* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabina Czupryńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabina Czupryńska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 listopada 2018

Sabina Czupryńska: Jeszcze będzie przepięknie

Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

Dla porzuconych

Ta powieść jest rzeczywistym poradnikiem dla tych wszystkich kobiet, które nie potrafią sobie poradzić po rozstaniu z ukochanym i popełniają szereg błędów, niszcząc siebie, w nadziei, że ukochany się opamięta i wróci. Nie wróci, Sabina Czupryńska próbuje to przekazać najdobitniej jak się da i przekonać odbiorczynie, żeby wzięły się za siebie. Świadoma, że nie będzie to łatwy proces, przedstawia sytuację Jaśminy, bohaterki, która parę razy zirytuje wszystkich czekaniem na cud i robieniem tragedii z rozwodu – bohaterki, w której zatrważająca liczba czytelniczek będzie mogła się przejrzeć.

Jaśmina ma 39 lat i rozstała się z mężem, a dokładniej – mąż od niej odszedł. Kobieta nie dopuszczała do siebie myśli, że w jej związku wszystko dzieje się nie tak, jak powinno, ignorowała sygnały ostrzegawcze, ale oddalanie od siebie prawdy nie pomogło: nie udało się uratować tej relacji, zresztą nie było czego ratować. Marcin, reżyser nagradzanych reklam, nie nadawał się do życia we dwoje, co zaświadczyła też inna jego partnerka. Dla Jaśminy Marcin jednak był ideałem, niezależnie od tego, co robił, albo czego nie robił. Z perspektywy czasu i już po traumie bohaterka może przyznać, jak wiele stresów fundował jej małżonek, począwszy od niesłuchania potrzeb, skończywszy na zrzucaniu Jaśminie na głowę spraw wielkich, w stylu kupienia domu. Toksyczny związek Sabina Czupryńska analizuje od każdej możliwej strony: pokazuje złe zachowania wiecznie nieobecnego i zajętego tylko sobą mężczyzny i kobiety, która poświęca najlepsze lata życia na tęsknotę, czekanie i usprawiedliwianie jego czynów przed sobą i innymi. Do tego skupia się na detalach, nawet na pojedynczych słowach, którymi on daje do zrozumienia (może nawet nieświadomie), że nie ma ochoty na budowanie rodziny. Jaśmina cierpi i z tego cierpienia wypływa mnóstwo goryczy: cała książka opiera się na ironii i na złośliwościach, jest daleka od optymistycznych obyczajówek, jakby trochę na przekór tytułowi. Polega na dogłębnym przeanalizowaniu błędów – jego – prowadzących do ruiny małżeństwa, jej – prowadzących do ruiny poczucia własnej wartości. Jaśmina gotowa jest na wszystko, żeby tylko on wrócił. Staje się żałosna i może tylko budzić litość. Ale taki obrazek jest potrzebny, żeby czytelniczki uświadomiły sobie, dlaczego powinny wziąć się w garść i rozstać z przeszłością – a nawet – w jaki sposób mogą to zrobić, żeby symbolicznie oczyścić myśli. Jaśmina przedstawia w opowieści pojedyncze scenki lub zachowania – opatrując je „konkluzjami poniewczasie”. Jest zadziwiająco trafna w ocenach, ale po fakcie wszystko staje się jasne, wystarczy więc dokładnie prześledzić historię, żeby zrozumieć zawoalowane porady bohaterki.

Sabina Czupryńska odchodzi zatem od typowej obyczajówki, w której natychmiast po rozstaniu pojawia się superprzystojny pocieszyciel, tym razem – miłość na całe życie. Tutaj po rozstaniu można popełnić szereg błędów ze strachu przed samotnością, przed pomyłkami i związkami zastępczymi też autorka ostrzega. Nie daje baśniowych rozwiązań, przestrzega przed ładowaniem się w kolejne pułapki. Żeby jednak uprzyjemnić lekturę i zamienić ją w coś więcej niż tylko poradnik sercowy, autorka sięga po rodzinne krzepiące motywy. Na uwagę zasługuje tu brat Jaśminy, bliźniak, który zawsze wie, co się dzieje i bez zbędnych zabiegów dyplomatycznych postawi siostrę do pionu. Takim głosem Jana będzie dla odbiorczyń cała ta książka, trudna i irytująca, a przecież bardzo potrzebna. „Jeszcze będzie przepięknie” to lektura umożliwiająca powrót do normalności po nieudanej relacji.

wtorek, 7 maja 2013

Sabina Czupryńska: Ta druga, słodka i ostra

Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.

Życiowe decyzje

Sabina Czupryńska sięga tym razem po mniej modny – za to ponadczasowy – motyw i w powieści „Ta druga, słodka i ostra” stawia na przeplatające się ze sobą miłość i zdradę. Nie daje swoim bohaterom szansy na ekstatyczne uniesienia, w zamian za to wikła ich w przyziemności, skazuje na ciągłe niespełnienie, brak emocjonalnych perspektyw i duszące sekrety. Nie mówi wprost, zanurza się w quasi-lirycznej i silnie hermetycznej przestrzeni, zabrania bohaterom dostępu do świeżego powietrza, wolności i marzeń. Jednych krępują konwenanse, innych więzy tradycji, śluby lub wybrany tryb życia. W „Tej drugiej” nie ma miejsca na szczęście.

Czupryńska gra na domysłach i sugerowaniu pozornego wyzwolenia. Gdyby nazywała sytuacje bezpośrednio, uruchomiłaby reakcję wywodzoną wprost z dulszczyzny i zrzuciłaby na bohaterów, być może i przez inne książkowe postacie, lawinę oskarżeń. Nie pozwala sobie na to. Wprowadza natomiast do oswojonej przestrzeni peerelowskiego mieszkania atmosferę dziwności i niewypowiadanych podejrzeń. Karol chce prostego życia bez problemów i zmartwień. Obce są mu duchowe potrzeby: potrafi zakomunikować, czego oczekuje – i nie zagłębia się bardziej w relacje z innymi. Wybiera sobie za żonę intelektualistkę Krysię, kobietę, która próbuje wpasować się w schemat kury domowej (ale bez gotowania, którego nie lubi, i bez dzieci, z tych samych względów). Nie zamierza jej zmieniać ani wpływać na jej decyzje. To Krysia pewnego dnia sprowadza do domu studenta, Jacka. Jacek wrasta w życie rodziny, staje się kimś więcej niż przyjacielem domu i sublokatorem. I tylko kiedy Krysia zachodzi w nieszczególnie chcianą ciążę, w ogólnym milczeniu mnożą się rozmaite podejrzenia. Tymczasem wybory życiowe dorosłych wpływają na kształtowanie charakterów następnego pokolenia: syn Krysi na relacje z kobietami spoglądać będzie z nowej perspektywy.

„Ta druga” staje się obyczajową antyutopią. Nie ma w tomie ani recepty na szczęście, ani nadziei na pomyślną przyszłość. Chodzi o przetrwanie, liczy się tylko to, co dzieje się tu i teraz. Bohaterowie, mimo że odpowiedzialni za podejmowane decyzje, nie mogą odmienić swojego losu: raz wpleceni w destrukcyjną przestrzeń będą szerzyć zniszczenie za sprawą własnej… bierności. Czupryńska ucieka od sielankowego kiczu w stronę mentalnej zaściankowości, strachu przed konfrontacją, pozornego spokoju, który nigdy nie przyniesie pełnego ukojenia. Przedstawia świat relacji odległych od tych proponowanych przez optymistyczne czytadła. Tutaj króluje szarość, której nie rozproszy nawet wizja oryginalnego trójkąta. Autorka nie rzuca się na banalny romans, zresztą wszystkich swoich bohaterów traktuje dosyć przedmiotowo, jakby naprawdę nie interesowało jej, co jeszcze uda im się zepsuć.

Widnieje w tych obrazkach również przestroga przed groźną rutyną. To przyzwyczajenie, umiejętność mimikry staje się najgorszym wrogiem postaci. Powtarzalność daje złudne poczucie bezpieczeństwa i przyczynia się do narastania ukrytych problemów. Bohaterowie nie są zdolni do głębszej refleksji, robią coś, co wydaje im się naturalne i niszczą siebie od wewnątrz. Tymczasem sceny składające się na codzienną szarą egzystencję pobrzmiewają swojsko – raz jako stereotypowe migawki z czasów PRL-u bez odwołań do jego najbardziej charakterystycznych punktów, dwa – jako plamy „nudy” rozdzielające ważne czy warte zapamiętania wydarzenia. W świecie postaci z „Tej drugiej” nie ma miejsca na silne przeżycia i sensacje – to portret dążący do zwyczajności ludzi, ludzi, dla których najlepszym – bo wiarygodnym – punktem odniesienia są ich własne przekonania i wybory. Portret ludzi bezlitośnie ograniczonych przez to, co trzeba zrobić.

Żeby jeszcze bardziej podkreślić rutynowość działań postaci, Czupryńska do zwyczajnej, a miejscami lekko ironicznej, narracji dołącza czasem zestawy wyliczeń. To skrótowy przegląd tego, co staje się refrenem egzystencji kolejnych bohaterów – zestawy zadań, wymówek, zachowań, wyobrażeń i narzekań – bez skrupułów Czupryńska przypomina w nich odbiorcom o podstawowych zagrożeniach popadania w schematyzm. Dokonuje też ekwilibrystycznych przeskoków w opowieści, charakteryzując tym samym powołane do istnienia postacie.

sobota, 10 marca 2012

Sabina Czupryńska: Kobiety z domu Soni

Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.

Destrukcyjne więzi

Sabina Czupryńska, chociaż sięga po motyw sagi, w swojej powieści „Kobiety z domu Soni” koncentruje się jedynie na uczuciach destrukcyjnych i przeczących szczęściu rodzinnemu. Wszystko ma swój początek w Julii – kobiecie na przekór pięknemu imieniu agresywnej i opryskliwej. Julia spędza czas na paleniu papierosów, powtarzaniu „srali muchy” (w pewnym momencie czytelniczkom ta cecha obrzydzi dialogi) i na zatruwaniu egzystencji najbliższym. Z równym okrucieństwem traktuje swoją matkę Antonię, córki – Basię i Jagodę oraz męża, który w końcu ucieka do innej kobiety. Zresztą z domu Julii uciekają wszyscy: Antonia w milczenie i krzepiącą obecność bezdomnego filologa o filozoficznej naturze (to zaczyna być już stale powracającym motywem we współczesnych obyczajówkach), Jagoda – do innego domu i serdecznych ludzi. Syn Julii, Czesio, do drugiej rodziny ojca. Baśka ucieka w małżeństwo z niechcianym mężczyzną. Ale władza Julii trwa nadal, a „srali muchy” uprzykrza wszystkim życie. Niespodziewanie to bardziej wrażliwa z córek, odtrącana w dzieciństwie, w wieku dojrzewania wciela się w swoją matkę, a jej destrukcyjne zachowania przenosi na własną córkę, Sonię. Samotność czyha na kolejne kobiety.

U Czupryńskiej trudno szukać pokrzepienia, szybciej już przestrogę. Nie ma tu żadnego porozumienia ani więzi między bohaterami, początkowo złośliwości matki próbuje dzieciom zrekompensować babcia, z czasem jednak i ona szuka azylu dla siebie gdzie indziej: Julia niszczy wszystko i wszystkich, a co w fabule najdziwniejsze – nikt jej się specjalnie nie sprzeciwia, nie ma zatem możliwości przerwania okrutnego losu. Być może o to właśnie Sabinie Czupryńskiej chodziło – o ukazanie eskalacji zła i powracającej stale krzywdy, szkicowanie sytuacji bez wyjścia, przygnębiających i pozbawiających nadziei. W tej powieści nikt nie potrafi stworzyć szczęśliwej rodziny i to samo w sobie jest smutne. Przez sagę czytelniczki widzą, jak kończą się próby zmian. Bezradność bohaterek jest przejmująca tym bardziej, że ukazana została na tle zniszczonych rojeń, marzeń o szczęśliwym życiu i udanych związkach. Autorka pokazuje, jakie piekło są w stanie zgotować sobie najbliżsi i starannie wybiera jedynie złe emocje z zestawu uczuć, jakimi obdarzają się ludzie.

Autorka prowadzi akcję od przykrości do przykrości, nie wypełnia czasu pomiędzy nimi, po prostu przeskakuje do kolejnych małych dramatów. Nie ma kiedy wnikliwiej przyjrzeć się postaciom, więc opisuje je z perspektywy, która może się wydawać najbardziej szczera, to jest w obliczu konfliktów i niepowodzeń. „Kobiety w domu Soni” stają się zatem lekturą trudną, jątrzącą i nieprzynoszącą ukojenia.

Ludzie żyją i umierają. Rodzą się dzieci, które nie przynoszą nikomu szczęścia – i którym ciężko potem o to szczęście się upomnieć. Przykrości rozprzestrzeniają się błyskawicznie i prowadzić mogą do prawdziwej katastrofy tu, gdzie rodzina nie stanowi opoki. Czupryńska chce przeciwstawić się lekkim czytadłom dla pań, odrzuca zatem wszystko, co typowe we współczesnych komediach romantycznych i obyczajówkach z happy endem. Jednak niespodziewanie dla siebie samej wpada w pułapkę „mrocznej” warstwy literatury rozrywkowej – i od pewnego momentu nie potrafi się przeciwstawić powołanym przez siebie do życia bohaterkom. Sama też czerpie z literackich schematów, lecz nie podejmuje się stworzenia powieści psychologicznej, zamiast tego wybiera akcję oglądaną z pesymistycznego punktu widzenia. W tej pogoni za szczęściem nie ma przewidywalnego scenariusza, lecz sama autorka wskazuje jedyny kierunek ruchu.