* * * * * * O tu-czytam

sobota, 23 lutego 2019

Laura Ellen Anderson: Amelka Kieł i władcy jednorożców

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

Inne oblicze wampirów

W świecie literatury dziecięcej potwory i strachy mają specjalne miejsce. Po wywodach Bettelheima nikt już raczej nie kwestionuje ich znaczenia (ani, tym bardziej, racji bytu w dziecięcych historyjkach), ale autorzy, którzy czują ogromną presję ze strony wydawców, więc i pośrednio też rodziców kupujących lektury swoim dzieciom, muszą jakoś łagodzić obecność sił zła w swoich historiach. Najprostszym chwytem, mocno spopularyzowanym przez powieści pop, staje się oswojenie strachu przed śmiercią za pomocą śmiechu. Niektórzy twórcy seryjnych produkcji ograniczają wymyślanie fabuł na rzecz dosyć prostych popisów nieskomplikowanych dowcipów. „Amelka Kieł i władcy jednorożców” to tomik, który Laura Ellen Anderson proponuje kilkulatkom; tym, które za czytaniem nie przepadają – w szczególności. Bo przywabi maluchy „potworną” niegrzecznością. Amelka jako przedstawicielka rodu wampirów sypia w trumnie. Jej ukochane zwierzątko domowe (a może ożywiona maskotka) to dynia, rekwizyt rodem z Halloween. Amelka przyjaźni się między innymi z przedstawicielką rzadkiej odmiany yeti (jakby yeti w ogóle miało popularne odmiany…) oraz z Kostkiem, małą śmiercią (mama Kostka zajmuje się uśmiercaniem na dużą skalę, sam Kostek na razie wprawia się na małych żyjątkach). I taka gromadka, która już w zwykłym świecie ludzi wyróżniałaby się, nomen omen, strasznie, trafia tym razem do… Brokatowic. Brokatowice, jak łatwo się domyślić, pokryte są brokatem, tęczą i wypełnione jednorożcami. To kraina światła, zupełnie inna niż ta, w jakiej na co dzień przebywają bohaterowie. Tutaj wszyscy nurzają się w wielkiej szczęśliwości czy radości. Przy dwóch skrajnościach, dwóch przeciwieństwach bardzo łatwo jest o śmiech. Autorka wyostrza różnice między bohaterami, sprawdza, czy da się być jednoznacznie dobrym (albo czy ci uznawani za złych rzeczywiście zasługują wyłącznie na potępienie). W ramach dynamicznej, ale jednowątkowej – zresztą po tak drobnej książeczce i części serii nie można się więcej spodziewać – akcji Laura Ellen Anderson proponuje szereg gagów, bawi się bardziej pomysłem na postacie niż fabułą jako taką. Amelka Kieł przeżywa zestaw przygód i o samą jej zabawę chodzi. Czytelnicy otrzymują powieść błyskawiczną, historię, która nie zaangażuje na dłużej, ale dostarczy jednorazowej rozrywki. Może przy okazji i to rodzaj ubocznego efektu – oswajać maluchy ze strachami albo przekonać do czytania dzieci, które uwielbiają halloweenowe motywy i stylistykę pop. Kusi Anderson odejściem od normalności, ale też satyrą na świat jednorożców i księżniczek. Tutaj brokatowe miasteczko wcale nie jest spełnieniem marzeń i miejscem do samorealizacji. Żeby jeszcze bardziej obalić „dziewczyńskie” tematy stereotypowe (a przy tym nie odstraszyć dziewczynek jako odbiorczyń, w końcu dziewczynka spaja całą serię), wprowadza się cały zestaw komiksowych czarno-białych szkiców utrzymanych w duchu karykatury. I to może się dzieciom bardzo spodobać, jako ucieczka od literackiej rutyny. Skoro Koszmarny Karolek zdobył całe tłumy małych fanów, to Amelka Kieł też ma szansę podbijać rynek wydawniczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com