* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Młynarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Młynarska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2026

Paulina Młynarska, Dorota Wellman: Afterparty

Znak, Kraków 2026.

Z perspektywy

Dwie dziennikarki, które świetnie się dogadywały w pracy. Dwie przyjaciółki, które uwielbiają ze sobą rozmawiać. W dobie mody na publikacje dialogowe – dlaczego nie? „Afterparty” Pauliny Młynarskiej i Doroty Wellman to książka o nieustającym poszukiwaniu siebie w zmieniającym się świecie. Publikacja, która trochę jest autobiografią, trochę – forum i prezentacją poglądów, trochę autopromocją, a trochę po prostu spotkaniem. Przygotowana w wersji pop, z mnóstwem zdjęć ze wspólnej specjalnej sesji, z kolorowymi podsumowaniami, ramkami i ciekawostkami, z miejscem na własne uwagi – ale ta forma tylko maskuje sporo poważnych treści. Paulina Młynarska i Dorota Wellman nie bawią się bowiem w plotki i banalne zagadnienia, za to przerzucają się ciekawymi spostrzeżeniami na temat dzisiejszych mediów, funkcjonowania w przebodźcowanym świecie i zachowaniu dobrej kondycji przez długi czas. Doświadczone przez życie, bogate w przemyślenia i własne przykłady, wprowadzają do opowieści mnóstwo osobistych wątków – po to, żeby wytyczyć czytelniczkom drogę. Kierują się zwłaszcza do pań, które młodość mają już za sobą (albo do tych, które panicznie boją się zestarzeć), pokazując, jak wiele atutów daje metryka. Podpowiadają, jak cieszyć się życiem i radzić sobie z wyzwaniami. A przede wszystkim zarażają dystansem do siebie, poczuciem humoru, które zawsze pozwoli przetrwać kryzys.

Będzie tu trochę o ciele (akceptacji siebie lub walki z wyglądem), o związkach, o wykształceniu, o pracy w mediach, o przemijaniu, o przeprowadzkach, o jodze, o życiu w zgodzie ze sobą i o bezustannych poszukiwaniach. Będzie o charakterach każdej z rozmówczyń i o ich wizji domowości, o partnerach i o samotności. Będzie – o wszystkim. Bo chociaż tematy wiodące się tu pojawiają, to przecież nie da się okiełznać szczerej rozmowy dwóch indywidualności nadających na podobnych falach. Przeplatają się tu różne historie, mniej lub bardziej odbiorcom – fanom tego duetu – znane. Pojawiają się sposoby na radzenie sobie z przytłaczającą czasem codziennością i wskazówki dla tych, którzy chcieliby zmienić środowisko. Odrobina kulis pracy w stresujących warunkach, bezwzględność mediów. Ale obie autorki wrócą też do czasów, kiedy tworzyły wspólny program telewizyjny i decydowały o tym, co może się w nim znaleźć – z perspektywy oceniają swoje decyzje, wspominają najdziwniejsze sytuacje i dzielą się z czytelnikami konkretnymi wspomnieniami. To wszystko sprawia, że odbiorcy mają wrażenie wejścia w zamknięty, ale nie niedostępny świat: mogą zostać wtajemniczeni w to, co najbardziej angażuje lub inspiruje obie autorki. Mogą podejmować polemikę albo przyswajać sobie ich spojrzenie na rzeczywistość. Mogą wreszcie lepiej poznawać bohaterki kojarzone nie tylko z telewizji. Jest w „Afterparty” radość ze spotkania, jest chęć dzielenia się ważnymi przemyśleniami, jest rozmowa, która nie potrzebuje moderacji – bo potoczy się w kierunku, jaki akurat będzie potrzebny. I nawet jeśli czytelnicy chcieliby pogłębić konkretne zagadnienie, nie będą mieli z tym problemu – autorki zainspirują ich co do kierunku poszukiwań i zagadnień zasługujących na komentarz. „Afterparty” to książka o zrozumieniu siebie i o tym, co dzięki temu można zaoferować światu. Kolorowa, rozgadana i niepowtarzalna.

niedziela, 19 września 2021

Paulina Młynarska: Moja lewa joga

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Dla duszy

Paulina Młynarska, która jogi od pewnego czasu uczy, nie zgadza się na sprowadzanie jej do trendu dla celebrytek i do bezmyślnego wykonywania efektownych ćwiczeń. Proponuje książkę, która jest jednocześnie osobistym wyznaniem, zestawem wskazówek, ale i zbiorem przestróg. Do tej pory w publikacjach tej autorki przewijały się drobne ostrzeżenia albo wręcz zakazy, rozproszone w różnych miejscach uwagi miały pokazać czytelniczkom, czego się wystrzegać w poszukiwaniach własnego mistrza jogi. Tom "Moja lewa joga" przynosi odpowiedzi na liczne pytania i rozwiewa wątpliwości - a do tego przynosi wytchnienie. Oczywiście nie zabraknie tutaj i elementów felietonowych, a czasem ostrych i zdecydowanych reakcji na to, co dzieje się w kraju i na świecie: książka powstawała w trakcie lockdownów, zbiegła się w czasie także z wielkimi wyzwaniami w życiu samej autorki. Do tego nie mogła Paulina Młynarska pominąć milczeniem sytuacji kobiet w Polsce - pojawia się w kluczowej partii tomu kilka tekstów mocno zaangażowanych, kilka kwestii, których nie da się odsunąć na dalszy plan. Ale i one w tle mają jogę - jako sposób na życie, możliwość zachowania wewnętrznej siły i spokoju w warunkach pozornie uniemożliwiających stoicyzm.

Do jogi Paulina Młynarska przygotowuje na dwa sposoby, chociaż nie zamierza proponować czytelniczkom prostego poradnika. Raczej dzieli się własnymi przemyśleniami, od czasu do czasu sięga po lektury fachowe, żeby uporządkować wiadomości, częściej jednak zwraca się do tych odbiorczyń, które o jodze słyszą ze wszystkich stron, ale nie wiedzą, na czym ona powinna polegać i jak przygotować się do jej ćwiczenia. Pierwszy nurt dotyczy praktykowania jogi, a zaczyna się od ostrzeżenia przed agresywnym konsumpcjonizmem i marketingowymi sztuczkami. Dla autorki nie jest ważne, jakie zestawy ćwiczeń będą czytelniczki wykonywały - przypomina jednak, na co zwracać uwagę przy wyborze nauczyciela i co jest faktyczną istotą jogi. Nie będzie zatem prowadzić do stereotypowo jodze przypisywanych umiejętności - ograniczenia ciała i chęć ich pokonywania to nie to, co Paulina Młynarska w tej książce eksponuje. O wiele bardziej liczy się umiejętność dokonywania odpowiednich wyborów, szukania sobie instruktora, który mądrze poprowadzi przez kolejne tematy. Drugim sposobem postrzegania jogi jest tu bowiem kwestia przeżyć duchowych, a dokładniej to, co rozgrywa się w sferze umysłu. Radzenie sobie z traumami, wypracowywanie siły na trudne chwile, świadomość własnej mocy i pokonywanie bezradności - to w tym ma pomagać joga. W ujęciu Pauliny Młynarskiej wszystko wydaje się oczywiste i łatwe do przyswojenia - autorka jednak przypomina, że chętnych czeka potężna praca nad sobą. "Moja lewa joga" to książka, której nie da się traktować jak poradnika w "kioskowym" stylu. To bardziej ochrona przed produkcjami nastawionymi wyłącznie na zysk. Już sama lektura może prowadzić do wyciszenia i do refleksji owocujących głębszą samoświadomością - a przecież nie tylko o to tu chodzi.

czwartek, 9 lipca 2020

Paulina Młynarska: Zmierzch lubieżnego dziada. Felietony po #metoo

Prószyński i S-ka, Warszawa 2020.

Siła

To od czytelników zależeć będzie, czy „Zmierzch lubieżnego dziada” Pauliny Młynarskiej czytać chcą przez pryzmat rozrywki, czy też – zaangażowania w sprawy społeczne i polityczne, a także te dotyczące samorozwoju. Z tomu „felietonów po #metoo” można bowiem czerpać na różne sposoby – opiniotwórcza autorka zachęca jednak do samodzielnego myślenia i do szukania własnej drogi. Doskonale zna się na sztuce pisania felietonów, zresztą w paru miejscach prowadzi niemal poradnik dla tych, którzy interesują się taką formą wyrażania myśli – z perspektywy czytelników najważniejsza będzie kolejna apetyczna książka do przeżywania i refleksji. „Zmierzch lubieżnego dziada” to zestaw tekstów, które ukazywały się w Onecie, a teraz zyskują drugie życie w wydaniu książkowym – warte są ocalenia i dotarcia do jeszcze szerszego grona czytelników, na szczęście wydawnictwo już wiele razy pokazało, że nie boi się wypuszczania na rynek tekstów raz sprawdzonych w internecie.

Paulina Młynarska nie zamierza być autorką pokorną i ugrzecznioną. Otwarcie mówi o tym, jakich przykrości doświadczyła (także ze strony bliskich), wpuszcza odbiorców do swojego prywatnego życia i naraża się na hejt – ale hejterom też jest w stanie odpowiedzieć tak, by nie dać się zepchnąć do roli ofiary. Przypomina, że zawsze warto walczyć o siebie, a do tego często staje w obronie zaszczutych lub atakowanych w mediach. Nawet jeśli nie podziela poglądów politycznych, potrafi wziąć w obronę kogoś, kto zostaje bezlitośnie wyśmiany: przypomina, że nie wszystko jest czarno-białe i nie wszystkie chwyty są dozwolone, nawet w politycznych przepychankach. Uczy kobiety siły, na własnym przykładzie pokazuje, że można dać sobie radę w najtrudniejszych okolicznościach – pozbierać się i znaleźć ukojenie w sobie. Trochę prezentuje swój nowy pomysł na życie – oderwanie się od telewizji i wyścigu młodych, przejście do wyciszenia i do spełniania marzeń. Po latach w górach Paulina Młynarska przeprowadza się na Kretę, a na życie zarabia uczeniem jogi. Joga i medytacja będą się zatem przewijać przez niektóre teksty, tak, żeby czytelniczki zainteresowane tematem od razu mogły czegoś się dowiedzieć i znaleźć punkt wyjścia dla własnych poszukiwań.

Teksty ze „Zmierzchu lubieżnego dziada” odnoszą się często do wydarzeń głośnych i pojawiających się w mediach, ale dla Pauliny Młynarskiej rzeczywistość to tylko pretekst do snucia bardziej ogólnych – i ciągle trafnych – rozważań. Sprawia to, że książka szybko się nie zestarzeje, można do niej sięgać, kiedy potrzeba siły i odwagi do spełniania marzeń, wiary w siebie lub lekcji asertywności. Paulina Młynarska potrafi pisać zajmująco – obszerny tom przynosi wiele felietonów drapieżnych, ale i sporo ciekawostek czy anegdot. Tak przygotowana lektura to najlepsza reklama samodzielności, a kiedy autorka bezlitośnie punktuje słabe strony walczących ze sobą w mediach i nie tylko stron – uprzytomni odbiorcom, że nie na wszystko muszą się zgadzać. Niezależność i siła to wyznaczniki „Zmierzchu lubieżnego dziada” – książki dla zbuntowanych i dla tych, którzy zbuntują się w niedalekiej przyszłości – może już pod wpływem lektury.

czwartek, 31 października 2019

Paulina Młynarska: Jesteś spokojem

Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Bez nerwów

Żeby zostać spokojem, trzeba przejść długą drogę i nauczyć się przepracowywać traumy. Trzeba skupić się na swoim ciele i własnych potrzebach, przestać realizować wytyczne innych i nie słuchać toksycznych ludzi. Trzeba zdobyć się na odwagę, żeby marzyć i wcielać te marzenia w rzeczywistość. Paulina Młynarska po raz kolejny przekonuje czytelniczki, że mogą wszystko – jeśli tylko odrzucą społeczne schematy i nie będą podporządkowywać się innym, pozornie silniejszym. Jednocześnie chyba trochę żałuje, że takiej wiedzy nie miała wcześniej: oszczędziłaby sobie wielu problemów. „Jesteś spokojem” to książka, która jest reklamą zajęć z jogi prowadzonych przez autorkę – ale też rodzajem kolejnego zwierzenia, które mogłoby wywołać wstrząs, gdyby nie fakt, że Paulina Młynarska do wstrząsów i skandali odbiorców przyzwyczaiła. Teraz stawia na samopoznanie i samodoskonalenie – którego ważnym etapem ma być joga. Takie ćwiczenia uspokajają ciało i umysł, pozwalają uniknąć przykrych skutków długotrwałego stresu i przyczyniają się do lepszego samopoczucia, ale też siły i energii, jakiej autorce można pozazdrościć. Młynarska sama jest najlepszą reklamą proponowanych rozwiązań – a „Jesteś spokojem” czyta się całkiem nieźle. Jest zatem szansa, że część czytelniczek przekona do wybrania własnej drogi.

Nie jest to książka łatwa, chociaż dość szybko się ją czyta, bo nie została zarzucona faktami i poradami. Nie jest łatwa zwłaszcza ze względu na autobiograficzne wyznania: Paulina Młynarska opowiada z bolesną szczerością o dzieciństwie, które zdominowała choroba ojca (tyle że w czasach, w których dziecku nikt nie chciał dawać wiary w kwestiach domowej przemocy), wspomina o swoich kolejnych związkach i odnosi się do bycia z kimś. Zdecydowała się na przeprowadzkę na Kretę – w związku ze sprzedażą domu w Kościelisku także dosięgły ją słowa krytyki przekazywane za pośrednictwem mediów – to zaledwie garstka zmartwień, z którymi autorka się mierzy. Ale w „Jesteś spokojem” nie mogą one zdominować narracji. Dla autorki najważniejsze jest, że istnieje sposób, dzięki któremu można poczuć się lepiej, żyć pełnią życia i wybierać to, co się chce, a nie egzystować w zgodzie ze scenariuszami innych. Cała relacja ma odbiorczynie przekonać do samodzielności i do ufania własnemu instynktowi. Paulina Młynarska wie, czym grozi nadmierne usztywnienie, dążenie do nieosiągalnego ideału. Obnaża mit pani z telewizji – przedstawia sposoby kreowania produktu-kobiety w mediach – i przestrzega przed nim, bo w jej wypadku zaowocowało to problemami ze zdrowiem.

Remedium ma być joga. I Paulina Młynarska nie tylko zachęca do swoich zajęć (albo zniechęca, bo przedstawia dość rygorystyczny program zajęć, uświadamiając odbiorczyniom, że nie będzie uginać się pod ich żądaniami), ale również podpowiada, jak wybrać jogę dla siebie. Przestrzega – pokazuje, na jakie sygnały alarmowe zwracać uwagę, czym grozi nadmierne zaufanie do prowadzących i na co w żadnym wypadku nie pozwalać. Przygotowuje na dołączenie do programu zajęć, odpowiednio nastraja i zaprasza do zadbania o siebie w wymiarze fizycznym i duchowym.

piątek, 18 maja 2018

Paulina Młynarska: Jesteś wędrówką

Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

Za głosem serca

Paulina Młynarska krzyczy głośno o tym, że kobietom przez całe pokolenia wmawiało się, że powinny zajmować się dziećmi i domem, a rezygnować z realizowania własnych pasji i pragnień. Wie doskonale, jak trudno zerwać z takimi stereotypami, podlewanymi jeszcze przez społeczne osądy. Ale po "Rebelu" zmienia ton narracji i w "Jesteś wędrówką" stawia raczej na racjonalne argumenty i dobre przykłady niż na perswazję. Podsuwa odbiorczyniom inny sposób na życie - zachęca do wprowadzania zmian i realizowania marzeń. Eksponuje prawo do wolności i samostanowienia. A wszystko przez podsycanie fantazji wizją dalekich podróży bez zobowiązań i stresów. W "Jesteś wędrówką" króluje spokój i pogodzenie się ze sobą. Tu można ćwiczyć jogę, medytować i absolutnie nie przejmować się przeciwnościami losu, a improwizować, dostosowując się do okoliczności. To zjawisko, którego wiele odbiorczyń będzie poszukiwać - a autorka podsuwa przepis na wyciszenie, oznajmując jednocześnie, że nie oznacza ono rezygnacji z rozmaitych przyjemności. Trzeba tylko wyjść z własnej strefy komfortu, zerwać z utartymi przyzwyczajeniami i realizowaniem planów innych ludzi. I tak "Jesteś wędrówką" zamienia się w przedziwny autobiograficzno-podróżniczy poradnik.

Paulina Młynarska pisze tu sporo o sobie, tym razem w kontekście wypraw do dalekich krajów. Przedstawia blaski i cienie podróżowania, niewygody lub wyrzeczenia (nie warto pakować modnych sukienek i butów na obcasie na wyjazd do dżungli, co niby jest oczywiste, ale może jednak nie dla wszystkich czytelniczek), ale i małe radości, odkrycia, których nie da się przechować inaczej jak tylko w pamięci. Przekonująca jest wtedy, gdy tłumaczy, że na starość nie wspomina się starannego makijażu albo przygotowanego na święta ciasta, przywołuje się znacznie chętniej diametralnie inne wrażenia. W ten sposób chce sprowokować czytelniczki do działania, dodać im odwagi w walce o własną tożsamość. Dalekie wyprawy obfitują wprawdzie w niebezpieczeństwa, ale autorka radzi, jak unikać nieprzyjemności i jak nie władować się w poważne tarapaty, uczy też nawiązywania międzyludzkich kontaktów, które zaowocują pomocą, gdy będzie to potrzebne. Przesyca opowieści własnymi wrażeniami: są tu nie tylko przemyślenia na temat roli wypraw, ale i konkrety wiążące się z kolejnymi wyjazdami. Od razu Paulina Młynarska tłumi ewentualną zazdrość, pokazując, z czego sama zrezygnowała, żeby móc swobodnie poruszać się po świecie: i tego nie wolno w lekturze pominąć.

Dla tych odbiorczyń, które zdecydują się na podróżowanie, ma garść cennych rad. I w rodzaju poszukiwania inspiracji do wypraw, i tych przyziemnych, w stylu: jak spakować walizkę czy jaki śpiwór wybrać. Zdaje sobie autorka sprawę z tego, że jakkolwiek romantycznie by nie brzmiało nawoływanie do wyjazdu na drugi koniec świata, warto myśleć o codzienności i wyzwaniach, które daleko od domu nabierają mocy. To dlatego opowiada o swoich kłopotach ze zdrowiem (zignorowanie rozkręconej na maksimum klimatyzacji i antybiotyk, który w warunkach tropików stracił swoje właściwości lecznicze), albo o próżności (powyciągane koszulki i wygodne buty są lepsze niż uleganie modzie, a dostosowywanie planów do własnych możliwości to sposób uniknięcia kryzysu w związku). Rzadko zdarza się, by była stanowcza i jednoznacznie czegoś zabraniała, choć i takie motywy się tu pojawią. Doświadczenie podróżnicze w połączeniu z felietonowym zacięciem zapewnia odbiorczyniom sporą dawkę wrażeń. Paulina Młynarska wpisuje się tomem "Jesteś wędrówką" w trend z literaturą podróżniczą, a także w zalew rynku poradnikami do samorozwoju – ale pogłębia tematy i oprawia je w solidne ramy z własnych doświadczeń oraz płynących z nich przemyśleń, w związku z tym nie daje się jej zignorować. Ta książka to zachęta do działania, inspiracja i podpowiedź, jak spełniać najbardziej śmiałe marzenia.

wtorek, 3 października 2017

Paulina Młynarska: Rebel

Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

W walce

Paulina Młynarska dla wielu czytelniczek w życiowych sprawach będzie autorytetem, ale powinna jeszcze popracować nad wiarą w siebie. Bo na razie kompletnie niepotrzebnie uprzedza ewentualne ataki, przyznając się do rozmaitych słabych punktów na marginesie walki o prawa kobiet. Podkreśla, że nie ma matury, że robiła sobie operacje plastyczne, że cztery razy się rozwodziła, że cierpiała na depresję… To wszystko, co mogliby wytknąć jej przeciwnicy, wplata w bardzo osobiste wyznania i przykrywa ironią. Zapewnia hejterów, że nie czyta ich komentarzy (i to zapewnia wielokrotnie, co trochę psuje efekt). Te elementy nie pasują jakoś do wspólnego obrazu kobiety silnej, pewnej siebie i szczęśliwej w swoim życiu. Paulina Młynarska w zbiorze felietonów „Rebel” po raz kolejny walczy. Walczy z politykami, którzy za nic mają prawa kobiet, walczy z toksycznymi partnerami i z otoczeniem, które zawsze wie lepiej i wydaje łatwe sądy. Walczy ze stereotypami i z efemerycznymi modami. Piętnuje głupotę, ostrzega przed błędami w wychowywaniu dzieci. Komentuje na gorąco wydarzenia, które rozgrzewają opinię publiczną – ale po to, by pokazać ich długofalowe skutki, zwykle mało widoczne dla mas. Felietony z tomu „Rebel” nie są uniwersalne: odnoszą się do konkretnych sytuacji. A jednocześnie nie zestarzeją się szybko ze względu na trafne charakterystyki ludzi. Paulina Młynarska bez przerwy atakuje, a oberwać się może i politykom (z każdej strony) i… Krystynie Jandzie. Autorka walczy o sprawiedliwość, nie buntuje się dla samej idei. Zmusza do myślenia i używa racjonalnych argumentów. Oprawia je potem w sarkazm, cięty język i scenki z życia wzięte, żeby teksty nabrały lekkości i łatwiej docierały do odbiorczyń. Nie da się Młynarskiej odmówić szczerości i zaangażowania. Chociaż felietony są emocjonalne i tworzone pod wpływem chwili, a nie na zapas, ujmują rzeczowością. Dużo w nich celnych obserwacji, sporo osobistych doświadczeń. Stanowią zatem przyczynek do autobiografii, ale też swoistą kronikę wydarzeń.

Zaczepny ton felietonów skłania do podjęcia polemiki, ale najczęściej serdecznie pozdrawiani hejterzy nie potrafią znaleźć racjonalnych kontrargumentów i stosują krytykę ad personam. Widać to czasem, gdy autorka wraca do wyjątkowo głośnych wydarzeń i raz jeszcze wskazuje sedno swoich wywodów. Nie ukrywa, że jest feministką – ale nie wpada w histerię w walce o prawa kobiet, skupia się na sprawach naprawdę ważnych dla społeczeństwa, a nie na sztucznych podziałach. Pisze zapalczywie i bez oglądania się na konstrukcję poszczególnych tekstów ich długość i kształt po prostu dostosowuje do potrzeb tematu. Zgrabnie operuje narracją i samą formą felietonów. Dzięki temu udaje jej się zmienić to, co najważniejsze i uwypuklić same przesłania, podsycić zainteresowanie tematem i nauczyć empatii. Krytyce nie podlegają tu najczęściej ludzkie błędy – w końcu to normalna rzecz i przydarza się każdemu. Paulina Młynarska krytykuje za to łatwe osądzanie innych. Jest tym bardziej przekonująca, że wie, kiedy odnieść się do jednostkowego przykładu (i zyskać atmosferę zwierzenia), a kiedy zająć się kwestią społeczną w wymiarze ogólnoludzkim. „Rebel” to wartościowy zbiór felietonów. Jedno jest w nim kompletnie niepotrzebne: przeprosiny i usprawiedliwienia na początku tomu. Autorka tłumaczy się tam i z prowokacyjnego gestu na okładkowym zdjęciu, i z języka, czasami ostrego, pasującego do „grubej kreski”. To czynnik akurat najmniej w lekturze przeszkadzający, a jeśli ktoś na tym się skupia, to znaczy, że z jakiegoś powodu nie chce przeanalizować właściwych tematów przez autorkę poruszanych. „Rebel” dla wielu odbiorców będzie momentami niewygodny – ale o to właśnie chodzi.

poniedziałek, 11 maja 2015

Paulina Młynarska: Na błędach. Poradnik - odradnik

Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

Walka

Paulina Młynarska swoją książką chce walczyć. Walczyć o prawo do prywatności, ale i… do feminizmu. Proponuje czytelnikom zestaw własnych wspomnień, tych dobrych i tych gorszych, czasami wkłada kij w mrowisko, wygłaszając mało popularne lub po prostu kontrowersyjne poglądy. „Na błędach. Poradnik – odradnik” to wybiórcza spowiedź kobiety po czterech rozwodach, szczęśliwej matki, podróżniczki i prezenterki telewizyjnej. Paulina Młynarska nie ma zamiaru przybierać tu cukierkowych póz i podporządkowywać się społecznej presji. Jej „Na błędach” to wyraz buntu. Autorka nie wstydzi się swoich decyzji, nie usprawiedliwia się i odrzuca tłumaczenia postaw. Pisze bezkompromisowo, a dotyka różnych kwestii.

Książkę czyta się jako „poradnik” – zestaw pozytywnych refleksji i jako „odradnik” – opowieści o dokonaniach, które nie mogą przynieść chluby. Sama Paulina Młynarska rezygnuje z kreacji na kobietę delikatną i empatyczną. Nie ukrywa złości ani ostrych reakcji wtedy, gdy nie zgadza się z poglądami rozmówców, potrafi też uzasadnić postawy niezbyt popularne. Cały tom „Na błędach” składa się z serii życiowych doświadczeń przefiltrowanych przez własne przemyślenia. Powraca pamięcią do domu rodzinnego, gdy usiłuje pokazać, co miało wpływ na jej wybory, dzieciństwo i młodość traktuje też jako punkt wyjścia niezbędny do kolejnych szaleństw. Akcentuje spontaniczność i samodzielność, uczy odbiorczynie zdrowego egoizmu, imponuje też siłą. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych – czy chodzi o zaangażowanie się w związek z Australijczykiem, czy o przeżycie bez pieniędzy i pracy. Po kolejnych ciosach od losu podnosi się i walczy dalej. Tylko czasem dopada ją depresja, konsekwencja zawodowego wypalenia. Ale i tu Paulina Młynarska wie, kiedy zareagować i udać się do lekarza po pomoc. Każdy rozdział tej książki, bez względu na to, czy z części poradnikowej, czy odradnikowej, odsłania inne fakty z życia autorki – i inne przeciwności losu, które niejedną czytelniczkę by załamały. Ale ta lektura wymusza działanie. Paulina Młynarska nie pozwoli użalać się nad sobą, zamyka też usta plotkarzom. Głośno mówi o tym, co wielu na jej miejscu wolałoby przemilczeć.

Sporo miejsca w „Na błędach” zajmuje kwestia kobiet. Młynarska na początku nawołuje do feminizmu, poświęca mu osobny tekst. Ale zdaje sobie też sprawę, że szybciej dotrze do odbiorczyń bez tego typu etykietek (i zwalczania ich negatywnych konotacji). Przekonuje zatem czytelniczki, że powinny zachować niezależność finansową w związkach, że nie mogą dać sobie wmówić, że są gorsze czy słabsze od mężczyzn, że jeśli mają ochotę podróżować w pojedynkę, nie wolno im słuchać przestróg bliskich. Pisze o prawie do aborcji, tworzy listę typowych facetów i odróżnia dziewczyny od kobiet. Trochę w tym tonu plotkarstwa, trochę felietonu, dużo zwierzeń podbarwionych goryczą, ale też i sporo otuchy. Paulina Młynarska udowadnia, że nie trzeba podążać utartymi ścieżkami, żeby osiągnąć sukces. Kreuje się na osobę odważną, silną i zdecydowaną, w tym tomie rzadko kiedy pozwala sobie na chwilę słabości. „Na błędach” nie może być przez to tomem traktowanym jako klasyczny zbiór felietonów. To zestaw osobistych tekstów, które momentami stanowią bodziec do wprowadzania zmian w życiu. Paulina Młynarska może też zaspokajać ciekawość tych wszystkich, którzy śledzą fakty z życia znanych ludzi. Nie zamierza przyjmować roli ofiary, wiele razy w tomie podkreśla swoją siłę. „Na błędach” to książka, która skłania w równym stopniu do refleksji co do polemik. Porusza tematy niewygodne i kontrowersyjne, a do tego nie uwzględnia kompromisów. To nie lektura przynosząca relaks i spokój – Paulina Młynarska znacznie lepiej czuje się w roli wojownika.