Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki                       

wtorek, 1 czerwca 2010

Hunter S. Thompson: Dziennik rumowy

Niebieska Studnia, 2010.

Inne życie

„Dziennik rumowy” to książka, którą streścić można dość szybko – bo nie w misternie tkanej intrydze kryje się jej wartość. Hunter S. Thompson zamiast koncentrować się na budowaniu skomplikowanej fabuły, wybrał prostotę treści, nadając jej kształt, który upaja czytelników. Trzydziestoletni amerykański dziennikarz, Paul Kemp, trafia do Puerto Rico – ma pracować w niezbyt dobrze prosperującej gazecie „Daily News”: szybko odkrywa, że redakcja stała się azylem dla wykolejeńców i ludzi leniwych, nikomu naprawdę nie zależy na pracy, a prawdziwe życie kręci się wokół rumu i przygodnego seksu. W rozleniwionej atmosferze Puerto Rico poszukiwanie tematów do artykułów nierzadko przegrywa z rozrywką – zwłaszcza że bohaterowi podoba się dziewczyna kolegi-dziennikarza. Pozbawieni zahamowań ludzie tworzą inny, niezwykły świat, do którego Paul Kemp dostosowuje się bez większego trudu. Nie oznacza to jednak, że ominą go rozmaite pułapki i przykrości.

Nawiązuje „Dziennik rumowy” do klasyki czarnej prozy, to powieść mięsista i mocna a przy tym nie wulgarna. Do takiego odbioru przyczynia się zapewne koloryt lokalny, tło wydarzeń i rytm powieści, wyznaczany przez kolejne porcje rumu – a także pomysł na życie, preferowany przez Paula Kempa. Dziennikarz decyduje się na włóczęgowski tryb egzystencji, żyje chwilą i wydaje się niczym nie przejmować. Udziela mu się atmosfera wyspy i z czasem przenikają do jego umysłu filozofie współpracowników. Przy tym Hunter S. Thompson zwraca uwagę na język historii – to język kolokwialny, ale nie rynsztokowy. Plastyczny i wyrazisty, kipiący od emocji w dialogach, ale dość stonowany w opisie. Trafiający w sedno, nieprzegadany styl, musi spodobać się czytelnikom – to największy atut książki.

Autor prezentuje tu historię miłosną z męskiego punktu widzenia. Dziewczynę, która wpadła w oko bohaterowi na samym początku opowieści, prowadzić będzie przez cały czas obok głównych zagadnień kolejnych rozdziałów – aż do zupełnie niespodziewanego zakończenia. Zaletą „Dziennika rumowego” jest bowiem także nieprzewidywalność fabuły – rozluźnienie obyczajów czy środowisko sprzyjające dawaniu upustu emocjom i zachciankom nie oznacza, że zastosowane w historii rozwiązania będą cechowały się prostotą…

Zmiana trybu życia jest dla Paula Kempa odskocznią od nudnej codzienności – mimo że atrakcje, jakie zapewnia życie na wyspie, nie należą do szczególnie wyszukanych, bohater wtrącony w nowe środowisko, nieznający miejscowych zwyczajów ani panujących w miejscu pracy zasad, musi przewartościować swoje dotychczasowe doświadczenia. W „Dzienniku rumowym” życie chwilą staje się punktem wyjścia do pytania o podstawowe pojęcia – miłość czy szczęście. Z dala od wielkiego świata i luksusów Paul Kemp dowiaduje się wielu zaskakujących rzeczy o sobie samym, a wyniki jego autoanaliz dadzą się przełożyć na spostrzeżenia czytelników-outsiderów.

Ta książka nie zawsze trzyma w napięciu i nie zawsze rozwija się zgodnie z oczekiwaniami odbiorców – za to wciąga i pozwala cieszyć się samym rytmem narracji, sposobem prowadzenia opowieści. Z tego też powodu trudno się od niej oderwać. „Dziennik rumowy” cechują doskonale wyważone proporcje między opisem i dialogami, pod względem warsztatowym to majstersztyk. Na czwartej stronie okładki pojawia się hasło, które charakteryzuje „Dziennik rumowy” jako „opowieść o miłości, dziennikarstwie i piciu do upadłego” – ale poza prezentowaną w tomie historią liczy się jej atmosfera, urzekająca i drażniąca jednocześnie.
Można opisywać „Dziennik rumowy” od strony poszczególnych wątków i tematów, można też zatrzymać się na magnetycznej warstwie opisu – która w tym wypadku wydaje się być równie ważna jak przesłanie.

1 komentarz:

  1. Dupa tam majstersztyk, szkolna powiesc z mlodzienczym nerwem, inspirowana Hemingwayem i Faulknerem. Slamazarne tempo i nieporadny jezyk. Najgorsza powiesc Thompsona, nie dziwi to jednak, gdyz pierwsza i przechowywana w szufladzie przez 40 lat... taka ciekawostka :)

    OdpowiedzUsuń

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com