* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

środa, 1 maja 2024

Robb Maciąg: Książka o górach

Agora, Warszawa 2024.

Ze szczytów

To, co w literaturze górskiej oczywiste dla fanów tematu, stanowi dodatkowy lekturowy smaczek, koloryt książek – czy to opowieści fabularnych czy biografii albo monografii szczytów. Jednak przydałoby się jeszcze objaśnić terminy młodszym odbiorcom (albo laikom, którzy nie są w stanie domyślić się od razu, czym jest szpej albo jak wyglądają kolejne techniki wspinaczkowe). Robb Maciąg w tomie „Książka o górach” zajmuje się podawaniem podstaw wszystkim chętnym. Teoretycznie kieruje swoją książkę do najmłodszych, tak, żeby wychować ich na amatorów gatunku – ale można jego publikację potraktować jako przewodnik dla tych wszystkich, którzy potrzebują czytelnych wyjaśnień, jednoznacznych opisów i prostego wprowadzenia do tematu. Jest „Książka o górach” wielkoformatowym i bogato ilustrowanym tomem, w którym autor przygląda się kolejnym aspektom wspinaczki i przekonuje, że góry mogą zachwycić każdego, niezależnie od wieku, płci i umiejętności. Można przecież zdobywać szczyty, ale też wybierać się na jednodniowe wycieczki, można spacerować dolinami albo chłonąć atmosferę gór dzięki lekturom. Wprowadza zatem Robb Maciąg między innymi wskazówki co do zachowania się na szlakach, uczy, czym jest GOPR i TOPR, ale pisze też o tym, skąd w ogóle wzięły się góry i jak odróżnić taternictwo od alpinizmu a alpinizm od himalaizmu. Przedstawia rodzaje wspinaczki i sprzęt niezbędny na wyprawach. Z czasem wprowadza też kolejne nazwiska – osób, które są bardzo ważne w górskim świecie. Przyzwyczaja czytelników do konkretnych postaci, a żeby jeszcze lepiej zaakcentować polskie tradycje alpinistyczne, ostatnią część książki przeznacza na zestaw sylwetek polskich wspinaczy (stosowanie określenia „wspinaczka” na kobietę, która się wspina, może momentami niepotrzebnie zaciemniać narrację): w krótkich notkach przedstawia tych, których znać trzeba.

„Książka o górach” to faktycznie ważne i cenne przygotowanie do dorosłych lektur z literatury górskiej – dzięki tak solidnej podstawie będzie można przejść do kolejnych tytułów już bez frustracji. Ta publikacja nie tylko wyjaśnia terminy stosowane w fachowej literaturze, ale też pokazuje, czym może być i jak może się objawiać miłość do gór. Wartościowa, ciekawie napisana, przygotowana z myślą o młodych czytelnikach – to książka, od której można spokojnie zacząć przygodę ze wspinaczką (w dowolnym jej wymiarze). Patricija Bliuj-Stodulska zadbała o stronę graficzną i sprawiła, że tom wypada imponująco pod różnymi względami. Warstwa ilustracyjna ma też znaczenie jako nośnik informacji – trzeba przeanalizować część rysunków, żeby zrozumieć zasady działania konkretnych przyrządów. Piękno gór objawia się tutaj na różne sposoby. Cała książka pozwala tym, którzy nie wychowywali się w górskim środowisku, zrozumieć miłość do gór w różnych jej aspektach. To znakomita podstawa, podręcznik zachowywania się na szlakach i historii zdobywania szczytów. To tom, który wprawdzie nie jest stworzony jak czytanka dla dzieci, ale zaangażuje i zaintryguje młodych czytelników. Spodoba się wszystkim, którzy chcą poznawać nowe środowiska. Jest to też rynkowa odpowiedź na zainteresowanie górskimi tematami – nie da się ukryć, powstanie tego tomu to efekt mody. Na szczęście efekt bardzo udany – czyta się tę książkę z przyjemnością, Robb Maciąg dobrze wprowadza odbiorców w zagadnienie.

wtorek, 30 kwietnia 2024

Claudia Durastanti: Obca

Czarne, Wołowiec 2024.

Dojrzewanie

Takich książek zawsze ma się za mało. Claudia Durastanti przedstawia losy rodziny, która wyróżnia się mocno – a jednocześnie tworzy swoją własną wewnętrzną mitologię, dzięki czemu można się w niej przejrzeć – i odkrywać ślady swoich doświadczeń czy relacji. „Obca” to wnikliwa i przejmująca relacja z dorastania – w obliczu prawdziwych wyzwań i komplikacji, ale też z typowymi w Bildungsroman tematami. Są tu znaki dzieciństwa, które w różnych konfiguracjach każdy przeżywał, są też obserwacje dotyczące najbliższych – i członków dalszej rodziny. Wszystko po to, żeby jak najpełniej odmalować tło do własnego portretu. Claudia Durastanti pozwala odbiorcom wejść w świat własnych wspomnień, najbliżej. Przegląda wspomnienia jak rodzinne albumy i o każdym detalu ma do opowiedzenia pełnowartościową historię. Nie tylko pokazuje, jak budowały się domowe legendy, ale także – jak funkcjonowała w niezwykłym domu. Jako córka dwojga głuchych osób musiała nauczyć się innego odbierania rzeczywistości – o tym doświadczeniu będzie jednak mówić nie po to, by wzbudzać litość albo skupiać uwagę – przydaje jej się do nadawania prozie onirycznego charakteru. Niepowtarzalność „Obcej” polega właśnie na połączeniu typowych przeżyć, będących udziałem wielu odbiorców analizujących swoje dojrzewanie – z magiczną, mocną narracją. „Obca” to niekończący się potok myśli, ani na chwilę niezwalniający tempa, wypełniony sugestywnymi obrazami i przynoszący szereg trafnych ocen rzeczywistości. Tyle że ta rzeczywistość staje się tu migotliwa i nieuchwytna za sprawą najpierw obserwacji dziecka, później – ocen dokonywanych z perspektywy czasu. Każdy dorosły – członek rodziny – zyskuje tutaj własny i nieco surrealistyczny portret, wypełniony nieistotnymi z pozoru szczegółami. Zadziwia precyzja, z jaką Durastanti jest w stanie odwzorowywać charaktery: łatwo uwierzyć w prezentowanych tu ludzi, bez względu na ich prywatne dziwactwa lub niezwykłe cechy – postacie utkane są z obserwacji i wyobrażeń, te pierwsze nadają sylwetkom prawdopodobieństwo, te drugie wpływają na niepowtarzalność wywodów. Autorka prowadzi czytelników zgodnie z osią czasu, przez dorastanie i zdobywanie doświadczeń – wykorzystuje punkty typowe dla powieści o dojrzewaniu i dla biografii – a jednocześnie unika tworzenia sztampowego życiorysu wypełnianego schematami treściowymi.

Niezwykła jest melodia tej prozy, nastawienie na plastyczność języka i intymność całej narracji. „Obca” to konfesyjna proza, w której wyobraźnia miesza się z realizmem w proporcjach nie do powtórzenia. Claudia Durastanti ani na chwilę nie traci uwagi czytelników – bo potrafi zachwycać drobiazgami, każde zdanie może stać się olśnieniem dla odbiorców połączonych podobnymi spostrzeżeniami i jednocześnie zafascynowanych sposobem widzenia i odbierania świata. Autorka nie idzie na kompromisy: nie interesują ją fabuły a obrazy, nakładające się na siebie i budujące – niemal mimochodem, przy okazji przedstawiania domowej atmosfery – potęgę jednostki. Claudia Durastanti ma w zanadrzu mnóstwo cennych komentarzy. Urzeka swoją prozą, jej stylistyką i brzmieniem. Przekazuje treści, ale jednocześnie rozsadza tradycyjne formy, porywa czytelników. Proponuje książkę inteligentną i przenikliwą, wypełnioną zagadnieniami, które każdy w jakiś sposób już poznał i oswoił – ale teraz może je odkrywać na nowo, dzięki ciekawej realizacji. „Obca” to spotkanie – efektowne i zastanawiające.

poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Nell Grudzień: Pocałunki w ciemności

Ale, Warszawa 2024.

Zmysły

Austin ma już dwadzieścia lat, ale do tej pory był trzymany pod kloszem przez nadopiekuńczą mamę. W zasadzie trudno jej się dziwić: świat nie sprzyja niewidomym, a kilka wydarzeń z przeszłości sprawiło, że kobieta w trosce o bezpieczeństwo syna nie ufa nikomu. Tyle że Austin dojrzewa, potrzebuje trochę swobody i trochę prywatności – na co w domu rodzinnym nie ma szans. Na szczęście poza mamą opiekuje się nim też babcia, a babcia ma dość liberalne podejście do zasad. Wie, że młody człowiek może przeżywać burze uczuć i zasługuje na odrobinę wolności. Zwłaszcza że nadarza się ważna okazja. Przybywa ona pod postacią chłopaka wykluczonego ze społeczeństwa, nastolatka zbuntowanego i odważnego z rozpaczy. Tim stara się wyrwać z własnego domu, a przynajmniej dać do zrozumienia, że nie zgadza się na sytuację, w której został postawiony. Nie ma większego znaczenia, jak wygląda, chociaż ma tunel w uchu i tatuaż – do tego przynajmniej się przyznaje. To Tim pewnego dnia zwraca Austinowi jego własność na przystanku. Od niespodziewanego spotkania zaczyna się piękne pierwsze uczucie dwóch potrzebujących się nawzajem chłopaków.

Austin na kolejnych spotkaniach uczy się, jak zaufać sobie. Przeżywa kolejne pierwsze razy – i nie chodzi tu o erotyczne doświadczenia, chociaż takie też muszą nastąpić. Austin poznaje świat, który chce mu pokazać Tim – przekonuje się też, jak to jest bać się, że ukochana osoba zniknie bez uprzedzenia – a to musi się zdarzyć przy takim niespokojnym duchu. Tim jest spragniony uczucia i bliskości, wie, jak urozmaicać randki, żeby Austin nie czuł się gorszy. Wprowadza go w dorosłość stopniowo i przez zabawę: jest coś rozczulającego w radości pierwszych randek, które są jednocześnie otwieraniem zmysłów na otoczenie. Oczywiście w tej relacji ważne jest też odkrywanie siebie, bohaterowie potrzebują siebie nawzajem – zapewniając sobie azyl i wytchnienie. Mogą mieć na siebie większy wpływ niż im się wydaje. Nell Grudzień stara się, żeby nie była to banalna propozycja o gejowskiej pierwszej miłości – dba o tło wydarzeń. Równie staranna jest w odwzorowywaniu rzeczywistości odbieranej przez Austina: stawia na różne zmysły, akcentuje możliwości dowiadywania się czegoś o świecie – warto na takie detale zwracać uwagę.

„Pocałunki w ciemności” to powieść young adult, dość prosta w narracji, ale ciekawa mimo świadomości kierunku fabuły. Autorka wykorzystuje dość typowe schematy: kontrastuje bohaterów i ich środowiska, oczekiwania i doświadczenia. A jednocześnie pokazuje, dlaczego ich spotkanie jest tak ważne dla rozwoju (nie tylko uczucia). Bohaterów czekają radości i rozczarowania, a wszystko w przyspieszonym tempie. Nell Grudzień tworzy książkę wykorzystującą nowe trendy w znanym gatunku – ale potrafi zaintrygować odbiorców i przekonać ich do świata swoich postaci. Nawet kiedy decyduje się na uproszczenia lub przesadę w niektórych wątkach (Austin non stop płacze z byle powodu), radzi sobie z odwzorowywaniem emocji i uczuć – jest też precyzyjna w charakterach, tu się sprawdza. „Pocałunki w ciemności” to zatem czytadło, które przypadnie do gustu nastoletnim odbiorcom. Autorka przypomina, dlaczego zawsze warto walczyć o spełnienie swoich marzeń – i daje nadzieję, na pozytywne rozwiązania najbardziej beznadziejnych sytuacji.

niedziela, 28 kwietnia 2024

Murong Xuecun: Śmiertelnie ciche miasto. Historie z Wuhanu

Czarne, Wołowiec 2024.

Tajemnica

Murong Xuecun we wstępie do książki „Śmiertelnie ciche miasto. Historie z Wuhanu” wymienia nazwiska dziennikarzy obywatelskich, którzy zostali zatrzymani i skazani za ujawnianie prawdy – wbrew działaniom rządu. Przedstawia też własny strach – dramatyczną walkę o to, żeby zdobywać informacje i dziwne telefony zaburzające poczucie bezpieczeństwa. Kończy książkę z daleka od własnego kraju – ale i wcześniej podjął odpowiednie środki ostrożności: bezpieczne konto, maile z fragmentami tomu i przyjaciel, który wie, że w razie czego musi zająć się opublikowaniem reportażu. To wszystko tylko podbije zainteresowanie tomem „Śmiertelnie ciche miasto” – chociaż i tak temat jest na tyle nośny, że problemów z podbiciem rynku Murong Xuecun mieć nie będzie. Odnosi się bowiem do pandemii i do czasu oraz miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Przedstawia Wuhan i okolice z pierwszych chwil lockdownu: zbiera historie ludzi, którzy musieli się zmierzyć z najtrudniejszym wyzwaniem.

Pierwsze momenty z nowym koronawirusem to zestaw pytań bez odpowiedzi. Ale chaos potęgowany jest jeszcze przez działania rządu. Władze robią wszystko, żeby zamaskować bezradność – a nie istnieją jeszcze scenariusze postępowania w sytuacji tak bardzo kryzysowej. Jednak autora tej książki nie interesują problemy na linii rząd – społeczeństwo – sprawdza za to, jak konkretni i cisi bohaterowie zderzają się z sytuacją bez precedensu – i muszą walczyć o przetrwanie dla siebie i bliskich. Oczywiście zagadnienia te wychodzą poza ramy kulturowe Dalekiego Wschodu, bo autor bazuje na emocjach znanych czytelnikom na całym świecie. Podstawowy motyw to dramatyczne szukanie ratunku dla umierających bliskich: każdy chce kogoś ocalić: rodziców czy małżonków. Szpitale przepełniają się błyskawicznie i nie przyjmują chorych (a przecież nie tylko covid szaleje), lekarze i pielęgniarki sami zamieniają się w źródła zarazy: nie mają szans na odbycie kwarantanny, zresztą takie środki zapobiegawcze jeszcze nie funkcjonują. Część lekarzy, widząc, co się dzieje, nawołuje do noszenia maseczek i przestrzegania zasad higieny – ale kasandryczne komentarze nie znajdują posłuchu. Ludzie muszą zarabiać na życie – i decydują się na zawody obarczone sporym ryzykiem. Najczęściej ryzyko wiąże się nie tylko z kontaktem z chorymi – ale także z łamaniem przepisów: bo jeśli wstrzymany został ruch uliczny, bocznymi drogami można transportować ludzi i towary. Istnieje przecież zapotrzebowanie – a każdy chce przetrwać. Murong Xuecun rozmawia z ludźmi, którzy na początku pandemii musieli zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami, doznali największych strat albo przekonali się, że mogą liczyć wyłącznie na siebie. Pandemiczne opowieści są zróżnicowane – ale sprowadzają się do jednego wniosku o sile ludzi i słabości rządzących. To nie oznacza, że książka jest tendencyjna lub nieciekawa – dla zwykłych odbiorców to źródło wiedzy na temat relacji społecznych i koszmarów związanych z chorobą w pierwszych tygodniach, ale też źródło potężnych uczuć, zarówno w lekturze jak i w egzystencji rozmówców. Murong Xuecun zbiera materiały mimo lęku – obserwuje, co dzieje się w strefie zero i jak pandemia zmieniała życie jednostek, rodzin i mieszkańców – wiele tu jednak spostrzeżeń uniwersalnych, zjawisk, które dają się przełożyć na doświadczenia ludzi na całym świecie. Murong Xuecun dociera do ludzi, którzy swoją przeszłością mogą potwierdzić krążące o chorobie sensacyjne informacje – i przedstawia ich intymne zwierzenia. O tym reportażu długo nie można zapomnieć.

sobota, 27 kwietnia 2024

Ewa Podleś: Pops i Boti uczą angielskiego. Części ciała / Liczby

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Ćwiczenie słówek

Ewa Podleś tworzy komiksową historyjkę pozwalającą dzieciom na poznawanie i ćwiczenie angielskich słówek z nietypowymi bohaterami. Pops i Boti są jak przeniesieni z wyobraźni Jima Hensona, przynajmniej w łączeniu dziwnych gatunków niby potworów. Pops to wielki puchaty stworek z pojedynczym czułkiem-antenką, Boti – wygląda jak opasła pszczoła z malutkimi skrzydełkami. Ci przyjaciele doskonale się ze sobą dogadują i stają się przewodnikami po świecie angielskiego. Krótka kartonowa książeczka przynosi w tym wypadku dwa zestawy słówek – liczby (od 1 do 10) i części ciała (ale nie tylko ciała człowieka – zwierząt i potworów też, dzięki czemu lektura od razu staje się ciekawsza).

Pops wybiera się na prześwietlenie, na które chodzi raz do roku – co staje się okazją do sprawdzenia, co ma w środku. W poczekalni pomaga jeszcze policzyć paluszki napotkanej bohaterce (ni to kurze, ni to innej włochatej kulce), a żeby dzieciom utrwaliło się liczenie – Boti zmusza je do naciśnięcia przycisku dzwonka dziesięć razy. Doktor Potwór wykonuje prześwietlenie i przy okazji znajduje moment na nazwanie kolejnych narządów i części ciała (po angielsku). Wizyta u mechanika od robotów też pozwoli na utrwalenie wiadomości. Wszystko w atmosferze przyjemnej zabawy – niezobowiązującej przygody pełnej humoru. Ewa Podleś nie skupia się na tym, żeby co chwilę zarzucać dzieci słówkami, stara się, żeby ich wprowadzanie odbywało się mimochodem, jako dodatek do akcji – ponadto dodatek potrzebny samym bohaterom w ich działaniach. Dzięki temu, że to Pops i Boti muszą liczyć albo nazywać części ciała (choćby na wykładzie o potworach dla robotów), lekcje dla odbiorców odbywają się nienachalnie, przez to znacznie łatwiej oddalić wrażenie szkolnych zadań. Ewa Podleś może zaintrygować: nauczyć czegoś zupełnie na marginesie drobnej lektury.

Całość akcji rozgrywa się tu w komiksowych kadrach. Autorka stawia na trójwymiarowe obrazki, żeby jeszcze bardziej odejść od stylistyki podręczników. Wprowadza drobne dialogi między bohaterami (po polsku) i słówka bez tłumaczeń – trzeba z kontekstu i z rysunków dowiedzieć się, co one znaczą. To sprzyja zapamiętywaniu – ale też interaktywnej zabawie, zresztą autorka wprowadza nawet zagadkę dla dzieci – labirynt do przejścia palcem. Zapewnia zatem nie tylko edukacyjną lekturę – dodaje coś, co spodoba się każdemu maluchowi. Przyjemne obrazki także przyciągną dzieci: zwłaszcza że jedną z części ciała jest pupa potwora. Kartonowy tomik pozwala na pierwsze zetknięcie się z angielskim w formie niezobowiązującej zabawy – to propozycja doskonała dla najmłodszych. Wejście w świat lektur, które bawią i uczą jednocześnie – ale zapewniają przede wszystkim mnóstwo rozrywki. Z Popsem i Boti można spokojnie uczyć się angielskich słówek, utrwalać je i powtarzać z każdym kolejnym czytaniem tomiku. Bardzo udana propozycja – właściwie część większej serii – przyda się w każdym domu. A ponieważ rzadko ostatnio do książeczek wkraczają potwory i roboty – Ewa Podleś wygrywa także walkę o uwagę czytelników.

piątek, 26 kwietnia 2024

Lucy Beech: Jakie zwierzę wybrać?

Harperkids, Warszawa 2023.

Podpowiedzi

Ponieważ nie ma chyba dziecka, które nie marzyłoby o posiadaniu własnego zwierzęcia, Lucy Beech wychodzi naprzeciw pragnieniom kilkulatków i tworzy prosty poradnik pozwalający na stwierdzenie, jakie zwierzę byłoby najbardziej odpowiednie dla odbiorcy. „Jakie zwierzę wybrać” to picture book, w którym Anna Chernyshova proponuje zabawne i urocze stworzenia w wersji graficznej – na wypadek gdyby odbiorcy jeszcze nie potrafili czytać i posiłkowali się samymi obrazkami. Beech prowadzi narrację pełną emocji i zachwytów, tak, żeby błyskawicznie znaleźć wspólny język z dziećmi. Roi się tu od wykrzyknień i akcentów zaznaczanych choćby wielkością liter (ale też kształtem wersów i rozmieszczaniem ich na stronie – porozrzucane między obrazkami zdania czyta się łatwiej i ciekawiej, więc jeśli ktoś już samodzielnie składa litery albo taką umiejętność chce poćwiczyć, ma tu możliwość. Autorka opowiada o zwierzętach z perspektywy możliwości w domu. Przypomina, że duże zwierzęta potrzebują więcej przestrzeni, a te bardzo żywiołowe – mnóstwo ruchu. Zadaje precyzyjne pytania, żeby dzieciom łatwo było określić swoje potrzeby i szanse na znalezienie wymarzonego przyjaciela. Uprzedza, z jakimi problemami lub wyzwaniami trzeba będzie się mierzyć przy konkretnych gatunkach i rasach – to rzeczy, o których być może odbiorcy nawet nie myśleli przy podejmowaniu decyzji: tymczasem warto wiedzieć, że bernadryny dają mokre buziaki, a tarantula może być groźna dla osób z alergią. Autorka nie ogranicza wyboru zwierząt: ktoś może marzyć o kucyku, a ktoś inny o mrówkach albo o stonodze. Zatrzymuje się nad zwierzętami gospodarskimi i nad takimi, które trzeba po jakimś czasie wypuszczać na wolność. Przedstawia całą galerię stworzeń – od pytona królewskiego po kraba tęczowego – a o każdym mówi kilka słów. Jeden prosty akapit (jedno lub dwa zdania) – tyle wystarczy, żeby zorientować się, czy konkretne zwierzę nada się do domu, czy lepiej poszukać jakiegoś innego. Jest to zatem tomik, który pozwala dzieciom snuć marzenia na temat czworonożnego albo skrzydlatego przyjaciela, ale też – który podsuwa argumenty przeciwko niektórym pochopnym decyzjom. Lucy Beech przygląda się zwierzętom, jakie można trzymać w domu – ale uprzedza, które potrzebują czegoś więcej niż tylko pełnej miski – i co może stać się prawdziwym wyzwaniem w związku z tym. Podpowiada nie tylko, jakie rasy wybierać, ale też – że warto przygarnąć zwierzaka ze schroniska (ci, którzy nie mogą z różnych względów trzymać zwierząt w domu, także otrzymają tu odpowiednią poradę – co zrobić, żeby nie rezygnować ze swoich pasji i marzeń). „Jakie zwierzę wybrać” to stylizowana na poradnik książeczka edukacyjna – uświadamia dzieciom, że nie tylko psy i koty czekają na przygarnięcie, można wybierać spośród mnóstwa różnych gatunków i rozwijać w ten sposób swoje zainteresowania. Przyda się ta książka w domach, w których dzieci bardzo chciałyby mieć jakieś zwierzę, ale nie potrafią się zdecydować – albo kiedy dorośli muszą wytłumaczyć pociechom, że nie są w stanie podjąć się opieki nad zwierzęciem. Zabawne ilustracje dopełniają całości i sprawiają, że jeszcze chętniej śledzi się kolejne wskazówki.

czwartek, 25 kwietnia 2024

Olga Rudnicka: Na psa urok, ości śledzia

Prószyński i S-ka, Warszawa 2024.

Czary na wsi

Tekla Nuszka to postać, której kolejne przygody po prostu muszą się pojawić – niezależnie od przeszkód zewnętrznych. Czas akcji powieści „Na psa urok, ości śledzia” przypada na wybuch pandemii, jednak Olga Rudnicka poza wstępem do tego tematu nie nawiązuje – celowo. W końcu w życiu Tekli dzieje się wystarczająco dużo, żeby zaangażować czytelników, nie trzeba do tego jeszcze tworzyć analiz zjawiska, które wstrząsnęło światem. Bohaterka oskarżana przez różne strony o uprawianie magii i sprowadzanie pecha ma wiele powodów do zastanawiania się nad swoimi domniemanymi talentami. Tekla Nuszka z pewnością kłopoty przyciąga – i może nimi obdzielić innych. Pytanie tylko, czy to wada, czy właśnie nieoczekiwana zaleta. W tobie „Na psa urok, ości śledzia” Olga Rudnicka prezentuje kolejne atrakcyjne ze względu na komizm doświadczenia Tekli. Kobieta jedzie do rodziców i zabiera ze sobą przyszłą teściową, Izę. Matka Michała jest wyzwolona i pełna pomysłów – od których włos się jeży. Jest też kobietą, która bez wahania wprowadza w życie najbardziej szalone idee. Niedawno owdowiała – co okazuje się wyjątkowym szczęściem. Gdyby wiarołomny małżonek pozostał na świecie i doprowadził do rozwodu, Iza odczułaby to finansowo. Musiałaby też – chcąc nie chcąc – obserwować szczęście mężczyzny z potencjalną i niedoszłą synową, z którą ten się związał, nie bacząc na własną żonę. Teraz jednak Iza rozkwita – jako wdowa – i może podzielić się swoją radością z innymi paniami. Ta bohaterka jest wyjątkowo energetyczna, nie da się jej nie polubić i nie da się jej nie słuchać. Łatwo zjednuje sobie znajome, co nie bez znaczenia w kompletnie nowym środowisku. Tekla nie wie nawet, co powstanie z mieszanki – jej bogobojnej matki i wyzwolonej Izy. Zwłaszcza że kobiety są żywo zainteresowane wiedzą na temat mocy świec. Chętnie wysłuchują pogadanek na temat tego, jak kolor świecy łączy się z intencją, w jakiej zostaje ona zapalona – i wcielają w czyn kolejne wskazówki, tworząc także rymowane pseudozaklęcia. Prym w zgromadzeniu wiedzie Iza – wspomagana przez Teklę, która przecież nie ma jak się przebić z racjonalizmem w obliczu spragnionych magii i bezradnych w swoich rzeczywistościach mieszkanek wsi. Na nic rzeczowe argumenty, kiedy w grę wchodzą emocje – i to potężne emocje. Przecież każda z kobiet ma jakieś problemy w swoim małżeństwie – i żadna nie widzi rozwiązania. A wystarczy zapalić świecę, rzucić zaklęcie…

Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że Olga Rudnicka zamierza przekonywać do magii. Chociaż przez olbrzymią część niewielkiej w końcu powieści wydaje się, że tworzy humorystyczną obyczajówkę z satyrą na wiarę w zabobony, finałem rozwieje wszelkie wątpliwości. Jest tu niespodzianka dla czytelników, piękna fabularna wolta, która uświadomi odbiorcom, dlaczego po książki tej autorki zawsze warto sięgać. Mnóstwo wyrazistych charakterów, damskich postaci, które w sprzyjających warunkach zamieniają się w harpie albo w anioły. Walka o weteryniarza, sposoby na księdza, poskramianie pijaków i wiele wydarzeń, które w zwykłych warunkach mogłyby się stać czyimś prywatnym końcem świata, ale w obliczu zbiorowości bledną jako problemy a zamieniają się w czystą rozrywkę. Olga Rudnicka wie, jak poprowadzić akcję, żeby zaintrygować – ale też żeby powiedzieć odbiorcom coś ważnego o nich samych.