Zysk i S-ka, Poznań 2021.
Wsparcie
Te dwie siostry przeważnie mają sobie nawzajem sporo do zarzucenia. Zadawnione konflikty, problemy, które nie zostały przegadane, a czasem zazdrość. Sylwia i Zuzanna nie trzymają wspólnego frontu. Mogłyby sobie wzajemnie pomóc, ale nie mają do siebie zaufania. W tej rodzinie właściwie nie ma już czego ratować. Babcia bez nogi wymaga ciągłej opieki, zresztą nie ułatwia domownikom zadania: jest zgryźliwa i wiecznie narzeka, udając, że jej sytuacja jest cięższa niż w rzeczywistości. Matka już dawno opuściła dom, związała się z innym mężczyzną i nie utrzymuje kontaktu z córkami. Ojciec nie zapewnia potrzebnego wsparcia. Dla Zuzy jedynym jasnym punktem jest Toperz, mały pies z wielkimi uszami. Przynajmniej dopóki nie trzeba wstawać wcześnie rano, żeby go wyprowadzić. I w tej przygnębiającej ze wszech miar sytuacji pojawia się kolejne zmartwienie, urastające do rangi dramatu: ojciec wychodzi rano z psem i nie wraca. Dwie nastoletnie dziewczyny nie mają pojęcia, co się stało i co powinny zrobić: policja początkowo bagatelizuje problem. Babcia jedynie pomaga finansowo, ale wprowadza sporo zamieszania swoją nerwowością. Nie wiadomo, czy ojciec żyje, a dość szybko znajduje się Topek: skatowany i poważnie poraniony, uratowany przez przypadkowych ludzi. To jeszcze bardziej martwi bohaterki.
Anna Łacina – jak zwykle – koncentruje się na emocjach eksponowanych do granic możliwości. U niej nie ma miejsca na zwyczajność, psychologiczne kwestie i skrajności tworzą fabułę. Ta autorka wie, jak zbudować portrety osobowościowe, szuka dodatkowych tematów nadających ton działaniom dziewczyn. Sylwia próbuje przejść na kolejny etap związku ze swoim chłopakiem, Oskarem. Mimo ostrzeżeń ojca i własnych obaw – chce rozpocząć życie erotyczne, zwłaszcza że Oskar bardzo do tego dąży. Zuzanna jest bardzo samotna, ale wpada w oko koledze z klasy i już wkrótce będzie mogła się przekonać, jak to jest być dla kogoś ważną osobą. Na razie jednak najważniejsza jest sprawa ojca. Sylwia jeździ na identyfikację zwłok, ale w końcu udaje się znaleźć rodzica w szpitalu, w ciężkim stanie. Życie rodziny bardzo się zmienia – a ponieważ zbliża się Boże Narodzenie, trzeba jeszcze jakoś zorganizować codzienność: pogodzić wizyty w szpitalu, opiekę nad babcią, szkołę i... miłość.
Autorka przeprowadza czytelników przez dwie osobne historie, przeżycia perfekcyjnej zawsze Sylwii i „gorszej” Zuzanny. Stopniowo odsłoni Anna Łacina sekret związany z odejściem matki, wprowadzi trochę porad na temat życia uczuciowego dla nastolatek. Nie idealizuje pierwszych związków, ale pozwala sobie na baśniową pierwszą miłość – wizję chłopaka idealnego. Bardzo ładnie buduje dalszy plan opowieści, między innymi motyw dziadków Michała: sugeruje, że wszystko zależy od nastawienia do życia, można czerpać z niego radość bez względu na doświadczenia i wiek. Anna Łacina zwraca się do czytelników z ważnymi przesłaniami – ale przyciąga ich do siebie za sprawą sensacyjnych wątków, ale zatrzymuje dzięki precyzyjnym analizom psychologicznym postaci. Pokazuje, jak ulotne jest szczęście codzienności, jak łatwo może zostać zniszczone przez czynniki z zewnątrz. Dla bohaterek zniknięcie ojca jest największym życiowym sprawdzianem, sytuacją, przy której bledną wszystkie inne zmartwienia. Szybko muszą dorosnąć i znaleźć sobie miejsce w nowym porządku. Dowiadują się, co i kto może być w życiu wsparciem – i na co nie warto poświęcać czasu. To cenna lekcja, możliwość zagłębiania się w trudne uczucia – i przy okazji kawałek ciekawej prozy psychologicznej.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Łacina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Łacina. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 grudnia 2021
piątek, 23 listopada 2018
Anna Łacina: Ostatnie wakacje
Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.
Oceny
Anna Łacina uwielbia młodych czytelników zarzucać dylematami psychologicznymi i wyzwaniami natury etycznej. Nie inaczej jest i w „Ostatnich wakacjach”, ponownym spotkaniu ze znanymi bohaterami (między innymi Jaśminą, teraz już Adlerową). To samodzielna historia, ale można też podczas lektury dowiadywać się o losach postaci, którym dawniej się kibicowało. Autorka zestawia kilka różnych historii. Patrycja jest szczęśliwa w związku z Erykiem. Nauczyła się opieki nad ukochanym (hemofilikiem) i zyskała pewność, że chce spędzić z nim resztę życia. Ślubowi jednak przeciwny jest ojciec Patrycji – i podejmuje on niekonwencjonalne kroki, żeby zapobiec zalegalizowaniu związku. Magda Dzik też chciałaby ułożyć sobie życie. Na razie przynajmniej odbudowuje relacje z ojcem, który mieszka w Bieszczadach. Wielkie zmiany czekają również nastoletnią Ośkę. Mama dziewczyny, chora na raka, przenosi się za ocean, żeby podjąć eksperymentalne leczenie. Na czas jej nieobecności Ośka musi przeprowadzić się do ojca, którego właściwie nie zna i do jego rodziny. Dwie młodsze przyrodnie siostry nie są z tego powodu zachwycone i prześcigają się w pomysłach na wykurzenie z domu nieoczekiwanej rywalki.
Tom obfituje w dramatyczne wydarzenia, już na początku Eryk zostaje brutalnie pobity, trafia do szpitala, a tam… Patrycja zderza się z bezdusznymi regulaminami i procedurami. Wie, że ukochany umrze, jeśli w porę nie otrzyma czynnika – ale nikt nie chce jej słuchać. Dalej atmosfera tylko gęstnieje: autorka w pewnym momencie rezygnuje z formy kryminału, pokazuje czytelnikom, kto jest odpowiedzialny za większość nieszczęść – zamienia przez to powieść niemal w psychologiczny thriller. Bohaterowie jednak nie wiedzą, że najgorsze jeszcze przed nimi. Oczywiście w dążeniu do nasycenia tekstu emocjami Anna Łacina chwilami przesadza. Na przykład kiedy na natarczywość jednego z chłopaków Patrycja początkowo reaguje zbyt łagodnie. Ciekawe rozwiązanie proponuje natomiast w kwestii łączenia dziecka z drugą rodziną ojca. Tu macocha jest dobra i wyrozumiała, próbuje dotrzeć do zbuntowanej nastolatki i stara się przełamać opór głowy rodziny. Czeka ją trudna droga, bo Ośka wcale nie zamierza być uśmiechnięta i sprawiedliwa – jak zresztą wiele nastolatek.
Tym, co Anna Łacina bardzo w tomie podkreśla, jest przyjaźń. To nie puste hasło, udowadniają to bohaterowie, kiedy na odległość muszą przyjść z pomocą przy poważnym zagrożeniu. Zresztą tutaj niemal każde wydarzenie prowadziłoby do katastrofy, gdyby nie wsparcie ze strony bliskich. Dobro powraca, ale autorka unika wielkich słów i deklaracji: bohaterowie sprawdzają się w działaniu. Fakt, mają pole do popisu: fabuła jest dynamiczna i pełna filmowych scen – ale i tak najbardziej liczy się psychologia postaci. To przykrywa powieściowe naiwności, nadmierne zbiegi okoliczności i przypadki, w które trudno uwierzyć. Anna Łacina bardzo chętnie ubarwia też zwyczajność rozmaitymi rodzajami chorób – pokazuje czytelniczkom, że miłość to czasami wiele wyrzeczeń albo ogromny strach o drugą osobę, bezradność lub konieczność wypracowania pewnej strategii działań. Tu nic samo się nie rozwiąże. W ten sposób autorka ucieka też od tandetnego optymizmu z dziewczyńskich powieści pop – na takich rozwiązaniach w ogóle jej nie zależy.
Oceny
Anna Łacina uwielbia młodych czytelników zarzucać dylematami psychologicznymi i wyzwaniami natury etycznej. Nie inaczej jest i w „Ostatnich wakacjach”, ponownym spotkaniu ze znanymi bohaterami (między innymi Jaśminą, teraz już Adlerową). To samodzielna historia, ale można też podczas lektury dowiadywać się o losach postaci, którym dawniej się kibicowało. Autorka zestawia kilka różnych historii. Patrycja jest szczęśliwa w związku z Erykiem. Nauczyła się opieki nad ukochanym (hemofilikiem) i zyskała pewność, że chce spędzić z nim resztę życia. Ślubowi jednak przeciwny jest ojciec Patrycji – i podejmuje on niekonwencjonalne kroki, żeby zapobiec zalegalizowaniu związku. Magda Dzik też chciałaby ułożyć sobie życie. Na razie przynajmniej odbudowuje relacje z ojcem, który mieszka w Bieszczadach. Wielkie zmiany czekają również nastoletnią Ośkę. Mama dziewczyny, chora na raka, przenosi się za ocean, żeby podjąć eksperymentalne leczenie. Na czas jej nieobecności Ośka musi przeprowadzić się do ojca, którego właściwie nie zna i do jego rodziny. Dwie młodsze przyrodnie siostry nie są z tego powodu zachwycone i prześcigają się w pomysłach na wykurzenie z domu nieoczekiwanej rywalki.
Tom obfituje w dramatyczne wydarzenia, już na początku Eryk zostaje brutalnie pobity, trafia do szpitala, a tam… Patrycja zderza się z bezdusznymi regulaminami i procedurami. Wie, że ukochany umrze, jeśli w porę nie otrzyma czynnika – ale nikt nie chce jej słuchać. Dalej atmosfera tylko gęstnieje: autorka w pewnym momencie rezygnuje z formy kryminału, pokazuje czytelnikom, kto jest odpowiedzialny za większość nieszczęść – zamienia przez to powieść niemal w psychologiczny thriller. Bohaterowie jednak nie wiedzą, że najgorsze jeszcze przed nimi. Oczywiście w dążeniu do nasycenia tekstu emocjami Anna Łacina chwilami przesadza. Na przykład kiedy na natarczywość jednego z chłopaków Patrycja początkowo reaguje zbyt łagodnie. Ciekawe rozwiązanie proponuje natomiast w kwestii łączenia dziecka z drugą rodziną ojca. Tu macocha jest dobra i wyrozumiała, próbuje dotrzeć do zbuntowanej nastolatki i stara się przełamać opór głowy rodziny. Czeka ją trudna droga, bo Ośka wcale nie zamierza być uśmiechnięta i sprawiedliwa – jak zresztą wiele nastolatek.
Tym, co Anna Łacina bardzo w tomie podkreśla, jest przyjaźń. To nie puste hasło, udowadniają to bohaterowie, kiedy na odległość muszą przyjść z pomocą przy poważnym zagrożeniu. Zresztą tutaj niemal każde wydarzenie prowadziłoby do katastrofy, gdyby nie wsparcie ze strony bliskich. Dobro powraca, ale autorka unika wielkich słów i deklaracji: bohaterowie sprawdzają się w działaniu. Fakt, mają pole do popisu: fabuła jest dynamiczna i pełna filmowych scen – ale i tak najbardziej liczy się psychologia postaci. To przykrywa powieściowe naiwności, nadmierne zbiegi okoliczności i przypadki, w które trudno uwierzyć. Anna Łacina bardzo chętnie ubarwia też zwyczajność rozmaitymi rodzajami chorób – pokazuje czytelniczkom, że miłość to czasami wiele wyrzeczeń albo ogromny strach o drugą osobę, bezradność lub konieczność wypracowania pewnej strategii działań. Tu nic samo się nie rozwiąże. W ten sposób autorka ucieka też od tandetnego optymizmu z dziewczyńskich powieści pop – na takich rozwiązaniach w ogóle jej nie zależy.
sobota, 23 września 2017
Anna Łacina: Zadzwoń, kocham cię
Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.
Miłość wśród zamachów
Kiedy Anna Łacina bierze się za relacjonowanie nastoletnich pierwszych miłości, szuka problemów na drodze do szczęścia na zewnątrz, w tym, na co młodzi ludzie na pewno nie mają wpływu. Mnoży przeszkody, żeby pokazać potęgę uczucia, na przemian dawać i odbierać nadzieję czytelniczkom i bohaterom. Nie ma w tym nic nietypowego, tak najczęściej postępują twórcy nastoletnich romansowych obyczajówek. Ale Anna Łacina nie boi się wprowadzenia do lektur tematów, które jeszcze w powieściach rozrywkowych nie zagrzały miejsca – eksperymentują z mieszaniem fikcji literackiej i doniesień medialnych ze świata odbiorczyń. W „Zadzwoń, kocham cię” porusza kwestię ataków terrorystycznych. Zamachy stanowią tło dla kiełkującego uczucia między Weroniką i Wawrzyńcem.
Ona przypadkiem wpada na dawnego kolegę z przedszkola i zakochuje się na zabój. Nie nacieszy się zbyt długo jego obecnością, bo najpierw musi wyjechać nad morze, a potem mama, korzystając z wakacji i urlopu, zabiera swoje dorastające pociechy na zagraniczne wakacje. W Nicei Weronika jest świadkiem, jak wielka rozpędzona ciężarówka wjeżdża w tłum ludzi. Dziewczyna nie wie, co stało się z jej bratem, traci telefon, widzi krew, przerażenie i śmierć. Z traumatycznych przeżyć nie ma się komu zwierzyć, a z powodu braku telefonu nie ma jak dać znać Wawrzyńcowi, że z nią wszystko w porządku. Kolejne dni przynoszą kolejne zamachy, świat przestaje być bezpiecznym miejscem. Nawet Polska nie wydaje się dobrym schronieniem: w Krakowie odbędą się Światowe Dni Młodzieży i Weronika jest pewna, że tam straci ukochanego. Stres i strach coraz bardziej dają o sobie znać, dziewczyna zaczyna mieć koszmarne sny, a potem też koszmarne wizje na jawie. Ogarnia ją panika. Rodzice przebywają za granicą (blisko kolejnych zamachów) i tylko Wawrzyniec może zaopiekować się nastolatką.
Anna Łacina wystawia związek młodych ludzi na poważne próby. Z jednej strony to światowy terroryzm i fakt, że w każdej chwili można zginąć – albo stracić ukochaną osobę. Z drugiej zła opinia, jaka ciągnie się za Wawrzyńcem: chłopak wyprowadził się już z domu z powodu konfliktów z ojcem. Weronika nie wie, czy może mu zaufać, kiedy odkrywa dziwne zachowania i obecność pięknej przyjaciółki. Czasem bohaterowie są dojrzali nad wiek, czasem ranią się wzajemnie dziecinnymi zachowaniami. „Zadzwoń, kocham cię” pokazuje, że związek to również strach o drugą osobę. Zresztą autorka jawi się jako autorytet w kwestii relacji międzyludzkich. Najpierw Weronika przeżywa męki na myśl o tym, że nie umie się całować i nie poradzi sobie z takim zadaniem, kiedy przyjdzie odpowiedni moment – tu autorka przypomina, że można zdać się na intuicję. Później jednak ciotka udziela rad mamie, opowiada jej o różnych językach w związku. Pokazuje, jak się nawzajem traktować, żeby miłość nie wygasła. Przypomina, że rozwód niczego nie zmieni – te same kłopoty powrócą, gdy minie wstępne zauroczenie – warto więc powalczyć o wspólne szczęście. To dojrzałe wskazówki, warte zapamiętania i ważne, cenną lekcję proponuje Łacina czytelniczkom. Nie obiecuje im samych cudownych chwil w związku, za to tłumaczy, skąd biorą się kłótnie i konflikty – i jak na nie reagować. W tym wszystkim relacja między Weroniką i Wawrzyńcem schodzi na dalszy plan, cenniejsze od niej są poboczne wątki w powieści, wątki, o których często nawet dorośli nie pamiętają przy układaniu sobie życia.
Miłość wśród zamachów
Kiedy Anna Łacina bierze się za relacjonowanie nastoletnich pierwszych miłości, szuka problemów na drodze do szczęścia na zewnątrz, w tym, na co młodzi ludzie na pewno nie mają wpływu. Mnoży przeszkody, żeby pokazać potęgę uczucia, na przemian dawać i odbierać nadzieję czytelniczkom i bohaterom. Nie ma w tym nic nietypowego, tak najczęściej postępują twórcy nastoletnich romansowych obyczajówek. Ale Anna Łacina nie boi się wprowadzenia do lektur tematów, które jeszcze w powieściach rozrywkowych nie zagrzały miejsca – eksperymentują z mieszaniem fikcji literackiej i doniesień medialnych ze świata odbiorczyń. W „Zadzwoń, kocham cię” porusza kwestię ataków terrorystycznych. Zamachy stanowią tło dla kiełkującego uczucia między Weroniką i Wawrzyńcem.
Ona przypadkiem wpada na dawnego kolegę z przedszkola i zakochuje się na zabój. Nie nacieszy się zbyt długo jego obecnością, bo najpierw musi wyjechać nad morze, a potem mama, korzystając z wakacji i urlopu, zabiera swoje dorastające pociechy na zagraniczne wakacje. W Nicei Weronika jest świadkiem, jak wielka rozpędzona ciężarówka wjeżdża w tłum ludzi. Dziewczyna nie wie, co stało się z jej bratem, traci telefon, widzi krew, przerażenie i śmierć. Z traumatycznych przeżyć nie ma się komu zwierzyć, a z powodu braku telefonu nie ma jak dać znać Wawrzyńcowi, że z nią wszystko w porządku. Kolejne dni przynoszą kolejne zamachy, świat przestaje być bezpiecznym miejscem. Nawet Polska nie wydaje się dobrym schronieniem: w Krakowie odbędą się Światowe Dni Młodzieży i Weronika jest pewna, że tam straci ukochanego. Stres i strach coraz bardziej dają o sobie znać, dziewczyna zaczyna mieć koszmarne sny, a potem też koszmarne wizje na jawie. Ogarnia ją panika. Rodzice przebywają za granicą (blisko kolejnych zamachów) i tylko Wawrzyniec może zaopiekować się nastolatką.
Anna Łacina wystawia związek młodych ludzi na poważne próby. Z jednej strony to światowy terroryzm i fakt, że w każdej chwili można zginąć – albo stracić ukochaną osobę. Z drugiej zła opinia, jaka ciągnie się za Wawrzyńcem: chłopak wyprowadził się już z domu z powodu konfliktów z ojcem. Weronika nie wie, czy może mu zaufać, kiedy odkrywa dziwne zachowania i obecność pięknej przyjaciółki. Czasem bohaterowie są dojrzali nad wiek, czasem ranią się wzajemnie dziecinnymi zachowaniami. „Zadzwoń, kocham cię” pokazuje, że związek to również strach o drugą osobę. Zresztą autorka jawi się jako autorytet w kwestii relacji międzyludzkich. Najpierw Weronika przeżywa męki na myśl o tym, że nie umie się całować i nie poradzi sobie z takim zadaniem, kiedy przyjdzie odpowiedni moment – tu autorka przypomina, że można zdać się na intuicję. Później jednak ciotka udziela rad mamie, opowiada jej o różnych językach w związku. Pokazuje, jak się nawzajem traktować, żeby miłość nie wygasła. Przypomina, że rozwód niczego nie zmieni – te same kłopoty powrócą, gdy minie wstępne zauroczenie – warto więc powalczyć o wspólne szczęście. To dojrzałe wskazówki, warte zapamiętania i ważne, cenną lekcję proponuje Łacina czytelniczkom. Nie obiecuje im samych cudownych chwil w związku, za to tłumaczy, skąd biorą się kłótnie i konflikty – i jak na nie reagować. W tym wszystkim relacja między Weroniką i Wawrzyńcem schodzi na dalszy plan, cenniejsze od niej są poboczne wątki w powieści, wątki, o których często nawet dorośli nie pamiętają przy układaniu sobie życia.
czwartek, 12 maja 2016
Anna Łacina: Niebo nad pustynią
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Ferie w Egipcie
Anna Łacina wysyła nastoletnich bohaterów do Egiptu. Damian ma tam spędzić ferie, bo tak postanowili jego rodzice. Anastazję Damian fascynuje, podsuwa więc u siebie w domu pomysł na skorzystanie z taniej oferty i ucieczkę od zimy (do zimy afrykańskiej). Taka motywacja niespecjalnie przekonywałaby w prawdziwym życiu, tu jednak ma rację bytu, a Damian i jego koleżanka z klasy trafiają do jednego ośrodka. Jest tu jeszcze Klara, dziewczyna o ogromnym poczuciu odpowiedzialności. Cierpi na łuszczycę, więc wstydzi się rozebrać nawet na plaży, bojąc się odrzucenia czy wyśmiania przez innych. Ale sama izoluje się od towarzystwa tak, że żadna choroba jej do tego niepotrzebna. Grono bohaterów uzupełnia Albert, chłopak niemal pozbawiony wad.
Z tak przygotowanym zestawem postaci Anna Łacina może do woli eksperymentować. Porusza tu różne tematy – choroby, traumatyczne doświadczenia z przeszłości, konflikty z rodzicami, uzależnienia, samotność czy ucieczkę od rówieśników. Przedstawia sytuacje, po których młodzi ludzie muszą nagle dojrzeć, wielkie nieszczęścia i dramaty, które wiele nauczą. Ponadto dba o rozwijanie bieżącej akcji: nastolatki trafiają na pustynię i przeżywają tam atak burzy piaskowej, biorą udział w dyskusjach o pozycji kobiety w kraju muzułmańskim, próbują zwrócić na siebie uwagę płci przeciwnej, lawirują między zalążkami przyjaźni a nienawiścią. Łacina dba o odpowiednie rozkładanie w czasie dawnych sekretów i o ubarwianie teraźniejszości – raz babcia chce się zabawić w swatkę, raz rodzice irytujący własne dziecko stają się ciekawym towarzystwem dla innego. Mały Cieszek wprowadza humor kilkulatka, a Albert uczy podstawowych zwrotów arabskich. Pod beztroskimi codziennymi wydarzeniami toczy się jednak gra. Na czas wyjazdu bohaterowie mogą zapomnieć o przyszłości – i zająć się najbardziej pilnymi sprawami, choćby w normalnej egzystencji takie potrzeby zwykle bagatelizowali.
„Niebo nad pustynią” to powieść wielowymiarowa. Każdy bohater z osobna stanowi szereg zagadek. A przecież Anna Łacina do tego wciąż modyfikuje i odwraca relacje między postaciami. Stawia na działanie, a liczy się czas – do końca turnusu. To, w połączeniu z dystansem między Polską a Egiptem, sprawia, że nastolatki nabierają odwagi (lub stają się bardziej zdeterminowane). Jedna decyzja może natomiast bardzo dużo zmienić w trudnych konfiguracjach. Czasem motywacje są starannie ukrywane, autorka wie, jak podtrzymywać uwagę czytelników. „Niebo nad pustynią” to zbiór scen wzruszających, wstrząsających, zabawnych lub tajemniczych – i następujących po sobie w przyspieszonym tempie, ale bez straty dla sieci relacji między nimi. Przez oderwanie od typowych tematów powieści dla nastolatek Anna Łacina pokazuje, że bardzo poważnie traktuje swoich odbiorców. Wierzy w nich, więc może wprowadzić do książki kwestie naprawdę trudne.
„Niebo nad pustynią” czyta się jak dobrą obyczajówkę, chociaż są tu tematy psychologiczne, socjologiczne i społeczne, a intensywność przeżyć nie sugeruje zwykłej egzystencji. Łacina mnoży poruszane zagadnienia, ale nie sprawia wrażenia, jakby zamieniała historię w wyliczankę ważnych motywów. Tu każda postać ma swoją wartość i każda niesie inne treści – a autorka wypowiada wojnę powieściom w stylistyce pop. Kolejny raz Anna Łacina przekona do siebie nie tylko młodych odbiorców – to „Niebo nad pustynią” sięgnąć po prostu trzeba, dla przeżycia lekturowej i uczuciowej przygody.
Ferie w Egipcie
Anna Łacina wysyła nastoletnich bohaterów do Egiptu. Damian ma tam spędzić ferie, bo tak postanowili jego rodzice. Anastazję Damian fascynuje, podsuwa więc u siebie w domu pomysł na skorzystanie z taniej oferty i ucieczkę od zimy (do zimy afrykańskiej). Taka motywacja niespecjalnie przekonywałaby w prawdziwym życiu, tu jednak ma rację bytu, a Damian i jego koleżanka z klasy trafiają do jednego ośrodka. Jest tu jeszcze Klara, dziewczyna o ogromnym poczuciu odpowiedzialności. Cierpi na łuszczycę, więc wstydzi się rozebrać nawet na plaży, bojąc się odrzucenia czy wyśmiania przez innych. Ale sama izoluje się od towarzystwa tak, że żadna choroba jej do tego niepotrzebna. Grono bohaterów uzupełnia Albert, chłopak niemal pozbawiony wad.
Z tak przygotowanym zestawem postaci Anna Łacina może do woli eksperymentować. Porusza tu różne tematy – choroby, traumatyczne doświadczenia z przeszłości, konflikty z rodzicami, uzależnienia, samotność czy ucieczkę od rówieśników. Przedstawia sytuacje, po których młodzi ludzie muszą nagle dojrzeć, wielkie nieszczęścia i dramaty, które wiele nauczą. Ponadto dba o rozwijanie bieżącej akcji: nastolatki trafiają na pustynię i przeżywają tam atak burzy piaskowej, biorą udział w dyskusjach o pozycji kobiety w kraju muzułmańskim, próbują zwrócić na siebie uwagę płci przeciwnej, lawirują między zalążkami przyjaźni a nienawiścią. Łacina dba o odpowiednie rozkładanie w czasie dawnych sekretów i o ubarwianie teraźniejszości – raz babcia chce się zabawić w swatkę, raz rodzice irytujący własne dziecko stają się ciekawym towarzystwem dla innego. Mały Cieszek wprowadza humor kilkulatka, a Albert uczy podstawowych zwrotów arabskich. Pod beztroskimi codziennymi wydarzeniami toczy się jednak gra. Na czas wyjazdu bohaterowie mogą zapomnieć o przyszłości – i zająć się najbardziej pilnymi sprawami, choćby w normalnej egzystencji takie potrzeby zwykle bagatelizowali.
„Niebo nad pustynią” to powieść wielowymiarowa. Każdy bohater z osobna stanowi szereg zagadek. A przecież Anna Łacina do tego wciąż modyfikuje i odwraca relacje między postaciami. Stawia na działanie, a liczy się czas – do końca turnusu. To, w połączeniu z dystansem między Polską a Egiptem, sprawia, że nastolatki nabierają odwagi (lub stają się bardziej zdeterminowane). Jedna decyzja może natomiast bardzo dużo zmienić w trudnych konfiguracjach. Czasem motywacje są starannie ukrywane, autorka wie, jak podtrzymywać uwagę czytelników. „Niebo nad pustynią” to zbiór scen wzruszających, wstrząsających, zabawnych lub tajemniczych – i następujących po sobie w przyspieszonym tempie, ale bez straty dla sieci relacji między nimi. Przez oderwanie od typowych tematów powieści dla nastolatek Anna Łacina pokazuje, że bardzo poważnie traktuje swoich odbiorców. Wierzy w nich, więc może wprowadzić do książki kwestie naprawdę trudne.
„Niebo nad pustynią” czyta się jak dobrą obyczajówkę, chociaż są tu tematy psychologiczne, socjologiczne i społeczne, a intensywność przeżyć nie sugeruje zwykłej egzystencji. Łacina mnoży poruszane zagadnienia, ale nie sprawia wrażenia, jakby zamieniała historię w wyliczankę ważnych motywów. Tu każda postać ma swoją wartość i każda niesie inne treści – a autorka wypowiada wojnę powieściom w stylistyce pop. Kolejny raz Anna Łacina przekona do siebie nie tylko młodych odbiorców – to „Niebo nad pustynią” sięgnąć po prostu trzeba, dla przeżycia lekturowej i uczuciowej przygody.
środa, 11 lutego 2015
Anna Łacina: Kradzione róże
Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Zaufanie
„Kradzionym różom” Anny Łaciny daleko do beztroskich wakacyjnych narracji. To bardziej powieść-przestroga, historia o dojrzałości i zaufaniu, w dodatku prowadzona dwutorowo, tak, że młodzi odbiorcy czerpać będą z dwóch odrębnych doświadczeń. Autorka stawia pewną „kwiatową” rodzinę przed ogromnym wyzwaniem, a przy okazji odpowiada też na pytanie o motywy zachowań nastolatków. Tyle że jej bohaterki, Róża i Jaśmina, do typowych przedstawicielek młodzieży nie należą. Obie są mądre, dobrze wychowane, obie mają wpojony wyraźny system wartości. Nie ulegają owczemu pędowi – potrafią za to bronić własnego zdania. O te dziewczyny rodzice mogą być spokojni. I są, nawet gdy rodzina rozjeżdża się na wakacje. Jaśmina z paczką przyjaciół zwiedza Grecję. Róża udaje się na pielgrzymkę.
Od pierwszych stron tomu Anna Łacina wprowadza silnie niepokojące sygnały. Róża na pielgrzymce poznaje chłopaka, rozmodlonego i dobrego. Ariel wzruszająco przedstawia swoje losy i bardzo umiejętnie gra na emocjach. Czytelnicy równolegle poznają jego drugie oblicze: to niebezpieczny manipulant o nieznanych motywacjach. Owija sobie Różę wokół palca, wywozi na drugi koniec kraju i zrywa jej kontakty z rodzicami – a wszystko tak sprytnie, by dziewczyna wciąż była przekonana o jego dobroci i opiekuńczości. Przebłyski autorefleksji zdarzają się Róży coraz rzadziej, tłamszone przez gierki Ariela. Sytuacja nie ma jednak posmaku romantycznej przygody – Róży grozi coraz poważniejsze niebezpieczeństwo. Sama nie będzie walczyć o siebie, a bliscy nie mają pojęcia, co się z nią dzieje. Przystępują do działania, które z satysfakcją obserwuje Ariel.
Jaśmina za to mierzy się z własnymi uczuciami. Odrzuca deklaracje Romka, pamiętając jego dawną wiarołomność (i nie tylko). Nie chce być dla chłopaka łatwą zdobyczą, nie ma też ochoty na seks przed ślubem, co zaskoczonemu towarzyszowi dobitnie wyjaśnia (autorka być może próbuje w ten sposób podsunąć odpowiednie argumenty młodym odbiorczyniom). Jaśmina potrafi zapanować nad magią chwili, nie daje się złapać na rozmaite sztuczki. Jest w stanie przeczekać chwilę zauroczenia po to, by ewentualnemu narzeczonemu przyjrzeć się krytycznie w momencie jego słabości – i podjąć w pełni świadomą decyzję co do swojego związku. Jaśmina wydaje się bohaterką niezbyt wiarygodną: to wzór do naśladowania, nie postać z krwi i kości. Ta dziewczyna nie działa impulsywnie i nie właduje się w żadne kłopoty.
Anna Łacina sporo miejsca poświęca też rodzinie podejmującej desperacką walkę o odzyskanie córki i siostry. Nie ma tu mowy o psychologicznych konfliktach i próbie sił. Rodzice do poszukiwań umiejętnie włączają internet (i mierzą się z falą bezmyślnie wpisywanych komentarzy), zyskują wsparcie młodszych dzieci i sprawdzają każdy, nawet bezsensowny trop. To dla nich autorka wprowadza szereg wyjaśnień na końcu książki – nie zasługują na męczarnie, jakie – nieświadomie – zadała im Róża.
Ta powieść porusza trudny temat. Motyw zaginięcia Róży jest również pretekstem do zaprezentowania szeregu czarnych scenariuszy. Powinien dać do myślenia młodym ludziom – nawet ci najbardziej złaknieni przygód lub wolności mają swoje słabe punkty, które wykorzystać może uważny i niebezpieczny przeciwnik. Łacina nie wprowadza do swojej książki kazań – ale prowadzi akcję tak, by wyczulić czytelników na rozmaite zagrożenia. Pozwala im samodzielnie wyciągać wnioski, a przy tym przez cały czas lektury utrzymuje w napięciu i niepewności. „Kradzione róże” to książka o silnym wydźwięku, fabuła potrzebna nastolatkom i przełom w literaturze czwartej. Nieprzypadkowo po pięciu latach powraca na rynek wydawniczy.
Zaufanie
„Kradzionym różom” Anny Łaciny daleko do beztroskich wakacyjnych narracji. To bardziej powieść-przestroga, historia o dojrzałości i zaufaniu, w dodatku prowadzona dwutorowo, tak, że młodzi odbiorcy czerpać będą z dwóch odrębnych doświadczeń. Autorka stawia pewną „kwiatową” rodzinę przed ogromnym wyzwaniem, a przy okazji odpowiada też na pytanie o motywy zachowań nastolatków. Tyle że jej bohaterki, Róża i Jaśmina, do typowych przedstawicielek młodzieży nie należą. Obie są mądre, dobrze wychowane, obie mają wpojony wyraźny system wartości. Nie ulegają owczemu pędowi – potrafią za to bronić własnego zdania. O te dziewczyny rodzice mogą być spokojni. I są, nawet gdy rodzina rozjeżdża się na wakacje. Jaśmina z paczką przyjaciół zwiedza Grecję. Róża udaje się na pielgrzymkę.
Od pierwszych stron tomu Anna Łacina wprowadza silnie niepokojące sygnały. Róża na pielgrzymce poznaje chłopaka, rozmodlonego i dobrego. Ariel wzruszająco przedstawia swoje losy i bardzo umiejętnie gra na emocjach. Czytelnicy równolegle poznają jego drugie oblicze: to niebezpieczny manipulant o nieznanych motywacjach. Owija sobie Różę wokół palca, wywozi na drugi koniec kraju i zrywa jej kontakty z rodzicami – a wszystko tak sprytnie, by dziewczyna wciąż była przekonana o jego dobroci i opiekuńczości. Przebłyski autorefleksji zdarzają się Róży coraz rzadziej, tłamszone przez gierki Ariela. Sytuacja nie ma jednak posmaku romantycznej przygody – Róży grozi coraz poważniejsze niebezpieczeństwo. Sama nie będzie walczyć o siebie, a bliscy nie mają pojęcia, co się z nią dzieje. Przystępują do działania, które z satysfakcją obserwuje Ariel.
Jaśmina za to mierzy się z własnymi uczuciami. Odrzuca deklaracje Romka, pamiętając jego dawną wiarołomność (i nie tylko). Nie chce być dla chłopaka łatwą zdobyczą, nie ma też ochoty na seks przed ślubem, co zaskoczonemu towarzyszowi dobitnie wyjaśnia (autorka być może próbuje w ten sposób podsunąć odpowiednie argumenty młodym odbiorczyniom). Jaśmina potrafi zapanować nad magią chwili, nie daje się złapać na rozmaite sztuczki. Jest w stanie przeczekać chwilę zauroczenia po to, by ewentualnemu narzeczonemu przyjrzeć się krytycznie w momencie jego słabości – i podjąć w pełni świadomą decyzję co do swojego związku. Jaśmina wydaje się bohaterką niezbyt wiarygodną: to wzór do naśladowania, nie postać z krwi i kości. Ta dziewczyna nie działa impulsywnie i nie właduje się w żadne kłopoty.
Anna Łacina sporo miejsca poświęca też rodzinie podejmującej desperacką walkę o odzyskanie córki i siostry. Nie ma tu mowy o psychologicznych konfliktach i próbie sił. Rodzice do poszukiwań umiejętnie włączają internet (i mierzą się z falą bezmyślnie wpisywanych komentarzy), zyskują wsparcie młodszych dzieci i sprawdzają każdy, nawet bezsensowny trop. To dla nich autorka wprowadza szereg wyjaśnień na końcu książki – nie zasługują na męczarnie, jakie – nieświadomie – zadała im Róża.
Ta powieść porusza trudny temat. Motyw zaginięcia Róży jest również pretekstem do zaprezentowania szeregu czarnych scenariuszy. Powinien dać do myślenia młodym ludziom – nawet ci najbardziej złaknieni przygód lub wolności mają swoje słabe punkty, które wykorzystać może uważny i niebezpieczny przeciwnik. Łacina nie wprowadza do swojej książki kazań – ale prowadzi akcję tak, by wyczulić czytelników na rozmaite zagrożenia. Pozwala im samodzielnie wyciągać wnioski, a przy tym przez cały czas lektury utrzymuje w napięciu i niepewności. „Kradzione róże” to książka o silnym wydźwięku, fabuła potrzebna nastolatkom i przełom w literaturze czwartej. Nieprzypadkowo po pięciu latach powraca na rynek wydawniczy.
sobota, 7 września 2013
Anna Łacina: Miłość pod Psią Gwiazdą
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
Odcienie życia
W świat nastoletnich problemów Anna Łacina wkracza odważnie. Nie zamierza trywializować zmartwień młodzieży i sprowadzać wszystkiego do pierwszych miłostek i popełnianych bez przerwy błędów. Uczy swoich bohaterów kreatywności (by wydostali się jakoś ze szkolnych tarapatów) i odwagi (by mogli spełniać najśmielsze marzenia). W ten sposób prowadzi ich też do wielkich rozczarowań, ale lekcje życia, jako momenty zrywania z dzieciństwem, będą przed odbiorców bardzo cenione.
Łacina powraca do czasów, w których trzeba się było trochę wysilić, żeby zdobyć serce i uznanie u przedstawicieli płci przeciwnej. Zaczyna się od znalezionego wiersza romantycznej nastolatki. I chociaż w erze internetu nawiązanie znajomości nie powinno być trudne, autorka komplikuje bohaterom sprawę. Dziewczyna – Magda – jest nieśmiała i niepewna własnej wartości. Chłopakowi – Andrzejowi – daleko do obiektów westchnień klasowych piękności. On chce zwrócić na siebie jej uwagę, ona nie wierzy, że mogłaby się podobać. A to zaledwie jeden z wielu motywów, którymi Anna Łacina buduje fabułę. Warto podkreślić, że w tomie mieszają się tematy młodzieżowe i dorosłe problemy – z przedstawicieli starszego pokolenia próbuje autorka dość skutecznie stworzyć lustro, by wskazać młodym ludziom, jakich dróg lepiej nie wybierać. I tak pojawia się tu rozgoryczona Luśka, która wszystkie siły poświęca na usługiwanie bratu (przy okazji starając się rozbić jego małżeństwo), czy mama Magdy, wyzwolona, ale niespecjalnie szczęśliwa przez brak życiowej stabilizacji. Zaogniają się konflikty na linii dzieci-rodzice i pojawiają się rozmaite pokoleniowe spory. Magda zyskuje sposób, by spotkać się z dawno niewidzianym a idealizowanym ojcem, a Luśka nie dostrzega żadnej z zalet bratanka. W zestaw tematów obyczajowych Łacina bardzo zgrabnie wplata wątek niechcianych zwierząt. Jedna z bohaterek bardzo mocno angażuje się w pracę w schronisku – a w książce całkiem otwarcie przewijają się sugestie, jak pomagać porzuconym psiakom. Opisuje to Anna Łacina nie z pozycji mentora i pedagoga, a dzięki temu też bardzo przekonująco – ten temat z pewnością trafi do odbiorców. W „Miłości pod Psią Gwiazdą” znaleźć można też zagadnienia nierozwiązane i motywy do przemyślenia (niby pozbawiona sensu wiara w zabobony), świat nie skupia się wokół randek i miłostek. Co więcej, dla autorki bardziej istotne jest codzienne życie, wolne od romantycznych uniesień: nawet zauroczenia będą tu zwyczajne, kiedy już wyjdą z fazy ekscytującego podrywu. Taka zmiana perspektywy przyda się i spodoba zwłaszcza odbiorczyniom myślącym, wrażliwym i pozbawionym entuzjastycznego nastawienia do spraw sercowych. Anna Łacina w poszukiwaniu równowagi między romansami i życiem przekonuje się, że to drugie bywa znacznie bardziej ciekawe – chociaż równie trudne.
„Miłość pod Psią Gwiazdą” dzięki obecności wielu wątków przez cały czas trzyma w napięciu. Akcja rozgrywa się na wielu poziomach i angażuje wielu bohaterów widzianych z różnych perspektyw – staje się zatem ciekawym doświadczeniem lekturowym. Łacina wykorzystuje silne nacechowanie emocjonalne jako sposób na zdobycie wiernych czytelniczek. Nie obiecuje łatwych rozwiązań ani cukierkowych scenek i stanowi bardzo miłą alternatywę dla powieści pop. „Miłość pod Psią Gwiazdą” jest książką dojrzałą i mocną, a jednocześnie klasyczną w tonie: nie ma w niej wykroczeń przeciwko literackim schematom, ale nie znajdzie się też przypochlebiania masowym gustom. Anna Łacina pozwala toczyć się historii momentami gorzkiej i sprawia, że czytelniczki bardzo przywiązują się do wyrazistych postaci. Nie wszystko rozegra się tak, jak się wydaje na początku: powieść nie imituje baśni, ma za to zbliżać się do realizmu. Sprawdza się zatem i jako czytadło obyczajowe dla młodzieży, i jako źródło bolesnej czasem wiedzy o świecie. W gęstej narracji Anna Łacina przemyca wskazówki i podpowiedzi – ale uświadamia też odbiorczyniom, że uniwersalne rozwiązania nie istnieją. To książka, którą nastolatki myślące wręcz pokochają.
Odcienie życia
W świat nastoletnich problemów Anna Łacina wkracza odważnie. Nie zamierza trywializować zmartwień młodzieży i sprowadzać wszystkiego do pierwszych miłostek i popełnianych bez przerwy błędów. Uczy swoich bohaterów kreatywności (by wydostali się jakoś ze szkolnych tarapatów) i odwagi (by mogli spełniać najśmielsze marzenia). W ten sposób prowadzi ich też do wielkich rozczarowań, ale lekcje życia, jako momenty zrywania z dzieciństwem, będą przed odbiorców bardzo cenione.
Łacina powraca do czasów, w których trzeba się było trochę wysilić, żeby zdobyć serce i uznanie u przedstawicieli płci przeciwnej. Zaczyna się od znalezionego wiersza romantycznej nastolatki. I chociaż w erze internetu nawiązanie znajomości nie powinno być trudne, autorka komplikuje bohaterom sprawę. Dziewczyna – Magda – jest nieśmiała i niepewna własnej wartości. Chłopakowi – Andrzejowi – daleko do obiektów westchnień klasowych piękności. On chce zwrócić na siebie jej uwagę, ona nie wierzy, że mogłaby się podobać. A to zaledwie jeden z wielu motywów, którymi Anna Łacina buduje fabułę. Warto podkreślić, że w tomie mieszają się tematy młodzieżowe i dorosłe problemy – z przedstawicieli starszego pokolenia próbuje autorka dość skutecznie stworzyć lustro, by wskazać młodym ludziom, jakich dróg lepiej nie wybierać. I tak pojawia się tu rozgoryczona Luśka, która wszystkie siły poświęca na usługiwanie bratu (przy okazji starając się rozbić jego małżeństwo), czy mama Magdy, wyzwolona, ale niespecjalnie szczęśliwa przez brak życiowej stabilizacji. Zaogniają się konflikty na linii dzieci-rodzice i pojawiają się rozmaite pokoleniowe spory. Magda zyskuje sposób, by spotkać się z dawno niewidzianym a idealizowanym ojcem, a Luśka nie dostrzega żadnej z zalet bratanka. W zestaw tematów obyczajowych Łacina bardzo zgrabnie wplata wątek niechcianych zwierząt. Jedna z bohaterek bardzo mocno angażuje się w pracę w schronisku – a w książce całkiem otwarcie przewijają się sugestie, jak pomagać porzuconym psiakom. Opisuje to Anna Łacina nie z pozycji mentora i pedagoga, a dzięki temu też bardzo przekonująco – ten temat z pewnością trafi do odbiorców. W „Miłości pod Psią Gwiazdą” znaleźć można też zagadnienia nierozwiązane i motywy do przemyślenia (niby pozbawiona sensu wiara w zabobony), świat nie skupia się wokół randek i miłostek. Co więcej, dla autorki bardziej istotne jest codzienne życie, wolne od romantycznych uniesień: nawet zauroczenia będą tu zwyczajne, kiedy już wyjdą z fazy ekscytującego podrywu. Taka zmiana perspektywy przyda się i spodoba zwłaszcza odbiorczyniom myślącym, wrażliwym i pozbawionym entuzjastycznego nastawienia do spraw sercowych. Anna Łacina w poszukiwaniu równowagi między romansami i życiem przekonuje się, że to drugie bywa znacznie bardziej ciekawe – chociaż równie trudne.
„Miłość pod Psią Gwiazdą” dzięki obecności wielu wątków przez cały czas trzyma w napięciu. Akcja rozgrywa się na wielu poziomach i angażuje wielu bohaterów widzianych z różnych perspektyw – staje się zatem ciekawym doświadczeniem lekturowym. Łacina wykorzystuje silne nacechowanie emocjonalne jako sposób na zdobycie wiernych czytelniczek. Nie obiecuje łatwych rozwiązań ani cukierkowych scenek i stanowi bardzo miłą alternatywę dla powieści pop. „Miłość pod Psią Gwiazdą” jest książką dojrzałą i mocną, a jednocześnie klasyczną w tonie: nie ma w niej wykroczeń przeciwko literackim schematom, ale nie znajdzie się też przypochlebiania masowym gustom. Anna Łacina pozwala toczyć się historii momentami gorzkiej i sprawia, że czytelniczki bardzo przywiązują się do wyrazistych postaci. Nie wszystko rozegra się tak, jak się wydaje na początku: powieść nie imituje baśni, ma za to zbliżać się do realizmu. Sprawdza się zatem i jako czytadło obyczajowe dla młodzieży, i jako źródło bolesnej czasem wiedzy o świecie. W gęstej narracji Anna Łacina przemyca wskazówki i podpowiedzi – ale uświadamia też odbiorczyniom, że uniwersalne rozwiązania nie istnieją. To książka, którą nastolatki myślące wręcz pokochają.
piątek, 30 marca 2012
Anna Łacina: Telefony do przyjaciela
Nasza Księgarnia, Warszawa 2012.
Sposób na niepełnosprawność
Do tej pory, kiedy w literaturze czwartej pojawiali się niepełnosprawni, lektury przeznaczane były przede wszystkim dla wrażliwych czytelniczek lubiących sentymentalne historie. Niepełnosprawność – jako inność – w ujęciu metaforycznym zazwyczaj funkcjonowała jako czynnik zwracający uwagę na cierpienie, ból i ograniczenia. Anna Łacina nareszcie przełamuje ten schemat, chociaż jej niepełnosprawnej pozostało jeszcze wiele możliwości korzystania z życia.
W „Telefonach do przyjaciela” pojawiają się dwie siostry. Młodsza, osiemnastoletnia Ania, czuje się mniej ważna w rodzinie. Świetnie gra w szachy, ale boi się pływać, tymczasem dziadek kocha żagle. Uwaga rodziców skupia się na pomysłach Marzeny, starszej siostry. Uwaga chłopaków również. Ania przeżywa problemy sercowe, Marzena – chociaż od urodzenia cierpi na rozszczepienie kręgosłupa i wodogłowie, łamie serca kolejnym zalotnikom. Ania nie wie, jak pokonać drogę do chłopaka, który właśnie zawrócił jej w głowie, Marzena jeździ samochodem i bez pomocy przesiada się na wózek. W tej opowieści nie zabraknie kontrastów i przeplatających się wątków o różnej tematyce. Nie zabraknie miłości, zauroczeń i trudnych decyzji, a także trafnych obserwacji współczesnego świata. Nie zabraknie przyjaźni, o jakiej można tylko marzyć – oraz czynników motywujących odbiorczynie do działania. Bo u Anny Łaciny niepełnosprawność służy tylko do udowodnienia młodzieży, że każde ograniczenia da się jakoś pokonać – trzeba jedynie mieć odwagę i nadzieję.
Marzena jeździ na wózku, czynnie uprawia sporty i właśnie dostała się na studia – chociaż lekarz odebrał kiedyś jej matce nadzieję na szczęśliwe życie dziewczynki. Dodatkowo Marzena dodaje otuchy młodym ludziom po wypadkach. Jest bardziej energiczna niż Ania, jeśli ma na coś ochotę – osiąga to. Nawet gdy chce się dowiedzieć, jak traktowaliby ją adoratorzy, gdyby nie była niepełnosprawna, znajduje na to sposób. Marzena zawstydzi niejednego zdrowego nastolatka: to obraz trochę przerysowany (dziewczyna nie tęskni za chodzeniem, bo parę kroków potrafi przejść, nie jest uzależniona od innych i w książce nie ma większych powodów do narzekań) – ale przekonujący dla odbiorców właśnie dzięki temu jednostronnemu oglądowi. Ania tymczasem testuje na sobie skutki niedojrzałych związków. Zakochuje się najpierw w niewłaściwym chłopaku, który nie ma klasy, potem buduje relacje na kłamstwie. O ile wizerunek Marzeny to bodziec do działania, portret Ani to przestroga. Anna Łacina kilka wątków jednocześnie prowadzi i wzbogaca je o dalszoplanowe kolejne motywy – to zapobiega tendencyjności, młodym ludziom trudniej będzie przejrzeć zamiary autorki. Zamiast tego będą mogli cieszyć się lekturą – smakowitą powieścią obyczajową z wakacjami w tle.
Plusem „Telefonów do przyjaciela” jest między innymi odejście od stereotypowych rozwiązań. Zwykle pisarki decydują się na konstruowanie jednokierunkowej historii, w której spotkanie i wstępne zauroczenie bohaterów staje się zapowiedzią związku w mniej lub bardziej odległej przyszłości. Tutaj chłopaków – potencjalnych kandydatów na partnerów – jest mnóstwo i naprawdę nie wiadomo, z którymi siostry zechcą układać sobie życie. Sytuacje bez przerwy się zmieniają, a komplikacje brzmią prawdziwie. Trzeba też zwrócić uwagę na najpiękniejszy w całym tomie temat – temat przyjaźni i oddania ze strony nieatrakcyjnego chłopaka, Jaśka. Tu Anna Łacina wspięła się na wyżyny idealizmu, a jednak jej opowieść rozbudza marzenia i dodaje otuchy. Na podstawie tego tomu można by uczyć się prawdziwej przyjaźni.
Nieprzewidywalna i bogata w różnorodne wątki powieść Anny Łaciny spodoba się młodym ludziom, a przy okazji może zaistnieć w literaturze czwartej jako sposób na przełamanie konwencji w prezentowaniu niepełnosprawności. Ta książka nie dość, że jest napisana z pomysłem i ciekawie, to jeszcze porusza ważne w życiu każdego człowieka kwestie. Oddala się od schematów i nie przytłacza dydaktyzmem. Optymistyczna bez przesady, jest ta powieść udaną realizacją opowieści o egzystencjalnych rozterkach młodzieży.
Sposób na niepełnosprawność
Do tej pory, kiedy w literaturze czwartej pojawiali się niepełnosprawni, lektury przeznaczane były przede wszystkim dla wrażliwych czytelniczek lubiących sentymentalne historie. Niepełnosprawność – jako inność – w ujęciu metaforycznym zazwyczaj funkcjonowała jako czynnik zwracający uwagę na cierpienie, ból i ograniczenia. Anna Łacina nareszcie przełamuje ten schemat, chociaż jej niepełnosprawnej pozostało jeszcze wiele możliwości korzystania z życia.
W „Telefonach do przyjaciela” pojawiają się dwie siostry. Młodsza, osiemnastoletnia Ania, czuje się mniej ważna w rodzinie. Świetnie gra w szachy, ale boi się pływać, tymczasem dziadek kocha żagle. Uwaga rodziców skupia się na pomysłach Marzeny, starszej siostry. Uwaga chłopaków również. Ania przeżywa problemy sercowe, Marzena – chociaż od urodzenia cierpi na rozszczepienie kręgosłupa i wodogłowie, łamie serca kolejnym zalotnikom. Ania nie wie, jak pokonać drogę do chłopaka, który właśnie zawrócił jej w głowie, Marzena jeździ samochodem i bez pomocy przesiada się na wózek. W tej opowieści nie zabraknie kontrastów i przeplatających się wątków o różnej tematyce. Nie zabraknie miłości, zauroczeń i trudnych decyzji, a także trafnych obserwacji współczesnego świata. Nie zabraknie przyjaźni, o jakiej można tylko marzyć – oraz czynników motywujących odbiorczynie do działania. Bo u Anny Łaciny niepełnosprawność służy tylko do udowodnienia młodzieży, że każde ograniczenia da się jakoś pokonać – trzeba jedynie mieć odwagę i nadzieję.
Marzena jeździ na wózku, czynnie uprawia sporty i właśnie dostała się na studia – chociaż lekarz odebrał kiedyś jej matce nadzieję na szczęśliwe życie dziewczynki. Dodatkowo Marzena dodaje otuchy młodym ludziom po wypadkach. Jest bardziej energiczna niż Ania, jeśli ma na coś ochotę – osiąga to. Nawet gdy chce się dowiedzieć, jak traktowaliby ją adoratorzy, gdyby nie była niepełnosprawna, znajduje na to sposób. Marzena zawstydzi niejednego zdrowego nastolatka: to obraz trochę przerysowany (dziewczyna nie tęskni za chodzeniem, bo parę kroków potrafi przejść, nie jest uzależniona od innych i w książce nie ma większych powodów do narzekań) – ale przekonujący dla odbiorców właśnie dzięki temu jednostronnemu oglądowi. Ania tymczasem testuje na sobie skutki niedojrzałych związków. Zakochuje się najpierw w niewłaściwym chłopaku, który nie ma klasy, potem buduje relacje na kłamstwie. O ile wizerunek Marzeny to bodziec do działania, portret Ani to przestroga. Anna Łacina kilka wątków jednocześnie prowadzi i wzbogaca je o dalszoplanowe kolejne motywy – to zapobiega tendencyjności, młodym ludziom trudniej będzie przejrzeć zamiary autorki. Zamiast tego będą mogli cieszyć się lekturą – smakowitą powieścią obyczajową z wakacjami w tle.
Plusem „Telefonów do przyjaciela” jest między innymi odejście od stereotypowych rozwiązań. Zwykle pisarki decydują się na konstruowanie jednokierunkowej historii, w której spotkanie i wstępne zauroczenie bohaterów staje się zapowiedzią związku w mniej lub bardziej odległej przyszłości. Tutaj chłopaków – potencjalnych kandydatów na partnerów – jest mnóstwo i naprawdę nie wiadomo, z którymi siostry zechcą układać sobie życie. Sytuacje bez przerwy się zmieniają, a komplikacje brzmią prawdziwie. Trzeba też zwrócić uwagę na najpiękniejszy w całym tomie temat – temat przyjaźni i oddania ze strony nieatrakcyjnego chłopaka, Jaśka. Tu Anna Łacina wspięła się na wyżyny idealizmu, a jednak jej opowieść rozbudza marzenia i dodaje otuchy. Na podstawie tego tomu można by uczyć się prawdziwej przyjaźni.
Nieprzewidywalna i bogata w różnorodne wątki powieść Anny Łaciny spodoba się młodym ludziom, a przy okazji może zaistnieć w literaturze czwartej jako sposób na przełamanie konwencji w prezentowaniu niepełnosprawności. Ta książka nie dość, że jest napisana z pomysłem i ciekawie, to jeszcze porusza ważne w życiu każdego człowieka kwestie. Oddala się od schematów i nie przytłacza dydaktyzmem. Optymistyczna bez przesady, jest ta powieść udaną realizacją opowieści o egzystencjalnych rozterkach młodzieży.
piątek, 20 sierpnia 2010
Anna Łacina: Czynnik miłości
Nasza Księgarnia, Warszawa 2010.
Wampir a rebours.
Po komercyjnym sukcesie „Zmierzchu” zaroiło się w kolejnych powieściach dla dziewcząt od nawiązań do tej historii. Miłość Belli i Edwarda rozpala marzenia nie tylko czytelniczek Meyer, ale i książkowych postaci, które zyskują tym samym, nieco paradoksalnie, uprawdopodobnione istnienie. Ta intertekstualność pełni tym razem funkcję marketingową, ma kusić czytelniczki i przypominać im treść ulubionej lektury, nadawać rytm nowej fabule, ale także – co w wypadku tomu Anny Łaciny „Czynnik miłości” – może stanowić punkt wyjścia dla rozwoju nowej miłosnej intrygi.
Anna Łacina proponuje młodym odbiorczyniom wielopoziomową i bardzo współczesną historię, w której przenikają się rozmaite wątki ważne dla dzisiejszej młodzieży, z tematami bardziej uniwersalnymi, Sednem powieści są oczywiście zauroczenia i związki, ale o tym za chwilę. Tło „Czynnika miłości” może być bowiem równie atrakcyjne. Dwie bohaterki, przyjaciółki, dorastają w rodzinach dalekich od ideału. Patrycja jest świadkiem ciągłych kłótni rodziców. Jej ojciec, dorobkiewicz i biznesmen bez kultury zachowuje się – delikatnie mówiąc – prostacko. Urządza w domu przyjęcia, dzięki którym może załatwiać ważne dla siebie sprawy – ale do pracy zmusza żonę i nie zauważa, że córka przez hałasy nie może się wyspać. Sprowadza na te przyjęcia dziewczyny do towarzystwa i sprośnymi uwagami rani małżonkę. Potem kaja się i przeprasza – do następnego razu. Magda Dzik, czyli Magdzik, przyjaciółka Patrycji, wychowywana jest tylko przez matkę – ta matka jednak zachowuje się jak dobra kumpela, a czasem jak zdeklarowana feministka. Ostrzega córkę przed niedobrymi mężczyznami – chociaż czasem jej rady są celne i przydatne, bywa, że w ten sposób krzywdzi córkę…
Obie dziewczyny szukają miłości. Obiekt westchnień Patrycji… wprowadza się do domku w jej ogródku. Patrycja czuje, że jej wybranej przypomina Edwarda: kolejne spostrzeżenia – bladość chłopaka, zakrwawione papierowe ręczniki, dziwne zachowania Eryka – tylko podsycają jej wyobraźnię i upodabniają Eryka do bohatera z zaświatów. Oczywiście wyjaśnienie tajemnicy nie pochodzi z fantastycznej krainy – i nie rozwiązuje wszystkich problemów. Magdzik rozpaczliwie szuka miłości gdzie indziej – wybiera sobie nową, internetową tożsamość i podrywa chłopaków w sieci (a choć sama nie jest tak szczera, ufa swoim rozmówcom). W realu umawia się z pierwszym, który zwrócił na nią uwagę – z Kubą. Tyle że Kuba nie zachowuje się jak zakochany chłopak: wytyka dziewczynie jej wady, poniża na każdym kroku: toksyczne relacje uzmysłowi Magdzikowi mama – ale nie jest łatwo uwolnić się z takiego związku. Magda, szukając swojego ideału, nie zauważa miłego i nieśmiałego, niezbyt atrakcyjnego chłopca, który czeka na swoją szansę.
Siedemnastoletnie dziewczyny dojrzewają do decyzji, które mogą zaważyć na ich całym dorosłym życiu – i to Anna Łacina pokazuje pięknie. Mniej piękna wydaje mi się momentami warstwa tekstowa w dialogach. A dokładniej: kontrast między literacką narracją a pisanymi slangiem rozmowami bohaterów. Na początku bywa, że kwestie, którymi przerzucają się postacie, trzeba rozszyfrowywać, co jest możliwe dzięki kontekstowi. Slang starzeje się najszybciej i niepotrzebnie Anna Łacina postawiła na przesycanie nim tekstów młodzieży: niby uwiarygodniła w ten sposób postacie, ale też skróciła ich żywot. Chociaż może nie skończy się to źle – w końcu tematy i motywy poruszane przez autorkę są na tyle silne i ważne, że młodzież powinna chętnie po ten tom sięgać. Na razie nie ma się o co martwić, bo „Czynnik miłości” na pewno spodoba się nastolatkom – to przecież książka wciągająca, pełna sekretów i wzruszająca. Trudno przewidzieć jej zakończenie, dzięki czemu czyta się ją jeszcze lepiej.
Wampir a rebours.
Po komercyjnym sukcesie „Zmierzchu” zaroiło się w kolejnych powieściach dla dziewcząt od nawiązań do tej historii. Miłość Belli i Edwarda rozpala marzenia nie tylko czytelniczek Meyer, ale i książkowych postaci, które zyskują tym samym, nieco paradoksalnie, uprawdopodobnione istnienie. Ta intertekstualność pełni tym razem funkcję marketingową, ma kusić czytelniczki i przypominać im treść ulubionej lektury, nadawać rytm nowej fabule, ale także – co w wypadku tomu Anny Łaciny „Czynnik miłości” – może stanowić punkt wyjścia dla rozwoju nowej miłosnej intrygi.
Anna Łacina proponuje młodym odbiorczyniom wielopoziomową i bardzo współczesną historię, w której przenikają się rozmaite wątki ważne dla dzisiejszej młodzieży, z tematami bardziej uniwersalnymi, Sednem powieści są oczywiście zauroczenia i związki, ale o tym za chwilę. Tło „Czynnika miłości” może być bowiem równie atrakcyjne. Dwie bohaterki, przyjaciółki, dorastają w rodzinach dalekich od ideału. Patrycja jest świadkiem ciągłych kłótni rodziców. Jej ojciec, dorobkiewicz i biznesmen bez kultury zachowuje się – delikatnie mówiąc – prostacko. Urządza w domu przyjęcia, dzięki którym może załatwiać ważne dla siebie sprawy – ale do pracy zmusza żonę i nie zauważa, że córka przez hałasy nie może się wyspać. Sprowadza na te przyjęcia dziewczyny do towarzystwa i sprośnymi uwagami rani małżonkę. Potem kaja się i przeprasza – do następnego razu. Magda Dzik, czyli Magdzik, przyjaciółka Patrycji, wychowywana jest tylko przez matkę – ta matka jednak zachowuje się jak dobra kumpela, a czasem jak zdeklarowana feministka. Ostrzega córkę przed niedobrymi mężczyznami – chociaż czasem jej rady są celne i przydatne, bywa, że w ten sposób krzywdzi córkę…
Obie dziewczyny szukają miłości. Obiekt westchnień Patrycji… wprowadza się do domku w jej ogródku. Patrycja czuje, że jej wybranej przypomina Edwarda: kolejne spostrzeżenia – bladość chłopaka, zakrwawione papierowe ręczniki, dziwne zachowania Eryka – tylko podsycają jej wyobraźnię i upodabniają Eryka do bohatera z zaświatów. Oczywiście wyjaśnienie tajemnicy nie pochodzi z fantastycznej krainy – i nie rozwiązuje wszystkich problemów. Magdzik rozpaczliwie szuka miłości gdzie indziej – wybiera sobie nową, internetową tożsamość i podrywa chłopaków w sieci (a choć sama nie jest tak szczera, ufa swoim rozmówcom). W realu umawia się z pierwszym, który zwrócił na nią uwagę – z Kubą. Tyle że Kuba nie zachowuje się jak zakochany chłopak: wytyka dziewczynie jej wady, poniża na każdym kroku: toksyczne relacje uzmysłowi Magdzikowi mama – ale nie jest łatwo uwolnić się z takiego związku. Magda, szukając swojego ideału, nie zauważa miłego i nieśmiałego, niezbyt atrakcyjnego chłopca, który czeka na swoją szansę.
Siedemnastoletnie dziewczyny dojrzewają do decyzji, które mogą zaważyć na ich całym dorosłym życiu – i to Anna Łacina pokazuje pięknie. Mniej piękna wydaje mi się momentami warstwa tekstowa w dialogach. A dokładniej: kontrast między literacką narracją a pisanymi slangiem rozmowami bohaterów. Na początku bywa, że kwestie, którymi przerzucają się postacie, trzeba rozszyfrowywać, co jest możliwe dzięki kontekstowi. Slang starzeje się najszybciej i niepotrzebnie Anna Łacina postawiła na przesycanie nim tekstów młodzieży: niby uwiarygodniła w ten sposób postacie, ale też skróciła ich żywot. Chociaż może nie skończy się to źle – w końcu tematy i motywy poruszane przez autorkę są na tyle silne i ważne, że młodzież powinna chętnie po ten tom sięgać. Na razie nie ma się o co martwić, bo „Czynnik miłości” na pewno spodoba się nastolatkom – to przecież książka wciągająca, pełna sekretów i wzruszająca. Trudno przewidzieć jej zakończenie, dzięki czemu czyta się ją jeszcze lepiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






