Próby, Austeria, Warszawa 2020.
Dwór
Jest to książka dla – nielicznych – czytelników ceniących sobie archaizacje i przenosiny do innego świata – odległego kulturowo i czasowo. Leonardo Sciascia w „Radzie egipskiej” prowadzi czytelników przez meandry życia towarzyskiego sprzed wieków. Skupia się nie tyle na rozwoju fabuły (którą podkreśla jeszcze zmiennością gatunkową czy odwołaniami do form, które mogą przywołać skojarzenia z dawnymi lekturami, a także samym podziałem książki na części), co na dopieszczaniu narracji i opisów. Bardzo łatwo będzie mógł uwieść odbiorców za sprawą melodyjności i malowniczości tekstu. Jednak na przeciwległym biegunie pozostanie brak wydarzeń, które wydadzą się atrakcyjne szerokiej publiczności literackiej. Śledzenie obyczajowych perypetii, nawet jeśli podlewane sosem sensacyjności, nie układa się tutaj w czystą historię – to zestaw anegdot i dygresji. Ta powieść plasuje się na przeciwległym biegunie do narracji pop – co dla części czytelników będzie sporą zaletą, jednak nie wydobędzie książki z niszowości. „Rada egipska” to przede wszystkim delektowanie się drobiazgami. Za każdym razem autor znajduje coś, co może przyciągnąć uwagę i zainteresowanie czytelników – przedstawia inny świat, w którym drobiazgi urastają do rangi spraw najważniejszych. Nie ma tu jednak sielankowości: intrygi wśród wyższych sfer należą do codzienności i sprawiają, że można się zastanawiać nad komfortem życia wśród zawsze spiskujących. Z jednej strony uciechy życia doczesnego, z drugiej – ciągłe powody do zmartwień. Wszystko na osi kryminału.
W książce to język wybija się na pierwszy plan: każda informacja zostaje zgrabnie opakowana w starannie przygotowany zestaw fraz, tak, żeby przepych nie był jedynie przedmiotem opisu, ale też odzwierciedlał się w tekście – to się bardzo dobrze udaje i, co ważniejsze, nie ginie w tłumaczeniu. Jeśli zatem ktoś tęskni za nieprzejrzystymi narracjami wypełnianymi zrytmizowanym i ambitnym językiem – nie poczuje się rozczarowany. Co ciekawe, autor potrafi wyrównywać proporcje między opisami i dialogami, doskonale wczuwa się w klimat dawnej epoki, nie pozostawia wątpliwości co do szczerości wywodów – to spora sztuka, stylizacje wypadają tu perfekcyjnie nie tylko pod względem formy, ale i samej treści. Sposób realizowania historii wzbudza podziw. Leonardo Sciascia bardzo dobrze czuje się w wykreowanym świecie i przejawia się to również w swobodzie prowadzenia wywodów. Zwłaszcza celność w doborze opisów rzuca się w oczy.
Ale nie da się przeoczyć też jakości wydania: twarda okładka, wszyta wstążka pełniąca rolę zakładki i wyjątkowo gruby papier – to wszystko ma na celu podkreślenie ekskluzywności wydania. Tom nie trafi do szerokiej publiczności, co więcej – zainteresuje niewielu czytelników – ale będzie się dumnie prezentował na półce.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Próby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Próby. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 sierpnia 2022
wtorek, 28 grudnia 2021
Henry James: Godziny włoskie
Próby, Warszawa 2020.
Krajobrazy i przeżycia
Jest to książka, jaka dzisiaj nie mogłaby powstać. Dziewiętnastowieczne notatki z podróży - i włoskich fascynacji - zaintrygują nie tylko dzisiejszych miłośników literatury podróżniczej. Henry James w "Godzinach włoskich" wcale nie zamierza uwodzić czytelników. Pisze trochę dla siebie - dla utrwalenia doświadczeń, przeżyć i wrażeń zmysłowych - a trochę po to, żeby utrwalić w literaturze zestaw pejzaży i miejsc czy zwyczajów charakterystycznych dla Italii. Ta książka - przepiękna od strony literackiej - jest ponadczasowa. Narracja nie męczy archaicznością, została dostosowana do aktualnych rozwiązań w literaturze pięknej, jest jednocześnie klasyczna i uniwersalna. Autor zbiera tu nie tylko obrazki z Wenecji, ale też wspomnienia i refleksje z innych włoskich podróży. Wybiera się na wyprawy, żeby poznawać kulturę i kraj. Wyczulony na wszelkie detale, potrafi odmalować je przed oczami czytelników bez większego trudu. W dodatku potrafi dostrzec i zaakcentować ciekawostki czy odkrycia, które zwykłemu poznaniu umykają. Precyzyjne obserwacje zamieniają się w wyjątkowy zestaw tekstów, który również dzisiaj będzie zachwycał odbiorców - nawet tych wymagających.
Przede wszystkim Henry James zajmuje się pilnym rejestrowaniem wrażeń zmysłowych. Nie przepisuje przewodników, nie tworzy rejestru zabytków. Wychodzi z założenia, że jego odbiorcy - dziewiętnastowieczni - mają podstawową wiedzę i pamiętają o tym, co należy zobaczyć. Podąża zatem szlakami, które są obowiązkowe przy odkrywaniu włoskich miejsc. Zajmuje się analizowaniem odkryć - jest w stanie wiele miejsca poświęcić na rozpatrywanie poszczególnych aspektów włoskiej codzienności. Rejestruje kolory i dźwięki, udaje mu się przenieść je na czytelną, synestezyjną narrację. Składa się ten tom niemal z samych opisów, podbarwionych odrobinę refleksjami autora - ale to wszystko zamienia się w niezwykłą i wartościową całość. Śledzenie podróży Jamesa nie będzie nudzić, urzeka intensywnością wrażeń. Zwłaszcza że autor nie wpada w banały i nie opowiada o tym, co oczywiste - udaje mu się trafiać na zestawy skojarzeń, które dla czytelników będą cenne - nawet po długim czasie.
"Włoskie godziny" to tom, który się nie zestarzeje - w swoim kształcie stanowi idealną przeciwwagę dla dzisiejszych publikacji tworzonych przede wszystkim przez blogerów i obieżyświatów. Tu można znaleźć i garść cytatów opisujących najlepiej doznania podróżnika, ale też - inspiracje czy idealnie trafione komentarze na temat konkretnych miejsc i zwyczajów. Henry James czytany obecnie nie tylko imponuje zestawem przeżyć z wypraw - ale i umiejętnością przełożenia ich na literaturę wysokiej próby. Narracja w książce wciąga - to zestaw opisów satysfakcjonujących i celnych, udanych nie tylko pod kątem atrakcyjności dla szerokiej grupy odbiorców: autor utrwala swoje doświadczenia, nadając im rangę uniwersalności, a do tego przez cały czas budzi ciekawość dalszego ciągu. W tę relację wchodzi się bardzo szybko - i nie chce się jej przerywać.
Krajobrazy i przeżycia
Jest to książka, jaka dzisiaj nie mogłaby powstać. Dziewiętnastowieczne notatki z podróży - i włoskich fascynacji - zaintrygują nie tylko dzisiejszych miłośników literatury podróżniczej. Henry James w "Godzinach włoskich" wcale nie zamierza uwodzić czytelników. Pisze trochę dla siebie - dla utrwalenia doświadczeń, przeżyć i wrażeń zmysłowych - a trochę po to, żeby utrwalić w literaturze zestaw pejzaży i miejsc czy zwyczajów charakterystycznych dla Italii. Ta książka - przepiękna od strony literackiej - jest ponadczasowa. Narracja nie męczy archaicznością, została dostosowana do aktualnych rozwiązań w literaturze pięknej, jest jednocześnie klasyczna i uniwersalna. Autor zbiera tu nie tylko obrazki z Wenecji, ale też wspomnienia i refleksje z innych włoskich podróży. Wybiera się na wyprawy, żeby poznawać kulturę i kraj. Wyczulony na wszelkie detale, potrafi odmalować je przed oczami czytelników bez większego trudu. W dodatku potrafi dostrzec i zaakcentować ciekawostki czy odkrycia, które zwykłemu poznaniu umykają. Precyzyjne obserwacje zamieniają się w wyjątkowy zestaw tekstów, który również dzisiaj będzie zachwycał odbiorców - nawet tych wymagających.
Przede wszystkim Henry James zajmuje się pilnym rejestrowaniem wrażeń zmysłowych. Nie przepisuje przewodników, nie tworzy rejestru zabytków. Wychodzi z założenia, że jego odbiorcy - dziewiętnastowieczni - mają podstawową wiedzę i pamiętają o tym, co należy zobaczyć. Podąża zatem szlakami, które są obowiązkowe przy odkrywaniu włoskich miejsc. Zajmuje się analizowaniem odkryć - jest w stanie wiele miejsca poświęcić na rozpatrywanie poszczególnych aspektów włoskiej codzienności. Rejestruje kolory i dźwięki, udaje mu się przenieść je na czytelną, synestezyjną narrację. Składa się ten tom niemal z samych opisów, podbarwionych odrobinę refleksjami autora - ale to wszystko zamienia się w niezwykłą i wartościową całość. Śledzenie podróży Jamesa nie będzie nudzić, urzeka intensywnością wrażeń. Zwłaszcza że autor nie wpada w banały i nie opowiada o tym, co oczywiste - udaje mu się trafiać na zestawy skojarzeń, które dla czytelników będą cenne - nawet po długim czasie.
"Włoskie godziny" to tom, który się nie zestarzeje - w swoim kształcie stanowi idealną przeciwwagę dla dzisiejszych publikacji tworzonych przede wszystkim przez blogerów i obieżyświatów. Tu można znaleźć i garść cytatów opisujących najlepiej doznania podróżnika, ale też - inspiracje czy idealnie trafione komentarze na temat konkretnych miejsc i zwyczajów. Henry James czytany obecnie nie tylko imponuje zestawem przeżyć z wypraw - ale i umiejętnością przełożenia ich na literaturę wysokiej próby. Narracja w książce wciąga - to zestaw opisów satysfakcjonujących i celnych, udanych nie tylko pod kątem atrakcyjności dla szerokiej grupy odbiorców: autor utrwala swoje doświadczenia, nadając im rangę uniwersalności, a do tego przez cały czas budzi ciekawość dalszego ciągu. W tę relację wchodzi się bardzo szybko - i nie chce się jej przerywać.
niedziela, 30 maja 2021
Robert Byron: Europa w zwierciadle
Próby, Warszawa 2020.
Podróż
Ta książka, chociaż teksty do niej powstawały do 1940 roku, wydaje się bardzo współczesna i wręcz wyznacza trendy w literaturze podróżniczej nastawionej na wrażenia indywidualne i na dobrą zabawę. Robert Byron odbywa tu dwie podróże - na szeroką skalę. W pierwszej przemierza Europę z dwojgiem znajomych, w zastępstwie. Druga jest kontynuacją realizowania pasji, przerwaną gwałtownie. "Europa w zwierciadle" to książka, która pokazuje, jak można przeprowadzić komentarz na temat zwiedzania i poznawania świata - żeby był zajmujący dla czytelników nawet po dziesięcioleciach od powstania. Ta książka, nawet jeśli momentami archaiczna, wciąż angażuje i przynosi zestaw silnych emocji. Ciekawe jest tutaj podejście: to nie ekspedycja krajoznawcza, w której absolutnie konieczne jest przedstawianie każdego etapu wyprawy od strony przewodnikowej. Robert Byron rezygnuje z odnotowywania miejscowych atrakcji na rzecz przywoływania rozmaitych absurdów (czasami o wymiarze społeczno-politycznym), do tego też - anegdot związanych z wydarzeniami na trasie. Może przedstawiać kolejne kraje przez odwołania do wiedzy powszechnej, nawiązania kulturowe i osobistą perspektywę. Nie osłabia w ten sposób wymowy zapisków, wręcz przeciwnie - sprawia, że czytelnicy łatwiej będą mogli zaangażować się w lekturę i zechcą sprawdzać, jak przebiegała cała wyprawa. Nie ma tu ekstremalnych doświadczeń, testowania wytrzymałości czy szukania granic - chodzi o dobrą zabawę i poznawanie kontynentu przez specyfikę kolejnych państw. Zamiast zatem lekcji geografii i historii, Robert Byron prezentuje czytelnikom kwintesencję podróżowania. Opowiada o tym, co ważne z perspektywy turysty z pierwszych dekad XX wieku. Dzisiaj popularnością cieszą się podobne wyznania - tyle że o bardziej rozrzedzonej stylistyce. W "Europie w zwierciadle" narracja jest bardzo gęsta, wiąże się to z inną kulturą pisania, przyzwyczajeniami literackimi, które nie dopuszczają kolokwialności ani nadmiernych uproszczeń. Byron nastawia się jednak na to, co osobiste i własne, omija bezpłciowe opisy. Nie skazuje czytelników na śledzenie podręcznikowych informacji o kolejnych krajach: zakłada, że każdy posiada jakąś wiedzę na ich temat - i że jeśli ma prowadzić relację z pobytu w różnych krajach, powinien znaleźć inny klucz do całości. Taki klucz znajduje - subiektywizm w opowieści jest wielkim atutem i przyczynia się do budzenia zainteresowania książką. Widać też, że autor ma zacięcie literackie, a kiedy pisze, to specjalnie myśli nie tylko o wygodzie czytelników, ale i o szlifowaniu warsztatu. Ucieszyć może podejściem do tworzenia - nie tylko pozwala przekonać do podróżowania, ale też odbyć podróż bez wstawania z fotela. "Europa w zwierciadle" to literatura podróżnicza w dobrym stylu - na pewno dla czytelników dzisiaj będzie świetną przygodą. Jest to książka wartościowa i pojawienie się jej na rynku ma swoją wagę. Wszyscy, którzy zaczytują się w literaturze podróżniczej (dzisiaj złożonej przede wszystkim z wypowiedzi blogerów i przypadkowych autorów), powinni sprawdzić wzorzec gatunku - to, co Robert Byron ma do zaoferowania.
Podróż
Ta książka, chociaż teksty do niej powstawały do 1940 roku, wydaje się bardzo współczesna i wręcz wyznacza trendy w literaturze podróżniczej nastawionej na wrażenia indywidualne i na dobrą zabawę. Robert Byron odbywa tu dwie podróże - na szeroką skalę. W pierwszej przemierza Europę z dwojgiem znajomych, w zastępstwie. Druga jest kontynuacją realizowania pasji, przerwaną gwałtownie. "Europa w zwierciadle" to książka, która pokazuje, jak można przeprowadzić komentarz na temat zwiedzania i poznawania świata - żeby był zajmujący dla czytelników nawet po dziesięcioleciach od powstania. Ta książka, nawet jeśli momentami archaiczna, wciąż angażuje i przynosi zestaw silnych emocji. Ciekawe jest tutaj podejście: to nie ekspedycja krajoznawcza, w której absolutnie konieczne jest przedstawianie każdego etapu wyprawy od strony przewodnikowej. Robert Byron rezygnuje z odnotowywania miejscowych atrakcji na rzecz przywoływania rozmaitych absurdów (czasami o wymiarze społeczno-politycznym), do tego też - anegdot związanych z wydarzeniami na trasie. Może przedstawiać kolejne kraje przez odwołania do wiedzy powszechnej, nawiązania kulturowe i osobistą perspektywę. Nie osłabia w ten sposób wymowy zapisków, wręcz przeciwnie - sprawia, że czytelnicy łatwiej będą mogli zaangażować się w lekturę i zechcą sprawdzać, jak przebiegała cała wyprawa. Nie ma tu ekstremalnych doświadczeń, testowania wytrzymałości czy szukania granic - chodzi o dobrą zabawę i poznawanie kontynentu przez specyfikę kolejnych państw. Zamiast zatem lekcji geografii i historii, Robert Byron prezentuje czytelnikom kwintesencję podróżowania. Opowiada o tym, co ważne z perspektywy turysty z pierwszych dekad XX wieku. Dzisiaj popularnością cieszą się podobne wyznania - tyle że o bardziej rozrzedzonej stylistyce. W "Europie w zwierciadle" narracja jest bardzo gęsta, wiąże się to z inną kulturą pisania, przyzwyczajeniami literackimi, które nie dopuszczają kolokwialności ani nadmiernych uproszczeń. Byron nastawia się jednak na to, co osobiste i własne, omija bezpłciowe opisy. Nie skazuje czytelników na śledzenie podręcznikowych informacji o kolejnych krajach: zakłada, że każdy posiada jakąś wiedzę na ich temat - i że jeśli ma prowadzić relację z pobytu w różnych krajach, powinien znaleźć inny klucz do całości. Taki klucz znajduje - subiektywizm w opowieści jest wielkim atutem i przyczynia się do budzenia zainteresowania książką. Widać też, że autor ma zacięcie literackie, a kiedy pisze, to specjalnie myśli nie tylko o wygodzie czytelników, ale i o szlifowaniu warsztatu. Ucieszyć może podejściem do tworzenia - nie tylko pozwala przekonać do podróżowania, ale też odbyć podróż bez wstawania z fotela. "Europa w zwierciadle" to literatura podróżnicza w dobrym stylu - na pewno dla czytelników dzisiaj będzie świetną przygodą. Jest to książka wartościowa i pojawienie się jej na rynku ma swoją wagę. Wszyscy, którzy zaczytują się w literaturze podróżniczej (dzisiaj złożonej przede wszystkim z wypowiedzi blogerów i przypadkowych autorów), powinni sprawdzić wzorzec gatunku - to, co Robert Byron ma do zaoferowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






