* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kasdepke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kasdepke. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2026

Grzegorz Kasdepke: Wszystkie przygody Bodzia i Pulpeta (na razie)

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Kosmici wszędzie

Z różnych książek dla najmłodszych słynie Grzegorz Kasdepke, ale seria o Bodziu i Pulpecie jest jedną z bardziej lubianych – i teraz doczekała się zbiorczego wydania. „Wszystkie przygody Bodzia i Pulpeta (na razie)” to książka, która ucieszy każdego kilkulatka – i przyda się zwłaszcza tym dzieciom, które zaczynają samodzielnie czytać dla rozrywki (duża czcionka ułatwi im zadanie). Siła tej opowieści tkwi w komizmie i absurdalnym humorze (autor marzył o napisaniu fantastycznej książki fantastycznej i ten zamiar udało mu się zrealizować idealnie) i w odejściu od pouczenia na rzecz rozbawiania. Owszem, co pewien czas pojawiają się w historyjkach motywy edukacyjne: jak przechodzić przez jezdnię, czym jest akcja Sprzątanie Świata – ale z reguły Bodzio i Pulpet zajęci są wpadaniem w tarapaty na różnych płaszczyznach: w domu, w szkole i we wszechświecie.

Grzegorz Kasdepke nie wysyła bohaterów w kosmos. Bodzio i Pulpet to uczniowie, którzy niespecjalnie przepadają za szkołą (zauważyli już, że droga do szkoły jest znacznie dłuższa niż ta powrotna), nauczycielka ma z nimi urwanie głowy – ale ich logika prowadzi do zaskakujących często wniosków i odkryć. W dodatku Bodzio i Pulpet mają ciekawą cechę: jak nikt inny przyciągają Obcych. To znaczy kosmitów. Jak się okazuje, przybyszy z innych planet jest wokół mnóstwo – niektórzy przybierają kształt zwykłej paprotki, inni są na tyle ogromni, żeby zaplątać się w kablach przed domem albo są w stanie wysyłać wiadomości do odczytania przez uczniów i orkiestry. Każdy kosmita charakteryzuje się czymś innym, każdy jest zaskakujący i każdy ubarwia codzienność – co szczególnie ważne, kiedy akurat panuje nuda. U Bodzia i Pulpeta nudy nie ma, właśnie dzięki odwiedzinom istot pozaziemskich i dzięki ich zamiarom. Przeważnie pokojowym, chociaż rozgniewany kosmita może być nieprzyjemny. Bodzio i Pulpet odgrywają rolę gospodarzy, rozwijają wyobraźnię i zaskakują czytelników kolejnymi przygodami. „Wszystkie przygody Bodzia i Pulpeta (na razie)” to tomik, po który sięgać się będzie dla zabawy – po codzienną porcję zdrowego śmiechu i fantazji. Bo Grzegorz Kasdepke stawia tu na bardzo krótkie i bardzo dobrze puentowane opowiadania – historyjki z życia wzięte, stworzone dla śmiechu, wyjątkowe i niepowtarzalne. Przypomina dzieciom (i ich rodzicom czy nauczycielom), że dzieci też potrzebują rozrywki i zachęty do lektury w postaci humoru. Dostarcza go w wyjątkowo dużych dawkach, więc ci, którzy zdecydują się na samodzielne czytanie, będą po prostu przechodzić od opowiadania do opowiadania – i za każdym razem pozostanie im niedosyt oraz chęć dowiedzenia się, co jeszcze Bodzio i Pulpet wymyślili. Żeby nie trzeba było przeciążać wyobraźni – co przecież może się zdarzyć w przypadku wizyt Obcych – można posiłkować się warstwą graficzną. Daniel de Latour to idealny ilustrator komicznych opowieści – jego styl tworzenia pasuje do komizmu w narracji i czasami przypomina, jak mogą wyglądać tajemniczy kosmici z opowiadań. I autor, i ilustrator świetnie się tu bawią – ale na szczęście czytelnicy nie muszą im tego zazdrościć, bo sami będą się bawić jeszcze lepiej podczas czytania. Trzeba jak najwięcej takich publikacji dla najmłodszych – bo to najlepsza reklama czytania dla rozrywki.

niedziela, 8 grudnia 2024

Grzegorz Kasdepke: Wielka księga uczuć

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024. (wznowienie)

Emocje

Grzegorz Kasdepke przed laty znalazł sposób na opowiedzenie dzieciom o tym, co odczuwają i jak reagują w różnych sytuacjach. Przedszkolne scenki sprawdziły się na tyle dobrze, że grupa pani Miłki zamieniła się w przewodników po uczuciach i doczekała się aż czterech różnych ujęć – Grzegorz Kasdepke dokładał kolejne trudne tematy (między innymi ten, skąd się biorą dzieci), analizuje też świat wartości – w ostatnim tomiku opowiada o odwadze, uczciwości czy szacunku – wchodzi zatem w pojęcia jeszcze bardziej abstrakcyjne dla małych odbiorców, ale tłumaczy je przez nawiązania do drużyny piłkarskiej. Może trochę dziwnej, bo złożonej z dzieci i z lalek lub przedmiotów, które znalazły się w przedszkolnej Sali – jednak przydatnej przy wyjaśnianiu złożoności odczuć i reakcji.

„Wielka księga uczuć” to rzeczywiście pokaźny tom, składający się z czterech części: „Tylko bez całowania”, „Kocha, lubi, szanuje”, „Horror, czyli skąd się biorą dzieci” i „Drużyna pani Miłki” – od pierwszej chwili trochę onieśmielonej przedszkolanki tuż po studiach aż do jej szczęśliwego związku i ciąży. Przedszkolna grupa zżywa się ze sobą i daje się też poznać samym odbiorcom – tak, że wszyscy wiedzą, czego i po kim oczekiwać (dzieciaki mają specjalnie wyraziste charaktery, żeby nie trzeba było ich zbyt długo przedstawiać). Dochodzą też dalszoplanowi bohaterowie, którzy mają wpływ na przedszkolną codzienność, ale nie wchodzą w sam świat uczuć. Wszystkie te części – wcześniej pojedyncze książki, połączone w serię – wiążą się ze sobą ze względu na formę. Grzegorz Kasdepke wprowadza odbiorców szybko w rzeczywistość bohaterów: dynamiczne dialogi lub scenki natychmiast mają rozbudzić ciekawość czytelników. Są potrzebne – bo same uczucia nie są dla maluchów atrakcyjne. Dopiero oprawa zabawy pozwala na ich wydobywanie i, co ważniejsze, zrozumienie. Bohaterowie na własnej skórze przekonują się, jak ma wyglądać reakcja na konkretne zdarzenia, a to przełożenie abstrakcji na rzeczywistość pomoże odbiorcom w zrozumieniu, o czym w ogóle jest mowa. Jednak Grzegorz Kasdepke na tym nie poprzestaje. Wprawdzie dzieci z opowiadań otrzymują na bieżąco komentarz dotyczący ich przeżyć, jednak to nie wystarcza. Autor dokłada jeszcze pozabajkowy, pozafabularny komentarz dla odbiorców – i to dla odbiorców w różnym wieku. Osobno zwraca się do dzieci, którym tłumaczy, co zrobić, kiedy same coś odczuwają albo kiedy są świadkami podobnych reakcji kolegów. Osobno kieruje się też do rodziców – im proponuje szerszy ogląd sytuacji, wskazówki dotyczące postępowania i uwagi. Wszystko razem dopiero składa się na pełny obraz danego uczucia, emocji, reakcji czy wartości – dzięki temu odbiorcy będą mogli zrozumieć wszystko i zapamiętać charakterystyczne zachowania, a nawet skojarzyć je z własnymi doświadczeniami. I to największa wartość książki, która na rynek powraca co pewien czas. Ma już swoje stałe miejsce w kanonie lektur młodych odbiorców – chociaż Grzegorzowi Kasdepke nie chodzi wyłącznie o pisanie dla rozrywki, jest w stanie zaangażować czytelników emocjonalnie i przyczynić się do lepszego poznawania siebie przez odbiorców. A ponieważ to nie tylko wielka księga uczuć – ale jeszcze wielka ilustrowana księga – dzieci będą z przyjemnością do niej zaglądać. Takie publikacje się nie starzeją, trafiają do grupy docelowej, ale też i do ich wychowawców czy animatorów, którym mogą pomóc w opanowaniu sytuacji wśród maluchów.

wtorek, 11 października 2022

Grzegorz Kasdepke: Potworak i inne ko(s)miczne opowieści

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022 (wznowienie).

Gość

Kiedy w domu pojawi się Potworak - choćby tylko chciał spędzić tu wakacje - wszystko stanie na głowie. "Potworak i inne ko(s)miczne opowieści" to książka, którą Grzegorz Kasdepke przygotował dla małych fanów historii absurdalnych i dowcipnych jednocześnie. Nic lepiej nie przygotowuje dzieci do lekcji czytania niż wciągająca fabuła i zestaw dobrze przemyślanych żartów. W "Potworaku" wszystkie składniki idealnej lektury rozrywkowej są, więc mali czytelnicy będą usatysakcjonowani śledzeniem przygód Mai i Filipa - oraz ich nietypowego gościa. Potworak wprowadzi spory zamęt w uporządkowaną (przynajmniej trochę) codzienność domowników. Chociaż niektórzy sąsiedzi są zdania, że obecność dwójki pomysłowych dzieci nie gwarantuje spokoju, obecność dwójki dzieci i kosmity to już przepis na szereg katastrof. I z takich katastrof, większych i mniejszych nieprzewidywalnych wydarzeń, składa się tomik. "Potworak" to zbiór opowiadań, które pokazują, jak trudno jest wytrzymać z kosmitą. Grzegorz Kasdepke jako bazę wykorzystuje obyczajowość - wprowadza przybysza z innego świata do rzeczywistości dobrze znanej maluchom. Mama i tata, pan listonosz oraz inni dalszoplanowi bohaterowie będą wciąż zaskakiwani wyobraźnią (i naiwnością) gościa. Sympatyczny Potworak dzieli się z rodziną tym, co u niego naturalne i sprawdzone - to oznacza, że wiele razy trzeba będzie odkrywać znaczenia przedstawianych "egzotycznych" nazw, domyślać się, o czym bohater mówi i czym pochwali się nowym znajomym. Niektóre wynalazki mają bardzo ciekawe zastosowania - ale o tym już przekonają się czytelnicy. Zresztą jeśli ten tomik dorośli będą czytać dzieciom, znajdą tu trochę dowcipów dla siebie i z pewnością nie będą się nudzić.

Potworak to postać bardzo w literaturze czwartej potrzebna. Nie dlatego, żeby zmniejszać lęk przed nieznanym i zapraszać do odkrywania świata, nie dlatego, żeby pokazać siłę wyobraźni i jej znaczenie w twórczości - ale dlatego, że przełamuje przyjętą przez wielu autorów i wiele wydawnictw konieczność prawienia morałów najmłodszym. Tutaj nawet jeśli Grzegorz Kasdepke od czasu do czasu przemyci gdzieś informację dla kilkulatków - o tym, jakie zachowania niekoniecznie są akceptowane przez dorosłych - to robi to z wdziękiem i bez tworzenia niestrawnego wykładu. Bawi się fabułą: może wprowadzać dowolne rozwiązania, wszystko wytłumaczy obecnością niesfornego kosmity - ale dba o sens opowieści i o to, żeby kolejne wydarzenia dobrze się uzasadniały. Dzięki temu zyskuje szansę na zabawę charakterem przybysza - i to czynnik, który najbardziej powinien rozbawiać dzieci. Potworak nie jest groźny ani straszny, kieruje się dziecięcą logiką i sprawia, że wobec jego pomysłów bezradni są dorośli. Mama i tata przyjmują do wiadomości, że trzeba będzie zaopiekować się niecodziennym gościem i postrzegają go jako kolejne dziecko - Potworak jednak czasami od tego dziecięcego świata się odcina, tylko tak może być atrakcyjny dla Mai i Filipa. Na pewno sprawia, że nikt nie poczuje się znudzony jego pomysłami i ocenami rzeczywistości. Wszystko, co ziemskie, może stać się dziwne dla bohatera - i odwrotnie, to, co najbardziej typowe i wręcz męczące rutyną dla kilkulatków Potworaka zachwyci. Dzieci będą zatem śledzić dwie równoległe strefy odkryć - to, co znajdują ich rówieśnicy i to, co dociera do Potworaka. Cała historia jest zabawna i ciepła, akcentuje rodzinną atmosferę i pozwala na wytchnienie przy lekturze. Dowcip podkreślany jest jeszcze przez warstwę graficzną, któą proponuje - jak zwykle trafnie - Daniel de Latour.

sobota, 12 lutego 2022

Grzegorz Kasdepke: Drużyna pani Miłki, czyli o szacunku, odwadze i innych wartościach

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022 (wznowienie)

Nie o sporcie

Ta książka na rynek powraca regularnie i wciąż nie słabnie zainteresowanie nią, a to dlatego, że Grzegorz Kasdepke trafił w temat, który zwyczajnie jest potrzebny rodzicom, wychowawcom i samym dzieciom. To zresztą kontynuacja serii dotyczącej wartości - czyli abstrakcyjnych pojęć, których znaczenie trzeba wytłumaczyć najmłodszym w możliwie jak najprostszy sposób. Pani Miłka to przedszkolanka, która dała się poznać jako autorka nietuzinkowych pomysłów w tej kwestii: doskonale panuje nad swoimi podopiecznymi, jest w stanie nie tylko zapobiec emocjonalnym katastrofom w najbliższym otoczeniu, ale i wytłumaczyć dzieciom, co właściwie czują i co się z nimi dzieje, kiedy doznają nowych wrażeń. "Drużyna pani Miłki, czyli o szacunku, odwadze i innych wartościach" to książka, w której Grzegorz Kasdepke próbuje sprostać wymaganiom także chłopców: wiadomo, że motyw uczuć przyciąga raczej płeć piękną i odstrasza kilkuletnich odbiorców, sięga zatem autor po sport, żeby wyrównać szanse lekturowe. Dzieci z przedszkola zaczynają rozgrywać mecze, ale nie takie zwyczajne (być może ku rozczarowaniu kilkulatków). Pani Miłka dysponuje nie tylko żółtą i czerwoną kartką, wycina sobie też kartki w kwiatki i w słoneczka, żeby nimi nagradzać. Według dzieci grać w piłkę może wszystko, co ma nogi, nawet stół i manekin - czytelników czeka zatem sporo zaskoczeń. Na pewno nie ma tu standardowych rozgrywek, a piłka nożna potrzebna jest autorowi tylko do tego, żeby uruchomić konkretne reakcje maluchów. Dzieci w przedszkolu mają swoje sympatie i antypatie, jedno chce wszystkich cmokać, drugie tego nie znosi, niektóre się kłócą, niektóre popisują się nadmierną brawurą albo potrafią powiedzieć coś przykrego kolegom - wszystko podlega ocenie i zostaje odpowiednio skomentowane przez panią Miłkę - która pozwala bohaterom na uświadamianie sobie, co właściwie przeżywają. Do wniosków wyciąganych przez przedszkolaki dodaje jeszcze swoje komentarze, tak, żeby odbiorcy otrzymali pełne i precyzyjne wyjaśnienia, które w dodatku ich nie znudzą. Jakby tego było mało, autor decyduje się jeszcze na wskazywanie porad dla dorosłych i wskazówek dla dzieci - po każdym małym opowiadaniu bogatym w temat wartości pojawia się jeszcze półstronicowe omówienie dla każdej z dwóch grup wiekowych: tu Kasdepke wyznacza tematy do refleksji, zadaje odpowiednie pytania pozwalające zastanowić się nad światem wartości i sprawdzające stopień zrozumienia tematu. Dzięki tym pedagogicznym informacjom autor może dążyć do utrwalenia wiadomości i podpowiedzieć metody prowadzenia rozmów z pociechami. Przydaje się zatem ten tomik nie tylko jako lektura rozrywkowo-edukacyjna, pomaga też wzmacniać więzi między dziećmi i rodzicami, a także uczy powrotu do dialogu. "Drużyna pani Miłki" to zatem książka, która koniecznie musi znaleźć się w biblioteczkach maluchów i w programach szkolnych.

środa, 28 lipca 2021

Grzegorz Kasdepke: Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021. (wznowienie)

Uczucia

Ta książka już wiele razy na rynek wracała, podobnie zresztą jak inne opowieści o przedszkolakach z grupy pani Miłki - bo Grzegorz Kasdepke znalazł sposób na to, by wytłumaczyć najmłodszym odbiorcom, o co chodzi z różnymi międzyludzkimi emocjami i stanami człowieka. "Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach" to kolejny tomik z gorąco przyjętej serii. Tym razem dzieci będą zastanawiać się nad tym, co oznacza, że ktoś kogoś kocha, nienawidzi albo że kimś lub czymś gardzi. Tematów jest zaledwie kilka, zresztą autor nie może przesadzać z ilością tekstu, bo zwraca się do kilkulatków, które niekoniecznie wytrzymałyby dłuższe opowiadania albo ich większą liczbę. Tu historyjki nadają się na lektury przed snem, są krótkie, treściwe i pomocne w zrozumieniu kolejnych zagadnień. Zagadnień podstawowych dla dorosłych - ale niekoniecznie dających się łatwo wytłumaczyć. Dlatego też cieszy fakt, że Grzegorz Kasdepke trochę wyręcza rodziców i pedagogów w rozmowach z najmłodszymi. Dzięki zachowaniom przyjaciół z przedszkola, pajacyka pani Miłki, a także nielicznych dorosłych - można będzie przyjąć bez przeszkód za pewnik uczucia bohaterów i przenieść je na własne obserwacje. Dzieci nauczą się, na czym polega strach, szczęście czy poczucie winy, dowiedzą się, dlaczego odczuwa się smutek i co to oznacza.

Każda historyjka to drobna scenka z przedszkola. Fabułę nadrzędną zapewnia pani Miłka - która właśnie przeżywa stan zakochania i czeka na to, by móc przedstawić swojego ukochanego, Kubę, rodzicom. Przedszkolaki są wyczulone na zachowania ulubionej wychowawczyni i w wielu rzeczach chcą ją naśladować, a na pewno zawsze pragną zrozumieć. Czasami też same przeżywają rozmaite rozterki lub reagują na emocje bliskich - i w tym wszystkim Grzegorz Kasdepke znajduje miejsce na sensowne i proste wytłumaczenia. Pokazuje, co dzieje się z ludźmi, kiedy znajdą się w określonej sytuacji, przedstawia wyraziste relacje w grupie. Po dowcipnej i krótkiej opowiastce z przedszkola przychodzi czas na dodatkowe komentarze. Autor najpierw już bez fabularnych wygibasów raz jeszcze próbuje zdefiniować konkretne uczucie albo stan. Następnie zwraca się bezpośrednio do dzieci - do tych, które odkryły u siebie omawiane odczucia i nie wiedzą, jak sobie z nimi poradzić (nie zawsze wystarcza fabuła, bo mimo starań autora nie będzie ona nigdy uniwersalna: służy naświetleniu sytuacji, a nie wskazaniu wszystkich możliwych realizacji uczucia). Potem jeszcze Grzegorz Kasdepke pisze do dorosłych - wprowadza uwagi i podpowiedzi, które pomogą w rozmowie z dzieckiem czy w rozwiązaniu jego problemów i dylematów. Nic więc dziwnego, że tak poprowadzone historie cieszą się ogromną popularnością wśród czytelników i wpisują się na stałe w listę lektur dla najmłodszych. Teraz tomiki pojawiają się w wersji graficznej przygotowanej przez Paulinę Daniluk.

piątek, 2 lipca 2021

Grzegorz Kasdepke: Horror, czyli skąd się biorą dzieci

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021 (wznowienie).

Tajemnica

Do przedszkola przybywają komandosi, co trochę niepokoi Kubę, narzeczonego pani Miłki. Tymczasem dzieci ukrywają się w kabinach toalety i starają się jak najmniej rzucać w oczy swojej wychowawczyni. Pani dyrektor nie do końca wie, co się dzieje w jej placówce, ale to akurat dosyć normalne – czasami lepiej przymknąć oczy na pewne sprawy i pozwolić, by rezolutne przedszkolaki działały samodzielnie. A czasami wręcz przeciwnie. Wszystko przez to, że pani Miłka jest w ciąży. Ponieważ kilkulatki jeszcze nie wiedzą, skąd się biorą dzieci, podejrzewają, że ich ulubiona pani zaczęła zjadać dzieci, stąd rosnący brzuch. Wiadomo, że taka interpretacja musi przyprawić o dreszcz grozy – a przedszkolaki nie zamierzają się poddawać bez walki. Postanawiają same się uratować. Grzegorz Kasdepke sięgnął po temat, który zawsze jawi się jako trudny w rozmowach z najmłodszymi i chce przyczynić się do ułatwienia inicjowania rozmów z przedszkolakami. Wprawdzie jego wersja opisu aktu seksualnego część co bardziej pruderyjnych dorosłych oburza, ale przecież autor wyjaśnia, że to nie są sprawy, które interesują dzieci i wystarczy podać pozbawioną emocji czystą informację, żeby odbiorcy stracili zainteresowanie tematem. Sensacyjność motywu tytułowego bierze się bowiem z przekonania, że to tabu, coś, o czym nie wolno dzieciom mówić. Oczywiście w dobie powszechnego internetu edukacja seksualna przebiegać może inaczej niż wydaje się starszym pokoleniom, jednak Grzegorz Kasdepke w sposób rozsądny i wyważony proponuje odpowiednie wyjaśnienie. I warto mu zaufać, zwłaszcza że w tomiku znajdują się także porady dla rodziców, którzy będą musieli wziąć na siebie ciężar wtajemniczania pociech w sprawy prokreacji.

Pani Miłka i przedszkolaki, z których każdy ma inny charakter i każdy zapada w pamięć z innych powodów – to doskonali bohaterowie do tego, by przedstawić trudne zagadnienie w jak najprostszy sposób, zresztą autor przekonał się o tym już wtedy, kiedy postawił na omawianie uczuć i emocji dla przedszkolaków. Tym razem stawia jednak nie na kilka odrębnych zagadnień i rozdzielonych od siebie scenek z życia przedszkolaków, a na jeden potężny motyw, który stanowi jednocześnie oś fabularną i przyczynę wielu kataklizmów. „Horror, czyli skąd się biorą dzieci” to książka pełna sensacyjnych wydarzeń – takich, które na pewno zaintrygują dzieci nie mniej niż tytułowa kwestia.

Paulina Daniluk stawia na ilustracje humorystyczne, żeby dopasować się do klimatu historii. Wprowadza obrazki dynamiczne i nieco infantylizowane (na przykład przez nienaturalne wygięcia ciał bohaterów czy przerysowane miny). Czasami pokazuje dosłownie żarty wprowadzane przez autora, innym razem podkreśla uczucia postaci. I to wszystko bardzo dobrze się w książce sprawdza.

niedziela, 4 kwietnia 2021

Grzegorz Kasdepke: Jeszcze większa księga detektywa Pozytywki

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Sześć tomów zagadek

Kolejna monumentalna zbiorcza pozycja w Naszej Księgarni to zestaw zagadek detektywistycznych, które stworzył dla najmłodszych Grzegorz Kasdepke, najpierw na fali zainteresowania rynku kryminałami dla najmłodszych, a później już - jako konsekwencję wymyślenia ciekawego bohatera i formy, która się przyjęła. Nawet gdyby Grzegorz Kasdepke miał dość tej postaci, musiałby sprostać oczekiwaniom dzieci, które czekają na przygody detektywa Pozytywki i ćwiczą na tych tomikach logiczne myślenie. "Jeszcze większa księga detektywa Pozytywki" to powrót do lubianego bohatera - możliwość skompletowania brakujących opowieści albo uzupełnienia biblioteczki o poważnie wyglądającą - także ze względu na gabaryty - pozycję.

Ten bohater rozwiązuje sprawy dość proste, jego klientami przeważnie są najmłodsi mieszkańcy kamienicy, w której mieści się biuro detektywistyczne Pozytywki, jednak nie stanowi to w ogóle problemu. Detektyw cieszy się, że może się wykazać, a czasami też utrzeć nosa nieuczciwemu rywalowi, Martwiakowi, do tego - ma całkiem sporo pracy i może jeszcze wychowywać sobie następców. Wszystko to bardzo się liczy, bo dynamizuje kolejne tomiki. Dzieci chcą śledzić te opowieści, bo zawsze na końcu czeka na nie zagadka do rozwiązania. A właściwie - wyjaśnienie. Mali odbiorcy muszą bowiem przejmować zadanie Pozytywki. Detektyw udziela odpowiedzi bohaterom, którzy potrzebują jednoznacznej oceny. Czytelnicy mają znaleźć uzasadnienie dla tej odpowiedzi, powiedzieć, dlaczego detektyw nie ma wątpliwości co do rozwiązania zagadki. W ten sposób ćwiczą spostrzegawczość i logiczne myślenie - bo przekonują się, gdzie szukać wskazówek. Zamiast zgadywać, kto ze wskazanych bohaterów popełnił drobne przestępstwo (jak w najsłynniejszej i napędzającej rynek serii Biuro detektywistyczne Lassego i Mai), zamiast bawić się w śledczych z kryminału, mogą sprawdzać swoją wiedzę z codziennego życia i przenosić własne doświadczenia na rzeczywistość bajkowych postaci. Detektyw Pozytywka wprost zachęca do tego, żeby obserwować otoczenie i sprawdzać przydatność komentarzy. Kto ma problem z podążaniem za tokiem myślenia tego bohatera, będzie mógł skorzystać z podpowiedzi zamieszczonych na końcu książki. Skumulowanie historii o detektywie to wspaniały prezent dla dzieci, które lubią angażować się w lekturę i prowadzić dialog z bohaterem. Tu zyskują szansę wykazania się i wręcz pracy nad fabułą.

Piotr Rychel ilustruje przygody detektywa Pozytywki i robi to z wielkim wyczuciem komizmu, od którego Kasdepke przecież nie stroni. Stawia w ilustracjach na karykatury postaci, obrazki są kolorowe, komiksowe i dynamiczne, wciągają i zapraszają do czytania. Najmłodszym spodoba się zwłaszcza bogaty repertuar min bohaterów - tu dzieje się bardzo dużo, a Rychel zmienia też kąty spojrzenia na bajkowe plany. Przekonuje, że warto zagłębić się w lekturę, żeby poznać losy postaci lub sprawdzić, dlaczego targają nimi tak silne emocje. Detektyw Pozytywka to bohater, do którego nie trzeba już dzisiaj nikogo przekonywać. Sam z siebie robi ogromne wrażenie na odbiorcach, nie jest pouczający w nachalny sposób. Chociaż przydaje się w procesie edukacji, nie zamęcza nadmiernym moralizowaniem. W zasadzie najsłabiej wypada tu opowiadanie dodane na cześć wydawnictwa, ale tak to z panegirykami bywa.

sobota, 18 lipca 2020

Grzegorz Kasdepke: Tylko bez całowania! Czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami

Nasza Księgarnia, Warszawa 2020 (wznowienie).

Emocje u dzieci

Ta książka w nowej szacie graficznej powraca na rynek po raz kolejny i bez obaw można założyć, że powracać będzie jeszcze długo. Grzegorz Kasdepke wpadł bowiem na pomysł, który bardzo dobrze się sprawdza i przekonuje zarówno dzieci, jak i ich rodziców – pozwala na budowanie drobnych humorystycznych scenek o wymowie wychowawczej i na zapoczątkowanie rozmów o uczuciach i emocjach z najmłodszymi. Wszystko zaczyna się z chwilą, gdy do przedszkola przychodzi pani Miłka – i przyprowadza ze sobą Pajacyka. Rezolutne dzieciaki szybko uświadomią jej, że to, czego uczą na studiach, czasami nijak się ma do rzeczywistości. Żeby znaleźć wspólny język z maluchami, pani Miłka będzie musiała słuchać intuicji, a czasami podpierać się mądrością Pajacyka, który wprawdzie jest zabawką, a jednak bez trudu dotrze do kilkulatków. Pani Miłka pojawia się w przedszkolu po to, żeby rozmawiać z dziećmi o uczuciach. Tymczasem dzieci mają własne plany i własne zadania, niekoniecznie zechcą się dostosowywać do harmonogramu zaproponowanego przez nową opiekunkę. Dlatego też pani Miłka będzie czasami improwizować, a z tego może wyjść sporo śmiesznych sytuacji.

W „Tylko bez całowania!, czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami” Grześ, Zosia, Bodzio czy Rozalka przekonują się, czym jest wstyd, nuda, gniew, wstręt, poczucie krzywdy, ale i radość. Kasdepke przedszkolaki charakteryzuje prosto i szybko, posługuje się kilkoma wygodnymi stereotypami, ale przedstawia dzieci jako ludzi myślących i rezolutnych – to może ucieszyć nie tylko grupę docelową odbiorców, także dorosłym uświadomi, że mają do czynienia nie z maluchami, które można zbywać, a z zasługującymi na poważne traktowanie istotami. U tych bohaterów bywa zabawnie albo irytująco, krótkie scenki z przedszkolnego życia stają się punktem wyjścia do omawiania tego, co czują bohaterowie – ale czasami emocje i uczucia pani Miłki lub pani dyrektor podlegają analizie. Autor zastanawia się nad tym, kiedy nastroje mogą się udzielić, w jaki sposób otoczenie wpływa na humory i zachowania – ma w zanadrzu kilka sztuczek, którymi rozbawi odbiorców. Podsuwa im jednak zjawiska kojarzone przez nich z najbliższego otoczenia – i omawia je, żeby jak najpełniej wytłumaczyć stany dzieci i dorosłych. Każdy krótki rozdział kończy się dodatkowymi wskazówkami dla dziecka – które jest świadkiem przeżywania czegoś przez kolegów – czasami potrzebna jest tu reakcja, nawet niewielka, innym razem poważna interwencja ze strony dorosłych – przedszkolaki powinny wiedzieć, jak i kiedy reagować. Kasdepke nie zapomina i o rodzicach – im również przedstawia schematy działania, podpowiada to, co dawniej mogło być wyzwalane przez intuicję. Wprowadza wskazówki cenne i ułatwiające lepsze zrozumienie otoczenia. Przedszkolaki razem z panią Miłką same w sobie są ciekawymi obiektami obserwacji – a jeśli do tego dokłada autor cenne komentarze, nie dziwi, że książka powraca na rynek.

niedziela, 14 października 2018

Grzegorz Kasdepke: Bodzio i Pulpet

Nasza Księgarnia, Warszawa 2018. (wznowienie)

Wyobraźnia i radość

Bodzio i Pulpet, dwaj mali przyjaciele, świetnie wiedzą, że nie wolno rozmawiać z obcymi. Ale z Obcymi – to już coś zupełnie innego. Kosmitów spotykają na każdym kroku, dzięki czemu mają wyjątkowo barwną codzienność. Trudno, żeby było inaczej. Obcym jest na przykład paprotka albo kałuża. Ciężko się z nimi porozumieć – ale i tak można włączyć do codziennych zabaw. Wprawdzie dorośli nie bardzo rozumieją, co wyczyniają dzieci – ale dorośli zwykle niewiele rozumieją, nie ma się czym przejmować. Poza Obcymi z przedmiotów, roślin lub zjawisk atmosferycznych pojawiają się w świecie Bodzia i Pulpeta również istoty z wyobraźni. Niejeden kosmita utknie przy piorunochronie lub zaklinuje się na trzepaku. Różnie wtedy bywa z ich gotowością do zabaw.

„Bodzio i Pulpet” to zbiór opowiadań, którymi Grzegorz Kasdepke rozśmiesza i poucza najmłodszych. Po raz drugi wraca na rynek wydawniczy, teraz w serii Poczytam ci, mamo, co ma zachęcać dzieci do ćwiczenia tej umiejętności. Opowiadania są w sam raz na czytankowe wysiłki: krótkie, zabawne i oparte na dziecięcej beztroskiej wyobraźni. Sporo w nich absurdu (dozorca, który świecił przez kilka dni), a i komizmu sytuacyjnego: Kasdepke wie, jak trafić do kilkulatków. Wykorzystuje znane dzieciom sytuacje i akcje: Bodzio i Pulpet uczą się przechodzić przez ulicę, lepią bałwana (śnieg to także Obcy), biorą udział w akcji sprzątania świata (rywalizacja w tej dziedzinie bywa niebezpieczna przy pomysłowych dzieciakach). Sytuacje ze szkoły przenoszą na domowe zabawy, nie lubią robić porządków (chociaż w tomie pełno jest Obcych, to krasnoludków, jak na złość, się nie znajdzie, a przydałyby się w okiełznaniu bałaganu). Bohaterowie potrafią konstruować rozmaite wynalazki, czasami też się kłócą, a wtedy pogodzić ich może tylko prawdziwy autorytet. Do tego świata dorośli mają wstęp rzadko, co w pełni zrozumiałe: nauczycielka najchętniej udawałaby, że jest chora, kiedy musi zmierzyć się z maluchami.

Kasdepke chętnie poucza. Wplata w historyjki informacje o tym, kiedy należy, a kiedy nie wolno przechodzić przez ulicę, o tym, że nie można rozmawiać z nieznajomymi. Przypomina, żeby nie śmiecić, uprawiać sporty, nie zakłócać spokoju. Dobrze rozumie świat dzisiejszych maluchów, wie, że dla dzieci rozrywką na ferie są gry komputerowe a nie prawdziwe uprawianie sportów. Bodzio i Pulpet nie muszą być idealni, wypadają dzięki temu bardzo wiarygodnie. Tomik „Bodzio i Pulpet” jest lekturową przygodą dla kilkulatków: autor zdaje sobie sprawę z tego, że powinien raczej budować drobne scenki i obrazki a nie fabuły – nie wymaga od odbiorców wielkiego skupienia na dłuższych partiach tekstu. Te historie spokojnie można dawkować i traktować jako czytanki przed snem lub ćwiczenia do kontrolowania postępów w czytaniu. Przygody Bodzia i Pulpeta ilustruje Daniel de Latour, autor, który dobrze czuje się w kreskówkowym absurdzie, więc chętnie sportretuje bogatą galerię Obcych. Wykorzystuje komiksowe chwyty i uśmiech, zachęcając tym samym maluchy do czytania. Tomik ten z innych względów przypadnie do gustu dzieciom, a z innych – ich rodzicom – dzisiaj już powinien być uznany za klasykę opowieści dla najmłodszych. Grzegorz Kasdepke przypomina, co znaczy wyobraźnia i radość, udaje mu się zaprosić dzieci do świata, w którym nuda nie istnieje.

wtorek, 26 grudnia 2017

Grzegorz Kasdepke: Wielki powrót detektywa Pozytywki

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Radość

Detektyw Pozytywka jakiś czas temu zniknął – i Grzegorz Kasdepke nie pozwalał odgadnąć, co się z nim stało. Mali sąsiedzi agencji detektywistycznej Różowe Okulary co prawda chcieliby poznać prawdę, ale nie dostawali żadnych wskazówek, nie mogli zatem przeprowadzić procesu dedukcji. Pozostało tylko wspominanie tego, co detektyw Pozytywka osiągnął – kolejne opowiadania oparte na przywoływanych z przeszłości scenkach uczyły dzieci logicznego myślenia i bawiły, bo autor zawsze zachowywał (i zachowuje nadal) pogodę ducha. Teraz pojawia się tomik „Wielki powrót detektywa Pozytywki”, w którym można liczyć na cenionego detektywa, już – osobiście angażującego się w każdą ważną zagadkę.

Na początku jednak dzieci, które poznały i polubiły detektywa Pozytywkę, a także sąsiedzi z kamienicy powracają myślami do tego, co kiedyś się wydarzyło, a co udowadnia przenikliwość umysłu sławnej postaci. Kilka opowiadań Grzegorz Kasdepke tworzy jakby kontynuował poprzedni tomik. Detektyw Pozytywka powraca jednak w najważniejszym momencie – w chwili, gdy mieszkańcom grozi utrata domów. Odnajduje się bowiem rzekomy spadkobierca kamienicy, który chce przejąć mieszkania. Na to może pomóc tylko bystry obserwator, potrafiący wykryć podstęp. Trudno wyobrazić sobie lepszy powrót detektywa, bohatera, który przecież z punktu widzenia dorosłych nie wykazuje się żadnymi wyjątkowymi umiejętnościami, ba, nawet nie potrzebuje talentu, żeby odkrywać prawdę w większości analizowanych przypadków. Detektyw Pozytywka – samodzielnie lub we wspomnieniach bohaterów – rozwiązuje liczne zadania. Radzi sobie z tym znakomicie, ale również odbiorcy będą mogli spróbować swoich sił w zagadkach. Konstrukcja opowiadań z tomiku jest przejrzysta: najpierw pojawia się scenka rodzajowa, z której wyłania się drobny problem. Do akcji wkracza detektyw, który od razu sugeruje, że poznał właściwe rozwiązanie – ale g raczej nie zdradza, chętniej natomiast zarzuca kłamstwo postaciom. Na tym kończy się właściwe opowiadanie, bo pojawiają się jeszcze tylko pytania do odbiorców – sugestie, że też mogliby rozwiązać zagadkę. Jeśli im się uda, poczują się jak detektyw Pozytywka. Jeżeli nie – sprawdzą rozwiązanie w kluczu odpowiedzi na końcu tomiku. To propozycja wymagająca od dzieci aktywności, uruchomienia wiedzy, wyobraźni oraz pamięci doświadczeń. Kto nie wie, jak wygląda sytuacja, ten się dowie – w ten sposób Grzegorz Kasdepke pozostaje autorem edukującym maluchy. Ponadto pisarz stara się bawić czytelników humorystycznymi scenkami, sylwetkami postaci czy ogólnie pomysłami na ich zachowania. Sporą rolę w budzeniu śmiechu odgrywa w tym wypadku również autor ilustracji, Piotr Rychel – w jego ujęciu bohaterowie funkcjonują na prawach karykatur, co wpływa bez wątpienia na sposób odbioru. Ucieszy fanów fakt, że detektyw Pozytywka wraca – chociaż z tej postaci raczej dość szybko się wyrasta, jak na pierwszy kontakt z lekturą jest to bohater wymarzony. Krótkie rozdziały, możliwość przedzierzgnięcia się w detektywa, zabawa na płaszczyźnie literackiej, ale i dedukcyjnej – tu maluchy, które marzą o karierze detektywów, mogą wytrenować w sobie umiejętność prowadzenia obserwacji i wyciągania wniosków. Pozostali wkręcą się w detektywistyczne zagadki chociażby po to, żeby jeszcze przed bohaterem odgadywać, co się stało i czyja wersja wydarzeń jest prawdziwa, a komu nie należy za bardzo ufać.

piątek, 28 kwietnia 2017

Grzegorz Kasdepke: Tajemnicze zniknięcie detektywa Pozytywki

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Nieobecność

Detektyw Pozytywka zniknął bez śladu. W jego pracowni zostały tylko resztki zeschniętego ciasta, którym kiedyś poczęstowała go mała sąsiadka (zresztą detektyw Pozytywka odkrył wtedy prawdę, którą dziewczynka usiłowała zamaskować). Sąsiedzi angażują się w śledztwo, ale jest im o tyle trudniej, że żaden nie prezentuje choćby w przybliżeniu takiej błyskotliwości jak detektyw Pozytywka. Grzegorz Kasdepke zyskuje za to nowy motyw i dobre wyjaśnienie powrotu do porzuconej postaci lubianej przez maluchy. Detektyw Pozytywka jest tutaj wielkim nieobecnym – ale rytm opowiadań wykorzystuje już sprawdzoną formułę. Postacie spotykają się – przypadkiem lub nie – żeby mówić niespodziewaną sytuację i zastanowić się nad losami detektywa. Skoro się spotykają – zaczynają rozmawiać. A w rozmowie pojawiają się zagadki i wiadomości fałszywe, które pozwolą odkryć prawdę i zdemaskować kłamców. Grzegorz Kasdepke stara się unikać tendencyjności – w tym tomiku rozmowę prowadzi nie do momentu czytelnej wskazówki, rozbudowuje ją trochę poza treści istotne dla detektywów – gdy zamyka rozdział, wskazuje poprawną odpowiedź, czyli rozwiązanie zagadki, ale nie tłumaczy, skąd wiadomo, że dany bohater skłamał lub miał rację. To zadanie dla dzieci – otrzymują one jednoznaczną odpowiedź i samodzielnie muszą dojść do jej uzasadnienia. Dla tych mniej spostrzegawczych przygotowany został klucz na końcu tomiku, ale Grzegorz Kasdepke nie sięga po wybitnie trudne tematy – przynajmniej częściowo zahacza o wiedzę odbiorców lub o ich codzienne obserwacje. Za cel stawia sobie uczenie logicznego myślenia – wymaga nie tylko spostrzegawczości (i skupienia na czytaniu), ale też prób kojarzenia faktów.

Chociaż detektywa Pozytywki tu nie ma, dzieci mogą znów wcielić się w jego rolę – nie brakuje w tomiku postaci, które przenikliwie przyglądają się otoczeniu i wciąż analizują przesłanki. Kasdepke odwołuje się między innymi do określania czasu za pomocą rzucanego przez słońce cienia, do oceniania, czy ktoś jest w domu, po ulotkach leżących na wycieraczce, sięga nawet do astronomii, żeby udowodnić jednemu z bohaterów mijanie się z prawdą. Stawia na to, co bliskie – a jeśli dzieci nie posiadają jeszcze wiedzy potrzebnej do rozwiązania zagadki, nauczą się czegoś dzięki podpowiedziom. To rozrywka w pewnym sensie interaktywna – lektura nie kończy się z chwilą przeczytania całego opowiadania, wymusza jeszcze na dzieciach uwagę i analizowanie danych. Tutaj historia o detektywie zamienia się w zabawę w detektywa. Jeśli coś ma maluchy zachęcić do czytania – to tylko obietnica uczestniczenia w takich rozrywkach. Z kolei dzięki usunięciu detektywa Pozytywki w cień autor trochę odświeża formę, wprowadza element zaciekawienia. Sekretem łączy kolejne opowiadania w jedną historię – czasem przetykaną retrospekcjami czy skojarzeniami występujących bohaterów.

Jest to tomik nieduży objętościowo, dzieci mogą na nim ćwiczyć samodzielne czytanie – i rozwiązywanie zagadek (dla rodziców przesłanki są aż nadto czytelne, warto więc zostawić pociechę sam na sam z książką i pozwolić odkrywać wielkie tajemnice postaci). Jak zwykle Kasdepke operuje też humorem. „Tajemnicze zniknięcie detektywa Pozytywki” to lektura rozrywkowa – mimo nastawienia na edukowanie najmłodszych. Piotr Rychel dotrzymuje autorowi kroku w ilustracjach, bawi się zwłaszcza karykaturami, zniekształcaniem form i zmianami perspektywy – chociaż w drobnych rysunkach imituje kadry z trójwymiarowych kreskówek. „Tajemnicze zniknięcie detektywa Pozytywki” to kontynuacja cyklu bardzo wśród kilkulatków popularnego – i całkiem udany powrót na rynek detektywa (którego tu przecież na razie nie ma).

czwartek, 8 grudnia 2016

Grzegorz Kasdepke: Wczoraj, dzisiaj, jutro

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Z czasem

Grzegorz Kasdepke, który zazwyczaj w tomikach dla dzieci stara się edukować najmłodsze pokolenie, tym razem rezygnuje z nauczania i zaczyna bawić się słowami oraz znaczeniami. Owszem, przy okazji wprowadza i utrwala określenia czasu, ale „Wczoraj, dzisiaj, jutro” to przede wszystkim piękna oparta na absurdzie historyjka lekko filozoficzna. Autor zamienia się tutaj w małe dziecko, które dostosowuje zwykłe nazwy do swojego świata i rozbudowanej wyobraźni. Rozbija skostniałe struktury językowe i pomaga na nowo przyjrzeć się słowom – oraz paradoksom czasu. To, że Jutro zamienia się w Dzisiaj, a Dzisiaj przechodzi we Wczoraj, nie jest dla nikogo tajemnicą, dorośli nie dostrzegą tu zresztą nic nadzwyczajnego. Ale już faktu, że Jutro nie można nic zrobić, bo zamiast niego przychodzi Dzisiaj, nie wolno zignorować. Grzegorz Kasdepke sięga nie tylko po zabawę, ale i po nieubłagalną dziecięcą logikę, zgodnie z którą wyrazy mocniej trzymają się swoich podstawowych znaczeń i rządzą, nie dają się nagiąć do rzeczywistości.

Mała dziewczynka z tego tomiku ma Jutro posprzątać pokój (wiadomo przecież, że każde dziecko woli zrobić to Jutro). Jednak kiedy wstaje rano, nie ma Jutra, zamiast niego przybywa Dzisiaj. Z czasem pokazuje się też, że Wczoraj coraz bardziej bałagani. Przyszłość, teraźniejszość i przeszłość za sprawą kilkulatki wchodzą ze sobą w dialog i uniemożliwiają realizację planów. Rodzice nie rozumieją semantycznych różnic – ani rozczarowania niemożnością spotkania Jutra. Dziecko może za to zachwycić się nieuchwytnością czasu, poobserwować, jak komentuje się rzeczywistość. We „Wczoraj, dzisiaj, jutro” codzienność staje się bohaterem. A przecież nie dzieje się tu nic wielkiego – ot, zwykła obyczajowa scenka znana w każdym domu i przerabiana przez każdą matkę. Kasdepke uruchamia magię, pozwala cieszyć się rozdźwiękiem między rozumowaniem dorosłego a spostrzegawczością dzieci. Ten tomik zachęca do uważniejszego analizowania otoczenia. Dzieci nie przyjmą zwyczajów językowych bezrefleksyjnie, widzą to, co ich rodzicom już dawno umknęło. „Wczoraj, dzisiaj, jutro” to filozoficzna ciekawostka powiązana z furtką do unikania niechcianych obowiązków. Brak energii na sprzątanie pozwala się zatrzymać i znaleźć kreatywną wymówkę lenistwa. Bohaterka tomiku zatrzymuje się przez fascynację prostym odkryciem. Kasdepke sprawia, że i dzieci podążają za postacią – wychwycą absurd i docenią go tak samo.

„Wczoraj, dzisiaj, jutro” to krótka historyjka obrazkowa – Grzegorz Kasdepke mówi tylko to, co najważniejsze i niezbędne, żeby dało się pojąć sens odkrycia, resztę pozostawia wyobraźni dzieci. Nietrudne mają odbiorcy zadanie, bo sytuacja na pewno jest im znana. Dzięki absurdowi autor ozdabia opowieść humorem, którym zresztą przekona do siebie również rodziców. Ilustracje do tej książeczki wykonała Diana Karpowicz. Odnalazła się całkiem nieźle w mieszance realizmu i filozofii czy wręcz oniryczności, a przecież czasami musi zaproponować rysunek do dialogu o najwyższym stopniu abstrakcji. Być może dlatego nie wybiera prostych i bajkowych obrazków, za to zmusza małych odbiorców do skupienia się, do uważnego przyglądania się postaciom i przedmiotom. W końcu nie jest łatwo narysować Jutro.

Grzegorz Kasdepke taką publikacją daje się poznać jako twórca nieszablonowy. Tym razem udaje mu się stworzyć książkę, która zachwyci każdego, nie tylko kilkulatki. „Wczoraj, dzisiaj, jutro” to intrygująca zabawa z czasem, a trochę też wyzwanie rzucone dorosłym. Dzieci postrzegają świat (i słowa) inaczej, autor znakomicie to wychwytuje. Sprawił, że opowieść zyskała wielką energię.

sobota, 7 maja 2016

Grzegorz Kasdepke, Ryszard Petru: Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela. 50 opowiastek z ekonomią w tle (plus jedna)

NCK, Zysk i S-ka, Poznań 2016.

Tajemnice pieniądza

Przedziwnie łączy ta publikacja edukację z absurdem. „Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela” to mała lekcja ekonomii dla dzieci – sposób na oswojenie małych odbiorców z pojęciami stale powracającymi u dorosłych. Nie wiadomo tak naprawdę, czy Grzegorz Kasdepke chce tu zafascynować maluchy bogatą galerią stworów, czy puszcza oko do dorosłych (którym, na przykład, spodobać się może ucieczka przed kąsającym fiskusem). Opowiadania są tu bardzo krótkie, właściwie to raczej oparte na dialogach scenki z tworzonego właśnie zoo dla istot pokrewnych zaskórniakom. Kasdepke posługuje się jednym chwytem: bierze pod lupę słowo związane z finansami a prawdopodobnie nieznane dzieciom, przypisuje mu rolę konkretnego stwora z zestawu osobliwości i próbuje dookreślić przez zachowania, stany i odpowiednie przymiotniki. Dla dzieci to skojarzenia zupełnie abstrakcyjne: emerytura jest tak mizerna, że wzbudza litość (i raczej nikogo nie utrzyma), recesja może wszystko spowolnić, a fuchy zamieszkują na uboczu. Źródło komizmu odkryją wyłącznie dorośli, dla maluchów to raczej próba szybkich prezentacji dziwnych mieszkańców zoo. Kasdepke nie kłopocze się wyjaśnianiem definicji, po prostu buduje scenki z kilkoma bohaterami, którzy zachowują się w niezbyt racjonalny sposób i tryskają emocjami z niewiadomych powodów.

Po każdej scenie wprowadzającej nieznane słowo pojawia się jednak komentarz: Ryszard Petru w przystępny dla małych odbiorców sposób tłumaczy, czym naprawdę są konta, akcyzy, podatki, polisy, monopol czy dywidenda – a ponieważ w tomiku znalazło się aż pięćdziesiąt opowiastek, sporo pojęć zyska proste wyjaśnienie. Petru stara się od razu przełożyć zjawisko na sytuację zrozumiałą dla dzieci. Kiedy już najmłodsi przyswoją sobie te uproszczone definicje (w których część informacji do zapamiętania jest graficznie wyróżniona), mogą jeszcze raz wrócić do scenek z zoo i przejrzeć je tym razem ze świadomością, czym naprawdę są wprowadzane dziwadła – i dlaczego zyskują takie a nie inne portrety w bajkowej wersji. Kasdepke ma być tym, który wzbudza ciekawość i dostarcza pojęć (niekiedy już znanych z telewizji czy internetu), Petru wyjaśnia, Kasdepke – w drugim rzucie – rozbawia. Trzecim twórcą w „Zaskórniakach” jest Daniel de Latour, ilustrator. On przyjmuje wyobraźniowe podpowiedzi, które przynosi Kasdepke: rysuje marże, debety i hipoteki w postaci kolorowych i oryginalnych stworów. Dodaje im jeszcze pana Rysia, dozorcę, biletera i praktykantkę – czyli ludzi próbujących zapanować nad menażerią. Tworzy na kartkach kolorowy chaos, sprawia, że humor abstrakcyjny zyskuje realne kształty. Rozśmiesza przez dowcipy sytuacyjne, bawi i dzieci, i dorosłych bez trudu. Traktuje temat jako prawdziwe rysunkowe wyzwanie. Ilustracje są tu bardzo dynamiczne i bardzo kolorowe – w niczym nie kojarzą się z publikacjami edukacyjnymi.

„Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela” to książka potężna, gruba i ciężka, porządnie wydana, ale cenna również ze względu na zgromadzoną tu wiedzę. Kto chce zrozumieć podstawowe pojęcia ekonomiczne, ten do tej publikacji zajrzeć musi – co ważne, historyjki czasem przydadzą się i dorosłym, którzy nie potrafią wytłumaczyć pociechom zawiłości finansowych. Groźnie brzmiące terminy i dzikie potwory dały się tu oswoić i zasilą szeregi ulubionych literackich stworzeń. Takie sposoby zapoznawania najmłodszych z dorosłymi sprawami zawsze zasługują na uwagę.

piątek, 11 września 2015

Grzegorz Kasdepke: Inżynier Ciućma, czyli śrubka, młotek i przemądrzałe roboty

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015 (audiobook)

W pracowni

Inżynier Ciućma, jak wielu wynalazców, podtrzymuje mit szalonego naukowca. Mówiąc bez ogródek: to życiowa fajtłapa, nieudacznik, któremu mało co wychodzi. Nawet jego wynalazki – a Ciućma konstruuje roboty – są mądrzejsze od niego. Przechwytują też czasem niepożądane ludzkie cechy, a wtedy już nikt nie jest w stanie zaprowadzić ładu w pracowni na trzydziestym piętrze. Inżynier Ciućma przez swoją nieporadność da się lubić, zwłaszcza że na każdym kroku towarzyszą mu intrygujące domowe sprzęty, jak choćby POMO(ts)-NIcK Grubasek czy π-es. Całe to towarzystwo skutecznie zaabsorbuje uwagę dzieci, bo przecież fantazja przeplata się tu z humorem, a Grzegorz Kasdepke zadbał o bardzo pomysłowe rozwiązania.

Audiobook „Inżynier Ciućma, czyli śrubka, młotek i przemądrzałe roboty” to dziesięć komicznych opowiadań (w sumie ponad godzina nagrania) o wydarzeniach z pracowni. Mali odbiorcy zawędrują do pomieszczenia z brudnymi oknami, pełnego rozmaitych sprzętów (w tym… głów robotów kuchennych). Naprawdę nic dziwnego, że od czasu do czasu roboty się buntują: przed jednym swoim wynalazkiem inżynier Ciućma musi uciekać do ubikacji, inny robot ciągle jest głodny i zjada na przykład odkurzacz faszerowany kurzem (oraz komplet narzędzi, które mają pełnić rolę enzymów trawiennych). Czasem zdarza się coś trudnego do wytłumaczenia, jak choćby Ciućma za i przed własną lodówką. Roboty przypominają transformersy, a do tego mają swoje uczucia – i dotyczy to również tych domowych oswojonych sprzętów – w tym tostera. Skonstruowane przez Ciućmę roboty bywają leniwe, kapryśne lub złośliwe, dorównują więc w charakterach swojemu wynalazcy. Mało tego: potrafią natrząsać się z Ciućmy („marny inżynier”). Ciućma nie radzi sobie ze swoją zgrają, już lepsza w okiełznaniu towarzystwa jest jego żona. Ale czego wymagać od bohatera, który nawet gdy się odchudza, wytrzymuje tylko osiem godzin, a zamiast wagi traci przytomność?

Grzegorz Kasdepke puszcza wodze fantazji, rozśmiesza dzieci kolejnymi pomysłami i sytuacjami z pracowni. Tu wszystko, co groźne i złowieszcze, zakończy się śmiechem, Kasdepke nikogo straszyć nie będzie. Próbuje za to, jak zawsze zresztą, pouczać: na przykład całe opowiadanie „Czy-to-od-wa-ga” poświęcone jest różnicom znaczeniowym konkretnych słów. Owszem, dokłada do tego autor i celne puenty, ale zależy mu i na tym, żeby wzbogacać zasoby leksykalne dzieci. Te aspekty dydaktyczne skrywają się pod zabawą w świecie robotów, a autor produkuje kolejne niespodzianki dla Ciućmy i odbiorców.

Historyjki o inżynierze Ciućmie przedstawia Jarosław Boberek i jest to doskonały wybór. Ten aktor dobrze czuje żarty i potrafi akcentować dynamikę tekstu, do tego dubbingi w kreskówkach sprawiają, że potrafi dopasować głos do konkretnej postaci. Bezbłędnie przekazuje emocje bohaterów (a tych przecież nie brakuje) i podkreśla humor. W takiej wersji opowiadania zamieniają się prawie w słuchowiska, nie potrzebują już żadnych dodatkowych ozdobników. Dla maluchów, które uwielbiają słuchać bajek, takie interpretacje będą dobrym wyborem. Jarosław Boberek w pracowni inżyniera Ciućmy czuje się bardzo swobodnie. Pozwoli więc najmłodszym poznawać towarzyszy dziwnego konstruktora. Podczas słuchania tego audiobooka dzieci będą dużo się śmiać, ta propozycja pomoże im w rozwijaniu wyobraźni. Ciućma to postać, z którą nudzić się nie można.

środa, 17 czerwca 2015

Grzegorz Kasdepke dzieciom

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015 (wznowienie).

Nauka ze śmiechem

Ta seria Naszej Księgarni zasłużenie cieszy się wielkim zainteresowaniem odbiorców, pozwala bowiem na rodzaj przeglądu twórczości danego autora. Obszerne wybory tekstów uznanych twórców zapewniają dzieciom wyśmienitą lekturę, a do tego stanowią zachętę, by zagłębić się w bajki proponowanych autorów. Do serii, nieco na marginesie, bo nie jako klasyk, dołączył Grzegorz Kasdepke, pisarz, którego kolejne tomiki Nasza Księgarnia dość często wznawia. W 2010 roku ukazała się książka „Grzegorz Kasdepke dzieciom” – zestaw opowiadań, które sensownie podsumowują dotychczasowe dokonania tego autora w zakresie literatury czwartej.

Mali odbiorcy nie będą mieć problemu ze zidentyfikowaniem bohaterów, których zapewne nieraz już spotykali. Pojawia się tu pani Miłka, przedszkolanka ucząca dzieci, na czym polegają uczucia (a wraz z panią Miłką – jej przedszkolaki), Bodzio i Pulpet – dość często stykający się z kosmitami w różnych przebraniach. Detektyw Pozytywka rozwiązuje kolejne zagadki, a Maja i Filip opiekują się Potworakiem, przybyszem z obcej planety, który zapragnął spędzić wakacje na Ziemi. Jest tu i rezolutny Kacperek, i wujek Alfred, właściciel ogromnego… kontrabasu. Za każdym razem kilka wybranych opowiadań wskazuje klimat całych książek lub serii oraz ich edukacyjne bądź rozrywkowe przesłania – tak, żeby nie wytrącać małych odbiorców z atmosfery konkretnego miejsca, ale zaostrzyć ich apetyty na „pełne wersje” lektur. Do tego wyboru dodane zostały historie z „Bajkolandii” – miniaturki oparte na absurdalnych skojarzeniach. Tutaj właściwym celem jest śmiech sam w sobie, a Kasdepke uczy najmłodszych, jak zestawiać ze sobą pozornie niemożliwe fakty. W Bajkolandii wydarzyć się może wszystko, autor popisuje się bogatą wyobraźnią, ale nie ulega wątpliwości, że część jego pomysłów najbardziej spodoba się dorosłym. To znak, że tom „Grzegorz Kasdepke dzieciom” traktować można jako zbiór bajek poszerzających słownictwo maluchów i uczących logicznego myślenia. Niejednokrotnie autor przemyca w swoich opowiadaniach motywy edukacyjne, tłumaczy mody i przyczynia się do kształtowania rozsądku, potrafi też zamieścić w bajce zawoalowaną krytykę fragmentu dorosłego świata.

Kasdepke bardzo dba o to, by najmłodsi zostali odpowiednio pouczeni i wychowani przez książki: zależy mu na edukacyjnym charakterze większości historyjek. Próbuje też dotrzeć do dzieci na różne sposoby: raz to zbiór porad dotyczących życia społecznego, relacji z kolegami, rodzicami i nauczycielami, raz to zagadki wymagające odrobiny wiedzy (komu nie uda się rozwiązać problemów z biura detektywa Pozytywki, ten może skorzystać z klucza odpowiedzi i w ten sposób przyswajać nowe informacje). Autor ten dba również o humor. Dąży do tego, żeby mali odbiorcy dobrze się bawili przy czytaniu. Lubi wyraziste i rozrywkowe puenty, czasami wykorzystuje dziecięce pomysły, innym razem proponuje po prostu komiczny bieg wydarzeń. Wie, że warunkiem utrzymania dzieci przy książce jest również dobra zabawa. W rozrywce pomagają mu też barwne ilustracje: Marcin Piwowarski i Piotr Rychel jako ilustratorzy z samodzielnych tomików trafiają i do tego wyboru, żeby urozmaicić tom i zasugerować maluchom rozrywkę. „Grzegorz Kasdepke dzieciom” to rozbudowany wybór najlepszych z dawnych pomysłów tego autora, a jednocześnie dosyć sprawne podsumowanie pewnego etapu jego twórczości. Kasdepke, kiedy tylko przekona do siebie odbiorców, może rozbudowywać własne pomysły – ich formuła dobrze się w literaturze czwartej sprawdza.

poniedziałek, 18 maja 2015

Grzegorz Kasdepke: A ja nie chcę być księżniczką

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Przygoda z bajki

Tego typu książeczki obrazkowe najczęściej pojawiają się w literaturze szwedzkiej. Grzegorz Kasdepke oderwał się na moment od edukacyjnych historyjek, które rozrywkę stawiają na drugim miejscu i stworzył opowiastkę komiczną i uroczą jednocześnie. Elementy pedagogiczne przemyca w sprytny sposób, tak, że nie dominują nad minifabułką. „A ja nie chcę być księżniczką” to bajka przepiękna. Mała Marysia jest smokiem. Uważa, że jest zbyt brzydka na bycie księżniczką (chociaż równie dobrze mogłaby twierdzić, że księżniczki są nudne – ten motyw na szczęście nie jest zbyt natrętnie podkreślany), za to doskonale czuje się w skórze smoka. Jako smok bierze udział w domowych zabawach, przydzielając specjalne role rodzicom i dziadkom. Pewnego dnia bycie smokiem jej się nudzi. Ale i wtedy Marysia nie ma zamiaru zostawać księżniczką…

Grzegorz Kasdepke pokazuje dzieciom, że nie trzeba ślepo podążać za modą. To, że wiele dziewczynek marzy o byciu księżniczkami, nie znaczy, że wszystkie kilkulatki muszą się temu podporządkowywać. Marysia znajduje dla siebie znacznie ciekawsze bajkowe wcielenie – jako smok może odnosić sukcesy. Autor daje zatem dzieciom szansę decydowania do własnych marzeniach – nawet tych nierealnych, angażujących wyobraźnię. Trochę psuje efekt podkreślaniem, że Marysia jest prześliczna jak dziewczynka: w tej zabawie naprawdę nie liczy się wygląd, a wewnętrzne przekonania – ale być może autor zamierza w ten sposób dodać otuchy odbiorcom odrzucanym przez rówieśników ze względu na niedostatki urody. Temat bycia smokiem służy tutaj różnym celom, ale nie można pominąć jego wartości komizmotwórczej.

W tej krótkiej historyjce dowcip dominuje. Rzecz nie w tym, że Marysia odrzuca przypisywaną dziewczynkom rolę księżniczki, ale w tym, że prowadzi to do całego szeregu komicznych sytuacji. Babcia i dziadek udają w zabawie kościotrupy, co cieszy zwłaszcza dziadka, lubiącego leżeć bez ruchu. Kasdepke w opowieści uruchamia całe mnóstwo takich smaczków, za każdym razem wprowadza nowy zaskakujący żart, a nawet przewrotkę w swojej historii konstruuje zgodnie z zasadami budzenia śmiechu. Tu wyobraźnia przydaje się do ożywienia schematu bajkowego: nagle standardowa bajka ze smokiem, rycerzem i księżniczką zamienia się w nieprzewidywalną przygodę. Bohaterka uczy korzystania z wyobraźni – ale i beztroskiego, nieograniczonego konwencjami rozwijania znanych wątków. W takim ujęciu nawet najbardziej oklepany motyw z bajki zamieniłby się w atrakcyjną relację. Marysia zapewnia nietuzinkowe podejście do tematu już od pierwszych słów, kiedy mówi, że jest smokiem. To przełamywanie granicy, które funduje Kasdepke, zapewnia maluchy o wyjątkowości książki.

A że autorką ilustracji jest Emilia Dziubak, także warstwa graficzna imponuje. Ilustratorka znakomicie wyczuwa przenikanie się normalności i wyobraźni i potrafi to przedstawiać na wielkoformatowych obrazkach. Tu czasami Marysia pojawia się w przebraniu smoka, a czasami jest ogromnym smokiem, większym nawet od rodziców. To ten styl wyjaśniania dziecięcej wyobraźni, który powracał od czasu do czasu w przygodach Calvina i Hobbesa. Dziubak potrafi zmieniać perspektywę – raz patrzy na zabawę oczami dorosłych, raz – oczami dziecka najbardziej zaangażowanego w budowanie i uprawdopodobnienie fikcji. Ilustracje są ogromne, zachwycające baśniowym klimatem, malownicze i bardzo kolorowe, zresztą każdy, kto spotkał się już z twórczością Emilii Dziubak, będzie chętnie śledzić jej kolejne pomysły. Tu ilustratorka ma również możliwość popisywania się humorem na równi z Grzegorzem Kasdepke. W obrazkach znajduje miejsce na żarty uzupełniające opowieść, sięga po absurd i pokazuje potęgę fantazji. Kasdepke i Dziubak wspólnie stworzyli publikację, która może podbić serca nie tylko polskich czytelników. Ta opowieść zawiera uniwersalny dowcip i pomysł, który sprawdzi się i na zagranicznych rynkach. „A ja nie chcę być księżniczką” to książeczka obrazkowa, którą pokochać mogą i dzieci, i dorośli. Humor absurdalny wiąże się tu z doskonałą jakością tekstu, grafik oraz samego wydania. Po tej lekturze każdy będzie chciał być smokiem.

sobota, 18 kwietnia 2015

Grzegorz Kasdepke: Wielka księga uczuć

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Powrót przedszkolaków

W tym wypadku miarą sukcesu autora i wydawnictwa będzie liczba wznowień i kolejnych wydań. W krótkim czasie cztery książki Grzegorza Kasdepke o pani Miłce i jej rezolutnych przedszkolakach podbiły rynek wydawniczy oraz serca czytelników. Dorosłych te publikacje przekonają ze względu na zestaw przydatnych porad, do dzieci Kasdepke trafia dzięki prostemu językowi i zbiorowi pomysłów. I tak „Wielka księga uczuć” w nowej odsłonie znowu pojawia się w Naszej Księgarni – a autor może edukować kolejne roczniki przedszkolaków w kwestii uczuć, emocji, wartości, czy… powstawania dzieci.

Grzegorz Kasdepke wymyślił panią Miłkę i pajacyka – jej bajkowego pomocnika – żeby wprowadzić wśród maluchów podstawowe pojęcia z dziedziny międzyludzkich relacji. Pani Miłka kiedyś nie wiedziała, czy chce być aktorką czy przedszkolanką, teraz kocha pracę z dziećmi i nie wyobraża sobie innego zawodu. Pajacyk dzielnie jej towarzyszy, jest jedynym sygnałem bajkowości – pozostawiony sam sobie może na przykład nawiązać kontakt z tatą, nie wtrąca się do rzeczywistości dzieci, ale w razie czego pozostaje w pobliżu i chętnie służy pomocą. Pani Miłka ma jeszcze narzeczonego, Kubę. To sposób na zaznajomienie maluchów z częścią uczuć, ale i z tematem dorosłych związków. Kasdepke rozprawia się z anachronicznym przekonaniem, że dzieci rodzą się tylko małżeństwom. Tłumaczy, że najważniejsze, żeby ludzie się kochali – teraz już nikogo nie zdziwi, że pani Miłka spodziewa się dziecka, chociaż jest „tylko” narzeczoną Kuby. Zmiana mentalności ludzi odbija się tak w literaturze czwartej.

Pani Miłka ma prowadzić w przedszkolu pogadanki o uczuciach, emocjach i wartościach. Ale w kolejnych opowiadaniach nie ma mowy o jakichkolwiek przykładach, czy choćby dłuższych narracyjnie wyjaśnieniach. Zwykle pani Miłka prowokuje swoje przedszkolaki: proponuje scenki do odegrania, pozwala wyobrażać sobie uczucia, wprowadza oryginalne zabawy (gra w piłkę nożną ze wszystkimi sprzętami, które mają nogi – oraz z systemem kartek „nagrodowych”). Kiedy przedszkolaki przeżyją już konkretne emocje, pani Miłka w przystępny sposób tłumaczy im odczucia i reakcje. Posługuje się zrozumiałymi także dla odbiorców przykładami, bo nawiązuje do tego, co pojawiło się w krótkim opowiadaniu. Ostatnim krokiem jest dla autora wprowadzenie wskazówek dla dzieci oraz dla dorosłych. Maluchy dowiedzą się, co zrobić, gdy kolega jest smutny lub gdy sądzą, że rodzice bardziej kochają ich rodzeństwo. Dorośli – rodzice czy pedagodzy – zyskają natomiast serię porad dotyczących rozmów o emocjach, gier dla dzieci czy reakcji na wyznania ze strony najmłodszych. Kasdepke jest nie tylko nauczycielem elementarnych pojęć: dodaje do książki szansę na międzypokoleniowe zrozumienie, wyczula na rozmaite postawy i subtelne sygnały, jakie może wysyłać dziecko, nawet nieświadomie.

Z tą książką łatwiej jest rozmawiać o uczuciach i zapobiegać konfliktom. Autor jawi się tu jako specjalista, wzbudza zaufanie odbiorców. Lekturą dzieci mogą zająć się same – ale opowiadania zostały przygotowane tak, że i dorośli nie zdążą się nimi zmęczyć. Warto też wspomnieć o ilustracjach Marcina Piwowarskiego, idealnie balansującego między bajkowością i rzeczywistym światem przedszkolaków. Grzegorz Kasdepke prowadzi historyjki z humorem i doskonale wie, co chce osiągnąć – dzięki tej pewności może poradzić sobie nawet z najtrudniejszymi tematami. Zrobił furorę na rynku literatury czwartej – warto zatem zajrzeć do „Wielkiej księgi uczuć” i dowiedzieć, się, dlaczego.

czwartek, 5 lutego 2015

Grzegorz Kasdepke: Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015 (wyd. II).

Wyjaśnienia

Pani Miłka ma pomocnika, drewnianego pajacyka – to kukiełka z czasów, gdy pani Miłka chciała zajmować się lalkarstwem w teatrze. Trafiła jednak do przedszkola jako wychowawczyni i ujęła najmłodszych (oraz ich rodziców) niekonwencjonalnymi zajęciami poświęconymi uczuciom. Trudne nawet dla dorosłych stany emocjonalne i reakcje potrafi przełożyć na dziecięcy świat – a pajacyk dzielnie jej w tym pomaga. I chociaż takie tematyczno-pedagogiczne ukierunkowanie opowiadań działa na niekorzyść fabuły, tomik „Kocha, lubi, szanuje… czyli jeszcze o uczuciach” cieszy się dużym zainteresowaniem: Nasza Księgarnia wznawia go dla maluchów, rodziców i wychowawców.

Grzegorz Kasdepke za temat obiera sobie tym razem „wielkie” międzyludzkie relacje: miłość, nienawiść i pogardę, odwołuje się też do nastrojów – strachu, smutku, poczucia winy czy wreszcie szczęścia. Dzięki obecności kreatywnej przedszkolanki może dotrzeć do odbiorców, unaoczniając im sedno (oraz przyczyny) kolejnych uczuć. Odwołuje się do prostych przykładów, a czasem ucieka się też do konwencji teatru, każąc bohaterom odgrywać wybrane scenki. Rezygnuje zatem z klasycznej fabuły. W każdym opowiadaniu kluczem staje się jedno określone uczucie, które znienacka i z różnych powodów dopada przedszkolaki oraz ich opiekunkę. Nawet kiedy wszyscy czują to samo, różne powody ich zachowań pomogą odbiorcom w uświadomieniu sobie istoty doznań (a czasem i w porównaniu z własnymi stanami). Kasdepke trochę przerysowuje sytuacje w przedszkolu – ze względu na małych odbiorców. Tu nie ma miejsca na półcienie i niedomówienia, wszystko musi zostać odpowiednio wyjaśnione. A kiedy pani Miłka widzi, co dzieje się z jej podopiecznymi, łatwiej jej przeprowadzić odpowiednią pogadankę. Stąd już prosta droga do zrozumienia uczuć.

Po każdym opowiadaniu Grzegorz Kasdepke zamieszcza kilka porad dla dzieci. Stara się łagodzić ewentualne konflikty czy wytłumaczyć motywacje rówieśników, prowadzi do porozumienia, ale też wskazuje drogę w sytuacjach kłopotliwych. Kieruje się następnie do rodziców – i tym przedstawia serię pytań inicjujących szczerą rozmowę z dzieckiem, dodaje przydatne porady i podpowiada, jak zachować się w obliczu problemu. Wymyśla nawet drobne rozrywki, które będą pełnić rolę terapeutycznych. Proponuje więc tomik, który kompleksowo wprowadza tematykę uczuć i rzeczywiście pomaga najmłodszym w pojmowaniu międzyludzkich relacji.

Grzegorz Kasdepke wyostrza scenki z przedszkola, ogranicza poboczne wątki. Jego opowiadania są mocno skrótowe i czasem podbarwione poczuciem humoru – ale nad rozrywkę przekłada edukację. Historyjki z tomiku są podporządkowane nauce – ale i dzieci, i rodzice doceniają tę formę – przynosi ona bowiem sporo ułatwień w samym procesie komunikacji i pozwala kilkulatkom oswajać się z szeregiem uczuć.

Marcin Piwowarski dodaje koloru tym historyjkom. Lubi stosować rysunkowe metafory, dba też o to, żeby miny bohaterów odpowiadały omawianym właśnie uczuciom. Przy tym fakt, że stosuje mocne barwy, pozwala ożywić tomik. To ważne, bo Piwowarski nie może tu przecież odwoływać się do świata fantazji (poza „bajkową” obecnością pajacyka i lalki), musi ilustrować zwyczajność kilkulatków tak, żeby uwypuklić to, co ulotne. Nie zaciemnia konkretami narracji, ale też sprawia, że dzieci zainteresują się treścią książki i uważnie przyjrzą omawianym tu emocjom. „Kocha, lubi, szanuje” to kontynuacja sprawdzonego pomysłu – czas pokazał, że kontynuacja potrzebna.

niedziela, 21 grudnia 2014

Grzegorz Kasdepke: Sama. Listy z piwnicy

Muza SA, Warszawa 2014.

Bez zabawek

Przerażająco brzmi tytuł (w połączeniu z podtytułem) tej publikacji. „Sama. Losty z piwnicy” ukazuje się jednak w serii Poczytajki pomagajki, wiadomo zatem, że będzie przydatna w procesie oswajania lęków najmłodszych – a do tego uświadomi rodzicom, na czym polegają zmartwienia ich pociech. Sama to Karina – dziewczynka, której rodzice się rozstają. Karina czuje się tym bardziej osamotniona, że mama co pewien czas zabiera jej ukochane zabawki i wynosi do piwnicy, nie zwracając uwagi na protesty i błagania. Karina tęskni za swoimi maskotkami. Pewną pociechę przynoszą jej jednak listy od przyjaciół. Mimo zamknięcia w piwnicy lalki, klocki czy pluszowy renifer ślą do Kariny krótkie wiadomości na kartkach papieru. Dziewczynka podejmuje korespondencję, a do tego może w listach dopytywać się o tatę, za którym tęskni równie mocno. Karina wie, że kiedy mama zamienia się w potwora (całkiem trafne to określenie na wszelkiego rodzaju zabiegi upiększające), nie ma z nią dyskusji. Nic dziwnego, że czuje się opuszczona przez najbliższych.

Grzegorz Kasdepke postawił na grę formą. Z korespondencji między wierszami wyczytać można uczucia dziewczynki. Zabawki nie skarżą się na swój los, prawdopodobnie żeby nie dokładać smutków małym odbiorcom. Karina też stara się trzymać fason – nie chce okazywać słabości, a może wie, że rozpaczanie niewiele tu pomoże. I bohaterka, i jej zabawki, udają więc, że wszystko jest w porządku – i tylko pełne oczekiwania pytania o tatę sugerują, czego Karinie potrzeba. Kasdepke przytacza listy, w nich zamieszcza cały wachlarz emocji. Nie musi już niczego więcej tłumaczyć – dla czytelników jasne staną się postawy bohaterki. Mama zamieniająca się w potwora też zyska szansę na zrehabilitowanie się. „Sama” nie jest więc opowieścią o wyolbrzymianych lękach w zamkniętych ciemnych pomieszczeniach – to samotność innego rodzaju, przyczyna głębszego smutku.

„Sama” jest jednak książką dość pogodną. Autor nie zajmuje się tu szczegółowym omawianiem problemu Kariny – jej rodzice rozstają się w tle opowieści, a ten fakt nie podlega żadnym dalszym analizom. Dziewczynka nie żąda rzeczy nierealnych, nie chce wymuszać na rodzicach zejścia się – za to czeka na odrobinę uwagi. Potrzebuje też wsparcia w trudnych chwilach, a przecież mama zabiera jej nawet ukochane zabawki. Pluszowy renifer czy Lalala rozumieją znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. „Sama” to z jednej strony wsparcie dla maluchów – nawet w najtrudniejszej sytuacji można znaleźć twórcze rozwiązanie problemu, ale i podpowiedź dla dorosłych. Grzegorz Kasdepke nie tylko namawia rodziców do kontaktów z pociechą – uczy, jak w prosty sposób naprawić błędy i odbudować zaufanie.

Kasia Kołodziej, autorka ilustracji, tym razem daje się poznać z innej strony. Jej bohaterka nie jest rozbrykanym urwisem: to dziewczynka mocno nieszczęśliwa, wciąż bliska płaczu i zagubiona. W jej wyobraźni rozgrywają się smutne sceny – i nawet postacie – wytarte pluszowe maskotki – nie budzą uśmiechu. Kasia Kołodziej zwykle rozbawia maluchy rysunkami, tu nie ma takiej możliwości. Stara się jednak zachęcać do przyglądania się obrazkom – w końcu przecież pojawi się nadzieja na powrót „dobrej” mamy. I „Sama” dzięki happy endowi pocieszy kilkulatki. Nie jest to historyjka długa, więc nie wprawi maluchów w przygnębienie – ale porusza w niekonwencjonalny sposób temat coraz bardziej ważny dla dzieci. „Sama” uczy pogodzenia się z losem i spokoju.

poniedziałek, 11 marca 2013

Grzegorz Kasdepke, Barbara Kosmowska: Wielki wybuch, czyli K kontra K

Wilga, Warszawa 2012.

Internetowa współpraca

Jest ich dwoje, Kryspin i Ksenia. Już same oryginalne imiona wystarczają, by zostali wykluczeni ze szkolnej społeczności – a przecież oboje stale popełniają jeszcze gafy, które mogą być równoznaczne z towarzyskim samobójstwem. Kryspin, chudy okularnik i ironista, idealnie nadaje się na ofiarę – toteż znęcają się nad nim koledzy z klasy. Ksenia traci przyjaciółki, gdy chce pomóc nowej koleżance dotkniętej problemem jąkania. Oboje nie należą do szkolnej elity. Za to w internecie mogą pokazać, co potrafią. W interaktywnej grze zawiązują sojusze i wypowiadają wojny, tu są niezwyciężeni. Nie znają się osobiście, więc mogą stworzyć sobie nowe tożsamości, avatary, którym przypiszą znacznie lepszy niż swój los. K i K kreują siebie na klasowych idoli, a przy tym bezwzględnych i silnych nastolatków, które wychodzą cało z każdej opresji.

Grzegorz Kasdepke i Barbara Kosmowska przyjrzeli się tym razem troskom współczesnej młodzieży. Porzucili tony pedagogiczne, wnioski pozostawiając odbiorcom. Trochę podkoloryzowali sytuację, ale z tematem trafili w sedno. Czytelników przyciągną i zagadnienia zawarte w książce, i sposób ich zaprezentowania, i wreszcie dyskretny humor. Nie mówiąc już o kreacji outsiderów i sposobach radzenia sobie ze szkolnym stresem. Zaintryguje ich dodatkowo tajemnicze odliczanie do Wielkiego Wybuchu, a także przeplatanie świata realnego wirtualnym (dość solidnie zbudowanym).

W kolejnych rozdziałach na przemian towarzyszyć się będzie Kryspinowi lub Kseni. Autorzy stopniowo wprowadzają odbiorców w szkolne rozterki i sytuacje w domach bohaterów – przedstawianie postaci i osób z ich orbit odbywa się naturalnie, nie ma obaw o zbędne pouczenia. Sceny kreślone są zamaszyście i przypadną do gustu tak dzieciom, jak i młodszym nastolatkom. W każdym rozdziale przedstawione zostały perypetie Kryspina lub Kseni oraz problemy, które oboje mają. Po zamknięciu pojedynczych historii przychodzi natomiast czas na e-mailową wiadomość. Bohater rozdziału opowiada wszystko w dużym skrócie w liście do jedynego sojusznika – anonimowego K. Tyle że opowieść (pełna szczegółów z gier) przefiltrowana jest przez poczucie wstydu i chęć zaimponowania bezkompromisowymi czynami, więc już nie tyle podkoloryzowana, co mijająca się z prawdą. A przecież K i K muszą się kiedyś poznać osobiście.

Kasdepke i Kosmowska stworzyli książkę, w której kwestie nurtujące dzisiejszych nastolatków mieszają się z odwiecznymi zmartwieniami. Odpowiednio wyważyli proporcje: całość nie składa się wyłącznie z gaf bohaterów, ma zgrabną, a momentami kryminalno-detektywistyczną fabułę, która rozbudza ciekawość. Język narracji nie jest upraszczany czy trywializowany, za to sprzyja podkreślaniu ironiczności. Udana mieszanka tajemnic i skrywanych nauczek składa się na ciekawą lekturę. Co ważne – w odróżnieniu od typowych wiadomości e-mail z powieści dla młodzieży, Kasdepke i Kosmowska powracają do sztuki epistolografii – pisemne wywody bohaterów są obszerne i nienudne. Akcja rozkręca się dość szybko, a przy tym cały czas towarzyszy jej celna narracja – widać, że Kasdepke i Kosmowska dobrze się przy pisaniu bawili, nie tracąc z oczu założeń książki. Świadczy o tym zresztą trochę komicznych nieporozumień, zgrabnie wtapianych w opowieść. „Wielki wybuch” należy do książek trafnie opisujących rzeczywistość i bawiących młodych czytelników. To ładne połączenie tradycji literatury czwartej oraz aktualnych problemów dzieci.