* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2026

Katarzyna Kozłowska: Feluś i Gucio odkrywają... Polska

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Wyprawa

Przed wakacjami to całkiem niezły pomysł. Feluś i Gucio odkrywają to podseria rysunkowych opowiastek o przygodach chłopca i jego pluszowego misia – teraz w tym podcyklu pojawia się książka „Polska”, która może przygotować dzieci na spotkania z przedstawicielami różnych narodów i kultur – i wprowadza garść wiadomości o własnym kraju. Katarzyna Kozłowska nadaje wszystkiemu rangę zabawy – odkrywa się tu kolejne tematy dzięki wyprawom w różne miejsca, a tematyzowanie rozkładówek pozwala przyjrzeć się Polsce z różnych stron.

Pojawi się w tej książce mapa Polski – oczywiście nie w wersji, którą dzieci dostaną w szkolnych atlasach, a znacznie bardziej bajkowa, z cechami charakterystycznymi największych miast – po to, żeby zainteresować małych odbiorców zawartością tomiku. Kolejne rozkładówki będą bowiem prezentować wybrane miejsca z uwzględnieniem ich turystycznych atrakcji lub legend i ciekawostek. Tak najmłodsi zwiedzą między innymi Warszawę (i zajrzą na Stadion Narodowy), wybiorą się nad Bałtyk, sprawdzając, jakie gatunki fauny można tu znaleźć, a także – co robi się na plaży. Odwiedzą Trójmiasto. Wyruszą też do Poznania i Torunia, Wrocławia czy Krakowa. Ponadto autorka zajmie się przygotowaniem do celów różnych podróży: dzieci przekonają się, czego można się dowiedzieć w muzeach albo w podręcznikach czy podaniach ludowych od przewodników, przyjrzy się rzekom i jeziorom, puszczom i lasom, górom i jaskiniom. To wszystko w dużym skrócie, tak, żeby zaintrygować najmłodszych i nie zmęczyć ich nadmiarem wiadomości. Tu liczy się przede wszystkim dobra zabawa, a także oswojenie maluchów z najbardziej charakterystycznymi i typowymi wiadomościami dotyczącymi poszczególnych rejonów i miejsc. W razie zainteresowania lub potrzeb odbiorcy będą mogli rozwijać wiadomości.

Nie ma tu bardzo rozbudowanej narracji, Katarzyna Kozłowska stawia na krótkie i wręcz hasłowe akapity, do których wplata drobne definicje albo ciekawostki – i podpisy do rysunków. Najwięcej miejsca na rozkładówkach tradycyjnie w całej serii zajmują ilustracje Marianny Schoett, która teraz może popisać się odwzorowywaniem tego wszystkiego, co uznajemy za koloryt lokalny – w najpiękniejszym możliwym wydaniu. Każda rozkładówka to zatem całe szeregi obrazków, między którymi przewijają się bohaterowie – zwłaszcza Gucio co pewien czas lubi wtrącić swoje trzy grosze do odwiedzanych miejsc i wprowadzić do świadomości maluchów coś interesującego. Pojawiają się pocztówki lub migawki, komiksowe kadry, ilustracje imitujące zdjęcia, a czasami też wyliczanki na marginesach – chodzi o to, żeby urozmaicać sposób przedstawiania wiadomości, by nie zmęczyć dzieci rutyną albo przewidywalnością. Książka jest bardzo kolorowa i bardzo przyjemna, spodoba się wielu maluchom i będzie długo im służyć – można za każdym razem podczas oglądania jej odkrywać coś nowego i sięgać do kolejnych ciekawostek nie tylko przy okazji wakacyjnych wojaży. Jest to książka dobrze obmyślona – w sam raz dla najmłodszych, którzy nie skupią się zbyt długo na tekście, wypełniona ładnymi dla oka obrazkami i zapadającymi w pamięć hasłami. Można wykorzystać ten tomik jako pierwszy przewodnik w stylu picture book dla maluchów.

niedziela, 1 lutego 2026

Paulina Tondos: Grenlandia. Ulotny duch Północy

Bezdroża, Gliwice 2026.

Północ

Jest w tej książce coś magnetyzującego i niezwykłego, chociaż Paulina Tondos stara się budować narrację tak, żeby wypaść jak najbardziej uniwersalnie i w stylu trochę zbliżonym do podręcznikowego. Jednak nie ukrywa fascynacji Grenlandią, a co za tym idzie – także wie, jak przeszczepić ją odbiorcom. „Grenlandia. Ulotny duch Północy” to książka niepozorna i ukrywająca naprawdę fascynujące treści, a do tego przygotowana fachowo i z myślą nie tylko o aktualnych wydarzeniach – chociaż na aktualności trochę przypadkowo zyskuje. Autorka podchodzi do tematu ze znawstwem i kieruje się przede wszystkim chęcią udzielania odbiorcom szczegółowych wyjaśnień na temat miejsca. Zaczyna wręcz podręcznikowo od opowieści o lodowcach, ukształtowaniu terenu, położeniu geograficznym – to wszystko przyda się później, między innymi przy omawianiu tematu złóż naturalnych, tak rozpalającego politykę międzynarodową. Zresztą na tematy polityczne też znalazło się miejsce – bo autorka dba o to, żeby przedstawić historyczne i aktualne znaczenie Grenlandii, a osobny rozdział przeznacza w ogóle na omówienie, co Stany Zjednoczone chcą od Grenlandii uzyskać. To dobry pomysł, żeby uświadomić części czytelników, o co cała gra. Ale sprawy polityczne to tak naprawdę tylko margines w tej publikacji, niewielki element pozwalający poznawać specyfikę regionu i mentalność mieszkańców. Paulina Tondos chce bowiem prezentować – zgodnie z podtytułem – ulotnego ducha Północy i zabiera się do tego znakomicie. Efekty, jakie uzyskuje, olśniewają.

Jeśli ktoś ma ochotę na poznawanie lokalnych wierzeń i przekazów ludowych, tradycji oraz opowieści, które przez całe wieki zapładniały wyobraźnię lokalsów, może je tutaj znaleźć. Autorka jest świadoma, jak bardzo prezentowane przez nią fabuły odbiegają od dzisiejszych standardów wydawniczych – mnóstwo tu krwawych i przerażających sytuacji, które prowadziły do wyjaśniania nieznanego i do budowania przestróg, które zapadną w pamięć miejscowym. Dzisiaj czyta się o tych pomysłach z lekkim uśmiechem, ale Paulina Tondos uświadamia też czytelnikom, jak ważne jest ocalanie dziedzictwa kulturowego i znalezienie miejsca na utrwalenie dorobku przodków, nawet jeśli dzisiaj wydaje się on kompletnie nieprzydatny w wymiarze praktycznym. Opowieści z surowej północy ucieszą czytelników – pokażą im całą egzotykę i osobność Grenlandii, ale też wartość ocalonych historii i fabuł. Część kulturoznawcza bardzo ożywia tę książkę i staje się najważniejszym powodem, dla którego sięgać po nią mogą przypadkowi odbiorcy – Tondos ich nie rozczaruje, przyniesie im cały zestaw ciekawostek i efektów imaginacji, uporządkowany i starannie przedstawiony.

Autorka staje w opozycji wobec blogerskich wywodów i szybkich komentarzy. Dba o to, żeby przedstawić Grenlandię starannie, bez skrótów i jednocześnie bez przegadania. Udaje jej się dobrze wyważać proporcje i zamieniać lekturę w przygodę – mimo że nie rezygnuje z popularnonaukowego stylu. Jest tu bardzo gęsta narracja wypełniona ciekawostkami i anegdotami, przygotowująca do ewentualnych podróży albo do zwiększenia uwagi poświęcanej dalekim krajom. Paulina Tondos prowadzi czytelników z zacięciem i dużą wiedzą, sprawia, że chce się za nią podążać – i że lektura zamienia się w dużą przyjemność. Warto się na ten niepozorny tom zdecydować: nie mamy tu przeładowania grafikami, liczą się za to komentarze oddziałujące na wyobraźnię.

piątek, 7 listopada 2025

Giulia Ziggiotti: Chiny. Od czerwonych lampionów po Zakazane Miasto

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Zwiedzanie świata

Kolejna orientalna publikacja we włoskim cyklu Naszej Księgarni pozwala poznać specyfikę Chin – kultury i zwyczajów, trochę języka czy kuchni. Giulia Ziggiotti zabiera młodych czytelników na wyprawę „Od czerwonych lampionów po Zakazane Miasto”. W tej bardzo kolorowej książce zmieściło się całe mnóstwo ciekawostek i faktów dla tych, którzy wybierają się w podróż i dla tych, którzy szukają inspiracji. Chiny potrafią zaskoczyć niejednym – a autorka wybiera zaledwie garść ciekawostek, które następnie rozpisuje na kolejne rozkładówki. W tomiku, który jednocześnie jest bogato ilustrowanym albumem, znalazło się sporo informacji dla dzieci i młodzieży – zachęcają one do podróży i do zwiedzania świata, ale też do poznawania innych kultur i krajów. Momentami ta książka zamienia się niemal w poradnik dla podróżujących, znajdzie się tu trochę zwrotów przydatnych, kiedy chce się nawiązać kontakt z miejscowymi (oraz uwaga, co zrobić, kiedy w używaniu tych zwrotów będzie się trochę za dobrym). Podpowiedzi, jak zachować się w restauracjach, czego spróbować i na co zwrócić uwagę. Będzie trochę o Wielkim Murze Chińskim i trochę o kaligrafii (a także o samym tworzeniu znaków).

Autorka unika ulotnej polityki, dba za to o to, żeby w książce znalazły się ciekawostki uniwersalne i ponadczasowe. W tym celu kieruje się w stronę głębokiej przeszłości, pokazuje, jak kształtowała się tożsamość kulturowa Chin. Omawia konkretne miejsca, które warto odwiedzić i zobaczyć, tak, żeby zaprosić odbiorców do wspólnego zwiedzania i zdobywania ciekawych doświadczeń. Do tego odnosi się także do charakterystycznych zjawisk i przemian społecznych – nie wszystko, co oferują dzisiaj Chiny, funkcjonowało jeszcze niedawno – warto zatem zdawać sobie sprawę z metamorfoz, jakie zachodzą w społeczeństwie. Dzieci dowiedzą się, czego się spodziewać, jeśli pojawią się w tym kraju – i co wyróżnia go spośród innych państw. Znajdzie się miejsce na wyliczenie charakterystycznych świąt i ich wyróżników, a także na rozbudowaną część poświęconą kulinariom – bo być może najłatwiej i najszybciej będzie spotkać się z egzotyką właśnie w kuchni. Dzieci poznają ważne zwroty i sformułowania – być może to będzie impuls do poznawania kultury chińskiej w przyszłości.

Za każdym razem narracja sprowadza się do kilku tematyzowanych akapitów, krótkich i będących raczej podpisami pod obrazkami niż pełnowymiarowymi opowieściami – to wystarcza, żeby zaintrygować najmłodszych i dać im punkt zaczepienia do poznawania innych państw, a jednocześnie – nie zmęczy małych odkrywców czy globtroterów. Ta książka może być impulsem do odważnych marzeń, próbą pokazania czegoś, co nie jest na wyciągnięcie ręki dla śmiałków, ale będzie dostępne w przyszłości. Chiny w tym ujęciu składają się z samych pozytywów, kuszą i urzekają – i oczywiście nie jest to pełny obraz kraju, jednak najmłodszym na razie wystarczy. Takie lekturowe rozwiązanie otwiera bowiem na poznawanie świata i przekonuje, że można cieszyć się zdobywaniem wiedzy na różne, wszechstronne tematy. Tego typu lektur powinno być na rynku jak najwięcej – żeby uświadomić dzieciom, że wszystkie kontynenty i kraje na nich warto odkrywać.

środa, 14 maja 2025

Jacek Cygan: Ciao, Goethe!

Marginesy, Warszawa 2025.

Podróż

Jacek Cygan postanawia podzielić się z czytelnikami swoimi fascynacjami – literackimi i podróżniczymi jednocześnie. Jego książka „Ciao, Goethe” to zapis doświadczeń z zagranicznych wypraw. Łącznikiem między kolejnymi eskapadami jest Goethe – to śladami poety wyrusza „pan od piosenek”. Zestawia notatki i zachwyty z tym, co sam przeżywa, podpowiada, co warto zwiedzić i obejrzeć – ale też cieszy się życiem. Próbuje potraw w różnych miejscach, rozkoszuje się winami, ale najchętniej podejmuje dyskusje zawsze wtedy, kiedy znajdzie rozmówców – zwłaszcza tak jak on zachwyconych Goethem. Często podkreśla rolę przyjaźni z Igorem Mitorajem, bez przerwy też przypomina o roli żony w wyprawach. Autor może sobie pobujać w obłokach, porozmyślać nad naturą świata i nad natchnieniem czy inspiracją – kiedy będzie przemierzać uliczki, po których być może chodził Goethe, kiedy będzie sprawdzał, czy miejscowi upamiętnili jakoś spotkania ze sławnym poetą. Jest w stanie się odnosić do wspomnień artysty i sam snuje własne, tworzy literaturę podróżniczą w starym stylu. Będzie można wyruszyć w podróż z książką „Ciao, Goethe” jako przewodnikiem – każdy, kto będzie miał ochotę na niespieszne poznawanie włoskich pejzaży, może z tego tomu bardzo skorzystać.

Jacek Cygan nie poprzestaje na odnotowywaniu na tym, gdzie Goethe bywał i co widział – jak różnił się dawny Rzym od obecnego – przytacza całe mnóstwo erudycyjnych opowieści, w których literatura i sztuka mieszają się z tematami architektonicznymi – a te z kolei z gastronomią. W takiej wersji odkrywa się Włochy z wielką przyjemnością. Ważne jest to, że Jacek Cygan rezygnuje z dzisiejszych trendów – idzie pod prąd, nie zwiedza, żeby odhaczać, a żeby się napawać, czerpać przyjemność z odkrywania niepowtarzalnej atmosfery i z uczestniczenia w czymś podniosłym, ale też niezależnym od epoki. Jest tutaj wiele ciekawostek, których próżno by szukać w przewodnikach turystycznych – ale radość z odkrywania wyjątkowych miejsc będzie ogromna – i udzieli się odbiorcom. Po tę książkę sięga się dla literackich przeżyć, dla nietypowych odkryć i dla porozumienia między wiekami. Goethe w pewnym momencie staje się pretekstem do chłonięcia kultury, do odpoczynku i wyszukiwania drobnych życiowych przyjemności w odpowiedzi na codzienne zabieganie. We Włoszech czas się zatrzymuje, tu da się spotkać kelnera, który wda się w długą i erudycyjną dyskusję na tematy literackie, filozoficzne lub kulturowe. Jacek Cygan wie, jak zachwycać się drobiazgami, opisuje swoje przeżycia tak, żeby atmosfera szybko udzieliła się odbiorcom. Jest tu wiele przyjemności zrozumiałych dla tych, którzy wiedzą, jak ważne jest zatrzymanie się i znalezienie własnego miejsca w świecie. Nie jest to książka, którą da się przeczytać szybko – służy do powolnego odkrywania, do dzielenia się odkryciami i do tropienia ciekawostek z przeszłości. Okazuje się, że za Goethem można całkiem ciekawie podróżować. To książka, przy której można odpocząć - przez samo śledzenie doświadczeń kogoś innego.

piątek, 22 listopada 2024

Anya von Bremzen: Kuchnia narodowa. Osobista podróż przez kultury, historię i smaki

bo.wiem, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.

Smaki

To książka, która łączy pasję do podróży z pasją do odkrywania smaków – i z wielką erudycją w zakresie kultury. W tym wypadku powiązanej z kulinariami. Anya von Bremzen odwiedza kolejne kraje, żeby przekonywać się, czy istnieje coś takiego jak potrawy narodowe (często funkcjonujące w stereotypach) i sprawdza, w jaki sposób zmieniały się kanoniczne dania typowe dla poszczególnych miejsc. Spotyka się oczywiście z ludźmi, którzy próbują ocalać przeszłość lub na jej bazie budują sobie kolejne propozycje dla smakoszy. „Kuchnia narodowa. Osobista podróż przez kultury, historię i smaki” to zestaw bardzo nietypowych opowieści o kuchni. Nietypowość polega tu przede wszystkim na dyskursie – niemal naukowym. Tekst jest gęsty i przesycony nawiązaniami, erudycyjny i daleki od banalności. Autorka nie skręca w stronę literackiego popu, nie karmi czytelników fast foodami – woli niespieszne przygotowania i uważne opisy, troszczy się tak samo o żołądki jak i o mózgi odbiorców – a to przekłada się na ambitną lekturę. Autorka wie mnóstwo i chętnie dowiaduje się jeszcze więcej, gromadzi informacje, wypytuje swoich kulinarnych przewodników o to, czego brakuje w jej materiałach. Zdarza się zresztą, że stawia sobie tezy, których nie sposób udowodnić – i co do tego też musi się przekonać na miejscu. Wybiera za każdym razem jedną charakterystyczną dla miejsca potrawę i wykazuje jej znaczenie czy wartość dla historii i współczesności, sprawdza, czy zmieniło się społeczne podejście do niej (i w jaki sposób), a także naświetla znaczenie dania dla lokalnej kultury. Bywa, że błądzi – jeśli wybrana przez nią potrawa nie ma większego znaczenia dla miejscowych. To prowadzi do refleksji na temat istnienia narodowych kuchni i narodowych potraw – w efekcie książka nabiera jeszcze lekko filozoficznego charakteru.

Jest tu sporo osobistych wstawek, całe reportaże Anya von Bremzen przepuszcza przez siebie i częstuje czytelników własnymi doświadczeniami. Chętnie dzieli się z odbiorcami drogą do zdobywania przepisów, funkcjonuje jako przewodnik po kuchniach świata. Nie rzuca się na każde dostępne lokalne jedzenie, raczej koncentruje się na zbieraniu informacji na jeden temat – nie chce, żeby czytelnicy mieli przesyt wiadomości. A przecież wprowadza mnóstwo detali, aż zaskakuje drobiazgowością w podejściu do kuchni z różnych krajów. Radzi sobie z wychwytywaniem znaczeń, odbiorcom proponując wyrafinowane podejście do zwyczajnych czasem dań. Jest w „Kuchni narodowej” sporo ciekawostek i mnóstwo smaków, to książka, która niby realizuje rynkowe trendy – a jednak jest w tym zupełnie inna niż najczęściej pojawiające się publikacje reportażowo-podróżnicze. Pozwala poznawać nie tyle miejsca, co metody przygotowywania potraw powiązane z tradycjami czy zwyczajami regionów. „Kuchnia narodowa” to publikacja ciekawa i wartościowa, dla tych, którzy nie zadowalają się prostymi naiwnymi narracjami. Anya von Bremzen na pewno nie będzie ani przez moment budować infantylnych opowieści – zabierze czytelników w prawdziwą podróż pełną wiedzy i smaku.

poniedziałek, 11 listopada 2024

Lorenzo Colantoni: Powrót do świętych lasów

bo.wiem, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.

Przyroda

To jest książka, która przenosi czytelników w inny świat – i nawet nie tyle kulturowo inny (chociaż też odległy, wypełniony istotami z zaświatów, wierzeniami i przekonaniami z Dalekiego Wschodu), co daleki od zabiegania i pośpiechu, cywilizacyjnej pogoni za wygodami i daleki od natury. „Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” to podróż, jaką Lorenzo Colantoni odbył dzięki pomocy lokalnych przewodników – próba zrozumienia terenów oddalonych od turystycznych szlaków i od wyjątkowo zaludnionych miast. Autor przypomina o tym, co pierwotne i bazujące na instynktach, a jednocześnie dzisiaj urzekające swoją obcością. Zależy mu na ekologii, na ochronie przyrody, na jedności, jaką człowiek może tworzyć z naturą – stąd też wyprawy, których czytelnicy będą mogli mu pozazdrościć – jeśli, ogólnie, nie baliby się wyjścia z własnej strefy komfortu. Lorenzo Colantoni spotyka się z ludźmi, którzy zdradzają mu tajniki miejsc, dzielą się wynikami swoich badań albo po prostu zamieniają w przewodników i prowadzą go tam, gdzie przybysz z zewnątrz nie powinien mieć prawa wstępu. Japonia nieznana odsłania swoje sekrety po kawałku, a sam autor w niezwykłych krajobrazach może znaleźć ukojenie. Specyfika ogrodów i wiosek, ochrona lasów lub zagrożonych gatunków zwierząt, religie mniej kojarzone lub w ogóle zapomniane wierzenia, ale i dziwacy, którzy właśnie na bezludziu mogli znaleźć schronienie i teraz już funkcjonują jako zrośnięci z miejscem. Japonia w tym ujęciu w ogóle nie przypomina kraju z vlogów, przewodników turystycznych i notatek obieżyświatów – tu liczy się najbardziej wyobcowanie, ucieczka od zwyczajności i wkraczanie w świat wierzeń. A przy okazji edukowanie społeczeństwa – bo nie zawsze i nie wszędzie wizja dbania o środowisko przychodzi naturalnie, czasami trzeba sięgnąć po argumenty i uświadamiać, co da się robić lepiej. Ale przy tym wszystkim najważniejsze jest odkrywanie – poznawanie tego, co do tej pory nie funkcjonowało w powszechnej świadomości, przedstawianie ciekawostek i reportaży, które mniej są nastawione na prezentowanie historycznych przemian, a bardziej na to, co ocalało mimo pogoni cywilizacyjnej. Jest w „Powrocie do świętych lasów” szansa na wytchnienie i na zatęsknienie za rekreacyjnymi terenami idealnymi do spacerów, jest powrót do natury i podpowiedź, o co powinno się w najbliższym otoczeniu zadbać. A przy okazji jest też zestaw wiadomości związanych z lokalnymi odkryciami, Japonia mniej znana staje się tu całkiem gościnna – ale zupełnie nie stereotypowa. Lorenzo Colantoni porównuje doświadczenia człowieka Zachodu z tym, co oferują japońskie lasy na uboczu – proponuje inny sposób poznawania świata. Ta książka ma w sobie magię, moc przyciągania czytelników spragnionych wyciszenia – ale dzięki ambitnej opowieści. Jest w tej narracji i zaspokajanie ciekawości, i budowanie zainteresowania kulturą Dalekiego Wschodu, jest wreszcie ponadczasowość i zestawianie największych i skrywanych ludzkich pragnień w dążeniu do spokoju i wyciszenia. Ciekawa jest to propozycja wydawnicza – z pewnością nie pozostanie obojętna tym, którzy zdecydują się na spotkanie z japońskimi duchami.

niedziela, 5 maja 2024

Juan Villoro: Miasto Meksyk. Poziomy zawrót głowy

bo.wiem, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.

Magia miejsca

Juan Villoro odchodzi od przewodnikowego czy reportażowego przedstawiania miasta – miejsca ważnego dla siebie. Stawia za to na eseje, które przesyca nie tylko wiedzą na temat Meksyku, ale też własnymi doświadczeniami, przemyśleniami, lekturami i obserwacjami. Zamiast zastanawiać się nad tym, jaki Meksyk jest obiektywnie, przedstawia go we własnej wersji – owszem, zakorzenionej w osobistej perspektywie, ale też zahaczającej o lokalne zwyczaje czy głosy innych. Nie ma tutaj żadnych typowych prezentacji: geograficzne i historyczne uwarunkowania się nie liczą – ważna jest atmosfera, istota miasta, oddawana w tematycznych esejach. I dzięki temu Juan Villoro od początku przyciąga czytelników. Pisze niespiesznie – zresztą teksty składające się na książkę i materiały do niej zbierał autor przez dekady – a to owocuje doskonale przemyślanymi, trafnymi wywodami. Tylko tak można oddać wielokulturowość Meksyku i jego wewnętrzne splątanie. Tylko tak można przemycać zachwyt bez posądzeń o jednokierunkowość komentarzy. Tu ożywają literackie obrazy i zakodowane w umyśle scenki, wszystko zyskuje wymiar symboliczny i podlega wielowymiarowej lekturze. Taką lekturę przekazuje Villoro odbiorcom – zaprasza do wspólnego zwiedzania i odkrywania tego, co mniej oczywiste. Nie ma tu znaczenia wytyczanie ścieżek i tras ani dzielenie się prywatną topografią: Meksyk wyobrażony jest równie ważny jak Meksyk faktyczny, a z tego połączenia wyłania się najbardziej złożona, a przecież i najbardziej atrakcyjna całość. Przez własne życie Villoro pozwala poznawać społeczne i czasowe przemiany – sięga do swojego dojrzewania, a właściwie do tych jego elementów, które nierozerwalnie wiążą się z miastem. Równie często posiłkuje się wyobraźnią reżyserów, pisarzy czy artystów – Meksyk funkcjonuje na wiele sposobów. Jedno się powtarza: nielinearność miasta, wizja szarpana, pozbawiona ciągłości – to autor podkreśla co jakiś czas i temu poświęca sporo uwagi. Ten motyw także wyjaśnia sięganie po hybrydową formę tekstów – nie ma tu przecież jednolitych komentarzy, powtarzalności w budowaniu szkiców – ważne są swobodne skojarzenia. Które jednak porządkuje autor za sprawą potężnej dyscypliny myślowej. Tu nie ma przypadku w ramach samych esejów: autor doskonale wie, do jakiego celu dąży i tylko dzięki temu może uniknąć chaosu w strumieniu danych. Żongluje informacjami i przeżyciami, budując teksty nieobojętne dla czytelników – bez względu na to, czy są oni emocjonalnie związani z Meksykiem czy też nie. Chociaż autor wykorzystuje mnóstwo osobistych spostrzeżeń, stawia na konkrety i na rzeczową narrację. Przesyca tom wiadomościami – a jednocześnie nadaje im taką formę, że nie ma wrażenia sztuczności czy cytowania podręczników, to prawdziwe literackie doświadczenie. Proza jest tutaj gęsta i przy tym bardzo staranna, co przekłada się na bardzo przyjemną lekturę. „Miasto Meksyk. Poziomy zawrót głowy” to spotkanie z inną rzeczywistością – która staje się zrozumiała właśnie po takim tłumaczeniu kontekstów i istoty miejsca. Juan Villoro radzi sobie wyśmienicie z tworzeniem niezwykłego literackiego przewodnika – z tą książką raczej nie podróżuje się i nie przemierza ulic, ale bez ruszania się z miejsca można przeżyć wielką przygodę i poznać faktycznie zjawisko. W tę lekturę się wpada: łatwo się w niej zanurzyć i zatracić, to propozycja dla wszystkich stęsknionych za starannymi, dokładnymi i ciekawymi tekstami. Warto spróbować – nawet jeśli ktoś nie interesuje się Meksykiem jako takim – z uwagi na jakość narracji.

środa, 3 kwietnia 2024

Tomasz Orłowski: Dyplomatyczna ratatouille. Dokładka

Rebis, Poznań 2024.

Smaki Francji

Ta wiadomość ucieszy wszystkich, którzy cenią sobie podróżowanie – i tych, którzy wolą rozsmakowywać się w przewodnikach literackich i wędrować wyłącznie w wyobraźni, za sprawą starannie dobieranych lektur. Tomasz Orłowski powraca z dokładką smakowitych opowieści na temat Francji. Powraca – ze względu na zainteresowanie, jakie wzbudził „Nasz zakochany przewodnik po Francji”. A to oznacza, że czytelnicy otrzymują kolejną porcję ciekawostek i wiadomości na temat codziennego życia, zwyczajów i kulturowego dorobku Francji, podaną w sposób wyjątkowy. Bo Tomasz Orłowski nie zamierza wcale schlebiać masowym gustom. Upiera się przy pisaniu starannym, literackim i pięknym, nie przejmując się wcale faktem, że to już zjawisko niemodne i raczej się na rynku literackim nie zdarza. W zalewie bylejakości „Dyplomatyczna ratatouille. Dokładka” mocno się wyróżnia – więc jeśli ktoś potrzebuje oderwania od rutyny i nijakich wyznań niedzielnych podróżników, tu zyska odskocznię dla siebie. Tomasz Orłowski pisze ironicznie i ciekawie, nie zamyka się na humorystyczne komentarze – ale wszystko podaje z klasą, pamiętając o tym, że nie może zawieść odbiorców spragnionych wysokiej jakości tekstów. Stawia na opowieści, które nie zmieściły się w pierwszym tomie – żeby stworzyć uzupełnienie „Naszego zakochanego przewodnika po Francji” i żeby pokazać czytelnikom, jak wiele tematów jeszcze czeka na odkrycie. Subiektywny wybór miejsc, zabytków, tras czy kulinariów nie będzie przeszkadzać w odbiorze – warto zaufać autorowi i dać się poprowadzić przez meandry historii oraz teraźniejszości. Tomasz Orłowski Francję przedstawiać potrafi – zamienia się w kompetentnego przewodnika, który w dodatku ma jeszcze zacięcie literackie w starym stylu – i to wielki atut, bo dzięki takiemu podejściu książka wyróżnia się na rynku, stanowi opowieść wyjątkową i barwną. Zwłaszcza synestezyjność opisów docenią odbiorcy, którzy trafią na tę lekturę – niezależnie od tego, czy wiedzeni ciekawością na temat Francji jako celu podróży, czy – poszukujący czegoś niezwykłego na dzisiejszym rynku wydawniczym. Tomasz Orłowski pisze tak, jak pisało się przed dekadami, ale nie boi się subtelnego przymrużenia oka, od czasu do czasu zdradza upodobanie do celnych puent. Może wprowadzać akcenty towarzyskie albo osobiste wrażenia – zwłaszcza kiedy odnosi się do ulubionych smaków, regionalnych potraw i miejsc, które zapewnią udany odpoczynek turystom. Jednocześnie jest rzetelny w przygotowywaniu podbudowy teoretycznej, nie pozostawia odbiorców bez wiadomości na temat kolejnych budowli – i tutaj ożywia historię, jest w stanie zaprezentować przeszłość barwnie i z pomysłem. „Dyplomatyczna ratatouille. Dokładka” to książka, która bardzo szybko znajdzie szerokie grono czytelników – pozwala na odkrywanie piękna Francji w najlepszej możliwej formie. Poza wartością poznawczą jest to również znakomita lektura – coś, co wymaga skupienia, ale zapewnia też relaks. Tomasz Orłowski w swoich esejach przedstawia Francję, którą sam poznał – ale dodaje do tego mnóstwo informacji nieoczywistych. Dzięki wybranemu stylowi narracji może przekonać do siebie odbiorców i udowodnić, że na rynku jest miejsce na niespieszną, staranną opowieść płynącą z fascynacji, ale też mądrą i ciekawą. Ta publikacja jest jak podróż bez ruszania się z ulubionego fotela – wolna od wad dzisiejszej literatury podróżniczej i poprowadzona z pomysłem.

sobota, 16 marca 2024

Anna Zygma: 555 zagadek o Górach Stołowych

Bezdroża, Helion, Gliwice 2024.

Wiedza ze szlaków

Bardzo wyróżnia się ta publikacja na rynku książek turystyczno-krajoznawczych: chociaż tytuł i forma kojarzą się z rozrywką, wnętrze tomu „555 zagadek o Górach Stołowych” skrywa potężną dawkę wiedzy, którą Anna Zygma przekazuje zwłaszcza zapaleńcom – lub tym, którzy chcą się nimi w najbliższej przyszłości stać. Oprowadza po Górach Stołowych z przewodnickim zacięciem i nie infantylizuje wiadomości, co najczęściej zdarza się dzisiaj wędrującym blogerom. Na pewno „555 zagadek o Górach Stołowych” nie będzie książką rozczarowującą, chyba że ktoś spodziewał się banalnych i upraszczanych do bólu komentarzy. Anna Zygma rezygnuje z gawędziarskiej narracji, nie zależy jej na kupowaniu czytelników anegdotami i scenkami z życia wziętymi. Przeczesuje za to biblioteki, szuka czystych danych i przekuwa je w krótkie komentarze. Książka zaczyna się od szeregu zagadek – to prawie dziewięćdziesiąt stron z pytaniami różnego rodzaju. Czasami trzeba tylko wskazać jednowyrazową nazwę albo dopasować wskazówkę do zdjęcia (czy po prostu rozpoznać miejsce przedstawione na fotografii – ale zagadek graficznych jest tu stosunkowo niewiele), innym razem – odwołać się do lokalnej legendy albo do wiadomości z różnych dziedzin, ogniskujących się na terenie Gór Stołowych (pochodzenie, geografia, geologia, parki narodowe, zwierzęta i rośliny, szczyty, formacje skalne, uzdrowiska, szlaki, miejscowości, przeszłość, filmy, budowle sakralne czy platformy widokowe – tematów tu nie zabraknie, a każdy kolejny zestaw zagadek pogrupowanych ze względu na zagadnienie, którego dotyczą, pokazuje, jak wiele wiadomości można wydobyć z regionu.

Przy zagadkach przeważnie nie ma podpowiedzi (chociaż bywa, że zestaw wskazówek ma ułatwić podawanie rozwiązań), za to w zasadniczej części tomu, „rozwiązaniach”, wyjaśnienia są rozbudowane i wypełnione danymi. Anna Zygma zarzuca wręcz odbiorców liczbami i faktami, przytacza ciekawostki historyczne i odwołuje się do kulturotwórczej roli niektórych miejsc. Stawia na treściwe wyjaśnienia, nie bawi się w poszukiwanie formy: odpowiedzi są rzeczowe, ale mogą też zaintrygować odbiorców. To dzięki tej lekturze można się dużo dowiedzieć o Górach Stołowych – i przygotować się na odkrywanie tego miejsca. Różnie może za to przebiegać samo czytanie: albo wiązać się będzie z próbami udzielenia odpowiedzi na zagadki, albo odbiorcy wybiorą drogę na skróty i od razu przejdą do samych wyjaśnień (wtedy jednak trzeba też zacząć od przeczytania zagadki, żeby wiedzieć, czego ona dotyczy). Anna Zygma szuka informacji sprawnie i podsuwa czytelnikom wiadomości w pigułce. Oczywiście nie jest to książka pozbawiona zdjęć – liczne fotografie nie przytłaczają i nie dominują nad tekstem, za to pokazują uroki Gór Stołowych, krajobrazów, miejsc i zwierząt. To lokalne atrakcje nie tylko dla turystów. Nie czyta się tej publikacji linearnie, chodzi bowiem o gromadzenie i przyswajanie konkretnych danych, a nie o odbywanie podróży z fotela. Anna Zygma pozwala na zapoznawanie się z pięknymi i ciekawymi miejscami, a forma zabawy, którą proponuje, ma zapewnić odbiorcom odrobinę wysiłku intelektualnego – wyzwanie, z którym zmierzą się chętnie wszyscy turyści i miłośnicy Gór Stołowych. „555 zagadek o Górach Stołowych” to rodzaj nietypowego przewodnika – ale też reklamy miejsca, które jest warte odwiedzania.

czwartek, 1 czerwca 2023

Natalia Rosiak: Italia. Kraina kontrastów i różnorodności

Luna, Warszawa 2023.

Podróżowanie

Nie jest Natalia Rosiak pierwszą blogerką, która dzieli się podróżniczymi zachwytami z odbiorcami, z pewnością nie jest też ostatnią osobą zapraszającą do lektury wspomnień z rozmaitych wyjazdów. "Italia. Kraina kontrastów i różnorodności" to książka, która w blogerskim świecie trochę się wyróżnia - przede wszystkim za sprawą podejścia do tematu. Autorka rezygnuje na początku z przedstawiania własnych odczuć i refleksji - do tego dojdzie z czasem, kiedy już czytelnicy oswoją się z jej spojrzeniem na Włochy. I wtedy tak naprawdę tom zacznie żyć i wciągać czytelników. Najpierw jednak Natalia Rosiak decyduje się na prezentowanie kolejnych regionów i miejsc z mocnym rysem historycznym. Chociaż nie zamierza tworzyć przewodnika po Italii, bardzo mocno akcentuje przeszłość odkrywaną w kolejnych miejscach - odwołuje się do wydarzeń z różnych epok, żeby pokazać bogactwo kulturowe i pokłady zagadnień do odkrywania. Z czasem przechodzi do bardziej osobistych spostrzeżeń, a to za sprawą... kulinariów. Autorka prezentuje miejsca, w których zjadła coś pysznego, w których zachwyciła się smakami i w których odkryła coś dla siebie. Stopniowo zaczyna się otwierać i zabiera czytelników w podróż ze sobą. To sprawia, że opowieść staje się bardziej żywa, barwna i ciekawa z perspektywy zwykłych odbiorców - niekoniecznie tych, którzy chcą sami podróżować i poznawać inne kraje.

Natalia Rosiak robi mnóstwo zdjęć, którymi dzieli się z odbiorcami. Faktycznie wie, jak łapać kadry, zamienia wręcz książkę w album - jest tu wiele pejzaży, które stanowią reklamę miejsca lepszą niż opisy i relacje. Szczególnie lubi autorka bawić się słońcem, wykorzystywać złotą godzinę, wstawać wcześnie albo spacerować, kiedy uliczki pustoszeją, fotografować pod słońce i grać cieniami na fasadach budynków, ku radości odbiorców, którzy będą mogli zastanowić się, czy chcą na własne oczy zobaczyć podobne widoki. Jest tu sporo kolorów i sporo efektownych ujęć, może się to podobać - a przecież w książce "Italia", inaczej niż w wielu blogerskich publikacjach, zdjęcia stanowią tylko dodatek. Natalia Rosiak chce bowiem zwracać uwagę na siebie narracją. Na początku mocno w tym zresztą przesadza - kiedy odmalowuje słowami krajobrazy, przesyca zdania przymiotnikami, rozbudowuje, aż stają się dość niewygodne w lekturze, zaczynają przenosić na siebie spojrzenia czytelników. Z czasem to się uspokaja - a sama autorka przestaje wciąż odnosić się do przeszłości, a pozwala odetchnąć i poznawać Włochy z własnej perspektywy. Podpiera się także cytatami z dzienników podróży różnych autorów - wykorzystuje je i wplata w narrację, żeby pokazać, jak krzyżują się kolejne opinie i skojarzenia. Znajduje własny przepis na Włochy, a do tego umożliwia czytelnikom wspólne zwiedzanie - nie turystyczne, a odkrywanie życia, jego rytmu i barw. "Italia. Kraina kotrastów i różnorodności" to książka ciekawa i ładnie wyróżniająca się na rynku literatury podróżniczej tworzonej przez blogerów. Można spokojnie dać się poprowadzić autorce i poznawać Włochy według jej pomysłu.

poniedziałek, 25 lipca 2022

John Hooper: Włosi

W.A.B., Warszawa 2022.

Zrozumienie

Nie jest to tom dla wakacyjnych podróżników, a dla tych, którzy chcą dogłębnie poznać specyfikę Włochów i przygotować się na kulturowe różnice. John Hooper tworzy swoją książkę w opozycji do popularnych przewodników i zwierzeń blogerów: stawia na rzetelną wiedzę i dobrze udokumentowane fakty z przeszłości. Przeprowadza odbiorców przez złożoną historię (kraju, narodu, ale też powiązanych z nim motywów, na przykład kwestii Watykanu) - nie na zasadzie streszczania podręczników do historii, a wysnuwania wniosków i przekładania ich na praktyczną wiedzę. Przygląda się działaniom politycznym i ich konsekwencjom, tak, żeby zrozumieć Włochów mogli wszyscy czytelnicy chcący podjąć wysiłek lekturowy. Nie jest to bowiem książka, którą pochłania się błyskawicznie na leżaku na plaży, a opowieść, którą trzeba powoli odkrywać, rozsmakowywać się w niej i przyswajać kolejne wiadomości. John Hooper nie szuka przepisu na zawładnięcie wyobraźnią odbiorców: zamiast zwracać uwagę na siebie, jak często czynią to dzisiaj autorzy potrzebujący rozgłosu, kieruje całe zainteresowanie na temat książki - czyli na Włochów. Bardzo długo zajmuje się tematami, które pozornie nie mają znaczenia w codzienności (i dla turystów!), pozwala za to skoncentrować się na włoskiej mentalności kształtowanej przez całe wieki. Dopiero kiedy zaprezentuje czytelnikom cały zestaw decyzji politycznych i ich skutków (także w historii), będzie mógł przejść do wynotowywania co ciekawszych zjawisk charakterystycznych dla Włochów. Przyjmuje perspektywę socjologa i badacza kultury jednocześnie, interesuje go społeczeństwo i próbuje przy tym odejść nieco od stereotypowego spojrzenia - tak, żeby uchwycić specyfikę włoskiego życia, a jednocześnie nie tworzyć zbioru hiperbolizowanych charakterystyk. Pojawią się tu ciekawe z perspektywy psychologicznej zagadnienia, między innymi motyw budowania relacji (i seksistowskich zachowań, które we Włoszech nie dziwią i nie szokują), spojrzenia na płeć piękną i na modę. John Hooper sprawdza, dlaczego Włosi lubią oglądać telewizję i czego w niej szukają, jak wygląda kultura pracy i dlaczego fast foody nie zyskały tu wielkiej popularności. Zastanawia się nad tym, kiedy młodzi Włosi chcą zacząć samodzielne życie i jakie przyzwyczajenia są niezależne od rytmu świąt, a porządkują codzienność. Jest tu mowa o religijności i o życiu seksualnym, o rodzinie i o tytularności. Znajdzie się miejsce na pokazanie mrocznej strony Italii - za sprawą opowieści o głośnych zbrodniach. Nie ma jednoznacznego obrazu włoskiej egzystencji i mentalności: to rodzaj mozaiki, zestawiania coraz to innych tematów i rozwiązań niespotykanych na tak wielką skalę nigdzie indziej. John Hooper chce pokazać Włochów przez pryzmat człowieka z zewnątrz, ale bez zaskoczenia, raczej z próbą uchwycenia sensów i połączenia ich z osobistymi wrażeniami. Stawia na narrację rzeczową, esencjonalną i wypełnioną ciekawostkami - nie da się przy tej książce nudzić. Nie jest to lekka i wakacyjna lektura, a rzetelna relacja, która na długo pozostanie z czytelnikami. "Włosi" to książka dla tych, którzy lubią dogłębne analizy i wyjaśnienia, a nie tylko spostrzeżenia na temat życia gdzie indziej.

piątek, 15 lipca 2022

Jacek Pałkiewicz: Dubaj. Prawdziwe oblicze

Świat Książki, Warszawa 2022.

Przepych

Jacek Pałkiewicz dostrzega ironię sytuacji, zresztą nie bez powodu postanawia odwiedzić Dubaj - jako kontrast wobec swoich "zwykłych" wypraw. Chce się dowiedzieć czegoś o mieście, które w opinii wielu jawi się jako spełnienie największych marzeń o bogactwie - i przekonać się, czy to miejsce zapewnia wolność. Wybiera się z żoną na wakacje życia - przynajmniej w ocenie tych, którzy na podobną eskapadę nie będą sobie mogli pozwolić ze względów finansowych. I przybliża czytelnikom tajemnice Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy odkrycia, które w Dubaju nie szokują. Dubaj sto lat wcześniej był miejscem zasypanym piaskiem, bez możliwości rozwoju i bez szans na przyciągnięcie ludzi. Błyskawicznie zamienił się w raj - jednak jego rajskość równie szybko zaczęła budzić wątpliwości. Jacek Pałkiewicz kontaktuje się z Izmirem - reportażowym przewodnikiem po Dubaju. To Izmir będzie zapewniać kolejnych rozmówców, to Izmir wprowadzi w bardziej mroczne klimaty. Izmir służy wyjaśnieniami i pozwala lepiej zrozumieć Dubaj, żyje tu i w pewien sposób usprawiedliwia kolejne dziwne rozwiązania - tak, żeby czytelnicy zrozumieli perspektywę miejscowych. Ale chociaż Izmir to w wydaniu książkowym chodząca encyklopedia - jest w stanie sypać danymi jak z rękawa, wiadomo, że to postać wykreowana na potrzeby przekazywania informacji odbiorcom i do zdynamizowania treści, które inaczej wypadałyby bardziej papierowo. Czasami też tę rolę - rolę edukowania czytelników - powierza Jacek Pałkiewicz Lindzie, kiedy rozmawia z nią dla zabicia czasu. Niezależnie jednak od sposobu wplatania informacji w tekst, proponuje odbiorcom wyrazistą opowieść z wielkimi pieniędzmi w tle.

Pyta Jacek Pałkiewicz o organizację życia codziennego w Dubaju, wskazuje pułapki i problemy natury społecznej: rozwiązania, które tu się stosuje, na dłuższą metę mogą zaszkodzić i uniemożliwić mieszkańcom rozwój. Przypomina, w jakich okolicznościach Dubaj może stać się katastrofą - czym rozwiewa mit miejsca idealnego. Wkracza w świat rozrywek i dostępnych na wyciągnięcie ręki niekoniecznie legalnych sposobów na relaks, opowiada o prostytucji i rozbojach, żeby trochę przybliżyć czytelnikom zasady funkcjonowania tutaj i popularność miejsca. Zajmuje się mentalnością szejków i taksówkarzy. Sprawdza, jak na życie wpływa religia i jaka jest pozycja kobiet w tym świecie. Dochodzi do wniosków, które mogą odbiorców zaskoczyć albo które zmienią postrzeganie Dubaju - tu idylliczne obrazki mocno się oddalają. Jednocześnie nie słabnie podziw dla myśli urbanistycznej i dla rozwiązań pozwalających człowiekowi wygrać z naturą: autor zastanawia się nad systemami dostarczania wody do wysokich budynków i nad ochroną przed klęskami żywiołowymi. Oprowadza po sztucznie stworzonych wyspach i wyjaśnia, co oznaczają ich kształty. Jest w tym wszystkim cień fascynacji, ale raczej dla pomysłowości człowieka niż dla samej realizacji odważnych marzeń. "Dubaj. Prawdziwe oblicze" to książka, w której nie ma zachwytów nad intrygującym miejscem - krytyczne spojrzenie pozwala na stworzenie wielowymiarowego pejzażu Dubaju. Jacek Pałkiewicz wie, jak przyciągać czytelników i co im serwować, żeby chcieli pozostać przy lekturze - jego rozwiązania, nawet te wymuszone przez formę tekstu, dobrze się sprawdzają. "Dubaj. Prawdziwe oblicze" to także tom, w którym pojawia się wiele fotografii podkreślających imponujący charakter miejsca.

sobota, 30 kwietnia 2022

Mirosław Wlekły: Jadą Haliki przez Ameryki

Agora, Warszawa 2022.

Przygoda

Mirosław Wlekły postanawia po raz kolejny przybliżyć najmłodszym odbiorcom część biografii Tony Halika. "Jadą Haliki przez Ameryki" to przygodowa historia w starym stylu, opowieść, która zachęci dzieci do uważnego uczenia się geografii i do snucia odważnych marzeń. Toni i jego żona Pieret mają udać się na Alaskę, żeby tam "zaczerpnąć świeżego powietrza". Bohater ma dość upałów, a do tego musi coś odpowiedzieć ciekawskim dziennikarzom. Sam ma zamiar wyprawę na Alaskę wykorzystać, żeby zdobyć legitymację Największej Telewizji Świata. Filmuje różne doświadczenia, myśli przez pryzmat kamery - chce uchwycić to, co najbardziej spodoba się widzom. Przygotowuje swoje dzieło w każdej sytuacji. A ponieważ podróż na drugi koniec świata musi obfitować w niezwykłe wydarzenia, nikogo nie zdziwi, że dzieci nie będą się mogły od tej książki oderwać. Rozdziały są tu bardzo krótkie i wypełnione burzliwą akcją - pojawia się mnóstwo niebezpieczeństw i niespodzianek, sytuacji, których bohater nie mógłby przewidzieć nawet przy najbardziej starannych analizach. Między innymi spotka jaguara, który wpisuje się w wierzenia miejscowych - i który ma zostać odstrzelony ze względu na zagrożenie, jakie niesie dla mieszkańców wioski. Toni bierze udział w polowaniu, chociaż robi wszystko, by nie pozbawić zwierzęcia życia - zdaje sobie sprawę, że zabijanie dla samego zabijania nie ma żadnego sensu - ale trudno byłoby do tego przekonać terroryzowanych przez dzikie zwierzę lokalsów. Jednym z niezwykłych wydarzeń stają się też narodziny syna. Pieret nie zgadza się na to, by Toni wyruszył na Alaskę sam: postanawia udać się razem z mężem na wielką wyprawę jeepem przerobionym na dom na kółkach. A kiedy wychodzi na jaw, że spodziewa się dziecka, nie zamierza ulec presji lekarzy - wie, że w dżungli i dalekich od cywilizacji wioskach kobiety radzą sobie z porodami, nie muszą na siebie uważać ani słuchać medyków. Może nie jest to najbardziej popularna postawa, jednak również zapewnia przygodę w wyprawie - syn Halików przez kilka pierwszych lat życia nie wie, czym jest dom. Spędza czas w podróży i to uznaje za normalne. Dla dzieci to informacja, że można wieść życie egzotyczne i pełne barw - maluchy i tak będą razem z bohaterami mocno przeżywać kolejne doświadczenia.

Mirosław Wlekły pisze tak, by przyciągnąć dzieci do czytania: zachęca je wizją adrenaliny towarzyszącej postaciom, serią niezwykłych doświadczeń i zagrożeń na równi z odkryciami. "Jadą Haliki przez Ameryki" to opowieść bardzo szybka i wypełniona ekstremalnymi doznaniami (raz tylko w narracji zgrzyta, kiedy dziki kot zaczyna "rzuć" swój ogon - w książkach dla dzieci takie błędy ortograficzne nie mają prawa się zdarzyć). Do tego Magdalena Kozieł-Nowak dodaje jeszcze ilustracje sugerujące przeniesienie się na inny kontynent i do innej kultury, tak, żeby dzieci na pewno miały wrażenie, że obcują z czymś niezwykłym.

środa, 13 kwietnia 2022

Paulina Wilk: Lalki w ogniu. Opowieści z Indii

Marginesy, Warszawa 2022. (wznowienie)

Obserwacje

Powraca na rynek ta książka, powraca po latach - i wciąż może być dla czytelników objawieniem, zachętą do odbycia bardzo egzotycznej podróży, albo przestrogą przed wybieraniem się do miejsca aż tak innego. Paulina Wilkw "Lalkach w ogniu" skupia się na codzienności miejscowych, na zwyczajach, które odbiorcom często trudno będzie zaakceptować albo przynajmniej przyswoić. Do tego potrafi wychwycić specyfikę otoczenia, zanotować to wszystko, co składa się na postrzeganie miejscowych doświadczeń. Przekłada obserwacje na zgrabny tekst - może czytelników uwodzić samymi frazami, jakością narracji - obok dokładności w opisach. W połączeniu z melodyjnością tych historii, zestaw faktów robi największe wrażenie. Nic zatem dziwnego, że "Lalki w ogniu" jako jedna z nielicznych książek podróżniczych i międzykulturowych może znaleźć swoje miejsce na księgarskich ladach po raz kolejny.

Sprawdza Paulina Wilk, jak wyglądają narodziny w Indiach i jak przebiegają ceremonie pogrzebowe. Zagląda do domów i na ulice, pyta o sposoby wychowania i o obrzędy. Dokłada do tego wierzenia i tradycje, zderzane ze zmieniającą się mentalnością młodszych pokoleń. To, z czym mierzą się zwykli ludzie, staje się pretekstem do informowania odbiorców o polityce i lokalnej kulturze, o rozwiązaniach w małych społecznościach i o historii kraju. Paulina Wilk wie, że może dzięki swoim zapiskom wskazywać podstawowe bolączki i problemy wielkiej rangi, zwracać uwagę na to, co kryje się poza turystycznymi podpowiedziami. Bywa, że tematy wzniosłe łagodzi przyziemnością: tekst o codziennych ablucjach Hindusów wybrzmiewa tym silniej, że zestawiony jest z potęgą wierzeń i przeżyć duchowych. Stroje i mody, handel, podróże - ale też bieda, analfabetyzm i zacofanie - Indie mają przeróżne oblicza, a Paulinie Wilk udaje się uchwycić ich specyfikę i migotliwość. Nie proponuje czytelnikom przepisywania wiadomości z podręczników, odkrywa Indie przez uczestnictwo w zwyczajności, przez rozmowy i obserwacje, przez codzienne życie, które zmusza do przyjęcia i zrozumienia miejscowych postaw. "Lalki w ogniu" to zbiór esejów, które składają się na spójny i bardzo malowniczy - chociaż nie zawsze optymistyczny - obraz Indii postrzeganych z zewnątrz. Ta autorka ma dar opowiadania. W tomie "Lalki w ogniu" nie zależy jej na budowaniu opowieści o konkretnych, wyłuskanych z tłumu Hindusach. Woli raczej stawiać na obraz ogółu, pokazywać czytelnikom, jak zachowują się Hindusi przeważnie, co ich - jako zbiorowość - charakteryzuje. Nie zajmuje się pojedynczymi historiami, stawia na spojrzenie syntetyzujące. Tym też może się wyróżniać na rynku reportaży - poznaje Indie i tworzy podbudowę tego poznania dla odbiorców, którzy nic o kraju nie wiedzą. Pozwala przeżyć podróż literacką, bez ruszania się z fotela. Nie zawsze prezentuje teksty i spostrzeżenia wygodne, nie gloryfikuje Indii - ma za to pomysł na ich scharakteryzowanie dzięki synestezyjnej prozie.

sobota, 26 marca 2022

Patrick Deville: Amazonia

Noir sur Blanc, Warszawa 2022.

Podróż

Ojciec i syn na pokładzie "Jagandy", statku parowego, który dzielnie pokonuje meandry rzeki, śledzą historię regionu i zbierają opowieści. Tak, jak mnóstwo strumyków spotyka się w Amazonce, tak kolejne narracje spływają do dziennika podróży i zamieniają się w powieść - tak zresztą głosi podtytuł tomu "Amazonia". Może to być zresztą określenie zwodnicze - bo sylwiczny charakter tej książki w zestawieniu z ogromem informacji do przekazania wskazuje, że trudno jednoznacznie zaklasyfikować lekturę. Na pewno to coś dla fanów dekonstrukcji w stylistyce i - dla poszukiwaczy ciekawostek. Patrick Deville gromadzi wiadomości na temat Amazonii - okolice, które poznaje z parowca nakłaniają go do sięgania w odległą przeszłość i do wyciągania wniosków na temat mijanych terenów. To rodzaj przenoszenia na własne doświadczenia uchwyconych już przez kogoś obrazów, palimpsest tworzony z potrzeby chwili. Raczej nie ma mowy o kreowaniu malowniczych pejzaży, znacznie bardziej intryguje autora możliwość nawarstwiania komplikacji związanych z historią. Są tu i fragmenty z życiorysów literatów - Deville chętnie tropi to, co nieoczywiste i stanowiące o wyjątkowości miejsca - i migawki z codzienności podróżniczej. Jednak nigdy nie jest to podróż dla samego i samodzielnego odkrywania - chodzi o współdzielenie przeżyć ze świadkami przeszłości. To oni powracają wciąż w refleksjach autora i zmuszają do ciągłego weryfikowania doznań. Historia Amazonii to historia odkryć, ale też - krwawych wydarzeń. Patrick Deville wyszukuje rozmaite niegodziwości, które stawia obok artystycznych emanacji. Przez znajomość działań poprzedników może przerzucać odbiorców dowolnie między czasami i tematami - w krótkich rozdziałach znajduje się sporo miejsca na odnotowanie zdobywanych wiadomości. Nigdy nie wiadomo, w jakim kierunku podąży autor w swoich rozmyślaniach - podróż jest dla niego pretekstem do odbywania peregrynacji mentalnych, zachowuje w zapiskach osobiste olśnienia i skojarzenia. Dokonuje porównań, które mogą pokazać, jak uważnym obserwatorem w podróży jest - potrafi też zajmować się pozornie nieznaczącymi detalami, smaczkami, które ubarwiają samą podróż, a nie mają zbyt wiele znaczenia w kontekście wielkiej historii. Słowem - Patrick Deville zamierza rozbijać patos i uciekać od popowych narracji. Sięga po komentarze niemal archaiczne w brzmieniu - mimo że treściowo na wskroś nowe. Stawia na opowieść, która ma być atutem sama w sobie, wypełnioną celnymi i zgrabnymi, doskonale przemyślanymi frazami. A jednocześnie rezygnuje z budowania większych opowieści, funduje odbiorcom migawki z podróży - tyle że w ujęciu literackim. Nie tylko bohaterów - ojca i syna - poznaje się z czasem coraz lepiej, bo i coraz więcej o sobie chcą powiedzieć. Podobnie jest z samym regionem, Amazonia staje się rozczytana i zinterpretowana, pod kątem historycznym oraz kulturowym - od czasu do czasu również ze względu na lokalną faunę. I to połączenie sprawia, że wielu zwolenników "Amazonia" znajdzie.

sobota, 12 marca 2022

Piotr Milewski: Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia

Świat Książki, Warszawa 2022.

Sens podróży

Piotr Milewski odkrywa Japonię po swojemu. Nie zamierza realizować kolejnych punktów z przewodników turystycznych, wiedzę o tym, co sprawdzić i czego doświadczyć czerpie od napotykanych na drodze osób. Ze wszystkimi chce rozmawiać, jeździ autostopem, żeby jak najpełniej poznawać specyfikę miejsc, do których trafia. Ma mnóstwo czasu, może sobie pozwolić na błądzenie i na stopniowe odkrywanie otoczenia. I ten niespieszny rytm bardzo koić będzie czytelników, bo nawet jeśli autor nawiązuje do zniszczeń wojennych czy własnych drobnych przykrości - to nigdy nie rezygnuje ze stoickiego spokoju w narracji. "Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia" to właśnie taka lektura, jakiej poszukuje się w długie zimowe wieczory: pozwalająca na odbywanie literackich podróży i przeżywanie z autorem kolejnych jego nietypowych spotkań ze zwyczajnymi ludźmi.

Piotr Milewski opowiada, dzieląc się z odbiorcami wiedzą na temat kultury Japonii i miejscowych zwyczajów. Stara się przybliżać nietypowe i co bardziej egzotyczne odkrycia, przedstawia liczne ciekawostki - nie jak z podręcznika, a te nieoczywiste, bazujące na zaskoczeniach. Pozwala czytelnikom na przechodzenie tras ze sobą - sam musi je dopiero odkrywać, a przecież może pomóc w poznawaniu Japonii od najbardziej ludzkiej strony. Każdy rozdział w tej książce to osobny temat, pokazujący mentalność Japończyków albo tradycje. Autor doskonale rozumie kulturę, z którą ma do czynienia - ale jest też w stanie bez trudu wyłapać różnice między podejściem Europejczyka i mieszkańca Japonii do rozmaitych komplikacji czy utrudnień w codzienności. Odnotowuje zatem liczne absurdy i dzieli się nimi z odbiorcami - zapraszając ich do poszukiwań kolejnych niespodzianek. Wyjaśnia motywacje w zachowaniach napotykanych ludzi i standardy, które dziwić mogą tylko osoby spoza Japonii. Felietonowość rozdziałów sprawia, że może czasami podzielić się tematami z historii kraju albo opowieściami geograficznymi, skupić na topografii miast czy też - zająć się opisywaniem barwnych tradycji. Nie potrzebuje do tego świąt: nawet zwykłe czynności mogą funkcjonować jak coś niezwykłego dla czytelników i Piotr Milewski świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Można mu zaufać - sprawdza się jako ten, który tłumaczy orientalną kulturę. Chodzi własnymi drogami i przyzwyczaja się do utrudnień, uczy się, jak sobie z nimi radzić - lubi wyzwania, a Japonia ich nie szczędzi. Piotr Milewski szuka miejsc, które powiedzą mu najwięcej o zwykłych mieszkańcach i o ich przyzwyczajeniach. Zagląda do barów, podejmuje dialog z napotykanymi ludźmi, opisuje gościnność tych, u których mógł się zatrzymać (i przy okazji rejestruje ich drobne dziwactwa lub nietypowe pomysły). Ponieważ rozdziały są krótkie, a autor nie zamierza zamęczać odbiorców wielopiętrowymi analizami - skupia się za to na reportażowym charakterze opowieści - ta książka może ucieszyć czytelników spragnionych rozrywki podlanej odrobinę edukacją. "Dzienniki japońskie" to zestaw minireportaży, opowieści bezpośrednich, w pełni angażujących odbiorców. Nie trzeba wcale być fanem japońskiej kultury i mentalności, żeby czerpać radość z lektury "Dzienników japońskich" - to książka, która nadaje się świetnie dla poszukujących praktycznych wiadomości, ale i dla tych, którzy nie zamierzają ruszać się z wygodnego fotela. Piotr Milewski w swoich podróżniczych i wielokulturowych relacjach nie zawodzi.

wtorek, 28 grudnia 2021

Henry James: Godziny włoskie

Próby, Warszawa 2020.

Krajobrazy i przeżycia

Jest to książka, jaka dzisiaj nie mogłaby powstać. Dziewiętnastowieczne notatki z podróży - i włoskich fascynacji - zaintrygują nie tylko dzisiejszych miłośników literatury podróżniczej. Henry James w "Godzinach włoskich" wcale nie zamierza uwodzić czytelników. Pisze trochę dla siebie - dla utrwalenia doświadczeń, przeżyć i wrażeń zmysłowych - a trochę po to, żeby utrwalić w literaturze zestaw pejzaży i miejsc czy zwyczajów charakterystycznych dla Italii. Ta książka - przepiękna od strony literackiej - jest ponadczasowa. Narracja nie męczy archaicznością, została dostosowana do aktualnych rozwiązań w literaturze pięknej, jest jednocześnie klasyczna i uniwersalna. Autor zbiera tu nie tylko obrazki z Wenecji, ale też wspomnienia i refleksje z innych włoskich podróży. Wybiera się na wyprawy, żeby poznawać kulturę i kraj. Wyczulony na wszelkie detale, potrafi odmalować je przed oczami czytelników bez większego trudu. W dodatku potrafi dostrzec i zaakcentować ciekawostki czy odkrycia, które zwykłemu poznaniu umykają. Precyzyjne obserwacje zamieniają się w wyjątkowy zestaw tekstów, który również dzisiaj będzie zachwycał odbiorców - nawet tych wymagających.

Przede wszystkim Henry James zajmuje się pilnym rejestrowaniem wrażeń zmysłowych. Nie przepisuje przewodników, nie tworzy rejestru zabytków. Wychodzi z założenia, że jego odbiorcy - dziewiętnastowieczni - mają podstawową wiedzę i pamiętają o tym, co należy zobaczyć. Podąża zatem szlakami, które są obowiązkowe przy odkrywaniu włoskich miejsc. Zajmuje się analizowaniem odkryć - jest w stanie wiele miejsca poświęcić na rozpatrywanie poszczególnych aspektów włoskiej codzienności. Rejestruje kolory i dźwięki, udaje mu się przenieść je na czytelną, synestezyjną narrację. Składa się ten tom niemal z samych opisów, podbarwionych odrobinę refleksjami autora - ale to wszystko zamienia się w niezwykłą i wartościową całość. Śledzenie podróży Jamesa nie będzie nudzić, urzeka intensywnością wrażeń. Zwłaszcza że autor nie wpada w banały i nie opowiada o tym, co oczywiste - udaje mu się trafiać na zestawy skojarzeń, które dla czytelników będą cenne - nawet po długim czasie.

"Włoskie godziny" to tom, który się nie zestarzeje - w swoim kształcie stanowi idealną przeciwwagę dla dzisiejszych publikacji tworzonych przede wszystkim przez blogerów i obieżyświatów. Tu można znaleźć i garść cytatów opisujących najlepiej doznania podróżnika, ale też - inspiracje czy idealnie trafione komentarze na temat konkretnych miejsc i zwyczajów. Henry James czytany obecnie nie tylko imponuje zestawem przeżyć z wypraw - ale i umiejętnością przełożenia ich na literaturę wysokiej próby. Narracja w książce wciąga - to zestaw opisów satysfakcjonujących i celnych, udanych nie tylko pod kątem atrakcyjności dla szerokiej grupy odbiorców: autor utrwala swoje doświadczenia, nadając im rangę uniwersalności, a do tego przez cały czas budzi ciekawość dalszego ciągu. W tę relację wchodzi się bardzo szybko - i nie chce się jej przerywać.

czwartek, 18 listopada 2021

Bartek Kieżun: Hiszpania do zjedzenia

Buchmann, Warszawa 2021.

Wyprawa

W zestawie książek okołokulinarnych, jaki dzisiaj pojawia się na rynku, każdy znajdzie coś dla siebie - można przebierać między publikacjami tematycznymi i "kulturoznawczymi", tymi, które pozwalają poznać różne miejsca z perspektywy potraw i smaków oraz tymi, które koncentrują się na wykorzystaniu konkretnego składnika. "Hiszpania do zjedzenia" Bartka Kieżuna to olbrzymia księga, w której przepisy jednak schodzą na drugi plan, ważniejszy jest kraj i doświadczenia autora związane z odkrywaniem kolejnych miejsc. Każdy przepis w tej książce - a czasami połączenie dwóch przepisów - zostaje poprzedzony długim wprowadzeniem. Tu autor dzieli się swoimi przeżyciami. Raczej ucieka od zapraszania czytelników do swojej prywatności, jest ostrożny i zdystansowany, bardzo stara się nie mówić wszystkiego i nie zdradzać każdego swojego kroku w Hiszpanii, ale chce, żeby czytelnicy zrozumieli, co zainspirowało go do skosztowania niektórych potraw, albo - z jakiego powodu sięga po konkretne przepisy. Bartek Kieżun próbuje stać się przewodnikiem po Hiszpanii od strony historycznej i geograficznej czy turystycznej. Przytacza całe rozbudowane opowieści o tym, co wydarzyło się kiedyś, tłumaczy, co warto zobaczyć i gdzie się wybrać, żeby najpełniej doświadczać Hiszpanii. W tych popisach tylko trochę miejsca zostawia na opowieść o własnych poczynaniach - pozwala czytelnikom podążać za sobą, przynajmniej odrobinę, po to, żeby nie zapomnieli o indywidualnym charakterze opowieści. Znacznie więcej energii zabiera mu jednak przedstawianie wiadomości. To coś dla odbiorców, którzy nie przepadają za prywatnymi wynurzeniami podróżników i są zmęczeni blogerskimi prostymi notatkami: Bartek Kieżun zachowuje się tak, jakby chciał wyedukować odbiorców. Niekoniecznie z tematu hiszpańskiej kuchni - potrawy to częściej finał opowieści niż ich treść. Tworzy przy okazji własny rejestr podróży i wyborów z trasy: sam najlepiej będzie się orientować w tej eskapadzie, czytelnikom bardziej zasugeruje, dokąd można się udać. Dzieli się wrażeniami i rozczarowaniami, ale także przypadkowymi odkryciami - stawia na impulsy i na rozwiązania nieoczywiste, żeby przyciągnąć odbiorców także brakiem przewidywalności. Hiszpania w tym ujęciu może być na nowo odkrywana także przez ludzi, którzy do tego kraju zwykle podróżują. Bartek Kieżun chce się wyróżniać, zarówno na rynku literatury podróżniczej, jak i wśród kulinariów.

W samych przepisach nie wprowadza rewolucji: podaje składniki i dość szczegółowe zasady przyrządzania, zdarza mu się odchodzenie od składników, które trudno dostać - proponuje modyfikacje przepisów i rozwiązania dla tych, którzy nie chcą szukać tego, co potrzebne. Atrakcyjne wielkoformatowe zdjęcia potraw rozbudzają apetyty - to coś dla wzrokowców, którym wygląd dania ułatwi podjęcie decyzji o jego przyrządzeniu. Co ciekawe, w tej książce ukrywa się porządek wprowadzanych przepisów: istnieje, ale za sprawą prowadzonej kulturowo-turystycznej narracji czytelnicy zostaną odsunięci od kuchennych wyborów. Tu przepisy stają się tylko dodatkiem do lektury pełnej wartościowych treści. I nawet jeśli Bartek Kieżun nie do końca potrafi pociągnąć za sobą masową publiczność - nie ma daru błyskotliwego opowiadania i przekuwania na anegdoty swoich doświadczeń - to przecież ma do zaoferowania bardzo dużo. "Hiszpania do zjedzenia" to książka potężna, która przykuwa wzrok.

środa, 21 lipca 2021

Mariusz Surosz: Praga. Czeskie ścieżki

Czarne, Wołowiec 2021.

Historia na ulicy

Mocno się kryguje Mariusz Surosz, tłumaczy czytelnikom, dlaczego proponuje im taką a nie inną książkę o miłości do Pragi (zwłaszcza że owej miłości w znaczeniu turystycznym i w wymiarze dzisiejszych blogowych zachwytów tutaj się nie znajdzie), ale jedno jest faktem: nie próbuje nawet uchwycić istoty miasta. Wie, że to zadanie niemożliwe, ponadto chciałby, żeby każdy znalazł własny przepis na to miejsce. Nie może narzucać ani kierunków zwiedzania, ani rodzaju wędrówek. Może jedynie podzielić się z czytelnikami wiedzą na temat nieoczywistych fascynacji i skierować ich wzrok tam, gdzie sami by nie spojrzeli. „Praga. Czeskie ścieżki” to książka wydana w serii Sulina – można się zatem po niej spodziewać pogłębionego obrazu Pragi, wzbogaconego o cały zestaw wiadomości niedostępnych przeciętnemu zwiedzającemu. Jednocześnie uderza tu wybiórczość tematyczna, autor wcale nie prezentuje pełnego pejzażu, ucieka od generalizowania i od znalezienia klimatu. Zależy mu za to na podkreśleniu detali, które składają się na historię miasta i które dzisiaj mogą rzucić nowe światło na jego znaczenie. Zajmuje się tym, co ukryte i ciekawe, bada archiwa, dzieli się wiadomościami kulturowymi i historycznymi, podpowiada, jak zainteresować się Pragą z dala od mód. I to działanie się tu sprawdza.

„Praga. Czeskie ścieżki” to zbiór esejów, które prowadzą do jednego punktu na mapie. Pierwszym potężnym punktem zaczepienia są pomniki (zwłaszcza te, które polskich turystów intrygują albo irytują, jakby szukał autor czegoś na przekór stereotypowej miłości Polaków do Czechów). Pomniki stają się nie tylko źródłem refleksji na temat struktur państwowości, ale i przejściem w historię z wieloma jej znaczeniami i niedopowiedzeniami. Tutaj pojawia się sporo miejsca na podróż w przeszłość – i to podróż bogatą w dane niemal podręcznikowe. Mariusz Surosz pokazuje wyraźnie: nie będzie się rozdrabniał na tym, co nieuchwytne i powszechnie kojarzone, woli wertować podręczniki i wynotowywać z nich co ciekawsze wydarzenia zakodowane na cokołach i postumentach. Druga opowieść to obrazy. Przejście w świat sztuki i budzenie tożsamości narodowej dzięki malarstwu. Znowu sięga autor do przeszłości, łączy biografię i osobiste wyznania twórcy z sytuacją społeczno-polityczną, żeby uzmysłowić czytelnikom, gdzie kryją się obszary do poznawania. Zajmie się jeszcze autorem pieśni czeskich (i tu do komentowania trochę zaangażuje Jaromira Nohavicę) oraz... sportem. Za każdym razem elementy popkultury lub tradycji stara się łączyć z tym, co dostępne dla każdego i z wiadomościami wydobywanymi z archiwów. Jest w stanie przyciągnąć czytelników nieoczywistym spojrzeniem na Pragę. Nie zależy mu na powtarzaniu banałów, a na przedstawieniu własnej perspektywy. I chociaż nie pisze lekko i ku uciesze masowej publiczności, przemyca w książce wiele celnych spostrzeżeń na temat Czechów. Podsuwa odbiorcom lekturę nieoczywistą, pełną ciekawostek i prób zrozumienia istoty Pragi bez posługiwania się najprostszymi skojarzeniami.

środa, 16 czerwca 2021

Owen Beattie, John Geiger: Na zawsze w lodzie. Śladami tragicznej wyprawy Johna Franklina

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2021.

Klęska

Jest to książka, która - jak zaznacza Margaret Atwood w przedmowie - może wywołać koszmary. A jednocześnie zawsze będzie czytelników przyciągać i fascynować, choćby przez gigantyczną klęskę, przegraną cywilizacji i humanizmu. Akcja początkowo przenosi się do połowy XIX wieku i pokazuje ludzką pychę czy chęć rzucania wyzwań światu. Potężna wyprawa Johna Franklina na Arktykę zakończyła się śmiercią wszystkich jej uczestników. Ale nie to najbardziej przez dekady wstrząsało opinią publiczną. Najgorsze, że członkowie eskapady dopuszczali się aktów kanibalizmu w dramatycznej walce o przetrwanie. Ponadto jest tu też wielka wiara w zdobycze cywilizacji, również przyczyniająca się do katastrofy. Sam szlak nie ma tak wielkiego znaczenia, skoro wyobraźnię porusza przede wszystkim jego kres. Przegrana człowieka w starciu z naturą, lód, który miażdży kadłuby statków i zmusza załogę do wielokilometrowego marszu z potężnym obciążeniem - to wszystko składało się na pewny koniec ekspedycji. Owen Beattie i John Geiger zajmują się tu jednak także sprawdzaniem, jak szukano informacji o zaginionych i jak weryfikowano coraz bardziej sensacyjne doniesienia. Innuici znali prawdę i przekazywali ją z przerażeniem - a przecież załoga Franklina miała się szczycić izolacją od "dzikich" zastanych zwyczajów. W pierwszej części tomu można znaleźć informacje na temat działań załogi - i poszukiwań, w których wielką rolę odegrała wdowa po Franklinie. Tu poza motywem kanibalizmu ważny jest jeszcze temat szkorbutu i sposobów leczenia go. Pojawia się kwestia zatrucia ołowiem - oraz zepsutych zapasów ze źle uszczelnionych puszek. Mnóstwo detali i przeoczeń, które ostatecznie złożyły się na gigantyczną tragedię. Do tego zestaw pytań tych, którzy nie mogli wyprawić się na Arktykę i sprawdzić, co się stało. Druga część tomu zwłaszcza ze względu na fotografie przeznaczona jest dla czytelników o mocnych nerwach. Badacze po ponad wieku docierają do ciał trzech członków załogi. Mają do czynienia nie z rozkładającymi się szczątkami, a z doskonale zachowanymi za sprawą lodu ciałami, w których tylko wewnętrzne tkanki uległy zniszczeniu. W tej części książki pojawiają się szczegółowe opisy związane z pracami badawczymi, ale też rozterki moralne: konieczność badania ciał ludzi, którzy wyglądają, jakby dopiero przed chwilą zasnęli. Zdjęcia mogą czytelników zaszokować tak, jak emocjonowały badaczy same odkrycia - jednak nie da się oderwać od opowieści o trudnościach technicznych. W dobie mody na ekspedycje ekstremalne - przekraczanie granic wytrzymałości człowieka, bicie rekordów i testowanie zdrowia - ta książka staje się ponurym przypomnieniem gigantycznej porażki, a jednocześnie przestrogą dla odbiorów. Nie skupia się na możliwościach człowieka, raczej na jego ograniczeniach. Dokumentuje wydarzenia, które wciąż mogą być pouczające. Jest to najbardziej szczegółowe wyjaśnienie zagadkowej wyprawy, pokazanie sytuacji granicznych. Reportaż wypełniony danymi, tworzony w oparciu o wiadomości wstrząsające w chwili odkrycia, ale i niezbyt wygodne po wielu latach, zasługuje na uwagę.