* * * * * * O tu-czytam

środa, 4 stycznia 2012

Joanna Opiat-Bojarska: Kto wyłączy mój mózg?

Zysk i S-ka, Poznań 2011.

Atak

W tych książkach scenariusz zwykle jest taki sam: młodą, pełną życia i energiczną osobę znienacka atakuje groźna choroba. Człowiek z dnia na dzień traci możliwość normalnego funkcjonowania, staje się uzależniony od pomocy innych i nie wie, czego jeszcze może się spodziewać. Niezdolny do samodzielnego poruszania się, lecz z prawidłowo funkcjonującym umysłem, zaczyna zastanawiać się nad własnymi priorytetami. A potem podejmuje walkę o wyzdrowienie. Spisywanie codziennych wyzwań okazuje się swoistą terapią, a potem – świadectwem niezłomności dla czytelników, nie tylko dotkniętych podobną chorobą. Pytanie, czy tego rodzaju wyznania traktować w kategoriach krytycznoliterackich czy emocjonalnych pozostaje otwarte; wiadomo, że po ten typ zapisków sięgną przede wszystkim czytelnicy świadomi wymogów i ograniczeń quasi-gatunku.

Joanna Opiat-Bojarska decyduje się jednak pamiętnik z okresu choroby uczynić bardziej literackim i skręca w stronę autobiograficznej powieści obyczajowej. Z blogowych zapisków tworzy krótkie relacje – migawki z kolejnych wyzwań w szpitalu, ale to nie wszystko, co ma do zaoferowania czytelnikom. Zaczyna się jednak niemal klasycznie: niedoleczona grypa przynosi dziwny ból i słabość mięśni. Joanna dowiaduje się, że cierpi na zespół Guillaina-Barrégo, choroba atakuje połączenia nerwów i mięśni – nagle ciało energicznej i nieskłonnej do użalania się nad sobą trzydziestolatki, szczęśliwej żony i matki dwuletniej dziewczynki, odmawia posłuszeństwa. Kobieta przykuta do łóżka nie potrafi samodzielnie przewrócić się z boku na bok, ani nawet przycisnąć guzika wzywającego pielęgniarkę. Ta, która wcześniej nie pozwalała sobie na chwilę słabości czy zależność od innych, zostaje skazana na pomoc przy najbardziej podstawowych czynnościach. Musi pokonać wstyd, zaakceptować własną niemoc, a złość na chorobę przekuć na postanowienie szybkiego powrotu do zdrowia i normalnego życia. Tymczasem w szpitalu na oddziale neurologicznym pojawiają się przeważnie pacjenci z uszkodzeniami mózgu. Joanna czuje, że kolejne awantury źle wpływają na jej psychikę – a skoro nie może wyłączyć własnego mózgu, skupia się na snuciu planów ozdrowieńczych.

Migawki ze szpitala i sytuacje, które byłyby w swojej absurdalności komiczne, gdyby nie krył się za nimi smutny obraz służby zdrowia i warunków, w jakich chorzy muszą przebywać, to jedna warstwa książki. Przetykane są one wyprawami w przeszłość: Joanna opowiada o swoich bliskich – chce wyzdrowieć, by niedługo zatańczyć na weselu przyjaciółki, Moniki – snuje więc historię przyjaźni od czasów pierwszych wspólnych kolonii, po spór, który omal nie przekreślił wszystkiego. Prezentuje też swojego męża, kłopoty z ojcem czy przeżycia związane z macierzyństwem, tak, by nie ograniczać się do choroby. Te krótkie retrospekcyjne wstawki nie mają porządku chronologicznego, a kolejne motywy pozwalają uszeregować punkty kulminacyjne różnych historii i rozmieścić je w książce tak, by tom „Kto wyłączy mój mózg?” czytało się naprawdę jak powieść.

Autorka nie użala się nad sobą (choć początkowo jest zrozpaczona), a z jej notatek przebija ogromna determinacja. To już nie optymistyczne założenia, że uda się wyzdrowieć – to agresywna i bezwzględna walka. Nie ma w książce tak charakterystycznego w wyznaniach chorych, pełnego pokory (nabytej za sprawą nowych przeżyć) tonu – jest za to zuchwała śmiałość, wręcz bezczelna roszczeniowa postawa. Z takim nastawieniem Opiat-Bojarska może dokonać niemożliwego i udowadnia innym, jak ważna jest wiara w odzyskanie w pełni sił. Choroba? Chociaż to przez nią pojawiła się ta historia, choroba schodzi na dalszy plan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com