Znak, Kraków 2020.
Uzależnienie XXI wieku
Anders Hansen tłumaczy czytelnikom, dlaczego warto popracować nad swoimi nawykami i odrywać się przynajmniej na pewną część dnia od urządzeń elektronicznych i dostępu do nowych mediów. Jego książka „Wyloguj swój mózg” nie jest długim traktatem na temat szkodliwości zdobyczy cywilizacyjnych, jednak porządkuje już przez część społeczeństwa uświadamiane wiadomości i badania – oraz podpowiada, co robić, by uniknąć nieprzyjemnych skutków „przedawkowania”. Wprawdzie nie da się znaleźć w tej książce programu wyjścia z uzależnienia od nowych mediów, ale dobrze uzasadniona konieczność takiego zachowania to już coś – może pewne problemy naświetlić. Anders Hansen stawia przede wszystkim na opowieści o dzieciach i młodzieży: pokazuje, co tracą nastolatki przez zmiany zachowań. Wyjaśnia, że lepsze wyniki w nauce osiągają ci, którzy podczas lekcji nie mają dostępu do telefonów – i opowiada o tym, jak mózg przełącza się między czynnościami, co wpływa na jego wydajność. Rzecz nie dotyczy zresztą tylko młodych ludzi, w przypadku prowadzenia samochodu wyciszenie lub wyłączenie telefonu okazuje się równie ważne – to wykluczenie czynnika rozpraszającego. Nawet jeśli ktoś jest przekonany, że poradzi sobie z dodatkowym bodźcem na drodze, nigdy nie wie, w którym momencie przez sygnał przychodzącej wiadomości straci koncentrację na decydującą chwilę. Hansen nie bawi się w straszaki – jeśli już, to przytacza badania prowadzone przez jego uczelnię, żeby przekonać odbiorców o zasadności przestróg. Raczej zajmuje się opisywaniem tego, co ludzie tracą przez swobodny i wszechobecny dostęp do smartfonów czy internetu. Przypomina, że dorastają już pokolenia, które nie pamiętają świata bez Sieci – automatycznie wypracowują sobie nowe zwyczaje i inne systemy zachowań. Nastolatki nie chcą się już spotykać z rówieśnikami, wystarcza im ersatz wirtualnych spotkań. Tymczasem mózg przyzwyczaja się do zalewu bodźców. Każdy sygnał przychodzącej wiadomości, każdy lajk w portalach społecznościowych to rodzaj nagrody – opowiada Hansen, komentując zasady uzależnienia. Twierdzi, że cyberuzależnienie jest bliższe narkomanii niż łaknieniu słodyczy – co może części czytelników dać sporo do myślenia i wpłynąć na wyobraźnię, a także – przekonać do wprowadzania zmian. Osobną kwestią stają się zaburzenia snu czy depresje – również przez autora naświetlane jako konsekwencje wszechobecności nowych mediów.
Autor analizuje problemy płynące ze stałej obecności w internecie – i ciągłej „dostępności”, ale bez histeryzowania czy katastroficznych wizji. Przekonuje między innymi, że – przynajmniej na razie – obejdzie się bez ewolucyjnych przemian związanych ze zmianą stylu życia. Prowadzi zgrabną opowieść, bez odwoływania się do języka nauki: chce dotrzeć do szerokiego grona odbiorców i to mu dobrze wychodzi. Odrzuca też formę poradnika – chociaż czasami przydałyby się wskazówki, jak wcielać w życie jego uwagi. Do tego jednak trzeba dotrzeć samodzielnie i wypracować sobie własne metody na odcinanie dostępu do Sieci. Hansen podsunie argumenty, dlaczego warto to zrobić. Jest tom „Wyloguj swój mózg” ciekawą lekturą nie tylko dla tych, którzy zachłysnęli się dostępem do internetu i do zalewu informacji.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowe media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowe media. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 30 stycznia 2020
sobota, 3 sierpnia 2019
Cliff Lerner: Wybuchowy wzrost. Jak zbudowałem gigantyczną społeczność 100 milionów użytkowników
Galaktyka, Łódź 2019.
Cena sukcesu
Tę publikację czyta się właściwie jak beletrystykę, bo Cliff Lerner potrafi zajmująco opowiadać. A opowiada o tym, co sam przeżył w związku z rozwojem (i upadkiem) firmy. Opowiada nie po to, żeby się pochwalić albo wyżalić, ale żeby udzielić odbiorcom będącym w podobnej sytuacji kilku(dziesięciu) dobrych rad. Tom „Wybuchowy wzrost. Jak zbudowałem gigantyczną społeczność 100 milionów użytkowników” w warstwie marketingowej opiera się na przemawiających do wyobraźni liczbach. Jednak sukces na rynku odnieść może za sprawą dobrej narracji. Ta zamyka się w kilku dniach i przygotowana jest jak reportaż uczestniczący. Oto nikomu nieznana firemka, wywodząca się ze start-upu, trafia do świadomości odbiorców. Portal umożliwiający błyskawiczne umawianie się na randki ma wielką przyszłość, zresztą autor jest świadomy, że wystarczy dostrzec rynkowe zapotrzebowanie i zaproponować potencjalnym klientom rozwiązanie dziesięć razy lepsze niż to, czego aktualnie używają – żeby zaistnieć. Ale z gotowym produktem trzeba jeszcze dotrzeć do mas. Cliff Lerner ma szczęście: artykuł o jego aplikacji trafia do internetu w momencie, gdy wszyscy zajęci są przygotowaniami do świąt i nie wydarza się nic, co przyćmiłoby ciekawostkę. W efekcie coraz więcej ludzi dociera do informacji i coraz więcej postanawia sprawdzić, jak też działa nieznana aplikacja facebookowa dla singli i tych, którzy chcieliby z kimś się spotkać. W krótkim czasie aplikacja podbija rynek, jej akcje rosną w geometrycznym postępie, a autor zajmuje się już tylko tym, jak docierać do jeszcze szerszej grupy użytkowników. Po drodze popełnia wiele błędów, między innymi odrzucając intratne propozycje współpracy, nie sprzedaje też udziałów wtedy, gdy najbardziej się to opłaca. Przechodzi drogę od gigantycznego sukcesu do nieuchronnego upadku i z perspektywy czasu może czytelnikom podpowiadać, co zrobiłby inaczej, a jakich pomyłek powinni unikać oni. Podsuwa wskazówki, jak zdobywać użytkowników (niektóre dość specyficzne i trudne do zastosowania), ale przekuwa też na porady własne obserwacje. Atutem jego książki jest połączenie autobiograficznych wywodów i rzeczowych, konkretnych uwag wyróżnianych graficznie i wyodrębnianych z samego tekstu. Odwołuje się do motywacyjnych cytatów, ale też do lektur (anglojęzyczna bibliografia to zestaw podpowiedzi, o jakie lektury poszerzyć wiedzę, pojedyncze książki na dany temat – tak, żeby czytelnicy zainteresowani konkretną kwestią od razu mieli pod ręką odsyłacz).
Autor pisze, analizuje i wyciąga wnioski. Odwołuje się do własnego przykładu, co sprawia, że opowieść o rozwoju firmy staje się przystępna dla wszystkich, a także – zyskuje jeszcze wymiar reportażowy. Znacznie łatwiej przyjmować kolejne podpowiedzi i uwagi związane z biznesowym środowiskiem, jeśli podstawą są konkretne działania. Do tego sama historia firmy gwarantuje autorowi jeszcze zainteresowanie czytelników – każdy chce poznać opowieść jak z bajki – która wydarzyła się naprawdę w świecie biznesu i nowych mediów. Jest „Wybuchowy wzrost” książką świetną, przede wszystkim dla zainteresowanych marketingiem, ale nie tylko.
Cena sukcesu
Tę publikację czyta się właściwie jak beletrystykę, bo Cliff Lerner potrafi zajmująco opowiadać. A opowiada o tym, co sam przeżył w związku z rozwojem (i upadkiem) firmy. Opowiada nie po to, żeby się pochwalić albo wyżalić, ale żeby udzielić odbiorcom będącym w podobnej sytuacji kilku(dziesięciu) dobrych rad. Tom „Wybuchowy wzrost. Jak zbudowałem gigantyczną społeczność 100 milionów użytkowników” w warstwie marketingowej opiera się na przemawiających do wyobraźni liczbach. Jednak sukces na rynku odnieść może za sprawą dobrej narracji. Ta zamyka się w kilku dniach i przygotowana jest jak reportaż uczestniczący. Oto nikomu nieznana firemka, wywodząca się ze start-upu, trafia do świadomości odbiorców. Portal umożliwiający błyskawiczne umawianie się na randki ma wielką przyszłość, zresztą autor jest świadomy, że wystarczy dostrzec rynkowe zapotrzebowanie i zaproponować potencjalnym klientom rozwiązanie dziesięć razy lepsze niż to, czego aktualnie używają – żeby zaistnieć. Ale z gotowym produktem trzeba jeszcze dotrzeć do mas. Cliff Lerner ma szczęście: artykuł o jego aplikacji trafia do internetu w momencie, gdy wszyscy zajęci są przygotowaniami do świąt i nie wydarza się nic, co przyćmiłoby ciekawostkę. W efekcie coraz więcej ludzi dociera do informacji i coraz więcej postanawia sprawdzić, jak też działa nieznana aplikacja facebookowa dla singli i tych, którzy chcieliby z kimś się spotkać. W krótkim czasie aplikacja podbija rynek, jej akcje rosną w geometrycznym postępie, a autor zajmuje się już tylko tym, jak docierać do jeszcze szerszej grupy użytkowników. Po drodze popełnia wiele błędów, między innymi odrzucając intratne propozycje współpracy, nie sprzedaje też udziałów wtedy, gdy najbardziej się to opłaca. Przechodzi drogę od gigantycznego sukcesu do nieuchronnego upadku i z perspektywy czasu może czytelnikom podpowiadać, co zrobiłby inaczej, a jakich pomyłek powinni unikać oni. Podsuwa wskazówki, jak zdobywać użytkowników (niektóre dość specyficzne i trudne do zastosowania), ale przekuwa też na porady własne obserwacje. Atutem jego książki jest połączenie autobiograficznych wywodów i rzeczowych, konkretnych uwag wyróżnianych graficznie i wyodrębnianych z samego tekstu. Odwołuje się do motywacyjnych cytatów, ale też do lektur (anglojęzyczna bibliografia to zestaw podpowiedzi, o jakie lektury poszerzyć wiedzę, pojedyncze książki na dany temat – tak, żeby czytelnicy zainteresowani konkretną kwestią od razu mieli pod ręką odsyłacz).
Autor pisze, analizuje i wyciąga wnioski. Odwołuje się do własnego przykładu, co sprawia, że opowieść o rozwoju firmy staje się przystępna dla wszystkich, a także – zyskuje jeszcze wymiar reportażowy. Znacznie łatwiej przyjmować kolejne podpowiedzi i uwagi związane z biznesowym środowiskiem, jeśli podstawą są konkretne działania. Do tego sama historia firmy gwarantuje autorowi jeszcze zainteresowanie czytelników – każdy chce poznać opowieść jak z bajki – która wydarzyła się naprawdę w świecie biznesu i nowych mediów. Jest „Wybuchowy wzrost” książką świetną, przede wszystkim dla zainteresowanych marketingiem, ale nie tylko.
piątek, 14 października 2016
Finn Brunton, Helen Nissenbaum:
PWN, Warszawa 2016.
Udawanie
Ten temat znacznie częściej pojawia się przy motywie internetu rzeczy, czyli zjawisku jeszcze nie do końca spopularyzowanym. Zrozumiałe jest więc, że nie wyzwala żywych emocji, chociaż zagrożenie jest już bardzo realne, to kwestia niedalekiej przyszłości, a nie tylko wymysł futurologów i autorów katastroficznych scenariuszy powieściowych. Cena za stały dostęp do informacji może być ogromna – to utrata prywatności. Już teraz pojawiają się programy przygotowujące sprofilowane reklamy, już teraz obecność w internecie – nie tylko na portalach społecznościowych – wiąże się z utratą anonimowości. Większość użytkowników nie zdaje sobie z tego sprawy. Ich prywatne dane są jednak wartościowe zwłaszcza dla wielkich koncernów: można się zastanawiać, czy zwykli odbiorcy mają szansę wtopić się w tłum – i czy taka postawa w ogóle jest potrzebna.
Niewielki tom „Zmyl trop. Na barykadach prywatności w sieci” na początku brzmi trochę jak manifest i ma podburzać do działania, a przynajmniej do zainteresowania się tematyką ochrony prywatności. Autorzy – Finn Brunton i Helen Nissenbaum nie zajmują się jednak szukaniem różnych opcji na bronienie się przed zakusami „większych”, niesprecyzowanego wroga o nieznanych na razie zamiarach. Proponują jedną skuteczną technikę zwaną zaciemnianiem, a polegającą na zafałszowaniu swojego internetowego wizerunku przez wysyłanie w eter mnóstwa nieprawdziwych ale odpowiednio spreparowanych sygnałów. Zaciemnianie może przybierać różne formy – od własnych działań przez stosowanie coraz bardziej zaawansowanych programów – w jego efekcie nie uda się stworzyć spójnego profilu użytkownika, a co za tym idzie – nie da się wykorzystać gromadzonych informacji w celach marketingowych.
Autorzy w tej książce dość szczegółowo analizują korzyści płynące z zaciemniania i próbują temat przedstawiać tak, by wydał się atrakcyjny jak największej liczbie odbiorców. Mierzą się przy tym z dwoma dość poważnymi problemami. Po pierwsze – w świadomości społecznej zagrożenie związane z pozyskiwaniem danych od zwykłych użytkowników właściwie nie istnieje. Odbiorcy nie znają wroga, nie wiedzą, jakie znaczenie mogłyby mieć wiadomości o nich, za to dostrzegają niezaprzeczalne profity: możliwość korzystania z pakietów lojalnościowych czy darmowych produktów. Bez myślenia perspektywicznego plusy zdecydowanie przeważają. Po drugie – metoda zaciemniania wywołuje w niektórych dylematy etyczne – jest to przecież rodzaj internetowego kłamstwa, zaśmiecania wirtualnej przestrzeni bezwartościowymi – i nieprawdziwymi – danymi. W „Zmyl trop” również te kwestie się pojawiły, co nakazuje przesunąć książkę od manifestu w stronę wnikliwej analizy.
Sporą zaletą tej publikacji jest przejrzysty układ rozdziałów. Autorzy wskazują wygodny sposób poruszania się po książce, wprowadzają skrótowy przegląd zawartości i starają się zachować w lekturze tok dialogowego wywodu, rytm dyskusji z odbiorcami mniej zorientowanymi w temacie. „Zmyl trop” to w końcu opis motywu wciąż świeżego, niezbyt dobrze zbadanego, więc i obcego dla czytelników. Brunton i Nissenbaum nie stosują retoryki strachu, odrzucają możliwość operowania negatywną argumentacją. Podsuwają mechanizm działania jeszcze zanim odbiorcy uświadomią sobie skalę problemu czy jego istotę. „Zmyl trop” to pozycja popularnonaukowa, napisana przystępnie i bez emocjonalności, która rozbiłaby logikę tekstu. Z tego też powodu trafi do większej liczby czytelników, a za jakiś czas może stać się klasyką w dziedzinie nowych mediów oraz IOT. Ponadto jest ten tomik ciekawą analizą możliwości marketingowców czy budowania wizerunku za sprawą portali społecznościowych.
Udawanie
Ten temat znacznie częściej pojawia się przy motywie internetu rzeczy, czyli zjawisku jeszcze nie do końca spopularyzowanym. Zrozumiałe jest więc, że nie wyzwala żywych emocji, chociaż zagrożenie jest już bardzo realne, to kwestia niedalekiej przyszłości, a nie tylko wymysł futurologów i autorów katastroficznych scenariuszy powieściowych. Cena za stały dostęp do informacji może być ogromna – to utrata prywatności. Już teraz pojawiają się programy przygotowujące sprofilowane reklamy, już teraz obecność w internecie – nie tylko na portalach społecznościowych – wiąże się z utratą anonimowości. Większość użytkowników nie zdaje sobie z tego sprawy. Ich prywatne dane są jednak wartościowe zwłaszcza dla wielkich koncernów: można się zastanawiać, czy zwykli odbiorcy mają szansę wtopić się w tłum – i czy taka postawa w ogóle jest potrzebna.
Niewielki tom „Zmyl trop. Na barykadach prywatności w sieci” na początku brzmi trochę jak manifest i ma podburzać do działania, a przynajmniej do zainteresowania się tematyką ochrony prywatności. Autorzy – Finn Brunton i Helen Nissenbaum nie zajmują się jednak szukaniem różnych opcji na bronienie się przed zakusami „większych”, niesprecyzowanego wroga o nieznanych na razie zamiarach. Proponują jedną skuteczną technikę zwaną zaciemnianiem, a polegającą na zafałszowaniu swojego internetowego wizerunku przez wysyłanie w eter mnóstwa nieprawdziwych ale odpowiednio spreparowanych sygnałów. Zaciemnianie może przybierać różne formy – od własnych działań przez stosowanie coraz bardziej zaawansowanych programów – w jego efekcie nie uda się stworzyć spójnego profilu użytkownika, a co za tym idzie – nie da się wykorzystać gromadzonych informacji w celach marketingowych.
Autorzy w tej książce dość szczegółowo analizują korzyści płynące z zaciemniania i próbują temat przedstawiać tak, by wydał się atrakcyjny jak największej liczbie odbiorców. Mierzą się przy tym z dwoma dość poważnymi problemami. Po pierwsze – w świadomości społecznej zagrożenie związane z pozyskiwaniem danych od zwykłych użytkowników właściwie nie istnieje. Odbiorcy nie znają wroga, nie wiedzą, jakie znaczenie mogłyby mieć wiadomości o nich, za to dostrzegają niezaprzeczalne profity: możliwość korzystania z pakietów lojalnościowych czy darmowych produktów. Bez myślenia perspektywicznego plusy zdecydowanie przeważają. Po drugie – metoda zaciemniania wywołuje w niektórych dylematy etyczne – jest to przecież rodzaj internetowego kłamstwa, zaśmiecania wirtualnej przestrzeni bezwartościowymi – i nieprawdziwymi – danymi. W „Zmyl trop” również te kwestie się pojawiły, co nakazuje przesunąć książkę od manifestu w stronę wnikliwej analizy.
Sporą zaletą tej publikacji jest przejrzysty układ rozdziałów. Autorzy wskazują wygodny sposób poruszania się po książce, wprowadzają skrótowy przegląd zawartości i starają się zachować w lekturze tok dialogowego wywodu, rytm dyskusji z odbiorcami mniej zorientowanymi w temacie. „Zmyl trop” to w końcu opis motywu wciąż świeżego, niezbyt dobrze zbadanego, więc i obcego dla czytelników. Brunton i Nissenbaum nie stosują retoryki strachu, odrzucają możliwość operowania negatywną argumentacją. Podsuwają mechanizm działania jeszcze zanim odbiorcy uświadomią sobie skalę problemu czy jego istotę. „Zmyl trop” to pozycja popularnonaukowa, napisana przystępnie i bez emocjonalności, która rozbiłaby logikę tekstu. Z tego też powodu trafi do większej liczby czytelników, a za jakiś czas może stać się klasyką w dziedzinie nowych mediów oraz IOT. Ponadto jest ten tomik ciekawą analizą możliwości marketingowców czy budowania wizerunku za sprawą portali społecznościowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






