* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Fabicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Fabicka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 grudnia 2018

Joanna Fabicka: Plaża w słoiku po kiszonych ogórkach

Świat Książki, Warszawa 2018.

Metamorfoza

Chociaż zapowiadana jest ta powieść jako niezawodny sposób na chandrę, chociaż Joanna Fabicka dała się już poznać jako autorka stosująca jako podstawowy składnik narracji inteligentną ironię i satyrę… „Plaża w słoiku po kiszonych ogórkach” przez długi czas jest książką przepojoną goryczą. Grażyna, bohaterka tej historii zbliża się do czterdziestki i niczego w życiu już nie powinna się spodziewać. Stała się typową kurą domową, mąż jej nie zauważa, dzieci nią gardzą. Nikt nie pomaga w prowadzeniu gospodarstwa. Praca Grażyny nie daje szans rozwoju – pozwala właściwie tylko na powolne gnuśnienie. Marazm ogarnia opowieść, mimo że autorka wykorzystuje od początku satyrę. Przebija jednak przez relację poczucie beznadziei. Wiadomo, że Fabicka musi nakreślić niewesołą sytuację Grażyny, zanim podsunie jej szansę ucieczki – ale to, co w obyczajówkach zabiera co najwyżej kilka zdań, tutaj rozwija się i pochłania kolejne rozdziały. Barwne pisanie o szarości nie przyniesie spektakularnych efektów, ale niespodziankę dla odbiorców autorka szykuje.

Norbert przyzwyczaił się do tego, że jego żona nie ma własnego zdania, że nie warto się z nią liczyć i że można jej na każdym kroku okazywać pogardę. Można ją też obwiniać za błędy wychowawcze: Marek od dwóch miesięcy nie wychodzi z domu, nie myje się i nie chce szukać kontaktów z innymi. Nina zawsze trzyma stronę ojca i oskarża matkę o wszystkie niepowodzenia. W tym całym życiowym bezsensie Grażyna trafia na Andrzeja. Andrzej musi regularnie meldować się na komisariacie, jest pod stałym nadzorem. To buntownik i muzyk. A przy okazji szansa na ożywienie lokalnego domu kultury. Tutaj Grażyna chce przygotować zespół do udziału w konkursie. Muzycy – każdy z innej sfery, z innymi doświadczeniami, z innym gustem muzycznym i w różnym wieku – spotykają się na próbach i zyskują odskocznię od codzienności. Można się tylko domyślić, jak zareaguje stereotypowa zamknięta w sobie rodzina na nieoczekiwane wybryki matki. Pytanie, czy czterdziestolatka może jeszcze zejść na drogę buntowniczki i niebieskiego ptaka.

Joanna Fabicka ze smakiem przedstawia nieoczekiwaną (i rzadko spotykaną) metamorfozę bohaterki. Pozwala Grażynie zasmakować wolności, chociaż to zjawisko sprzeczne ze stereotypową rolą kobiety. Tutaj Grażyna może odkryć swoje prawdziwe ja albo przynajmniej sprawdzić, co by było, gdyby na chwilę przestała realizować przypisane jej zadania. Fabicka nie zagłębia się przesadnie ani w big wydarzeń, ani w ich konsekwencje dla bohaterów. Czasami sugeruje coś, do czego później już nie wraca, czasami pozostawia coś wyobraźni. Łapie oddech i daje na to szansę samej bohaterce. Grażyna jest zakompleksiona, nie wierzy w siebie – ale jej psychikę da się jeszcze odbudować. Autorka tej powieści dostarcza czytelniczkom podstawy do ewentualnych marzeń o porzuceniu nieakceptowanej roli. Tu nawet skazana na przegraną postać może zebrać siły, żeby stanąć do walki – a kiedy już to zrobi, nie musi się martwić o to, co będzie dalej. Joanna Fabicka do odbiorczyń kieruje ważne przesłania – ale czyni to w satyryczny i lekki sposób. Wprawdzie początkiem nieco przytłacza, ale później odpracowuje to z nawiązką, będzie śmieszyć i relaksować. Zasugeruje też, że szczęście dla każdego wygląda inaczej. Bohaterka nie daje się zamknąć w granicach konwencji, przełom w jej egzystencji jest największą wartością tej opowieści. Ale, jak zwykle też Joanna Fabicka imponuje lekką narracją, śmiechem zakodowanym w komentarzach i w charakterystykach. Nie ma tu prostych rozwiązań ani obietnic szczęścia za darmo, wybory bywają bardzo trudne – a jednak „Plaża w słoiku po kiszonych ogórkach” to powieść, która urzeka oryginalnością.

piątek, 22 kwietnia 2016

Joanna Fabicka: Rutka

Agora, Warszawa 2016.

Tajemnica wojny

Zosia się nudzi. Mama znów wyjeżdża do pracy, a Zosia nie może nigdzie wyjechać, chociaż jeszcze trwają wakacje. Powód jest prozaiczny: brak pieniędzy. Ale dla Zosi oznacza to i brak wspomnień. W dodatku dziewczynką ma się zaopiekować ciotka Róża, stara i nieznana dotąd krewna, jedyna, jaka Zosi i jej mamie pozostała. Ciotka Róża jeździ na wózku inwalidzkim, pali fajkę i zachowuje się zupełnie inaczej niż wszystkie starsze panie, ale nad tym Zosia nie ma czasu się zastanawiać, bo właśnie poznaje Rutkę, małą żydowską dziewczynkę z tajemniczo odmienionego sąsiedztwa. Rutka ma rudy warkocz i mnóstwo piegów, wciąż jest głodna i wie, że w pewnych chwilach dzieci mogą się bawić tylko w chowanego. Ta rezolutna bohaterka tęskni tylko za swoimi rodzicami. Wierzy, że wrócą, chociaż większości wywiezionych się to nie udało.

Zosia spędza z Rutką mnóstwo czasu, słucha nuconych przez nią i nigdy nie kończonych krótkich piosenek, odwiedza jej sąsiadów i dziwne „suche” mosty. Wymyka się z domu (czasem i nocami) na coraz dłuższe eskapady. Rutka staje się nie tylko jej przyjaciółką, ale i przewodniczką po nieznanym świecie, po czasach drugiej wojny światowej. Bo w „Rutce” Joanna Fabicka o tym właśnie pisze, chociaż ucieka się do pięknych metafor i unika dosłowności. W rzeczywistości dwóch małych dziewczynek nie ma miejsca na strach i cierpienie: ludzie nie umierają, a przenoszą się na Diamentową Planetę, piękne motyle wypuszczane z ohydnych wagonów można uratować przed pożarciem, bijąc strażnika. Rutka doskonale sobie radzi, bo zna reguły dziwnej gry dorosłych – pozostaje barwna i wolna, ma o czym marzyć. Jako taka nadaje się na towarzyszkę zabaw. Zosia pozostaje naiwna, nie musi się dzięki temu bać – z przyjaciółką nic jej przecież nie grozi. Rutka to wstęp do fascynującej tajemnicy.

Fabicka odwraca się od dosłowności i tłumaczenia dzieciom wojennych realiów. Wychodzi z założenia, że lektura pozwoli inaczej spojrzeć na wiadomości ze szkoły. Nie chce być nauczycielką historii – i bardzo dobrze, bo dzięki temu nie tylko może zapewnić odbiorcom ciekawą przygodę, ale i dać możliwość odkrywania zakodowanych w tomiku treści. Wplata do książki rozmaite symbole: postacie, sytuacje czy uczucia – tak, by czytelnicy mogli stopniowo odkrywać ich prawdziwe znaczenie. Najważniejsze u Rutki jest odejście od wakacyjnej nudy. Skąd się wzięła ta bohaterka to już zadanie do wymyślenia dla czytelników – Fabicka mocno im podpowiada, ale nigdy nie niszczy przeżyć Zosi. Te, mimo oniryczności, są bardzo prawdziwe.

Joanna Fabicka bardzo lubi akcentować dystans narracyjny do postaci i tu od czasu do czasu się tym chwytem popisuje. Na początku karykaturalizuje motyw ryb, potem wizję dystyngowanej ciotki wyrzucającej buty za okno. Gdzieś wprowadza motywy rubaszne, tak lubiane przez dzieci, żeby zapewnić sobie uznanie także chłopców. Do tego wprowadza kilka razy siebie jako autorkę, która musi przyszpilić bohaterkę do książki, wyjada nutellę lub zapowiada happy end. Te elementy zawsze w twórczości Fabickiej kuszące, tym razem pełnią rolę drugoplanową, dużo bardziej wciąga świat poznawany z Rutką. I chociaż temat jest bardzo trudny, autorka realizuje je z pomysłem, a całość wypada olśniewająco. „Rutka” to publikacja, o której powinno być głośno – nie tylko ze względu na zagadnienie ważne dla edukowania najmłodszych, ale i z powodu samej realizacji. Autorka prowadzi narrację brawurowo, nie boi się absurdalnych rozwiązań (bezgłowy kurczak w meloniku) i przełamuje barierę dorosłości. Rozumie dzieci, pisze dla nich i dobrze się przy tym bawi. Książka ponadto została pięknie wydana, a ilustracje Mariusza Andryszczyka jeszcze dodają jej uroku.

niedziela, 10 lutego 2013

Joanna Fabicka: SecondHand

W.A.B., Warszawa 2013.

Epopeja o zniszczeniu

W ‘SecondHandzie” Joanny Fabickiej ożywa prowincjonalizm, który najchętniej ukryłoby się lub całkiem wyrzuciło ze zbiorowej świadomości. Tyle że małomiasteczkowe społeczeństwo zostało sportretowane tak trafnie, a przy tym z tak okrutną ironią, że nie ma już ucieczki od prawdy. Najskrytsze wstydliwe sprawy Fabicka wydobywa na światło dzienne, mitologizuje egzystencję kilku pokoleń nieszczęśliwych kobiet i proponuje ciekawą powieść literatury środka. W narracyjnym tyglu miesza zaściankowe poglądy, plotki i obiegowe prawdy, krzyżuje nienawistne spojrzenia i karykatury. Nakazuje swoim bohaterkom żyć pod czujnym okiem nieżyczliwych, przed którymi nic się nie ukryje. „SecondHand” pobrzmiewa jak opowieść z drugiej ręki przefiltrowana już przez opinie wszechwiedzących sąsiadek, skazana na porażkę, stłamszona i bezwzględna. Nie ma w niej miejsca na prywatne szczęście, niezmienność losów człowieka splecionych z cyklicznością natury sprawia, że postacie pozbawione są złudzeń już na starcie. Część bohaterów dorasta i dojrzewa, część stacza się na samo dno. Nikt nie potrafi szukać ratunku na zewnątrz, zresztą nie ma po co, bo kolejne tragedie i dramaty nikną w przeszłości – i tylko ich echa składają się na minorowy ton codzienności.

Tym razem Joanna Fabicka dostosowała się do melodyjnej narracji literatury środka i ukształtowała własną epopeiczną wizję upadku ludzi minionej epoki. Mówi o małych podłościach, zawiedzionych nadziejach i życiu, które toczy się swoim trybem, nie dając postaciom szansy na rozwinięcie skrzydeł. Przedstawia kilka postaci wyrazistych i oryginalnych, ale od początku skazanych na klęskę. Daje się poznać jako niezły psycholog, celnie określi charaktery ludzi, którymi rządzi niezmiennie bieda i bliskość zła. Przedstawia bohaterów fatalnych, tych, którzy nie mają sił, by przeciwstawić się losowi – i tych, którzy nawet nie wiedzą o istnieniu takiej możliwości. Życie toczy się w „SecondHandzie” szybko i ma potęgę niszczenia. A Fabicka świadomie odrzuca sprawdzającą się do tej pory ostrą satyrę – obraz przerysowuje się tym razem sam i nie potrzebuje prześmiewczego oka demiurga. I tak ulega rozpadowi w świadomości czytelników. To nie apokaliptyczna wizja, raczej trafna analiza świata, który działa autodestrukcyjnie – i nie może być komiczny, skoro skrywa bezradność i pustkę. Fabicka dotąd tworzyła absurdy w mocno kolorowanych wyobraźnią i brawurą fabułach. Tutaj nie tworzy, rejestruje raczej, co podsyca gorycz powieści.

Warty uwagi jest potoczysty styl narracji, w porównaniu z dawniejszymi książkami tej autorki nieco stonowany i bardziej ukierunkowany, za to wciąż pełen rozbudowanych zdań i melodyjnych fraz, które ułatwiają odnalezienie się w niewygodnej choć swojskiej przestrzeni. Autorka wyrzuca z języka żarty, które mogłyby zakłócić tok opowieści, w ich miejsce wprowadza natomiast fragmenty rozmaitych biadoleń, skarg, powiedzeń czy przekonań – to w sposobie mówienia o postaciach próbuje niebezpośrednio oddać całą ich zaściankowość i całe zacofanie. Wśród padających w soczystej opowieści haseł nietrudno odnaleźć pobrzmiewające znajomo frazy, nawet mimo egzotycznych imion postaci. Podłość czai się w Podlewie na każdym kroku, sprawia, że ludzie porzucają bezpieczne koleiny i szukają zaspokojenia w tym, co złe. „SecondHand” prezentuje rzeczywistość brutalną, zdegenerowaną i przykrą, boleśnie prawdziwą, ale i stanowiącą rodzaj oczyszczającego mitu. Joanna Fabicka, chociaż tym razem łagodzi sposób prowadzenia historii (ale nie jej poszczególne składniki fabuły) w dalszym ciągu nie zawodzi. Tworzy książkę oryginalną również od strony stylistycznej.

niedziela, 6 maja 2012

Joanna Fabicka: Seks i inne przykrości

W.A.B., Warszawa 2012 (wyd. II).

Dojrzewanie Rudolfa

Za każdym razem, z każdym tomem przygód Rudolfa Gąbczaka wydaje się, że Joanna Fabicka osiągnęła już w narracji apogeum szaleństw i od teraz będzie już tylko naśladować samą siebie. I za każdym razem autorka udowadnia, że pomysłów ma jeszcze mnóstwo (także tych kontrowersyjnych…) i – że poprzednie części niezwykłego cyklu właściwie były zaledwie wstępem, niewinną zabawą przed tym, co ma właśnie nastąpić. W trzeciej powieści o Rudolfie, czyli książce „Seks i inne przykrości”, trzęsienia ziemi są na porządku dziennym i aż dziw bierze, że ktokolwiek wychodzi żywy z zamieszania z lubością generowanego przez pisarkę.

Ojciec Rudolfa zapisuje się do partii, przyjaciel i wróg chłopaka, BB Blacha wstępuje do młodzieżowej organizacji ultraprawicowej, a Elka jest w ciąży z Ozyrysem, czarnoskórym kolegą, który właśnie wyjechał na stypendium do Londynu. Rodzina Gąbczaków gości uchodźców albańskich, Gonzo podpada pani katechetce, a babcia straszy w ogródku. Bo tym razem Fabicka zaczyna uśmiercać najstarsze pokolenie, do groteski, absurdu i wyolbrzymień dodając jeszcze czarny humor. Nie tylko babcia rozstaje się ze światem – ale tylko ona potrafi zza grobu narobić tak wiele zamieszania. Rudolf, który musi mierzyć się z pomysłami rodziny i służy Elce za podporę duchową i zastępczego ojca jej nienarodzonego dziecka, na nadmiar stresu zaczyna reagować napadami snu. Lekarz bagatelizuje sprawę, obiecując, że wszystko zmieni się, gdy chłopak rozpocznie współżycie płciowe. A Rudolf chciałby, ale jego ukochana nie zwraca na niego uwagi…

Nie brakuje i tutaj odniesień aktualnych (aktualnych w 2005 roku): poza publicystycznymi komentarzami pojawiają się też motywy ponadczasowe lub przynajmniej wciąż istotne w oczach dzisiejszego czytelnika. Jedną z warstw powieści jest w końcu satyra zaangażowana. Fabicka wyostrza również obserwacje obyczajowe, w jej książce przejrzeć się mogą przedstawiciele różnych subkultur. Nie dość, że autorka nie kopiuje własnych pomysłów, to jeszcze przez cały czas wprowadza nowe i oryginalne wątki, które niewyobrażalnie przyspieszają akcję i przyczyniają się do potęgowania wrażenia chaosu w świecie Rudolfa Gąbczaka. Bohater ma już siedemnaście lat i nie jest tak bardzo naiwny jak w pierwszej historii, ale w dalszym ciągu bez przerwy będzie śmieszyć czytelników.

Jest też jeden moment, w którym Fabicka udowadnia, że potrafi też być wzruszająca – i to nie za sprawą prostych chwytów, a przez odwołanie do naprawdę trudnego tematu. Rudolf i BB Blacha odwiedzają przed Bożym Narodzeniem szpital dziecięcy: tam to uznawany za niezbyt inteligentnego i kompletnie niewrażliwego chłopak ma szansę zrehabilitować się za wszystkie niewybaczalne postępki – znajduje wspólny język z nieuleczalnie chorymi maluchami i rozmawia z nimi o śmierci, poznając najskrytsze lęki dzieci. Jedną sceną Joanna Fabicka przywraca rangę całej serii – która mogłaby zostać uznana za ekstrawagancki popis narracyjny, a niekoniecznie literaturę dla młodzieży i dorosłych.

Ale naprawdę „Seks i inne przykrości” to książka poprawiająca humor. Pełna mało wiarygodnych kreacji i sytuacji, w które ciężko uwierzyć. Przesycona humorystycznymi scenkami, zawierająca bogatą galerię postaci oraz satyrycznych komentarzy do polskiej rzeczywistości. To książka-wulkan, kipiąca energią, pełna dziwnych wydarzeń, ale i pozwalająca na sympatię wobec Rudolfa Gąbczaka. Fabicka pisze odważnie, a przy tym ciekawie. Celnie trafia swoimi opiniami w rozmaite bolączki kraju. Nie kopiuje nikogo, ma swój własny rozpoznawalny styl, stawia na śmiech – szczery, nieskrępowany konwenansami i wolny od tematów tabu. Odrzuca poprawność polityczną, dzięki temu stworzyła zresztą serię, od której trudno się oderwać. I chociaż Rudolf nie jest typowym nastolatkiem i nie ma zwyczajnych problemów, tom wart jest polecenia wszystkim spragnionym inteligentnej rozrywki i błyskotliwego, kąśliwego humoru.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Joanna Fabicka: Świńskim truchtem

W.A.B., Warszawa 2012 (wydanie II).

Kataklizm obyczajowy

Dla Fabickiej nie ma tematów tabu. Nie ma też kwestii wywołujących zażenowanie. Młodzieżowa historia o Rudolfie Gąbczaku zawiera więcej kontrowersyjnych scen niż połowa dorosłej literatury rozrywkowej razem wzięta. Ale w końcu za to całą serię pokochały zarówno nastolatki jak i ich rodzice, których Fabicka kusi niezapomnianym stylem narracji i odwagą w kreowaniu kolejnych sytuacji. Zwariowana rodzina zapewnia nastolatkowi, którego czekają wkrótce egzaminy gimnazjalne, maksimum wrażeń i ekstremalnych doznań. Wprawdzie ojciec zakończył już swój romans, za to matka w dalszym ciągu – jak na karykaturalizowaną, wojującą i rozwrzeszczaną feministkę przystało – zakłóca spokój domowego ogniska. Babcia straciła tożsamość i odgrywa kolejne aktorki z czasów swojej młodości, a do domu sprowadzają się jeszcze rodzice Gonza. Tylko że piękna szwagierka przeżyje wielki dramat, gdy starszy brat Rudolfa zacznie romansować z trzeciorzędną aktorką, Kasicą Łasicą. Tu nie ma mowy o normalności – chociaż Rudolfa nękają normalne kłopoty nastoletnich młodzieńców, to jednak zostają one wyolbrzymione i rozdmuchane do rozmiarów, których nikt by się nie spodziewał.

„Świńskim truchtem” to druga część przygód Rudolfa. Ostrzejsza niż pierwsza (poza wszystkim innym – autorka przestaje chronić przed codziennymi wariactwami kilkuletnie dziecko: Gonzo staje się świadomym uczestnikiem kłótni rodziców i niezbyt szczęśliwego romansu ojca, sam zaczyna też walczyć z rozbijającą szczęście Kasicą). Pełna jest także ta powieść odwołań do rzeczywistości: Joanna Fabicka rozbudowuje warstwę satyryczną i wykazuje się trafnością spostrzeżeń, a i agitacją, która dzisiaj nie ma już żadnego znaczenia, poza tym, że widać wyraźnie jej mechanizmy – zbliża się bowiem referendum w sprawie Unii Europejskiej i Rudolf z przyjaciółmi zabiera się do zachęcania opornego społeczeństwa, by dokonało jedynego właściwego wyboru. Pierwsze wydanie książki, z 2004 roku, przynosiło zatem dodatkową, publicystyczną płaszczyznę lekturową. Dzisiaj to jedynie świadectwo minionych wydarzeń, a i mód w tekstach.

Nie zmienia się natomiast wiele w kreacji Rudolfa. Chłopak dalej wykazuje się nadprzeciętnym talentem do wpadania w tarapaty. Jeśli tylko ma możliwość zrobienia czegoś, co będzie miało przykre konsekwencje, zrobi to. Jednocześnie ten nieudacznik ma wyjątkowo wysokie mniemanie o sobie, postrzega siebie jako jedynego normalnego w całym towarzystwie. To z jego codziennych zapisków dowiadujemy się o wszystkim, więc Rudolf zdradza też sporą inteligencję, zakorzenioną w zmyśle ironii. Tyle tylko, że na co dzień nie wykorzystuje jej w praktyce, więc powinno pojawić się tu wrażenie dysonansu. Nie pojawia się z uwagi na błyskotliwą i błyskawiczną narrację. Joanna Fabicka nie daje czasu na wytchnienie, mnoży wydarzenia i prowadzi energicznie opowieść. Dostarcza czytelnikom właściwie ekstrakt fabuły, gdyby rozcieńczyć tę powieść, materiału wystarczyłoby na kilka samodzielnych historii. Książka kipi od pomysłów – przede wszystkim dzięki temu, że autorka stawia na przerysowany i nierealny świat. Bogactwo wydarzeń jest tu naturalnym następstwem rozszalałego, żywiołowego stylu opowiadania. Bohaterowie, którzy nie są traktowani przez autorkę na serio, nie wywołują współczucia, więc i nie muszą być chronieni. Prawdopodobieństwo sytuacji kompletnie się nie liczy, bo rozrywki dostarcza tutaj nie imitowanie zwyczajnego życia, a sposób prezentowania codzienności wymykającej się spod kontroli. Od Joanny Fabickiej nie oczekuje się tego, by przedstawiała normalny świat i zwyczajnych bohaterów. Tu istotne są metody wprawiania w ruch dziwnego ale sympatycznego światka, w którym zestawienie oryginalnych charakterów stanowi podstawową wartość. „Świńskim truchtem” nie jest ugrzecznioną czy monotonną opowieścią – i jako taka właśnie podbija serca czytelników.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Joanna Fabicka: Szalone życie Rudolfa

W.A.B., Warszawa 2012 (wyd. II).

Chaos pod kontrolą

Joanna Fabicka w narracji jest jak czołg. Jedzie przed siebie, nie rozgląda się na boki, miażdży wszystko, co stanie na jej drodze – a wszystko dla czystej rozrywki. Ma na siebie i swoją opowieść pomysł oryginalny i skuteczny przy okazji. A że przy tym może nieźle zaszokować co spokojniejszych odbiorców… tym lepiej – przecież „Szalone życie Rudolfa” doczekało się po dekadzie istnienia na rynku drugiego wydania – a przypuszczalnie na tym się nie skończy, bo bezkompromisowa autorka hipnotyzuje swoim stylem prowadzenia historii – lekkiej, niebanalnej i błyskawicznej. Ci, którzy dosyć mają opowieści o wampirach lub o nieszczęśliwych miłościach u Rudolfa odnajdą dobrą zabawę i namiastkę dorosłości – a przy tym i natłok wydumanych czasem problemów, które wzbudzają salwy śmiechu.

Rudolf to bohater o nadprzeciętnej inteligencji. Chłopak chciałby zostać aktorem, a na razie jest wybitną indywidualnością – przynajmniej we własnych oczach. W oczach innych jest po prostu indywiduum. Otoczenie nie rozumie Rudolfa, zresztą z wzajemnością. Ale Rudolf nie może prowadzić zwykłej i monotonnej egzystencji. Musi znosić kolejne pomysły matki – radykalnej feministki oraz ojca, który wpatrzony jest w Koreankę, autorkę awangardowych dzieł. Bohater ma jeszcze pomysłowego bratanka i przyjaciółkę, która wyraźnie się nim interesuje, lecz nie jest na tyle atrakcyjna, by zyskać wzajemność Rudolfa. Jak każdy nastolatek, Rudolf ma też problemy w szkole, krzywy zgryz i sny o trzecim jądrze. Zastanawia się, jak niepostrzeżenie odwiedzić sex shop. I często działa zanim pomyśli. W zasadzie każda charakterystyka Rudolfa skończyłaby się zbanalizowaniem tej niejednowymiarowej postaci lub też przedwczesnym zdradzeniem dowcipów zamieszczonych gęsto w książce, a krążących z reguły wokół autoironicznych podsumowań.

Fabicka nie uznaje schematów, rezygnuje z tego wszystkiego, co w literaturze czwartej ugładzone, usystematyzowane i gotowe. Rudolfa wydobywa z chaosu i niedookreśloności – i w podobny chaos zaraz go włącza. Jedną z przyczyn artystycznego nieładu są nowatorskie lub po prostu nietypowe pomysły całej rodziny, realizowane bez zastanowienia. Drugą okazuje się sposób prowadzenia samej opowieści: Rudolf jest tu narratorem, ale nie upraszcza swojego języka i nie dopasowuje go do kolokwialnych standardów slangów młodzieżowych. Autorka nie ułatwia sprawy czytelnikom – to ci, jeśli chcą, będą musieli stawić czoła wyzwaniu. Inteligencja Rudolfa objawia się między innymi wpisanymi w wewnętrzne monologi złośliwościami. Bohater bez tabuizowania i poprawności politycznej ocenia otaczający go świat. Bez trudu odnajduje się w generowanym przez jego rodzinę zamieszaniu i nie rości sobie praw do bycia postacią lubianą czy jednoznacznie dobrą. U Rudolfa nic nie może być zwyczajne czy naturalne – chyba że za takie uznać żywiołowe reakcje rodziny i zupełnie obcych ludzi. Szaleństwo, które opętało wszystkich bez wyjątku bohaterów książki, najwyraźniej nastolatkowi nie przeszkadza, to jego środowisko. W energicznym opowiadaniu dobrze czuje się także Joanna Fabicka.

Dla autorki najważniejszy jest dowcip odarty z przewidywalności. Fabicka nie bawi się w sentymentalne skojarzenia czy logiczny lub prawdopodobny rozwój wydarzeń. Liczy się uśmiech, który dość szybko udzieli się odbiorcom. Zamiast tak modnych obecnie pouczeń i psychologicznych wskazówek, autorka wybiera czystą rozrywkę i nikt nie przeszkodzi jej w realizowaniu swoich zamiarów. Prowadzi historię brawurowo a jednocześnie tak, że łatwo przywiązać się i do tego języka, i do niezwykłych bohaterów z Rudolfem na czele. Bogaty zbiór indywidualności sprawia, że o „Szalonym życiu Rudolfa” niełatwo zapomnieć. Fabicka nie zdecydowała się na nawiązywanie do poczytnych powieści, za to wyeksponowała własny pomysł na ciekawą młodzieżową powieść.