* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slavenka Drakulić. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slavenka Drakulić. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2026

Slavenka Drakulić: O czym nie mówimy

Biblioteka Słów, Warszawa 2026.

Rozstania

Ta książka boli. Nie będzie wygodną lekturą czytaną do poduszki dla rozrywki, pozostawi po sobie bardzo wyraźne ślady. Odwołuje się bowiem do charakterystycznych lęków społecznych i do sytuacji, które mogą spotkać każdego czytelnika. Chociaż Slavenka Drakulić w „O czym nie mówimy” proponuje zbiór opowiadań, to jednak wydaje się wręcz, że postawiła na migawki wspomnieniowe – jest tak bardzo przekonująca, szczera i brutalna w realizmie. Niemal każda historia jest tu analizą jakiegoś rodzaju cierpienia, traumy czy żałoby – czasem to odchodzenie kogoś cierpiącego na chorobę nowotworową, czasem przygnębiająca szpitalna rzeczywistość podczas pandemii, ból tych, którzy muszą uporać się z rozstaniem albo pożegnać kogoś bliskiego, a czasami po prostu – śmierć miłości w związku lub rozczarowania płynące z oddalania się od siebie. Pojawi się także jako refrenowy temat – starość, wypełniona przykrymi drobiazgami, jedne są bardziej uciążliwe dla otoczenia, inne -dla osoby, która traci swoje dotychczasowe zdolności i przestaje ufać własnemu ciało. Czyli Slavenka Drakulić wcale nie odchodzi daleko od życia i normalności, rejestruje te zjawiska z codzienności, które przynoszą najwięcej rozczarowań i bólu – owszem, możliwego do opanowania i z perspektywy całego życia nie zawsze istotnego, a jednak uporczywego w danym momencie. Ta autorka właśnie takie momenty łapie, pozwala im się rozwinąć w wypełnioną emocjami drobną historię – i pozostawia z tym czytelników, zmuszonych do analizowania własnego stanu uczuciowego.

„O czym nie mówimy” to książka, która wyzwoli silne emocje – ma do tego podstawy. Autorka wyjątkowo celnie szkicuje sytuacje i charaktery, a także odczucia postaci – w efekcie przeżycia z kart opowiadań stają się wręcz namacalne dla odbiorców. Dobrze, jeśli ktoś nie mierzył się z podobnymi wyzwaniami we własnym otoczeniu – dostanie po prostu podgląd tego, co byłoby, gdyby zrealizować czarne scenariusze (prawdopodobne i naturalne). Części odbiorców wspólnota doświadczeń może przypaść do gustu, ale nie ulega wątpliwości, że jest to lektura wymagająca – i wymuszająca na czytelnikach maksymalne skupienie. Nie ma tu fabuł, na których by się można było zatrzymać, rzeczywistość odarta z wyobraźni przestaje być przedmiotem analiz – liczą się wyłącznie odczucia, które nie należą do najprostszych. I chociaż w określonych sytuacjach każdy reaguje po swojemu, Slavenka Drakulić wybiera te motywy, przy których wręcz nie ma miejsca na oryginalne odruchy. Bazuje na stanach czytelnikom doskonale znanych i przez to wiele razy będzie wręcz odsuwać uwagę od literackości na rzecz oceny trafności spostrzeżeń. „O czym nie mówimy” to książka wyjątkowa, która przypadnie do gustu także czytelnikom stroniącym na co dzień od małych form literackich. Jest to popis – ale popis obserwacji umiejętnie przekuwanych na tekst i empatii w jednym. To publikacja, która nie pozostawia nikogo obojętnym – ale ponieważ tak mocno będzie poruszać, warto dawkować ją ostrożnie i przemierzać świat prezentowany przez autorkę z dużą dozą refleksji na temat własnych obaw.

wtorek, 20 sierpnia 2024

Slavenka Drakulić: Dora i Minotaur. Moje życie z Picassem

Biblioteka Analiz, Biblioteka Słów, Warszawa 2024.

Relacje

Slavenka Drakulić sięga do biografii artystki Dory Maar – w której mieszają się geny chorwackie i francuskie – żeby przedstawić jej odkrywanie i tracenie własnej tożsamości w relacji z Picassem. Bohaterka tomu „Dora i Minotaur” nie odnajduje szczęścia w związku z malarzem. Próbuje wieść życie wyzwolone i szuka wrażeń, ale nie udaje się jej wygrać niczego dla siebie, a przynajmniej – nie przeżyje romansu rodem z powieści. Dora nie do końca podporządkowuje się wymogom epoki, próbuje funkcjonować na własnych warunkach – tyle tylko, że przy wielkim artyście nie jest w stanie walczyć o swoje. Daje się zdominować i w efekcie staje się tylko tłem dla Picassa, toleruje sprawy, na które w zwykłym związku by nie pozwoliła i próbuje jedynie znaleźć miejsce dla siebie w z góry przegranej rzeczywistości. Slavenka Drakulić sięga po zapiski bohaterki, żeby jak najpełniej oddać jej dylematy i przemyślenia, a do tego stara się wczuć w emocje kobiety, niezależne przecież do końca od czasów. Rozpaczliwa pogoń za miłością, która nie istnieje, okazuje się kanwą tej historii – i przy okazji przestrogą dla potomnych. Dora nie ma w tym związku szans na wsparcie, a nawet na odwzajemnienie uczuć, musi grać przypisaną jej rolę, żeby nie stracić tego, co i tak nie należy w pełni do niej. Brak kontroli nad własnym życiem w połączeniu ze źle ulokowanymi uczuciami to przepis na katastrofę – więc Slavenka Drakulić stara się wytłumaczyć czytelnikom, skąd tak autodestrukcyjne podejście. Przybliża dzieciństwo swojej bohaterki, pokazuje jej rodziców, zmiany, które nastąpiły po elektrowstrząsach stosowanych jako kuracja… Dziewczynka, chroniona przez matkę-Francuzkę przed przedwczesnym dojrzewaniem, ukrywana przed wzrokiem wygłodniałych i pragnących tylko jednego mężczyzn, a jednocześnie w domu pozbawiona możliwości schronienia – przechodzi proces odkrywania cielesności przez tango. Wkrótce zaczyna uciekać w świat fotografii, bo kiedy chowa się za obiektywem, może być sobą. Uczy się też malować – i to przepustka do wielkiego świata, wielkiej kariery i sławy – tak samo jak i do piekła w życiu uczuciowym. Jest to powieść o zagubieniu w wielokulturowości, o błędach, jakie popełniają rodzice pragnący dla swojego dziecka jak najlepiej i przez to krzywdzący je bezustannie. Ciągłe autoanalizy bohaterki mają doprowadzić ją do zrozumienia siebie i popełnionych w życiu błędów – ale nawet rosnąca świadomość tego, co się stało, nie pomoże w usuwaniu blizn na psychice. Dora dostrzega moc płynącą ze sztuki, czasami nawet przypisuje jej zbyt duże znaczenie – ale w jej interpretacjach dzieł mieści się sporo goryczy i celności. Jest w tej powieści trochę obyczajowości epoki, jest trochę przyglądania się otoczeniu – Dora nie może przecież cały czas bazować na wiwisekcji, musi też opowiedzieć odbiorcom o tym, co innego kształtowało jej rzeczywistość. Tylko tak da się przejść do zrozumienia i do akceptacji charakteru postaci. Nie jest to książka krzepiąca, jednak Slavenka Drakulić bardzo precyzyjnie rozpracowuje swoją bohaterkę i podsuwa odbiorcom kolejne wydarzenia, które miały na nią wpływ. Obserwuje świat sztuki zza kulis – i to spojrzenie ciekawe.