Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

sobota, 29 sierpnia 2015

Mark Greenside: Szaleństwa, gafy i trafy, czyli uczę się żyć we Francji (nie jest łatwo)

Świat Książki, Warszawa 2015.

Wyzwania w obcym kraju

Pierwsza książka tego autora została serdecznie przyjęta, zresztą trudno się temu dziwić, bo Mark Greenside stawia na żarty i uwypuklanie codziennych absurdów w obcym kraju. Zachowuje się jak Stephen Clarke, ale nie interesuje go temat seksu, a życie prywatne, codzienność i problemy, których miejscowi wcale nie znają. Książka „Szaleństwa, gafy i trafy, czyli uczę się żyć we Francji (nie jest łatwo)” to zestaw zaobserwowanych przez autora różnic kulturowych, zjawisk nie do pomyślenia dla przeciętnego Amerykanina. Co ciekawe, Greenside jest bardziej przychylny Francji niż Stanom Zjednoczonym: dostrzega paradoksy i niedogodności życia w USA, a jego zaskoczenia we Francji są przeważnie pozytywne i utwierdzają go w przekonaniu, że dobrze zrobił, kupując tu dom i zadłużając się u matki.

Greenside do Francji przyjechał dwadzieścia pięć lat temu i od tamtej pory z niesłabnącym zachwytem notuje kolejne francuskie doświadczenia. W tej książce skupia się na wydarzeniach zwyczajnych, choć szarpiących nerwy. Pomost z poprzednim tomem Greenside buduje na sprawą kwestii finansowych. Pokazuje, jak we Francji działają banki i kiedy ma się utrudniony dostęp do własnych pieniędzy. Konsekwentnie przedstawia siebie jako obcokrajowca, który bardzo źle włada językiem: popełnia liczne błędy, niektóre celowo, inne z braku doświadczenia. Jest zadziwiająco niefrasobliwy, jeśli chodzi o podpisywanie dokumentów, których treści może się tylko domyślać. Ufa Francuzom i zostawia im rozwiązywanie swoich problemów. Nie wpędza się przez to w kłopot: miejscowi zawsze starają się pomóc i dalecy są od cwaniactwa czy naginania faktów do własnych potrzeb. Greenside może zachowywać się jak dziecko, wszyscy nad nim czuwają. Beztroska w kwestiach finansowych to jeden z podstawowych tematów w książce. Autor przygląda się też pułapkom czyhającym na kierowców, wątkowi jedzenia i gotowania dla przyjaciół z Francji, zakupom, służbie zdrowia oraz dylematom językowym. Tematyczne części książki zawierają po kilka rozdziałów z bardziej sprecyzowanymi zagadnieniami, a na koniec – felietonowe podsumowanie „dziesięciu rzeczy, które powinno się wiedzieć o…”. Ten przejrzysty układ jest wygodny w lekturze i uzasadnia powracanie do niektórych spostrzeżeń.

Mark Greenside przede wszystkim chce być zabawny. Prezentuje postawę życzliwą gościnnym Francuzom, a siebie przedstawia jako prostaczka, który nie daje sobie rady z prostymi obowiązkami. Bezradny i pozbawiony wsparcia staje się śmieszny, ale to komizm, który nikogo nie krzywdzi. „Szaleństwa, gafy i trafy” pełne są wpadek bez złych konsekwencji. Dzięki temu lektura przebiega przyjemnie, a autor nie podsyca angielsko-francuskich animozji czy stereotypów. Tymi ostatnimi posługuje się w odniesieniu do części zachowań Amerykanów, nigdy z myślą o miejscowych. Francja wypada przez to jak raj, schronienie dla wszystkich nieprzystosowanych do życia w swoim kraju. Greenside fascynację buduje na braku zrozumienia: bez przerwy dziwi się Francuzom i przedstawia ponure konsekwencje, jakie jego zachowanie przyniosłoby w Stanach.

Książka utrzymana jest w tonie dowcipu, autor chętnie wyolbrzymia i koloryzuje swoje przygody, ku uciesze czytelników. Niezwykłości poszukuje w najzwyklejszych czynnościach, które w obcym kraju urastają do rangi wyzwania. „Szaleństwa, gafy i trafy” to publikacja złożona z drobnych scenek dodających otuchy i uprzyjemniających drobne uciążliwości: bo jeśli poradzi sobie z nimi nawet nieznający języka cudzoziemiec, to może warto spojrzeć na nie z innej perspektywy i mniej się przejmować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com