* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sorn Gara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sorn Gara. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lutego 2010

Sorn Gara: Pan Toti i ufoludki

Skrzat, Kraków 2010.

Śledztwo Pana Toti


Pan Toti w swoim własnym świecie niczym szczególnym się nie wyróżnia. W mikroskopijnej krainie wszyscy mają kształt trójkątów. Wszyscy – poza ufoludkami, które występują w objazdowym cyrku. Pan Toti, człowieczek wielkości palca, tym razem okazuje się bardzo dobrym detektywem – w książeczce „Pan Toti i ufoludki” sympatyczny bohater doprowadza do uratowania grupy kotków – jak zwykle stara się doprowadzić do tego, by wszyscy byli szczęśliwi.

Zaczyna się zupełnie zwyczajnie, to znaczy tak jak Sorn Gara rozpoczyna wszystkie historyjki z tej serii. Pan Toti schodzi do kopalni, którą ma pod swoim domem. Wynosi z niej kolejne łopatki ziemi, ale nie może nic znaleźć. Kiedy już traci nadzieję na wykopanie ciekawego przedmiotu, trafia na walizkę. Do tej pory kopalnia pod domem dostarczała Panu Toti samych magicznych przedmiotów, które doskonale zastępowały skarby. Ponieważ jednak w świecie, jaki kreuje Sorn Gara, nie ma miejsca na długie zmartwienia, a już zwłaszcza na materialistyczne zapędy postaci, Pan Toti nie przejmuje się specjalnie – wychodzi na powierzchnię, by znaleźć coś, co mógłby włożyć do swojej walizki. Pobrzmiewają tu echa Kubusia Puchatka – lecz to odległe skojarzenie.

Wkrótce okaże się, rzecz jasna, że walizka wygrzebana z ziemi całkowicie spełnia pokładane w niej nadzieje liczących na czary odbiorców. To kolejny magiczny rekwizyt, który nie wiadomo w jaki sposób spełnia życzenia właścicieli, w związku z czym problemy Pana Toti i jego przyjaciół rozwieją się w mgnieniu oka. W książce pojawia się wyczarowany w tomie „Pan Toti i czarodziejska różdżka” Pozytyw – dobry kompan, który trochę w cień odsunął Hehela. Zresztą tym razem Sorn Gara mocno ograniczyła ilość „stałych” bohaterów – nie ma ani przyjaciela Pana Toti, ani złośliwych bliźniaków. Wszystko przez ufoludki, dość licznie zaludniające opowieść.

Stałe elementy fabuły autorka realizuje jak zwykle. Dodatkowo jednak w trzecim zeszycie przygód Pana Toti wprowadza nieco więcej dreszczyku emocji – tym razem chodzi przecież o ocalenie tajemniczych przybyszów z innego świata – i pośrednio, odkrycie wielkiej mistyfikacji. Jak zwykle, akcja rozwija się nieprzewidywalnie, co sprawi, że dzieci powinny ze sporym zainteresowaniem śledzić przygody głównego bohatera.

Pan Toti mówi w kolorze czerwonym, Pozytyw – w zielonym (choć do odcienia owej zieleni w tym tomiku można mieć zastrzeżenia) – to rozwiązanie zastosowano, by dzieci od razu rozpoznawały postać, która się aktualnie wypowiada – więc i dla skrócenia narracji. Książka została przygotowana tak, by małe dzieci nie miały problemów z czytaniem (chociaż może czcionka szeryfowa byłaby jeszcze lepszym rozwiązaniem). Tekst podzielony jest na małe bloki i poprzegradzany ogromną ilością rysunków, w których prostota kształtów i barw wychodzi na plan pierwszy.

„Pan Toti i ufoludki” to propozycja bardzo dobra dla tych maluchów, które dopiero rozpoczynają przygodę z czytaniem – i dla tych, które jeszcze nie uczą się liter, za to chętnie posłuchają opowieści w wykonaniu dorosłych. Publikacja Skrzata zawiera kilka rozwiązanych zagadek, trochę niespodzianek, całostronicowe obrazki i rysunki przedstawiające detale. Ma też ważne dla najmłodszych przesłanie, a przy okazji dostarcza i sporo emocji za sprawą pomysłu na rozwój historii.


środa, 27 stycznia 2010

Sorn Gara: Pan Toti i czarodziejska różdżka

Skrzat, Kraków 2010.


Znaleziska Pana Toti

Pan Toti, daleki krewny krasnoludków i innych miniaturowych bajkowych istot, budzi sympatię małych odbiorców. Nie może być inaczej, skoro Pan Toti nikomu nie robi krzywdy (wręcz przeciwnie, kiedy trzeba, służy pomocą każdemu i stara się, by postaciom, które spotka, wiodło się lepiej). Z reguły jest uśmiechnięty i zadowolony, optymistycznie spogląda na świat – a przynajmniej na tę jego cząsteczkę, którą ma w zasięgu wzroku.

Pan Toti jest człowieczkiem małym jak palec dziecka. Za jeden posiłek wystarczy mu poziomka – to daje odbiorcom wyobrażenie także o rozmiarach bajkowego świata. Taka kraina musi mieć swoje sekrety i tajemnice – jedną z nich okazuje się teren pod domem Pana Toti. Codziennie dzielny bohater chowa pod swój kapelusz łopatkę i schodzi po drabinie do wykopanego kiedyś tunelu. Ma tam swoją własną kopalnię, w której pracuje, bo ma nadzieję na odkrycie prawdziwych skarbów. Na razie wykopuje zaledwie drobne przedmioty, które każdy uznałby za śmieci – szybko jednak wychodzi na jaw, że rzeczy z kopalni pod domem mają magiczne właściwości i stają się początkiem niezwykłych przygód.

W książeczce „Pan Toti i czarodziejska różdżka” rekwizyt odkryty przez bohatera wydaje się być najzupełniej zwyczajny, to znaczy: oswojony przez stałą obecność w wielu historiach. Pan Toti wydobywa z ziemi atrybut magika, czarodziejską różdżkę. Żeby jednak nie było zbyt łatwo i jednoznacznie, różdżka ma dwa działające końce – czarny i biały. Tu Sorn Gara posługuje się również zwykłymi, kulturowo utrwalonymi symbolami, o czym jednak Pan Toti nie wie – dopiero seria niefortunnych zaklęć i czarów, które wychodzą odwrotnie, niż by sobie tego zażyczył bohater, sprawiają, że dwaj przyjaciele – Hehel i Pan Toti – uczą się zasady działania różdżki.

Sorn Gara w całej serii książeczek o Panu Toti stawia na prostotę – nic dziwnego, kieruje opowieść do kilkulatków, nie chce więc ich męczyć nadmiernie rozbudowanymi, wielotorowymi fabułami. Przygodę bohatera obudowuje wokół znalezionego w kopalni rekwizytu. Przy okazji też bawi się motywem sobowtóra – Negatyw stanowi nie lada zaskoczenie dla naiwnego w gruncie rzeczy i dobrotliwego Pana Toti. Wraz z mikroskopijnym człowieczkiem dzieci będą mogły przekonać się, że istnieją także ludzie złośliwi, niegrzeczni i nieprzyjemni dla innych – Sorn Gara pokazuje, jak łatwo można sprawić komuś przykrość i udowadnia, że sympatyczni bohaterowie mogą znaleźć wspaniałych kompanów do zabawy, a tych niedobrych nikt nie potrzebuje – ma zatem bajka wymiar dydaktyczny, nie jest to jednak dydaktyzm nachalny.

Mimo dość oczywistych rozważań, jakie w tej fabule się pojawiają, książka „Pan Toti i czarodziejska różdżka” przewidywalna nie będzie. Trudno nawet podejrzewać, w jakim kierunku rozwinie się akcja – zwłaszcza że w grę wchodzi przedmiot magiczny, obdarzony ponadnaturalnymi mocami, a i sama konwencja bajki nie wyklucza nierealistycznych sytuacji. Sorn Gara tworzy w formie kreskówkowej, wskazuje na to prostota książeczki, ale i wykonane przez autorkę rysunki. Pan Toti to postać wyrazista i rozpoznawalna, a osnucie każdej historii cyklu wokół jednego, charakterystycznego motywu także przypomina dobranocki. Obrazków jest tu naprawdę wiele, a narracja została sprowadzona do minimum, także dzięki grafice. Skrzat proponuje małym odbiorcom kolejną książeczkę niosącą ciepło, optymizm i spokój, a przy tym ciekawą fabułę.

czwartek, 21 stycznia 2010

Sorn Gara: Pan Toti

Skrzat, Kraków 2010.


Coś dla malucha

Żeby napisać książeczkę dla dzieci, wystarczy mieć dobry pomysł – nie trzeba zbytnio komplikować akcji ani silić na wymyślne kreacje bohaterów: prostota w zestawieniu z bajkową fabułką to w zasadzie połączenie wystarczające na dobrą historyjkę. Najwyraźniej Sorn Gara zdaje sobie z tego sprawę i swoją propozycją wpisuje się w cały szereg bajek „dobranockowych” – tworzy postać Pana Toti, małego człowieczka, który mieszka w pniu drzewa. Ponieważ autorka samodzielnie ilustruje swoje historyjki, czytelnicy mogą się bez trudu przekonać, że z „człowieczka” Pan Toti ma jedynie ręce i nogi (ewentualnie jeszcze postawę wyprostowaną) – wyrysowany na planie lekko koślawego trójkąta Pan Toti przypomina trochę Muminki, a naprawdę nie jest podobny do żadnego kreskówkowego bohatera: ot, oko, dwie dziurki w wydatnym nosie i kreskowy uśmiech – oto cały, maksymalnie uproszczony Pan Toti.

Siłą opowiastek, jakie proponuje Sorn Gara, tkwi jednak gdzie indziej – a mianowicie w pomysłowym operowaniu czarodziejskimi bajkowymi motywami. Autorka prowadzi fabułę najzupełniej naturalnie, do pewnego momentu. Potem wprowadza element nietypowy, element, który jest jednocześnie wyznacznikiem baśniowości – i który wprowadza zaskoczenie.

Ponieważ mamy do czynienia z cyklem historyjek, Sorn Gara dba o to, by wprowadzić powtarzalne motywy, nadające całości spójny charakter. Do takich klisz informacyjnych należy przedstawianie głównego bohatera – z początku każdej książeczki znajduje się krótkie wprowadzenie, które mieści opis Pana Toti. Pan Toti ma swoje stałe przyzwyczajenia i upodobania, odpowiednio w każdym tomiku eksponowane, co w książeczkach sprawia wrażenie spokoju.

Pan Toti to postać sympatyczna i miła – w propozycjach Skrzata nie ma złych uczuć i emocji, jedynym dopuszczalnym minorowym nastrojem, który pełni rolę katalizatora fabuły, jest lekki smutek: nawet obecność złośliwych bliźniaków nie zmienia ciepłego brzmienia tych opowiastek. Pod swoim domkiem Pan Toti ma kopalnię, w której szuka skarbów – z reguły wykopuje zaczarowane przedmioty, które stają się potem centralnym punktem fabuły. Ale w „Panu Toti”, chronologicznie najwcześniejszej części cyklu, ważniejsze wydaje się znalezisko Hehela, przyjaciela Pana Toti: z jajka, które wypadło z gniazda i trafiło pod troskliwą opiekę bohatera wykluwa się bowiem… prawdziwy smok. „Zielone, ogoniaste i skrzydlate” w miejsce spodziewanego, ślicznego i puszystego pisklątka będzie nie lada zaskoczeniem dla bohaterów. Tymczasem smok przeżywa ogromną tragedię – nie potrafi latać, mimo wykorzystania przez Hehela i Pana Toti wszelkich pomysłów – bajkowych (sprowadzenie inteligentnego ptaka jako nauczyciela) i kulturowych (patent Dedala). Na szczęście kopalnia pod domem bohatera mieści cały zestaw magicznych akcesoriów, które mogą pomóc w rozwiązaniu kryzysu.

W „Panu Toti” uwagę zwracają kolory rysunków. Jedynie przybliżenia co bardziej skomplikowanych drobiazgów są utrzymane w czarno-białej tonacji. Większość dużych obrazków ma przyciągać wzrok właśnie dzięki intensywnym (chociaż nie jaskrawym) barwom. Świat Pana Toti wzorowany jest na ludzkim, różni się jednak od niego, i to znacznie, w wielu szczegółach: drzewa bajkowej krainy mają raczej fantastyczne kształty (mimo że wszystko w tej historyjce utrzymane jest w formach jak najprostszych).
„Pan Toti” ma dobranockowy – i może nieco kreskówkowy – charakter. Nadaje się jako lektura na dobranoc dla kilkulatków, a także jako zwyczajna książeczka do czytania na co dzień.