Poradnia K, Warszawa 2024 (wydanie II).
Pretensje
Anielka nie za bardzo wie, co myśleć o całej sytuacji w domu. Bo niedawno wprowadziła się do nich babcia i wszystko się pozmieniało. Babcia jest chora, co bohaterce cierpliwie tłumaczą jej rodzice i starsza siostra, Patrycja - ale Anielka wyrzuca to z myśli i świadomości. Woli uznać, że z ukochaną babcią zamieszkał niewidzialny pan, pan A., który jest odpowiedzialny za wszystkie nieszczęścia, smutki i problemy. Anielka próbuje na swój sposób radzić sobie z sytuacją - a ta nie jest prosta, bo nawet mama Anielki ma kłopoty z przyzwyczajeniem się do nowych wyzwań. Babcia czasami jest zwyczajną babcią, kochającą i miłą, ale znacznie częściej zachowuje się dziwnie. Nie pachnie już tak, jak dawniej (bo zdarza jej się nie utrzymać moczu, nie mówiąc o tym, że zażywane przez nią lekarstwa także nie pozostają bez wpływu na odczucia wrażliwego dziecka), myli imiona (uparcie nazywa swoje wnuczki imionami dzieci), ale przede wszystkim wykonuje dziwne czynności, które wyzwalają lęk u wszystkich. Pewnego dnia na przykład wyciąga zapasy jedzenia z lodówki, żeby zamiast nich poustawiać na półkach buty. Nie rozumie, dlaczego nie powinna tak robić, nie docierają do niej prośby ani awantury ze strony córki. Dlatego Anielka postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i przekonać pana A., żeby opuścił babcię i żeby w ten sposób wszystko wróciło do normy. "Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer" to książka wzruszająca i wstrząsająca. Anna Sakowicz przygląda się tu postępom choroby i scenom, na jakie człowiek nigdy nie może się przygotować - obserwowanie, jak ktoś bliski traci powoli kontakt z rzeczywistością jest wyjątkowo bolesne. Anielka musi zatem w przyspieszonym tempie dojrzeć - na razie ocenia po swojemu wszystko, czego jest świadkiem. Pozwala sobie na silne emocje wobec choroby - pan A. staje się obiektem pretensji i żalu, ale to niestety nie skłania go do opuszczenia domu. Anielka nie ustaje w wysiłkach, nawet jeśli jej infantylne pomysły nie budzą aprobaty innych członków rodziny. Babcia nie daje wsparcia, a mama stale chodzi podenerwowana. Zwłaszcza że choroba postępuje i wyzwala coraz bardziej niepokojące zachowania. Anna Sakowicz odmalowuje rzeczywistość codzienności z chorym w listach małej dziewczynki - Anielka przedstawia kolejne wydarzenia, które pokazują zmiany i kłopoty, przypomina dorosłym, że najmłodsze pokolenie też cierpi, boi się i potrzebuje pomocy - o czym łatwo zapomnieć, gdy trzeba zająć się najstarszymi. Jednak autorka nie chce przerażać odbiorców, ta książka o wiele bardziej wpłynie na pokolenie dorosłych, którzy mogą się zaraz mierzyć z podobnymi zmartwieniami. Autorka tłumaczy, że czasem nie wystarczy opieka bliskich i potrzeba specjalistycznego wsparcia, ale jednocześnie uświadamia czytelnikom, że bycie z chorą osobą jest bardzo ważne. Pokazuje różne oblicza choroby, oswaja z tematem, który dzieciom wydać się może bardzo egzotyczny. Ewa Beniak-Haremska ilustruje tutaj książkę trochę w stylu Iwony Chmielewskiej, oddala pozory bajkowości, stawia na dość ponury realizm. "Listy do A" to publikacja, która ma przyzwyczajać do Alzheimera w rodzinie (a żeby pan A. nie pozostał do końca zły - autorka dodaje posłowie, w którym omawia sylwetkę Alzheimera i istotę choroby). To książka ważna i potrzebna, chociaż niewesoła.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Sakowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Sakowicz. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 września 2024
wtorek, 4 lipca 2023
Anna Sakowicz: Skrzydlate książki
Poradnia K, Warszawa 2023.
Pomoc w słowach
Kiedy ma się w pamięci, jakie perły literatury czwartej powstawały podczas drugiej wojny światowej - i kompletnie nie odnosiły się do ponurej rzeczywistości - powroty do historii i wykorzystywanie jej jako kanwy opowieści dla młodych czytelników zwykle wzbudzają co najmniej wątpliwości. Bardzo często też czynnikiem przekreślającym opowieść staje się nadreprezentacja autotematyzmu - młodsi odbiorcy nie chcą czytać o książkach, a przynajmniej nie w podstawowym kierunku fabuły. Jeśli wziąć to pod uwagę, to Anna Sakowicz już na starcie mocno utrudnia sobie zadanie zaistnienia na rynku literatury czwartej. A jednak "Skrzydlate książki" to powieść, która młodych czytelników przyciągnie i przekona do siebie.
To narracja z ważnym przesłaniem. Troje dzieci - Klara, Dawid i Jasiek - to sąsiedzi z jednej kamienicy w Wolnym Mieście Gdańsk. Razem się bawią, razem zwiedzają i ciągle dyskutują. Mogą na siebie liczyć i dobrze czują się w swoim towarzystwie. Nikomu nie przeszkadza, że Klara jest Niemką, Jasiek Polakiem a Dawid - Żydem. Dopiero kiedy nastroje antysemickie zaczynają trafiać do codziennych rozmów, a rodzice coraz częściej zastanawiają się nad wyjazdem, dopiero kiedy język dorosłych przenika do haseł głoszonych (raczej bezrefleksyjnie) przez dzieci, zaczyna się robić groźnie. Wojna nie jest tutaj tematem podstawowym - tę rolę przejmuje nienawiść, która nie ma podstaw innych niż narodowościowe. Ludzie, którzy żyli w spokoju i zgodzie ze sobą, nagle zaczynają dostrzegać dzielące ich różnice. Szukają winnych i oskarżają pozostałe nacje o wszystkie nieszczęścia. Im więcej takich komentarzy, tym trudniej walczyć z rozpleniającym się złem. Nic dziwnego, że jego ofiarą padają dzieci, które nawet niewiele z nastrojów społecznych rozumieją. Klara, Dawid i Jasiek już wkrótce przestaną żyć w beztroskim świecie.
Ale to dopiero wstęp do opowieści, która - jak to często przy niewesołym kontekście historycznym bywa - rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami. Dzieci trafiają na frunące stado książek, znajdują wśród nich taką, która potrzebuje pomocy. Wybierają się zatem do introligatora Samuela, by uratować tajemnicze dzieło. Tutaj znajduje się przejście do krainy fantazji, krainy, która uchronić może dzieci przed tragicznym losem. Za drzwiami u introligatora nie ma mowy o wojnie, a przynajmniej nie o tej, która toczy się na ulicach Gdańska i która wywołuje pytania o losy rodzin bohaterów. Tu dzieci będą się zastanawiać nad przetrwaniem w zupełnie innym wymiarze: znajdą się w centrum wydarzeń fantastycznych i nie do końca wyjaśnionych. Kraina Nienapisanych Książek to miejsce, w którym pisarze znajdują pomysły na swoje dzieła - ale te pomysły trzeba najpierw zebrać. Do tego mnóstwo będzie potyczek i pojedynków, bo przecież ucieczka od wojny nie polega na ciągłej sielance - zamienia Anna Sakowicz powieść w przygodówkę fantasy. Prowadzi narrację tak, że uda jej się zaintrygować małych czytelników i przekonać ich zarówno do zgłębiania przeszłości, jak i do ćwiczenia wyobraźni - w końcu Kraina Nienapisanych Książek w pewnym sensie wymusza kreatywność. Bohaterowie przekonują się, że nie w każdym świecie liczą się narzucane podziały i że istnieją przestrzenie, w których mimo wszystko mogą się przyjaźnić.
Pomoc w słowach
Kiedy ma się w pamięci, jakie perły literatury czwartej powstawały podczas drugiej wojny światowej - i kompletnie nie odnosiły się do ponurej rzeczywistości - powroty do historii i wykorzystywanie jej jako kanwy opowieści dla młodych czytelników zwykle wzbudzają co najmniej wątpliwości. Bardzo często też czynnikiem przekreślającym opowieść staje się nadreprezentacja autotematyzmu - młodsi odbiorcy nie chcą czytać o książkach, a przynajmniej nie w podstawowym kierunku fabuły. Jeśli wziąć to pod uwagę, to Anna Sakowicz już na starcie mocno utrudnia sobie zadanie zaistnienia na rynku literatury czwartej. A jednak "Skrzydlate książki" to powieść, która młodych czytelników przyciągnie i przekona do siebie.
To narracja z ważnym przesłaniem. Troje dzieci - Klara, Dawid i Jasiek - to sąsiedzi z jednej kamienicy w Wolnym Mieście Gdańsk. Razem się bawią, razem zwiedzają i ciągle dyskutują. Mogą na siebie liczyć i dobrze czują się w swoim towarzystwie. Nikomu nie przeszkadza, że Klara jest Niemką, Jasiek Polakiem a Dawid - Żydem. Dopiero kiedy nastroje antysemickie zaczynają trafiać do codziennych rozmów, a rodzice coraz częściej zastanawiają się nad wyjazdem, dopiero kiedy język dorosłych przenika do haseł głoszonych (raczej bezrefleksyjnie) przez dzieci, zaczyna się robić groźnie. Wojna nie jest tutaj tematem podstawowym - tę rolę przejmuje nienawiść, która nie ma podstaw innych niż narodowościowe. Ludzie, którzy żyli w spokoju i zgodzie ze sobą, nagle zaczynają dostrzegać dzielące ich różnice. Szukają winnych i oskarżają pozostałe nacje o wszystkie nieszczęścia. Im więcej takich komentarzy, tym trudniej walczyć z rozpleniającym się złem. Nic dziwnego, że jego ofiarą padają dzieci, które nawet niewiele z nastrojów społecznych rozumieją. Klara, Dawid i Jasiek już wkrótce przestaną żyć w beztroskim świecie.
Ale to dopiero wstęp do opowieści, która - jak to często przy niewesołym kontekście historycznym bywa - rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami. Dzieci trafiają na frunące stado książek, znajdują wśród nich taką, która potrzebuje pomocy. Wybierają się zatem do introligatora Samuela, by uratować tajemnicze dzieło. Tutaj znajduje się przejście do krainy fantazji, krainy, która uchronić może dzieci przed tragicznym losem. Za drzwiami u introligatora nie ma mowy o wojnie, a przynajmniej nie o tej, która toczy się na ulicach Gdańska i która wywołuje pytania o losy rodzin bohaterów. Tu dzieci będą się zastanawiać nad przetrwaniem w zupełnie innym wymiarze: znajdą się w centrum wydarzeń fantastycznych i nie do końca wyjaśnionych. Kraina Nienapisanych Książek to miejsce, w którym pisarze znajdują pomysły na swoje dzieła - ale te pomysły trzeba najpierw zebrać. Do tego mnóstwo będzie potyczek i pojedynków, bo przecież ucieczka od wojny nie polega na ciągłej sielance - zamienia Anna Sakowicz powieść w przygodówkę fantasy. Prowadzi narrację tak, że uda jej się zaintrygować małych czytelników i przekonać ich zarówno do zgłębiania przeszłości, jak i do ćwiczenia wyobraźni - w końcu Kraina Nienapisanych Książek w pewnym sensie wymusza kreatywność. Bohaterowie przekonują się, że nie w każdym świecie liczą się narzucane podziały i że istnieją przestrzenie, w których mimo wszystko mogą się przyjaźnić.
piątek, 3 czerwca 2022
Anna Sakowicz: Za przyjaźń!
Luna, Warszawa 2022.
Przedawnienie
Taka przyjaźń zdarza się tylko w książkach. Cztery dziewczynki, które w szkole podstawowej przekonują się, że warto trzymać się razem, przez długi czas tworzą niedostępną dla innych paczkę. Z zewnątrz postrzegane są jako zołzy, zresztą kto chce się dostać do ich grona albo zrobi krzywdę jednej z nich, spotka się ze srogą zemstą całej grupy. Wielkie przysięgi, obietnice utrzymywania kontaktu - wszystko na nic, bo, jak to zwykle bywa, dorosłość rozdziela bohaterki. Spotykają się one już jako kobiety po przejściach, które na chwilę przyjeżdżają do rodzinnego miasteczka: wprawdzie nie mają zamiaru podtrzymywać znajomości, jednak przypadek sprawia, że ich drogi ponownie się krzyżują. A na jaw wychodzą kolejne sekrety z przeszłości, to, co rozdzieliło zgraną grupę. Gdyby kobiety dotrzymały przysięgi i pojawiły się po trzech dekadach w umówionym miejscu, od razu poznałyby przynajmniej część prawdy, która składała się na finał sprawy sprzed lat. Jednak to Krystyna dowiaduje się czegoś, co rzuca nowe światło na przeszłość. Wszystko za sprawą Pietrka, miejscowego pijaczka i dawnego kolegi z klasy.
Dwie kobiety są niemal niewidoczne, pozostają w tle opowieści. Na pierwszy plan wysuwają się Lucyna i Krystyna. Ta pierwsza zarządza policją w miasteczku i ma romans z żonatym mężczyzną - gdyby to wyszło na jaw, jej kariera błyskawicznie by runęła. Krystyna już boryka się z ludzką nieżyczliwością. Nie dość, że znalazła szczęście dopiero poza małżeństwem, to - odważyła się na romans z kobietą. Nie miała pojęcia o swoich skłonnościach, ale Wiki udowodniła jej, jak blisko można być z drugą osobą. Krystyna nie ma pojęcia, jak potoczą się jej losy, przekonuje się jednak, że mentalności małomiasteczkowej nie zmieni: rodzice nie wpuszczają jej do domu i nie pozwalają na szukanie szczęścia. Stopniowo bohaterki wyznają sobie wzajemnie prawdę, nawet tę najbardziej bolesną (choćby funkcjonowanie w przemocowym związku): dowiadują się rzeczy strasznych i paradoksalnie dzięki temu łatwiej im zmierzyć się z czymś, co stało się najważniejszą dla nich tajemnicą. Przez trzy dekady żyły z piętnem, które dopiero teraz będzie można zdjąć. Spotkanie także dla Pietrka będzie miało poważne konsekwencje. Autorka nie obiecuje, że dostrzeżenie w miejscowym menelu człowieka sprawi, że ten zechce się zmienić - ale potrafi przypomnieć, że szacunek należy się każdemu, bez względu na to, jak potoczyła się jego droga.
Anna Sakowicz buduje intrygę starannie i z wyczuleniem na potężne kłopoty oraz ich dalekosiężne konsekwencje. Szuka specjalnie tematów niewygodnych i rzadkich w powieściach obyczajowych: tutaj pojawia się motyw bezdomności i biedy, są groźne wypadki i pobicia, sprawy, na które nie ma społecznego przyzwolenia, sprawy zamiatane pod dywan i tematy tabu. W tym wszystkim widnieje jednak także nadzieja na normalność, chociaż autorka nie obiecuje wielkich miłości czy idealizowanych rozwiązań na finał. Cztery kobiety muszą samodzielnie wypracować możliwość zwyczajnego funkcjonowania w maksymalnie niegościnnym społeczeństwie: mała miejscowość wydobywa najgorsze cechy z ludzi - i tym "Za przyjaźń" będzie różnić się od standardowych obyczajówek. Czytelniczki otrzymują zatem zestaw nieoczywistych wydarzeń i mogą dać się z łatwością wciągnąć w dylematy postaci. Poza przeżywaniem tego, co odczuwają bohaterki, odbiorczynie będą musiały się zastanowić nad możliwościami działania i wyborami.
Przedawnienie
Taka przyjaźń zdarza się tylko w książkach. Cztery dziewczynki, które w szkole podstawowej przekonują się, że warto trzymać się razem, przez długi czas tworzą niedostępną dla innych paczkę. Z zewnątrz postrzegane są jako zołzy, zresztą kto chce się dostać do ich grona albo zrobi krzywdę jednej z nich, spotka się ze srogą zemstą całej grupy. Wielkie przysięgi, obietnice utrzymywania kontaktu - wszystko na nic, bo, jak to zwykle bywa, dorosłość rozdziela bohaterki. Spotykają się one już jako kobiety po przejściach, które na chwilę przyjeżdżają do rodzinnego miasteczka: wprawdzie nie mają zamiaru podtrzymywać znajomości, jednak przypadek sprawia, że ich drogi ponownie się krzyżują. A na jaw wychodzą kolejne sekrety z przeszłości, to, co rozdzieliło zgraną grupę. Gdyby kobiety dotrzymały przysięgi i pojawiły się po trzech dekadach w umówionym miejscu, od razu poznałyby przynajmniej część prawdy, która składała się na finał sprawy sprzed lat. Jednak to Krystyna dowiaduje się czegoś, co rzuca nowe światło na przeszłość. Wszystko za sprawą Pietrka, miejscowego pijaczka i dawnego kolegi z klasy.
Dwie kobiety są niemal niewidoczne, pozostają w tle opowieści. Na pierwszy plan wysuwają się Lucyna i Krystyna. Ta pierwsza zarządza policją w miasteczku i ma romans z żonatym mężczyzną - gdyby to wyszło na jaw, jej kariera błyskawicznie by runęła. Krystyna już boryka się z ludzką nieżyczliwością. Nie dość, że znalazła szczęście dopiero poza małżeństwem, to - odważyła się na romans z kobietą. Nie miała pojęcia o swoich skłonnościach, ale Wiki udowodniła jej, jak blisko można być z drugą osobą. Krystyna nie ma pojęcia, jak potoczą się jej losy, przekonuje się jednak, że mentalności małomiasteczkowej nie zmieni: rodzice nie wpuszczają jej do domu i nie pozwalają na szukanie szczęścia. Stopniowo bohaterki wyznają sobie wzajemnie prawdę, nawet tę najbardziej bolesną (choćby funkcjonowanie w przemocowym związku): dowiadują się rzeczy strasznych i paradoksalnie dzięki temu łatwiej im zmierzyć się z czymś, co stało się najważniejszą dla nich tajemnicą. Przez trzy dekady żyły z piętnem, które dopiero teraz będzie można zdjąć. Spotkanie także dla Pietrka będzie miało poważne konsekwencje. Autorka nie obiecuje, że dostrzeżenie w miejscowym menelu człowieka sprawi, że ten zechce się zmienić - ale potrafi przypomnieć, że szacunek należy się każdemu, bez względu na to, jak potoczyła się jego droga.
Anna Sakowicz buduje intrygę starannie i z wyczuleniem na potężne kłopoty oraz ich dalekosiężne konsekwencje. Szuka specjalnie tematów niewygodnych i rzadkich w powieściach obyczajowych: tutaj pojawia się motyw bezdomności i biedy, są groźne wypadki i pobicia, sprawy, na które nie ma społecznego przyzwolenia, sprawy zamiatane pod dywan i tematy tabu. W tym wszystkim widnieje jednak także nadzieja na normalność, chociaż autorka nie obiecuje wielkich miłości czy idealizowanych rozwiązań na finał. Cztery kobiety muszą samodzielnie wypracować możliwość zwyczajnego funkcjonowania w maksymalnie niegościnnym społeczeństwie: mała miejscowość wydobywa najgorsze cechy z ludzi - i tym "Za przyjaźń" będzie różnić się od standardowych obyczajówek. Czytelniczki otrzymują zatem zestaw nieoczywistych wydarzeń i mogą dać się z łatwością wciągnąć w dylematy postaci. Poza przeżywaniem tego, co odczuwają bohaterki, odbiorczynie będą musiały się zastanowić nad możliwościami działania i wyborami.
piątek, 10 kwietnia 2020
Anna Sakowicz: Niebieskie motyle
Edipresse Książki, Warszawa 2020.
Poszukiwania
Ta książka jest inna niż dotychczasowe propozycje Anny Sakowicz, bardziej mroczna, bardziej sensacyjna, ale wciąż ciekawa i wciągająca również fanki literatury kobiecej. „Niebieskie motyle” tam, gdzie kryminał potrzebuje detektywa, korzystają z usług jasnowidza, a tam, gdzie rozpocząć się mógłby harlequinowy romans – wprowadzają konwencję z powieści psychologicznej. I to jest w tej lekturze cenne i dość udane. Anna Sakowicz z wprawą prowadzi tutaj relację dotyczącą życia trzech sióstr, z których jedna pewnego dnia znika bez śladu, pozostawiając dwójkę dzieci, niespecjalnie przejętego męża i zestaw obrazów. Ale historia ma swój początek w dość odległej przeszłości, w chwili, gdy trzy małe dziewczynki, Małgosia, Ania i Matylda, składają przysięgę, że zawsze będą trzymać się razem. Już jako dorosłe wiedzą, że życie pisze własne scenariusze. Prawdziwość więzi siostrzanych zweryfikować muszą wtedy, gdy Gośka ginie. To sprawia, że do jej domu i pracowni sprowadzają się Anna i Matylda – ta pierwsza porzuca swoje życie nauczycielki, ta druga – wraca z zagranicy. Tajemnicza sprawa wyzwala dawne demony: kiedyś Matylda podkochiwała się w chłopaku, którego potem Gośka jej odbiła (i za którego wyszła za mąż): na razie nie potrafi się dogadać z obojętnym i zdystansowanym wobec całej sprawy szwagrem. Dzieci z kolei żądają wyjaśnienia, co stało się z mamą – kilkulatka potrzebuje uwagi i serdeczności, nastolatek – musi wykrzyczeć swój bunt. Sytuacja coraz bardziej się zagęszcza, gdy w pracowni Gośki Matylda odkrywa następny sekret: poznaje kochanka siostry. I tak Anna Sakowicz do śledztwa przez cały czas dodaje nowe składniki, myli tropy i wprowadza wiadomości, których odbiorczynie nie mogły mieć – bo nie miały ich nawet bohaterki. Przy takim rozwoju akcji nie wiadomo nawet, czy Gośka żyje, czy też poszukiwania dotyczą jej ciała. Im dalej w opowieści, tym mniej jest jasne, a autorka z upodobaniem kończy rozdziały dwuznacznościami, tak, by czytelniczki – na moment przed przejściem do wyjaśnienia – mogły zastanawiać się, czy ekspedycja poszukiwawcza ma jeszcze sens.
Anna Sakowicz stawia na krótkie rozdziały i intensywne emocje. Najpierw siostry zastanawiają się, co mogło się stać i przyglądają uważnie podejrzanemu-szwagrowi, w miarę upływu czasu rozrasta się krąg osób, które mogą udzielić drobnych informacji na temat Gośki. Do tego dochodzą jeszcze samodzielne obserwacje oraz odkrycia, które pozornie nie mają związku z sytuacją – jak kwestia niebieskich motyli i widzenia niebieskiej barwy w przyrodzie. To ciekawostki, na których Anna Sakowicz buduje część poszukiwań. Na pewno ta autorka nie chce znudzić czytelniczek rutyną – dlatego też pozwala sobie na odejście od schematów z poczytnych obyczajówek. Myli tropy, udaje, że jest zainteresowana innymi gatunkami, poszukuje i nie boi się rozwiązań granicznych. „Niebieskie motyle” nie są może czytadłem lekkim i łatwym w każdym aspekcie – ale pozwalają zastanowić się nad relacjami z bliskimi i nad ceną wolności. To historia, która dzięki swojej odmienności może się podobać – zwłaszcza że Anna Sakowicz ma już wprawę w kreowaniu intrygujących bohaterek.
Poszukiwania
Ta książka jest inna niż dotychczasowe propozycje Anny Sakowicz, bardziej mroczna, bardziej sensacyjna, ale wciąż ciekawa i wciągająca również fanki literatury kobiecej. „Niebieskie motyle” tam, gdzie kryminał potrzebuje detektywa, korzystają z usług jasnowidza, a tam, gdzie rozpocząć się mógłby harlequinowy romans – wprowadzają konwencję z powieści psychologicznej. I to jest w tej lekturze cenne i dość udane. Anna Sakowicz z wprawą prowadzi tutaj relację dotyczącą życia trzech sióstr, z których jedna pewnego dnia znika bez śladu, pozostawiając dwójkę dzieci, niespecjalnie przejętego męża i zestaw obrazów. Ale historia ma swój początek w dość odległej przeszłości, w chwili, gdy trzy małe dziewczynki, Małgosia, Ania i Matylda, składają przysięgę, że zawsze będą trzymać się razem. Już jako dorosłe wiedzą, że życie pisze własne scenariusze. Prawdziwość więzi siostrzanych zweryfikować muszą wtedy, gdy Gośka ginie. To sprawia, że do jej domu i pracowni sprowadzają się Anna i Matylda – ta pierwsza porzuca swoje życie nauczycielki, ta druga – wraca z zagranicy. Tajemnicza sprawa wyzwala dawne demony: kiedyś Matylda podkochiwała się w chłopaku, którego potem Gośka jej odbiła (i za którego wyszła za mąż): na razie nie potrafi się dogadać z obojętnym i zdystansowanym wobec całej sprawy szwagrem. Dzieci z kolei żądają wyjaśnienia, co stało się z mamą – kilkulatka potrzebuje uwagi i serdeczności, nastolatek – musi wykrzyczeć swój bunt. Sytuacja coraz bardziej się zagęszcza, gdy w pracowni Gośki Matylda odkrywa następny sekret: poznaje kochanka siostry. I tak Anna Sakowicz do śledztwa przez cały czas dodaje nowe składniki, myli tropy i wprowadza wiadomości, których odbiorczynie nie mogły mieć – bo nie miały ich nawet bohaterki. Przy takim rozwoju akcji nie wiadomo nawet, czy Gośka żyje, czy też poszukiwania dotyczą jej ciała. Im dalej w opowieści, tym mniej jest jasne, a autorka z upodobaniem kończy rozdziały dwuznacznościami, tak, by czytelniczki – na moment przed przejściem do wyjaśnienia – mogły zastanawiać się, czy ekspedycja poszukiwawcza ma jeszcze sens.
Anna Sakowicz stawia na krótkie rozdziały i intensywne emocje. Najpierw siostry zastanawiają się, co mogło się stać i przyglądają uważnie podejrzanemu-szwagrowi, w miarę upływu czasu rozrasta się krąg osób, które mogą udzielić drobnych informacji na temat Gośki. Do tego dochodzą jeszcze samodzielne obserwacje oraz odkrycia, które pozornie nie mają związku z sytuacją – jak kwestia niebieskich motyli i widzenia niebieskiej barwy w przyrodzie. To ciekawostki, na których Anna Sakowicz buduje część poszukiwań. Na pewno ta autorka nie chce znudzić czytelniczek rutyną – dlatego też pozwala sobie na odejście od schematów z poczytnych obyczajówek. Myli tropy, udaje, że jest zainteresowana innymi gatunkami, poszukuje i nie boi się rozwiązań granicznych. „Niebieskie motyle” nie są może czytadłem lekkim i łatwym w każdym aspekcie – ale pozwalają zastanowić się nad relacjami z bliskimi i nad ceną wolności. To historia, która dzięki swojej odmienności może się podobać – zwłaszcza że Anna Sakowicz ma już wprawę w kreowaniu intrygujących bohaterek.
poniedziałek, 2 grudnia 2019
Anna Sakowicz: Dogonić miłość
Edipresse Książki, Warszawa 2019.
Przygody sióstr
Chociaż Agata ma pewien plan na życie – przed czterdziestką (do której jeszcze trzy lata) chce między innymi znaleźć męża i urodzić dziecko – los w pewnych kwestiach decyduje za nią. kobieta mogłaby wybierać spośród tych, którzy ją adorują. Darek to świetny kompan do rozrywkowego trybu egzystencji, Aksel – prawnik – przykuwa wzrok elegancją. Jest jeszcze Emil, były partner Agaty. Decyzja do prostych nie należy, a jeszcze bardziej komplikuje ją (a może właśnie upraszcza!) nieplanowana ciąża. Agata chce urodzić, cieszy się z takiego obrotu spraw – przynajmniej jedna kwestia z planu zostanie zrealizowana. Oczywiście plan na trzy lata to tylko pretekst, a nie podpora dla fabuły jak w szkołach kreatywnego pisania. Na szczęście Anna Sakowicz wie, jak poprowadzić opowieść. Skupia uwagę czytelniczek na sercowych perypetiach Agaty – funduje bohaterce różne wstrząsy emocjonalne z różnych obszarów codzienności. Agata jako napęd historii nie odsunie na dalszy plan swojej siostry. Pola od wypadku, w którym zginął jej ukochany, jest sparaliżowana od pasa w dół. Udowadnia wszystkim, że jest samodzielna: prowadzi samochód, może przygotować posiłki, nie chce pomocy ani litości. Nawet przeprowadza się do własnego mieszkania, kiedy ma już dość konfliktów z rodzicami i chce zakosztować wolności. Bardzo rzadko w obyczajówkach pojawiają się kobiety niepełnosprawne, które odważnie realizują kolejne marzenia. Polę gryzie tylko jedno: uważa, że nie znajdzie się mężczyzna, który z własnej woli zainteresowałby się kobietą na wózku. Aranżuje kolejne spotkania i znajomości, ale widzi, co się dzieje: dostrzega rozczarowanie w oczach potencjalnych partnerów, uczestniczy też w sercowych dylematach koleżanek – czasami dość aktywnie, co może wpędzić ją w kłopoty. Ale czas na zmiany.
W tomie „Dogonić miłość” autorka przedstawia dalsze losy obu sióstr, ale nowe czytelniczki również będą usatysfakcjonowane historią, łatwo połapią się w wydarzeniach i w charakterach postaci, ale też zostaną z serią Plan Agaty na dłużej. Ta książka napisana jest z humorem i wyczuciem. To krzepiąca obyczajówka z posmakiem romansu. Problemy rozwiązują się tu niemal w magiczny sposób, nie można się zbyt długo martwić – w dodatku część spędzających sen z powiek trosk płynie z niewłaściwych interpretacji i nieporozumień między ludźmi, wiele się dzieje na różnych płaszczyznach, nie tylko tej sercowej – pojawi się trochę kryminału, trochę psychologii, sporo komedii. Autorka przygląda się przyjaźni i idealizowanym relacjom rodzinnym, tłumaczy pośrednio, co daje siłę bohaterkom. Daje nadzieję, podsyca krzepiącą lekturę – co z tego, że zbyt piękną, żeby była prawdziwa. Anna Sakowicz właśnie tą serią ma szansę na dłużej zaistnieć na rynku literatury rozrywkowej dla kobiet – Plan Agaty to obiecujący cykl. Wprawdzie przydałoby się usunąć w redakcji szereg nieporozumień w zakresie zaimków (podmiot domyślny nie jest mocną stroną tej autorki), ale to poprawki na etapie redakcji. I tak książka dostarczy sporo radości czytelniczkom. Agata i Pola to bohaterki, których przygody śledzi się bardzo chętnie. Serdeczna obyczajówka pozwala odetchnąć od zwykłych i przyziemnych trosk – tu liczy się kobieca siła, bohaterki zmierzą się z każdym wyzwaniem.
Przygody sióstr
Chociaż Agata ma pewien plan na życie – przed czterdziestką (do której jeszcze trzy lata) chce między innymi znaleźć męża i urodzić dziecko – los w pewnych kwestiach decyduje za nią. kobieta mogłaby wybierać spośród tych, którzy ją adorują. Darek to świetny kompan do rozrywkowego trybu egzystencji, Aksel – prawnik – przykuwa wzrok elegancją. Jest jeszcze Emil, były partner Agaty. Decyzja do prostych nie należy, a jeszcze bardziej komplikuje ją (a może właśnie upraszcza!) nieplanowana ciąża. Agata chce urodzić, cieszy się z takiego obrotu spraw – przynajmniej jedna kwestia z planu zostanie zrealizowana. Oczywiście plan na trzy lata to tylko pretekst, a nie podpora dla fabuły jak w szkołach kreatywnego pisania. Na szczęście Anna Sakowicz wie, jak poprowadzić opowieść. Skupia uwagę czytelniczek na sercowych perypetiach Agaty – funduje bohaterce różne wstrząsy emocjonalne z różnych obszarów codzienności. Agata jako napęd historii nie odsunie na dalszy plan swojej siostry. Pola od wypadku, w którym zginął jej ukochany, jest sparaliżowana od pasa w dół. Udowadnia wszystkim, że jest samodzielna: prowadzi samochód, może przygotować posiłki, nie chce pomocy ani litości. Nawet przeprowadza się do własnego mieszkania, kiedy ma już dość konfliktów z rodzicami i chce zakosztować wolności. Bardzo rzadko w obyczajówkach pojawiają się kobiety niepełnosprawne, które odważnie realizują kolejne marzenia. Polę gryzie tylko jedno: uważa, że nie znajdzie się mężczyzna, który z własnej woli zainteresowałby się kobietą na wózku. Aranżuje kolejne spotkania i znajomości, ale widzi, co się dzieje: dostrzega rozczarowanie w oczach potencjalnych partnerów, uczestniczy też w sercowych dylematach koleżanek – czasami dość aktywnie, co może wpędzić ją w kłopoty. Ale czas na zmiany.
W tomie „Dogonić miłość” autorka przedstawia dalsze losy obu sióstr, ale nowe czytelniczki również będą usatysfakcjonowane historią, łatwo połapią się w wydarzeniach i w charakterach postaci, ale też zostaną z serią Plan Agaty na dłużej. Ta książka napisana jest z humorem i wyczuciem. To krzepiąca obyczajówka z posmakiem romansu. Problemy rozwiązują się tu niemal w magiczny sposób, nie można się zbyt długo martwić – w dodatku część spędzających sen z powiek trosk płynie z niewłaściwych interpretacji i nieporozumień między ludźmi, wiele się dzieje na różnych płaszczyznach, nie tylko tej sercowej – pojawi się trochę kryminału, trochę psychologii, sporo komedii. Autorka przygląda się przyjaźni i idealizowanym relacjom rodzinnym, tłumaczy pośrednio, co daje siłę bohaterkom. Daje nadzieję, podsyca krzepiącą lekturę – co z tego, że zbyt piękną, żeby była prawdziwa. Anna Sakowicz właśnie tą serią ma szansę na dłużej zaistnieć na rynku literatury rozrywkowej dla kobiet – Plan Agaty to obiecujący cykl. Wprawdzie przydałoby się usunąć w redakcji szereg nieporozumień w zakresie zaimków (podmiot domyślny nie jest mocną stroną tej autorki), ale to poprawki na etapie redakcji. I tak książka dostarczy sporo radości czytelniczkom. Agata i Pola to bohaterki, których przygody śledzi się bardzo chętnie. Serdeczna obyczajówka pozwala odetchnąć od zwykłych i przyziemnych trosk – tu liczy się kobieca siła, bohaterki zmierzą się z każdym wyzwaniem.
sobota, 21 kwietnia 2018
Anna Sakowicz: Na dnie duszy
Edipresse Książki, Warszawa 2018.
Rodzinne przypadki
Ta powieść wykorzystuje rynkowe trendy, chociaż Anna Sakowicz trochę próbuje je odświeżyć i zmodyfikować przez świadomych reguł gatunku bohaterów. Pojawia się w "Na dnie duszy" rodzinny sekret - wraz z testamentem babki. Sekret należy do sensacyjnych: w grę wchodzi nieznany nikomu i oddany do adopcji zaraz po urodzeniu brat babki (potencjalne źródło dochodu dla chciwych potomków) raz mityczny skarb możliwy do zdobycia dopiero po rozwiązaniu zagadki. Do tego rodzina bliska jest wyjaśnienia toksycznych zachowań pewnych jej członków. We wszystko miesza Sakowicz wielką historię. Całość przygotowuje tak, by podsuwać odbiorczyniom równolegle trzy opowieści. Pierwsza dotyczy Rozalii, seniorki rodu, od której początek bierze całe zło powracające w następnych pokoleniach. To Rozalia - właśnie zmarła - u schyłku życia dyktuje swoje wspomnienia dorabiającej gdzie popadnie polonistce. Przedstawia tam swoje doświadczenia: aranżowane i kompletnie nieudane małżeństwo, niechciane dzieci, tragedię siostry zgwałconej przez "wyzwolicieli" pod koniec wojny. Prezentuje walkę o szarą codzienność - stosunek do córki i nowy związek. Drugi temat również przenosi w przeszłość, ale tu obiektem analiz jest Donata, córka Rozalii w swoich młodych latach. Donata - później despotyczna i zimna - to dziecko łaknące czułości. Radząc sobie z koszmarem w domu, zaprzyjaźnia się z sąsiadkami, dorosłymi Żydówkami. Trzeci temat to wreszcie teraźniejszość - rzeczywistość Ingi, która czyta pamiętniki babki i boryka się ze skłóconą rodziną. Matka Ingi, czyli Donata, w niczym nie przypomina budzącego kiedyś litość dziecka. Mąż pozostaje zdystansowany i obojętny, a brat węszy w poszukiwaniu nieistniejącego majątku. W takim układzie nawet najgorsza przeszłość staje się odskocznią od problemów.
Autorka ucieka od sentymentów w sarkazm. Babka w testamencie drwi sobie z członków rodziny i bez owijania w bawełnę mówi, co o nich myśli: nie ma więc tu przechodzenia żałoby ani zachowywania powagi sytuacji. Kolejni bohaterowie wyzwalane testamentem informacje oceniają jako materiał na telenowelę i trudno im się dziwić. Widać zatem, że Annie Sakowicz nieobca jest poetyka prześmiewcy - i to sprawdza się w tomie jako równowaga dla tragedii i smutków. Przy takiej wiadomości grania z konwencją razi jednak uparte rozczulanie się przy małej Donacie - objawiające się w bezustannym zdrabnianiu nazw części jej ciała. Bohaterka w dzieciństwie ma tylko nosek lub rączki (dobrze, że dłoni nie da się zdrobnić), główkę i brzuszek. To aż męczy i na pewno nie przekonuje do sprawności narracyjnej. Co z tego, że autorka wtrąca dziewczynkę w sytuacje ważne i obliczone na wywoływanie silnych emocji, skoro atmosferę niszczy deminutywami mnożonymi w nieskończoność. Do tego stopnia, że z ulgą przechodzi się w czasy, gdy Donata już nikogo nie rozczula samym faktem bycia dzieckiem, za to irytuje wszystkich jako despotyczna matka.
"Na dnie duszy" to powieść tworzona według przepisu na udane czytadło dla pań. Autorka realizuje kolejne wyznaczniki gatunku, chociaż stara się do formy podchodzić z dystansem. Widać, kiedy ma zamiar odwoływać się do uczuć czytelniczek, a kiedy wykorzystuje klucze, hasła, które wymagają od odbiorczyń śladowej wiedzy i umiejętności kojarzenia faktów. Jest to lektura rozrywkowa dla szerokiego grona czytelniczek - nie tylko fanek poppowieści historycznych (Sakowicz ucieka od stylizacji tekstowych dzięki wybiegowi z rejestrowaniem i opracowywaniem relacji Rozalii). Jednocześnie autorka nie zawsze do końca przekonuje charakterami, nakazuje bohaterom kontaktować się ze sobą mimo uprzedzeń i wcześniejszych złych doświadczeń. Inga tłumi swoje uczucia wobec rodziny, Pawłowi nikt nie zwraca uwagi na niewłaściwość pazerności. To może w lekturze nieco frustrować.
Rodzinne przypadki
Ta powieść wykorzystuje rynkowe trendy, chociaż Anna Sakowicz trochę próbuje je odświeżyć i zmodyfikować przez świadomych reguł gatunku bohaterów. Pojawia się w "Na dnie duszy" rodzinny sekret - wraz z testamentem babki. Sekret należy do sensacyjnych: w grę wchodzi nieznany nikomu i oddany do adopcji zaraz po urodzeniu brat babki (potencjalne źródło dochodu dla chciwych potomków) raz mityczny skarb możliwy do zdobycia dopiero po rozwiązaniu zagadki. Do tego rodzina bliska jest wyjaśnienia toksycznych zachowań pewnych jej członków. We wszystko miesza Sakowicz wielką historię. Całość przygotowuje tak, by podsuwać odbiorczyniom równolegle trzy opowieści. Pierwsza dotyczy Rozalii, seniorki rodu, od której początek bierze całe zło powracające w następnych pokoleniach. To Rozalia - właśnie zmarła - u schyłku życia dyktuje swoje wspomnienia dorabiającej gdzie popadnie polonistce. Przedstawia tam swoje doświadczenia: aranżowane i kompletnie nieudane małżeństwo, niechciane dzieci, tragedię siostry zgwałconej przez "wyzwolicieli" pod koniec wojny. Prezentuje walkę o szarą codzienność - stosunek do córki i nowy związek. Drugi temat również przenosi w przeszłość, ale tu obiektem analiz jest Donata, córka Rozalii w swoich młodych latach. Donata - później despotyczna i zimna - to dziecko łaknące czułości. Radząc sobie z koszmarem w domu, zaprzyjaźnia się z sąsiadkami, dorosłymi Żydówkami. Trzeci temat to wreszcie teraźniejszość - rzeczywistość Ingi, która czyta pamiętniki babki i boryka się ze skłóconą rodziną. Matka Ingi, czyli Donata, w niczym nie przypomina budzącego kiedyś litość dziecka. Mąż pozostaje zdystansowany i obojętny, a brat węszy w poszukiwaniu nieistniejącego majątku. W takim układzie nawet najgorsza przeszłość staje się odskocznią od problemów.
Autorka ucieka od sentymentów w sarkazm. Babka w testamencie drwi sobie z członków rodziny i bez owijania w bawełnę mówi, co o nich myśli: nie ma więc tu przechodzenia żałoby ani zachowywania powagi sytuacji. Kolejni bohaterowie wyzwalane testamentem informacje oceniają jako materiał na telenowelę i trudno im się dziwić. Widać zatem, że Annie Sakowicz nieobca jest poetyka prześmiewcy - i to sprawdza się w tomie jako równowaga dla tragedii i smutków. Przy takiej wiadomości grania z konwencją razi jednak uparte rozczulanie się przy małej Donacie - objawiające się w bezustannym zdrabnianiu nazw części jej ciała. Bohaterka w dzieciństwie ma tylko nosek lub rączki (dobrze, że dłoni nie da się zdrobnić), główkę i brzuszek. To aż męczy i na pewno nie przekonuje do sprawności narracyjnej. Co z tego, że autorka wtrąca dziewczynkę w sytuacje ważne i obliczone na wywoływanie silnych emocji, skoro atmosferę niszczy deminutywami mnożonymi w nieskończoność. Do tego stopnia, że z ulgą przechodzi się w czasy, gdy Donata już nikogo nie rozczula samym faktem bycia dzieckiem, za to irytuje wszystkich jako despotyczna matka.
"Na dnie duszy" to powieść tworzona według przepisu na udane czytadło dla pań. Autorka realizuje kolejne wyznaczniki gatunku, chociaż stara się do formy podchodzić z dystansem. Widać, kiedy ma zamiar odwoływać się do uczuć czytelniczek, a kiedy wykorzystuje klucze, hasła, które wymagają od odbiorczyń śladowej wiedzy i umiejętności kojarzenia faktów. Jest to lektura rozrywkowa dla szerokiego grona czytelniczek - nie tylko fanek poppowieści historycznych (Sakowicz ucieka od stylizacji tekstowych dzięki wybiegowi z rejestrowaniem i opracowywaniem relacji Rozalii). Jednocześnie autorka nie zawsze do końca przekonuje charakterami, nakazuje bohaterom kontaktować się ze sobą mimo uprzedzeń i wcześniejszych złych doświadczeń. Inga tłumi swoje uczucia wobec rodziny, Pawłowi nikt nie zwraca uwagi na niewłaściwość pazerności. To może w lekturze nieco frustrować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






