Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

czwartek, 19 lutego 2015

Marta Maklakiewicz: Maklak. Oczami córki

Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

Życie dziecka

Marta Maklakiewicz nie musi mierzyć się z legendą. Rezygnuje z tworzenia biografii sławnego ojca, proponuje za to drobny przypis o jego życiu prywatnym i o swojej rodzinie (o dość krótkim stażu). „Maklak. Oczami córki” to zbiorek anegdot i wspomnień pisanych z perspektywy osoby, która mimo rodzinnych relacji nie miała częstego kontaktu z aktorem. Siłą rzeczy Marta Maklakiewicz najwięcej pisze o sobie i o swojej matce, Maklakowi poświęca niewiele uwagi. Ale i to wystarczy, żeby choć odrobinę uzupełnić życiorys Zdzisława Maklakiewicza – o elementy pomijane przez biografów i łowców anegdot. Autorka decyduje się na własny rytm prowadzenia opowieści, wybiera dosyć luźną formę zapisków. Zdradza się z silnymi emocjami – nie zawsze pozytywnymi – nie stara się wybielać członków rodziny, opowiada o relacjach, które w zwykłych obiektywnych biografiach nie ujrzałyby światła dziennego.

„Maklak. Oczami córki” to nie zbieranina faktów, a zestaw wspomnień przesyconych indywidualnymi doświadczeniami i refleksjami po latach. Maklak – wdzięczny jako twórca i uczestnik anegdot – tu przestaje być filmową legendą i postacią kultową. Jest natomiast wciąż nieobecnym ojcem. Marta Maklakiewicz szuka przyczyny takiego stanu rzeczy bez wyrzutów – mimo że portret, jaki proponuje, nie należy do jednoznacznie pozytywnych, nie zamęcza odbiorców własnymi frustracjami. Zamierza za to przywrócić społecznej świadomości siebie i swoją matkę. Przywołuje wiele jej wierszyków (a nawet spis przygotowanych piosenek). W pewnym miejscu zresztą zapędza się tak daleko, że utwór Mariana Załuckiego cytuje jako tekst rodzicielki (s. 112). Kto spodziewa się bogatego zbioru barwnych opowiastek o Maklaku, ten zdziwi się, że aktora można opisać niemal bez odwoływania się do śmiesznych historyjek. Ale w końcu Marta Maklakiewicz nie uczestniczyła w nagraniach czy próbach i zawodowe życie ojca jest jej obce. W związku z tym rzeczywiście uzupełnia znane fakty o treści obce odbiorcom. Jednak trudno się dziwić, że ma na temat Maklaka niezbyt wiele do powiedzenia.

W dużej części tomu Marta Maklakiewicz pisze zatem po prostu o sobie – i to bez autobiograficznego zacięcia czy chęci uporządkowania własnych doświadczeń. Nie dziwi zatem ciągłe odchodzenie od tematu ojca. Ta książka ma być dopełnieniem świata Maklakiewicza, dodatkiem, którym nie interesowali się badacze ani dziennikarze. To publikacja-worek, wiele się tu zmieści. Autorka nie musi troszczyć się ani o chronologię, ani o precyzyjne gromadzenie faktów, pozwala sobie na luźne dygresje. Czasem zresztą wprowadza osobne komentarze do poszczególnych wspomnień – umieszcza je wtedy na marginesach stron. Znajdzie się tu kilka wyjaśnień i zaledwie garść notatek z filmowej kariery ojca. Kiedy już autorka upora się z trudnym tematem śmierci rodziców, zaczyna w całości poświęcać narrację własnym przekonaniom. Pisze między innymi o swoich zwierzętach.

Marta Maklakiewicz wybiera swobodny ton, co nadaje książce prywatnego charakteru już na poziomie narracji. Swoją opowieść ozdabia licznymi zdjęciami z rodzinnego albumu (rzadko jednak znajduje się na nich bohater książki, dużo częściej autorka i jej matka). Są tu fotokopie dokumentów czy rękopisów matki, zestaw zapisków z archiwum córki Maklaka – ważnych dla niej, za to kompletnie nieznanych odbiorcom. To nie jest tom, po który będzie się sięgać przy okazji badań nad dokonaniami Maklaka – chociaż zamieszczony w aneksie spis ról teatralnych i filmowych niejednemu się przyda. Książkę „Maklak. Oczami córki” traktuje się raczej jako zwykłą historię życia osoby spoza świata sław. Marta Maklakiewicz informuje odbiorców, z jakiej rodziny pochodzi, ale nie ma wrażenia, że chwali się przodkami czy ojcem (już szybciej – zapomnianą matką). Znajduje swoje miejsce na rynku wydawniczym być może dzięki odrębności publikacji – nie rywalizuje z biografami Maklaka i nie komentuje ich dokonań. Jej tom trochę przypomina zawartość wywiadów-rzek: można opowiedzieć o wszystkim i dość luźno trzymać się tematu wiodącego, za to jest się zwolnionym z obowiązku powtarzania życiorysów czy recenzji. „Maklak. Oczami córki” to naprawdę żona i córka Maklaka oczami tejże córki – podejście raczej dość niespodziewane. Pewne jest natomiast, że autorka podtrzymuje zainteresowanie mediów ojcem, nie pozwala, by zniknął ze świadomości czytelników i kinomanów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com