"Świerszczyk" nr 4/2023 (2981), "Świerszczyk Reporter" nr 2/2023, "Świerszczyk Labirynty" nr 3/2023.
Zabawy
Tematyczny numer "Świerszczyka" tym razem pozwala wybrać się w kosmos. Opowiadania, rymowanki i zagadki powiązane są z tym, co dzieje się we wszechświecie i oswajają dzieci z tematami międzyplanetarnymi i galaktycznymi. Oczywiście nie będzie tutaj podawania skomplikowanych informacji, raczej czysta zabawa na bazie kosmicznych przygód. Ale pojawi się też kilka przydatnych wiadomości - między innymi skrótowe przygotowania do tego, co znajduje się w Układzie Słonecznym, albo podpowiedź, jak zapamiętać kolejność planet. Jest ściąga z lektur poświęconych kosmosowi - nowości wydawniczych odnoszących się do tego zagadnienia. Jest też gra planszowa i sporo łamigłówek. Kosmiczny numer "Świerszczyka" przynosi dzieciom dobrą zabawę i zachęca do rozwijania pasji, uruchamia wyobraźnię i przedstawia kilka zaledwie ciekawostek dotyczących kosmosu - zawsze wydaje się, że mogłoby być ich więcej, jednak należy pamiętać, że pismo ma przede wszystkim wartość rozrywkową i jako takie trafia do szerokiego grona odbiorców. Uwagę dzieci przykuwać będą zwłaszcza gry i zabawy, łamigłówki, które zostały dostosowane do tematu wiodącego - tak, że miłośnicy kosmosu będą wiedzieli, na czym ćwiczyć umiejętności. "Świerszczyk" dostarcza odbiorcom sporo radości - przygotowany został tak, żeby dzieci w różnym wieku znalazły tu coś dla siebie - na chwilę, jednak chwilę bardzo twórczą i wypełnioną sporą dozą przyjemności.
W "Świerszczyku Reporterze" Bajetan wybiera się na Madagaskar, żeby przeprowadzić wywiad z kameleonem - jednak to zwierzę nie jest zbyt łatwe do znalezienia, więc Bajetan będzie musiał trochę się wysilić. To automatycznie nakreśla wiodący temat numeru: pojawi się tu zagadnienie związane z kamuflażem. Dzieci dowiedzą się, jakie zwierzęta upodabniają się do otoczenia, dlaczego kameleon zmienia kolory, a nawet - jakie rośliny imitują zwierzęta. Dzieci dowiedzą się także, co robią stworzenia, które nie mogą się zamaskować - w jaki sposób ostrzegają drapieżniki przed sobą. Z tematem kamuflażu doskonale koresponduje część rodzajów łamigłówek, zwłaszcza te związane z wyszukiwaniem motywów albo porównywaniem ich. Znajdzie się też miejsce na przedstawianie konkretnych zwierząt albo historii przyrodników, którzy dzielą się swoimi przeżyciami w krótkich historiach. Sporo tu stron z ciekawostkami - oczywiście wypełnionych bardzo kolorowymi zdjęciami, bo trudno sobie wyobrazić, że można opowiadać o sztuce kamuflażu w świecie zwierząt bez pokazywania tego na konkretnych przykładach.
Wydawać by się mogło, że "Świerszczyk. Labirynty" niczym dzieci nie zaskoczy - jednak tym razem temat wiodący to film. Każdy labirynt powiązany jakoś z głównym zagadnieniem poprzedzony jest jednoakapitowym - dość szczegółowym - komentarzem na temat historii kina i wynalazków pozwalających na stworzenie filmu. Lektura nie jest naiwna i sporo z niej się dzieci dowiedzą - te maluchy, które wolą tylko przechodzić labirynty, będą mogły się pobawić. Jednak warto tu też podjąć czytanie i przekonać się, jak wiele pomysłów trzeba było, żeby powstawały filmy. Odbiorcy poznają sekrety filmowców, między innymi - jak tworzy się dźwięki albo o czym opowiadają poszczególne gatunki filmów. Może to stać się wstępem do ciekawej przygody z kinem albo początkiem wielkiej pasji.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Era. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Era. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 kwietnia 2023
wtorek, 23 marca 2021
Świerszczyk Reporter. Magazyn przyrodniczy dla dzieci, nr 1/2021.
Wśród zwierząt
Pojawia się na rynku czasopism dla najmłodszych ciekawa odnoga popularnego "Świerszczyka", wypełniająca lukę po "Zwierzakach" czy "Kwaku", które w latach 90. XX wieku pozwalały najmłodszym na poznawanie fascynującego świata zwierząt. To publikacja rozrywkowo-edukacyjna, w której Bajetan - świerszczyk ze "Świerszczyka" - staje się przewodnikiem po sekretach natury. Na pierwszy ogień idą małpy - to temat główny pierwszego numeru pisma. I, jak w dawnych propozycjach tego typu, pojawiają się tu zróżnicowane gatunki prasowe. Część informacji twórcy wplatają w wywiad, jaki świerszczyk-reporter Bajetan przeprowadza z makakiem królewskim (trochę mniej tu danych niż w dawnych lekturach, ale też publiczność się zmieniła i nie można od dzieci wymagać, żeby skupiły się na rozbudowanej rozmowie). Część pojawia się w podpisach pod zdjęciami - komiksowe chmurki są świetnym miejscem na wymienianie ciekawostek. Do tego tradycyjne ramki, które pozwalają na przedstawianie szeregu informacji bez obaw, że kogoś zniechęci nadmiar tekstu: zdjęcia wystarczająco przykuwają uwagę i zachęcają do poznawania szczegółów z życia małp. Są i "metryczki" różnych gatunków małp, a nawet bonus - ludzkie domy na wysokich palach jako intrygujący dodatek. Bo przecież na samym opisywaniu małp Bajetan nie poprzestaje, chociaż oczywiście nie wyczerpuje tematu, a jedynie lekko go sygnalizuje.
Część "Świerszczyka Reportera" została przeznaczona na edukacyjne fragmenty, zapoznawanie odbiorców ze światem przyrody. Odpowiednie znaczniki na marginesach pozwalają łatwo nawigować po stronach (które dalekie są od podręcznikowych prezentacji, za to eksplodują kolorami, zdjęciami i ramkami z tekstem). Drugą część zajmują zabawy. Tradycyjne łamigłówki i modyfikowane gry logiczne, które wpisują się w tematykę gazety. Krzyżówki, labirynty, wyszukiwanki, szyfry, zgadywanki, niby-puzzle, porównywanki... mnóstwo tu sposobów na zabicie nudy - i propozycji dla małych odbiorców, którzy będą chcieli przyjemnie spędzić czas. To pismo rozrywkowe, zapewnia zatem dzieciom wytchnienie od nauki, a mimo to jednocześnie przygotowuje do lekcji w szkole przez rozwijanie spostrzegawczości czy zdolności manualnych. Ukoronowaniem pomysłu staje się prawdziwa gra planszowa zamieszczona w środku magazynu. Powrót do klasycznych rozrywek, które można zaproponować całej rodzinie - i które są alternatywą dla komputera - to strzał w dziesiątkę, dzieci mogą dzięki temu utrwalać wiedzę, a dodatkowo jeszcze miło spędzać czas z bliskimi. Nikt nie kojarzy gry ze sprawdzianem umiejętności, a przecież to gra rozwojowa i cenna pod tym względem.
"Świerszczyk Reporter" to atrakcyjna propozycja nawiązująca do klasycznych kolorowych magazynów dla dzieci. Przyciąga, przekonuje do czytania i chłonięcia wiedzy w odpowiednio przygotowanych dawkach, daje też możliwość rozrywki dzięki sporej liczbie stron przeznaczonych na łamigłówki. Bardzo kolorowy, wypełniony zdjęciami magazyn z pewnością przyczyni się do zwiększenia zainteresowania dzieci przyrodą.
Pojawia się na rynku czasopism dla najmłodszych ciekawa odnoga popularnego "Świerszczyka", wypełniająca lukę po "Zwierzakach" czy "Kwaku", które w latach 90. XX wieku pozwalały najmłodszym na poznawanie fascynującego świata zwierząt. To publikacja rozrywkowo-edukacyjna, w której Bajetan - świerszczyk ze "Świerszczyka" - staje się przewodnikiem po sekretach natury. Na pierwszy ogień idą małpy - to temat główny pierwszego numeru pisma. I, jak w dawnych propozycjach tego typu, pojawiają się tu zróżnicowane gatunki prasowe. Część informacji twórcy wplatają w wywiad, jaki świerszczyk-reporter Bajetan przeprowadza z makakiem królewskim (trochę mniej tu danych niż w dawnych lekturach, ale też publiczność się zmieniła i nie można od dzieci wymagać, żeby skupiły się na rozbudowanej rozmowie). Część pojawia się w podpisach pod zdjęciami - komiksowe chmurki są świetnym miejscem na wymienianie ciekawostek. Do tego tradycyjne ramki, które pozwalają na przedstawianie szeregu informacji bez obaw, że kogoś zniechęci nadmiar tekstu: zdjęcia wystarczająco przykuwają uwagę i zachęcają do poznawania szczegółów z życia małp. Są i "metryczki" różnych gatunków małp, a nawet bonus - ludzkie domy na wysokich palach jako intrygujący dodatek. Bo przecież na samym opisywaniu małp Bajetan nie poprzestaje, chociaż oczywiście nie wyczerpuje tematu, a jedynie lekko go sygnalizuje.
Część "Świerszczyka Reportera" została przeznaczona na edukacyjne fragmenty, zapoznawanie odbiorców ze światem przyrody. Odpowiednie znaczniki na marginesach pozwalają łatwo nawigować po stronach (które dalekie są od podręcznikowych prezentacji, za to eksplodują kolorami, zdjęciami i ramkami z tekstem). Drugą część zajmują zabawy. Tradycyjne łamigłówki i modyfikowane gry logiczne, które wpisują się w tematykę gazety. Krzyżówki, labirynty, wyszukiwanki, szyfry, zgadywanki, niby-puzzle, porównywanki... mnóstwo tu sposobów na zabicie nudy - i propozycji dla małych odbiorców, którzy będą chcieli przyjemnie spędzić czas. To pismo rozrywkowe, zapewnia zatem dzieciom wytchnienie od nauki, a mimo to jednocześnie przygotowuje do lekcji w szkole przez rozwijanie spostrzegawczości czy zdolności manualnych. Ukoronowaniem pomysłu staje się prawdziwa gra planszowa zamieszczona w środku magazynu. Powrót do klasycznych rozrywek, które można zaproponować całej rodzinie - i które są alternatywą dla komputera - to strzał w dziesiątkę, dzieci mogą dzięki temu utrwalać wiedzę, a dodatkowo jeszcze miło spędzać czas z bliskimi. Nikt nie kojarzy gry ze sprawdzianem umiejętności, a przecież to gra rozwojowa i cenna pod tym względem.
"Świerszczyk Reporter" to atrakcyjna propozycja nawiązująca do klasycznych kolorowych magazynów dla dzieci. Przyciąga, przekonuje do czytania i chłonięcia wiedzy w odpowiednio przygotowanych dawkach, daje też możliwość rozrywki dzięki sporej liczbie stron przeznaczonych na łamigłówki. Bardzo kolorowy, wypełniony zdjęciami magazyn z pewnością przyczyni się do zwiększenia zainteresowania dzieci przyrodą.
niedziela, 17 lutego 2019
Natalia Usenko: Kopnięte królestwo
Nowa Era, Warszawa 2018.
Łamigłówki
Jednym ze sposobów zachęcania najmłodszych do podjęcia wysiłku intelektualnego jest humor. Wie o tym doskonale Natalia Usenko, która nie pierwszy raz proponuje maluchom zestaw zagadek matematycznych i językowych. „Kopnięte królestwo” tej autorki to zamieszanie w bajkowym świecie. Najpierw jednak Usenko zaprezentuje cały zestaw postaci biorących udział w opowiastkach. Każdą cechuje wymyślne (i czasem przesadnie rozbudowane) miano, a poza tym – oryginalne lub dziwne z perspektywy dziecka hobby. Krótka charakterystyka właściwie nie pomaga w zapamiętaniu wyjątkowych cech, za to sugeruje jedno: autorka uwielbia bawić się żartami i specjalnie sięga po liczne absurdy, żeby rozśmieszać kilkulatki. Proponuje różne wydarzenia i okoliczności atrakcyjne z perspektywy odbiorców. Wszystko po to, żeby zamaskować matematyczne zadania. To będzie bowiem właściwa warstwa książki. „Kopnięte królestwo” wydane w serii książkogra – staje się też propozycją dla fanów serii ze „Świerszczyka”. Składa się z szeregu jedno-lub dwuakapitowych „historyjek” oraz rymowanek. Każda historyjka prozą przedstawia wybraną scenkę z królestwa: albo działania króla, albo wybryki synów sprzątaczki, albo figle czworonogów. Nie ma dzielenia bohaterów na lepszych i gorszych, nie ma też podkreślania powagi urzędów: jeśli ktoś znajduje się w centrum uwagi, automatycznie nie ma sobie równych. Sama historyjka śmieszy i wyzwala absurd albo abstrakcyjne skojarzenia, pokazuje normalność w królestwie, lub właśnie akcje, które nijak do królewskiego majestatu nie przystają. Fabularnego znaczenia te scenki raczej nie mają, ale stanowią punkt wyjścia do podliczeń. Do historyjki autorka dodaje zawsze zadanie dla czytelników. To jak zadania tekstowe ze szkolnych zajęć – ale znacznie ciekawsze. Choćby dlatego, że wolne od tendencyjności, za to przepojone śmiechem. Autorka nie poprzestaje na zmuszaniu dzieci do dodawania, odejmowania czy podliczania: wprowadza kwestie podchwytliwe i wymuszające logiczne myślenie (pary butów jeśli w zadaniu trzeba podać liczbę butów), niespodzianki albo pułapki. Tu trzeba przez cały czas zachowywać czujność, nie dać się podejść. Rozwiązania nie polegają na dopasowywaniu się do szablonów, wypełnianiu prostych poleceń. Dzieci zyskują natomiast sporo zabawy już na etapie wymyślania sposobu na rozwiązanie zadania. Śmiech jest znakomitą zachętą do podjęcia wysiłku, Natalia Usenko wie o tym bardzo dobrze, zwłaszcza że nie od dziś oferuje najmłodszym dowcipne spotkania z matematyką. Rymowanki, całkiem udane, częściej odnoszą się do charakterów lub odczuć postaci. Stanowią odskocznię od matematycznych łamigłówek, to znaczy: czasami trzeba tu połączyć kropki, czasami wskazać na rysunku określone przedmioty. Tu zatem pojawia się rodzaj tradycyjnych zabaw dla najmłodszych. Jeśli dzieciom mało będzie rozrywek umysłowych, czeka je jeszcze gra planszowa – kolejne urozmaicenie tradycyjnej lektury.
Łamigłówki
Jednym ze sposobów zachęcania najmłodszych do podjęcia wysiłku intelektualnego jest humor. Wie o tym doskonale Natalia Usenko, która nie pierwszy raz proponuje maluchom zestaw zagadek matematycznych i językowych. „Kopnięte królestwo” tej autorki to zamieszanie w bajkowym świecie. Najpierw jednak Usenko zaprezentuje cały zestaw postaci biorących udział w opowiastkach. Każdą cechuje wymyślne (i czasem przesadnie rozbudowane) miano, a poza tym – oryginalne lub dziwne z perspektywy dziecka hobby. Krótka charakterystyka właściwie nie pomaga w zapamiętaniu wyjątkowych cech, za to sugeruje jedno: autorka uwielbia bawić się żartami i specjalnie sięga po liczne absurdy, żeby rozśmieszać kilkulatki. Proponuje różne wydarzenia i okoliczności atrakcyjne z perspektywy odbiorców. Wszystko po to, żeby zamaskować matematyczne zadania. To będzie bowiem właściwa warstwa książki. „Kopnięte królestwo” wydane w serii książkogra – staje się też propozycją dla fanów serii ze „Świerszczyka”. Składa się z szeregu jedno-lub dwuakapitowych „historyjek” oraz rymowanek. Każda historyjka prozą przedstawia wybraną scenkę z królestwa: albo działania króla, albo wybryki synów sprzątaczki, albo figle czworonogów. Nie ma dzielenia bohaterów na lepszych i gorszych, nie ma też podkreślania powagi urzędów: jeśli ktoś znajduje się w centrum uwagi, automatycznie nie ma sobie równych. Sama historyjka śmieszy i wyzwala absurd albo abstrakcyjne skojarzenia, pokazuje normalność w królestwie, lub właśnie akcje, które nijak do królewskiego majestatu nie przystają. Fabularnego znaczenia te scenki raczej nie mają, ale stanowią punkt wyjścia do podliczeń. Do historyjki autorka dodaje zawsze zadanie dla czytelników. To jak zadania tekstowe ze szkolnych zajęć – ale znacznie ciekawsze. Choćby dlatego, że wolne od tendencyjności, za to przepojone śmiechem. Autorka nie poprzestaje na zmuszaniu dzieci do dodawania, odejmowania czy podliczania: wprowadza kwestie podchwytliwe i wymuszające logiczne myślenie (pary butów jeśli w zadaniu trzeba podać liczbę butów), niespodzianki albo pułapki. Tu trzeba przez cały czas zachowywać czujność, nie dać się podejść. Rozwiązania nie polegają na dopasowywaniu się do szablonów, wypełnianiu prostych poleceń. Dzieci zyskują natomiast sporo zabawy już na etapie wymyślania sposobu na rozwiązanie zadania. Śmiech jest znakomitą zachętą do podjęcia wysiłku, Natalia Usenko wie o tym bardzo dobrze, zwłaszcza że nie od dziś oferuje najmłodszym dowcipne spotkania z matematyką. Rymowanki, całkiem udane, częściej odnoszą się do charakterów lub odczuć postaci. Stanowią odskocznię od matematycznych łamigłówek, to znaczy: czasami trzeba tu połączyć kropki, czasami wskazać na rysunku określone przedmioty. Tu zatem pojawia się rodzaj tradycyjnych zabaw dla najmłodszych. Jeśli dzieciom mało będzie rozrywek umysłowych, czeka je jeszcze gra planszowa – kolejne urozmaicenie tradycyjnej lektury.
piątek, 7 grudnia 2018
Wyszukiwanka Łośka Tośka. Ćwiczenia dla oka, ręki i głowy
Nowa Era, Warszawa 2018.
Zabawy z książką
Łosiek Tosiek żadnej specjalnej roli w tej książce nie pełni, za to sam cykl – książkogra – staje się sposobem wydawnictwa na przyciągnięcie maluchów do zabawy. Nie ma tutaj klasycznej lektury, są zabawy i uzupełnianki. Wystarczy jednak tylko raz sprawdzić, czego oczekuje się od użytkowników, żeby wypełniać kolejne rozkładówki, przynajmniej zanim dojdzie do gry. Tomik wydaje się prosty w obsłudze, a wręcz trochę monotonny. Pozwala na ćwiczenie spostrzegawczości lub koncentracji, a z klasycznymi wyszukiwankami wygrywać może oryginalną formą. Za każdym razem chodzi o uzupełnienie podanych zdań, zdań, które noszą znamiona mądrości ludowych, ale nie są powszechnie znanymi powiedzeniami, których dalszego ciągu łatwo się domyślić. Nie da się rozwiązać zadania na skróty (no chyba że sięgnie się do klucza na końcu tomiku, ale przecież nie o to w zabawie chodzi). Trzeba się nieźle wysilić, żeby poukładać wyobraźniowe puzzle. Każda rozkładówka to jeden duży rysunek (co prawda grafika komputerowa, ale w tym wypadku to się broni). Niektóre miejsca na rysunku mają dodatkowe oznaczenia. Na marginesie pojawiają się natomiast wycinki z obrazków, drobne fragmenty, które należy zlokalizować. Połączenie puzzla z konkretnym miejscem na ilustracji zapewni odbiorcom wiadomość, jaką literą uzupełnić które miejsce w diagramie. Wystarczy wpisać litery w odpowiednie pola, a następnie odczytać hasło. Niby nic trudnego, a jednak fragmenty są kadrowane tak, by czasem budzić wątpliwości, nie da się rozwiązywać tych diagramów bez wysiłku i zaangażowania, trzeba trochę pracy – a i koncentracji. Do tego już poza zagadnieniami maluchy mogą zająć się opowiadaniem, co dzieje się na rysunkach. Za każdym razem jest to inny temat, więc i też szansa na unikanie monotonii. Autorzy otwierają przed kilkulatkami świat bajek, przeważnie oryginalnych i z narracyjnym potencjałem. Nie o fabuły tu chodzi, ale o rozbudzanie fantazji. Przy kolorowych ilustracjach przyciągnie dzieci do pracy – namówienie do podjęcia intelektualnego wysiłku – nie będzie raczej niczym trudnym.
Twórcy tomiku – co chyba pozostaje w założeniach serii – chcą w pierwszej kolejności sugerować dostarczanie rozrywki. Kuszą dzieci kolorowymi stronami oraz obietnicą bajkowości. Maskują natomiast w ten sposób całkiem nieźle walory edukacyjne. Poprawianie koncentracji to jeden z aspektów tomiku – bez wątpienia przyda się dzieciom, które zaczynają chodzić do szkoły. Tu poćwiczą kojarzenie elementów rysunku, porównywanie, może też logiczne myślenie. Ale przecież nawet uzupełnianie diagramów opiera się na trenowaniu pisania, a przynajmniej rozpoznawania liter i cyfr.
Kiedy już skończą się zadania dla najmłodszych, przynajmniej te wyszukiwankowe, książka zamieni się w grę planszową. Pojawi się kartonowa część, którą należy wyciąć i rozłożyć – oraz rozpisane na parę stron zasady gry. To rodzaj planszówki – labiryntu z zadaniami do wypełnienia. Rozbudzi ciekawość i zachęci do wspólnego spędzania czasu. To rozrywka mniej znana dzieciom wychowywanym już na grach komputerowych, może więc stać się atrakcją. A że dotyczy książkowych zbiorów – stanowi też sposób na przekonanie maluchów do lektur jako takich.
Zabawy z książką
Łosiek Tosiek żadnej specjalnej roli w tej książce nie pełni, za to sam cykl – książkogra – staje się sposobem wydawnictwa na przyciągnięcie maluchów do zabawy. Nie ma tutaj klasycznej lektury, są zabawy i uzupełnianki. Wystarczy jednak tylko raz sprawdzić, czego oczekuje się od użytkowników, żeby wypełniać kolejne rozkładówki, przynajmniej zanim dojdzie do gry. Tomik wydaje się prosty w obsłudze, a wręcz trochę monotonny. Pozwala na ćwiczenie spostrzegawczości lub koncentracji, a z klasycznymi wyszukiwankami wygrywać może oryginalną formą. Za każdym razem chodzi o uzupełnienie podanych zdań, zdań, które noszą znamiona mądrości ludowych, ale nie są powszechnie znanymi powiedzeniami, których dalszego ciągu łatwo się domyślić. Nie da się rozwiązać zadania na skróty (no chyba że sięgnie się do klucza na końcu tomiku, ale przecież nie o to w zabawie chodzi). Trzeba się nieźle wysilić, żeby poukładać wyobraźniowe puzzle. Każda rozkładówka to jeden duży rysunek (co prawda grafika komputerowa, ale w tym wypadku to się broni). Niektóre miejsca na rysunku mają dodatkowe oznaczenia. Na marginesie pojawiają się natomiast wycinki z obrazków, drobne fragmenty, które należy zlokalizować. Połączenie puzzla z konkretnym miejscem na ilustracji zapewni odbiorcom wiadomość, jaką literą uzupełnić które miejsce w diagramie. Wystarczy wpisać litery w odpowiednie pola, a następnie odczytać hasło. Niby nic trudnego, a jednak fragmenty są kadrowane tak, by czasem budzić wątpliwości, nie da się rozwiązywać tych diagramów bez wysiłku i zaangażowania, trzeba trochę pracy – a i koncentracji. Do tego już poza zagadnieniami maluchy mogą zająć się opowiadaniem, co dzieje się na rysunkach. Za każdym razem jest to inny temat, więc i też szansa na unikanie monotonii. Autorzy otwierają przed kilkulatkami świat bajek, przeważnie oryginalnych i z narracyjnym potencjałem. Nie o fabuły tu chodzi, ale o rozbudzanie fantazji. Przy kolorowych ilustracjach przyciągnie dzieci do pracy – namówienie do podjęcia intelektualnego wysiłku – nie będzie raczej niczym trudnym.
Twórcy tomiku – co chyba pozostaje w założeniach serii – chcą w pierwszej kolejności sugerować dostarczanie rozrywki. Kuszą dzieci kolorowymi stronami oraz obietnicą bajkowości. Maskują natomiast w ten sposób całkiem nieźle walory edukacyjne. Poprawianie koncentracji to jeden z aspektów tomiku – bez wątpienia przyda się dzieciom, które zaczynają chodzić do szkoły. Tu poćwiczą kojarzenie elementów rysunku, porównywanie, może też logiczne myślenie. Ale przecież nawet uzupełnianie diagramów opiera się na trenowaniu pisania, a przynajmniej rozpoznawania liter i cyfr.
Kiedy już skończą się zadania dla najmłodszych, przynajmniej te wyszukiwankowe, książka zamieni się w grę planszową. Pojawi się kartonowa część, którą należy wyciąć i rozłożyć – oraz rozpisane na parę stron zasady gry. To rodzaj planszówki – labiryntu z zadaniami do wypełnienia. Rozbudzi ciekawość i zachęci do wspólnego spędzania czasu. To rozrywka mniej znana dzieciom wychowywanym już na grach komputerowych, może więc stać się atrakcją. A że dotyczy książkowych zbiorów – stanowi też sposób na przekonanie maluchów do lektur jako takich.
sobota, 24 listopada 2018
Małgorzata Strzałkowska: Zaczarowane obrazki
Nowa Era, Warszawa 2018.
Szukanie słów
Zadziwiające w swojej prostocie są „Zaczarowane obrazki” Małgorzaty Strzałkowskiej. To propozycja dla maluchów, które uczą się samodzielnie czytać, a do tego lubią rozmaite wyszukiwanki i zagadki. W pewnym sensie autorka nawiązuje do wyszukiwankowych picture booków, jakich pełno dzisiaj na rynku, ale mocno wyróżnia publikację, z kilku względów. Przede wszystkim zamiast poleceń są tu wierszyki, w których Strzałkowska zakodowuje szereg zadań. Przy okazji sprawdzania, co jest na ilustracjach, dzieci będą musiały wykazywać się umiejętnością liczenia, narracji czy kojarzenia faktów. Autorka układa kilkuzwrotkowe teksty, w których próbuje zmieścić jak najwięcej poleceń – w efekcie też jak najwięcej utrudnień dla odbiorców. Poza wskazywaniem drobiazgów rozsianych po specyficznych przestrzeniach, autorka namawia również do pozbierania widocznych na zdjęciu liter i ułożenia z nich hasła. Funduje więc najmłodszym również ćwiczenia językowe. Rozwija umiejętności i w zakresie polszczyzny, bo w końcu jej wierszyki zawierają wiele określeń i nazw, które mogą poszerzać słownictwo maluchów. Nie ma taryfy ulgowej: to nie banalne licencyjne rymowanki, a prawdziwe wyzwania dla dzieci. Małgorzata Strzałkowska na wyliczeniach nie poprzestaje, zawsze dba o to, żeby jej rymowanki miały wyraźne puenty, dostosowane do tego, co dzieje się na grafikach. Chodzi o to, żeby nie mieć do czynienia z prostym wymienianiem składników rysunku, a zasugerować najmłodszym istnienie świata ożywianego wyobraźnią. Małgorzata Strzałkowska pisze tu wierszyki użytkowe, podporządkowane omawianiu zawartości obrazków, a to oznacza, że mniej uwagi poświęca na szlifowanie samej formy. Nie przejmuje się rymami gramatycznymi – ich obecność wyjaśniana jest przez rytm wyliczeń. Tekstowo nie zawsze więc będą to utwory imponujące, ale dzieciom to nie przeszkadza. Ponadto sam rytm wierszyków sprawia, że maluchom łatwiej pójdą lekcje czytania. Strzałkowska powraca do tego, co dzieci w lekturach lubią – humoru i wpadających w ucho wierszyków. Nadaje też nowy kształt popularnej zabawie.
Anita Andrzejewska oraz Andrzej Pilichowski-Ragno stworzyli tu „ilustracje”, czyli zdjęcia z porozrzucanych przedmiotów, kawałków warzyw i owoców, śmieci i rzeczy, które znajdują się w każdym domu. Pobawili się cieniami (szukanie przedmiotu po kształcie prawdziwego cienia to dobra zabawa), ułożyli kosmitów z wałka do ciasta, stworzyli przedziwny pojazd z dwóch ogórków, zaprojektowali świat czarownic i inne ciekawe miejsca. Oglądanie ich propozycji to z jednej strony sprawdzanie, jaki temat wybrali twórcy, by go w nietypowy sposób zrealizować, z drugiej – analizowanie fragmentów ilustracji dla odnalezienia określonych rzeczy. „Zaczarowane obrazki” urzekają pozorną prostotą – dostęp do składników ma każdy, trzeba jednak wyobraźni, żeby ułożyć tak nietypowe scenki z tego, co jest pod ręką. W ten sposób twórcy tomiku urozmaicają dzieciom zadanie: wyszukiwanki nie muszą być zwykłym popisem graficznym. W tym wypadku uwodzą odejściem od standardowych picture booków. Nie oznacza to wcale zmniejszenia poziomu trudności. Jakby tego wszystkiego było mało, mieszczą w sobie „Zaczarowane obrazki” również przesłania dla najmłodszych, zasady zachowania się lub wskazówki przydatne w codziennym życiu. To propozycja twórcza, przyda się maluchom, które ćwiczą czytanie albo uczą się koncentracji. Dostarczy również sporo rozrywki i na pewno nikogo nie zmęczy monotonią ćwiczeń czy nastawieniem na jeden rodzaj zagadki.
Szukanie słów
Zadziwiające w swojej prostocie są „Zaczarowane obrazki” Małgorzaty Strzałkowskiej. To propozycja dla maluchów, które uczą się samodzielnie czytać, a do tego lubią rozmaite wyszukiwanki i zagadki. W pewnym sensie autorka nawiązuje do wyszukiwankowych picture booków, jakich pełno dzisiaj na rynku, ale mocno wyróżnia publikację, z kilku względów. Przede wszystkim zamiast poleceń są tu wierszyki, w których Strzałkowska zakodowuje szereg zadań. Przy okazji sprawdzania, co jest na ilustracjach, dzieci będą musiały wykazywać się umiejętnością liczenia, narracji czy kojarzenia faktów. Autorka układa kilkuzwrotkowe teksty, w których próbuje zmieścić jak najwięcej poleceń – w efekcie też jak najwięcej utrudnień dla odbiorców. Poza wskazywaniem drobiazgów rozsianych po specyficznych przestrzeniach, autorka namawia również do pozbierania widocznych na zdjęciu liter i ułożenia z nich hasła. Funduje więc najmłodszym również ćwiczenia językowe. Rozwija umiejętności i w zakresie polszczyzny, bo w końcu jej wierszyki zawierają wiele określeń i nazw, które mogą poszerzać słownictwo maluchów. Nie ma taryfy ulgowej: to nie banalne licencyjne rymowanki, a prawdziwe wyzwania dla dzieci. Małgorzata Strzałkowska na wyliczeniach nie poprzestaje, zawsze dba o to, żeby jej rymowanki miały wyraźne puenty, dostosowane do tego, co dzieje się na grafikach. Chodzi o to, żeby nie mieć do czynienia z prostym wymienianiem składników rysunku, a zasugerować najmłodszym istnienie świata ożywianego wyobraźnią. Małgorzata Strzałkowska pisze tu wierszyki użytkowe, podporządkowane omawianiu zawartości obrazków, a to oznacza, że mniej uwagi poświęca na szlifowanie samej formy. Nie przejmuje się rymami gramatycznymi – ich obecność wyjaśniana jest przez rytm wyliczeń. Tekstowo nie zawsze więc będą to utwory imponujące, ale dzieciom to nie przeszkadza. Ponadto sam rytm wierszyków sprawia, że maluchom łatwiej pójdą lekcje czytania. Strzałkowska powraca do tego, co dzieci w lekturach lubią – humoru i wpadających w ucho wierszyków. Nadaje też nowy kształt popularnej zabawie.
Anita Andrzejewska oraz Andrzej Pilichowski-Ragno stworzyli tu „ilustracje”, czyli zdjęcia z porozrzucanych przedmiotów, kawałków warzyw i owoców, śmieci i rzeczy, które znajdują się w każdym domu. Pobawili się cieniami (szukanie przedmiotu po kształcie prawdziwego cienia to dobra zabawa), ułożyli kosmitów z wałka do ciasta, stworzyli przedziwny pojazd z dwóch ogórków, zaprojektowali świat czarownic i inne ciekawe miejsca. Oglądanie ich propozycji to z jednej strony sprawdzanie, jaki temat wybrali twórcy, by go w nietypowy sposób zrealizować, z drugiej – analizowanie fragmentów ilustracji dla odnalezienia określonych rzeczy. „Zaczarowane obrazki” urzekają pozorną prostotą – dostęp do składników ma każdy, trzeba jednak wyobraźni, żeby ułożyć tak nietypowe scenki z tego, co jest pod ręką. W ten sposób twórcy tomiku urozmaicają dzieciom zadanie: wyszukiwanki nie muszą być zwykłym popisem graficznym. W tym wypadku uwodzą odejściem od standardowych picture booków. Nie oznacza to wcale zmniejszenia poziomu trudności. Jakby tego wszystkiego było mało, mieszczą w sobie „Zaczarowane obrazki” również przesłania dla najmłodszych, zasady zachowania się lub wskazówki przydatne w codziennym życiu. To propozycja twórcza, przyda się maluchom, które ćwiczą czytanie albo uczą się koncentracji. Dostarczy również sporo rozrywki i na pewno nikogo nie zmęczy monotonią ćwiczeń czy nastawieniem na jeden rodzaj zagadki.
niedziela, 18 listopada 2018
Małgorzata Strzałkowska: Zwariowane litery
Nowa Era, Warszawa 2018.
Zagadki
Nowy rytm wyszukiwankowym historiom nadaje Małgorzata Strzałkowska w serii Lubię czytać ze Strzałką. Strzałka to narzędzie, które pomoże maluchom w skupieniu uwagi na tekście: należy ją wyciąć i przykładać albo do całych wersów, albo do pojedynczych wyrazów. To pomysł prosty, ale jednocześnie wart wypróbowania: urozmaici kilkulatkom proces czytania i dostarczy elementu rozrywkowego. Może zachęcić najmłodszych do wytężonej pracy, a i ułatwić im skupianie się na słowach. Małgorzata Strzałkowska tych dostarcza aż w nadmiarze – tworzy rozbudowane wierszyki z ukrytymi sensami, nie przejmując się wprowadzaniem słów obcych dzieciom. To akurat w tym wypadku atut: może poszerzać słownictwo odbiorców i przygotowywać ich do bardziej skomplikowanych lektur. Może też bawić. Ale w „Zwariowanych literach” nie o same wierszyki chodzi – kolejne rymowanki stanowią bowiem szyfr do złamania i odkrycia haseł. To dlatego Strzałkowska nie przejmuje się tak do końca formą i pozwala sobie na stosowanie rymów gramatycznych albo – co gorsza – banalnych (mleczko-jajeczko to coś, co już nie powinno mieć prawa wstępu do wierszyków dla dzieci jako wyeksploatowane do znudzenia w potocznych rymowankach). Nie imponuje wprowadzanymi współbrzmieniami, ale to dlatego, że ma do zrealizowania inny cel: zaprezentowanie działań liter.
Litery nazywa w bajce liczebnikami, co wyznacza ich kolejność (a i pomaga ćwiczyć liczenie, to tak na marginesie) – i opowiada, co robią. Po prześledzeniu tekstu trzeba zatem znaleźć odpowiadającą mu postać. Do postaci przypisana jest litera i literę należy wpisać w odpowiednie miejsce w diagramie, żeby odczytać hasło – rozwiązanie. Wydaje się to proste, ale jeśli wziąć pod uwagę, że za każdym razem należy przeczesać ilustracje w poszukiwaniu tej odpowiadającej opisowi – zabawa się wydłuża. To jak krzyżówka, ale znacznie mniej tendencyjna i również mniej nudna.
Dzieci będą wybierały sobie zadania do rozwiązania ze względu na temat: mogą zająć się wybrykami kotów, porównywaniem różnych zwierzęcych osesków, postaciami taplającymi się w błocie, zającami, zespołem stworzeń oczyszczających miasto, spacerowiczami, uczestnikami ruchu drogowego… akcja przenosi się spod wody w korony drzew albo na zamek. Takie zadania – dodatkowy cel dołożony do lektury – sprawiają, że maluchy znacznie bardziej chcą angażować się w lekcje i ćwiczenia czytania, nie nudzą się tak bardzo, dostrzegają przyjemności płynące z książek. Tu dobrym chwytem stało się połączenie sprawdzonej rozrywki – czyli wyszukiwanek jako takich, kluczowej formy wielu dzisiejszych picture booków – z nowym sposobem uwypuklania ich, z wypadkową krzyżówki i „szyfru”. Tutaj za stronę tekstową odpowiada Małgorzata Strzałkowska, czyli autorka świadomie operująca słowem i rytmem. Ilustracje przygotował również mistrz w swoim fachu – Marcin Bruchnalski, który stawia na humor i na odwołania do wyobraźni. „Zwariowane litery” jako publikacja dla uczących się czytać dzieci będzie propozycją na tyle oryginalną, że – przykuje uwagę i zachęci do takiej formy spędzania czasu. „Zwariowane litery” pomogą trenować sztukę czytania, dostarczą również rozrywki. Małgorzata Strzałkowska wymyśla zagadkowe opisy, zmusza więc najmłodszych do uważnego przyglądania się obrazkom – tu trudno byłoby wymyślić rozwiązanie przed czasem.
Zagadki
Nowy rytm wyszukiwankowym historiom nadaje Małgorzata Strzałkowska w serii Lubię czytać ze Strzałką. Strzałka to narzędzie, które pomoże maluchom w skupieniu uwagi na tekście: należy ją wyciąć i przykładać albo do całych wersów, albo do pojedynczych wyrazów. To pomysł prosty, ale jednocześnie wart wypróbowania: urozmaici kilkulatkom proces czytania i dostarczy elementu rozrywkowego. Może zachęcić najmłodszych do wytężonej pracy, a i ułatwić im skupianie się na słowach. Małgorzata Strzałkowska tych dostarcza aż w nadmiarze – tworzy rozbudowane wierszyki z ukrytymi sensami, nie przejmując się wprowadzaniem słów obcych dzieciom. To akurat w tym wypadku atut: może poszerzać słownictwo odbiorców i przygotowywać ich do bardziej skomplikowanych lektur. Może też bawić. Ale w „Zwariowanych literach” nie o same wierszyki chodzi – kolejne rymowanki stanowią bowiem szyfr do złamania i odkrycia haseł. To dlatego Strzałkowska nie przejmuje się tak do końca formą i pozwala sobie na stosowanie rymów gramatycznych albo – co gorsza – banalnych (mleczko-jajeczko to coś, co już nie powinno mieć prawa wstępu do wierszyków dla dzieci jako wyeksploatowane do znudzenia w potocznych rymowankach). Nie imponuje wprowadzanymi współbrzmieniami, ale to dlatego, że ma do zrealizowania inny cel: zaprezentowanie działań liter.
Litery nazywa w bajce liczebnikami, co wyznacza ich kolejność (a i pomaga ćwiczyć liczenie, to tak na marginesie) – i opowiada, co robią. Po prześledzeniu tekstu trzeba zatem znaleźć odpowiadającą mu postać. Do postaci przypisana jest litera i literę należy wpisać w odpowiednie miejsce w diagramie, żeby odczytać hasło – rozwiązanie. Wydaje się to proste, ale jeśli wziąć pod uwagę, że za każdym razem należy przeczesać ilustracje w poszukiwaniu tej odpowiadającej opisowi – zabawa się wydłuża. To jak krzyżówka, ale znacznie mniej tendencyjna i również mniej nudna.
Dzieci będą wybierały sobie zadania do rozwiązania ze względu na temat: mogą zająć się wybrykami kotów, porównywaniem różnych zwierzęcych osesków, postaciami taplającymi się w błocie, zającami, zespołem stworzeń oczyszczających miasto, spacerowiczami, uczestnikami ruchu drogowego… akcja przenosi się spod wody w korony drzew albo na zamek. Takie zadania – dodatkowy cel dołożony do lektury – sprawiają, że maluchy znacznie bardziej chcą angażować się w lekcje i ćwiczenia czytania, nie nudzą się tak bardzo, dostrzegają przyjemności płynące z książek. Tu dobrym chwytem stało się połączenie sprawdzonej rozrywki – czyli wyszukiwanek jako takich, kluczowej formy wielu dzisiejszych picture booków – z nowym sposobem uwypuklania ich, z wypadkową krzyżówki i „szyfru”. Tutaj za stronę tekstową odpowiada Małgorzata Strzałkowska, czyli autorka świadomie operująca słowem i rytmem. Ilustracje przygotował również mistrz w swoim fachu – Marcin Bruchnalski, który stawia na humor i na odwołania do wyobraźni. „Zwariowane litery” jako publikacja dla uczących się czytać dzieci będzie propozycją na tyle oryginalną, że – przykuje uwagę i zachęci do takiej formy spędzania czasu. „Zwariowane litery” pomogą trenować sztukę czytania, dostarczą również rozrywki. Małgorzata Strzałkowska wymyśla zagadkowe opisy, zmusza więc najmłodszych do uważnego przyglądania się obrazkom – tu trudno byłoby wymyślić rozwiązanie przed czasem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






