* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lars Klinting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lars Klinting. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2017

Lars Klinting: Kastor szyje

Media Rodzina, Poznań 2016.

Nowy fartuch

Kastor to bohater obrazkowej serii edukacyjnej dla najmłodszych. Zaprzecza tendencjom konsumpcyjnym – kiedy czegoś mu brakuje, nie biegnie natychmiast do sklepu, by to sobie kupić, a przygotowuje sam. Tworzył już między innymi ciasto urodzinowe czy skrzynkę na narzędzia. Teraz Kastor musi uszyć sobie nowy fartuch – stary do niczego się nie nadaje. Bohater nie szuka daleko potrzebnych przyborów – po rodzinie zostały mu całe pracownie, w tym w pełni urządzony pokój do szycia. Zanim jednak przystąpi do właściwego działania, określa swoje potrzeby. Starannie wybiera materiał na nowy fartuch, pierze go i prasuje jeszcze przed rozpoczęciem szycia. Jego działania obejmują zdjęcie miary, stworzenie wykroju, wycięcie i sfastrygowanie kawałków materiału, zszycie fartucha na maszynie i wszycie do niego tasiemki. Trzeba też będzie dokonać niezbędnych poprawek, bo mimo starannego wymierzenia ciała, Kastor gdzieś popełnia błąd, o czym przekonuje się, patrząc w lustro.

Cała przygoda Kastora polega właśnie na tym: bohater szyje fartuch. Co pewien czas pojawiają się strony „informacyjne”: autor tłumaczy tu małym odbiorcom, z jakich „narzędzi” korzysta postać. Obok żelazka i maszyny do szycia pojawi się tu na przykład poduszeczka do igieł. Każdy etap pracy jest tu rozłożony na kolejne rysunki i proste podpisy. Działania Kastora nie podlegają dyskusji, sam bohater niczemu się też nie dziwi – wie, co ma robić i dlaczego. To on stanowi tu autorytet dla maluchów. Ale Lars Klinting przygotowuje się też na ewentualne pytania – po zakończeniu tomiku podaje wyjaśnienia co bardziej „dziwnych” momentów historyjki – dlaczego Kastor pierze i prasuje sam materiał, a nie gotowy fartuch – omawia też kwestię wszywania kieszeni oraz zapobiegania strzępieniu się brzegów materiału. To wszystko składa się na historyjkę ciekawą maluchy dowiedzą się ze szczegółami, jak powstają ubrania, a do tego mogą również pójść w ślady swojego bohatera i samodzielnie uszyć fartuch: w książce pojawia się miniaturowy wykrój, który trzeba dopasować do własnych wymiarów, a potem – iść za kolejnymi obrazkami. „Kastor szyje” to równocześnie historyjka, która nakłania do samodzielności.

Kastor jest bohaterem, który kojarzy się w warstwie wizualnej z bohaterami Beatrix Potter bardziej niż z dzisiejszymi postaciami z kreskówek. To bóbr, który prawie nie ma towarzystwa – skupiać się bowiem dzieci mają na kolejnych działaniach, a nie na bajkowej fabule. Ale Klinting dba o to, by dzieci nie nudziły się przy oglądaniu tomiku. W pokoju do szycia stoi manekin krawiecki w kształcie bobra (z ogonem!), a poduszka do szpilek ma kształt jeża. To niespodzianki, które dzieci będą stopniowo podczas lektury odkrywać – i które bardzo uprawdopodobnią rzeczywistość Kastora. Ilustracje pełnią tu zatem funkcję informacyjną, ale przydają się też jako rozrywkowy dodatek. To za ich sprawą opowieść nabiera wyrazu, jest nie tylko szybkim przeglądem czynności niezbędnych przy tworzeniu stroju, ale i bajkowym pozasłownym komentarzem. Lars Klinting chce, żeby dzieci do niego wróciły – dlatego też przygotowuje zestaw tematów do odkrycia przez uważnych odbiorców. Niczym nie wskazuje kolejnych pozatekstowych motywów, pozwala dzieciom na samodzielne budowanie dodatkowej wyobraźniowej historyjki. Kastor jest interesujący również dlatego, że kiedy inni bajkowi (i zwierzęcy) bohaterowie zajmują się komentowaniem codzienności dzieci, on odnosi się do spraw znanych dorosłym, bardziej ambitnych niż zwykłe obowiązki kilkulatków.

czwartek, 15 października 2015

Lars Klinting: Kastor piecze

Media Rodzina, Poznań 2015.

Tort

Kastor to bohater, który ma wiele pomysłów i realizuje je po kolei, nie przejmując się tradycyjnym podziałem ról. W tomiku „Kastor piecze” zabiera się za przygotowanie ciasta urodzinowego. Razem z Maciusiem starannie odmierza wszystkie składniki, część miesza, część miksuje, czasem nawet myśli perspektywicznie i dwutorowo – włącza piekarnik, żeby się nagrzewał, kiedy przyrządza ciasto, a gdy ciasto się piecze – sprząta cały bałagan. Bo trochę się nabrudziło przy przesypywaniu składników z miski do miski. Ale w końcu pieczenie ciasta to poważna sprawa i jeśli dzieci będą chciały iść w ślady Kastora, ni mogą mieć żadnych wątpliwości co do swoich działań. A łatwiej jest skorzystać z kilku różnych naczyń przy odmierzaniu składników. Nie dość, że praca robi wtedy większe wrażenie, zwiększa się też objętość książeczki.

Ale Kastor nie przygotowuje na urodziny skomplikowanego tortu, tylko najprostsze ciasto ucierane, które uda się także małym odbiorcom (lub ich niewprawionym w pieczeniu mamom). Trochę zaskoczone mogą być dzieci, bo bohater przez cały czas zapowiada, że zrobi babkę Kastora. Tyle że nie dysponuje formą do babki, a jedynie tortownicą. Piecze więc babkę w tortownicy, a gotowego ciasta w żaden sposób nie ozdabia – wypiek nie kojarzy się więc ani z babką (chyba że smakiem), ani z tortem. Zdaje jednak egzamin, bo Kastor ma czym poczęstować urodzinowych gości, którzy, niezapowiedziani, przybywają z prezentami.

Książeczka „Kastor piecze”, kolejna z obrazkowych propozycji Larsa Klintinga, udowadnia dzieciom, że praca w kuchni może być ciekawą przygodą. Tu bohater nie narzeka nawet na sprzątanie bałaganu (wszystko przebija myśl o samodzielnie przyrządzonym smakołyku. Dzieci mogą pójść w ślady Kastora po lekturze, bo na końcu tomiku znajduje się dokładny przepis. To znów zabieg, który przenosi bajkę w sferę rzeczywistości i przyczynia się do utrwalania domowych czynności. Kastor, wbrew pozorom (i oczywistemu tytułowi), nie jest nudny. Robi coś niezwykłego. A przy tym książeczka ma dodatkową puentę: skoro akcja rozgrywa się wokół urodzin, prezenty są niewykluczone. A wszystkie dzieci wiedzą, co przydałoby się bohaterowi.

Lars Klinting tworzy bardzo prostą historyjkę obrazkową. Stawia na dopracowane rysunki – dość ogranicza detale tła, za to precyzyjnie przedstawia bohaterów, na przykład kreskując ich futerka. Do kolorowania używa akwarelek, co pozwala na uzyskanie wrażenia delikatności i na ładne gry cieniami. Kiedy istnieje taka potrzeba, autor potrafi też tworzyć bardzo skomplikowane obrazki, na przykład wnętrze wielkiej kuchni. Do tego stara się być dokładny w przedstawianiu samych przedmiotów potrzebnych przy pieczeniu ciasta, żeby nie pozostawiać wątpliwości dzieciom. Podpisy pod rysunkami to proste zdania (jeśli zdarzają się zdania złożone, są łamane w wersy). Autor ubarwia proste objaśnienia, dodając tu i ówdzie wykrzykniki. Tak łatwiej zaangażować się w świat Kastora – co uprzyjemni lekturę najmłodszym i pozwoli im przeżywać doświadczenia, które same w sobie ekscytujące, przynajmniej dla dorosłych, nie są. Ale kiedy Klinting zachęci dzieci do pracy bajką, kilkulatki będą przeżywać wydarzenia tak samo jak bohater. Zapewnia więc Klinting nietypową reklamę: warto pójść w ślady Kastora i przygotować coś pysznego dla całej rodziny. Być może nie wszystko maluchom uda się tak dobrze jak Kastorowi: rozbijanie jajek to trudna sztuka – ale przecież podczas pracy dzieci muszą korzystać z pomocy dorosłych, więc nawet wyzwania ich nie zniechęcą i nie odstraszą od prób w kuchni.

sobota, 25 lipca 2015

Lars Klinting: Kastor majsterkuje

Media Rodzina, Poznań 2015.

W warsztacie

Kastor nie majsterkuje jak bóbr. To prawdziwy fachowiec, który ma świetne pomysły i profesjonalne narzędzia w doskonale wyposażonym warsztacie po dziadku. Tym razem bohater nie ma czasu na zastanawianie się nad celem działań: od razu przystępuje do pracy, a kolejne wykonywane przez niego czynności składać się będą na historię „Kastor majsterkuje” – coś w sam raz dla ciekawych świata dzieci. Nawet jeśli odbiorcy nie wykazują zainteresowania sednem stolarskich prac, postać Kastora zachęci je do sprawdzenia, co tym razem wymyślił Lars Klinting. „Kastor majsterkuje” to równocześnie podpowiedź dla dzieci – jak można spędzić wolny czas. Wprawdzie przy tej akurat zabawie niezbędna będzie pomoc taty lub dziadka, ale efekt jest wart wysiłku. Trochę Klinting nawiązuje do dawnych pism dla młodych majsterkowiczów – wprawdzie przekuwa porady w bajkę, ale efekt jest podobny: praktyczne wskazówki odrywające maluchy od komputerów i telewizji – i zapewniające nowe umiejętności (lub przynajmniej teoretyczne uwagi na przyszłość).

Nikt nie wie, co zamierza zrobi Kastor. Wstęp zapowiada się więc intrygująco: odbiorcy towarzyszą bobrowi w każdym kolejnym kroku i z czasem mogą zacząć zgadywanie, do czego prowadzi autor. Kastor gromadzi narzędzia i uważnie analizuje rysunek – plan tworzonego przedmiotu. Gdy zabiera się do dzieła, często zmienia narzędzia, a ich przeznaczenie jest dokładnie wyjaśniane za każdym razem. Dzieci dowiedzą się zatem, czego używa Kastor – i co w ten sposób uzyska. Tak każda strona przybliża do rozwiązania zagadki. Praca wydaje się bardzo ciekawa: bohater nie wkłada w nią zbyt dużo wysiłku, nie robi też wielkiego bałaganu, autor koncentruje się na tym, co stanowi istotę majsterkowania, na przyjemności tworzenia. Każdy kolejny element wyizolowuje z całości (w tym i z otoczenia warsztatu), żeby uwagę dzieci skupić na tym, co najważniejsze. I to rozwiązanie dobrze się w książeczce sprawdza – przedłuża przyjemność oczekiwania na finał, trochę stopniuje napięcie, a do tego może zostać potraktowane jako szereg praktycznych porad dla majsterkowiczów. Bohater jest tradycjonalistą – używa ręcznych pił i ręcznych wiertarek, co też przywołuje nawiązania do klasyki literatury czwartej.

Tomik „Kastor majsterkuje” jest książeczką obrazkową. Klinting proponuje ilustracje bajkowe i precyzyjne: można tu obejrzeć wiele detali w konstrukcji narzędzi, czasem rysunki wyjaśniają też sposób ich użycia (Kastor demonstruje, jak zastosować kątownik). Dzięki ilustracyjnej ścisłości dzieci nauczą się rozpoznawać kolejne narzędzia, a bliskość bajki i realnego świata nakłoni je do jeszcze uważniejszego studiowania prostej historyjki. Kastor porusza się w prawdziwej rzeczywistości – to wielki atut, który może też zainteresować małych odbiorców prawdziwym warsztatem i znaleźć im wspólne tematy z ojcami-majsterkowiczami. W czasach politycznej poprawności doprowadzonej aż do przesady dziecko nie może nawet pomyśleć o użyciu zaokrąglonych nożyczek bez nadzoru dorosłych. Tu zyskuje dostęp do prawdziwych narzędzi – takiej pokusie nie sposób się oprzeć. W dodatku przedmiot, który tworzy Kastor, zyskuje na końcu dokładny schemat. Kto zechce, będzie mógł identyczną rzecz zrobić dla siebie – to znowu działa jak przeniesienie elementu bajki do codzienności. Ale nawet dzieciom, które majsterkowania nie polubią, kolejna bajka o sympatycznym bobrze się spodoba – bo przy Kastorze nie można się nudzić, a do tego ten bohater wspaniale wypada na rysunkach.

niedziela, 5 lipca 2015

Lars Klinting: Kastor uprawia fasolkę

Media Rodzina, Poznań 2015.

Roślina

Dzieciom zwykle uprawianie fasolki kojarzy się z pierwszym szkolnym i odpowiedzialnym zadaniem rozłożonym w czasie. Kastor – uroczy bóbr – do szkoły nie chodzi. Chciałby jednak upiększyć jakoś okno po tym, jak usechł mu jedyny kwiatek. Wpada więc na pomysł, żeby posadzić w ziemi fasolkę. Pomaga mu w tym mały Maciuś. Dwaj bohaterowie bardzo poważnie podchodzą do zadania, ale efekty są tego warte.

Lars Klinting tworzy sympatyczną historyjkę obrazkową z dokładnymi (czasem wręcz aż za dokładnymi) wskazówkami do wykorzystania również przez małych odbiorców. Bobry najpierw moczą ziarna fasolki w wodzie, a gdy zabierają się do sadzenia, używają specjalnego patyczka, żeby wgłębienia w ziemi były równe (i odpowiadały konkretnym wymiarom). Oczywiście takie celebrowanie sadzenia nie jest potrzebne – ale pozwala skupić uwagę dzieci i przekonać je do niezwykłego eksperymentu: odmierzanie głębokości dołków jest bardziej pasjonujące niż położenie ziarenek w doniczce. Kastor i Maciuś zresztą osiągają spektakularne efekty: ich fasolki rosną i wypuszczają strąki, które można zjeść… lub wykorzystać do uprawy fasolek w przyszłości. Nic poza tym w bajce się nie dzieje, ale już sama perspektywa możliwości powtórzenia akcji w warunkach domowych staje się kusząca. Przecież nie wiadomo, czy doświadczenie się powiedzie, skoro z jednej fasolki nic nie wyrosło.

O tak prostej czynności dało się napisać (i narysować) bardzo ładną, ciepłą i serdeczną bajkę. Dzieci będą śledzić ją z przyjemnością, a i z zainteresowaniem, bo przecież każdemu zależy na sukcesie Kastora. Ponadto sam proces uprawiania roślin jest dla nich jeszcze atrakcją i nowością – a skoro każdy może sobie na niego pozwolić (wystarczy kilka fasolek z tych przyniesionych na obiad) – to podpowiedź na znakomitą zabawę.

„Kastor uprawia fasolkę” to książeczka bardzo malownicza. Składa się – jak wiele tradycyjnych picture booków – z pięknej ilustracji i prostego, krótkiego komentarza pod nią. W tekście autor często stosuje wykrzyknienia (lub oznaki przejęcia i radości bohaterów). Przede wszystkim stara się jednak, by było co oglądać. Zaprasza odbiorców do domku bobrów i do altanki wuja-ogrodnika, stosuje żarty obrazkowe i rysunkowe wyliczenia. Cieszy maluchy kolejnymi pomysłami: z Kastorem i Maciusiem przyjemnie spędza się czas. Bohaterowie wcale nie są autorytetami w dziedzinie ogrodnictwa, ale korzystają z rad mądrzejszych i nowo nabytą wiedzę przekazują dalej. „Kastor uprawia fasolkę” to zatem książeczka rozrywkowa i edukacyjna w jednym. Autor nie skupia się na zwykłych tematach z publikacji edukacyjnych dla najmłodszych – sięga po motyw, który może zamienić się w hobby, ale który nie jest niezbędny dzieciom. To nadaje informacjom walor zabawy. Do tego przemili bohaterowie nie pozostaną najmłodszym obojętni. Klinting stawia na tomik w starym stylu (oryginalna wersja liczy sobie wprawdzie prawie dwie dekady), ale i tak nawiązuje do tradycji w literaturze czwartej.

Z Kastorem nie można się nudzić, to zresztą zaledwie jedna z jego przygód. Ta seria przypomina trochę pouczającą i mądrą kreskówkę, a trochę jest spotkaniem z bohaterami, którzy mają coś ciekawego do przekazania. „Kastor uprawia fasolkę” to opowieść spisana z uśmiechem i entuzjazmem – po takiej lekturze każdy maluch zapragnie iść w ślady rezolutnego bohatera i przygotować własną doniczkę z nasionami. To przecież zadanie, które może nauczyć systematyczności i konsekwencji, cierpliwości i odpowiedzialności. A radość z efektów będzie z pewnością ogromna.