienności. Michalak jak zwykle nie zawodzi.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Katarzyna Michalak: Bezdomna
Znak, Kraków 2013.
Wyrok i ofiara
Katarzyna Michalak przeważnie proponuje odbiorczyniom lekkie powieści obyczajowe, pełne humoru i sprawdzonych schematów, optymistyczne i przyjemne w lekturze. W „Bezdomnej” natomiast wybiera temat trudny i kontrowersyjny, a do tego modyfikowany i zniekształcony przez żądne krwi media. Mimo jednowymiarowej struktury kompozycyjnej chce zmusić czytelników do refleksji i przy okazji zaproponować inne spojrzenie na medialne sensacje. Sposób opisu jest w „Bezdomnej” mniej ważny niż temat – ten z kolei wyrósł z obrazów co pewien czas wstrząsających opinią publiczną.
Kinga chce w Wigilię skończyć ze sobą. Starannie zaplanowane samobójstwo nie dochodzi do skutku przez zbłąkanego kota i dziennikarkę, byłą kochankę eksmęża Kingi. Aśka marzy o zdobyciu materiału na reportaż – zabiera Kingę do siebie, oferuje jej pomoc i przedstawia własną wersję przeszłości. W zamian chce opowieści, która zapewni jej pieniądze, sławę i nagrody. Chodzi jednak o znacznie więcej niż o małżeńskie niesnaski: Kinga powoli tłumaczy, co stało się w jej życiu. Aż dociera do swojej największej tragedii. Aśka tymczasem prezentuje dwie twarze – współczująca przyjaciółka zamienia się miejscami w żądną sensacji hienę dziennikarską. Kilka opowieści stapia się w jedną.
Tym razem Katarzyna Michalak nie szuka łatwych pocieszanek i prozy rozrywkowej – tylko początek przypomina o jej starszych książkach: cudowne ocalenie i świąteczny nastrój płyną z pogody ducha. Ale autorkę interesują psychologiczne dramaty i motywacje kobiet. Nie staje po stronie mediów, które wydały już wyrok i żądają jego wykonania, nie przyłącza się do ogólnego linczu, pyta za to, co stało się z psychiką kobiet, które decydują się na przerażający krok. Sprawdza, dlaczego nie mogły znaleźć wsparcia u najbliższych i dlaczego nie dało się zapobiec wykluczającym ze społeczeństwa czynom. Spojrzenie z perspektywy winnych ma doprowadzić do ocalenia niewinnych istot – a przynajmniej stanowić przeciwwagę dla doniesień z mediów. W „Bezdomnej” nie da się wygłaszać łatwych opinii i sądów. Tu oskarżone mogą być ofiarami. Sama autorka też ucieka od wydawania jednoznacznych ocen, tylko tak zachęci czytelników do zastanawiania się nad życiem i pułapkami chorych umysłów.
W „Bezdomnej” funkcjonuje równolegle kilka przestrzeni równie przekonująco przez autorkę odmalowanych. Przekonują obraz z życia na ulicy, kolejno przełamywane bariery poniżenia. Trafiają do wyobraźni sceny z przemocy domowej, ale też mechanizmy działania brukowca. Także przeciętność wpasowuje się w historię i nie budzi wątpliwości. Katarzyna Michalak nie zapomina o odtwarzaniu charakterów tak, by w istnienie postaci łatwo było uwierzyć. Tylko idealnie przygotowany grunt daje jej szansę wprowadzenia najcięższego kalibru win bez obaw, że zostanie potraktowana jako kolejna poszukiwaczka tanich sensacji.
Pozbawiona łatwej naiwności „Bezdomna” w zestawieniu z czytadłami Katarzyny Michalak pokazuje pisarską sprawność tej autorki. Powieść psychologiczna głęboko poruszająca odbiorców nie powiela znanych z literatury scenariuszy, sięga po ekstremalne emocje, ale nie traci przy tym na prawdziwości wyrazu. Katarzyna Michalak radzi sobie z retrospekcjami, wplatając je w monologi bohaterów – a w migawkach codzienności Kingi i Aśki po wigilijnym spotkaniu ukrywa odrobinę magicznego myślenia: w sam raz, by odbiorcy życzliwie potraktowali bohaterkę i nie byli skłonni odwracać się od niej, gdy na jaw wyjdzie największy sekret. Przy okazji Michalak sprawdza, jak medialny show da się przekształcić na bardziej uniwersalną literacką opowieść. Puenta tej historii zawiera drugie dno, przesłanie dla czytelników.
Wyrok i ofiara
Katarzyna Michalak przeważnie proponuje odbiorczyniom lekkie powieści obyczajowe, pełne humoru i sprawdzonych schematów, optymistyczne i przyjemne w lekturze. W „Bezdomnej” natomiast wybiera temat trudny i kontrowersyjny, a do tego modyfikowany i zniekształcony przez żądne krwi media. Mimo jednowymiarowej struktury kompozycyjnej chce zmusić czytelników do refleksji i przy okazji zaproponować inne spojrzenie na medialne sensacje. Sposób opisu jest w „Bezdomnej” mniej ważny niż temat – ten z kolei wyrósł z obrazów co pewien czas wstrząsających opinią publiczną.
Kinga chce w Wigilię skończyć ze sobą. Starannie zaplanowane samobójstwo nie dochodzi do skutku przez zbłąkanego kota i dziennikarkę, byłą kochankę eksmęża Kingi. Aśka marzy o zdobyciu materiału na reportaż – zabiera Kingę do siebie, oferuje jej pomoc i przedstawia własną wersję przeszłości. W zamian chce opowieści, która zapewni jej pieniądze, sławę i nagrody. Chodzi jednak o znacznie więcej niż o małżeńskie niesnaski: Kinga powoli tłumaczy, co stało się w jej życiu. Aż dociera do swojej największej tragedii. Aśka tymczasem prezentuje dwie twarze – współczująca przyjaciółka zamienia się miejscami w żądną sensacji hienę dziennikarską. Kilka opowieści stapia się w jedną.
Tym razem Katarzyna Michalak nie szuka łatwych pocieszanek i prozy rozrywkowej – tylko początek przypomina o jej starszych książkach: cudowne ocalenie i świąteczny nastrój płyną z pogody ducha. Ale autorkę interesują psychologiczne dramaty i motywacje kobiet. Nie staje po stronie mediów, które wydały już wyrok i żądają jego wykonania, nie przyłącza się do ogólnego linczu, pyta za to, co stało się z psychiką kobiet, które decydują się na przerażający krok. Sprawdza, dlaczego nie mogły znaleźć wsparcia u najbliższych i dlaczego nie dało się zapobiec wykluczającym ze społeczeństwa czynom. Spojrzenie z perspektywy winnych ma doprowadzić do ocalenia niewinnych istot – a przynajmniej stanowić przeciwwagę dla doniesień z mediów. W „Bezdomnej” nie da się wygłaszać łatwych opinii i sądów. Tu oskarżone mogą być ofiarami. Sama autorka też ucieka od wydawania jednoznacznych ocen, tylko tak zachęci czytelników do zastanawiania się nad życiem i pułapkami chorych umysłów.
W „Bezdomnej” funkcjonuje równolegle kilka przestrzeni równie przekonująco przez autorkę odmalowanych. Przekonują obraz z życia na ulicy, kolejno przełamywane bariery poniżenia. Trafiają do wyobraźni sceny z przemocy domowej, ale też mechanizmy działania brukowca. Także przeciętność wpasowuje się w historię i nie budzi wątpliwości. Katarzyna Michalak nie zapomina o odtwarzaniu charakterów tak, by w istnienie postaci łatwo było uwierzyć. Tylko idealnie przygotowany grunt daje jej szansę wprowadzenia najcięższego kalibru win bez obaw, że zostanie potraktowana jako kolejna poszukiwaczka tanich sensacji.
Pozbawiona łatwej naiwności „Bezdomna” w zestawieniu z czytadłami Katarzyny Michalak pokazuje pisarską sprawność tej autorki. Powieść psychologiczna głęboko poruszająca odbiorców nie powiela znanych z literatury scenariuszy, sięga po ekstremalne emocje, ale nie traci przy tym na prawdziwości wyrazu. Katarzyna Michalak radzi sobie z retrospekcjami, wplatając je w monologi bohaterów – a w migawkach codzienności Kingi i Aśki po wigilijnym spotkaniu ukrywa odrobinę magicznego myślenia: w sam raz, by odbiorcy życzliwie potraktowali bohaterkę i nie byli skłonni odwracać się od niej, gdy na jaw wyjdzie największy sekret. Przy okazji Michalak sprawdza, jak medialny show da się przekształcić na bardziej uniwersalną literacką opowieść. Puenta tej historii zawiera drugie dno, przesłanie dla czytelników.
piątek, 2 listopada 2012
Katarzyna Michalak: Poczekajka
Albatros, Warszawa 2012 (wznowienie).
Dystans i marzenia
„Poczekajkę” Katarzyny Michalak, książkę już wielokrotnie wznawianą, czyta się z uśmiechem na twarzy – i nawet gdy za sprawą burz w życiu bohaterki ten uśmiech czasami zgaśnie, na żal nie pozwoli stały optymizm zakorzeniony w narracji. Bo „Poczekajka” napisana została po to, by bawić (również autorkę) – i swoją rolę spełnia świetnie. Momentami zresztą przeradza się w parodię powieści obyczajowych, a ironia w tekście nie pozwala zapomnieć o umowności. To jednak nieważne, gdy na scenę wchodzi sympatyczna Patrycja, młoda pani weterynarz, która próbuje czasami przyciągnąć do siebie kochanka z marzeń.
Najpierw Patrycja trafia na sabat, ale naprawdę ciekawe rzeczy dzieją się gdy wróci do rzeczywistości. Katarzyna Michalak stworzyła satyrę na konwencję (którą zresztą konwencję w innych tomach wykorzysta całkiem poważnie) w czytadłach. Patrycja ucieka na wieś, do odludnej i rozpadającej się chatki. Ucieka od despotycznej rodzicielki, ale też ma nadzieję spełnić swoje marzenia – o znalezieniu prawdziwej miłości oraz o pracy z dzikimi zwierzętami (dzięki posadzie weterynarza w ZOO). Tyle że matka nie podda się łatwo i aby odzyskać kontrolę nad córką wyśle do niej nawet księcia z bajki (a to portret godny satyryka). Patrycja mimo oderwanych od rzeczywistości pomysłów twardo stąpa po ziemi. Do wymarzonego kochanka pisze listy pełne anegdot z pracy w ZOO. Czasem przez naiwność, czasem przez zdrowy rozsądek, a czasem dzięki przyjaciołom unika rozmaitych sideł. Owszem, zdarza się, że nago zbiera o północy składniki do miłosnej nalewki prowadzi bardzo barwną egzystencję, zupełnie obcą mdłym bohaterkom z realistycznych czytadeł.
Patrycja to bohaterka o bogatej osobowości. Ma też niezwykłych przyjaciół – między innymi dobrodusznego księdza-zielarza czy znającego się na magii Dziadka. Towarzystwa dotrzymuje jej Panda-pies, a współpracownicy bez przerwy dostarczają nowych anegdot. Niekiedy Patrycja jawi się jak typowa blondynka z kawałów, innym razem wykazuje się zadziwiającym rozsądkiem: w „Poczekajce” nie da się nią znudzić. W fabule pojawia się też prawdziwy czarny charakter i mroczna tajemnica z dawnych lat – czyli w zasadzie wszystkie składniki wciągającej opowieści.
Michalak przy takim skondensowaniu dziwnych, zabawnych i wyrazistych wydarzeń nie może sobie pozwolić na przezroczystą narrację, w związku z tymi w sam tekst wplata drobne żarty. Zdarza się jej ukrycie kpić z przebrzmiałych chwytów powieściowych („bo on to był”), albo budować przewrotne konstrukcje w oparciu o charakter bohaterki. Dzieje się tu dużo i szybko, a tempo podkreśla jeszcze humorystyczny język. Katarzyna Michalak wyposaża Patrycję w olbrzymie pokłady autoironii, co automatycznie wyklucza ckliwość i banał – w związku z tym postać może sobie pozwalać na dowolne wybryki: nigdy nie straci naturalności i wdzięku. Mało tego – chociaż Michalak wybiera karykaturę, nie zniechęci do swojej bohaterki, Patrycja zawsze będzie mogła liczyć na uznanie odbiorców.
„Poczekajka” to udana próba gry konwencjami – znajduje się tu wszystko, co zwykle powinno pojawiać się w dobrej powieści rozrywkowej – ale to wszystko przybiera mocno wyostrzoną formę. Nie chodzi przecież o to, żeby naśladować życie – Katarzyna Michalak chce raczej naśladować udającą życie bajkę. W pogodnym tonie nakazuje miłej postaci dążyć do spełnienia najskrytszych i najśmielszych marzeń, a przy okazji i nieźle się bawić. Napisaną z przymrużeniem oka „Poczekajkę” czyta się naprawdę dobrze – to pozycja wymarzona dla tych wszystkich, którzy dość mają jednokierunkowych i śmiertelnie poważnych historii o kiełkującym uczuciu. Dystans do świata to recepta na sukces. Pomysł na „Poczekajkę” mógł sprawdzić się tylko raz – i okazał się ciekawym komentarzem do literatury rozrywkowej dla pań.
Dystans i marzenia
„Poczekajkę” Katarzyny Michalak, książkę już wielokrotnie wznawianą, czyta się z uśmiechem na twarzy – i nawet gdy za sprawą burz w życiu bohaterki ten uśmiech czasami zgaśnie, na żal nie pozwoli stały optymizm zakorzeniony w narracji. Bo „Poczekajka” napisana została po to, by bawić (również autorkę) – i swoją rolę spełnia świetnie. Momentami zresztą przeradza się w parodię powieści obyczajowych, a ironia w tekście nie pozwala zapomnieć o umowności. To jednak nieważne, gdy na scenę wchodzi sympatyczna Patrycja, młoda pani weterynarz, która próbuje czasami przyciągnąć do siebie kochanka z marzeń.
Najpierw Patrycja trafia na sabat, ale naprawdę ciekawe rzeczy dzieją się gdy wróci do rzeczywistości. Katarzyna Michalak stworzyła satyrę na konwencję (którą zresztą konwencję w innych tomach wykorzysta całkiem poważnie) w czytadłach. Patrycja ucieka na wieś, do odludnej i rozpadającej się chatki. Ucieka od despotycznej rodzicielki, ale też ma nadzieję spełnić swoje marzenia – o znalezieniu prawdziwej miłości oraz o pracy z dzikimi zwierzętami (dzięki posadzie weterynarza w ZOO). Tyle że matka nie podda się łatwo i aby odzyskać kontrolę nad córką wyśle do niej nawet księcia z bajki (a to portret godny satyryka). Patrycja mimo oderwanych od rzeczywistości pomysłów twardo stąpa po ziemi. Do wymarzonego kochanka pisze listy pełne anegdot z pracy w ZOO. Czasem przez naiwność, czasem przez zdrowy rozsądek, a czasem dzięki przyjaciołom unika rozmaitych sideł. Owszem, zdarza się, że nago zbiera o północy składniki do miłosnej nalewki prowadzi bardzo barwną egzystencję, zupełnie obcą mdłym bohaterkom z realistycznych czytadeł.
Patrycja to bohaterka o bogatej osobowości. Ma też niezwykłych przyjaciół – między innymi dobrodusznego księdza-zielarza czy znającego się na magii Dziadka. Towarzystwa dotrzymuje jej Panda-pies, a współpracownicy bez przerwy dostarczają nowych anegdot. Niekiedy Patrycja jawi się jak typowa blondynka z kawałów, innym razem wykazuje się zadziwiającym rozsądkiem: w „Poczekajce” nie da się nią znudzić. W fabule pojawia się też prawdziwy czarny charakter i mroczna tajemnica z dawnych lat – czyli w zasadzie wszystkie składniki wciągającej opowieści.
Michalak przy takim skondensowaniu dziwnych, zabawnych i wyrazistych wydarzeń nie może sobie pozwolić na przezroczystą narrację, w związku z tymi w sam tekst wplata drobne żarty. Zdarza się jej ukrycie kpić z przebrzmiałych chwytów powieściowych („bo on to był”), albo budować przewrotne konstrukcje w oparciu o charakter bohaterki. Dzieje się tu dużo i szybko, a tempo podkreśla jeszcze humorystyczny język. Katarzyna Michalak wyposaża Patrycję w olbrzymie pokłady autoironii, co automatycznie wyklucza ckliwość i banał – w związku z tym postać może sobie pozwalać na dowolne wybryki: nigdy nie straci naturalności i wdzięku. Mało tego – chociaż Michalak wybiera karykaturę, nie zniechęci do swojej bohaterki, Patrycja zawsze będzie mogła liczyć na uznanie odbiorców.
„Poczekajka” to udana próba gry konwencjami – znajduje się tu wszystko, co zwykle powinno pojawiać się w dobrej powieści rozrywkowej – ale to wszystko przybiera mocno wyostrzoną formę. Nie chodzi przecież o to, żeby naśladować życie – Katarzyna Michalak chce raczej naśladować udającą życie bajkę. W pogodnym tonie nakazuje miłej postaci dążyć do spełnienia najskrytszych i najśmielszych marzeń, a przy okazji i nieźle się bawić. Napisaną z przymrużeniem oka „Poczekajkę” czyta się naprawdę dobrze – to pozycja wymarzona dla tych wszystkich, którzy dość mają jednokierunkowych i śmiertelnie poważnych historii o kiełkującym uczuciu. Dystans do świata to recepta na sukces. Pomysł na „Poczekajkę” mógł sprawdzić się tylko raz – i okazał się ciekawym komentarzem do literatury rozrywkowej dla pań.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






