* * * * * * O tu-czytam

czwartek, 7 lutego 2019

Olga Hund: Psy ras drobnych

Korporacja Ha!art, Kraków 2019.

Szpital

Pobyt w szpitalu psychiatrycznym może być niezłą literacką przygodą, jeśli ma się dobre wyczucie anegdoty i puent. Olga Hunt tym właśnie może zaintrygować odbiorców. W swojej mikropowieści „Psy ras drobnych” autorka przedstawia rzeczywistość z perspektywy cierpiącej na depresję dwudziestoośmiolatki, która trafia do psychiatryka. Żeby zabić nudę i zająć czymś myśli, obserwuje inne pacjentki, ocenia ich stan i relacjonuje zwykłe sytuacje. Tyle tylko, że w jej ujęciu te „zwykłe” sytuacje i rozmowy ujawniają szereg absurdów i sposobów radzenia sobie z traumami. Szpital psychiatryczny – mimo dostępu do leków tonujących nastroje – wcale nie rozwiązuje codziennych problemów, dokłada nowe w wersji ekstremalnej. Olga Hund przytacza scenki z udziałem pielęgniarek albo odwiedzających, wprowadza portrety kolejnych chorych kobiet, którym kłopoty z psychiką pomagają w odkrywaniu dziwnych prawd na temat życia w ogóle. I – jak łatwo się domyślić – celność tych uwag przewyższa jakość komentarzy zdrowych. Chore psychicznie kobiety – wyrzutki społeczeństwa – postępując całkiem logicznie. Owszem, czasami przechodzą drobne kryzysy, ale któż ich nie ma. Olga Hund celuje w krótkich i znakomicie puentowanych wizerunkach. Jej obrazki czasami zajmują mniej niż pół strony, czasami rzecz wyjaśnia się już w kilku zdaniach. Wszystko dzięki precyzji – autorka dokładnie wie, jakie wrażenie chce robić na odbiorcach – i jakimi środkami. Tę świadomość przekuwa na literacką niezwykłość, szereg trafnych migawek. Bez przegadania, bez szlifowania warsztatu i bez rozbiegówek – tu liczą się konkrety, nawet jeśli tworzone są przez chory lub otępiony lekami umysł. Z jednej strony są tu ujawniane w relacjach międzyludzkich meandry psychiki, z drugiej – przytłaczająca szpitalna codzienność, kłopoty ze snem lub wypróżnianiem się, zaduch na salach i nieuważni lekarze. Między tymi światami – jednym tajemniczym i drugim niemal namacalnym – rozpina Olga Hund swoje dzieło. Mimo małych rozmiarów ta proza robić będzie duże wrażenie. Roi się tu od ciekawych pomysłów, chociaż trudno mówić o klasycznej fabule, to raczej zbiór anegdot sensownie połączonych w jedną całość. A przecież ta autorka unika banałów, jeśli wprowadza nowy wątek – to nie bez powodu, dla zagadania sytuacji. Esencjonalna jest ta historia. Spora część efektu mieści się w umiejętnym operowaniu ironią. Autorka bardzo dobrze zdaje sobie sprawę i z potęgi czarnego humoru, i z komizmu absurdu. Wprowadza drobne dowcipy na poziomie oceny zwykłych wydarzeń, ale też… w podejściu do umierania. Za murami szpitala nie ma miejsca na sentymenty, tutaj zresztą nikt ich nie oczekuje. Kontakt ze zdrowymi jest ograniczony do minimum, a przez to normalności zaczyna się szukać w najbliższym otoczeniu. Tę powieść czyta się z niesłabnącym zachwytem do autorki – ze względu na bezkompromisowość stylu, niebanalne żarty, odejście od schematów. Przedstawia Olga Hund coś niepowtarzalnego. Nie zamierza proponować pomysłów na życie, tak samo jak wprowadzać norm czy kodeksów wartości. Bywa ta historia mocno gorzka, ale równie często – prześmiewcza, cieszy, a nie zmęczy – jednak daleka jest od bezrefleksyjnych i prostych czytadeł obyczajowych. Wśród pacjentek psychiatryka łatwiej znaleźć osobę normalną niż w zwykłym otoczeniu. „Psy ras drobnych” to w pierwszej kolejności literacki popis Olgi Hund, książka, którą warto polecać i omawiać – a ponadto wciąż na nowo odkrywać. Szybko się bowiem odbiorcom nie znudzi. To proza ożywcza, przynosząca szereg ocen sytuacji, które wymykają się codziennemu poznaniu. A najlepsze, że nie ma tu obrazków, z których chciałoby się zrezygnować, które zniechęcają do śledzenia opowieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com