* * * * * * O tu-czytam

poniedziałek, 1 października 2018

Franca Giansoldati: Demon w Watykanie. Legioniści Chrystusa i sprawa Maciela

W.A.B., Warszawa 2018.

Koszmar

Skandale w kościele katolickim dzielą społeczeństwo i w dyskusji w przestrzeni publicznej widać jedynie skrajne, radykalne głosy. Jedni nie chcą słyszeć o oskarżeniach kierowanych w stronę księży, drudzy szukają tylko argumentów przeciwko duchownym, by nawoływać do odwracania się od wiary. Na taki rynek wchodzi reportażowa książka odnosząca się do najgłośniejszego skandalu ostatnich lat, przestępstw założyciela Legionistów Chrystusa, Marciala Maciela Degollado. Autorka, Franca Giansoldati, rejestruje jego starannie skrywane występki, dociera do relacji ofiar i do dokumentów, w których zło przedstawiane było językiem dyplomacji. Podkreśla rozbieżności w ocenie duchownego, żeby przynajmniej odrobinę wytłumaczyć postawy hierarchów kościoła. W końcu Degollado stworzył silne struktury zgromadzenia, które kształciło kapłanów i katechetów, pozostawał w bliskim kręgu pracowników papież Jana Pawła II – dzięki niemu udała się pierwsza pielgrzymka do Meksyku. Trudno było podważyć zaufanie do tak znaczącej postaci, zwłaszcza że pierwsze doniesienia kryminalne brzmiały raczej jak próby oczerniania znakomitości. Tymczasem w życiorysie „ojca Maciela” pojawiało się coraz więcej wyrządzanego innym zła. Rejestr zachowań nieakceptowanych społecznie (bez względu na status duchownego) obejmował między innymi bigamię (dwie rodziny w dwóch państwach) czy molestowanie seksualne chłopców (w tym – własnych synów), pranie mózgu zgromadzonych w strukturach Legionistów Chrystusa (i przejmowanie ich majątków). Degollado potrafił oszukiwać i planować przestępstwa z zimną krwią, inaczej nie mógłby tak długo prowadzić podwójnego życia. Przy kolejnych szokujących odkryciach nie robiło już wrażenia jego umiłowanie bogactwa, spanie w hotelach czy jeżdżenie limuzynami z kierowcą. Podstawowe pytanie, jakie Giansoldati zadaje, dotyczy powodów ukrywania tych czynów przed papieżem. Jan Paweł II miał nie wiedzieć o nadużyciach kapłana. Dopiero Benedykt XVI odpowiednio zareagował na coraz bardziej dramatyczne wiadomości. Autorka próbuje wyjaśnić, dlaczego nie doszło do procesu kanonicznego i jaka w końcu kara spotkała Degollado – stąd wstępne wskazania dobrych uczynków – które jednak w żaden sposób nie równoważą ogromu zła. Giansoldati nie dąży do tego, żeby odbiorcy zrozumieli duchownego, rezygnuje też z usprawiedliwiania kościelnych hierarchów. Relacjonuje fakty oraz związki przyczynowo-skutkowe. Unika oceniania, zresztą oceny mogą tu być tylko jednoznaczne.

Ale relacjonowanie faktów to niemal wyłączny składnik książki. Autorka szczątkowo przytacza fragmenty oskarżeń ofiar – byłych Legionistów Chrystusa – oraz dyplomatyczne i przez to absurdalne momentami cytaty z oficjalnych dokumentów kościelnych. Ma materiał na literaturę faktu w stylu kryminalno-sensacyjnym, jednak nie interesuje się przesadnie tym, jak Degollado utrzymywał w tajemnicy istnienie dwóch rodzin, ani – jak całą sytuację widziały poszkodowane żony i dzieci. Nie interesuje się i kulisami bogactwa. Odnotowuje zachowania niegodne księdza i nieludzkie przy okazji, ale ich nie pogłębia w opisie, jakby nie chciała wzbudzać niezdrowej sensacji – ani zaspokajać „brukowcowej” ciekawości czytelników: nie ma zamiaru żerować na skandalu (mimo krzykliwego tytułu i przyciągającej wzrok okładki). Jeden po drugim pojawiają się tu występki – bez dalszego ciągu i szukania źródła. Autorka mówi zatem czytelnikom, na czym polegał problem z Degollado w Watykanie – lecz wiele pytań pozostawia bez odpowiedzi, odrzuca możliwość dotarcia do ofiar i przeprowadzania z nimi osobistych wywiadów. Zatrzymuje się na poziomie informacji. I dopiero końcowe wskazanie „demona” jako odpowiedzialnego za przestępstwa kłóci się z tym ascetycznym stylem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com