* * * * * * O tu-czytam

czwartek, 22 kwietnia 2010

Remigiusz Grzela: Marian Kociniak. Spełniony

Trio, Warszawa 2010.


Spowiedź aktora


Początek lektury książki „Marian Kociniak. Spełniony” wiąże się chyba nieodłącznie z zaskoczeniem. Po pierwsze dlatego, że aktor, który od dziennikarzy raczej stronił, decyduje się na wywiad-rzekę i otwarcie mówi o własnych słabościach i dawnych błędach zamiast chwalić się osiągnięciami – te traktuje jako wynik rzemieślniczej wręcz pracy. Po drugie natomiast ze względu na styl prowadzonych dyskusji. Remigiusz Grzela nazywa te fragmenty „rozmowami” – całkiem słusznie, to bardziej nieformalne pogawędki niż wywiad z prawdziwego zdarzenia. Jeśli ktoś nastawi się na erudycyjny i pełen eleganckich sformułowań tekst, może na początku się rozczarować – ale odbiorcy szybko przyzwyczają się do specyficznego klimatu głównej części książki.

Marian Kociniak nie należy do artystów-gawędziarzy, od pierwszych słów widać, że lubi odpowiadać na pytania krótko i rzeczowo, niekiedy tylko pozwalając sobie na drobne opowiastki i anegdoty. Dlatego Remigiusz Grzela dostosowuje się do sposobu opowiadania swojego rozmówcy, zadaje pytania zwyczajnie i jakby z ciekawości, bez przerwy o coś dopytuje, zakotwiczając dalsze części wywiadu w drobiazgach zasłyszanych od aktora, nie formułuje ładnych i pełnych pytań, niekiedy na przykład powtarza kilka słów Kociniaka, jakby prosząc o doprecyzowanie. Na „Spełnionym” nie da się nauczyć sztuki dziennikarskiej, cenna może być za to zdolność do mimikry. Gdyby Grzela wybrał patetyczny ton czy rozbudowane kwestie, musiałby przyćmić rozmówcę. Przyjęta forma – jedyna możliwa – pomaga uwypuklić osobowość Mariana Kociniaka, i, co tu ukrywać, wciąga odbiorców ze względu na dopuszczenie do intymnych wynurzeń.

Dwadzieścia cztery rozmowy – rozmowy, a nie wywiady, to znacząca różnica – nieraz zaskoczą. Marian Kociniak wybiera momentami formę spowiedzi, przyznaje się do niezbyt chwalebnych kart z przeszłości, sporo miejsca poświęca między innymi uzależnieniu od alkoholu – opowiada o tym jednak spokojnie i bez emocji, wykluczając sensacyjność. Grzela interesuje się niemal w jednakowym stopniu prywatnym życiem aktora, jak i jego pracą. Pojawią się zatem powroty do przeszłości i pytania o czas dojrzałości – wśród nich rozważania na temat wnuków, nie obejdzie się bez rozmów na temat współpracy z różnymi reżyserami, palących kwestii politycznych czy wspomnień o kolegach z planów filmowych i scen.

Kociniak nie skupia się na tym, by kreować siebie lub ubarwiać swoje doświadczenia, nie zależy mu na pokazaniu siebie z jak najlepszej strony. Udziela rzeczowych i szczerych odpowiedzi, ale nie wykracza poza „szybkie”, narzucające się skojarzenia. Na Remigiuszu Grzeli spoczywa zatem bardzo trudne zadanie – tylko bowiem on ma szansę nadać kierunek rozmowom, musi wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za dyskusje, powinien też nakłonić nieskorego do zwierzeń artystę do pewnej wylewności.

Na rozmowach z Marianem Kociniakiem nie kończy się „Spełniony”. Remigiusz Grzela uzupełnia dialogi o wybór recenzji i opinii, publikowanych po występach – czasem to wyimki dotyczące samego aktora, innym razem omówienia spektakli, w których to omówieniach Kociniak jest po prostu wymieniony z nazwiska czy opisany konwencjonalnie. To dobra ilustracja dla bardziej osobistych rozmów, świetne i potrzebne uzupełnienie dyskusji, podczas których nie ma czasu na zagłębianie się w rzeczowe dopowiedzenia. Całość zamyka rejestr ról teatralnych i filmowych Mariana Kociniaka. Mnóstwo w tej książce także zdjęć z archiwum aktora.

„Jaką podróż odbył Marian Kociniak? Kim jest? Mam nadzieję, że ta książka odpowiada na te pytania. I mam nadzieję, że nie odpowiada do końca. Bo w rozmowie najważniejsze jest to, że bywa niedopowiedziana” – pisze Grzela w sensownym wstępie do „Spełnionego”. Fakt, po lekturze tej publikacji można żałować, że wiele kwestii nie zostało poruszonych, wiele tematów czeka jeszcze na rozwinięcie i uporządkowanie. Ale można też cieszyć się z postawy aktora, który mimo braku narracyjnego talentu zdecydował się podzielić wspomnieniami ze swoją wierną publicznością. Na pewno przyniesie książka kilka intrygujących opinii na temat fachu aktorskiego i podejścia do zawodu, bez wątpienia też przybliży – zwłaszcza młodszym odbiorcom – sylwetkę aktora, którego dziś pamięta się przede wszystkim jako sympatycznego Franka Dolasa z filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”.


2 komentarze:

  1. Anonimowy20/1/11 13:04

    Dziękuję za tą recenzję, dzięki niej zdecydowałam się kupić tą książkę.
    Pozdrawiam serdecznie.Marysia
    kwiaty-majki.blog.onet

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy10/6/11 22:57

    Wlasnie jestem swiezo po lekturze i hmmmm sam nie wiem,swietne pol ksiazki ktore przeczytalem w jedno popoludnie,druga czesc srednio mnie interesuje.Mimo wszystko polecam bo warto!

    OdpowiedzUsuń

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com