* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Karwan-Jastrzębska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Karwan-Jastrzębska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lutego 2019

Ewa Karwan-Jastrzębska: Misja Xibalba

Akapit Press, Łódź 2018.

Detektywi gdzie indziej

Ewa Karwan-Jastrzębska wysyła na niemal magiczne misje bliźniaki, Julię i Julka. We dwoje młodzi ludzie mają większe szanse na rozwiązywanie zagadek detektywistycznych. To jednak tylko pretekst dla przekazywania odbiorcom zestawu wiadomości na temat różnych kultur i wierzeń czy zwyczajów. Motyw edukacyjny wybija się na pierwszy plan, autorka bardzo dba o intertekstualne zabawy, mniej o wygodę czytania. Nie pierwszy raz tworzy narrację dość zaciemniającą gęstą fabułę. Zresztą u tej autorki praktycznie nie istnieją transparentne relacje. I tym razem książka robi się szybko przeintelektualizowana – może przypadnie jednak do gustu odbiorcom bardziej ambitnym, tym, którzy nie przepadają za naiwnością oraz przewidywalnością. Ale jednak – oddala się prosta rozrywka.

Ewa Karwan-Jastrzębska nie pilnuje wieku bohaterów, wydaje się, jakby próbowała pokazać proces dojrzewania w czasie rzeczywistym – w poprzedniej powieści dzieci były małe, teraz to już nawet nie nastolatki a dorośli. Jeżeli autorka oblicza im lata w odniesieniu do doświadczeń odbiorców – to zabieg, którego czytelnicy może nie zrozumieją i nie docenią, już wkrótce też bohaterowie wypadną z orbity zainteresowań publiczności literackiej. Ale chociaż metrykalnie Julek i Julka są dorośli, dalej zachowują się trochę jak dzieci. Może tylko miewają nieco inne wyzwania (wizyta w salonie tatuażu nie byłaby możliwa w przypadku niepełnoletnich – a staje się dość ważnym punktem w śledztwie). „Misja Xibalba” polegać ma między innymi na ocaleniu posągu Świetlistego Quetzala, według podań z problemem poradzą sobie wyłącznie bliźniacy, tym większą nadzieję pokładają w bohaterach postronni obserwatorzy znający przekazy. Co dość dziwne, oczytani i inteligentni rodzice, którzy kiedyś mocno wspierali pociechy, teraz usuwają się na daleki plan, co pewien czas tylko przypominają o swoim istnieniu, podczas niezobowiązujących spotkań towarzyskich. Wprawdzie katalizują akcję – wycieczkę życia bohaterowie odbyć mogą dzięki ojcu – ale nie mogą w żaden sposób wtrącać się do tej historii. Julia i Julek poradzić sobie mają sami. Wyzwań czeka ich naprawdę sporo. Powieść zamienia się w historię detektywistyczną z posmakiem kryminalnym. W akcji liczy się zdobywanie kolejnych informacji – ale i groza, śmiertelne niebezpieczeństwo, jakie dosięgnąć może postacie. Julek i Julka muszą wykazać się umiejętnością wspólnego działania, pomysłowością, oczytaniem (w końcu część wskazówek znajduje się w dokumentach i pismach, tu trzeba się sporo natrudzić, żeby zdobyć potrzebne podpowiedzi), ale też talentami w zakresie perswazji – będą spotykać się z ludźmi o rozmaitych intencjach, doświadczonymi w robieniu (często nieczystych) interesów: niekoniecznie skłonnych do współpracy. Przeplata się tu fikcja i rzeczywistość, a pierwsza likwiduje efekt uzyskiwany przez drugą. Autorka nie chce infantylizować i w efekcie przesadza w drugą stronę. Proponuje młodym odbiorcom bardzo wymagającą prozę, nasyconą wiadomościami z zakresu kulturoznawstwa, ale nie płynną. „Misja Xibalba” może jednak posłużyć jako trampolina do odkrywania mitologii – wprowadzi trochę egzotyki do lektur.

niedziela, 10 czerwca 2018

Ewa Karwan-Jastrzębska: Misja Feniks

Akapit Press, Łódź 2018.

Przygoda z obrazem

Ewa Karwan-Jastrzębska lubuje się w powieściach niełatwych, odchodzących od tendencji w literaturze pop. Traktuje małych odbiorców z pełną powagą, co oznacza również rezygnowanie z drobnych żartów w ramach poszczególnych historii. Stawia na uważność i pełne zaangażowanie postaci w akcję, odbiorcom nie pozwala oderwać się od toku wydarzeń. Jest w tym więcej literatury, a mniej życia, mimo starań, by przynajmniej punkt wyjścia wypadał naturalnie. W "Misji Feniks" autorka zresztą przechodzi od realizmu w stronę fantastyki i przygody, podróży w czasie i pełnej niebezpieczeństw wyprawy – ale w scenkach domowych również próbuje układać rzeczywistość po swojemu. Bohaterami "Misji Feniks" są czternastoletnie bliźniaki, Julka i Julian. Autorka podbija ich wiek, bo potrzebuje go do przenoszenia dzieci nie tylko w czasie, ale i między krajami – inaczej wydałoby się nierealne, że maluchy potrafią odnaleźć się w innym świecie, płynnie posługiwać się obcymi językami i nie bać wyzwań. Ale z drugiej strony wierzy w domową sielankę. Dzieci znakomicie dogadują się ze sobą (lubią na przykład zostawiać otwarte drzwi dzielące ich pokoje, żeby porozmawiać przed zaśnięciem), nie stronią też od kontaktów z rodzicami, wiedzą, że mogą się ze wszystkiego zwierzyć - i z tej pewności też czasami korzystają. Nie ma w nich pragnienia wyrwania się na wolność, co pojawia się już u nastolatków nie tylko w literaturze – wszyscy świetnie i bez konfliktów się ze sobą dogadują. Potrzebna jest Ewie Karwan-Jastrzębskiej taka baza, ze względu na konstrukcję powieści: to, co dzieje się poza realizmem, wymaga już zwiększonej czujności i nie wydaje się tak cukierkowe. A skoro tak - przydałby się bohaterom azyl, miejsce, do którego będą chcieli wracać w razie niepowodzenia misji. W efekcie autorka niekoniecznie przekona do przestrzeni rodzinnej, może za to znaleźć uznanie czytelników w kreowaniu przejścia między światami.

Julek i Julka dostają dość ważne zadanie: mają zaopiekować się antykwariatem pod nieobecność właściciela. Kochają książki, nie wydaje się to więc zadaniem ponad siły, zwłaszcza że nie będą przeprowadzać żadnych finansowych operacji. Jednak jedna po drugiej pojawiają się tajemnice: antykwariusz to człowiek, który mógł przybyć z innej epoki, istnieją informacje o eliksirze nieśmiertelności, a także - o pewnym zaginionym obrazie, który pomógłby w rozwiązaniu zagadki. Tylko bliźniaki mogą przejść przez labirynt, więc antykwariusz bez wahania wysyła swoich małych sąsiadów w niebezpieczną podróż. W szesnastowiecznej Florencji zdarzyć się może wiele – tu przyda się umiejętność kreatywnego myślenia i błyskawicznego działania. Julek i Julka przekonają się też, że nie warto się rozdzielać, bo dużo lepiej działa się w grupie. Tajemnice malarstwa najlepiej będzie dzieciom rozwiązywać u źródła, tam, gdzie bez wehikułu czasu nie dotarłby żaden dorosły - ale nie oznacza to, że wszyscy ułatwią im pracę. "Misja Feniks" to książka przygodowa w dawnym stylu, Ewa Karwan-Jastrzębska próbuje w niej wskrzesić elementy literatury awanturniczej i nawiązać do powieści kryminalnych. Skupia się bardziej na intrydze i na realizacji planu niż na przekonujących dialogach, literackie opisy odwracają czasami uwagę od akcji, ale pozwalają poszerzyć słownictwo. Autorka zajmuje się tworzeniem kolorytu lokalnego i czasem zapomina o prawdopodobieństwie reakcji i charakterów, jednak wie, że odbiorcy zainteresują się przede wszystkim intrygą i nie będą zgłaszać zastrzeżeń do narracji.

sobota, 10 marca 2018

Ewa Karwan-Jastrzębska: Hermes 9:10

Akapit Press, Łódź 2018.

Niezwykła podróż

Feliks oznacza Szczęśliwy i mały bohater tomu „Hermes 9:10” będzie miał okazję się o tym przekonać w trakcie przedziwnej misji. Bohater w dniu urodzin zostaje przez swojego kota zabrany do domu Dróżniczki Starej Stacji, na przyjęcie-niespodziankę. Tam przekonuje się, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, a świat skrywa jeszcze wiele tajemnic i gadający kot nie należy wcale do zdumiewających zjawisk. Przez okno dostrzega dziewczynkę ubraną na czerwono, a potem dowiaduje się, że ta postać zniknęła. Tylko Feliks – oczywiście razem ze swoim mądrym kotem – może wyruszyć na ratunek. Pociąg odjeżdża o 9:10, ale nie wiadomo, czy dotrze do celu. Po drodze mogą pokonać go Wątpliwości. Feliks w trakcie eskapady ratunkowej dowiaduje się o problemie nieznajomej dziewczynki: Matylda cierpi z powodu daru, a jej dar polega na przeganianiu smutków innych ludzi. I ten problem trzeba będzie rozwiązać, kiedy już uda się odnaleźć zaginioną. Na razie trzeba się spieszyć, bo sama wiara w pomyślne rozwiązanie nie wystarczy. Feliks czuje się wprawdzie raczej nieswojo w świecie magii, może polegać jedynie na przewodniku-kocie – ale to tylko jedna z komplikacji, dzięki którym chłopiec udowodni swoją odwagę i dojrzałość. Wyzwanie związane z poszukiwaniami dziewczynki to z kolei przygoda na miarę potrzeb kilkulatka.

Ewa Karwan-Jastrzębska pisze tę książkę jakby według wytycznych dobrej narracji. Widać wyraźnie kolejne punkty baśni, odhaczane tutaj precyzyjnie. Jest niespodzianka z okazji urodzin, element zaskoczenia, jest czas płynący równolegle w baśniowej rzeczywistości tak, by nikt nie zauważył tajemniczego zniknięcia dziecka i nie próbował go ratować przed wykonaniem zadania. Są gadające zwierzęta, wrogowie i sojusznicy. Pociąg, w którym sprawdza się bilety, to trampolina do innej rzeczywistości, ale też nawiązanie do przygód pewnego popularnego czarodzieja, a i element zapewniający klimat retro. Czasami autorce zwyczajnie nie chce się ukrywać przeszkód pod baśniowymi kostiumami: Wątpliwości, które mogą zaburzyć osiąganie celów, nie zamieniają się w opowieści w konkretne potwory. Tak da się dotrzeć do małych czytelników – i pokazać im wprost, czego (i z jakiego powodu) powinni się wystrzegać, gdy próbują spełniać marzenia. Autorka w ogóle nawiązuje do spraw wielkich, operuje wielkimi kwestiami: nie tylko odpędzanie smutków od ludzi jest tu ważne, ale i męstwo, gotowość do poświęceń dla innych, zdecydowanie i optymizm. Kolejne cechy ujawniają się w trakcie wyprawy – i wtedy, gdy trzeba walczyć ze złymi mocami. Szablonowość w fabule to element, który starszym odbiorcom raczej nie przypadłby do gustu. Młodszym Ewa Karwan-Jastrzębska funduje po prostu klasyczną baśń, opowieść alegoryczną, pełną cennych przesłań i uwag, które warto przemyśleć.

Osobnym tematem są tu ilustracje Doroty Kobieli. Ilustratorka stawia na malarstwo, obrazy sugestywne i prawdziwe, łączące bajkowość z realizmem. Momentami jej grafiki zamieniają się niemal w propozycje dla dorosłych – zachwycą nie tylko dzieci. Dobrze wpasowuje się klimatem artystka w opowieść Ewy Karwan-Jastrzębskiej, uwypukla nastrojowość opowieści i specyfikę tworzonego świata. Nie zapomina o akcentowaniu emocji, chociaż równie dobrze czuje się w prezentowaniu detali. Ilustracje nie odwracają uwagi od treści – za to towarzyszą najważniejszym punktom akcji. Ilustracje poszerzają zdecydowanie krąg odbiorców tej książki.

czwartek, 15 czerwca 2017

Ewa Karwan-Jastrzębska: Banda Michałka powraca

Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

Przygoda

Michałek to trochę nasza odpowiedź na Mikołajka, ale Ewa Karwan-Jastrzębska nie tworzy opowieści dla całych pokoleń. Zamiast powtarzać uniwersalny komizm Sempe i Goscinnego, decyduje się na rozwijanie przygód dziecięcej „bandy”. Tomik „Banda Michałka powraca” to zestaw opowiadań o przygodach kilkulatków. Banda trzyma się razem i są w niej sami chłopcy (oraz Marysia, która jednak zalicza się do chłopaków, chociaż jest dziewczynką). Razem spędza czas w szkole, razem bawi się po lekcjach, czasem nawet razem wyjeżdża na wakacje. Do tego znajduje sobie wielkie wyzwania niekiedy wykraczające poza możliwości dorosłych. Ale dla kreatywnych maluchów nie ma spraw nie do załatwienia. W takich wypadkach przydaje się różnorodność specjalizacji wewnątrz grupy. Marysia, kiedy trzeba, potrafi stosować dziewczyńskie sztuczki, które robią wrażenie na dorosłych – i do tego jest wygadana. Rysio zna się na tym, co japońskie (między innymi na sztukach walki), a Hubert stale szuka tematów do wierszy. Franciszek to maruda, a Jerzyk najchętniej wszędzie by się wspinał. Te proste charakterystyki ułatwiają autorce działanie – wystarczy uruchomić u każdego bohatera jego specyficzne zainteresowania, by powstał twórczy chaos. Dzięki temu przy bandzie Michałka nudzić się nie można.

Autorka w opowiadaniach sięga po „dyżurne” tematy: osobna historia dotyczy szkolnych walentynek lub nowej koleżanki z Paryża, osobna – tajemnicy starszej siostry (która to siostra wymyka się z domu wystrojona i z makijażem, kłamiąc, że wybiera się do koleżanki). Czasami trzeba powstrzymać złodziei rowerów, innym razem… złapać pedobera na placu zabaw. Karwan-Jastrzębska funduje też odbiorcom – na równi z bohaterami – wielkie przygody: nocne polowanie z aparatem fotograficznym na nietoperze lub bliskie spotkanie z uchodźcami. Wysyła dzieci na Kretę i na szkolny konkurs talentów. Do niektórych motywów powraca po jakimś czasie – tak dzieje się z panią Różą, dawną suflerką. Pani Róża traci wzrok i dzieci początkowo mają dodać jej otuchy głośnym czytaniem. Pomoc sąsiedzka zamienia się w wielką zabawę w teatr, a w przyszłości również w mocno nagłośnioną akcję zbiórki funduszy na operację oczu pani Róży. Michałek i jego banda spróbują swoich sił jako detektywi i poznają sekrety zdrowego odżywiania się. W końcu podstawówka Michałka należy do najbardziej kreatywnych w dzielnicy.

Michałek relacjonuje przygody bandy, od czasu do czasu wprowadzając nowe dla odbiorców słówko razem z jego dokładnym wyjaśnieniem. Tak autorka będzie realizować edukacyjny aspekt tomiku i tak zwróci na siebie uwagę dorosłych. Tymczasem maluchy skusi najbardziej tym, co rozrywkowe: obietnicą wielkiej wspólnej przygody. Kolejne rozdziały są tu przesycone humorem, w tonie – wakacyjne i beztroskie. Każdy problem da się szybko i wspólnymi siłami rozwiązać, dzieci nie potrzebują do tego pomocy rodziców. Tajemnice czają się na każdym kroku, a przyjaźń sprawia, że chce się angażować w kolejne wybryki. Michałek i jego banda to dzieci, z którymi chciałoby się trzymać – pomysłowe i sympatyczne, pełne energii i wyczulone na przygody. Ewa Karwan-Jastrzębska nie kopiuje przygód Mikołajka w treści ani w formie – ale wpatrzona w doświadczenia francuskich kilkulatków buduje rodzimą historię ważną dla małych odbiorców, wypełnioną ruchem i kreatywnością. Do bandy Michałka bardzo łatwo się przekonać, to drużyna dziecięcych marzeń, która nigdy się nie poddaje. „Banda Michałka powraca” to rozrywkowa lektura dla najmłodszych, którzy szukają opowieści niebanalnych.

czwartek, 13 lutego 2014

Ewa Karwan-Jastrzębska: Agata z placu Słonecznego. Agato, zostań!

Marginesy, Warszawa 2014.

Niania i czary

Agata z placu Słonecznego, tajemnicza i dziwna niania, literacka kopia niemodnej już dzisiaj Mary Poppins, powraca w książce „Agato, zostań!” i ponownie przekonuje najmłodszych, że codzienność jest pełna niewytłumaczalnych zjawisk oraz magii. Najlepiej wie o tym Matylda, jedna z pięciorga dzieci, którymi opiekuje się Agata. Matylda zna bowiem odczucia pisarzy – dzięki czarom może wpływać na losy różnych postaci, proponować kontynuację ich przygód i wybawiać z opresji. Matylda uwielbia opowieści i chce zamienić się w dojrzałą narratorkę, tworzy bez wysiłku i bez specjalnego akcentowania obecności weny. Pisze, gdy musi coś zmienić i gdy włącza się w rzeczywistość swoich przyjaciół z bajek. Dzięki wyobraźni i narracyjnej swobodzie może nawet ingerować w doświadczenia znanych bohaterów literackich, zresztą Ewa Karwan-Jastrzębska przez cały czas chowa się za intertekstualiami, wyszukuje znane i czytelne nawet dla najmłodszych odniesienia do klasyki literatury czwartej i cały świat Agaty zatrzymuje na możliwości kontaktowania się z już wykreowanymi pomysłami. To rozwiązanie nieco dziwne, a na pewno nietypowe w książkach dla dzieci. Karwan-Jastrzębska opiera się na autotematyzmie, przez cały czas przypomina odbiorcom o nieprawdziwości fabuły. Tu wszystko może powstać na oczach czytelników, a siłą sprawczą pozostaje niezamaskowana magia tworzenia. Pięcioro dzieci doświadcza przygód typowych, ma szansę spróbować poznać ulubionych książkowych bohaterów i przetestować charakterystyczne rozwiązania fabularne. Autorka przypomina im o wartości pisania i wyobrażania sobie nowych światów. Jednocześnie znajduje sobie usprawiedliwienie dla każdego odejścia od realizmu, nie musi szukać logicznych ani bajkowych wyjaśnień. To rozwiązanie pokazuje dzieciom zakres twórczych możliwości, a i różne sposoby prezentowania historii. W tomach o Agacie nie będzie przekonywania do przeżyć dzieci.

Samej Agaty jest tu nieco mniej. Niania powinna w ogóle opuścić już rodzinę, na co nie chcą się zgodzić dzieci. Czują one ogromną sympatię do surowej wychowawczyni – i w czasach mody na bezstresowe wychowanie takie uwielbienie dla osoby wyznaczającej granice nie musi być zrozumiałe przez czytelników. Magnetyzm Agaty nie polega jednak na jej surowości i stanowczości, a na zestawie umiejętności oraz aurze tajemnicy. Agata potrafi wszystko i musiała przeżyć kiedyś mnóstwo emocjonujących przygód. W jej obecności dzieje się wiele niewytłumaczalnych zjawisk, a niania nie zamierza ich objaśniać zaciekawionym dzieciom. Tym razem wydaje się mniej szorstka – w końcu dzieci dają jej dowód prawdziwego przywiązania. Agata nie poświęca się maluchom bez reszty, ma swoje własne życie, marzenia i plany – przez to robi się jeszcze bardziej atrakcyjna dla rodzeństwa.

Karwan-Jastrzębska odrzuca standardowe sposoby prowadzenia akcji. Książkę składa z kilku różnych wydarzeń, niezbyt ściśle ze sobą powiązanych. Próbuje udawać podglądanie codzienności bohaterów, a do tego dopuszcza czytelników do świata magii. W efekcie odbiorcy czekają na inne tematy czy wątki, a innymi są częstowani. Agata nie jest obietnicą beztroskiej zabawy i braku zmartwień u najmłodszych – pozwala im mieć rozmaite troski i nie ingeruje, gdy rodzeństwo samo ma sobie poradzić z sytuacją. Dyskretnie czuwa nad maluchami i zna wszystkie ich sprawki, nawet te, które dzieci chcą ukryć. Ewa Karwan-Jastrzębska, mimo bardzo licznych literackich odniesień, inspiracji i odwiedzin, wie, jak chciałaby wykreować postać niani. Pozostaje wierna własnym wyobrażeniom, nawet gdy oznacza to odrzucenie sprawdzonych książkowych schematów.

niedziela, 1 września 2013

Ewa Karwan-Jastrzębska: Agata z placu Słonecznego. Agata i jeszcze ktoś

Marginesy, Warszawa 2013.

Świat z bajek

W drugim tomie przygód z placu Słonecznego Agata trochę łagodnieje. Nie musi już budować swojego autorytetu na surowych poleceniach i powadze, zwłaszcza że uznanie dzieci zdobyła nietypowymi umiejętnościami. Nie musi też silić się na stanowczość: maluchy już jej słuchają. To dobrze rokuje, bo rodzice bliźniaków oraz Nieznośnych Trojaczków mają ważne zadania u ludożerców i nie bardzo mogą ze swojej misji zrezygnować. Matylda, Piotruś i ich młodsze rodzeństwo po raz kolejny zanurzą się zatem w świat przepełniony bohaterami ze znanych i nieznanych bajek. Spotkają między innymi Piotrusia Pana oraz stworki z krainy opisywanej ostatnio przez Matyldę. Nie zabraknie przygód trudnych do wytłumaczenia przez dorosłych, spełnianych życzeń czy ciekawostek – wśród nich pojawi się zupełnie niezwykły teatr w teatrze, miniaturowa i działająca kopia prawdziwego przybytku sztuki.

Mali czytelnicy, podobnie jak bohaterowie, wiedzą dobrze, że gdy Agata znajdzie się w pobliżu, nie będzie czasu na nudę. Niania w tajemniczy sposób sprawia, że ziszczają się bajki i sny. Dzieci uczestniczyć mogą w wydarzeniach rodem z wyobraźni – zapomną więc o tęsknocie za rodzicami, o codziennych niesnaskach i o przykrych obowiązkach. W końcu nikt nie będzie tracić czasu na marudzenie, jeśli alternatywą są prawdziwe przygody. Niania Agata sama jest postacią jak z bajki – dla niej doświadczenia dzieci będą naturalne. Chociaż oczywiście dla zachowania pozorów Agata nie przyzna się do aktywnego uczestniczenia w dziwnych baśniowych wyprawach.

Tym razem Karwan-Jastrzębska nieco oddala Agatę od Mary Poppins, jakby zauważyła, że postawa angielskiej guwernantki sprzed wieku niespecjalnie pasuje do polskich realiów wieku XXI, mimo że stara się zawiesić akcję w bajkowym czasie i przestrzeni. Za to bardzo wpatrzona jest w dalszym ciągu w klasykę literatury dla dzieci: rodzice piątki przypominają ojca Pippi Pończoszanki, samo rodzeństwo pochodzi bezpośrednio od „Pięciorga dzieci i czegoś”. Powracają postacie z dawnych dzieł – nie tylko jako lekturowi bohaterowie i forma zachęty do czytania, ale też jako żywi uczestnicy wydarzeń. W ten sposób Karwan-Jastrzębska próbuje przypomnieć maluchom o cenionych literackich bohaterach, ale też przekonać je co do siły wyobraźni.

W „Agacie z placu Słonecznego” (w drugim tomie) w dalszym ciągu brakuje jednak spójnego pomysłu na fabułę. Autorka rozbija opowieść, przedstawia różne wątki (z różnych dziedzin), przeskakuje od bajki do bajki i nasyca fabułę niewyjaśnialnymi rozumowo scenkami czy przygodami – lecz trochę brakuje w tym wszystkim linii mety. Na razie rzecz uzasadnia się obecnością niezwykłej niani, ale to powoli przestaje być dobrym wytłumaczeniem. Nie ma w serii o Agacie wyróżnika, motywu nowego, odkrywczego i odsuwającego tom od innych znanych historii. Istnieje zatem niebezpieczeństwo, że książka nie zapadnie dzieciom w pamięć i nie sprowokuje ich – jak chce autorka – do rozmyślania nad potęgą wyobraźni. Sama Agata to za mało, żeby zafascynować wymagających odbiorców dzisiaj. Ewa Karwan-Jastrzębska dużo lepsza jest wtedy, gdy poszukuje realistycznych kierunków rozwoju fabuły w powieściach młodzieżowych i nie trzyma się kurczowo tradycji bajkowych. Kiedy poczuje się nieskrępowana konwencjami literackimi, gdy zapomni o przeszłości książkowej – będzie mogła ulepszyć swoją Agatę i przygody jej podopiecznych. Na razie oferuje dzieciom w miarę bezpieczne i dość neutralne pod kątem emocji opowiastki, które nie będą męczyć dydaktyzmem, umiarkowanie rozbawią, ale też nieco rozbudzą fantazję.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ewa Karwan-Jastrzębska: Agata z placu Słonecznego. Przybycie Agaty

Marginesy, Warszawa 2012.

Siostra Mary

Zwykle w literaturze czwartej, kiedy tylko rodzice znikną z pola widzenia, dzieci zaczynają przeżywać najróżniejsze przygody. Ewa Karwan-Jastrzębska, wpatrzona w Mary Poppins, postanowiła zasugerować maluchom smak przygód. Tak powstał tom „Agata z placu Słonecznego. Przybycie Agaty” – i chociaż niezwykła niania zajmuje tu sporo miejsca i owiana jest aurą tajemniczości, wcale nie musi podbijać serc kilkulatków. Bardziej będzie się bowiem liczyło przejście do nieznanej literackiej krainy – pojawienie się Agaty to tylko pretekst, uzasadnienie dla dziwnych wydarzeń, które mają dopiero nastąpić.

W domu jest pięcioro dzieci. Starsze bliźniaki i młodsze Nieznośne Trojaczki nie mogą wybrać się z rodzicami w podróż na Nową Gwineę – by nie stały się posiłkiem dla ludożerców. To wystarczające wyjaśnienie, by do domu wprowadzić nową opiekunkę, Agatę. Agata wie wszystko, bez trudu rozszyfrowuje sekrety dzieci, umie okiełznać nawet najbardziej rozbrykane kilkulatki, a przy tym jest też surowa i stanowcza jak Mary Poppins. Ewa Karwan-Jastrzębska stara się przywrócić zasady dobrego wychowania dzieci i tęskni wyraźnie za „staroświeckimi” dzisiaj wzorcami, prawdopodobnie stąd czytelne nawiązania do angielskich tradycji literackich – mimo że Agata nie ma szans na wzbudzenie sympatii u małych odbiorców. Jej książkowa poprzedniczka potrafiła wykonywać rozmaite magiczne sztuczki, w porównaniu z nią Agata wypada zwyczajnie, nawet gdy zaskakuje dzieci niekonwencjonalnymi postawami. Dlatego też Karwan-Jastrzębska, poskramiając fantazję, nadaje swojej bohaterce cechy nierzeczywiste, łatwe do wytłumaczenia: do talentów Agaty ma między innymi należeć władanie samurajską bronią. Tym samym nawet do największych racjonalistów dotrze kreacja postaci – i łatwo będzie wykazać, dlaczego dla rodzeństwa Agata staje się obiektem podziwu.

Stosunkowo wolno rozwija się ta książka: od wiadomości o wyjeździe rodziców do rzeczywistego rozstania mija sporo czasu – w którym nie może stać się zbyt wiele dziwnego. Karwan-Jastrzębska proponuje zagadki, ale rozwiązuje je niemal od razu, tak, że mali czytelnicy nie zdążą się nad nimi porządnie zastanowić. Tu najbardziej liczy się aura tajemniczości i możliwość uczestniczenia w zjawiskach nieznanych dorosłym. Autorka powołuje do istnienia krainę wyobraźni, w której dobro musi walczyć ze złem, nie bez pomocy małych bohaterów. Jednym słowem, miksuje w swoim tomie różne literackie schematy i nieco je odświeża, sugerując dzieciom, że mają do czynienia z wielką przygodą dostępną na wyciągnięcie ręki.

Warto zauważyć, że równie ważne jak opisywane doświadczenia okazuje się tło książki. Jest tu potencjał na całą serię przygód, jest obietnica doznań na miarę znajdowania skarbów. Dzieci mieszkają w ogromnym domu i mogą bawić się we wszystkich jego zakamarkach, rodzice są entuzjastami egzotycznych podróży, a wszystkowiedząca niania i jeden z pracowników szkoły to niemal istoty nie z tego świata, źródło zagadek i bodziec do przygód. Karwan-Jastrzębska nie chce maluchów rozleniwiać, bardziej podpowiada, co może się za sprawą oryginalnej opiekunki przytrafić, niż zdradza wszystkie swoje pomysły. Widać u niej też chęć zainteresowania dzieci klasyką literatury czwartej – często wspomina o różnych powieściach, które podobają się całym pokoleniom. Zapewne pod wpływem lektury część odbiorców zechce sięgnąć i po rekomendowane przez autorkę tytuły.

piątek, 23 września 2011

Ewa Karwan-Jastrzębska: Sobowtór

Nasza Księgarnia, Warszawa 2011.

Scenariusz dla dwojga

Pierwsze, co zwraca uwagę czytelniczek podczas lektury książki Ewy Karwan-Jastrzębskiej „Sobowtór”, to język: nie naturalny, właściwy zwykłym zwierzeniom przeciętnych nastolatek, a wzbogacany o setki dodatkowych, oceniających komentarzy, pełen przymiotników i przysłówków, które na początku tworzą niemal labirynt, utrudniający drogę do umysłu bohaterki, Zuzanny. Bo też i Zuzanna uważa siebie za indywidualistkę i oryginalną dziewczynę, która wybiera samotność bo nie identyfikuje się z nieciekawymi rówieśnicami. W związku z tym, że zniechęcają ją zachowania stadne, nie ma zamiaru wzdychać do nowego superprzystojniaka, który pojawił się właśnie w jej szkole (zapewne dlatego Michał zwraca uwagę właśnie na Zuzannę i stara się ją poderwać). Scenariusz znany od dawna, a w literaturze dla dziewczyn też często spotykany, Ewa Karwan-Jastrzębska ubarwia nietypową pasją Michała: chłopak uwielbia mangę a właściwie – jedną mangową bohaterkę, Asukę. Ze swojej poprzedniej dziewczyny uczynił wierną kopię Asuki – i stracił nią zainteresowanie, czemu przysłużyła się też chorobliwa zazdrość partnerki. W Zuzannie widzi dobry materiał na kolejną Asukę. Tymczasem Zuzanna wmawia sobie, że jest odporna na zaloty – nie zamierza dać się skrzywdzić któremukolwiek przedstawicielowi płci brzydkiej. Zamknięta w sobie, niechętna do zawierania nowych znajomości, aspołeczna wręcz, tworzy sobie z samotności pancerz ochronny. Bohaterka interesuje się jeżami – Karwan-Jastrzębska uruchomiła w pewnym momencie ową cechę osobowości i na długo o niej zapomniała, ale i tak fakt ten może posłużyć za celne określenie charakteru Zuzanny. I tak rozpoczyna się opowieść, która – chociaż za każdym razem realizuje podobny schemat – zawsze wciąga tak samo. Odbiorczynie będą „Sobowtórem” zachwycone.

Autorka zdecydowała się na przedstawienie zachowań postaci, ale nie radykalnych konsekwencji ich czynów. Magda szantażami zmusza Michała do powrotu i chociaż chłopak początkowo zmęczony jest zazdrością, z czasem coraz częściej o histerycznej nastolatce myśli. Sam bohater też nie uczy się, że mangowa Asuka jest gorsza niż jej realne kopie – w „Sobowtórze” młodzież raczej się nie zmienia, jakby autorce zależało na utrzymaniu prawdopodobnych charakterów. Emocjami nasyca za to także drugi plan: kłopoty z rodzicami zyskują tu nowy wymiar, pojawia się nauczyciel-szowinista oraz wyraziste przyjaciółki Zuzanny. Karwan-Jastrzębska buduje dalszy plan starannie, żeby nie musiała się tłumaczyć z wyboru kierunku, w jakim zmierza akcja – oraz z samego języka książki, kontrastu dla prostych poppowieści.

W „Sobowtórze” Zuzanna i Michał, chociaż połączeni nastoletnim zauroczeniem, prowadzą w zasadzie dwie różne historie – i każde z nich opowiada bardziej o sobie niż o partnerze w związku. Autorka przepuściła wątek miłosny przez dwie subiektywne relacje, związane z pożądaniem (on) i nadziejami (ona), ale uniknęła roztkliwiania się nad zaletami ukochanego/ukochanej: nastolatki prawie się w tych opowieściach nie zauważają, a jeśli już – to przez pryzmat własnego ja. Ciekawe to ujęcie, dość przekonująco zrealizowane, mimo że ryzykowne z punktu widzenia idealistycznie nastawionych odbiorczyń. I jeszcze wprowadzenie trzeciej narracji (i trzeciej czcionki) za połową tomu będzie elementem, który zaskakuje, jakby Karwan-Jastrzębska bała się wprowadzić trzecioosobowego narratora tak bardzo, że wolała złamać zasady konstrukcyjne powieści. Trzeci głos, wprowadzony bez uprzedzenia, zasugeruje jednak, że historia może się zaraz rozpocząć na nowo – niekoniecznie z podobnym zakończeniem. To otwiera młodym czytelniczkom możliwość snucia pięknych marzeń.