Szara Godzina, Katowice 2021.
Rutyna
Weronika Wierzchowska należy do tych autorek, którym zawsze warto zaufać - sprawdza się w obyczajówkach i w powieściach bazujących na codziennych interpersonalnych relacjach. Odpowiada jej też klimat retro, co pokazuje w kolejnej książce, "Telefonistce z ulicy Próżnej". To historia Hanki - szarej myszy, kobiety, która nie rzuca się w oczy i przez nikogo nie jest brana na poważnie. Jako niemal niewidzialna osóbka, może włączyć się w potężną intrygę. Trochę w tym przypadku, trochę inspiracji bardziej wyzwoloną koleżanką. Bo na przykład Zocha, koleżanka z pracy Hanki, nie boi się realizowania własnych pragnień. To ona jest tą przebojową, odważną i wyzwoloną - co ciekawe, otoczenie jej przez to nie odrzuca. Hanka może zatem ostrożnie wprowadzać do swojej codzienności zachowania wzorowane na tej bohaterce. Powoli otwiera się na zmiany. Do tego postanawia coś zmienić w swojej egzystencji. Do tej pory poza wizerunkiem szarej myszy Hanka charakteryzowała się "urodą telefoniczną", to jest cudownym głosem i przeciętnym wyglądem. Stopniowo uczy się jednak podkreślać swoje atuty. A wszystko dzięki jednej decyzji - stojącej w sprzeczności z zasadami telefonistki.
Hanka ma zawód, który dzisiejszym młodym pokoleniom wydawać się może absurdalny. Pracuje w centrali telefonicznej, odbiera telefony i łączy ludzi z tymi, do których dzwonią. Podczas jednego z nocnych dyżurów Hanka postanawia sprawdzić, jakie pilne sprawy mają ci, którzy mimo pory zdecydowali się na skorzystanie z aparatów. Ostrożnie podnosi słuchawkę i trafia w sam środek afery kryminalnej. Wie, że musi działać - nie pochopnie, żeby nie zdradzić się ze źródłem wiedzy i nie stracić pracy, lecz stanowczo: czas nagli, a jeśli Hanka nie przybędzie z odsieczą, ktoś może zginąć. Weronika Wierzchowska od tego motywu rozpoczyna "Telefonistkę z ulicy Próżnej" - ale szykuje dla czytelników mnóstwo niespodzianek. Pierwsze śledztwo wprowadza Hankę w przestrzeń i znajomości, które bardzo przydadzą się później, kiedy o ochronę przed okrutnym bratem poprosi ją młoda wycieńczona dziewczyna. Weronika Wierzchowska ma w zanadrzu sporo zwrotów akcji, parę razy wręcz pokazuje, że potrafi operować różnymi gatunkami. Wprowadza liczne zagadki kryminalne, zastanawia się nad relacjami między bohaterami. Hanka nieoczekiwanie dla siebie samej zyskuje znajome i przyjaciółki, które nie zostawią jej w potrzebie - pod warunkiem jednak, że odpowiednim ludziom zaufa. "Telefonistka z ulicy Próżnej" to szereg wydarzeń ekstremalnych, angażujących szerokie grono czytelników za sprawą sensacyjności. Dodatkowo autorka wykazuje się talentem do tworzenia kontekstu: przekonuje do świata Hanki i sprawia, że chce się jej kibicować w najdziwniejszych nawet przygodach. Charakteryzuje tę książkę szybkie tempo akcji i spora wyobraźnia, a także - co nie bez znaczenia - wielka swoboda narracyjna. Weronika Wierzchowska przyciągnie nie tylko tych czytelników, którzy fascynują się kryminałami w stylu retro - równie skutecznie zachęci do powieści fanki obyczajówek z dawnych lat. Dobrze się tę powieść czyta, rozrywka obejmuje tu zestaw różnorodnych emocji, które przekładają się na zabawę. Ma Wierzchowska pomysł, który potrafi zrealizować. Nie jest to książka przegadana czy sztuczna, można bez obaw podążać za bohaterkami.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weronika Wierzchowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weronika Wierzchowska. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 kwietnia 2021
wtorek, 28 sierpnia 2018
Weronika Wierzchowska: Córka kucharki
Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.
Kuchta bez ambicji
Tosia Wasilewska jest sprytna i bystra. Dzisiaj robiłaby karierę jako przedsiębiorcza i zdecydowana kobieta, w swoich czasach wolała pozostawać w cieniu męża-przyjaciela i wspierać go w każdym działaniu. I nawet kiedy dorastająca córka, Marysia, zarzuci jej bycie tylko głupią kuchtą, Tosia nie da się ponieść emocjom. Pewność siebie i świadomość, jak bardzo ważna jest jej rola w codzienności, nie pozwalają zadręczać się tego typu sprzeczkami. Fakt, że Tosia to znajda wychowywana surowo przez sławną Lucynę Ćwierczakiewiczową, nie wpływa na jej życiowe wybory: Tosia zna swoją wartość i poczucia dumy mogłyby się uczyć od niej czytelniczki. Nic dziwnego, że Weronice Wierzchowskiej wydała się ta postać idealna na powieść obyczajową.
Kiedy odbiorczynie poznają Tosię, dziewczyna ma kilkanaście lat i jest przez matkę prezentowana kandydatom na małżonków. Tosia niespecjalnie przejmuje się amorami, o wiele bardziej interesuje ją kwestia kradzieży drobnych sreber z domu. Pomaga w rozwiązaniu tej zagadki, a mąż... znajduje się sam: najpierw jako towarzysz w śledztwie, później przyjaciel i powiernik, wreszcie kochanek. Chociaż dziewczyna unika gwałtownych namiętności i porywów serca znanych z powieści francuskich, z perspektywy czasu wie, że miała udane życie, a jej związkowi nie można niczego zarzucić. Kazik to dobry człowiek, który przenikliwością i umiejętnością logicznego myślenia nie odstaje od żony. Interesuje się szachami i udaje mu się wciągnąć Tosię w tę rozrywkę: bohaterka będzie między innymi zajmować się przygotowaniem pokazu “żywych szachów”, by zachęcić mieszkańców stolicy do kibicowania Towarzystwu Szachowemu, alternatywie dla hazardowych rozrywek. Tosia potrafi nie tylko znaleźć wspólny język z kobietami z różnych sfer i o różnych doświadczeniach, umie nawet poskromić swoją matkę, wybuchową i despotyczną panią Ćwierczakiewiczową. Pozostaje w cieniu z własnego wyboru, ale z tego miejsca może kierować wszystkim bez zwracania na siebie uwagi. Ale czytelniczki szybko też dowiedzą się, że Tosia prowadzi opowieść u schyłku życia. Jest już stara, niedługo umrze. Jeszcze jako staruszka angażuje się w pomoc młodym, w Polsce powojennej zajmuje się gotowaniem w robotniczej garkuchni (nie można przecież ludzi pracy karmić byle czym!), radzi sobie też ze zbirami, które żądają haraczu w zamian za ochronę. Ponownie wykorzystuje niebanalny umysł, żeby uniknąć przykrych niespodzianek. Szybkości i skuteczności w działaniu można jej pozazdrościć. Przez całe życie zresztą Tosia poskramiała silniejszych od siebie, czym mogła zaskarbić sobie wdzięczność męża.
U Weroniki Wierzchowskiej ta postać nie ma wad. Nie da się wyprowadzić z równowagi, nie boi się ryzyka. Jest dobra, mądra i odpowiedzialna, a do tego całkowicie odrzuca społeczne role: kiedy trzeba, będzie udawać pomoc kuchenną, by zdobyć potrzebne informacje, umiejętność metamorfozy wiele razy przyda jej się w amatorskich ale niezwykle skutecznych śledztwach. Przykuje uwagę czytelniczek jako kobieta silna i interesująca. Tosia nie pozuje na feministkę (tę rolę przyjmuje jedna z jej przyjaciółek), doskonale sprawdza się jako stateczna żona, co nie wyklucza jej inteligencji.
Weronika Wierzchowska buduje tę powieść z kilku różnych “światów”. Przytacza elementy rozgrywek szachowych, opowiada o gotowaniu (te wstawki bywają trochę wymuszone, jakby Tosia samą siebie musiała upewnić, że potrafi gotować), obserwuje zwyczaje kobiet w dawnych czasach. Polityka i historia interesują ją znacznie mniej, wyłącznie jako kontekst działań bohaterki. Stworzona w ten sposób książka cechuje się dobrą i wartką narracją, wielowątkowością, która przykuwa uwagę i odejściem od schematów w literaturze dla pań. “Córka kucharki” to relacja na wysokim poziomie, nie jest standardową biografią, a ciekawą obyczajówką o posmaku kryminalnym.
Kuchta bez ambicji
Tosia Wasilewska jest sprytna i bystra. Dzisiaj robiłaby karierę jako przedsiębiorcza i zdecydowana kobieta, w swoich czasach wolała pozostawać w cieniu męża-przyjaciela i wspierać go w każdym działaniu. I nawet kiedy dorastająca córka, Marysia, zarzuci jej bycie tylko głupią kuchtą, Tosia nie da się ponieść emocjom. Pewność siebie i świadomość, jak bardzo ważna jest jej rola w codzienności, nie pozwalają zadręczać się tego typu sprzeczkami. Fakt, że Tosia to znajda wychowywana surowo przez sławną Lucynę Ćwierczakiewiczową, nie wpływa na jej życiowe wybory: Tosia zna swoją wartość i poczucia dumy mogłyby się uczyć od niej czytelniczki. Nic dziwnego, że Weronice Wierzchowskiej wydała się ta postać idealna na powieść obyczajową.
Kiedy odbiorczynie poznają Tosię, dziewczyna ma kilkanaście lat i jest przez matkę prezentowana kandydatom na małżonków. Tosia niespecjalnie przejmuje się amorami, o wiele bardziej interesuje ją kwestia kradzieży drobnych sreber z domu. Pomaga w rozwiązaniu tej zagadki, a mąż... znajduje się sam: najpierw jako towarzysz w śledztwie, później przyjaciel i powiernik, wreszcie kochanek. Chociaż dziewczyna unika gwałtownych namiętności i porywów serca znanych z powieści francuskich, z perspektywy czasu wie, że miała udane życie, a jej związkowi nie można niczego zarzucić. Kazik to dobry człowiek, który przenikliwością i umiejętnością logicznego myślenia nie odstaje od żony. Interesuje się szachami i udaje mu się wciągnąć Tosię w tę rozrywkę: bohaterka będzie między innymi zajmować się przygotowaniem pokazu “żywych szachów”, by zachęcić mieszkańców stolicy do kibicowania Towarzystwu Szachowemu, alternatywie dla hazardowych rozrywek. Tosia potrafi nie tylko znaleźć wspólny język z kobietami z różnych sfer i o różnych doświadczeniach, umie nawet poskromić swoją matkę, wybuchową i despotyczną panią Ćwierczakiewiczową. Pozostaje w cieniu z własnego wyboru, ale z tego miejsca może kierować wszystkim bez zwracania na siebie uwagi. Ale czytelniczki szybko też dowiedzą się, że Tosia prowadzi opowieść u schyłku życia. Jest już stara, niedługo umrze. Jeszcze jako staruszka angażuje się w pomoc młodym, w Polsce powojennej zajmuje się gotowaniem w robotniczej garkuchni (nie można przecież ludzi pracy karmić byle czym!), radzi sobie też ze zbirami, które żądają haraczu w zamian za ochronę. Ponownie wykorzystuje niebanalny umysł, żeby uniknąć przykrych niespodzianek. Szybkości i skuteczności w działaniu można jej pozazdrościć. Przez całe życie zresztą Tosia poskramiała silniejszych od siebie, czym mogła zaskarbić sobie wdzięczność męża.
U Weroniki Wierzchowskiej ta postać nie ma wad. Nie da się wyprowadzić z równowagi, nie boi się ryzyka. Jest dobra, mądra i odpowiedzialna, a do tego całkowicie odrzuca społeczne role: kiedy trzeba, będzie udawać pomoc kuchenną, by zdobyć potrzebne informacje, umiejętność metamorfozy wiele razy przyda jej się w amatorskich ale niezwykle skutecznych śledztwach. Przykuje uwagę czytelniczek jako kobieta silna i interesująca. Tosia nie pozuje na feministkę (tę rolę przyjmuje jedna z jej przyjaciółek), doskonale sprawdza się jako stateczna żona, co nie wyklucza jej inteligencji.
Weronika Wierzchowska buduje tę powieść z kilku różnych “światów”. Przytacza elementy rozgrywek szachowych, opowiada o gotowaniu (te wstawki bywają trochę wymuszone, jakby Tosia samą siebie musiała upewnić, że potrafi gotować), obserwuje zwyczaje kobiet w dawnych czasach. Polityka i historia interesują ją znacznie mniej, wyłącznie jako kontekst działań bohaterki. Stworzona w ten sposób książka cechuje się dobrą i wartką narracją, wielowątkowością, która przykuwa uwagę i odejściem od schematów w literaturze dla pań. “Córka kucharki” to relacja na wysokim poziomie, nie jest standardową biografią, a ciekawą obyczajówką o posmaku kryminalnym.
niedziela, 12 marca 2017
Weronika Wierzchowska: To nie tak
Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.
Zwłoki
Weronika Wierzchowska nie dość, że tworzy krwawy kryminał, w którym trup ściele się gęsto, to jeszcze trochę odstrasza amatorów czytania przy jedzeniu – a to ze względu na obecność entomologa, który zajmuje się owadami żerującymi na zwłokach. Z jednej strony czytelnicy otrzymają więc poderżnięte gardła czy rany postrzałowe, z drugiej – larwy i muchy potrzebne do określenia czasu zgonu. Apetyczne to z pewnością nie jest, nawet mimo zgrabnego prowadzenia przez autorkę fabuły na kanwie standardowej obyczajówki.
Wierzchowska zaczyna jak wszystkie autorki babskich czytadeł: rozstaniem zgodnej do niedawna pary. Kamil bezceremonialnie porzuca Blankę dla młodszej (cóż z tego, że zezowatej) Joasi, sekretarki. Bohaterka traci też swoją pozycję w firmie – Kamil to jej przełożony, który nie ma zamiaru narażać siebie ani nowej ukochanej na ewentualne sceny w wykonaniu porzuconej, przenosi więc Blankę do najdalszego laboratorium, do piwnic budynku. Tu pracuje Patryk, entomolog-pasjonat, który o owadach wie wszystko i chętnie opowie o ich zwyczajach. Tymczasem na światło dzienne wychodzą coraz to nowe związane z firmą tajemnice: eksperymenty na chorych na raka, fałszowanie analiz i rozboje. Pojawiają się pierwsze ofiary, przy których jeszcze Wierzchowska zgrabnie przesuwa podejrzenia na różne postacie z otoczenia Blanki. Pojawiają się też pierwsze akcje sensacyjne, niemieszczące się w konwencji obyczajówki. Ale po pierwszym szoku związanym z rozstaniem „To nie tak” obyczajówką być przestaje.
Weronika Wierzchowska bardzo dba o to, żeby uprawdopodobnić środowisko swoich bohaterów. Czyni to przede wszystkim przez ogrom podawanych odbiorcom fachowych informacji. Blanka na oczach czytelników zabiera się do przeprowadzania eksperymentów z użyciem specjalistycznych narzędzi, wynikami wszyscy w firmie dzielą się, stosując naukowe określenia. Autorka rozpędza się do tego stopnia, że nawet aplikowanie trucizny określa żargonem badaczy. Rzuca czytelnikom wyzwanie – i sugeruje, że zna się na przedstawianej rzeczywistości, jednocześnie zyskuje poważną podbudowę świata Blanki i sprawia, że będzie się wydarzenia traktować poważniej niż wynikałoby to z samego rozwoju kryminalnej akcji. Sprawa zresztą nie może być lekka i przyjemna, skoro giną kolejni ludzie zaangażowani w badania.
Kiedy już Weronika Wierzchowska zdecyduje się odkryć karty i wskazać winnych, bardzo dba o szerokie uzasadnienia dla ich postępków. Prowadzi całe biograficzne opowieści, wskazuje nie tylko motywy zbrodniarzy, ale i ich środowisko czy psychikę – tak, żeby ani nie pozostawić odbiorcom wątpliwości co do intencji postaci, ani nie pominąć żadnego ważnego dla śledztwa kroku. Pokazuje, że dobrze opanowała powieściowy warsztat, ma w garści czytelników i nie pozwoli im odejść od lektury aż do końca. I w tej dziedzinie, w narracyjnej precyzji oraz budowaniu charakterów, Wierzchowska jest precyzyjna i atrakcyjna dla odbiorców. „To nie tak” to kryminał z elementami thrillera psychologicznego, powieść, w której nie odwraca się oczu od zwłok. Jedno, co wymagałoby lekkiego dopracowania, to nazwiska bohaterów, bo wygląda, jakby autorka próbowała znaleźć takie, żeby nikt nie oskarżył jej o szarganie personaliów – ale to w akcji da się znieść. Jest „To nie tak” książką dla tych, którzy cenią sobie brutalne kryminały z mocno umotywowanym miejscem akcji czy zawodami bohaterów. Weronika Wierzchowska panuje nad czytelnikami i tworzy mocną powieść.
Zwłoki
Weronika Wierzchowska nie dość, że tworzy krwawy kryminał, w którym trup ściele się gęsto, to jeszcze trochę odstrasza amatorów czytania przy jedzeniu – a to ze względu na obecność entomologa, który zajmuje się owadami żerującymi na zwłokach. Z jednej strony czytelnicy otrzymają więc poderżnięte gardła czy rany postrzałowe, z drugiej – larwy i muchy potrzebne do określenia czasu zgonu. Apetyczne to z pewnością nie jest, nawet mimo zgrabnego prowadzenia przez autorkę fabuły na kanwie standardowej obyczajówki.
Wierzchowska zaczyna jak wszystkie autorki babskich czytadeł: rozstaniem zgodnej do niedawna pary. Kamil bezceremonialnie porzuca Blankę dla młodszej (cóż z tego, że zezowatej) Joasi, sekretarki. Bohaterka traci też swoją pozycję w firmie – Kamil to jej przełożony, który nie ma zamiaru narażać siebie ani nowej ukochanej na ewentualne sceny w wykonaniu porzuconej, przenosi więc Blankę do najdalszego laboratorium, do piwnic budynku. Tu pracuje Patryk, entomolog-pasjonat, który o owadach wie wszystko i chętnie opowie o ich zwyczajach. Tymczasem na światło dzienne wychodzą coraz to nowe związane z firmą tajemnice: eksperymenty na chorych na raka, fałszowanie analiz i rozboje. Pojawiają się pierwsze ofiary, przy których jeszcze Wierzchowska zgrabnie przesuwa podejrzenia na różne postacie z otoczenia Blanki. Pojawiają się też pierwsze akcje sensacyjne, niemieszczące się w konwencji obyczajówki. Ale po pierwszym szoku związanym z rozstaniem „To nie tak” obyczajówką być przestaje.
Weronika Wierzchowska bardzo dba o to, żeby uprawdopodobnić środowisko swoich bohaterów. Czyni to przede wszystkim przez ogrom podawanych odbiorcom fachowych informacji. Blanka na oczach czytelników zabiera się do przeprowadzania eksperymentów z użyciem specjalistycznych narzędzi, wynikami wszyscy w firmie dzielą się, stosując naukowe określenia. Autorka rozpędza się do tego stopnia, że nawet aplikowanie trucizny określa żargonem badaczy. Rzuca czytelnikom wyzwanie – i sugeruje, że zna się na przedstawianej rzeczywistości, jednocześnie zyskuje poważną podbudowę świata Blanki i sprawia, że będzie się wydarzenia traktować poważniej niż wynikałoby to z samego rozwoju kryminalnej akcji. Sprawa zresztą nie może być lekka i przyjemna, skoro giną kolejni ludzie zaangażowani w badania.
Kiedy już Weronika Wierzchowska zdecyduje się odkryć karty i wskazać winnych, bardzo dba o szerokie uzasadnienia dla ich postępków. Prowadzi całe biograficzne opowieści, wskazuje nie tylko motywy zbrodniarzy, ale i ich środowisko czy psychikę – tak, żeby ani nie pozostawić odbiorcom wątpliwości co do intencji postaci, ani nie pominąć żadnego ważnego dla śledztwa kroku. Pokazuje, że dobrze opanowała powieściowy warsztat, ma w garści czytelników i nie pozwoli im odejść od lektury aż do końca. I w tej dziedzinie, w narracyjnej precyzji oraz budowaniu charakterów, Wierzchowska jest precyzyjna i atrakcyjna dla odbiorców. „To nie tak” to kryminał z elementami thrillera psychologicznego, powieść, w której nie odwraca się oczu od zwłok. Jedno, co wymagałoby lekkiego dopracowania, to nazwiska bohaterów, bo wygląda, jakby autorka próbowała znaleźć takie, żeby nikt nie oskarżył jej o szarganie personaliów – ale to w akcji da się znieść. Jest „To nie tak” książką dla tych, którzy cenią sobie brutalne kryminały z mocno umotywowanym miejscem akcji czy zawodami bohaterów. Weronika Wierzchowska panuje nad czytelnikami i tworzy mocną powieść.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Weronika Wierzchowska: Ekstrakt z kwiatu orchidei
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Kosmetyki
Tym razem Weronika Wierzchowska stawia w swojej obyczajówce na uprawdopodobnienie świata bohaterek przy jednoczesnym odważnym rozwijaniu motywów kryminalnych. „Ekstrakt z kwiatu orchidei” to połączenie przypadku i determinacji, spisane rzeczowo i z pomysłem. Wierzchowska dla ubarwienia narracji wybiera tajemnicze morderstwo sprzed lat, ale również poważne niebezpieczeństwa z teraźniejszości, zaznaczane na różnych płaszczyznach.
Terenem działań jest mała firma produkująca kosmetyki. Stellą zarządzają siostry Mazur, Beata i Aneta. Kierowniczką produkcji jest Dorota. Wszystkie trzy doskonale znają się na swoim fachu i nie tolerują fałszerstw dla zysku. Przypadek sprawia, że będą musiały opracować nowy ekstrakt do kremu, inaczej nie uda im się wywiązać z intratnych umów. Jednak w firmie dzieje się wiele – kobiety odkrywają zamurowane pomieszczenie ze zwłokami za biurkiem. Powracają do nich teraz prawdziwe koszmary: Dorotę odnajduje były partner psychopata – osacza bohaterkę i stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla niej. Beata odkrywa romans swojego męża, co daje jej impuls do przejścia radykalnej metamorfozy, z szefowej w typie blachary w poważną bizneswoman. Aneta przechodzi małżeński kryzys, znajduje jednak szansę na rozwiązanie go i zrealizowanie zawodowych marzeń. Losy trzech kobiet splatają się ze sobą – najważniejszy jest fakt, że żadna nie zostaje sama z problemami, nawet jeśli na początku bohaterki sprawiają wrażenie niezbyt przyjaznych.
„Ekstraktem z kwiatu orchidei” Weronika Wierzchowska wdziera się do świata kobiecych kryminałów, czy raczej obyczajówek o kryminalnym posmaku, chociaż tu również sporo jest psychologii i sensacji. Autorka bardzo dokładnie przedstawia rzeczywistość w firmie, tłumaczy rolę rozmaitych składników kremów, nie pomija ani procesów produkcji, ani szczegółów biurowo-organizacyjnych – w ten sposób pokazuje odbiorczyniom miejsce prawdziwe, nie wydumane (a przy tym jaka to miła odskocznia od rosnącego wciąż w obyczajówkach zastępu dziennikarek, redaktorek i pisarek…). W tak przygotowanej przestrzeni może już autorka do woli fantazjować na tematy damsko-męskie. Żeby uniknąć rutyny, Wierzchowska decyduje się na różnorodne relacje. Są tu mężczyźni toksyczni: Franek, mąż Beaty, nie tylko upija się jak kiedyś jej ojciec. Jest bezwzględny i dla osiągnięcia celu nie cofnie się przed niczym. Przy jego braku moralności zdrada to najmniejszy i najbardziej swojski problem. Albert to przestroga dla naiwnych kobiet: autorka rozpracowuje jego sztuczki i gierki tak, by nikt nie nabrał się na podobne zachowania. W takim związku nie może być mowy o poprawie czy uzdrowieniu wzajemnych relacji, dobrze, że Dorota mimo wszystko nie zamienia się w bezradną ofiarę – co daje siłę do walki także czytelniczkom. Zupełnie inny jest Piotrek: ten bohater potrafi rozstać się z klasą i nie żywić nienawiści do nowego partnera żony. W tematach romansowych Wierzchowska sporo idealizuje – pozwala, żeby bohaterki szybko poukładały sobie życie na nowo, właściwie nie daje im czasu na rozterki czy zagubienie. Nowe związki kwitną natychmiast, gdy zakończą się stare, nikt nikogo nie krzywdzi i wszyscy są szczęśliwi. Ale przecież w powieści na taką szczęśliwość kobiety sobie zapracowują, a „Ekstrakt” to literatura rozrywkowa, nie imitowanie życia. Weronika Wierzchowska pisze książkę, która zapada w pamięć najbardziej ze względu na poważne potraktowanie zawodu bohaterek – i która dostarcza rozrywki ze względu na bogatą w sensacyjne wydarzenia akcję. To powieść napisana zgrabnie i mimo hollywoodzkich scenariuszy w sferze osobistej postaci – ciekawa dzięki oryginalności tematu. To jedna z godnych polecenia „babskich” lektur.

Kosmetyki
Tym razem Weronika Wierzchowska stawia w swojej obyczajówce na uprawdopodobnienie świata bohaterek przy jednoczesnym odważnym rozwijaniu motywów kryminalnych. „Ekstrakt z kwiatu orchidei” to połączenie przypadku i determinacji, spisane rzeczowo i z pomysłem. Wierzchowska dla ubarwienia narracji wybiera tajemnicze morderstwo sprzed lat, ale również poważne niebezpieczeństwa z teraźniejszości, zaznaczane na różnych płaszczyznach.
Terenem działań jest mała firma produkująca kosmetyki. Stellą zarządzają siostry Mazur, Beata i Aneta. Kierowniczką produkcji jest Dorota. Wszystkie trzy doskonale znają się na swoim fachu i nie tolerują fałszerstw dla zysku. Przypadek sprawia, że będą musiały opracować nowy ekstrakt do kremu, inaczej nie uda im się wywiązać z intratnych umów. Jednak w firmie dzieje się wiele – kobiety odkrywają zamurowane pomieszczenie ze zwłokami za biurkiem. Powracają do nich teraz prawdziwe koszmary: Dorotę odnajduje były partner psychopata – osacza bohaterkę i stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla niej. Beata odkrywa romans swojego męża, co daje jej impuls do przejścia radykalnej metamorfozy, z szefowej w typie blachary w poważną bizneswoman. Aneta przechodzi małżeński kryzys, znajduje jednak szansę na rozwiązanie go i zrealizowanie zawodowych marzeń. Losy trzech kobiet splatają się ze sobą – najważniejszy jest fakt, że żadna nie zostaje sama z problemami, nawet jeśli na początku bohaterki sprawiają wrażenie niezbyt przyjaznych.
„Ekstraktem z kwiatu orchidei” Weronika Wierzchowska wdziera się do świata kobiecych kryminałów, czy raczej obyczajówek o kryminalnym posmaku, chociaż tu również sporo jest psychologii i sensacji. Autorka bardzo dokładnie przedstawia rzeczywistość w firmie, tłumaczy rolę rozmaitych składników kremów, nie pomija ani procesów produkcji, ani szczegółów biurowo-organizacyjnych – w ten sposób pokazuje odbiorczyniom miejsce prawdziwe, nie wydumane (a przy tym jaka to miła odskocznia od rosnącego wciąż w obyczajówkach zastępu dziennikarek, redaktorek i pisarek…). W tak przygotowanej przestrzeni może już autorka do woli fantazjować na tematy damsko-męskie. Żeby uniknąć rutyny, Wierzchowska decyduje się na różnorodne relacje. Są tu mężczyźni toksyczni: Franek, mąż Beaty, nie tylko upija się jak kiedyś jej ojciec. Jest bezwzględny i dla osiągnięcia celu nie cofnie się przed niczym. Przy jego braku moralności zdrada to najmniejszy i najbardziej swojski problem. Albert to przestroga dla naiwnych kobiet: autorka rozpracowuje jego sztuczki i gierki tak, by nikt nie nabrał się na podobne zachowania. W takim związku nie może być mowy o poprawie czy uzdrowieniu wzajemnych relacji, dobrze, że Dorota mimo wszystko nie zamienia się w bezradną ofiarę – co daje siłę do walki także czytelniczkom. Zupełnie inny jest Piotrek: ten bohater potrafi rozstać się z klasą i nie żywić nienawiści do nowego partnera żony. W tematach romansowych Wierzchowska sporo idealizuje – pozwala, żeby bohaterki szybko poukładały sobie życie na nowo, właściwie nie daje im czasu na rozterki czy zagubienie. Nowe związki kwitną natychmiast, gdy zakończą się stare, nikt nikogo nie krzywdzi i wszyscy są szczęśliwi. Ale przecież w powieści na taką szczęśliwość kobiety sobie zapracowują, a „Ekstrakt” to literatura rozrywkowa, nie imitowanie życia. Weronika Wierzchowska pisze książkę, która zapada w pamięć najbardziej ze względu na poważne potraktowanie zawodu bohaterek – i która dostarcza rozrywki ze względu na bogatą w sensacyjne wydarzenia akcję. To powieść napisana zgrabnie i mimo hollywoodzkich scenariuszy w sferze osobistej postaci – ciekawa dzięki oryginalności tematu. To jedna z godnych polecenia „babskich” lektur.

niedziela, 14 września 2014
Weronika Wierzchowska: Szukaj mnie
Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.
Skarb
Weronika Wierzchowska podejmuje ryzyko związane z historiami z różnych wieków i dzisiejszym poszukiwaniem skarbów – z próby wychodzi zwycięsko, bo skupia się na opowiadaniu dobrze skonstruowanych historii. Nawet jeśli komuś pomysł na fabułę wyda się nieco infantylny (lub wtórny), doceni książkę „Szukaj mnie”, ciekawą obyczajówkę o losach dwóch kobiet.
Aktualność jest tu jak najbardziej typowa: Julia pracuje w korporacji, na stanowisku, na którym wprawdzie trudno o awans, ale przynajmniej ma się względny spokój i wrażenie stabilizacji. W wolnych chwilach spotyka się na plotkach z przyjaciółkami (o urozmaiconych i wyrazistych charakterach) i opiekuje się grubym kotem. Takie życie nie przyciągnęłoby nawet miłośniczek statycznych obrazków z oper mydlanych, więc autorka rozpoczyna powieść od obowiązkowego wstrząsu: ciotka Aurelia umiera i zostawia Julii swoje zapiski. Bohaterka zaczyna czytać pamiętnik praprababci Józi i wciąga ją przedstawiona tam opowieść. Tyle że pamiętnik w ciekawym momencie urywa się, a żeby zdobyć dalszą część, Julia musi wykonać wyznaczone jej przez krewną zadanie. Kibicują jej w tym wierne przyjaciółki oraz… zdziwaczały staruszek.
„Szukaj mnie” to zatem dwie przeplatające się opowieści. Świat Julii przerywany jest światem Józi, bogatszym w wielkie wydarzenia. Julia spędza czas na rozwiązywaniu kolejnych niełatwych zagadek, Józia zakochuje się w rosyjskim oficerze, choć wie, że jego despotyczna matka nie zgodzi się na ślub. To zaledwie jeden z wątków pamiętnika Józi i nic dziwnego, że Julia coraz bardziej chce poznać resztę opowieści. Obie kobiety są silne i chcą walczyć o swoje, obie są też niezależne i dumne. Wiele je łączy – więcej niż mogłoby się wydawać. Julia dzięki poszukiwaniom zyskuje jasność, na kogo może naprawdę liczyć, Józia układa sobie życie mimo rozmaitych komplikacji. Wierzchowska z jednej opowieści przechodzi w drugą, pamiętając o zasadach konstruowania dobrych powieści. Fragmenty pamiętnika są dla Julii nagrodą za prawidłowo wykonane zadanie – zwierzenia Józi zawsze urywają się w ważnym punkcie, by bohaterka ze współczesności miała motywację do dalszego działania. To nie przypadkowe rozdmuchiwanie objętości tomu, a dobrze przemyślana i umotywowana konstrukcja.
Weronice Wierzchowskiej nie zależy na stylizacjach i tworzeniu kolorytu lokalnego. Obie bohaterki w efekcie posługują się tym samym językiem i niemal w identyczny sposób myślą – autorka przygody Julii opisuje przez pryzmat trzecioosobowego wszechwiedzącego narratora, u Józi zachowuje naturalnie zwierzenia pierwszoosobowe. Ale postać z przeszłości mówi kolokwialnie i tak, że na pewno dogadałaby się ze swoją krewną z przyszłości. To oczywiście ułatwienie dla czytelniczek: nie muszą przedzierać się przez językowe meandry, otrzymują za to relację żywą i przykuwającą uwagę, szczerą, dowcipną, a i tak, dzięki dobrym wstawkom, inną od dzisiejszej. Doświadczenia dwóch młodych kobiet wystarczająco różnicują obyczaje i problemy, nie potrzeba dalszych zmian, więc dobrze, że Wierzchowska nie zdecydowała się na archaizowanie języka i stylistyczne popisy. Straciłaby wtedy jedną z płaszczyzn żartów.
Jest „Szukaj mnie” powieścią lekką, czytadłem dla spragnionych rozrywki. Autorka zapewnia czytelniczkom aż dwie ważne fabuły, relacje oparte na wielkich przeżyciach i wywołujące zaangażowanie emocjonalne odbiorczyń. Tu chodzi o dobrą zabawę, nadzieję na poszukiwanie atrakcyjnego skarbu mimo odejścia od konwencji dawnych młodzieżówek. Wierzchowska sugeruje, że i dzisiaj może się wydarzyć coś, co odmieni nudną egzystencję i zapewni nieco wrażeń, a nawet czasem przyniesie bajkowy finał. Julia zyskuje rozrywkę, jakiej się nie spodziewała, a odbiorczynie razem z nią mogą się poczuć zaproszone do zabawy.
Skarb
Weronika Wierzchowska podejmuje ryzyko związane z historiami z różnych wieków i dzisiejszym poszukiwaniem skarbów – z próby wychodzi zwycięsko, bo skupia się na opowiadaniu dobrze skonstruowanych historii. Nawet jeśli komuś pomysł na fabułę wyda się nieco infantylny (lub wtórny), doceni książkę „Szukaj mnie”, ciekawą obyczajówkę o losach dwóch kobiet.
Aktualność jest tu jak najbardziej typowa: Julia pracuje w korporacji, na stanowisku, na którym wprawdzie trudno o awans, ale przynajmniej ma się względny spokój i wrażenie stabilizacji. W wolnych chwilach spotyka się na plotkach z przyjaciółkami (o urozmaiconych i wyrazistych charakterach) i opiekuje się grubym kotem. Takie życie nie przyciągnęłoby nawet miłośniczek statycznych obrazków z oper mydlanych, więc autorka rozpoczyna powieść od obowiązkowego wstrząsu: ciotka Aurelia umiera i zostawia Julii swoje zapiski. Bohaterka zaczyna czytać pamiętnik praprababci Józi i wciąga ją przedstawiona tam opowieść. Tyle że pamiętnik w ciekawym momencie urywa się, a żeby zdobyć dalszą część, Julia musi wykonać wyznaczone jej przez krewną zadanie. Kibicują jej w tym wierne przyjaciółki oraz… zdziwaczały staruszek.
„Szukaj mnie” to zatem dwie przeplatające się opowieści. Świat Julii przerywany jest światem Józi, bogatszym w wielkie wydarzenia. Julia spędza czas na rozwiązywaniu kolejnych niełatwych zagadek, Józia zakochuje się w rosyjskim oficerze, choć wie, że jego despotyczna matka nie zgodzi się na ślub. To zaledwie jeden z wątków pamiętnika Józi i nic dziwnego, że Julia coraz bardziej chce poznać resztę opowieści. Obie kobiety są silne i chcą walczyć o swoje, obie są też niezależne i dumne. Wiele je łączy – więcej niż mogłoby się wydawać. Julia dzięki poszukiwaniom zyskuje jasność, na kogo może naprawdę liczyć, Józia układa sobie życie mimo rozmaitych komplikacji. Wierzchowska z jednej opowieści przechodzi w drugą, pamiętając o zasadach konstruowania dobrych powieści. Fragmenty pamiętnika są dla Julii nagrodą za prawidłowo wykonane zadanie – zwierzenia Józi zawsze urywają się w ważnym punkcie, by bohaterka ze współczesności miała motywację do dalszego działania. To nie przypadkowe rozdmuchiwanie objętości tomu, a dobrze przemyślana i umotywowana konstrukcja.
Weronice Wierzchowskiej nie zależy na stylizacjach i tworzeniu kolorytu lokalnego. Obie bohaterki w efekcie posługują się tym samym językiem i niemal w identyczny sposób myślą – autorka przygody Julii opisuje przez pryzmat trzecioosobowego wszechwiedzącego narratora, u Józi zachowuje naturalnie zwierzenia pierwszoosobowe. Ale postać z przeszłości mówi kolokwialnie i tak, że na pewno dogadałaby się ze swoją krewną z przyszłości. To oczywiście ułatwienie dla czytelniczek: nie muszą przedzierać się przez językowe meandry, otrzymują za to relację żywą i przykuwającą uwagę, szczerą, dowcipną, a i tak, dzięki dobrym wstawkom, inną od dzisiejszej. Doświadczenia dwóch młodych kobiet wystarczająco różnicują obyczaje i problemy, nie potrzeba dalszych zmian, więc dobrze, że Wierzchowska nie zdecydowała się na archaizowanie języka i stylistyczne popisy. Straciłaby wtedy jedną z płaszczyzn żartów.
Jest „Szukaj mnie” powieścią lekką, czytadłem dla spragnionych rozrywki. Autorka zapewnia czytelniczkom aż dwie ważne fabuły, relacje oparte na wielkich przeżyciach i wywołujące zaangażowanie emocjonalne odbiorczyń. Tu chodzi o dobrą zabawę, nadzieję na poszukiwanie atrakcyjnego skarbu mimo odejścia od konwencji dawnych młodzieżówek. Wierzchowska sugeruje, że i dzisiaj może się wydarzyć coś, co odmieni nudną egzystencję i zapewni nieco wrażeń, a nawet czasem przyniesie bajkowy finał. Julia zyskuje rozrywkę, jakiej się nie spodziewała, a odbiorczynie razem z nią mogą się poczuć zaproszone do zabawy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






