Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

poniedziałek, 11 lipca 2016

Magdalena Kordel: Nadzieje i marzenia

Znak, Kraków 2016.

Przeszłość

To prawo obyczajówek, ale też i całych serii, że jeśli zbliża się szczęście, trzeba je trochę przytępić. Chociaż więc Madeleine marzy o życiowej stabilizacji, spokoju u boku Michała i szczęściu przybranych dzieci, nie może cieszyć się codziennością. Pojawia się wiadomość, która burzy jej plany. Nic dziwnego, że bohaterka przełamuje lęk przed wyjazdem – udaje się do Francji, żeby załatwić sprawy spadkowe. Nieznany wuj zapisuje jej nie tylko materialne dobra. Akcja z Malowniczego przenosi się także w odległą przeszłość, bo po nakreśleniu sytuacji domowej Madeleine Magdalena Kordel buduje całkiem nową narrację sprzed… powstania styczniowego. Tu ożywają przesądy i zabobony, dziad wędrowny, który ma bliżej do Boga niż inni, tajemnice i wyzwania zupełnie różne od tych dzisiejszych. Kordel zatapia się w historię pełnokrwistą i niemożliwą dzisiaj do zrealizowania, ale mocną, sugestywną, bo opartą na zrozumiałych – uniwersalnych – uczuciach. Miłość matczyna staje się coraz bardziej toksyczna i zaborcza, a rywalizuje z patriotyzmem, powinnościami młodych ludzi wobec ojczyzny. Takich dylematów czytelniczki dziś nie spotkają w obyczajówkach, Kordel ma więc szerokie pole do popisu. Akcja z przeszłości wciąga równie mocno – a wiadomo, że zazębi się z rzeczywistością Malowniczego, zgodnie z regułami kompozycji.

Bohaterów, którym życie już się poukładało, autorka spycha na daleki plan. Napomyka o nich tylko, na znak, że wciąż tworzą mikroświatek – specyfikę opisywanego miejsca. Nie zaprzątają już jednak uwagi, z punktu widzenia dramaturgicznego nie mają przecież żadnego znaczenia. Kordel pozostaje przy tych, którzy jeszcze są niepewni dobrych losów. Pani Leontyna i Madeleine czekają na rozwiązanie swoich spraw. Sporo humoru za to wprowadza Kraśniakowa (i jej małżonek) – na tę postać, karykaturę małomiasteczkowych plotkar, zawsze można liczyć. To dzięki niej scenki z Malowniczego nie są przesłodzone i nudne, nawet jeśli autorka próbuje zasugerować optymizm.

W „Nadziejach i marzeniach” jest, oczywiście, sporo naiwności – zwłaszcza kiedy bohaterki muszą sobie uzmysłowić życiowe prawdy – o kształcie ich szczęścia czy o wyborach i decyzjach. Kiedy dosłownie wyrażają uczucia czy olśnienia, brzmi to niepotrzebnie moralizatorsko, jakby Kordel chciała na siłę pouczać odbiorczynie, jakby nie wierzyła, że same wyciągną wnioski. I tak wiadomo, że seria jest pogodna, a lektury – krzepiące, już to by wystarczyło. Drugą słabością Magdaleny Kordel jest teraz wpatrzenie w młodzieżowe powieści: powraca tu i Jeżycjada, i „Ania z Zielonego Wzgórza”. Dość ciekawie to wypada – autorka najpierw, być może nawet nieświadomie, przejmuje język z tych książek, przez chwilę prowadzi historię cudzym stylem, a potem wprowadza adres skojarzenia (i tak czytelny, bo fanki Kordel to też fanki Musierowicz). A przecież cytaty i zapożyczenia są tu rozpoznawalne na pierwszy rzut oka. Dlatego też lepiej i wygodniej opowiada się autorce historie z przeszłości: tu szuka ogólnej stylizacji, a nie konkretnych nawiązań.

„Nadzieje i marzenia” to ucieczka od zmartwień. Wprawdzie mieszkańcy Malowniczego miewają kłopoty (i to naprawdę różne, niektórzy – filmowe, inni śmieszne, jeszcze inni prawdziwe), ale nigdy przygnębiające odbiorczynie. Tu dominuje ciepło i „przytulność” atmosfera wyrozumiałości dla różnych słabostek i nadzieja na to, że wszystko w życiu się poukłada. Magdalena Kordel przypomina, że życie pisze różne scenariusze i nie zawsze oznacza to samo dla wszystkich Wie doskonale, że ma dostarczyć rozrywki i pocieszenia, po to w końcu istnieje Malownicze – kto będzie potrzebował tonu ciepłego i pełnego serdeczności na przekór przeciwnościom losu, ten się tu odnajdzie. Magdalena Kordel porządkuje Malownicze, żeby się z nim rozstać – ale pozostawia czytelniczkom azyl, miejsce ucieczki i leczenia ran. „Nadzieje i marzenia” to w gruncie rzeczy prosta historia – ale pozwala się wyciszyć i przenieść do świata wolnego od zwyczajnych trosk, zabiegania lub rutyny. W związku z tym nie da się zostać tu na stałe, można tylko co pewien czas wracać – tej przyjemności czytelniczkom nikt nie zabierze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com