Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki                       

czwartek, 18 marca 2010

Wojciech Widłak: Podręczny nieporadnik. Grzebień

Czerwony Konik, Kraków 2010.

Instrukcja obsługi grzebienia

Jeśli pierwsza część zamierzonej serii okazała się strzałem w dziesiątkę, istnieją zwykle obawy, że następna wybrzmi słabiej. Nie znajduje to potwierdzenia w przypadku „Podręcznych nieporadników” profesora Kurzawki i adiunkta Kwasa, czyli zabawnych książeczek Wojciecha Widłaka i Pawła Pawlaka. „Grzebień” cieszy tak samo jak „Młotek”, choć przecież pomysł na publikację pozostał niezmieniony.

Profesor Kurzawka i adiunkt Kwas próbują tym razem odpowiedzieć na pytanie, czy warto inwestować w przemysł grzebieniarski – sprawdzają więc w szeregu eksperymentów, do czego grzebień się nie nadaje. Serie testów przynoszą nieoczekiwane (lecz sensowne) wnioski, przedstawiane czytelnikom w formie krótkiego podsumowania. Po lekturze jasna stanie się opinia Wdzięcznego Czytelnika (pseudorecenzje na czwartej stronie okładki to kolejny obszar twórczo wykorzystany przez autorów i przesycony dowcipem): „Ta książka otworzyła mi oczy. Już po jej trzykrotnym przeczytaniu przestałem przetykać rury grzebieniem. Teraz używam do tego saksofonu”. To akurat nie absurd w czystej postaci, a rzeczowy komentarz do kolejnego wybitnego naukowego dzieła profesora Kurzawki i jego dzielnego pomocnika. Absurd mieści się w samych pomysłach na zastosowanie przedmiotów codziennego użytku – reszta w naturalny sposób z owych pomysłów wynika.

Młotek był potraktowany w kreatywnym kursie obsługi (raczej: nieobsługi) jak typowy przedmiot. Przy grzebieniu poza rzeczowymi zastosowaniami Wojciech Widłak proponuje też odejście w stronę abstrakcji (wyciąganie wniosków i poszerzanie horyzontów przy użyciu grzebienia nie prowadzi do oszałamiających rezultatów, może mieć natomiast dla małych odbiorców wymiar edukacyjny, łączy też dosłowność z metaforyką, co oczywiście rozwija wyobraźnię). Przejście do dwóch pomysłów niedosłownych pozwala odkryć nowe, niewyeksploatowane jeszcze płaszczyzny żartu i uniknąć rutyny. O tej zresztą nie można w przypadku „Grzebienia” mówić, jako że pomysły Widłaka i Pawlaka nie należą do schematycznych. Najbardziej cieszy fakt, że autorzy nie poprzestają na prostych obserwacjach, lecz wyciągają z nich dalsze wnioski, dodając w ten sposób odrębną płaszczyznę komizmu: śmiech z wizji na zastosowanie grzebienia potęgują jeszcze logicznymi konsekwencjami doświadczeń.

Jak w poprzednim tomiku, tak i teraz, Wojciech Widłak satyrycznie nasyca wszystkie standardowe i zwykle stypizowane elementy książki. Nie dziwi już instrukcja obsługi skrzydełka, ale w stopce ponownie pojawiają się dowcipy wysokiej klasy. Swojego miejsca i roli doczekały się żony, a zwykłe zapewnienie o przypadkowości podobieństwa występujących na ilustracjach bohaterów do rzeczywistych żyjących postaci (nie ma znaczenia, że – kogutów) staje się jedną z przyczyn śmiechu odbiorców. Ręczne dopiski zwracają uwagę – wśród zabaw zmienia się nawet nazwę wydawnictwa (Czerwony Konik to jedyny znany mi wydawca, który nie boi się podobnych operacji na swoim logo). Dalej: jak na dzieło naukowe przystało, „Grzebień” wyposażony jest w bibliografię (cóż z tego, że zastępczą) – i, jak nietrudno się domyślić, to miejsce również podlega humorystycznym modyfikacjom, autorzy wymyślają sobie kolejne pozycje, coraz bardziej dając się ponieść wyobraźni.

Wielbicieli graficznej strony (w końcu „Młotek” otrzymał nagrodę polskiej sekcji Ibby) ucieszy fakt, że i tym razem Paweł Pawlak stanął na wysokości zadania. W rysunkach nie tylko uwzględnił konkretne doświadczenia, ale przemycił też żarty sytuacyjne, chociaż w „Grzebieniu” najbardziej sprawdza się w warstwie komizmu słownego, kiedy ubarwia ilustracje podpisami, które dodatkowo wprowadzają płaszczyznę śmiechu. Na kartach książki mnóstwo jest absurdalnych pieczątek i rysunków, które nie licują z powagą i dostojeństwem uczonych.

„Grzebień” nie należy wcale do literatury czwartej. A raczej: należy nie tylko do literatury czwartej, to w końcu pozycja, która rozbawi także dorosłych, umieszczam ją zatem na półce z satyrą – nie byle jaką satyrą. Wydawałoby się, że pomysły Wojciecha Widłaka i Pawła Pawlaka nie nadadzą się do powtórnego wykorzystania, tymczasem autorzy udowadniają swoją niebywałą kreatywność i poczucie tego, co absurdalne i śmieszne.
Jest publikacja Czerwonego Konika książką krótką, ale pełną żartu, a przy tym – pięknie wydaną. Ucieszy każdego miłośnika humoru niebanalnego i z pewnością nie znudzi się po pierwszej lekturze. A to przecież nie koniec podręcznych nieporadników…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com