Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Przyroda
W stereotypach miasta nie są miejscami, w których spotyka się dzikie zwierzęta. Dzisiejszym maluchom trzeba pokazać gatunki, jakie najczęściej da się spotkać między zabudowaniami - tak, żeby przyzwyczaiły się do myśli, że ludzie nie są jedynymi mieszkańcami miast - i że kolejne gatunki przystosowują się do życia wśród blokowisk. "Zwierzęta miast" Doroty Suwalskiej to bardzo atrakcyjna książka przyrodnicza nie tylko dla dzieci - tu także dorośli znajdą sporo ciekawych dla siebie informacji. Dorota Suwalska we wstępie zwierza się odbiorcom z tego, że żałuje, że nie mogła zająć się prezentowaniem wszystkich gatunków, które do miast zawitały - i działa na wyobraźnię dzięki określaniu prawdopodobnego czasu pracy i objętości publikacji, gdyby do takiej monografii mogło dojść. Tymczasem "Zwierzęta miast" to zaledwie 22 portrety - 22 rozdziały poświęcone różnym stworzeniom, przede wszystkim kręgowcom, ale od czasu do czasu autorka sięga i do innych żyjątek, tylko po to, żeby uświadomić dzieciom, że poza ludźmi w miastach - a nawet w mieszkaniach - pojawia się mnóstwo stworzeń zasługujących na uwagę.
Ilustracje do tej książki wykonała Diana Karpowicz, która szuka wypadkowej między realistycznym nakreślaniem sylwetek i komiksowymi dodatkami. Dba o to, żeby zwierzęta mogły być rozpoznawane na pierwszy rzut oka, w końcu tom ma mieć wartość edukacyjną. A trzeba między innymi nauczyć się odróżniania wróbla od mazurka albo jerzyka od jaskółki - takie zestawienia zachęcają do prowadzenia własnych obserwacji. Dzieci przekonają się na przykład, jak różne gatunki sikor można spotkać w ogrodzie: i wypatrywać zwierząt z obrazków we własnym otoczeniu.
Co ważne, Dorota Suwalska nie zajmuje się wyłącznie gatunkami obecnymi w polskich miastach. Nie zabraknie tu naturalnie dzików ani lisów, wiewiórek, gołębi, wróbli czy jeży, ale pojawią się też między innymi aleksandretty obrożne z niemieckich miast. Prosionki czy kątniki to już dodatek dla czytelników o mocniejszych nerwach (dorosłych być może taka wiedza by odrzucała, dzieci poczują się usatysfakcjonowane, że dowiedzą się czegoś o "robalach"). Niektóre stworzenia przewijają się przez tom wyłącznie w postaci wzmianek, obrazków z podpisami lub komentarzami. Autorka unika konstruowania metryczek i przesycania schematycznymi danymi opowieści: stara się, żeby jej opisy brzmiały ciekawie i gawędziarsko, odsyła do równie znanych przyrodników, którzy zajmują się popularyzowaniem wiedzy o przyrodzie. Pisze z humorem i tak, by zaangażować czytelników w relację niezależnie od gatunku, który akurat przedstawia. Można zatem czytać kolejne rozdziały z zainteresowaniem, albo - wybierać konkretne opowieści w zależności od napotkanego w mieście gatunku i kierować się chęcią uzupełniania wiedzy.
Bardzo ładnie jest ta książka przygotowana, zarówno ze względu na dostęp do informacji, jak i samą realizację w sferze tekstowej i graficznej. Przyjemne dla oka obrazki nie są infantylne, za to budzą ciekawość, narracja urzeka lekkością. To dobry sposób na to, by uczyć dzieci szacunku do przyrody i przekonywać je, że trzeba troszczyć się o zwierzęta (autorka informuje też, jak działać, żeby nie zaszkodzić, kiedy chce się pomóc - podaje zestaw adresów miejsc, do których trzeba się zwrócić, kiedy spotkało się chore lub ranne zwierzę, przypomina, jak odróżniać zwierzęta potrzebujące pomocy od tych, które dopiero uczą się funkcjonowania w środowisku i są po prostu młode. To bardzo przydatna publikacja.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Suwalska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dorota Suwalska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 czerwca 2023
środa, 2 października 2019
Dorota Suwalska: Wtajemniczeni. Czarna wołga. Tajemnica z przeszłości
Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.
Skarby
Łucja przeprowadziła się z mamą (po raz kolejny) do Warszawy. Po rozwodzie rodziców nigdzie nie może zagrzać miejsca, oddala się też od swoich przyjaciół. Ma jednak dwa talenty, które nie pozwolą jej się nudzić – pierwszy to zdolność do wplątywania się w niezwykłe sytuacje, drugi – to zamiłowanie do lokalnej historii, którym zaraził ją tata. Te dwie sprawy się łączą, w pewnym momencie dziewczynka spotyka panią Anię, która powróciła na miejsce dzieciństwa, żeby realizować projekt artystyczny. A ponieważ Łucja podczas porządkowania piwniczki trafia na skrzynię z czyimiś „skarbami” oraz na prawdziwą starą mapę skarbów – zabawa dopiero się zacznie. „Czarna wołga. Tajemnica z przeszłości” to drugi tom cyklu Wtajemniczeni i książka, która przybliżać będzie czytelnikom kwestie związane z codziennością w PRL-u oraz... historią najnowszą. Dorota Suwalska nie zamierza ukrywać trudnych spraw, pozwala młodym czytelnikom poznać między innymi sprawę Stanisława Pyjasa, charakterystyczne subkultury, przywołuje ZOMO i Milicję Obywatelską. Równolegle zajmuje się także sprawami kulturalno-obyczajowymi, przypomina o charakterystycznych bohaterach albo produkcjach filmowych („Czterej pancerni”), wskazuje nazwiska i sylwetki architektów, którzy wpłynęli na wygląd Warszawy. Ma mnóstwo informacji do przekazania i zdarza się nawet tak, że przypisy – komentarze w ramkach i na marginesach, często ozdabiane zdjęciami – zajmują niemal całą stronę. „Czarną wołgę” czytać zatem powinni młodzi ludzie także dla zdobywania wiadomości, uzupełnienia wiedzy ze szkolnych podręczników, czy zaspokojenia ciekawości. Trochę Dorota Suwalska zasypuje przepaść międzypokoleniową, bo nie ma dla niej tematów „oczywistych”, charakteryzuje nawet to, co do niedawna stanowiło znane wszystkim fakty.
Niezależnie od mocno rozbudowanych przypisów, w „Czarnej wołdze” toczy się akcja kryminalna z prawdziwego zdarzenia. Najpierw wprawdzie dzieci szukają skarbów zaznaczonych na mapie, ale szybko pojawia się temat, który bardziej wciąga: to kwestia tajemniczego zniknięcia przyjaciółki pani Ani. Dziecko, które bez śladu ginie dekady wcześniej to okazja do przywołania mitów o czarnej wołdze czy – nawiązania do migracji społecznych. Fikcja przeplata się z rzeczywistością w nieoczekiwanych momentach. Dorota Suwalska układa opowieść pełną zagadek, ale też – naiwnych szyfrów, bo zabawa w „widoczki” albo kodowanie wiadomości przez dodawanie niepotrzebnej litery to chwyty znane nawet maluchom. Tu ma to wartość sentymentalną.
Żeby nie skupiać się wyłącznie na przeszłości, która – obficie komentowana za sprawą dawki wiedzy, mogłaby się odbiorcom przejeść – Dorota Suwalska przygląda się też aktualnym problemom bohaterki. Łucja pojawiła się w pierwszym tomie jako jedna z czteroosobowej paczki, teraz jednak rozluźnia trochę swoje związki z Michałem (który wcześniej jej się podobał). Z kolei chłopak, dla którego względy Michała odrzuciła, teraz nie zwraca na nią uwagi. Jakby tego było mało, Łucja musi się borykać z tematem rozwodu rodziców – oraz z faktem, że ojciec z nową partnerką założył rodzinę i będzie miał nową córeczkę. Suwalska próbuje zatem zaintrygować dzieci nie tylko tematami kryminalnymi oraz historiami z prawdziwej przeszłości, ale również – nawiązać do prawdopodobnych sytuacji z ich otoczenia oraz do samych emocji. To jej się udaje.
Skarby
Łucja przeprowadziła się z mamą (po raz kolejny) do Warszawy. Po rozwodzie rodziców nigdzie nie może zagrzać miejsca, oddala się też od swoich przyjaciół. Ma jednak dwa talenty, które nie pozwolą jej się nudzić – pierwszy to zdolność do wplątywania się w niezwykłe sytuacje, drugi – to zamiłowanie do lokalnej historii, którym zaraził ją tata. Te dwie sprawy się łączą, w pewnym momencie dziewczynka spotyka panią Anię, która powróciła na miejsce dzieciństwa, żeby realizować projekt artystyczny. A ponieważ Łucja podczas porządkowania piwniczki trafia na skrzynię z czyimiś „skarbami” oraz na prawdziwą starą mapę skarbów – zabawa dopiero się zacznie. „Czarna wołga. Tajemnica z przeszłości” to drugi tom cyklu Wtajemniczeni i książka, która przybliżać będzie czytelnikom kwestie związane z codziennością w PRL-u oraz... historią najnowszą. Dorota Suwalska nie zamierza ukrywać trudnych spraw, pozwala młodym czytelnikom poznać między innymi sprawę Stanisława Pyjasa, charakterystyczne subkultury, przywołuje ZOMO i Milicję Obywatelską. Równolegle zajmuje się także sprawami kulturalno-obyczajowymi, przypomina o charakterystycznych bohaterach albo produkcjach filmowych („Czterej pancerni”), wskazuje nazwiska i sylwetki architektów, którzy wpłynęli na wygląd Warszawy. Ma mnóstwo informacji do przekazania i zdarza się nawet tak, że przypisy – komentarze w ramkach i na marginesach, często ozdabiane zdjęciami – zajmują niemal całą stronę. „Czarną wołgę” czytać zatem powinni młodzi ludzie także dla zdobywania wiadomości, uzupełnienia wiedzy ze szkolnych podręczników, czy zaspokojenia ciekawości. Trochę Dorota Suwalska zasypuje przepaść międzypokoleniową, bo nie ma dla niej tematów „oczywistych”, charakteryzuje nawet to, co do niedawna stanowiło znane wszystkim fakty.
Niezależnie od mocno rozbudowanych przypisów, w „Czarnej wołdze” toczy się akcja kryminalna z prawdziwego zdarzenia. Najpierw wprawdzie dzieci szukają skarbów zaznaczonych na mapie, ale szybko pojawia się temat, który bardziej wciąga: to kwestia tajemniczego zniknięcia przyjaciółki pani Ani. Dziecko, które bez śladu ginie dekady wcześniej to okazja do przywołania mitów o czarnej wołdze czy – nawiązania do migracji społecznych. Fikcja przeplata się z rzeczywistością w nieoczekiwanych momentach. Dorota Suwalska układa opowieść pełną zagadek, ale też – naiwnych szyfrów, bo zabawa w „widoczki” albo kodowanie wiadomości przez dodawanie niepotrzebnej litery to chwyty znane nawet maluchom. Tu ma to wartość sentymentalną.
Żeby nie skupiać się wyłącznie na przeszłości, która – obficie komentowana za sprawą dawki wiedzy, mogłaby się odbiorcom przejeść – Dorota Suwalska przygląda się też aktualnym problemom bohaterki. Łucja pojawiła się w pierwszym tomie jako jedna z czteroosobowej paczki, teraz jednak rozluźnia trochę swoje związki z Michałem (który wcześniej jej się podobał). Z kolei chłopak, dla którego względy Michała odrzuciła, teraz nie zwraca na nią uwagi. Jakby tego było mało, Łucja musi się borykać z tematem rozwodu rodziców – oraz z faktem, że ojciec z nową partnerką założył rodzinę i będzie miał nową córeczkę. Suwalska próbuje zatem zaintrygować dzieci nie tylko tematami kryminalnymi oraz historiami z prawdziwej przeszłości, ale również – nawiązać do prawdopodobnych sytuacji z ich otoczenia oraz do samych emocji. To jej się udaje.
czwartek, 13 czerwca 2019
Dorota Suwalska: Nie wszystko złoto, co złote
Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.
Poszukiwacze
Tym razem Dorota Suwalska z powodzeniem próbuje swoich sił w kryminale edukacyjnym dla młodych czytelników. „Nie wszystko złoto, co złote” to wakacyjna przygoda czwórki dzieci, Michała, Maksa, Łucji i Majki. Rodzice Maksa traktują zbieranie materiałów o Bursztynowej Komnacie jako szansę na zmuszenie pociech do aktywnego (czyli związanego z pogłębianiem wiedzy) spędzania czasu. Młodsze pokolenie ma jednak własną wizję odpoczynku. Michał i Majka to bliźniacy, Maks – najlepszy kumpel Michała (narratora w tomie), a Łucja to dziewczynka z klasy, koleżanka, w której Michał się podkochuje. I w takim zestawie nawet tanie wakacje w Gdzieśtam (nazwa z pewnego powodu wyjaśnionego w fabule nie padnie) nie są najgorszą opcją. Zwłaszcza gdy w grę zaczyna wchodzić szukanie skarbu. Dzieci całkiem szybko wpadają na trop tajemnicy, a to, co dorośli bagatelizują, dla bohaterów jest potwierdzeniem domysłów. Stopniowo pojawia się coraz więcej zagadek, a i szans na znalezienie drogocennych przedmiotów. Trzeba tylko uważnie wszystko obserwować i wyciągać wnioski.; Nie zaszkodzi też nauka języków obcych – skoro rzecz dzieje się na terenie dawnych Prus Wschodnich, część podpowiedzi z dawnych czasów wymagać będzie lingwistycznej gimnastyki. Przy tym akurat skarbie trzeba się sporo napracować.
To początek detektywistycznej serii Wtajemniczeni i Dorota Suwalska stawia sobie za cel zmuszanie czytelników do myślenia. Skupia się na intrydze sensacyjnej, na przebiegu „śledztwa”. Wprawdzie szkicuje też wątki obyczajowe – zakochanie Michała, niesnaski między przyjaciółmi – ale to wypada blado. Do tego zupełnie niepotrzebnie eksperymentuje autorka z metatekstem. Michał źle czuje się jako opowiadacz i szuka sposobu na prowadzenie historii, zapowiadając odbiorcom, jaką strategię akurat obiera (i z jakiego powodu). Nie jest to nikomu potrzebne, chyba że samej autorce jako rozbiegówka do rozdziału) i można było z tych partii zwracających uwagę na literackość zrezygnować. Za to ciekawym rozwiązaniem są rozbudowane i wzbogacone o zdjęcia „przypisy”. Tu widać wyraźnie podstawowy cel tomu – edukowanie młodego pokolenia. Dorota Suwalska odwołuje się między innymi do wiadomości historycznych, ale opowiada i o miejscach, które odbiorcy mogą zobaczyć. Prowadzi przez porządny zestaw danych, które właściwie powinny rozbijać tok narracji. Jednak sposób ich wprowadzania – ramki na marginesach, ozdabiane często zdjęciami – sprawiają, że odbiorcy po prostu mogą zaspokoić ciekawość w każdej chwili. Ta książka jest dobrze przygotowana od strony graficznej – rozwiązania w niej to nie tylko kolorowe odnośniki, ale też ciekawe, młodzieżowe ilustracje Marty Krzywickiej. Potężna dawka lektury, taka sama – wiadomości, a do tego jeszcze ładne opracowanie edytorskie. Dorota Suwalska wpisuje się w modę na powieści detektywistyczne dla młodych odbiorców, ale przy tym tworzy po swojemu.
Poszukiwacze
Tym razem Dorota Suwalska z powodzeniem próbuje swoich sił w kryminale edukacyjnym dla młodych czytelników. „Nie wszystko złoto, co złote” to wakacyjna przygoda czwórki dzieci, Michała, Maksa, Łucji i Majki. Rodzice Maksa traktują zbieranie materiałów o Bursztynowej Komnacie jako szansę na zmuszenie pociech do aktywnego (czyli związanego z pogłębianiem wiedzy) spędzania czasu. Młodsze pokolenie ma jednak własną wizję odpoczynku. Michał i Majka to bliźniacy, Maks – najlepszy kumpel Michała (narratora w tomie), a Łucja to dziewczynka z klasy, koleżanka, w której Michał się podkochuje. I w takim zestawie nawet tanie wakacje w Gdzieśtam (nazwa z pewnego powodu wyjaśnionego w fabule nie padnie) nie są najgorszą opcją. Zwłaszcza gdy w grę zaczyna wchodzić szukanie skarbu. Dzieci całkiem szybko wpadają na trop tajemnicy, a to, co dorośli bagatelizują, dla bohaterów jest potwierdzeniem domysłów. Stopniowo pojawia się coraz więcej zagadek, a i szans na znalezienie drogocennych przedmiotów. Trzeba tylko uważnie wszystko obserwować i wyciągać wnioski.; Nie zaszkodzi też nauka języków obcych – skoro rzecz dzieje się na terenie dawnych Prus Wschodnich, część podpowiedzi z dawnych czasów wymagać będzie lingwistycznej gimnastyki. Przy tym akurat skarbie trzeba się sporo napracować.
To początek detektywistycznej serii Wtajemniczeni i Dorota Suwalska stawia sobie za cel zmuszanie czytelników do myślenia. Skupia się na intrydze sensacyjnej, na przebiegu „śledztwa”. Wprawdzie szkicuje też wątki obyczajowe – zakochanie Michała, niesnaski między przyjaciółmi – ale to wypada blado. Do tego zupełnie niepotrzebnie eksperymentuje autorka z metatekstem. Michał źle czuje się jako opowiadacz i szuka sposobu na prowadzenie historii, zapowiadając odbiorcom, jaką strategię akurat obiera (i z jakiego powodu). Nie jest to nikomu potrzebne, chyba że samej autorce jako rozbiegówka do rozdziału) i można było z tych partii zwracających uwagę na literackość zrezygnować. Za to ciekawym rozwiązaniem są rozbudowane i wzbogacone o zdjęcia „przypisy”. Tu widać wyraźnie podstawowy cel tomu – edukowanie młodego pokolenia. Dorota Suwalska odwołuje się między innymi do wiadomości historycznych, ale opowiada i o miejscach, które odbiorcy mogą zobaczyć. Prowadzi przez porządny zestaw danych, które właściwie powinny rozbijać tok narracji. Jednak sposób ich wprowadzania – ramki na marginesach, ozdabiane często zdjęciami – sprawiają, że odbiorcy po prostu mogą zaspokoić ciekawość w każdej chwili. Ta książka jest dobrze przygotowana od strony graficznej – rozwiązania w niej to nie tylko kolorowe odnośniki, ale też ciekawe, młodzieżowe ilustracje Marty Krzywickiej. Potężna dawka lektury, taka sama – wiadomości, a do tego jeszcze ładne opracowanie edytorskie. Dorota Suwalska wpisuje się w modę na powieści detektywistyczne dla młodych odbiorców, ale przy tym tworzy po swojemu.
wtorek, 22 maja 2018
Dorota Suwalska: Bruno i siostry
Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.
Kolega Zuźki
Po sukcesie wydawniczym, jaki Dorota Suwalska odniosła za sprawą opowieści o rezolutnej Zuźce, przyszedł czas na cykl i dla chłopców. A skoro przestrzeń szkolna (i domowa) zostały już sprawdzone i zaakceptowane przez czytelników, autorka postanawia wykorzystać ten sam świat, tyle że z innego punktu widzenia – i wzbogacony o kolejne domowe wątki. Tak pojawia się tomik "Bruno i siostry", pierwsza historia drugiej podserii. Będzie w niej znów w dalekim planie utalentowany literacko Jaszko, który może zostać menadżerem zespołu, i sama Zuźka. Zarysują się szkolne romanse (nie na poważnie, bo w końcu to książka dla dzieci, a nie dla wzdychających nastolatek – ot, tyle, żeby podbarwić trochę akcję i pokazać, czy można zakochać się w dziewczynie przyjaciela). Znacznie bardziej interesuje autorkę temat młodszych i starszych sióstr, z których pierwsze zatruwają życie w szkole - Miłka za nic ma konwencje i granice odporności dorosłych, to dziewczynka zdecydowana i świetnie zorientowana w tym, czego chce – a drugie w domu, bo pełnoletnia Kaśka na pewno nie jest zbyt dojrzała i rozsądna. Kaśka jest artystką i zmienia chłopaków jak rękawiczki, Miłka chce zostać weterynarzem, więc rozczula ją widok każdego zwierzęcia. Bruno świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli jego siostra stanie się pośmiewiskiem w szkole, on sam zacznie być wytykany palcami. Z drugiej strony - Miłka nie przejmuje się towarzyskimi porażkami, robi swoje i nie martwi się o społeczny ostracyzm.
Do domowych i szkolnych scenek dochodzą dialogi dojrzałe, wyjaśniające odbiorcom sprawy, o których na pewno nie porozmawiają szybko z rodzicami. Dorota Suwalska traktuje swoich czytelników z sympatią i powagą, jest w stanie stać się dla nich przewodnikiem po rzeczywistości. W pewien sposób może też podpowiadać dorosłym, jak prowadzić rozmowy z pociechami na intrygujące je tematy - żeby nie zabijać dociekliwości, a także nie odwoływać się do zbyt trudnych dla dzieci kwestii. Jednak tomik "Bruno i siostry" odbiorcy będą czytać raczej samodzielnie – tym cenniejsza jest umiejętność bohaterów w rozwiewaniu wątpliwości młodszego pokolenia. Wątków jest tu sporo, między innymi szukanie Drakuli (psa), pierwszy dzień w szkole Miłki, artystyczne zapędy Kaśki, ale i zespół muzyczny, który z kolegami zakłada Bruno. Wszystko po to, żeby czytelnicy się nie nudzili. Nie mają szans przy takiej opowieści, pełnej zaskoczeń, zabawnych motywów i nieoczekiwanych dopowiedzeń od innych bohaterów (innych niż narrator-Bruno). Sam Bruno nawet chwilami modyfikuje tradycyjną formę książki, zmienia miejsca na wstęp i epilog, pozwala wcinać się w opowieść siostrom – to sprawia, że opowieść staje się jeszcze bardziej lekka i zabawna, przyciągnie odbiorców - i to nie tylko tych, którzy chcą dowiedzieć się, co słychać u przyjaciół Zuźki.
Dorota Suwalska bardzo dobrze radzi sobie z narracją dla dzieci. Nie traktuje ich z góry i nie infantylizuje tekstu, wprowadza za to kontrolowany chaos i mnóstwo niespodzianek. Odwołuje się do typowych szkolnych marzeń (kariera muzyczna, która zapewni szacunek rówieśników) i do sytuacji ze szkolnych korytarzy. Do tego dokłada wyrozumiałą rodzinę i przyjaciół, z którymi można wiele zdziałać. Jest opowieść "Bruno i siostry" bardzo miłym wstępem do następnego poczytnego cyklu, a Suwalska udowadnia swoją umiejętność dostosowywania narracji i fabuły do dziecięcych czytelników. Dzięki takim lekturom maluchy chcą czytać samodzielnie i dla rozrywki.
Kolega Zuźki
Po sukcesie wydawniczym, jaki Dorota Suwalska odniosła za sprawą opowieści o rezolutnej Zuźce, przyszedł czas na cykl i dla chłopców. A skoro przestrzeń szkolna (i domowa) zostały już sprawdzone i zaakceptowane przez czytelników, autorka postanawia wykorzystać ten sam świat, tyle że z innego punktu widzenia – i wzbogacony o kolejne domowe wątki. Tak pojawia się tomik "Bruno i siostry", pierwsza historia drugiej podserii. Będzie w niej znów w dalekim planie utalentowany literacko Jaszko, który może zostać menadżerem zespołu, i sama Zuźka. Zarysują się szkolne romanse (nie na poważnie, bo w końcu to książka dla dzieci, a nie dla wzdychających nastolatek – ot, tyle, żeby podbarwić trochę akcję i pokazać, czy można zakochać się w dziewczynie przyjaciela). Znacznie bardziej interesuje autorkę temat młodszych i starszych sióstr, z których pierwsze zatruwają życie w szkole - Miłka za nic ma konwencje i granice odporności dorosłych, to dziewczynka zdecydowana i świetnie zorientowana w tym, czego chce – a drugie w domu, bo pełnoletnia Kaśka na pewno nie jest zbyt dojrzała i rozsądna. Kaśka jest artystką i zmienia chłopaków jak rękawiczki, Miłka chce zostać weterynarzem, więc rozczula ją widok każdego zwierzęcia. Bruno świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli jego siostra stanie się pośmiewiskiem w szkole, on sam zacznie być wytykany palcami. Z drugiej strony - Miłka nie przejmuje się towarzyskimi porażkami, robi swoje i nie martwi się o społeczny ostracyzm.
Do domowych i szkolnych scenek dochodzą dialogi dojrzałe, wyjaśniające odbiorcom sprawy, o których na pewno nie porozmawiają szybko z rodzicami. Dorota Suwalska traktuje swoich czytelników z sympatią i powagą, jest w stanie stać się dla nich przewodnikiem po rzeczywistości. W pewien sposób może też podpowiadać dorosłym, jak prowadzić rozmowy z pociechami na intrygujące je tematy - żeby nie zabijać dociekliwości, a także nie odwoływać się do zbyt trudnych dla dzieci kwestii. Jednak tomik "Bruno i siostry" odbiorcy będą czytać raczej samodzielnie – tym cenniejsza jest umiejętność bohaterów w rozwiewaniu wątpliwości młodszego pokolenia. Wątków jest tu sporo, między innymi szukanie Drakuli (psa), pierwszy dzień w szkole Miłki, artystyczne zapędy Kaśki, ale i zespół muzyczny, który z kolegami zakłada Bruno. Wszystko po to, żeby czytelnicy się nie nudzili. Nie mają szans przy takiej opowieści, pełnej zaskoczeń, zabawnych motywów i nieoczekiwanych dopowiedzeń od innych bohaterów (innych niż narrator-Bruno). Sam Bruno nawet chwilami modyfikuje tradycyjną formę książki, zmienia miejsca na wstęp i epilog, pozwala wcinać się w opowieść siostrom – to sprawia, że opowieść staje się jeszcze bardziej lekka i zabawna, przyciągnie odbiorców - i to nie tylko tych, którzy chcą dowiedzieć się, co słychać u przyjaciół Zuźki.
Dorota Suwalska bardzo dobrze radzi sobie z narracją dla dzieci. Nie traktuje ich z góry i nie infantylizuje tekstu, wprowadza za to kontrolowany chaos i mnóstwo niespodzianek. Odwołuje się do typowych szkolnych marzeń (kariera muzyczna, która zapewni szacunek rówieśników) i do sytuacji ze szkolnych korytarzy. Do tego dokłada wyrozumiałą rodzinę i przyjaciół, z którymi można wiele zdziałać. Jest opowieść "Bruno i siostry" bardzo miłym wstępem do następnego poczytnego cyklu, a Suwalska udowadnia swoją umiejętność dostosowywania narracji i fabuły do dziecięcych czytelników. Dzięki takim lekturom maluchy chcą czytać samodzielnie i dla rozrywki.
wtorek, 15 listopada 2016
Dorota Suwalska: Czarne jeziora
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Osamotnienie
Magda prowadzi dziennik, tak zresztą jak niemal wszystkie nastolatki. Magda swoje przemyślenia zapisuje w pliku na komputerze i opatruje je etykietami na wzór bloga, chociaż nie zamierza upubliczniać przemyśleń. Dziennik jest dla niej formą terapii i artystycznego wyżywania się. Terapii – bo rok temu dziewczyna dowiedziała się o sobie czegoś ważnego i nie wie, dlaczego matka tak długo nie potrafiła przeprowadzić szczerej rozmowy. Poza tym Magda ma ambicje literackie, chce piać artykuły lub tworzyć, a dziennik pomaga w wypracowaniu stylu. „Czarne jeziora” toczą się więc w rytmie dziennikowych wpisów, co daje Dorocie Suwalskiej olbrzymią swobodę w budowaniu napięcia. Może na przykład autorka doprowadzić swoją bohaterkę na skraj wyznania ważnego lub przełomowego, by nagle urwać (i później nie pozwalać Magdzie znaleźć pierwotnego nastroju do zwierzeń przez jakiś czas). Ten zabieg Suwalska bardzo lubi – ale nie trzeba się za bardzo przejmować, bo zasadnicza tajemnica trafia do okładkowej notki i staje się podstawowym tematem promocyjnym książki. Chodzi o to, że Magda od urodzenia żyje z HIV, zakażona przez matkę.
HIV w temacie to dodatek. Magda bardziej przeżywa bunt wobec rodzicielki (zawsze postępującej źle), fascynację znanym pisarzem, którego poznaje na zajęciach klubu literackiego (poza autorytetem w dziedzinie pisania spotyka tu wiele interesujących osób), spotyka się ze znajomymi, zastanawia nad internetowym i rzeczywistym wizerunkiem jednego z kolegów – a problemami dzieli się z przyjaciółką poznaną na obozie dla zakażonych nastolatków. Esencję tomu stanowią zagadnienia zwyczajności. W ogóle Dorota Suwalska trochę boi się mocniej poruszyć temat AIDS. Łagodzi stan Magdy, wskazując na minimalną obecność wirusa, więc i prawie zerowe ryzyko zakażenia innych, stabilizację lekami. Z drugiej strony HIV to temat tabu, wywołuje społeczny strach i uniemożliwia szerzenie wiedzy o chorobie. W szkole Magdy nastolatki zachowują się jak dzieci, odsuwając się (w teorii) od rówieśników z AIDS i wykorzystując chorobę do tworzenia przezwisk. Ponieważ Magda podpiera się ogólnymi informacjami (przez normalne życie z zakażonym nie można zachorować), powieść mimo rzadkiego zagadnienia nie staje się obyczajówką o nastolatce z HIV, a obyczajówką o osamotnieniu.
Dorota Suwalska nakreśla zwłaszcza konflikt dziewczyny z matką, próbuje trochę wytłumaczyć starsze pokolenie, a trochę uświadomić, jakie błędy wywołują lawinę konsekwencji. Magda zajmująca się pisaniem potrafi wskazać i nazwać źródła problemów w codziennej komunikacji, a jej nastawienie na wyszukiwanie potknięć matki bierze się z dawnej nieszczerości. Równolegle bohaterka pokazuje szereg utrudnień i uciążliwości, jakich niezakażeni nie poznają: wizyta u dentysty zamienia się w logistyczną wyprawę, cień prawdy w plotce oznaczać będzie przeprowadzkę i ucieczkę od społecznego ostracyzmu. Magda wyobcowuje się ze środowiska jak wiele nastolatek – ale ma do takiej postawy więcej powodów, a jeśli sama pozostałaby otwarta, istnieje duże ryzyko, że to społeczeństwo odrzuci ją. Dorota Suwalska trudny temat wykorzystała, żeby zaproponować młodzieży ładną powieść o dojrzewaniu, odpowiedzialności i prawdzie. „Czarne jeziora” to historia niezwykła. Na pewno jest to powieść, która – bez względu na wąski temat choroby – zjednoczy młode odbiorczynie, w końcu autorka odwołuje się do kwestii samotności, niezrozumienia czy konfliktów z rodzicami. Tłumaczy, jak ważne jest zachowanie własnego ja, samoświadomość – niezależnie od sytuacji „wyjściowej”. Udowadnia, że każdy przechodzi rozmaite kryzysy i dostarcza odbiorczyniom ciekawej historii.
Osamotnienie
Magda prowadzi dziennik, tak zresztą jak niemal wszystkie nastolatki. Magda swoje przemyślenia zapisuje w pliku na komputerze i opatruje je etykietami na wzór bloga, chociaż nie zamierza upubliczniać przemyśleń. Dziennik jest dla niej formą terapii i artystycznego wyżywania się. Terapii – bo rok temu dziewczyna dowiedziała się o sobie czegoś ważnego i nie wie, dlaczego matka tak długo nie potrafiła przeprowadzić szczerej rozmowy. Poza tym Magda ma ambicje literackie, chce piać artykuły lub tworzyć, a dziennik pomaga w wypracowaniu stylu. „Czarne jeziora” toczą się więc w rytmie dziennikowych wpisów, co daje Dorocie Suwalskiej olbrzymią swobodę w budowaniu napięcia. Może na przykład autorka doprowadzić swoją bohaterkę na skraj wyznania ważnego lub przełomowego, by nagle urwać (i później nie pozwalać Magdzie znaleźć pierwotnego nastroju do zwierzeń przez jakiś czas). Ten zabieg Suwalska bardzo lubi – ale nie trzeba się za bardzo przejmować, bo zasadnicza tajemnica trafia do okładkowej notki i staje się podstawowym tematem promocyjnym książki. Chodzi o to, że Magda od urodzenia żyje z HIV, zakażona przez matkę.
HIV w temacie to dodatek. Magda bardziej przeżywa bunt wobec rodzicielki (zawsze postępującej źle), fascynację znanym pisarzem, którego poznaje na zajęciach klubu literackiego (poza autorytetem w dziedzinie pisania spotyka tu wiele interesujących osób), spotyka się ze znajomymi, zastanawia nad internetowym i rzeczywistym wizerunkiem jednego z kolegów – a problemami dzieli się z przyjaciółką poznaną na obozie dla zakażonych nastolatków. Esencję tomu stanowią zagadnienia zwyczajności. W ogóle Dorota Suwalska trochę boi się mocniej poruszyć temat AIDS. Łagodzi stan Magdy, wskazując na minimalną obecność wirusa, więc i prawie zerowe ryzyko zakażenia innych, stabilizację lekami. Z drugiej strony HIV to temat tabu, wywołuje społeczny strach i uniemożliwia szerzenie wiedzy o chorobie. W szkole Magdy nastolatki zachowują się jak dzieci, odsuwając się (w teorii) od rówieśników z AIDS i wykorzystując chorobę do tworzenia przezwisk. Ponieważ Magda podpiera się ogólnymi informacjami (przez normalne życie z zakażonym nie można zachorować), powieść mimo rzadkiego zagadnienia nie staje się obyczajówką o nastolatce z HIV, a obyczajówką o osamotnieniu.
Dorota Suwalska nakreśla zwłaszcza konflikt dziewczyny z matką, próbuje trochę wytłumaczyć starsze pokolenie, a trochę uświadomić, jakie błędy wywołują lawinę konsekwencji. Magda zajmująca się pisaniem potrafi wskazać i nazwać źródła problemów w codziennej komunikacji, a jej nastawienie na wyszukiwanie potknięć matki bierze się z dawnej nieszczerości. Równolegle bohaterka pokazuje szereg utrudnień i uciążliwości, jakich niezakażeni nie poznają: wizyta u dentysty zamienia się w logistyczną wyprawę, cień prawdy w plotce oznaczać będzie przeprowadzkę i ucieczkę od społecznego ostracyzmu. Magda wyobcowuje się ze środowiska jak wiele nastolatek – ale ma do takiej postawy więcej powodów, a jeśli sama pozostałaby otwarta, istnieje duże ryzyko, że to społeczeństwo odrzuci ją. Dorota Suwalska trudny temat wykorzystała, żeby zaproponować młodzieży ładną powieść o dojrzewaniu, odpowiedzialności i prawdzie. „Czarne jeziora” to historia niezwykła. Na pewno jest to powieść, która – bez względu na wąski temat choroby – zjednoczy młode odbiorczynie, w końcu autorka odwołuje się do kwestii samotności, niezrozumienia czy konfliktów z rodzicami. Tłumaczy, jak ważne jest zachowanie własnego ja, samoświadomość – niezależnie od sytuacji „wyjściowej”. Udowadnia, że każdy przechodzi rozmaite kryzysy i dostarcza odbiorczyniom ciekawej historii.
piątek, 19 sierpnia 2016
Dorota Suwalska: Zuźka w necie i w realu
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Komputer
Zuźka jest przezabawna. Dorocie Suwalskiej udało się połączyć w tej postaci naiwność dziecka, które wszystko tłumaczy sobie na swój sposób i rezolutność malucha już radzącego sobie w świecie. Zuźka jest w dodatku wstrzelona w aktualną rzeczywistość i to kolejny plus dla czytelników: w przygodach tej dziewczynki odnajdą znane sobie motywy. Wreszcie wykazuje się Zuźka olbrzymią kreatywnością, swoimi zachowaniami podpowiada odbiorcom, jak stawiać czoła licznym wyzwaniom w domu i w szkole. Najważniejsze wydaje się jednak to, że przygody Zuźki są bardzo udanie opisane i dzieci nie będzie trzeba zmuszać do czytania, same rzucą się na tę serię. „Zuźka w necie i w realu” to kontynuacja historii „Znowu kręcisz, Zuźka”, choć nadaje się też do lektury bez znajomości poprzedniego tomiku. Dorota Suwalska składa te książki z tematycznych rozdziałów, pojedynczych i osobnych historyjek z życia Zuźki, jej rodziny i kolegów. Zuźka przypomina trochę Pitu i Kudłatą razem wziętych, a ze względu na łobuzerską kreację nie jest bohaterką tylko dla dziewczynek. Momentami to dziecko naprawdę nieznośne, nawet jeśli tym razem Suwalska ogranicza trochę motywy rozwiązywania konfliktów za pomocą pięści. W dalszym ciągu za to Zuźka jest impulsywna i energiczna. Tym razem w jej świecie pojawia się internet z rozmaitymi zagrożeniami oraz możliwościami.
Zuźka ma sto pomysłów na minutę, do najbardziej oryginalnych należy przeprowadzanie śledztw na czacie czy tworzenie rysunków ASCII. Ale komputery nie dominują u tej bohaterki. Równie wiele przygód Zuźka przeżywa w szkole: zwłaszcza gdy zorganizowany zostanie konkurs literacki. Przy okazji spotkania z pisarką Dorota Suwalska przedstawia rzeczywiste historyjki ze spotkań autorskich: to zderzenie dziecięcych pomysłów z wizjami dorosłych zamienia się w karykaturę, a przecież wcale nie jest przerysowane. „Zuźka w necie i w realu” to festiwal dowcipnych pomysłów. Mała bohaterka potrafi też docenić tradycyjne zabawy, na przykład kiedy przed świętami przygotowuje z mamą ozdoby na choinkę. Suwalska bardzo ładnie łączy nowości i klasykę, a przy tym buduje przekonująco postać Zuźki. Ta książka uczy mimochodem – wplata autorka do tekstu wiadomości o ciągu Fibonacciego i o fontach, sygnalizuje tematy związane z wychowywaniem dzieci i imponuje wyobraźnią. W końcu akcja tu nie zwalnia, wiele jest zaskoczeń i żartów. A najważniejsze, że Zuźka w całym swoim zakręceniu jest bardzo prawdziwa. Ta bohaterka śmieszy tak bardzo, że nie da się męczyć przy czytaniu. Nasza Księgarnia zyskuje zatem kolejną ciekawą serię kierowaną do dzieci i dostarczającą rozrywki. Zuźka w takim opracowaniu może sobie pozwalać na dowolne szaleństwa, zawsze będzie wyrazista i prawdziwa. To bohaterka nadążająca za czasami, więc automatycznie jeszcze bardziej przyciągająca małych odbiorców. Nadaje się też do głośnego wspólnego czytania, bo i dorosłych nie znudzi.
Tomik jest przepełniony satyrycznymi ilustracjami Nikoli Kucharskiej, która w tym wypadku wyraźnie wzoruje się na scenkach z serii Hej, Jędrek. Postacie są tu przedstawiane w karykaturze, bajkowo, ale przy tym prawdziwie. Kucharska rozumie bardzo dobrze, jak ważny w tomiku jest humor, więc znajduje na niego sporo miejsca także w wersji graficznej. To dla dzieci dodatkowa pokusa i powód, by sięgnąć po książkę. Przygody Zuźki dostarczają niezapomnianych wrażeń każdemu, kto lubi na codzienność spojrzeć z dystansu. W tym wypadku poczucie humoru staje się wyróżnikiem cyklu, a Zuźka – kolejnym nieznośnym dzieciakiem, który realizuje własne szalone pomysły z upodobaniem i bez typowego dla dorosłych myślenia o konsekwencjach.
Komputer
Zuźka jest przezabawna. Dorocie Suwalskiej udało się połączyć w tej postaci naiwność dziecka, które wszystko tłumaczy sobie na swój sposób i rezolutność malucha już radzącego sobie w świecie. Zuźka jest w dodatku wstrzelona w aktualną rzeczywistość i to kolejny plus dla czytelników: w przygodach tej dziewczynki odnajdą znane sobie motywy. Wreszcie wykazuje się Zuźka olbrzymią kreatywnością, swoimi zachowaniami podpowiada odbiorcom, jak stawiać czoła licznym wyzwaniom w domu i w szkole. Najważniejsze wydaje się jednak to, że przygody Zuźki są bardzo udanie opisane i dzieci nie będzie trzeba zmuszać do czytania, same rzucą się na tę serię. „Zuźka w necie i w realu” to kontynuacja historii „Znowu kręcisz, Zuźka”, choć nadaje się też do lektury bez znajomości poprzedniego tomiku. Dorota Suwalska składa te książki z tematycznych rozdziałów, pojedynczych i osobnych historyjek z życia Zuźki, jej rodziny i kolegów. Zuźka przypomina trochę Pitu i Kudłatą razem wziętych, a ze względu na łobuzerską kreację nie jest bohaterką tylko dla dziewczynek. Momentami to dziecko naprawdę nieznośne, nawet jeśli tym razem Suwalska ogranicza trochę motywy rozwiązywania konfliktów za pomocą pięści. W dalszym ciągu za to Zuźka jest impulsywna i energiczna. Tym razem w jej świecie pojawia się internet z rozmaitymi zagrożeniami oraz możliwościami.
Zuźka ma sto pomysłów na minutę, do najbardziej oryginalnych należy przeprowadzanie śledztw na czacie czy tworzenie rysunków ASCII. Ale komputery nie dominują u tej bohaterki. Równie wiele przygód Zuźka przeżywa w szkole: zwłaszcza gdy zorganizowany zostanie konkurs literacki. Przy okazji spotkania z pisarką Dorota Suwalska przedstawia rzeczywiste historyjki ze spotkań autorskich: to zderzenie dziecięcych pomysłów z wizjami dorosłych zamienia się w karykaturę, a przecież wcale nie jest przerysowane. „Zuźka w necie i w realu” to festiwal dowcipnych pomysłów. Mała bohaterka potrafi też docenić tradycyjne zabawy, na przykład kiedy przed świętami przygotowuje z mamą ozdoby na choinkę. Suwalska bardzo ładnie łączy nowości i klasykę, a przy tym buduje przekonująco postać Zuźki. Ta książka uczy mimochodem – wplata autorka do tekstu wiadomości o ciągu Fibonacciego i o fontach, sygnalizuje tematy związane z wychowywaniem dzieci i imponuje wyobraźnią. W końcu akcja tu nie zwalnia, wiele jest zaskoczeń i żartów. A najważniejsze, że Zuźka w całym swoim zakręceniu jest bardzo prawdziwa. Ta bohaterka śmieszy tak bardzo, że nie da się męczyć przy czytaniu. Nasza Księgarnia zyskuje zatem kolejną ciekawą serię kierowaną do dzieci i dostarczającą rozrywki. Zuźka w takim opracowaniu może sobie pozwalać na dowolne szaleństwa, zawsze będzie wyrazista i prawdziwa. To bohaterka nadążająca za czasami, więc automatycznie jeszcze bardziej przyciągająca małych odbiorców. Nadaje się też do głośnego wspólnego czytania, bo i dorosłych nie znudzi.
Tomik jest przepełniony satyrycznymi ilustracjami Nikoli Kucharskiej, która w tym wypadku wyraźnie wzoruje się na scenkach z serii Hej, Jędrek. Postacie są tu przedstawiane w karykaturze, bajkowo, ale przy tym prawdziwie. Kucharska rozumie bardzo dobrze, jak ważny w tomiku jest humor, więc znajduje na niego sporo miejsca także w wersji graficznej. To dla dzieci dodatkowa pokusa i powód, by sięgnąć po książkę. Przygody Zuźki dostarczają niezapomnianych wrażeń każdemu, kto lubi na codzienność spojrzeć z dystansu. W tym wypadku poczucie humoru staje się wyróżnikiem cyklu, a Zuźka – kolejnym nieznośnym dzieciakiem, który realizuje własne szalone pomysły z upodobaniem i bez typowego dla dorosłych myślenia o konsekwencjach.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Dorota Suwalska: Znowu kręcisz, Zuźka!
Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Koleżanka Mikołajka
Zuzia jest mała (prawie najmniejsza w klasie), za to skłonna do bójek. Przypomina trochę – w charakterze i pomysłowości – Kudłatą, którą opisuje Leszek Talko. Książką „Znowu kręcisz, Zuźka” Dorota Suwalska odpowiada na rozmaite historie o chłopięcych wybrykach. Tu psoci bowiem kilkulatka. Każdy rozdział to inna przygoda, zakorzeniona w dziecięcej codzienności i przefiltrowana przez sposób myślenia rezolutnego dziecka. Dla Zuzi dorosła logika nie istnieje, a już na pewno nie pojawi się w refleksji nad kolejnymi działaniami. Zmartwienia Zuzi są dziecinne – ale w powieściowym tu i teraz też najważniejsze. Bohaterka zawsze znajduje sposób zaradzenia konkretnej trosce, tyle że działa niekonwencjonalnie. Jest przekonująca jako dziecko i zabawna jako narratorka: rozgadana, roztrzepana i ciekawa świata.
Zuzia nie ucieka od rzeczywistości. Kiedy potajemnie chce zrobić sobie makijaż w krzakach, spotyka w nich pijaków, kiedy zazdrości tacie dyktafonu, wymyśla całą listę argumentów, żeby taki sam sprzęt dostać. Bawi się w detektywa, a do szkoły przynosi własnoręcznie złapaną bakterię (w charakterze domowego zwierzątka). Zuzia nawet chorobę potrafi opisać tak, by mali odbiorcy pękali ze śmiechu. Tej lektury na pewno dzieci nie odrzucą. Zuzia może przedstawiać świat po swojemu i to ogromny atut publikacji. Dziewczynka nie przejmuje się byle czym (przynajmniej we własnym mniemaniu), konflikty rozwiązuje bójkami (to piękne odejście od politycznej poprawności i od literackich obrazków kilkulatek) i wszędzie jej pełno. Opowieść Doroty Suwalskiej wydawać się może szalona i atrakcyjna ze względu na dynamiczną fabułę i takie też opisy, a przecież Zuzia nie jest nawet karykaturą dziecka: to dziecko prawdziwe, co najwyżej lekko podkolorowane (i to bardziej pod kątem stylu niż fabuły).
Historia o Zuzi dzieli się na tematyczne rozdziały. Każda przygoda zamyka się w jednym zgrabnym opowiadaniu. Talko wyraźnie inspiruje Suwalską, chociaż opowiadania o Zuzi bardziej przeznaczone są dla dzieci – więcej tu humoru sytuacyjnego niż ironicznych tekstowych popisów. Zuzia mogłaby też zaprzyjaźnić się z Mikołajkiem – ten mniej więcej kierunek humorystycznych poszukiwań Suwalska wybiera. Zuzia na szczęście nie musi nikomu dawać dobrego przykładu, nie musi też pouczać. Może za to cieszyć się dzieciństwem i zarażać innych radością. Tak przedstawionej bohaterki nie da się zignorować – jest kwintesencją dziecięcego śmiechu.
Ilustracje do przygód Zuzi wykonała Nikola Kucharska – i ona również pokusiła się o rysunkowe nawiązania. Komiksowy styl przypomina tu bardzo obrazki z „Hej, Jędrek”. Zwłaszcza mama Zuzi kojarzy się z mamą Jędrka rysowaną przez Tomasza Lwa Leśniaka. Kucharska wybrała sprawdzoną kreskę, pasującą do każdej tak dowcipnej opowieści. Na jej rysunkach bohaterowie stroją śmieszne miny lub zyskują dodatkowe wyjaśniające komentarze. Po raz kolejny udało się Naszej Księgarni idealnie dobrać ilustracje do tekstu.
„Znowu kręcisz, Zuźka” to powieść znakomicie przygotowana. Radość czerpać z niej będą mali odbiorcy, ale i rodzice niejeden raz uśmiechną się nad książką, bo przecież Zuźka to zestaw bardzo trafnych obserwacji dziecięcych zachowań czy wniosków. Dorota Suwalska zapewnia wszystkim lekturę skrzącą się dowcipem i realistyczną – pokazuje, jak ciekawe może być zwyczajne życie przeciętnego dziecka – dzięki temu, że wie, jak uwypuklać komizm scenek. Zuzię łatwo polubić, a do czytania nie będzie trzeba nikogo przekonywać. Tej postaci wystarczy zaufać na początku – do końca książki Suwalska utrzymuje bowiem prześmiewczy ton i szereg świetnych pomysłów na rozwój akcji, nie traci też impetu w narracji.
Koleżanka Mikołajka
Zuzia jest mała (prawie najmniejsza w klasie), za to skłonna do bójek. Przypomina trochę – w charakterze i pomysłowości – Kudłatą, którą opisuje Leszek Talko. Książką „Znowu kręcisz, Zuźka” Dorota Suwalska odpowiada na rozmaite historie o chłopięcych wybrykach. Tu psoci bowiem kilkulatka. Każdy rozdział to inna przygoda, zakorzeniona w dziecięcej codzienności i przefiltrowana przez sposób myślenia rezolutnego dziecka. Dla Zuzi dorosła logika nie istnieje, a już na pewno nie pojawi się w refleksji nad kolejnymi działaniami. Zmartwienia Zuzi są dziecinne – ale w powieściowym tu i teraz też najważniejsze. Bohaterka zawsze znajduje sposób zaradzenia konkretnej trosce, tyle że działa niekonwencjonalnie. Jest przekonująca jako dziecko i zabawna jako narratorka: rozgadana, roztrzepana i ciekawa świata.
Zuzia nie ucieka od rzeczywistości. Kiedy potajemnie chce zrobić sobie makijaż w krzakach, spotyka w nich pijaków, kiedy zazdrości tacie dyktafonu, wymyśla całą listę argumentów, żeby taki sam sprzęt dostać. Bawi się w detektywa, a do szkoły przynosi własnoręcznie złapaną bakterię (w charakterze domowego zwierzątka). Zuzia nawet chorobę potrafi opisać tak, by mali odbiorcy pękali ze śmiechu. Tej lektury na pewno dzieci nie odrzucą. Zuzia może przedstawiać świat po swojemu i to ogromny atut publikacji. Dziewczynka nie przejmuje się byle czym (przynajmniej we własnym mniemaniu), konflikty rozwiązuje bójkami (to piękne odejście od politycznej poprawności i od literackich obrazków kilkulatek) i wszędzie jej pełno. Opowieść Doroty Suwalskiej wydawać się może szalona i atrakcyjna ze względu na dynamiczną fabułę i takie też opisy, a przecież Zuzia nie jest nawet karykaturą dziecka: to dziecko prawdziwe, co najwyżej lekko podkolorowane (i to bardziej pod kątem stylu niż fabuły).
Historia o Zuzi dzieli się na tematyczne rozdziały. Każda przygoda zamyka się w jednym zgrabnym opowiadaniu. Talko wyraźnie inspiruje Suwalską, chociaż opowiadania o Zuzi bardziej przeznaczone są dla dzieci – więcej tu humoru sytuacyjnego niż ironicznych tekstowych popisów. Zuzia mogłaby też zaprzyjaźnić się z Mikołajkiem – ten mniej więcej kierunek humorystycznych poszukiwań Suwalska wybiera. Zuzia na szczęście nie musi nikomu dawać dobrego przykładu, nie musi też pouczać. Może za to cieszyć się dzieciństwem i zarażać innych radością. Tak przedstawionej bohaterki nie da się zignorować – jest kwintesencją dziecięcego śmiechu.
Ilustracje do przygód Zuzi wykonała Nikola Kucharska – i ona również pokusiła się o rysunkowe nawiązania. Komiksowy styl przypomina tu bardzo obrazki z „Hej, Jędrek”. Zwłaszcza mama Zuzi kojarzy się z mamą Jędrka rysowaną przez Tomasza Lwa Leśniaka. Kucharska wybrała sprawdzoną kreskę, pasującą do każdej tak dowcipnej opowieści. Na jej rysunkach bohaterowie stroją śmieszne miny lub zyskują dodatkowe wyjaśniające komentarze. Po raz kolejny udało się Naszej Księgarni idealnie dobrać ilustracje do tekstu.
„Znowu kręcisz, Zuźka” to powieść znakomicie przygotowana. Radość czerpać z niej będą mali odbiorcy, ale i rodzice niejeden raz uśmiechną się nad książką, bo przecież Zuźka to zestaw bardzo trafnych obserwacji dziecięcych zachowań czy wniosków. Dorota Suwalska zapewnia wszystkim lekturę skrzącą się dowcipem i realistyczną – pokazuje, jak ciekawe może być zwyczajne życie przeciętnego dziecka – dzięki temu, że wie, jak uwypuklać komizm scenek. Zuzię łatwo polubić, a do czytania nie będzie trzeba nikogo przekonywać. Tej postaci wystarczy zaufać na początku – do końca książki Suwalska utrzymuje bowiem prześmiewczy ton i szereg świetnych pomysłów na rozwój akcji, nie traci też impetu w narracji.
wtorek, 2 września 2014
Dorota Suwalska: Piegowate niebo
Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
Zwierzę domowe
Inka wydaje się być modelową nastolatką z powieści dla młodzieży. Nie akceptuje swojego imienia, nie akceptuje kolegów z klasy (uparcie określając ich mianem debili – mimo takiego stosunku do nich bardzo liczy się z ich zdaniem), denerwuje ją młodsza siostra. Inka bardzo chciałaby mieć psa i już prawie udało jej się załatwić to z rodzicami, kiedy tata sprowadza do domu bociana ze złamanym skrzydłem. O psie na razie nie może więc być mowy. Inka coraz bardziej zamyka się w sobie. Nie za bardzo ma z kim dzielić się swoimi zmartwieniami. Wkracza przecież w czas dojrzewania, a jeszcze nie zaczęły rosnąć jej piersi i nie dostała okresu. Podoba jej się pewien chłopak, ale nie ma śmiałości, żeby do niego zagadać. Jakby tego było mało, odkrywa, że jej rodzice uprawiają seks – a wiadomo, że ta oczywistość w młodym wieku jest trudna do zaakceptowania. I tak w tonie buntu nastolatki, wyautowania i ogólnego niezrozumienia Inka prowadzi opowieść o swojej codzienności. Zwierza się pamiętnikowi w netbooku, świadoma, że tworzy dla Potomnych.
„Piegowate niebo” jest mocno nastawione na autotematyzm. Bohaterka wie, jakie są wymogi dobrego tekstu, rzadko posługuje się kolokwialnym słownictwem, dba o budowanie napięcia (często za sprawą przesuwania na później drobnych zagadek). Pamięta o swoich czytelnikach i stara się ciągle do nich zwracać: Dorota Suwalska może w ten sposób przemycić kilka zasad pisania, zupełnie mimochodem. Takie zwracanie uwagi na proces tworzenia służy też podkreśleniu samotności Inki: dziewczyna nie chce zbyt długo rozpamiętywać własnych problemów, napomyka zatem o nich, a emocje chowa za refleksjami o pisaniu. Do tych refleksji dochodzą jeszcze zabawy scenariuszowe – Inka próbuje część wydarzeń, których nie zna z autopsji, ubrać w formę minidramatu – tym samym autorka zachęca do eksperymentów pisarskich i do układania własnych opowieści w wersji przeznaczonej na scenę.
Z czasem Inka wychodzi do ludzi i przekonuje się, że nie są tacy straszni, a już na pewno nie życzą jej źle. „Piegowate niebo” ma w końcu odwzorowywać nie tylko psychikę nastolatek, ale i możliwości pozytywnych rozwiązań rozmaitych problemów. Bohaterka przeżywa wiele przykrości i upokorzeń, ale nie oznaczają one nigdy końca świata. W przewrotny sposób chce Dorota Suwalska dawać czytelnikom nadzieję.
Sporo jest w tej powieści informacji na temat bocianich zwyczajów. Tata zajmuje się ochroną tego gatunku i swoją pasją zaraża młodszą córkę. Zresztą trudno nie zainteresować się bocianimi tematami, gdy za oknem przechadza się już prawie oswojony przedstawiciel gatunku. Suwalska zyskuje dzięki temu płaszczyznę egzotyki: czytelnicy dowiedzą się czegoś o wypluwkach i o groźnych dla bocianów sznurkach pozostawianych na polach przez rolników. „Piegowate niebo” bocianie wiadomości przytacza mimochodem, ale dość szczegółowo. Dla odbiorców może to być atrakcja i szansa na zdobycie ciekawych informacji – a do tego dochodzi jeszcze niebanalny koloryt lokalny powieści. Nie da się zaprzeczyć, że bociany nadają barw prostej historii i mogą wskazać odbiorcom oryginalne zainteresowania.
„Piegowate niebo” nie zawiera męczącej dawki optymizmu, czym Suwalska do siebie przekona nastolatki. Znajdą one tutaj pełne zrozumienie dla swoich potrzeb i zwyczajów, w bohaterce odkryją ślady swoich tęsknot i lęków. To powieść lekka i w zasadzie pozbawiona tematów tabu, relacja bliskiej koleżanki, która potrafi dystansować się od wielu potencjalnych katastrof – i która najlepiej pojmie brak zrozumienia czy poczucie samotności. Dorota Suwalska zna uniwersalny świat swoich odbiorczyń.
Zwierzę domowe
Inka wydaje się być modelową nastolatką z powieści dla młodzieży. Nie akceptuje swojego imienia, nie akceptuje kolegów z klasy (uparcie określając ich mianem debili – mimo takiego stosunku do nich bardzo liczy się z ich zdaniem), denerwuje ją młodsza siostra. Inka bardzo chciałaby mieć psa i już prawie udało jej się załatwić to z rodzicami, kiedy tata sprowadza do domu bociana ze złamanym skrzydłem. O psie na razie nie może więc być mowy. Inka coraz bardziej zamyka się w sobie. Nie za bardzo ma z kim dzielić się swoimi zmartwieniami. Wkracza przecież w czas dojrzewania, a jeszcze nie zaczęły rosnąć jej piersi i nie dostała okresu. Podoba jej się pewien chłopak, ale nie ma śmiałości, żeby do niego zagadać. Jakby tego było mało, odkrywa, że jej rodzice uprawiają seks – a wiadomo, że ta oczywistość w młodym wieku jest trudna do zaakceptowania. I tak w tonie buntu nastolatki, wyautowania i ogólnego niezrozumienia Inka prowadzi opowieść o swojej codzienności. Zwierza się pamiętnikowi w netbooku, świadoma, że tworzy dla Potomnych.
„Piegowate niebo” jest mocno nastawione na autotematyzm. Bohaterka wie, jakie są wymogi dobrego tekstu, rzadko posługuje się kolokwialnym słownictwem, dba o budowanie napięcia (często za sprawą przesuwania na później drobnych zagadek). Pamięta o swoich czytelnikach i stara się ciągle do nich zwracać: Dorota Suwalska może w ten sposób przemycić kilka zasad pisania, zupełnie mimochodem. Takie zwracanie uwagi na proces tworzenia służy też podkreśleniu samotności Inki: dziewczyna nie chce zbyt długo rozpamiętywać własnych problemów, napomyka zatem o nich, a emocje chowa za refleksjami o pisaniu. Do tych refleksji dochodzą jeszcze zabawy scenariuszowe – Inka próbuje część wydarzeń, których nie zna z autopsji, ubrać w formę minidramatu – tym samym autorka zachęca do eksperymentów pisarskich i do układania własnych opowieści w wersji przeznaczonej na scenę.
Z czasem Inka wychodzi do ludzi i przekonuje się, że nie są tacy straszni, a już na pewno nie życzą jej źle. „Piegowate niebo” ma w końcu odwzorowywać nie tylko psychikę nastolatek, ale i możliwości pozytywnych rozwiązań rozmaitych problemów. Bohaterka przeżywa wiele przykrości i upokorzeń, ale nie oznaczają one nigdy końca świata. W przewrotny sposób chce Dorota Suwalska dawać czytelnikom nadzieję.
Sporo jest w tej powieści informacji na temat bocianich zwyczajów. Tata zajmuje się ochroną tego gatunku i swoją pasją zaraża młodszą córkę. Zresztą trudno nie zainteresować się bocianimi tematami, gdy za oknem przechadza się już prawie oswojony przedstawiciel gatunku. Suwalska zyskuje dzięki temu płaszczyznę egzotyki: czytelnicy dowiedzą się czegoś o wypluwkach i o groźnych dla bocianów sznurkach pozostawianych na polach przez rolników. „Piegowate niebo” bocianie wiadomości przytacza mimochodem, ale dość szczegółowo. Dla odbiorców może to być atrakcja i szansa na zdobycie ciekawych informacji – a do tego dochodzi jeszcze niebanalny koloryt lokalny powieści. Nie da się zaprzeczyć, że bociany nadają barw prostej historii i mogą wskazać odbiorcom oryginalne zainteresowania.
„Piegowate niebo” nie zawiera męczącej dawki optymizmu, czym Suwalska do siebie przekona nastolatki. Znajdą one tutaj pełne zrozumienie dla swoich potrzeb i zwyczajów, w bohaterce odkryją ślady swoich tęsknot i lęków. To powieść lekka i w zasadzie pozbawiona tematów tabu, relacja bliskiej koleżanki, która potrafi dystansować się od wielu potencjalnych katastrof – i która najlepiej pojmie brak zrozumienia czy poczucie samotności. Dorota Suwalska zna uniwersalny świat swoich odbiorczyń.
piątek, 16 września 2011
Dorota Suwalska: Ratunku, marzenia!
Nasza Księgarnia, Warszawa 2011.
Historia na żywo
Kiedy dorośli próbują zrealizować swoje marzenia, niespecjalnie liczą się ze zdaniem pociech. Dzieci mają mocno ograniczone możliwości decydowania o własnym losie, ale też dzięki temu zyskują szansę przeżycia niespodziewanych a ekscytujących przygód. Cały problem współczesnych pisarzy polega na tym, by jak najbardziej przekonująco połączyć realizm z sensacyjnością i zaproponować alternatywę dla świata gier komputerowych. Dorocie Suwalskiej udało się zestawienie klasycznych motywów i znanej odbiorcom rzeczywistości w tomie „Ratunku, marzenia!”.
Mirek, mały bohater-narrator prowadzi dziennik i opisuje w nim swoje przeżycia – a także najbliższe otoczenie. Z perspektywy rozsądnego dziecka ocenia nastoletni bunt starszej siostry, Julii, która z upodobaniem kwestionuje wszystkie decyzje rodziców. Kilka uwag poświęca młodszej siostrze, Helence, ale najbardziej interesują go poczynania rodziców, którzy poszukują wymarzonego domu na wsi. Wprawdzie już mieszkają w podwarszawskiej Sosnówce, ale nie przeszkadza im to w sprawdzaniu kolejnych zapomnianych budynków. Wreszcie trafiają do domu w Książkach. Ale takim rozwojem akcji autorka nie zaintryguje na długo małych odbiorców. Wprowadza zatem motyw skarbu, zarażając czytelników zainteresowaniem dla historii, ale kieruje uwagę też na potrzeby najmłodszych członków rodziny, co powinno się dzieciom spodobać. Opowieść, która zaczyna się raczej statycznie – z punktu widzenia kilkulatka przyzwyczajonego do fantastycznych bajek – w końcu rozwija się w nieprzewidywalną i ciekawą relację, istotną na kilku płaszczyznach.
Każdy w tej książce ma swoje marzenia (chociaż Mirek musi je sobie dopiero uświadomić). Najsilniej – poza dorosłymi – forsują swoje pomysły dziewczyny. Julia chce zajmować się filmem, uważnie studiuje tom „Jak napisać scenariusz filmowy” i dla wytrenowania spojrzenia fotografuje interesujące ją motywy. Każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z analizowanego poradnika i malutkim komentarzem bohaterki, na szczęście Suwalska nie pozwala się prowadzić temu wątkowi i chociaż wylicza niezbędne elementy udanej fabuły wstępami nie zdradza akcji. Inna rzecz, że czasem różnice między notatkami i pomysłami w rozdziałach uwypuklają kontrast między teorią i praktyką.
Dorota Suwalska hołduje zasadom, wedle których dla dzieci trzeba pisać trudniej niż by się wydawało, nieco powyżej ich możliwości odbioru, bo tylko w ten sposób maluchy zyskują szansę na rozwój. Utrudnienia przejawiają się przede wszystkim w narracji – nie ma tu beztroski i naiwności, dziecko, które prowadzi opowieść to myśliciel raczej, zamknięty w sobie, co owocuje rozbudowanymi monologami wewnętrznymi i sporą ilością odwołań do dorosłych komentarzy. Mirek czasami tłumaczy sens powiedzeń dorosłych i frazeologizmów, co pozwala młodym odbiorcom zorientować się lepiej w niezrozumiałych sformułowaniach. Z kolei przez fascynację bohaterów dawnymi dziejami prześwieca odrobina dydaktyzmu. Widać, że autorka próbuje przemycić trochę informacji o Warmii. Raz wrzuca kilka typowych encyklopedycznych danych, ale o wiele lepiej wypada historia na żywo, możliwość spotkania z ludźmi, którzy byli świadkami dawnych wydarzeń i mogą uzupełnić wiedzę dzieci. Tu Suwalska rzeczywiście ma szansę przyciągnąć odbiorców do wspólnego z bohaterami przeżywania przeszłości.
Chociaż pojawia się w serii „Dla fanów Mikołajka”, to nie humor (ani możliwość trafienia także do dorosłych odbiorców) jest nadrzędną zasadą organizującą narrację. Autorka skupia się za to na wykreowaniu wiarygodnej rzeczywistości, w której znajdzie się miejsce i dla sympatycznych bohaterów i – na przygodę. Stopniowo oswaja czytelników ze stworzonym światem i łagodnie wprowadza ich w historię.
Historia na żywo
Kiedy dorośli próbują zrealizować swoje marzenia, niespecjalnie liczą się ze zdaniem pociech. Dzieci mają mocno ograniczone możliwości decydowania o własnym losie, ale też dzięki temu zyskują szansę przeżycia niespodziewanych a ekscytujących przygód. Cały problem współczesnych pisarzy polega na tym, by jak najbardziej przekonująco połączyć realizm z sensacyjnością i zaproponować alternatywę dla świata gier komputerowych. Dorocie Suwalskiej udało się zestawienie klasycznych motywów i znanej odbiorcom rzeczywistości w tomie „Ratunku, marzenia!”.
Mirek, mały bohater-narrator prowadzi dziennik i opisuje w nim swoje przeżycia – a także najbliższe otoczenie. Z perspektywy rozsądnego dziecka ocenia nastoletni bunt starszej siostry, Julii, która z upodobaniem kwestionuje wszystkie decyzje rodziców. Kilka uwag poświęca młodszej siostrze, Helence, ale najbardziej interesują go poczynania rodziców, którzy poszukują wymarzonego domu na wsi. Wprawdzie już mieszkają w podwarszawskiej Sosnówce, ale nie przeszkadza im to w sprawdzaniu kolejnych zapomnianych budynków. Wreszcie trafiają do domu w Książkach. Ale takim rozwojem akcji autorka nie zaintryguje na długo małych odbiorców. Wprowadza zatem motyw skarbu, zarażając czytelników zainteresowaniem dla historii, ale kieruje uwagę też na potrzeby najmłodszych członków rodziny, co powinno się dzieciom spodobać. Opowieść, która zaczyna się raczej statycznie – z punktu widzenia kilkulatka przyzwyczajonego do fantastycznych bajek – w końcu rozwija się w nieprzewidywalną i ciekawą relację, istotną na kilku płaszczyznach.
Każdy w tej książce ma swoje marzenia (chociaż Mirek musi je sobie dopiero uświadomić). Najsilniej – poza dorosłymi – forsują swoje pomysły dziewczyny. Julia chce zajmować się filmem, uważnie studiuje tom „Jak napisać scenariusz filmowy” i dla wytrenowania spojrzenia fotografuje interesujące ją motywy. Każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z analizowanego poradnika i malutkim komentarzem bohaterki, na szczęście Suwalska nie pozwala się prowadzić temu wątkowi i chociaż wylicza niezbędne elementy udanej fabuły wstępami nie zdradza akcji. Inna rzecz, że czasem różnice między notatkami i pomysłami w rozdziałach uwypuklają kontrast między teorią i praktyką.
Dorota Suwalska hołduje zasadom, wedle których dla dzieci trzeba pisać trudniej niż by się wydawało, nieco powyżej ich możliwości odbioru, bo tylko w ten sposób maluchy zyskują szansę na rozwój. Utrudnienia przejawiają się przede wszystkim w narracji – nie ma tu beztroski i naiwności, dziecko, które prowadzi opowieść to myśliciel raczej, zamknięty w sobie, co owocuje rozbudowanymi monologami wewnętrznymi i sporą ilością odwołań do dorosłych komentarzy. Mirek czasami tłumaczy sens powiedzeń dorosłych i frazeologizmów, co pozwala młodym odbiorcom zorientować się lepiej w niezrozumiałych sformułowaniach. Z kolei przez fascynację bohaterów dawnymi dziejami prześwieca odrobina dydaktyzmu. Widać, że autorka próbuje przemycić trochę informacji o Warmii. Raz wrzuca kilka typowych encyklopedycznych danych, ale o wiele lepiej wypada historia na żywo, możliwość spotkania z ludźmi, którzy byli świadkami dawnych wydarzeń i mogą uzupełnić wiedzę dzieci. Tu Suwalska rzeczywiście ma szansę przyciągnąć odbiorców do wspólnego z bohaterami przeżywania przeszłości.
Chociaż pojawia się w serii „Dla fanów Mikołajka”, to nie humor (ani możliwość trafienia także do dorosłych odbiorców) jest nadrzędną zasadą organizującą narrację. Autorka skupia się za to na wykreowaniu wiarygodnej rzeczywistości, w której znajdzie się miejsce i dla sympatycznych bohaterów i – na przygodę. Stopniowo oswaja czytelników ze stworzonym światem i łagodnie wprowadza ich w historię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






