* * * * * * O tu-czytam

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Virginia C. Andrews: Kwiaty na poddaszu

Świat Książki, Warszawa 2012.

Grzech z przeszłości

Thriller Virginii C. Andrews „Kwiaty na poddaszu” do ostatniej strony będzie trzymać w napięciu i niepewności. Chociaż autorka sięga po nieakceptowane społecznie motywy i każe bohaterom porozumiewać się w sposób sztucznie literacki, konstruuje fabułę, która nie pozwala oderwać się od lektury. Zresztą zło zawsze fascynowało odbiorców i „Kwiaty na poddaszu” są tego dowodem. Ten tom hipnotyzuje, bez względu na oceny zachowań poszczególnych bohaterów. Łączy w sobie tajemnicę i nieuchronną karę za winy z przeszłości. W niebezpieczną grę dorosłych zostają wciągnięte nieświadome niczego dzieci.

Christopher Dollanganger ma czternaście lat, narratorka – jego siostra Cathy – dwanaście. Są jeszcze czteroletnie bliźnięta, Carrie i Cory. Cała czwórka zostaje osierocona przez ojca, który ginie w wypadku. Matka musi podjąć radykalne kroki i powrócić wraz z potomstwem do domu swoich rodziców. Szkopuł w tym, że to ludzie fanatycznie wręcz religijni i dotąd nie zaakceptowali faktu, że ich córka wyszła za mąż za brata ojca. Dzieci z kazirodczego związku muszą zostać ukryte przed bezwzględnym dziadkiem, babcia traktuje je wręcz z nienawiścią. Uwięzione na poddaszu ogromnego domu czekają na wybawienie – śmierć seniora rodu. Skazane na siebie muszą radzić sobie z nudą, strachem, chorobami i… dojrzewaniem.

W „Kwiatach na poddaszu” znaków zapytania jest mnóstwo. Deklaracje nie idą w parze z działaniami, trudno zrozumieć intencje dorosłych, zwłaszcza kiedy ma się naście lat i jeszcze uważa ich za autorytety. Kontakt z zamkniętymi dziećmi utrzymują tylko dwie osoby o skrajnie różnych charakterach: czuła i kochająca matka, która musi podporządkować się swojej rodzinie zanim zgromadzi oszczędności pozwalające całej piątce zacząć nowe życie gdzieś indziej oraz despotyczna babka. Ta wszędzie widzi grzech, nieustannie przestrzega dzieci przed cielesnością, szpieguje je, by sprawdzić, czy nie łączą ich zakazane stosunki. Nie pozwala na poufałość wobec siebie, jest złośliwa i okrutna. Wciąż nie może wybaczyć córce grzesznego uczucia, nic więc dziwnego, że nie potrafi zaakceptować zrodzonych z niego maluchów – widocznego następstwa nieakceptowanej miłości.

Do tego surowego i purytańskiego podejścia babci doskonale pasuje styl narracji, a dokładniej sposób konstruowania wypowiedzi bezpośrednich kolejnych postaci. Wiktoriańskie zasady (fakt, że mocno wynaturzone, tłumaczy brak społecznego i religijnego przyzwolenia na związki z członkami najbliższej rodziny) znajdują swoje odzwierciedlenie w języku. Tu nie ma miejsca na potocyzmy, postacie nie mówią do siebie, a przemawiają, górnolotnie i wzniośle. Używają okrągłych, gładkich zdań, zgodnych z etykietą. Treściowo pełnych emocji, formalnie natomiast zbyt dopracowanych, a przez to w zwykłej historii brzmiących nieszczerze. Lecz ta historia zwykła nie jest, przez co nieprzezroczysta narracja zamienia się w atut.

Trzy mocne punkty ma ta powieść. Po pierwsze – język. Po drugie temat, który rzadko kiedy może stać się motywem wiodącym w literaturze rozrywkowej ze względu na swoją kontrowersyjność i poważne naruszenie społecznego tabu, zyskuje usprawiedliwienie i nie odrzuca czytelników. Po trzecie wreszcie mocnym punktem „Kwiatów na poddaszu” jest rozwój fabuły. Autorka nie daje odkryć więcej niż wiedzą dzieci, przez co odbiorcy, uwodzeni i niepewni, przeżywać będą silniej emocje, które stają się udziałem bohaterów. Od strony konstrukcyjnej ta powieść zachwyca, nawet jeśli komuś nie przypadnie do gustu wizja usprawiedliwianego kazirodztwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com