Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

piątek, 30 kwietnia 2010

Małgorzata Gutowska-Adamczyk: Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy

WNK, Warszawa 2010.

Saga

Małgorzata Gutowska-Adamczyk sięgnęła tym razem po mocno rozbudowaną historię i trzytomową sagą o Gutowie oraz najmocniejszych w nim rodach ucieszy wielbicielki obszernych powieści obyczajowych. „Cukiernia pod Amorem” nie przypomina typowych współczesnych czytadeł, autorka stawia na klasykę, niemal dziewiętnastowieczną narrację przeplata spokojną, współczesną opowieścią. W „Zajezierskich” rozpoczyna się intryga, ciągnąca się przez wieki – a Gutowska-Adamczyk próbuje pokazać, jak przeszłość kształtuje dalsze losy rodów i jak niewyjaśnione, dawne sprawy odbić się mogą na egzystencji potomnych.

Właściciel cukierni „Pod Amorem” martwi się chorobą matki, która do tej pory kierowała rodzinnym biznesem. Ale to Iga, córka właściciela, najchętniej zajmuje się rodzinną tajemnicą. W pobliżu domu bohaterów archeolodzy znaleźli właśnie ciało nieżyjącej od czasów drugiej wojny światowej kobiety. Na jej palcu natomiast – pierścień, który niegdyś należał do przodków Igi. Iga rozpoczyna własne, amatorskie śledztwo – chciałaby nie tylko odzyskać klejnot, mający przede wszystkim wartość sentymentalną, ale też dowiedzieć się, jak trafił do nierozpoznanej jeszcze, obcej kobiety. Równolegle toczy się opowieść z XIX wieku – zwyczajna historia o kilku pokoleniach rodu. Prezentowane w niej bohaterki raz sprzeciwiają się konwencjom, raz podporządkowują się rodzinie. Przeżywają rozmaite sercowe dramaty i rozczarowania, dają upust złości bądź zaznają szczęścia w zgodnych małżeństwach. Stawiają czoła wyzwaniom, poznają konsekwencje różnic kulturowych, rodzą i wychowują dzieci. Niby nie ma w tym nic oryginalnego, przykuwającego uwagę – ot, naturalna kolej rzeczy – a jednak w ujęciu Gutowskiej-Adamczyk relacja zyskuje na atrakcyjności właśnie ze względu na niewymuszoną fabułę. Prawdziwym celem autorki wydaje się nie być spychany na margines wątek kryminalny, który ma spajać całość, a właśnie zanurzenie w codziennym życiu, nie idealnym i nie zawsze wolnym od trosk. Gutowska-Adamczyk szczególną przyjemność czerpie z odtwarzania losów kolejnych kobiet z minionych wieków – jej zadowolenie przekłada się na barwną narrację, ta natomiast na udaną lekturę. Przy dziewiętnastowiecznych rozterkach współczesność wypada raczej dosyć blado, Iga przypomina bohaterkę z nastoletnich powieści, a jej problemy brzmią momentami sztucznie.

Zastanawiam się, dlaczego szczątki kobiety, która zginęła w czasach drugiej wojny światowej, uparcie określane są przez Gutowską-Adamczyk mianem „mumii”. To najpoważniejszy chyba błąd w tekście, rzuca się w oczy i nie znajduje dobrego uzasadnienia. Poza tym swobodniej czuje się autorka w przeskokach do przeszłości, jest wówczas bardziej zdecydowana i przekonująca. We fragmentach dotyczących XIX wieku narracja zyskuje najlepszy rytm. Pojawia się tu mnóstwo wątków, rozmaitych, zazębiających się sytuacji, w których autorka orientuje się bez problemu – co może budzić podziw. Mnogość historii budzi zainteresowanie i sprawia, że wielbiciele sag i historycznych obyczajówek będą zachwyceni. Współczesność przedstawiona jest chronologicznie, przeszłość – w formie rozproszonych migawek. Zamieszczony na końcu powieści indeks osób – jak i drzewo genealogiczne roku – ma pomóc orientować się w fabule – ale nie sądzę, by wiele czytelniczek do tych pomocy sięgało, książka Gutowskiej-Adamczyk wciąga i bez większego trudu da się prześledzić losy bohaterek.

W „Zajezierskich” panuje kult drobiazgu, co przy założeniu – ukazaniu losów kilku pokoleń rodu – stanowić mogło wybuchową mieszankę. Na szczęście autorce nie można zarzucić rozwlekłości czy przegadania, dobrze wyważone proporcje to cecha charakterystyczna tej powieści. Prawie można zapomnieć, że w zasadzie nic się tu nie rozstrzyga, pootwierane tematy nie prowadzą do wyrazistej puenty. Przecież nie dlatego się po „Zajezierskich” sięga.

To propozycja idealna dla wielbicielek niespiesznych historii i dla odbiorczyń stęsknionych za wielkimi narracjami. Małgorzata Gutowska-Adamczyk stworzyła powieść nieco staroświecką i ładną, powieść, w której podkreśla podobieństwo tęsknot i marzeń kobiet w różnych wiekach.

6 komentarzy:

  1. Właśnie kupiłam "Cukiernię" i czekam z niecierpliwością, aż zawita do mnie listonosz z przesyłką. Z Twojej recenzji wynika, że dokonałam dobrego wyboru, co mnie niesamowicie cieszy!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się mocno fragmentami nasuwały skojarzenia z "Najstarszą prawnuczką" i "Wielkim diamentem" Chmielewskiej, to dokładnie ten powrót do przeszłości, chociaż bez humorystycznej obudowy. Miłej lektury, podziel się potem wrażeniami ;). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. "Cukiernia pod amorem" bardzo mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że jestem fanką ego typu opowieści. A tutaj proszę, kobiece historie, zawoalowane losy rodzin i wszystko tak zręcznie połączone tajemniczym odkryciem w Gutowie. Następną część na pewno również przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. równolegle coś podobnego pod względem zawoalowanych losów rodzin robi Elżbieta Cherezińska w swojej "północnej" sadze, właśnie czytam drugi tom i bardzo mnie wciągnął. Dla mnie to odkrycie w Gutowie (i cała współczesność w książce) jest najsłabszym punktem powieści :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy19/5/10 18:45

    Witam serdecznie. Właśnie skończyłam "Cukiernię..." i podobnie jak chwila60 jestem zaskoczona tym, jak bardzo mi się podobało.
    Zwłaszcza, że wydawało mi się, że tzw. babskie powieści (patrz: rozlewisko) do mnie nie trafiają. Fantastycznie się czyta, jednocześnie zgadzam się z Autorką Bloga - historie dziewiętnastowieczne w powieści czyta się dużo lepiej niż te z lat 90. XX w. Zwłaszcza rozmowy głównej bohaterki z potencjalnym przyszłym absztyfikantem archeologiem rażą sztucznością i wywołują u mnie lekką gęsią skórkę zażenowania. Ale to taki mały minusik, poza tym świetna książka na złe humory i zimne maje, choć pewnie do jednorazowego przeczytania. Z niecierpliwością czekam na drugi tom, a teraz w poszukiwaniu atmosfery dworów szlacheckich sięgam po "Pana Tadeusza". Pozdrawiam!
    k.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja z kolei fanką tego typu opowieści raczej nie jestem, tak mi się przynajmniej zawsze wydawało - ale tu dałam się ponieść narracji i ciekawości. Lata 90. przetrawiłam głównie przez podobieństwo do młodzieżówek. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com