* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mac Barnett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mac Barnett. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 grudnia 2024

Mac Barnett: Pierwsza Gwiazdka Świętego Mikołaja

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Urok świąt

Opowieści o Świętym Mikołaju jako bohaterze mniej oczywistych działań cieszą się szczególnym powodzeniem wśród najmłodszych: oto bowiem postać znana wyłącznie z tego, że rozdaje prezenty, zyskuje tu inny wymiar i inny charakter. W książce, którą proponują Mac Barnett i Sydney Smith Święty Mikołaj to pracuś, który przez cały rok przygotowuje zabawki, a w Wigilię rozwozi je do dzieci. Następnego dnia jedynie pozwala sobie na pół godziny więcej snu. I tyle. Nie świętuje – a to wydaje się dziwne, przynajmniej elfom, które postanawiają zrobić dla Świętego Mikołaja coś miłego. I tak wybierają się z nim po choinkę, która ledwo mieści się w domu, rozwieszają kolorowe lampki na całym biegunie, pieką ciasto i pozwalają Mikołajowi wylizać miskę, a na koniec wręczają mu prezenty (gość specjalny przebrany za Mikołaja może Mikołaja zaskoczyć). Wszystkie te czynności, na które najmłodsi zawsze czekają z utęsknieniem – i które w późniejszych latach przypominają o magii świąt – tutaj stanowią coś odkrywczego. Święty Mikołaj nie ma o nich pojęcia (chociaż wydawałoby się to niemożliwe) – nigdy przecież nie świętował i nie przeżywał Bożego Narodzenia. Sytuacja podoba mu się, i to bardzo – do tego stopnia, że postanawia zapoczątkować nową tradycję…

„Gwiazdka Świętego Mikołaja” to odświeżający pomysł na zaprezentowanie młodym (i nie tylko młodym) czytelnikom uroków bożonarodzeniowych klimatów. Mac Barnett zmienia optykę i dzięki pomysłowości może przyciągnąć do lektury także starsze pokolenie – podczas wieczornego czytania dzieciom dorośli nie będą się nudzić, przypomną sobie za to kolejne wzruszenia i atrakcje, jakie zapewniało im uczestniczenie w przygotowaniach do świąt kiedyś. To wszystko, co zachwyca dzieci w grudniu, tutaj cieszy Świętego Mikołaja – nie bez powodu. „Gwiazdka Świętego Mikołaja” to książka urokliwa i wzruszająca, a przy tym dość komiczna. W prostocie języka skrywają się celne puenty i podsumowania, które przypominają o wartości kolejnych przygotowań i w rodzicach mogą wyzwolić sentymenty (albo nowe spojrzenie na zrutynizowane czynności). Ponieważ Święty Mikołaj podejmuje grę, jaką proponują elfy, jest tu i element zabawy – dostosowania się do zastanych warunków. Z tego może wyniknąć tylko coś dobrego. Wielką siłą tej publikacji staje się nie tylko sposób poprowadzenia historii – celny, dowcipny i pomysłowy. Sama warstwa graficzna zachwyca. Obrazki malowane farbami są tutaj klimatyczne i czasami przejmują rolę komentarzy – zwłaszcza gdy trzeba uzupełnić wiedzę z tekstu o rzeczywiste wyzwania czy reakcje bohaterów. Rysunki są niedoskonałe i piękne w tej niedoskonałości – nie są to bezduszne grafiki komputerowe, a tradycyjne i piękne ilustracje, które przypadną do gustu znowu różnym pokoleniom czytelników – i dzieciom (jako odskocznia od cukierkowych albo sztucznych obrazków), i dorosłym (ze względu na wzruszającą estetykę). Można się tu pośmiać, można przypomnieć sobie, dlaczego Boże Narodzenie w dzieciństwie ma swoją magię i przyciąga. To idealna lektura na zimowe wieczory. Zrealizowana tak, że każdy przekona się, dlaczego warto pielęgnować tradycje i zapewniać swoim pociechom doznania w stylu tych, które elfy proponują Świętemu Mikołajowi.

poniedziałek, 25 grudnia 2023

Mac Barnett: Tajemnica Świętego Mikołaja

Dwie Siostry, Warszawa 2023.

Komin

Święty Mikołaj musi mieć jakieś tajemnice. Na przykład taką, jak właściwie udaje mu się wchodzić do domów przez kominy. Mnóstwo pytań można o to zadać, a Mac Barnett zamienia się w ciekawskie i dociekliwe dziecko. Wyobraża sobie motyw wchodzenia do domu przez Mikołaja na wiele różnych sposobów, a każde pytanie wyzwala rysunkową sugestię - Jon Klassen proponuje wersje obrazkowe przedstawionych wątpliwości i obrazkami dopowiada, co też autor mógł mieć na myśli. W związku z tym oczywiście w bajce robi się bardzo wesoło - temat Świętego Mikołaja jest na wszystkie możliwe sposoby przedyskutowany, trudno czasami wymyślić coś nowego i oryginalnego. Mac Barnett jednak wymyśla. Inspiruje się tym, czego nikt nigdy nie widzi, a co rozbudza wyobraźnię. Znajdzie tu autor płaszczyznę porozumienia z dziećmi - bo bardzo szybko wskaże najmłodszym temat, któremu warto się uważnie przyjrzeć. A jeśli już uruchomi kreatywność dziecięcych czytelników, może liczyć na wsparcie przy wskazywaniu kolejnych dopowiedzeń i refleksji na temat wejścia Mikołaja do domu. "Tajemnica Świętego Mikołaja" to tomik bardzo przyjemny i zabawny. Z pewnością rozśmieszy dzieci i nadaje się do lektury przed snem, zwłaszcza w grudniowym czasie. Może urozmaicić opowieści o Mikołaju albo je wzbogacić, może pokazać inną perspektywę lub zachęcić dzieci do samodzielnego wymyślania tematów związanych ze świątecznymi zwyczajami. Oczywiście podpowiedzi, które Mac Barnett wprowadza, wydają się często dość absurdalne albo komiczne same w sobie, tak, żeby zaintrygować odbiorców. Dzieci czeka tu świetna zabawa: rozrywka związana z dywagacjami na temat Świętego Mikołaja to zawsze coś atrakcyjnego. Nie dość, że wywołuje przyjemne skojarzenia - dzięki niespisanym nawiązaniom do konsekwencji wizyt Świętego Mikołaja - to jeszcze daje się szybko przeczytać. Mac Barnett stawia tu na motyw wyliczanki, kolejne rozkładówki zawierają pytania na temat przyzwyczajeń Świętego Mikołaja czy upodobań związanych z wchodzeniem do domów. Prezenty przynajmniej w warstwie narracji schodzą na dalszy plan, liczy się rozbudzanie ciekawości (bez możliwości zaspokojenia jej inaczej niż własną wyobraźnią).

Bardzo ważny jest tutaj pomysł, ale poza pomysłem liczy się warstwa graficzna. Mac Barnett nadaje tempo opowieści i zachęca do uzupełniania jej. Jon Klassen pozwala przeżywać historię i nadaje jej barw (także - komentuje absurd tekstowych propozycji). Całość zamienia się w lekturę porywającą dzieci i ich rodziców - jeśli dorośli będą wieczorem czytać swoim pociechom, na pewno się nie znudzą, a ubawią tak samo jak najmłodsi. Bo przecież w grudniu w Świętego Mikołaja uwierzyć mogą wszyscy - a tym bardziej potraktować go jako istotę z wadami i niekoniecznie radzącą sobie z przeróżnymi kryzysami. "Tajemnica Świętego Mikołaja" to książka, która poprawia humor. Nie ma w niej dużo tekstu, więc mogą ją samodzielnie przeczytać nawet te dzieci, które dopiero poznają litery. A do tego stanowi rozrywkową historyjkę wypełnioną oryginalnymi rozwiązaniami.

niedziela, 31 lipca 2016

Jory John, Mac Barnett: Coraz koszmarniejsza dwójka

Egmont, Warszawa 2016.

Naddyrektor

Koszmarna Dwójka, czyli Miles i Niles, staje się jeszcze bardziej koszmarna. Garderoba w pokoju Nilesa zamieniona została w laboratorium dowcipu. Na pomalowanych na czarno ścianach można kredą wypisywać pomysły na kawały. Tych przyjaciołom nie brakuje. W miejscu, którego jedyną atrakcją są zielone wzgórza oraz niezliczone krowy, szkolni dowcipnisie mają sporo pracy. Czerpią radość z udanych kawałów i mają nawet specjalny kodeks kawalarza – zestaw moralnych zasad i praw. Chociaż chłopcy bez wątpienia ubarwiają szkolnej społeczności egzystencję, ćwiczą refleks i kreatywność, stają się wrogami dla dyrektora Barkina. Nie dają się przyłapać: rozróżniają już nawet kawały dla śmiechu od kawałów przynoszących satysfakcję wyłącznie wtajemniczonym. Zresztą Miles i Niles nawet sobie nawzajem robią kawały podczas robienia kawałów dyrektorowi Barkinowi. Dyrektor Barkin jest świetny jako ofiara żartów, w pełni zasługuje na liczne złośliwości i pułapki. Miles i Niles wciąż dają mu kolejne nauczki. To jednak nie podoba się Barkinowi seniorowi, ojcu dyrektora i byłemu dyrektorowi (bo Barkinowie dyrektorami są od pokoleń). Ojciec dyrektora Barkina sam chce przerwać łańcuch dowcipów. Zwalnia syna i zostaje – ponownie – dyrektorem szkoły. Chlubi się liczbą dni bez dowcipu. To oczywiście wielkie wyzwanie dla Milesa i Nilesa. Ale chłopcy sami nie dadzą rady, będą potrzebowali wsparcia kogoś, kto słabości Barkina seniora zna doskonale.

„Coraz koszmarniejsza dwójka” to długo wyczekiwany drugi tom serii o szkolnych dowcipnisiach. Autorzy tym razem postawili na jeden cel – pokonanie groźnego Barkina seniora, wroga nie tylko dowcipnych uczniów, ale i samego dyrektora. Dlatego też niespodzianka, jaką szykują Miles i Niles, odbije się szerokim echem wśród dzieciaków i utrwali pozycję kawalarzy w towarzystwie. Co ważne, bohaterowie coraz rzadziej posługują się żartami obliczonymi na prosty rechot. Owszem, wykorzystują ser śmierdzący jak niemyte stopy, zapewniając silne przeżycia upatrzonym ofiarom, ale z reguły wybierają już bardziej wyrafinowane rodzaje dowcipu. Autorzy, Jory John i Mac Barnett odwołują się do tradycji – w końcu szkolni żartownisie to zjawisko nieobce ani dzisiejszym młodym odbiorcom, ani poprzednim pokoleniom.

A skoro w „Coraz koszmarniejszej dwójce” chodzi o przechytrzenie wroga żartów, poprzeczka zostaje podniesiona naprawdę wysoko. Miles i Niles wciąż walczą o pozycję w szkole, jednak tytuł kawalarzy jest im potrzebny z kilku powodów. Chłopcy traktują utrudnienia jako wyzwania, zmuszają się przez to do większego wysiłku i rozwiązywania problemów, których w innym wypadku by nie mieli. Autorzy już dawno zrezygnowali z pouczeń (pozostawili tylko to, że nie warto być nadętym bufonem stroniącym od śmiechu), z rozrywki czynią nie tylko temat, ale i cel książki (i serii). Jest w tym ryzyko wiążące się z byciem śmiesznym na siłę, ale dla Johna i Barnetta ważniejsze niż skutki żartów są drobne dowcipy po drodze, jakby obok fabuły.

Kevin Cornell zilustrował tę książkę – oczywiście zgodnie z dowcipami rysunkowymi (ilustracje przejmują nawet część wyjaśnień, tak jest w przypadku nowych zajęć dyrektora Barkina). Grafiki przyspieszają akcję i sugerują komiksowość przygód, korespondują z tekstem – widać, że cykl jest wzorowany na powieściach komiksowych z olbrzymią dawką rysunków. To rozwiązanie sprawdzi się bez zarzutu w cyklu dla młodych odbiorców – a czasami rysunki dodadzą jeszcze komizmu samej opowieści. „Coraz koszmarniejsza dwójka” to ponowne spotkanie z ludźmi, dla których żartowanie jest jak sport.

niedziela, 28 czerwca 2015

Jory John, Mac Barnett: Koszmarna dwójka

Egmont, Warszawa 2015.

Pojedynek na żarty

Chociaż szkolni kawalarze zawsze cieszą się uznaniem grupy rówieśników, wydaje się, że są bardziej potrzebni autorom książek dla dzieci i młodzieży niż zwykłym uczniom. Wprowadzenie do akcji szkolnego dowcipnisia gwarantuje, że obowiązki uczniów zmienią się w przygodę. Czasami zresztą zostanie klasowym błaznem to jedyna szansa na wybicie się ze szkolnej społeczności – Miles świetnie o tym wie. Przeprowadza się właśnie z rodzicami do miejsca, w którym jedyną atrakcją są wszechobecne krowy. Zmiana mieszkania to także zmiana szkoły. Miles wie, że pierwsze dni wśród nowych kolegów zdefiniują go na cały czas nauki. A że w poprzedniej placówce starannie zapracował sobie na etykietkę żartownisia, i tu zamierza wykorzystać zdobyte umiejętności. Tyle że to nie takie proste, bo rola szkolnego kawalarza została już obsadzona. Po raz pierwszy Miles przekonuje się, że nie jest w swoich żartach tak potężny, jak mu się wydawało. A to oznacza wojnę na żarty.

Na miejscu przewodnikiem Milesa po szkole stanie się pupilek nauczycieli, asystent o olśniewającym uśmiechu, Niles. Rzecz w tym, że Niles – mimo niechęci, jaką w Milesie wzbudza, jest autorem najlepszych kawałów. Proponuje rywalowi współpracę: tak ma powstać „Koszmarna dwójka”, para niepokonanych dowcipnisiów. Zanim do tego dojdzie, odbędzie się wielki pojedynek na kawały. „Koszmarna dwójka” to tom pokazujący, że w szkole nie zawsze trzeba się nudzić. Bohaterowie prześcigają się w pomysłach na kawały – i wzajemnie ratują od niepotrzebnych tarapatów. Fabuła kipi od tajemnic i niespodzianek, z których największą jest pytanie, jak samochód dyrektora szkoły mógł wylądować na schodach przed wejściem. Miles i Niles wiedzą, na czym polegają klasowe wygłupy – prowokują w ten sposób do kreatywnego spędzania czasu i ukierunkowania wyobraźni młodzieży na beztroskie żarty, które złożą się kiedyś na piękne wspomnienia. Zamiast prześladowań słabszych jest tu konkurs na kawały: niegroźny i właściwie wolny od przykrych konsekwencji. Autorzy bowiem stawiają na zabawę. Dzieciom spodoba się dynamika tej książki, rozwiązania zagadek, ale i drobne pomysły – na przykład przesyłanie sobie tajnych wiadomości na gumowych kurczakach. Takich atrakcji Jory John i Mac Barnett zapewniają mnóstwo. Do tego dodają satyrę na dyrektora, który nie może sobie poradzić z obecnością kawalarzy w szkole. W „Koszmarnej dwójce” dzieje się wiele, a autorzy dbają – mimo wyolbrzymień – o prawdopodobieństwo akcji. To jak historia detektywistyczna – czasami trzeba uważnie obserwować to, co dzieje się na kartach książki, żeby za chwilę nie być zaskoczonym. Przecież wszystko, co robią Miles i Niles, ma swój cel. Autorzy przy okazji uczą dzieci wyczulenia na drobiazgi – i dobrze się przy tym bawią. A jeśli chodzi o mocno eksponowane na wstępie krowy – powracają one co pewien czas w dziwnych ciekawostkach, zanim zostaną wykorzystane w charakterze teatralnej strzelby. To kolejne miejsce do wprowadzania tekstowych żartów.

Kevin Cornell stara się, żeby czarno-białe rysunki były komiksowe i oddawały emocje postaci. Sprawdza się jako karykaturzysta: tworzy niezapomniane portrety bohaterów, pełne ekspresji i charakterystyczne. Na rysunkach prezentuje nieme komentarze do rzeczywistości, nie naruszając w ten sposób żartów z tekstu, za to proponując do nich zgrabne uzupełnienie. „Koszmarna dwójka” jest więc też popisem ilustratora. Od czasu do czasu przez tom przewijają się rozmaite plakaty ze szkolnych korytarzy – i one służą wzbudzeniu śmiechu, zwłaszcza że ich treści bywają absurdalne. Zresztą w tej książce humor przejawia się nie tylko w sferze kawałów realizowanych przez uczniów: występuje już na poziomie samej narracji i sprawi, że dzieciaki będą zachwycone przygodami Milesa i Nilesa. Jory John i Mac Barnett tworzą historię dla śmiechu – ale nie bagatelizują w niej logiki i sprytu. To książka rozrywkowa dla uczniów – ubarwi im trochę szkolne obowiązki.