* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holly Webb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holly Webb. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lipca 2016

Holly Webb: Powrót do tajemniczego ogrodu

Znak, Kraków 2016.

Ucieczka

Dosłowne powroty do klasyki, kontynuacje wydawniczych bestsellerów zawsze obarczone są ogromnym ryzykiem. Holly Webb, autorka znana z serii pop dla najmłodszych, w „Powrocie do tajemniczego ogrodu” odbywa podróż w czasie. Nawiązuje wprost do historii Frances Hodgson Burnett, odpowiada na pytania, jakie podczas lektury „Tajemniczego ogrodu” (lub bezpośrednio po niej) po prostu musiały się pojawić. Kto zaprzyjaźnił się z Mary, Colinem i Dickiem, ten – bez względu na wszystko – zechce tu powrócić. Holly Webb taki powrót umożliwia, mimo że to podróż gorzka. Autorka przeskakuje do 1939 oku. Trwa wojna i grupa dzieci – sierot ewakuowanych z Domu Cravenów dla Osieroconych Dzieci – trafia do posiadłości Misselthwaiite Manor, miejsca, w którym wychowywała się Mary Lennox. Wśród maluchów jest Emmie, wrażliwa dziewczynka, która nie chce rozstawać się z oswojoną przez siebie kotką. To przez losy Emmie czytelnicy poznają rzeczywistość Mary, Colina oraz Dicka. Chociaż Holly Webb na początku stara się zakamuflować postacie, robi to tak, by łatwo było domyślić się prawdy. Wszystko u Cravenów przypomina o przeszłości – dom o stu pokojach (i kolekcja słoni w jednym z nich), rudzik – potomek tamtego rudzika – i bezpieczeństwo z dala od ogarniętego wojną świata. Tu dzieci mogą poczuć się jak u siebie. Emmie trochę powtarza losy Mary: nikt nie rozumie jej marzeń, dziewczynka dystansuje się zatem od innych, jest nieśmiała i bardzo skryta. I, jak w przypadku Mary, jej życzenie się spełnia. Nie oznacza to jednak niezmąconego szczęścia – o wojnie Holly Webb zapomnieć nie chce. Inaczej niż w Narnii, tu wojna jest stale obecna w tle i żadne doświadczenia codzienności tego nie zlikwidują.

Dzieci wcale nie muszą znać „Tajemniczego ogrodu”, żeby zatopić się w powieści Holly Webb – autorka nawiązania i konieczne konteksty wprowadza w bardzo prosty sposób, za sprawą dziennika z dzieciństwa Mary. Emmie znajduje notes i stopniowo dowiaduje się tego, co stanowiło treść „Tajemniczego ogrodu”: dzięki temu rozumie później powiązania między mieszkańcami posiadłości. Detektywistyczne wyzwanie dla najmłodszych Webb wprowadza również do tomiku, jako element akcji. Skupia się na uczuciach Emmie – najpierw uwagę dziewczynki przyciąga kot, później – syn Mary i Colina, poirytowany – jak niegdyś Colin – obecnością obcych dzieci w domu. Historia miejscami się powtarza, ale okrutna rzeczywistość upomina się o swoje. „Powrót do tajemniczego ogrodu” okazuje się bardziej brutalny (pod względem rozgrywanych dramatów, nieodłącznego składnika dorosłego świata) niż sam pierwowzór – a jednak tom Holly Webb całkiem dobrze się czyta. Ta autorka idzie w ślady Burnett, wybiera plastyczną i rozbudowaną narrację, w ogóle nie daje nawet domyślać się, że gdzieś równolegle tworzy proste historyjki pop z mało złożonymi zdaniami i taką też fabułą. Holly Webb interesuje pastiszowy popis, zabawa stylem przy jednoczesnym nawiązaniu do wielkich wzruszeń i silnych wrażeń. Buduje opowieść dobrze przemyślaną, bo wie, że nieudanego nawiązania liczni fani „Tajemniczego ogrodu” (i to fani z różnych już grup wiekowych) mogliby nie znieść. „Powrót do tajemniczego ogrodu” to jeszcze jedna wizyta w pięknym azylu, nawet mimo tego, że autorka burzy tu porządek i upragniony spokój. Pokazuje Holly Webb, jak wyobraźnia dopowiada do ulubionych historii dalszy ciąg. Zachęca najmłodszych do samodzielnego podróżowania w czasie i wymyślania własnych rozwiązań. A do tego wzrusza i budzi ciekawość klasyką.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Holly Webb: Szukając misia

Znak, Kraków 2014.

Pułapka na niedźwiedzia

Wśród bohaterów zwierzęcych minipowieści pop dla maluchów prym wiodą stworzenia małe, niegroźne i spotykane w najbliższym otoczeniu – psy, koty czy domowe gryzonie, galerię postaci uzupełniają zwierzęta z gospodarskiego obejścia – kaczki czy świnie. Tym razem jednak Holly Webb postawiła na fantazję, ale i symbol dziecięcych maskotek – Ben i Cassie są przekonani, że w ich ogródku mieszka niedźwiedź. Chcieliby zobaczyć nietypowe zwierzę, zwłaszcza że budowlańcy remontujący ich dom wykopują w ogrodzie pułapkę – ale miś jest bardzo sprytny i nie zamierza pokazywać się ludziom. Dlatego też tata Bena i Cassie nie wierzy w niego. Jednak miś pełni w tej historii ważną funkcję.

Ben nie radzi sobie w relacjach z kolegami. Źle gra w piłkę, przez co inni chłopcy wykluczają go z codziennych szkolnych zabaw. W dodatku Ben jest nieśmiały, w przeciwieństwie do młodszej siostry Cassie, która ma setki przyjaciół i nigdy nie boi się zagadać do nowych znajomych. Cassie zdobywa nowych przyjaciół, a Ben traci starych, bo nikt nie jest na tyle silny, by zadawać się z klasowym nieudacznikiem i narażać na drwiny kolegów. Tata, zapracowany księgowy, nie dostrzega, że coś złego dzieje się z synem. Za to robotnicy uświadamiają bohaterowi, że nie musi być dobry w piłce nożnej, skoro ma inny talent. I ten inny talent pomoże mu na nowo zjednać sobie dzieci.

Ale tak naprawdę Benowi odwagi dodaje tajemniczy niedźwiedź z ogrodu. Nie wiadomo, czy powstał w sugestywnej wizji Cassie, czy naprawdę istniał jako bajkowy mieszkaniec szklarni – zmusił Bena do działania i odwrócił jego uwagę od szkolnych zmartwień. Ben zaczął wykazywać się odwagą (bo w końcu nie mógł zawieść siostry) i rozwijać wyobraźnię, co bardzo pomogło mu w tworzeniu. Trudno uznać obcego i ukrywającego się niedźwiedzia za zwierzę domowe – ale jego rola w „Szukając misia” nie odbiega od zadań domowych czworonogów z innych tomów serii. Zwierzę uczy samodzielności, podejmowania wartościowych decyzji i zachęca do działania. Odwraca przy tym uwagę od lęku i od przygnębiających problemów.

„Szukając misia” ma poza tym również ciekawe zalążki akcji. Oryginalne jest zagadnienie przebudowy domu i obecność ekipy budowlanej, ale Holly Webb nadaje zagadnieniu więcej egzotyki przez prosty fakt: dzieci podejrzewają, że jeden z robotników jest piratem. Mężczyzna podtrzymuje to przekonanie, obaj pracownicy zresztą chętnie podejmują grę z maluchami. Webb odnosi się tu również do tematu zapracowanego samotnego rodzica (dzieci to rozumieją, mimo że czasem czują żal do taty) i do siły, jaką daje talent niepowiązany z modami. Ben może zdobyć uznanie kolegów dzięki pomysłowym i dowcipnym rysunkom, zamiast podporządkowywać się terrorowi „futbolistów”.

„Szukając misia” to książka, która przekona najmłodszych, że nie wolno rezygnować z własnych pasji i marzeń – i że nie zawsze można być dobrym w każdej dziedzinie. Maluchy odnajdą tu ślady własnych obaw i kłopotów, a potem wyciągną wnioski co do najlepszych rozwiązań. Holly Webb proponuje im ekscytującą fabułę, nieprzewidywalną przygodę w najbliższym otoczeniu, zabawę, której bohaterowie się nie spodziewali. W serii dla najmłodszych obok ciekawej akcji pojawiają się ważne postacie i konflikty bliskie odbiorcom. Holly Webb wie, jak przyciągnąć dzieci do całego cyklu – i z każdym tomem zaskakuje czymś nowym, stać ją na zmiany w fabule i poruszanych tematach.

czwartek, 20 marca 2014

Holly Webb: Kotek Pingwin

Znak, Kraków 2014.

Spór o kota

W dzieciństwie nieporozumienie może urosnąć do rangi poważnego konfliktu. Kilkulatki chętnie kierują się emocjami i własnymi interpretacjami rzeczywistości – co może im zaburzać logiczne myślenie. A kiedy poczują się zagrożone, stają się też bardziej skłonne do kłótni. Nie zyskują wtedy uznania rodziców – a brak wsparcia intensyfikuje ich negatywne uczucia. Taką postawę prezentuje Alfie, mały bohater tomiku „Kotek Pingwin” Holly Webb. Chłopiec nie cierpi swojej nowej małej sąsiadki: nie dość, że ta odkryła jego tajemnicę – kryjówkę na drzewie między ogrodami – to jeszcze zdobyła serce Pingwina. Rozgoryczone dziecko czuje się zdradzone przez czworonożnego przyjaciela: kotek nie sypia już w łóżku Alfiego i nie chce zjadać przysmaków, znika na całe dni. Alfie jest wręcz chory z zazdrości i nie rozumie, w jaki sposób niesympatyczna dla niego dziewczynka wzbudziła takie zaufanie kota. W końcu decyduje się na rozmowę i odkrywa, że Pingwin wcale nie nocował u sąsiadki. Trzeba jak najszybciej rozpocząć poszukiwania.

Tym razem Holly Webb w centrum sporu dzieci umieściła kociego bohatera. To o kota toczy się najważniejsza kłótnia – i to kot pomaga w ostatecznym pogodzeniu. Kota nie można do niczego zmusić ani przekonać, co nie zmniejsza uczucia żalu, gdy zwierzę zachowuje się niezgodnie z oczekiwaniami. Alfie przekonuje się nie tylko, jak bardzo zazdrość zaślepia. Poznaje też uczucie goryczy, żalu, rozczarowania czy buntu. Przez przygodę kotka Pingwina uczy się odpowiedzialności i smaku strachu o ukochaną istotę, dowiaduje się również, jak łatwo kogoś pochopnie ocenić. Dostrzega wartość szczerej rozmowy i współpracy – sam nie uwolniłby Pingwina. Siłą sprawczą wydarzeń jest tu mały kot, ale Holly Webb jak zwykle akcentuje przede wszystkim relacje między najmłodszymi. Wabi odbiorców obietnicą historii ze zwierzątkiem, by po chwili rozpocząć nakreślanie rozmaitych scenek ważnych z punktu widzenia małych czytelników. Wartka akcja sprzyja tu utrzymaniu uwagi najmłodszych – a z ciekawej lektury dzieciom łatwiej będzie wyciągać wnioski.

„Kotek Pingwin” to bardzo krótka historia, minipowieść dla tych, którzy dopiero wprawiają się w czytaniu lub jeszcze nie posiedli tej sztuki. Autorka umiejętnie dawkuje napięcie, nie chce zbytnio przestraszyć małych odbiorców, ale też zapewnia im sporo wrażeń. Udowadnia, że lepiej działać razem niż budować znajomość na nieporozumieniach i uprzedzeniach, a przygoda kota jest wystarczającym argumentem za słusznością jej uwag. Dzieci wyłapią i ukryte w akcji informacje o interpersonalnych kontaktach i zasadach funkcjonowania w społeczeństwie, i wskazówki dotyczące opieki nad zwierzętami.

Kotek Pingwin nie jest zresztą idealnym bohaterem: ma nadwagę i weterynarz przestrzega, że z tego powodu mogą go zacząć boleć łapy. Dzieci muszą zrozumieć, że nie wolno im dokarmiać pupila (a ta wskazówka przydać się może również w przypadku odbiorców cierpiących na otyłość – w subtelny sposób Webb przedstawia rozwiązanie problemu). Do tego na końcu książki znajdują się jeszcze podpowiedzi jak dbać o kota i zapewnić mu codzienną porcję ruchu i zabawy. Holly Webb tym samym realizuje kilka różnych celów – pomaga maluchom pojąć i przeanalizować przyczyny silnych uczuć, pokazuje, jak opiekować się zwierzęciem, zachęca do czytania i dostarcza mądrej rozrywki – bo chociaż dla dorosłych jednokierunkowe bajki w rodzaju „Kotka Pingwina” brzmieć mogą infantylnie i mało atrakcyjnie, dla dzieci będą wartościową lekturową przygodą. „Kotek Pingwin” wzbudzi żywe zainteresowanie małych odbiorców.

czwartek, 6 marca 2014

Holly Webb: Czekoladowy piesek

Znak, Kraków 2014.

Siostry

Holly Webb, autorka serii pop dla najmłodszych, sprytnie wykorzystuje mody literackie, by trafiać do przekonania odbiorcom. W Przyjaciołach, cyklu minipowieści dla kilkulatków, przywołuje domowe zwierzęta po raz kolejny – teraz potrzebne jej są do uzupełnienia doświadczeń maluchów. Sugestia, że bajka dotyczy sympatycznego czworonoga, staje się wystarczającym wabikiem. Raz wciągnięte w lekturę dzieci trafią natomiast do świata, w którym ważne są ich własne zmartwienia. Z tego też powodu tomik znakomicie nadaje się jako lektura dla trochę starszych dzieci - i one znajdą w serii ważne dla siebie tematy.

„Czekoladowy piesek” jest domowym pupilem dwóch sióstr. Amy i Lara niedługo będą miały rodzeństwo i muszą nauczyć się panować nad zazdrością. Pojawienie się w rodzinie kolejnego dziecka oznacza wielkie zmiany – Amy jeszcze pamięta, jak czuła się, gdy przyszła na świat Lara – i wie, co je czeka. Ale najpierw obie siostry muszą rozwiązać znacznie ważniejszy problem: ograniczenie własnych swobód. Rodzice bowiem zdecydowali, że dziewczynki zamieszkają w jednym pokoju. Dla Amy nawet tydzień to wielkie wyzwanie, o czym przekonuje się podczas wakacji. Nagle zgodne dotychczas siostry zaczynają się kłócić i każda mówi rzeczy, których potem się wstydzi. Wreszcie znajdują rozwiązanie, a Amy dodatkowo pomaga Larze oswoić stres i zapobiec przykrym wspomnieniom: narodziny dziecka zbiegają się w czasie z przyjęciem urodzinowym, o którym mała bohaterka marzyła.

Jest w tym wszystkim czekoladowy piesek, Czoko – towarzyszy on siostrom w trudnych chwilach, rozśmiesza i pomaga. A jednak to dalszoplanowy bohater, bo nie jego bezpośrednio dotyczą rozterki dziewczynek. Czoko ma za zadanie odwracać uwagę czytelników od niekorzystnego dla bohaterek rozwiązania. Pełni zresztą taką samą funkcję jak wyjazdy na wakacje i obóz harcerski – oznacza przygody nie wszystkim dostępne, ale zawsze obiecujące i ciekawe. Czoko łagodzi wymowę książki i przypomina, że zawsze jest jakiś powód do radości – tego siostrom bardzo potrzeba.

A „Czekoladowy piesek” dotyczy też umiejętności dzielenia się. Amy i Lara muszą wypracować zasady wspólnego mieszkania i nauczyć się współpracy. Każda ma swoje przyzwyczajenia i potrzeby, które dla drugiej strony mogą okazać się irytujące. Ale Amy na obozie przekonuje się, że mieszkanie z siostrą nie musi być przykre: czasem bywa zabawnie i miło. Holly Webb przemyca w tomiku sporo rodzicielskich uwag, w żaden sposób nie pozwala myśleć, że może to dzieci mają rację: tyle że tego podstępu odbiorcy nie wykryją.

Holly Webb uczy, jak podejść do trudnej dla wszystkich sytuacji, a stawia na życiowy motyw. Jednak nie proponuje maluchom bajki psychologicznej a barwną opowieść o żywej akcji. Dzieje się tu sporo, a Webb wciąż zmienia miejsca i sytuacje – nie wałkuje jednej kwestii przez całą książkę, za to pozwala z różnych scenek wyciągać wnioski. Naświetla dzieciom różne strony problemu, poza tym pokazuje im, jak cenna jest przyjaźń między rodzeństwem. Nie karci i nie ocenia nikogo, wnioski pozostawiając maluchom. Konflikt Amy i Lary to zjawisko znane wielu dzieciom – ale przygody, w jakich dziewczynki uczestniczą, to już lekturowa atrakcja dla kilkulatków. Holly Webb po raz kolejny udowadnia, że poza tworzeniem oryginalnych fabuł dla dzieci, jest w stanie zgrabnie nawiązać i do mód w literaturze czwartej, i do spraw trudnych dla najmłodszych. „Czekoladowy piesek” może być dobrym pretekstem do rozmów z maluchami o rodzeństwie i o konieczności dzielenia się. Z Amy i Larą wyjaśnienia wydadzą się dużo łatwiejsze i powinny przynieść lepszy skutek.

Kod rabatowy od Znaku: http://www.znak.com.pl/specjalna,oferta,landing_tu_czytam

czwartek, 6 lutego 2014

Holly Webb: Dzielny Fryderyk

Znak, Kraków 2014.

Wycieczka i czary

Holly Webb przez sześć tomików z serii Animal Magic podprowadzała akcję pod tematy, które trzeba by rozwiązać – w części wydumane i bajkowe, w części oparte na rzeczywistych problemach. Do pierwszych należała kwestia magii w rodzinie Lotki, konflikt z groźną czarownicą czy przyszłość dziewczynki powoli uczącej się czarów. Do drugich – problemy ze złośliwą koleżanką, motyw ewentualnej wyprowadzki czy kwestia niepełnej rodziny: chociaż ojciec Lotki powrócił, nie mógł odzyskać pamięci, więc nie wiadomo było, czy zechce zostać z obcymi dla niego żoną i córką. Sporo ważnych społecznych zagadnień Holly Webb zamieściła w cyklu – tymczasem w ostatniej książce odrywa się od nich, by dać Lotce szansę na poznanie uroków i trudów samego dzieciństwa.

W „Dzielnym Fryderyku” bowiem dziewczynka nie musi już mierzyć się z przerastającymi ją troskami ani zajmować się dorosłymi i ich rozterkami. Lotka może zająć się sobą. Tuż po jej urodzinach, na których myszki wręczyły bohaterce w prezencie Fryderyka, Lotka wybiera się na szkolną tygodniową wycieczkę. To oznacza oderwanie się od codzienności, ale także rozstanie z ukochaną jamniczką. Lotka nie jest pewna, jak poradzi sobie bez psiej przyjaciółki i wsparcia w czarach. Na wycieczce znów pojawi się kwestia złośliwości Sary – która jednak traci uznanie innych dziewczynek.

Webb nie proponuje odbiorcom jednoznacznego i zamkniętego zakończenia. Nie rozstrzyga jednoznacznie wielu kwestii, tłumaczy, że rozwiązania części z nich pojawią się naturalnie w przyszłości, a na razie nie da się ich przyspieszyć – uczy w ten sposób swoich odbiorców cierpliwości. Zwraca też ich uwagę na codzienne drobiazgi, przywracając Lotkę do normalnego (a nie magicznego) życia. Nie wszystko da się w bajce rozwiązać czarami – zwłaszcza że czytelnicy z częścią trosk będą musieli się zmierzyć bez magicznych umiejętności. Autorka nie obiecuje dzieciom, że wszystko ułoży się między rodzicami Lotki, rezygnuje z prezentowania sielskiej atmosfery „na zawsze”. Spokojnie i dobrze jest w momencie opowieści – i to musi zarówno bohaterce, jak i czytelnikom wystarczyć. A że Webb nie zamierza martwić dzieci, po prostu unika roztaczania przed nimi czarnych scenariuszy. Wydawałoby się, że seria o magicznych mówiących zwierzętach będzie infantylna, tymczasem autorka bardzo dba o to, by w narracji znalazły się tematy poważne, nie bajkowe, a wzięte ze zwyczajnego życia. Istnienie magii pozwala za to oswoić czytelników ze zmartwieniami.

Autorka dawkuje maluchom emocje, a do tego przywiązuje ich do siebie dowcipem. Zwierzęta ze sklepu zoologicznego wujka Lotki lubią się przekomarzać, a w dodatku często też prezentują rozmaite ludzkie wady – któreś lubi się przechwalać, inne bywa często zazdrosne. Lotka radzi sobie z wesołą menażerią, a kiedy tylko potrzebuje – otrzymuje od swoich przyjaciół wsparcie. Robi się w ten sposób coraz silniejsza i może walczyć z problemami, nawet tymi ponad siły. Bohaterka uczy odbiorców dzielności i panowania nad złością, poza tym odkrywa przed nimi świat kuszący, bo czerpiący z klimatów bajkowych oraz mód w literaturze popularnej. Małych odbiorców z pewnością zainteresują projekty okładek – a potem już każdy będzie chciał dowiedzieć się, jak Lotka poradzi sobie z kolejnymi wyzwaniami. Holly Webb psychologiczne wskazówki wtapia w dynamiczną akcję, czym zyska sobie zaufanie czytelników. Ostatni tom przynosi zupełnie nowe i niespodziewane wydarzenia – nie jest tylko zamykaniem dotychczasowych motywów.

sobota, 25 stycznia 2014

Holly Webb: Teodor rusza z pomocą

Znak, Kraków 2014.

Zadanie Lotki

Powoli zbliża się do końca seria Animal Magic, więc małą Lotkę, bohaterkę cyklu i czarownicę czekać będą kolejne poważne zmiany. Jedenastolatka, która mieszka w sklepie zoologicznym wujka, rozmawia ze zwierzętami i poznała działanie dobrej i złej magii, odzyskała już ojca. Teraz przychodzi czas na wyjawienie tajemnic mamie – i na pogodzenie rodziców, którzy nie widzieli się przez osiem długich lat. Wydawałoby się, że to za ciężkie zadanie dla dziewczynki, ale Lotka nie jest sama. Może liczyć na wsparcie wujka i jego narzeczonej, na pomoc jamniczki, z którą połączona jest magiczną więzią, a także na swoją najlepszą przyjaciółkę, Olgę. Pomoże jej również tajemniczy jednorożec pojawiający się w wizjach.

Trudno to dostrzec na przestrzeni jednego tomu i jednej krótkiej opowieści w stylu pop, ale Lotka konsekwentnie się rozwija. Na początku była zahukanym i zagubionym dzieckiem – stałe towarzystwo pomysłowych i rozbrykanych zwierząt pomogło jej w przezwyciężeniu słabości. Lotka nie musi już uciekać od problemów, a przynajmniej nie zadręcza się nimi, a szuka rozwiązania. Dzięki temu sama historia może się coraz bardziej odważnie rozwijać, nie tylko w sferze akcji, ale również w warstwie obyczajowej. Lotka odkrywa niekiedy tematy niezbyt do niedawna popularne w literaturze czwartej – dowiedziała się już, że zła czarownica, Pandora, była kiedyś ukochaną jej ojca, poznała potęgę nienawiści i poczuła bunt wobec rodziców. Tu nie ma czasu na rodzinną sielankę, chociaż oczywiście wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Holly Webb modę na magię i zwierzęta w opowieściach dla najmłodszych wykorzystuje na różne sposoby w różnych popseriach. W Animal Magic nie zależy jej na przedstawianiu relacji między skrzywdzonymi stworzeniami i dzielnym dzieckiem, które podejmuje trud opieki nad bezbronną istotą. Tę serię kieruje do nieco starszych odbiorców, wplata do niej rozmaite psychologiczne zawiłości, ale przede wszystkim szuka sposobu, by mówić najmłodszym o mniej pozytywnych odczuciach. Szkolna koleżanka, Sara, znęca się nad słabszymi. Pandora pałą nienawiścią do rodziny Lotki. Mama bohaterki zamyka się na magię i prezentuje do bólu racjonalistyczną postawę. Ojciec nie daje rodzinie oparcia, bo sam potrzebuje opieki, by wrócić do normalnego życia. Sama Lotka zyskuje do tego jeszcze lęk o przyszłość (nie chce wyprowadzać się ze sklepu) i świadomość swojej mocy, która – źle ukierunkowana – może działać destrukcyjnie.

Holly Webb wybiera narrację skupioną na czarach. W ten sposób tłumaczy dziecięce wabiki (w końcu jednorożce też do nich należą), ale i każe małym czytelnikom uważnie przyglądać się akcji. Lotka funkcjonuje zawieszona między obowiązkami początkującej czarownicy, przykładnej córki oraz uczennicy – bo o tej ostatniej roli Webb nie zapomina, dość realistycznie prezentując Lotkę w szkole. Jako taka, mała bohaterka przyciągnie uwagę odbiorców. Ma dostarczać im rozrywki i lekturowej przyjemności, a Holly Webb nie zamierza nikogo zamęczać tendencyjnymi morałami. „Teodor rusza z pomocą”, przedostatni tom w cyklu, nie rozwiązuje jeszcze wszystkich trosk postaci, ale Holly Webb lubi akcję i działanie, więc to właśnie serwuje czytelnikom, unikając infantylnych fabuł.

piątek, 22 listopada 2013

Holly Webb: Bernard szuka domu

Znak, Kraków 2013.

Zazdrość

Mała Lotka, która mieszka w sklepie zoologicznym wujka, jest bardzo wrażliwa na krzywdę zwierząt. Zdarzyło jej się uratować kotka z rąk okrutnych i złośliwych koleżanek. Zawsze poprawia też humor mieszkańcom sklepu. Tym razem spotyka nieszczęśliwego czworonoga: pewien królik w zupełnie zwyczajnym sklepie zoologicznym jest bardzo smutny. Bohaterka niemal odczuwa jego cierpienie i próbuje znaleźć sposób ocalenia zwierzęcia. Nie potrafi jednak przewidzieć, że jamniczka Sonia, którą z Lotką łączy magiczna więź, nie będzie z tego powodu zachwycona. Sonia nie lubi królików, uważa je za głupie stworzenia, a do tego jest bardzo zazdrosna. Daje to Lotce dotkliwie odczuć.

W tomie „Bernard szuka domu” Holly Webb ponownie przesuwa się od tematu magii i sprawdzania własnej siły w stronę obyczajowości. Lotka dowiaduje się kolejnych rzeczy o swoich rodzicach – i chociaż już dawno zaakceptowała fakt, że musi mieszkać u wujka, a nawet nie wyobraża sobie teraz innego rozwiązania – zaczyna rozumieć zmiany pojawiające się w jej życiu. Ponieważ unormowała się również sytuacja z najlepszą przyjaciółką, Olgą, Lotka może skoncentrować się na krzywdzie obcego królika i poznać potęgę nowego uczucia – niepohamowanej zazdrości. Sonia, dotąd rozważna i pomocna, prezentuje tym razem postawę rozkapryszonego dziecka, do którego nie trafiają racjonalne argumenty. To nie tylko zabieg ożywiający fabułę, bowiem psia bohaterka pokazuje także maluchowi, jak kończą się impulsywne działania i niepotrzebne kłótnie. Autorka wykorzystuje konflikt między Lotką i jej jamniczką do zobrazowania tematu zazdrości – to kolejny po tęsknocie i agresji motyw pojawiający się w serii Animal magic.

Holly Webb dba o to, by jej książka pełna była tematów ważnych dla małych czytelników. NA początku serii odsunęła Lotkę od rodziców – to wymóg w literaturze czwartej, bardzo charakterystyczny etap zmiany środowiska prowadzący do przygód. Teraz kwestia rodziny powraca – a wraz z nią seria tajemnic z przeszłości. I nie ma tu znaczenia, że część owych tajemnic łączy się z motywem magii: odkrycia wywołują bowiem prawdziwe i zupełnie niebajkowe emocje. Poza więziami rodzinnymi Holly Webb kreśli scenki szkolne, zwłaszcza dotyczące uczniowskich sporów i niesprawiedliwości nauczycieli w ocenie sytuacji. Lotka stale musi mierzyć się ze złośliwościami grupki koleżanek, ale nigdy nie gra roli bezwolnej ofiary: nawet jeśli odczuwa strach, nie daje tego po sobie poznać i podejmuje wyzwania. Kolejnym tematem rozbudowywanym przez autorkę jest zagadnienie przyjaźni – Webb chce bez natrętnych obrazków wytłumaczyć dzieciom, na czym polega zaufanie i szczerość, a także – jak radzić sobie z konfliktami w relacjach między przyjaciółmi.

Oczywiście bardzo ważnym elementem dla całej akcji jest obecność zaczarowanych zwierząt. Autorka bawi się zwłaszcza motywem gadających myszek. Wszystkie stworzenia w sklepie zoologicznym wujka są magiczne i potrafią mówić, a przez to też ujawniają stałą ochotę do zabaw i psot. Zdarzają się także wśród czworonogów czarne charaktery. Holly Webb nie chce ze swoich zwierzęcych bohaterów robić przytulanek czy bezmyślnych istot. Czworonogi mają sporo oryginalnych pomysłów i bardzo ożywiają lekturę. Ich pojawienie się każdorazowo oznacza nowe powody do śmiechu i narracyjne zabawy. Dzięki temu autorka nadaje książce i całej serii ton rozrywkowy i trochę osłabia powagę pozostałych tematów. Modę na zwierzęce serie przerabia tak, by nie powtarzać popularnych rozwiązań, a zachęcić dzieci do poszukiwania atrakcyjnych zagadnień. Ze światem bajki miesza uczucia i realne przeżycia, sprawiając, że przygody Lotki będą nie tylko królestwem wyobraźni, ale i prawdziwą lekcją życiową- z rozmaitymi niepowodzeniami, trudnościami i smutkami.

piątek, 15 listopada 2013

Holly Webb: Horacy spełnia życzenia

Znak, Kraków 2013.

Powrót taty

Piąty tom serii Animal Magic, „Horacy spełnia życzenia”, wyraźnie zwalnia tempo – na szczęście, bo dotąd Holly Webb niemal bez przerwy przyspieszała i sprowadzała na małą Lotkę coraz więcej trudnych spraw związanych i z przeszłością rodziny, i ze szkolną teraźniejszością. Kiedy dziewczynka zaaklimatyzowała się już w magicznym sklepie zoologicznym wujka Jacka, znalazła prawdziwą przyjaciółkę oraz… nauczycielkę czarów, kiedy uporała się ze szkolnymi kryzysami towarzyskimi, przyszła pora na rozwijanie tematu rodziców. Bo tata Lotki wrócił, ale pozbawiony pamięci. Trudno choćby myśleć o odbudowywaniu rodziny z kimś, kto nie poznaje najbliższych i nie pamięta krzywd, które im wyrządził. A mama Lotki planuje powrót z Francji – i ponowne wspólne zamieszkanie z dzieckiem. Tyle że Lotka nie wyobraża sobie już życia z dala od zaczarowanych zwierząt i nie chce się wyprowadzać.

Tomik „Horacy spełnia życzenia” będzie miał dla dzieci nie tylko wartość zapowiedzi zbliżających się konfrontacji i problemów, ale i jakość edukacyjną – bo sporo miejsca poświęca w nim autorka legendzie Feniksa. Horacy, bardzo mądra papuga, od ośmiu lat zachowuje swoją postać i nie przemienia się w żadnego innego ptaka. Jest już bardzo stary i bolą go skrzydła, chętnie skorzysta więc z możliwości przeobrażenia. Dzięki temu Lotka będzie mogła dowiedzieć się całkiem sporo o ptaku odradzającym się z popiołów, a także uczestniczyć w baśniowym i przepięknym wydarzeniu. Wprawdzie nowe wcielenie Horacego nie wzbudzi zachwytu małych podopiecznych wujka Jacka, ale sam fakt przemiany wiąże się z czymś jeszcze: dziewczynka może wypowiedzieć jedno życzenie, które zostanie przez ptaka spełnione. To rozwiązanie umożliwia autorce kolejną magiczną ingerencję w losy postaci, a do tego przyczynia się do złagodzenia zmartwień dziewczynki.

W tomie „Horacy spełnia życzenia” Holly Webb nie zapomina o humorze zwierzęcych bohaterów, chociaż odrobinę zmniejsza ich udział w akcji: przypomina o jaszczurkach, które sądzą, że są smokami, i o Fryderyku, myszy, która bardzo lubi się popisywać. Jamniczka Sonia jest już bohaterką, która niemal całkowicie przeszła na „ludzką” stronę, całą uwagę tym razem skupia na sobie Horacy. I nic dziwnego, bo Holly Webb wprowadziła już do książki całkiem sporo czworonożnych indywidualności i przypominanie o wszystkich za każdym razem znacznie zwiększałoby objętość tomiku.

A seria Animal Magic przygotowana została tak, by uczące się czytać maluchy chętnie po nią sięgały i nie zniechęcały się zbyt wysokim stopniem trudności. Wystarczy już, że autorka mnoży dość poważne problemy zaczerpnięte z rzeczywistości: emigrację zarobkową i jej wpływ na dzieci, temat rozbitych rodzin, tęsknoty czy kłopoty z agresywnymi szkolnymi koleżankami. Żeby całkiem nie przygnębiać dzieci – ale też żeby znaleźć miejsce wśród nadal modnych dzisiaj serii pop – wybiera również tematy lekkie i przyjemne: stąd wątek zwierząt i ich komicznych pomysłów.

Holly Webb serią o jedenastoletniej Lotce oswaja maluchy z zagadnieniami skomplikowanych emocji, nie proponuje wyłącznie cukierkowych fabuł. Niby prostą akcję silnie zanurza w rzeczywistych przeżyciach, do tego dodaje sporo modnej magii i odrobinę poczucia humoru – i tak wciąga dzieci w niezwykły świat Lotki oraz jej rodziny i nie tylko zwierzęcych przyjaciół. Jedenastoletnia dziewczynka dzielnie stawia czoła kolejnym wyzwaniom: nagrodą może być szansa na spełnienie jej najskrytszych marzeń.

wtorek, 15 października 2013

Holly Webb: Gilbert ratuje sytuację

Znak, Kraków 2013.

Walka ze złem

Żeby nie powtarzać motywów z różnych swoich „zaczarowano-zwierzęcych” serii dla dzieci, Holly Webb łączy tematy i nurty z literatury czwartej, docierając do zaskakujących rozwiązań. W przypadku cyklu pop „Animal magic” to nie zwierzęta są najważniejsze, a magia, jaka wypełnia życie jedenastoletniej Lotki. Dziewczynka mieszka w sklepie zoologicznym wujka i posiada magiczne umiejętności. Po tym, jak odkryła, że sklep jest zaczarowany, zaczęły pojawiać się coraz to nowsze tajemnice i sekrety. A przede wszystkim – pojawiła się Pandora, zła czarownica, która chce wykorzystać Lotkę do swoich niecnych celów.

Mała dziewczynka nie musi ukrywać się z nietypowymi zainteresowaniami, przynajmniej w gronie bliskich. Wujek wie o czarach, najlepsza przyjaciółka również posiada magiczną moc. Lotka cieszy się sympatią zwierząt (zwłaszcza jamniczki Soni), co uodparnia ją na drobne przykrości. Ale Pandora szykuje całą sieć intryg, z których nie będzie łatwo się wyrwać: Lotkę czeka niebezpieczny pojedynek. A najgorsze, że Pandora w przeszłości miała ogromny wpływ na losy rodziny bohaterki.

Holly Webb infantylne pomysły rozmowy dziecka ze zwierzętami przekształca tak, by naprawdę zaintrygowały maluchy. Tu nie chodzi o prostą zależność opartą na empatii i chęci posiadania własnego zwierzątka. Problem dotyczy – zupełnie obcego w płytkich popseriach – zagadnienia zła i ratunku przed nim. Tyle że u Lotki zło nie pochodzi tylko z zewnątrz, nie jest widzialnym wrogiem, którego da się pokonać rozmaitymi fortelami, a niebezpiecznie rozrasta się wewnątrz. Lotka zdaje sobie sprawę z potęgi zła i boi się, że wpadnie w jego władanie. Tymczasem musi już pokonywać nie tylko własną agresję, ale również groźną i doświadczoną przeciwniczkę. Lotka w walce nie jest sama, wspierają ją mówiące zwierzęta. Mieszkańcy sklepu zoologicznego wcale nie należą do słodkich stworzonek, które nadają się tylko do głaskania.

Poza magnetycznym pomysłem z czarami, Holly Webb chce przyciągnąć młodych odbiorców kreacjami zwierząt i ich charakterami. Okazuje się, że każde stworzenie jest inne: zdarzają się wśród nich złośliwe, rozkapryszone czy leniwe. Myszki bez przerwy podskakują i są bardzo ciekawskie, jamniczka Sonia to uwielbiająca kawę i francuskie maniery arystokratka. Do oryginalnego towarzystwa dołącza teraz chomik Gilbert, angielski gentleman. Nienaganne maniery w połączeniu z talentem do wydawania poleceń czynią z Gilberta nadzwyczaj ciekawą istotę. Jego obecność to również powód do śmiechu, bo Holly Webb tak konstruuje swoje historie o Lotce, by pojawienie się zwierząt ocieplało atmosferę i nadawało lekkości opowieści. Trudno nie polubić małych i pomysłowych istot, zwłaszcza że autorka bardzo dobrze dba o stworzenie trafnych portrecików. W tomie „Gilbert ratuje sytuację” nie brakuje postaci znanych z poprzednich części. Poza tym wciąż dochodzą nowe, które znakomicie wpasowują się w środowisko sklepu.

W tej części ważny jest również temat międzyludzkiej przyjaźni. Lotka niepokoi się sygnałami wysyłanymi przez Olgę, na której do tej pory mogła polegać. Nie wie, co sądzić o przemianie przyjaciółki i odkrywa, jak bardzo uzależnia się od towarzystwa, któremu może ufać. Holly Webb stara się zagmatwać relacje interpersonalne – bo przecież także w przeszłości kryją się trudne do szybkiego wyjaśnienia zależności i brzemienne w skutki decyzje. „Gilbert ratuje sytuację” to tomik nastawiony na działanie w trudnej krainie magii. Nie koncentruje się wyłącznie na przyjemnych doświadczeniach, wiele tu baśniowych w duchu konfliktów, a Holly Webb udowadnia, że nawet w poppowieściach z modnego nutu da się zmieścić wiele wartych przemyślenia komentarzy i sytuacji. Akcja rozwija się wręcz brawurowo – między innymi dzięki temu, że autorka nie musi prezentować samych bohaterów, a potrzebne z poprzednich tomów informacje po prostu przemyca w odpowiednich miejscach tekstu.

wtorek, 30 lipca 2013

Holly Webb: Czarująca Sonia

Znak, Kraków 2013.

Magia i życie

Podoba mi się gra słów w tytule drugiego tomu o przygodach jedenastoletniej Lotki i zaczarowanych zwierząt ze sklepu zoologicznego jej wujka. resztą i cała powieść robi dobre wrażenie, mimo magicznego tematu i stałego motywu relacji dziecko-zwierzęta nie ma w niej naiwnych uproszczeń. Holly Webb coraz lepiej odnajduje się w tym, co przedstawia. A „Czarująca Sonia” odnosi się i do czarodziejskich umiejętności jamniczki, i do jej niezaprzeczalnego uroku. Sonia z manierami francuskiej arystokratki i upodobaniami do mocnej kawy zachowuje się raz jak opiekunka i przewodniczka dziewczynki, raz jak jej maskotka. Rozumie się z Lotką idealnie, bo łączy je magiczna więź. Sympatyczna psina pomaga się Lotce odnaleźć w nowym środowisku – i w szkole.

Lotka uczy się magii, ale ze złośliwymi koleżankami musi poradzić sobie sama. Zwłaszcza że chce zostać u wujka, bo nie może teraz opuszczać swoich podopiecznych. Tyle że ma problemy w szkole. Sara jest ulubienicą nauczycieli i wszystkie wybryki uchodzą jej na sucho. Przez Sarę z Lotką nikt nie chce rozmawiać. Nikt poza pewną dziewczynką, właścicielką dwóch smoków (które wszyscy uważają za jaszczurki). W „Czarującej Soni” Lotka pozna potęgę złych emocji – więc i siłę, jaka w niej drzemie – oraz moc prawdziwej przyjaźni. Poszuka sposobów na rozliczenie się z wrednymi koleżankami, a przez cały czas zajmować się będzie mieszkańcami sklepu zoologicznego. To w końcu zwierzęta pozwalają jej na chwilę zapomnieć o tęsknocie za mamą. Dziewczynka dojrzewa i dowiaduje się całkiem sporo o sobie.

Holly Webb koncentruje się na dwóch płaszczyznach historii. Tu ważna jest magia, ale za możliwością czarowania kryją się też rozmaite niebezpieczeństwa – jak choćby utrata kontroli nad sobą. Czary dają najsłabszym siłę, ale nie chodzi o to, żeby życiowe problemy rozwiązywać przez magię: siła zamienia się w pewność siebie i daje szansę w nierównych potyczkach ze złośliwymi dziećmi. Magia jest też dobrym wytłumaczeniem porozumienia ze zwierzętami: otwiera na ciekawe przygody i niekonwencjonalne znajomości. Drugą warstwą dopracowaną przez Webb są życiowe i jak najbardziej realne problemy. Złośliwa koleżanka, brak mamy, kłótnia z przyjaciółką, nieprzyjemne oskarżenia – to wszystko, z czym uporać się musi Lotka. Holly Webb dobrze pokazuje trudne chwile w nowej szkole, jest pełna pomysłów, które nie odrywają się od rzeczywistości. Lotka sama staje przed poważnymi wyzwaniami i dobrze wie, że musi znaleźć rozwiązania samodzielnie.

Ale gorycz codzienności łagodzi obecność zwierząt oraz humor, którym Holly Webb przesyca narrację. Małe myszki celują w rozśmieszaniu czytelników, wprowadzając lekkie zamieszanie i dowcipne kłótnie. Wśród rezolutnych zwierząt zmartwienia Lotki wydają się mniejsze, zwłaszcza gdy futrzaki próbują się popisywać i urozmaicić swoją codzienność. Tu każde stworzenie obdarzone jest innym charakterem – zwierzęta nie służą tylko jako obiekty do przytulania i głaskania, stają się niemal równorzędnymi partnerami w dyskusjach – a i pomysłodawcami kolejnych zabaw. Holly Webb dba o to, by w tomie nie zabrakło przygód na różnych poziomach magii i normalności. Darzy swoją bohaterkę sympatią, ale nie jest w stosunku do niej nadopiekuńcza. Pozwala jej dorastać na oczach czytelników. Lotka równie silnie angażuje się w sprawy zwierząt, jak i w szkolne perypetie – jej doświadczenia będą budzić ciekawość małych odbiorców, zwłaszcza że seria „Animal Magic” nie przypomina mikropowieści w stylu pop, jest natomiast ciekawą rozrywkową propozycją dla dzieci. Zarówno dowcip autorki, jak i barwna fabuła, przypadną maluchom do gustu, podobnie jak obecność rozmaitych zwierząt. Magia nie jest tu źródłem infantylizmu, a sposobem na podkreślenie niektórych problemów dzieci.

sobota, 6 lipca 2013

Holly Webb: Tabi uczy się czarów

Znak, Kraków 2013.

Mówiące zwierzęta

Holly Webb jeszcze raz próbuje skusić najmłodszych serią minipowieści o zwierzętach, które potrafią czarować. Tym razem cykl „Animal Magic” zamyka się w siedmiu tomach i może ucieszyć kilkulatki na nieco dłużej – historyjki są bardziej skondensowane, a fabuła odrobinę bardziej skomplikowana niż w „Magic Molly”, wielowarstwowa i niepozbawiona emocji. Inicjuje tę serię książka „Tabi uczy się czarów”: poza sygnalizowanym w tytule i okładkowym zdjęciu kociaka zagadnieniem trzeba tu również przedstawić bohaterów – co trwa dość długo i bardzo szybko wciągnie maluchy.

Jedenastoletnia Lotka trafia do domu wujka, który prowadzi sklep zoologiczny. Lotka nie ma tu żadnych znajomych, dzieci jej dokuczają, a ze starszym kuzynem nawet nie szuka porozumienia. Jest zła na cały świat, bo jej mama wyjechała do pracy do Paryża. Pobyt w angielskim miasteczku zapowiadałby się naprawdę nudno, gdyby nie fakt, że zwierzęta w sklepie wujka potrafią mówić. Z początku ukrywają to przed Lotką, ale potem… potem zaczyna się prawdziwa przygoda.

Wszystkie zwierzęta w sklepie są zaczarowane i wszystkie potrafią mówić. Holly Webb obdarza je niepospolitymi charakterami – słodkie kotki okazują się bardzo złośliwe i nieprzyjemne, myszy są rezolutne i zabawne, a jamniczka, która zaprzyjaźnia się z Lotką, to prawdziwa arystokratka. W takim zwierzyńcu wszystko staje na głowie i naprawdę nic dziwnego, że bohaterka przestaje mieć czas na użalanie się nad sobą. Co więcej – nawet jej codzienne problemy z aklimatyzacją i nieprzyjemnymi koleżankami schodzą na dalszy plan w obliczu kolejnych wydarzeń ze sklepu. Mówiące zwierzęta skutecznie odwracają uwagę od największych lęków, a do tego czasem potrafią nieść rzeczową pomoc. Lotka nie będzie się już czuła samotna czy opuszczona. Może przy tym dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie.

Holly Webb wykorzystuje sprawdzone mechanizmy dla stworzenia książeczki bardziej dojrzałej niż w cyklu „Magic Molly”. Eksponuje tu rzeczywiste zmartwienia dzieci (emigracja zarobkowa rodziców, szykany ze strony kolegów), każe im mierzyć się ze strachem, ale i sporymi wyzwaniami. Otwiera na nowe przygody i uwrażliwia na los zwierząt: Lotka ratuje Tabi i pomaga jej odnaleźć się w nowej sytuacji, przez co może z dystansem spojrzeć na własne zmartwienia. Bohaterka nie musi też tęsknić za własnym zwierzakiem, skoro na co dzień ma kontakt ze wszystkimi stworzeniami ze sklepu: wzmacnia się więc intensywność różnorodnych uczuć, autorka nie przesładza fabuły, bo nie wszystkie futrzaki dają się lubić, gdy zna się ich postępki.

Atutem powieści „Tabi uczy się czarów” jest humor. Widać go zwłaszcza w kreacjach zwierzęcych bohaterów – często mądrzejszych i sprytniejszych od ludzi. Holly Webb ma mnóstwo atrakcyjnych dla małych odbiorców pomysłów i zgrabnie posługuje się ironią. Podczas lektury dzieci nie tylko dowiedzą się, jak traktować zwierzęta (to przesłanie ładnie wtopione w tekst), ale też będą śmiać się w głos z postaw myszek czy papugi. W zaczarowanym świecie Lotki wyobraźnia miesza się z rzeczywistością, na szczęście proporcje są tak wyważone, by poza rozrywką czytelnicy otrzymali też cenną lekcję. Wabikiem serii będą małe zwierzątka – ale historie o Lotce są również połączeniem naprawdę udanej narracji z zagadnieniami istotnymi dla maluchów. „Tabi uczy się czarów” to pełnowartościowa minipowieść dla kilkulatków.

wtorek, 28 maja 2013

Holly Webb: Zagubione zwierzątka

Znak, Kraków 2013.

Magia zwierząt

Holly Webb dociera do najmłodszych najprostszą możliwą metodą. Na kanwę swoich mikropowieści wybiera motywy, które na pewno sprawdzą się w lekturze i wzbudzą zainteresowanie dzieci. Pisze o małych zwierzętach (szczeniakach, kotku i króliku), które potrzebują pomocy; wprowadza bohaterkę marzącą o tym, by mieć własnego pupila, a do tego dodaje czary. To przyciągnie wszystkie maluchy i przekona je do przygód Molly. Dziewczynka styka się z różnymi zwierzętami, bo jest córką weterynarza – czasem pomaga w opiece nad pacjentami. Pewnego razu zauważa, że potrafi się z nimi porozumiewać: poznaje ich myśli i może prowadzić dialogi. Dzięki temu stawia bezbłędne diagnozy i wie, jak poprawić chorym nastrój. Jednak nie zawsze może pomóc: odnalezienie bliźniaczej siostry jednego z piesków czy znikającego królika nie należy do łatwych, w dodatku Molly nie może się do swoich zdolności przyznać rodzicom – i tu z pomocą przychodzi magia. Zaczarowane zwierzęta i zaczarowana bohaterka to połączenie wystarczające do zapobiegania kłopotom.

W tomie „Zagubione zwierzątka” znalazły się trzy historyjki z serii Magic Molly – o kocie, który odszedł zbyt daleko od domu i zabłądził, o tęskniącym za rodzeństwem piesku i o króliku, który pomaga w sztuczkach pewnemu magikowi. Za każdym razem Molly skazana jest na własne siły (oraz na czary), musi utrzymać swoje działania w tajemnicy przed rodzicami i pomóc bezbronnym stworzeniom. Jej zachowania mają drugie dno: dziewczynka marzy o własnym zwierzątku, a rodzice twierdzą, że nie jest jeszcze wystarczająco odpowiedzialna. W związku z tym Molly chce dodatkowo udowodnić, że dobrze zaopiekuje się własnym czworonogiem. Nie jest to łatwe, kiedy rozbrykane maluchy korzystają z magii.

Seria Magic Molly przeznaczona jest dla najmłodszych dzieci. Historyjki należą do bardzo prostych, chociaż istnienie czarów pozwala na pewne fabularne modyfikacje niedostępne w „naturalnej” opowieści. Jednak wiadomo z góry, że zwierzęta potrzebować będą pomocy, a Molly poradzi sobie z wyzwaniem. W tomiku zbiorowym można prześledzić ewolucję pomysłów: zaczyna autorka od najbardziej zwyczajnego, potem odrobinę zmienia styl i przenosi na zwierzęta ludzkie emocje, a na samym końcu pozwala sobie na dowcip – zaczarowany królik magika to już ładna gra z konwencją, ciesząca w obliczu zwyczajnych przygód domowych zwierząt. Holly Webb mimo powtarzalnego w ogólnej konstrukcji scenariusza stara się za każdym razem dążyć do wypracowania oryginalnego pomysłu, który ucieszy maluchy i pozwoli im z zainteresowaniem śledzić przygody Molly. Początek każdej historii zawiera zwykle skrótowe przypomnienie, co wydarzyło się w poprzednim tomie: to ważne, bo bohaterka rozwija się i czasem w fabule Webb powraca do wydarzeń z książek poprzednich.

To seria leciutka, nie zmęczy małych dzieci, a przypadnie im do gustu. Może tylko niepotrzebnie tłumaczka zdecydowała się na zdrabnianie wszystkiego, co łączy się z czworonożnymi bohaterami – zawsze są tu kotki, pieski i futerka – równie dobrze można było z tego zrezygnować, kilkulatki i tak będą się rozczulać na myśl o futrzakach. Dzieci mogą też same czytać tę książkę: pomoże im duży druk, a obecność dość udanych czarno-białych grafik uprzyjemni lekturę. Cykl został przygotowany tak, by zaspokoić wymagania najmłodszych – ci nie będą zwracać uwagi na fabularne uproszczenia, za to dość szybko przejmą uczucia Molly i razem z bohaterką będą odkrywać zaczarowany świat zwierząt. Przy okazji otrzymają parę zupełnie niemagicznych lekcji, jak postępować z pupilami.