Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

wtorek, 12 lutego 2019

Brian Conaghan: Kiedy Pan Piecho gryzie

Ya!, Warszawa 2018.

Przekleństwa

W świecie nastolatków to wydaje się normalne: wulgaryzmy stanowią sposób na zamanifestowanie odejścia od dzieciństwa, testowanie możliwości języka i sposób na wyrażanie ekspresji, jeszcze trochę owoc zakazany, a już – przejaw źle pojmowanej dorosłości. Ale dla chorych na zespół Tourette’a wulgaryzmy to koszmar: najpewniejsza metoda na tracenie znajomych i społeczny ostracyzm. Dylan Mint świetnie o tym wie, bo kiedy tylko znajdzie się w sytuacji stresowej (gdy na przykład chciałby zaprosić na dyskotekę dziewczynę, w której skrycie się podkochuje), wyrzuca z siebie niekontrolowane obelgi. Na co dzień próbuje poskramiać Pana Piecha, ćwiczyć umysłowe zagadki i szukać odejścia od lęków – ale choroba na razie jest nieuleczalna. Nastolatek właściwie nie robiłby wiele ze swoim życiem: chodzi do szkoły specjalnej, w której jego przypadłość nie wywoła sensacji, szybciej znudzenie. Tu każdy dzieciak ma inne problemy i każdy jest na swój sposób normalny (albo nienormalny). Tyle że pewnego dnia Dylan podsłuchuje słowa lekarza – ma czas do marca. Podejrzewa, że umrze (chociaż niby wiadomo, że na zespół Tourette’a się nie umiera…) i nikt nie chce mu o tym powiedzieć – dlatego też zamierza stworzyć listę życzeń do zrealizowania przed tym smutnym momentem – i zaczyna działać.

Dylan przyjaźni się z Amirem, chłopakiem, który jest prześladowany za inny kolor skóry – bohater przerabia zatem cały zestaw różnych powodów odrzucania w grupie rówieśników. Styka się z nastolatkami okrutnymi i bezwzględnymi, doświadcza rozmaitych klęsk i porażek ze strony bardziej „wtajemniczonych” w życie. Rówieśnicy nie przebierają w środkach, jeśli ktoś do nich nie pasuje, dadzą mu to odczuć. A do tego Dylan przeżywa problemy w domu: czeka na tatę (który rzekomo spędza czas na supertajnej wojskowej misji), próbuje wypłoszyć taksówkarza, który najwyraźniej zaleca się do jego matki i uczy się kłamać, żeby osiągnąć to, na czym bardzo mu zależy. Zespół Tourette’a sprawia jednak, że można w nim czytać jak w otwartej książce: każda silniejsza emocja wpływa na zachowanie i zestaw tików. Powstaje więc pytanie, czy chłopak z taką przypadłością będzie mógł zrealizować swoje marzenie o zaciągnięciu do łóżka jednej z koleżanek.

Brian Conaghan pisze książkę z perspektywy nastolatka i przedziwnym slangiem, który może z mową młodzieży nie ma wiele wspólnego (szybko by się ta pozycja zdezaktualizowała), ale na pewno nie jest przezroczysty. W tłumaczeniu wychodzi z tego intrygujący wolapik, czasami nie do przebrnięcia, a czasami – całkiem zabawny, a że autor bez przerwy przełamuje tematy tabu, zachwyci zwłaszcza męskie grono czytelników „niegrzecznością” tekstu. W końcu myśli dojrzewającego chłopaka mogą być nieco monotonne – koncentrują się na seksie i cielesnych doświadczeniach, nie ma mowy o platonicznych uczuciach, chyba że przedstawia akurat Conaghan przyjaźń. Przełamuje patos dowcipem (rubasznym, ale wciąż dowcipem, który spodoba się nastolatkom), ma pomysł na akcję (pomysł, trzeba zaznaczyć, wtórny, jednak lista życzeń do zrobienia przed śmiercią nie wybija się tu na pierwszy plan). Może tajemnice, które wprowadza, są nieco zbyt przewidywalne, ale przecież nie chodzi o to, żeby odbiorcy bawili się w detektywów i zastanawiali, jak potoczy opowieść. Conaghan przyciągnie śmiałością w pisaniu o sprawach trudnych – i w sugerowaniu czytelnikom, że doskonale wie, co czują. Nie zamierza udawać, upiększać rzeczywistości czy kłamać – za odwagę młodzi ludzie mogą go polubić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com