* * * * * * O tu-czytam

wtorek, 8 grudnia 2015

Hergé: Przygody Tintina. Klejnoty Bianki Castafiore

Egmont, Warszawa 2015.

Śpiewaczka

Tym razem na pierwszy plan Hergé nie wysuwa ani idealnego Tintina ani karykaturalnie słabych w swoim fachu Tajniaka i Jawniaka, chociaż oczywiście wszyscy detektywi pojawiają się w orbicie wydarzeń. Do głosu dochodzi nieidealny, ale przez to sympatyczny, kapitan Baryłka, aktualnie w stanie spoczynku i na lądzie. Kapitan ma ogromny problem, przyjeżdża do niego w odwiedziny rozkapryszona śpiewaczka, Bianka Castafiore. Bohater nie darzy tej damy sympatią i trudno mu się dziwić, diva słynie ze zmiennych humorów i skłonności do siania paniki. Co jakiś czas wydaje jej się, że straciła swoją biżuterię, o czym informuje otoczenie w szarpiący nerwy sposób. Kapitan Baryłka wiele razy pożałuje, że nie udało mu się zrealizować planu ucieczki. Tymczasem w pobliżu dzieją się dziwne rzeczy – zepsuty stopień naraża kolejnych gości na kontuzje, akompaniator Bianki wymyka się z domu po drabinie, a na terenach posiadłości Baryłki rozbija się – zaproszony przez właściciela – tabor cygański. Cyganów zresztą najłatwiej posądzić o drobne kradzieże: trzeba wyzwolić się z więzi stereotypów, żeby znaleźć sensowne wytłumaczenie dla zniknięć cennych drobiazgów. Ten komiks o przygodach Tintina i jego przyjaciół cechuje się licznymi odgałęzieniami fabularnymi, a i dynamiką. Owszem, starsi czytelnicy dostrzegą nieco wymuszone dowcipy – ale dzieci przekonają się do Tintina szybko.

Bianka Castafiore to postać stworzona jako źródło śmiechu, celowo przerysowana, dla bohaterów męcząca, za to dla dzieci niebywale komiczna. Zachowuje się jak typowa gwiazda, której przyziemne sprawy nie interesują. Bianka to dla niektórych obiekt kultu, dla innych – tych, którzy widzą codzienne uciążliwości – frustracji. Hergé bawi się stereotypowymi scenkami i absurdami: osoba, która na próbie nagrania nie jest w stanie sklecić poprawnie nawet jednego zdania, na właściwym nagraniu zamienia się w profesjonalistkę. Kto nie wyłapie wyrafinowanych dowcipów poutykanych gęsto w komiksie, temu zostaną żarty niższe – spadanie ze schodów czy przejęzyczenia. Pod względem humoru „Klejnoty Bianki Castafiore” to tomik przygotowywany niezwykle starannie.

Otoczenie domu kapitana Baryłki sprzyja natomiast rysunkowym popisom. U Tintina to nie zawsze rzecz oczywista, Hergé, kiedy tylko ma taką szansę, koloryt lokalny sugeruje zmianą barw i redukowaniem elementów tła. Tu jest inaczej: mnogość szczegółów sygnalizuje przepych odpowiedni do ugoszczenia divy, a że akcja wciąż przenosi się z domu do ogrodu – na cały teren posiadłości – znajdą się powody do popisywania się rysowniczymi umiejętnościami.

„Klejnoty Bianki Castafiore” są tomikiem utrzymanym w tonie kryminalnym – co zresztą wymusza konwencja, a i obecność Tintina. Tu jednak wykorzystany został rytm (i tylko rytm) noir, jak na komiks – bardzo dużo tu tekstu. Książka zachwyci najmłodszych fanów mimo to, bo jest w niej i wartka akcja, i szereg dowcipów, jest sporo koloru (także w znaczeniu ubarwianej rzeczywistości) – i wielka przygoda. Ważne, że w tej części do podstawowego nurtu opowieści dochodzą kolejne, całkiem liczne i bardzo trafne odnogi historii, pozwalające rzucić nowe światło na bohaterów i ich relacje. Tintin usuwa się w cień, żeby jeszcze bardziej uwypuklić sceny z domu kapitana Baryłki. Dla odbiorców nie pozostanie bez znaczenia także próba walki z krzywdzącymi stereotypami i opiniami. Tintin poucza bez pouczania, funduje teraz czytelnikom sporo zabawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com