* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

niedziela, 30 czerwca 2024

Boguś Janiszewski: Książka o narkotykach. Nieporadnik

Agora, Warszawa 2024.

Używki

Boguś Janiszewski zabiera się za przedstawienie młodym odbiorcom świata narkotyków i używek. „Książka o narkotykach. Nieporadnik” to publikacja, która w bardzo przystępny (i jednocześnie w założeniu młodzieżowy) sposób przedstawia pułapki i problemy związane z zażywaniem różnych rodzajów narkotyków. Przeprowadza czytelników nie tylko przez podziały i konsekwencje, ale też informuje, co się stanie, kiedy ktoś pod wpływem trafi w ręce policji, co będzie, jeśli znajdą przy nim działkę, albo czym grozi wzięcie się za dilerkę na przykład w szkole. Zanim jednak do tego dojdzie, Boguś Janiszewski dość szczegółowo analizuje kolejne przykłady. Do jednego worka wrzuca dopalacze – bo tu najmniej jest badań oraz wiedzy o tym, czego użyto do ich produkcji, wspomina o energetykach, a do używek, które są niezwykle groźne nie tylko dla młodych organizmów dokłada alkohol. Zatrzymuje się za to nad „klasycznymi” narkotykami. Opowiada o amfetaminie i ecstasy, o marihuanie i o grzybach halucynogennych. Co ciekawe, pomija niemal całkiem te narkotyki, które cenowo są poza zasięgiem młodych ludzi – o kokainie jedynie wspomina, ale niezbyt szczegółowo. Tłumaczy za to, po których narkotykach można przeskakać całą noc do techno, a po których łatwiej zapamiętuje się informacje. Wyjaśnia, które używki długo utrzymują się w organizmie, które da się wykryć w badaniu moczu, a także – jak sposób aplikowania ich sobie wpływa na tempo działania. Oczywiście to nie są wskazówki, bardziej przestrogi: autor uzupełnia te wiadomości tak, żeby odbiorcy wiedzieli, czym grożą kolejne wybory – nie straszy, raczej przestrzega i podpowiada, czego się spodziewać. Ale nie znaczy to, że wprowadza podręcznik dla młodzieży dotyczący tego, jak ćpać – sporo miejsca na początku poświęca na drobiazgowe wytłumaczenie, jak człowiek uzależnia się od narkotyków i co to oznacza dla jego dalszego funkcjonowania. Stara się przy tym obalać mity: przyznaje, że raczej nie można się uzależnić od jednej dawki (przynajmniej w wielu wypadkach), albo – że są narkotyki, które uzależniają „mniej” – ale przyznaje też, że one przeważnie stanowią wprowadzenie do znacznie groźniejszych substancji i warto mieć to na uwadze. Boguś Janiszewski nie chce zastraszać, woli edukować – liczy na to, że czytelnicy zbrojni w wiedzę, będą samodzielnie myśleć i rozważać konsekwencje jeszcze zanim zdecydują się na wzięcie narkotyku. Autor chce też przekonać czytelników do podejmowania rozmów z rodzicami – zwłaszcza że nie da się tego uniknąć, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli.

Żeby łatwiej trafić do młodych odbiorców Max Skorwider wprowadza liczne komiksy – z przedstawicielami zwierzęcego świata mocno sponiewieranymi przez narkotyki. Tu obecny jest humor, ale znacznie ważniejsze stają się przekazy, przesłania i informacje. Charakterystyczny dla tej publikacji staje się język – kolokwialny i w duchu młodzieżowy. Liczy się tu możliwość dotarcia do młodych ludzi przez swobodny styl i nastawienie na komunikację, a nie na zakazy i straszenie. Boguś Janiszewski wie doskonale, że ci, którzy chcą próbować narkotyków, sięgną po nie – dba więc o to, żeby jak najlepiej ich przygotować i zapewnić bezpieczeństwo. Z kolei jeśli ktoś jest nieprzekonany, zyska nawet podpowiedzi, jak odmawiać, żeby nie wypaść z łask ekipy. Można tę książkę podsuwać młodszym nastolatkom jako szczepionkę: żeby zawczasu przestrzec przed zgubnymi skutkami używek (nie tylko narkotyków, ale i alkoholu). Ważna jest to publikacja i niezwykła, uruchamia temat zupełnie inaczej niż dotychczas – i właśnie dzięki oryginalności autor może odnieść sukces.

Tomasz Samojlik: Bardzo mała kupa

Media Rodzina, Poznań 2024.

Odchody

Skoro dzieci bardzo lubią tematy skatologiczne i cieszą się, gdy w tomikach pojawiają się tabuizowane często przez dorosłych kwestie, Tomasz Samojlik próbuje to wykorzystać. „Bardzo mała kupa” to kolejna publikacja w podcyklu Żubr Pompik. Odkrycia. Rodzina doskonale dzieciom znana – pojawiło się na rynku już wiele części przygód żubra Pompika, jego rodziców: Porady i Pomruka oraz młodszej siostry Polinki, ponadto żubry opanowały jeszcze świat maskotek i… kreskówek – ta rodzina odkrywa kolejne zjawiska typowe dla zwykłego życia, a jednak zaskakujące dla małych odbiorców. Zresztą rolę zadających wciąż pytania dzieci przejęły tu żubry: Pompik i Polinka potrzebują rozmaitych wyjaśnień, gromadzą informacje albo rozmawiają z napotykanymi w puszczach zwierzętami. Zdobywają wiadomości równocześnie z odbiorcami – co sprawia, że dzieciom łatwiej będzie zapamiętywać ciekawostki. Tomasz Samojlik wie, jak przyciągać maluchy do czytania i wykorzystuje zainteresowanie, żeby przemycić w tomikach zestaw uwag na temat przyrody. Stawia na proste fabuły, wymianę myśli (w której przemyca informacje) i humor – to wystarczy, żeby dzieci pokochały żubrzą rodzinę i jej kibicowały. Tym razem Pompik ma mniej do powiedzenia, liczy się bowiem przygoda Polinki. Przygoda – w nietypowym ujęciu, Polinka bowiem wdeptuje w kupę w lesie. Brykanie po okolicy kończy się zatem aktem gniewu: Polinka zamierza znaleźć zwierzę, które nie robi kupy. Galopuje przez puszczę i wypytuje kolejne napotkane stworzenia o ich odchody. Nie wykracza poza faunę z polskich lasów, nie będzie tu zatem egzotycznych wiadomości o odchodach – ale dzieci dowiedzą się między innymi, komu kupa jest potrzebna do znakowania swojego terytorium. Kiedy już wydaje się, że odniesie sukces i wskaże stworzenie, które nie robi kupy, wychodzi na jaw słabość jej wyjściowego założenia. Ale przez czas gromadzenia danych słabnie złość Polinki – zwłaszcza że na scenę wchodzą stworzenia, którym odchody są bardzo potrzebne do funkcjonowania, stanowią niemal ich środowisko naturalne. I to już wieści zaskakujące dla czytelników.

Tomasz Samojlik z właściwym sobie humorem tworzy opowiastkę edukacyjną dla dzieci. Wie doskonale, że hasło „kupa” zapewni mu uwagę odbiorców – i wykorzystuje to do wprowadzania ciekawostek z przyrody. Zachęca dzieci do rozglądania się na spacerach i przekonuje, że sporo tajemnic czeka jeszcze na odkrycie i rozwiązanie. Proces zdobywania wiedzy zostaje jeszcze bardziej uatrakcyjniony za sprawą kolorowych i naiwnych ilustracji – Tomasz Samojlik ma pomysły na to, jak powinny wyglądać żubry, żeby wypadały kreskówkowo i zabawnie – z takimi bohaterami łatwo się zaprzyjaźnić. „Bardzo mała kupa” to książka wpisująca się w cykl Żubr Pompik. Odkrycia – ale wykorzystuje też trendy charakterystyczne dla literatury czwartej ostatnich lat. Ma autor dobry pretekst do tego, żeby opowiedzieć kolejną historię z puszczy – i żeby przekonać dzieci do czytania i zdobywania wiadomości. Z żubrami nie można się nudzić – i cieszy fakt, że seria bardzo się rozrasta.

sobota, 29 czerwca 2024

Monika Pastuszko: Matka Polka sika w krzakach

Agora, Warszawa 2024.

Komplikacje

Monika Pastuszko lubi poznawać tematy dogłębnie – własne doświadczenia z macierzyństwa przerabia na zestaw reportaży o tym, jak żyje się matkom w Polsce. „Matka Polka sika w krzakach” to ironiczny zestaw komentarzy z pierwszej ręki, rejestr utrudnień i pułapek, jakie czyhają na świeżo upieczone matki. Autorka z upodobaniem czyta kolejne – pisane przez kobiety i z ich perspektywy – książki na temat planowania miast, do tego zbiera informacje w internecie, wśród osób, które mogą mieć podobne doświadczenia. Dzięki temu nie wyjdzie na malkontentkę ani na osobę, która przesadza – nikt nie zarzuci autorce mijania się z prawdą, skoro punktem wyjścia jest tu właśnie zestaw codziennych obserwacji. Kiedy na świecie pojawia się mały Henio, jego rodzice podejmują walkę o uczynienie przestrzeni miejskiej bardziej przyjazną dla matek, ale też opiekunek i… osób starszych. Monika próbuje interweniować bezpośrednio tam, gdzie trzeba, a do tego zbiera materiały do książki. Robert – partner Moniki – konsekwentnie przedstawia kolejne propozycje do budżetu obywatelskiego. Oboje powoli chcą zmieniać rzeczywistość – tak, żeby uświadomić innym, że wszystko jest możliwe. Monika Pastuszko nie zamyka się w przestrzeni Warszawy, sporo podróżuje i zestawia spostrzeżenia z rozwiązaniami z innych krajów – pokazuje, że da się zmienić to, co niefunkcjonalne i niewygodne.

Co doskwiera matkom Polkom? Na pewno brak dostępnych toalet w miejscach publicznych – i to temat, który wybija się na pierwszy plan nie tylko za sprawą tytułu, ale też kreatywnych metod na fizjologiczne potrzeby. Jest tu też kwestia miejsc do karmienia i przewijania niemowląt – i w tym wypadku nie ma mowy o przystosowaniu miasta do potrzeb matek. Inne tematy to między innymi motyw karmienia piersią, krawężniki i nierówności na chodnikach, place zabaw i – szerzej – miejsca dla dzieci, funkcjonowanie maluchów w przestrzeni publicznej (autorka przekonuje się, że małe dziecko nie wytrzyma zbyt długo w ciszy i bez ruchu, a tego najwyraźniej oczekują współpasażerowie w komunikacji miejskiej, pacjenci w poczekalniach lub klienci restauracji). Zastanawia się Monika Pastuszko nad tym, co robić, żeby zapewnić dziecku jak najlepsze warunki rozwoju – podejmuje decyzje czasami pod prąd trendom. Zdaje się na własną intuicję i na rozwiązania poprzednich pokoleń – a potem uważnie obserwuje reakcje pociechy. Co ciekawe, dziwi się zjawisku w internecie określanym jako „madka” i interpretuje je na własny sposób – kompletnie odrywając się od istoty zagadnienia. Ale z upodobaniem rejestruje własne rzekome błędy, pokazując, jak w dzisiejszym świecie matki są oceniane przez otoczenie na każdym kroku i jak muszą mierzyć się z krytyką. Wyjście z domu i odbywanie krótszych lub dłuższych wypraw to jedno – ale dla Moniki Pastuszko liczą się jeszcze warunki lokalowe. Autorka zajmuje się kwestią zbyt małych na potrzeby rodziny mieszkań, snując rozważania nad umiejętnościami przystosowawczymi. „Matka Polka sika w krzakach” to książka, w której jest sporo śmiechu, ale też i sporo krytyki rzeczywistości: wszystko, o czym Monika Pastuszko pisze, powinno istnieć wyłącznie w sferze wyobraźni, a nie stanowić zmartwienie kobiety opiekującej się małym dzieckiem. Autorka stawia na śmiech oczyszczający, walczy, ale też zapewnia odbiorcom rozrywkę (a matkom dodatkowo wsparcie). Warto zajrzeć do tego tomu, żeby uświadomić sobie, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w ramach projektowania przestrzeni miejskich.

Ale tak na marginesie... wytykać trzeba chyba do skutku. "Stróżka moczu"?...

piątek, 28 czerwca 2024

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. Zabawa w chowanego

Media Rodzina, Poznań 2024.

Kryjówki

Kicia Kocia doczekała się kilku podserii – także kierowanych dla młodszego rodzeństwa fanów przedszkolnych opowiastek. „Kicia Kocia i Nunuś. Zabawa w chowanego” to publikacja z okienkami. Kartonowe i duże strony skrywają mnóstwo okienek – nie zawsze w oczywistych i widocznych na pierwszy rzut oka miejscach. Fabuła jest prosta: Nunuś, młodszy brat Kici Koci ma ochotę na zabawę w chowanego, a do rozrywki przyłączają się kolejno przyjaciele bohaterów – wszyscy miło spędzają czas, zawsze szuka się jednej postaci więcej niż rozkładówkę wcześniej – co oznacza więcej wyzwań. Anita Głowińska proponuje to, w czym jest znakomita: grafiki idealnie dostosowane do wieku i możliwości percepcyjnych odbiorców. Tworzy wizerunki bohaterów rzekomo naiwne i infantylne, widać w nich ślady farby i niedoskonałości, kształty są bardzo proste (ale też rozpoznawalne). Łatwo zaprzyjaźnić się z tymi bohaterami – zwłaszcza dziecięcymi, chociaż dorośli też czasami muszą się tu pojawić. Zabawa w chowanego wykracza poza ściany domu, żeby było więcej możliwych schowków i kryjówek. Tym razem dobrze uzasadnia się obecność okienek – trzeba pod nie zaglądać, przynajmniej dopóki nie znajdzie się wszystkich postaci. Nie pod każdym okienkiem ktoś czeka, zatem lektura przyniesie trochę niespodzianek i dużo rozrywki dla najmłodszych. Najpierw trzeba znaleźć okienka porozmieszczane na stronach, później – otworzyć i sprawdzić, czy udało się znaleźć bohatera (później stopień trudności się zwiększa, jeśli dzieci będą chciały wyszukać konkretną postać). Następnie przechodzi się do kolejnej rozkładówki z refrenowym komentarzem. Bo tekst z drobnymi modyfikacjami się powtarza, identyczna jest też wyliczanka, która zapadnie dzieciom w pamięć – powielana za każdym razem. Jest tu bardzo kolorowo i bardzo ładnie – więc samo oglądanie stron powinno się odbiorcom spodobać. A dorośli, którzy będą towarzyszyć najmłodszym przy czytaniu, zawsze mogą zwracać uwagę na kolejne, niewskazywane przez autorkę, rozwiązania lub tematy, zadawać kolejne pytania albo opowiadać, co widać na obrazkach.

Ta książeczka zapewnia wielowymiarową rozrywkę. Zaprasza dzieci do wspólnej z bohaterami zabawy – każdy może bowiem razem z Kicią Kocią i Nunusiem uczestniczyć w grze w chowanego, włączyć się do zadania. Pozwala ćwiczyć zręczność i spostrzegawczość, a przy kolejnych powrotach do tomiku – trenować też pamięć. Liczy się tu przede wszystkim uciecha najmłodszych. Anita Głowińska wie doskonale, czego odbiorcy od niej oczekują i zapewnia im to wszystko. Rozumie dziecięcy świat i może go przedstawiać w wersji zapośredniczonej przez Kicię Kocię – dla dzieci ważne będzie jeszcze nawiązanie do ich własnej codzienności. Można porównywać doświadczenia i bawić się przy lekturze, nie ma tu miejsca na nudę, nawet jeśli bierze się pod uwagę powtarzanie motywu na kolejnych rozkładówkach. Anita Głowińska zachęca najmłodszych do podążania za Kicią Kocią i Nunusiem -w ten sposób przygotowuje sobie publiczność do właściwej serii.

czwartek, 27 czerwca 2024

Jory John: Domowa Pyra

Harperkids, Warszawa 2024.

Wygoda

Pyra to kolejna bohaterka tomiku zainspirowanego pomysłami Jory’ego Johna. To bohaterka, która – co zaskakujące – uosabia nadzieje wielu współczesnych maluchów: wizje, że można bez reszty zasiąść przed ekranami i zrezygnować ze zwyczajnego życia. Pyra otacza się wyświetlaczami różnej wielkości, a każdy służy do pokazywania innych obrazów, filmów i relacji. Pyra ma wszystko, co jest jej potrzebne do szczęścia: nie rusza się z kanapy, może tam się całymi dniami wylegiwać i tylko obserwować działania innych. To aktywność, która teoretycznie wystarczy bohaterce do funkcjonowania. Ale w pewnym momencie Pyra musi wstać z legowiska, opuścić centrum dowodzenia i wyruszyć w drogę. A na zewnątrz przekonuje się, że żadna elektronika nie jest tak doskonała, żeby zastąpić zapachy, powiew świeżego wiatru czy promienie słońca. Zapośredniczona rzeczywistość – ta z ekranów i głośników – nie umywa się do tej prawdziwej, doświadczanej bezpośrednio. Pyra dowiaduje się, że warto czasami ruszyć się z miejsca i poznać coś innego niż to, co oswojone. To wskazówka dla odbiorców – owszem, ale przede wszystkim źródło zabawy. Można obserwować zachowania bohaterki i porównywać je z własnymi pomysłami, można też bawić się dobrze, śledząc nieoczekiwaną przygodę Pyry (albo prezentację jej ziemniaczanego rodu). Jest tu sporo żartów różnego rodzaju, każdy podczas lektury może odkryć coś dla siebie – podobnie jak inne publikacje z tego cyklu, tak i ta przyniesie mnóstwo śmiechu. Najważniejszym jego celem jest pokazanie dzieciom, że po książki można sięgać dla zabawy i przyjemności.

„Domowa Pyra” to tomik, który jest bogato ilustrowany, warstwa graficzna pełni tu ważną rolę, bo przejmuje sporą część wyjaśnień, której nie ma w narracji. Niektórych rzeczy nie da się po prostu opisać, ale wystarczy na nie spojrzeć, żeby wszystko stało się jasne – tak jest w przypadku przeglądu stanu posiadania bohaterki. Pyra, która zalega na kanapie i pod ręką ma mnóstwo pilotów, to bohaterka wyposażona we wszystko, co jej potrzebne do funkcjonowania. A raczej do wegetacji. Ale o tym postać musi przekonać się samodzielnie – nie pomogą żadne perswazje ani tłumaczenia, liczyć się będzie tylko i wyłącznie eksperyment. „Domowa Pyra” to drobna książeczka, czytanie jej nie zmęczy dzieci, które dopiero poznały litery – a nagrodą stanie się sporo śmiechu. Kolejna postać z kuchni wkracza do świata przygód – i to przygód nietypowych, nie do przewidzenia. Domowa Pyra szybko stanie się ulubienicą dzieci, ale uświadomi im też, że w życiu trzeba zachować równowagę i nie da się przez cały czas siedzieć przed monitorami. To zwłaszcza w dzisiejszych czasach bardzo istotne przesłanie – komentarz, który bez zbędnych pogadanek uruchomi w dzieciach chęć zakosztowania świata, przedstawiony w prostym i dowcipnym stylu. Kto zna poprzednie części cyklu, ten nie będzie mieć wątpliwości, że Pyra musi zagościć w jego domu.

środa, 26 czerwca 2024

Maria Środoń: 40 haseł o demokracji

Kancelaria Sejmu, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Rządzenie

Warto od najmłodszych lat tłumaczyć dzieciom specyfikę ustrojów i systemów politycznych – żeby świadomie wychowywać kolejne pokolenia. Zresztą książka Marii Środoń może być też wsparciem dla uczniów, którzy muszą uporządkować sobie najbardziej podstawowe wiadomości i pojęcia. „40 haseł o demokracji” to książka, która może nie nadaje się na rozrywkową lekturę – ale odpowiada na wiele pytań dzieci i pozwala im na zgłębianie tematu związanego z rządami i wyborami. Wśród pojęć, które pojawiają się w tomie, są te odnoszące się do dzisiejszych czasów – demokracja, konstytucja, kampania wyborcza czy wolne wybory – ale też mnóstwo zagadnień z przeszłości, między innymi liberum veto, konstytucja 3 maja czy wolna elekcja – dzieci otrzymają zatem również lekcję historii, dzięki czemu będą mogły zrozumieć znaczenie tradycji i zmian na przestrzeni wieków. Każdy komentarz zajmuje tu niecałą stronę (samo hasło to temat na całą rozkładówkę, ale sporo miejsca zabiera ilustracja, tak, żeby nieco uprzyjemnić odbiorcom proces zdobywania wiedzy; z rzadka zagadnienia odrobinę się rozrastają – chodzi w końcu nie o to, żeby zachować idealny rytm objętościowy, a o to, by udało się zrozumiale wytłumaczyć odbiorcom fakty). Co ciekawe, czasami ilustracje zamieniają się w niby-komiksy, tak, żeby przedstawić w działaniach postaci przykłady dotyczące wybranego hasła. Do tego autorka wprowadza również w samych definicjach komentarze odwołujące się do codzienności dzieci – żeby mogły porównać sobie zasady z tym, co znają z najbliższego otoczenia. Adam Wójcicki stara się na ilustracjach prezentować anonimowych bohaterów w zależności od dystansu od nich – tych najdalej zupełnie symbolicznie, tych najbliżej – z wieloma szczegółami. A zaludnia karty książki bardzo gęsto. Można tę książkę czytać strona po stronie i dowiadywać się czegoś o kolejnych aspektach demokracji, można też potraktować ją jak hipertekst (którym zresztą jest) i posiłkować się systemem odnośników na dole każdego komentarza. „Zobacz więcej pod hasłem” to propozycja dla tych dzieci, którym nie wystarczyło krótkie omówienie – które chciałyby poszerzenia wiadomości albo wręcz dalszego analizowania tematów. Mogą przenieść się na inne strony i szukać tematów zbliżonych do wybranego przez siebie, żeby nie wypadać od razu z kręgu zainteresowań. To rozwiązanie dobrze pomyślane, proste i skuteczne, jeśli ktoś sięga po tom z ciekawości. Całość przygotowana została tak, żeby młodzi odbiorcy nie mieli większych trudności ani z przyswajaniem wiedzy, ani z korzystaniem z książki – liczy się tu przystępność i trafność w komentarzach i definicjach. Nie ma miejsca na dygresje i brak precyzji, trzeba podawać samą esencję – także dlatego, żeby nie zniechęcić dzieci do lektury. To na pewno książka potrzebna w procesie edukacji, jednak dla tych odbiorców, którzy chcieliby wcześniej rozpocząć swoją przygodę z polityką, to nieoceniona pomoc. Zwłaszcza że raczej rzadko podobne tematy wyjaśniają rodzice. „40 haseł o demokracji” to książka dobrze wymyślona, wypełniona ciekawostkami (z perspektywy młodych odbiorców) i starannie zrealizowana.

wtorek, 25 czerwca 2024

Bartłomiej Dobroczyński, Agnieszka Jucewicz: Tańcząc. Rozmowy o kryzysie i przemianie

Agora, Warszawa 2024.

Sposób

Z jednej strony „keep smiling” i ukrywanie prawdziwych uczuć przed innymi – z drugiej – świadomość, że depresja zatacza szerokie kręgi. Z jednej strony chęć prowadzenia pogodnego życia, z drugiej – przytłaczający zalew negatywnych informacji w mediach. „Tańcząc. Rozmowy o kryzysie i przemianie” to zestaw rozmów o tym, dlaczego czasami w życiu jest źle – i co wtedy robić. Bartłomiej Dobroczyński i Agnieszka Jucewicz nie szukają jednak kioskowych wskazówek do natychmiastowego wcielenia w życie, wiedzą, że takie rozwiązania byłyby nieskuteczne. Zamiast tego zastanawiają się nad przyczynami kryzysów i nad metodami pracy nad sobą – żeby po dotarciu do istoty problemu każdy mógł sobie wymyślić własne porady i pocieszenia. Bardziej jest ta książka zagłębianiem się w sobie, analizą, którą każdy na własną rękę będzie mógł przeprowadzić, niż zbiorem mentorskich komentarzy – i całe szczęście. Bo „Tańcząc” to książka, która jeszcze długo po lekturze pozostaje z czytelnikami. Chociaż z pozoru prosta, dostosowana do dzisiejszego szybkiego odbioru, wymaga sporo refleksji – a kierunki rozmów wyznaczają obszary do zastanowienia. Można się czasami z autorami chcieć sprzeczać, można się zastanawiać nad ich przeżyciami, które doprowadziły do konkretnych wniosków – ale nie da się tej publikacji odłożyć bez echa. A przecież o kryzysie powiedziano już mnóstwo i wydawałoby się, że kolejna publikacja na ten temat nie wniesie niczego nowego do egzystencji i świadomości czytelników.

Autorzy porządkują, diagnozują i tłumaczą. Przetrawiają dla odbiorców odkrycia – i przygotowują na nadejście trudniejszych momentów. Są przekonani, że kryzys dosięgnie każdego, można jedynie minimalizować jego skutki – przygotować się na to, co nieuchronne i nie poddawać do końca. Zresztą nie na porady nastawiona jest ta publikacja, a na przeżywanie – pozwala się zatrzymać i przyjrzeć sobie i otoczeniu, odczytywać innych ludzi i dokonywać wiwisekcji. Wszystko po to, żeby lepiej zrozumieć doświadczenia i ich konsekwencje, a także reakcje czy emocje w relacjach z innymi. Temat kryzysu jest bardzo szeroki, więc autorzy siłą rzeczy muszą dokonywać osobistych wyborów, przyglądać się jedynie wyimkom z całego wachlarza zagadnień – na tyle, żeby zaintrygować czytelników, żeby zasugerować im możliwości działania i poszukiwania informacji. Nie ma tutaj mowy o farmakologicznym reagowaniu na kryzysy, zresztą nie o to chodzi – książka porusza tematy mniej spektakularne niż choroby psychiczne, dlatego też staje się bardziej uniwersalna, trafić powinna do szerszego grona odbiorców – w końcu przedstawiane tu sytuacje dotyczą każdego (chociaż w różnym stopniu). Warto też zaznaczyć, że wyjaśnienia i komentarze nie są akademickie – autorzy bardzo dbają o czytelność przekazu i o to, żeby nie odstraszać odbiorców przesadnie nagromadzeniem fachowych terminów.

Jest to książka stworzona na bazie porozumienia, w formie, która wydaje się najbardziej przystępna ze wszystkich psychologicznych tomów – wywiad pozwala na nadanie lekkości najtrudniejszym kwestiom, a wymiana poglądów i opinii może być dla czytelników satysfakcjonująca dzięki wnikaniu w świat autorów. „Tańcząc” to publikacja, która nie powinna zostać przeoczona na rynku wydawniczym.