Nowa Era, Warszawa 2018.
Łamigłówki
Jednym ze sposobów zachęcania najmłodszych do podjęcia wysiłku intelektualnego jest humor. Wie o tym doskonale Natalia Usenko, która nie pierwszy raz proponuje maluchom zestaw zagadek matematycznych i językowych. „Kopnięte królestwo” tej autorki to zamieszanie w bajkowym świecie. Najpierw jednak Usenko zaprezentuje cały zestaw postaci biorących udział w opowiastkach. Każdą cechuje wymyślne (i czasem przesadnie rozbudowane) miano, a poza tym – oryginalne lub dziwne z perspektywy dziecka hobby. Krótka charakterystyka właściwie nie pomaga w zapamiętaniu wyjątkowych cech, za to sugeruje jedno: autorka uwielbia bawić się żartami i specjalnie sięga po liczne absurdy, żeby rozśmieszać kilkulatki. Proponuje różne wydarzenia i okoliczności atrakcyjne z perspektywy odbiorców. Wszystko po to, żeby zamaskować matematyczne zadania. To będzie bowiem właściwa warstwa książki. „Kopnięte królestwo” wydane w serii książkogra – staje się też propozycją dla fanów serii ze „Świerszczyka”. Składa się z szeregu jedno-lub dwuakapitowych „historyjek” oraz rymowanek. Każda historyjka prozą przedstawia wybraną scenkę z królestwa: albo działania króla, albo wybryki synów sprzątaczki, albo figle czworonogów. Nie ma dzielenia bohaterów na lepszych i gorszych, nie ma też podkreślania powagi urzędów: jeśli ktoś znajduje się w centrum uwagi, automatycznie nie ma sobie równych. Sama historyjka śmieszy i wyzwala absurd albo abstrakcyjne skojarzenia, pokazuje normalność w królestwie, lub właśnie akcje, które nijak do królewskiego majestatu nie przystają. Fabularnego znaczenia te scenki raczej nie mają, ale stanowią punkt wyjścia do podliczeń. Do historyjki autorka dodaje zawsze zadanie dla czytelników. To jak zadania tekstowe ze szkolnych zajęć – ale znacznie ciekawsze. Choćby dlatego, że wolne od tendencyjności, za to przepojone śmiechem. Autorka nie poprzestaje na zmuszaniu dzieci do dodawania, odejmowania czy podliczania: wprowadza kwestie podchwytliwe i wymuszające logiczne myślenie (pary butów jeśli w zadaniu trzeba podać liczbę butów), niespodzianki albo pułapki. Tu trzeba przez cały czas zachowywać czujność, nie dać się podejść. Rozwiązania nie polegają na dopasowywaniu się do szablonów, wypełnianiu prostych poleceń. Dzieci zyskują natomiast sporo zabawy już na etapie wymyślania sposobu na rozwiązanie zadania. Śmiech jest znakomitą zachętą do podjęcia wysiłku, Natalia Usenko wie o tym bardzo dobrze, zwłaszcza że nie od dziś oferuje najmłodszym dowcipne spotkania z matematyką. Rymowanki, całkiem udane, częściej odnoszą się do charakterów lub odczuć postaci. Stanowią odskocznię od matematycznych łamigłówek, to znaczy: czasami trzeba tu połączyć kropki, czasami wskazać na rysunku określone przedmioty. Tu zatem pojawia się rodzaj tradycyjnych zabaw dla najmłodszych. Jeśli dzieciom mało będzie rozrywek umysłowych, czeka je jeszcze gra planszowa – kolejne urozmaicenie tradycyjnej lektury.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalia Usenko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalia Usenko. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 lutego 2019
wtorek, 9 sierpnia 2016
Natalia Usenko: Bractwo-piractwo. Przygoda przyrodnicza
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Lekcja na dziko
Kto by nie chciał czasami zrezygnować ze zwyczajnego (nudnego i przewidywalnego) życia i rozpocząć wielką przygodę? Natalia Usenko odwołuje się do takiego marzenia, tworząc serię edukacyjnych książeczek dla dzieci. Tutaj też całkiem zwyczajna rodzina wiodła nieciekawą egzystencję, aż wreszcie wszyscy zgodnie się zbuntowali i… zostali piratami. Zmienili imiona na pirackie i wynieśli się na bezludną wyspę. Tylko że nawet piraci powinni od czasu do czasu czegoś się nauczyć. Dlatego też babka Piratka zarządza wyjazd na niebieską szkołę. Bohaterowie popłyną na kilka wysp, na których dowiedzą się czegoś o przyrodzie. Żeby nie zamieniło się to w kolejne wakacje, muszą prowadzić dzienniki i odrabiać zadania domowe. O ile z tym pierwszym jakoś sobie radzą, o tyle te drugie zrzucają na odbiorców (licząc na to, że im się upiecze) i biegną do przyjemniejszych rozrywek. Byłby to mocno niesprawiedliwe, ale mali czytelnicy ucieszą się z powierzanych im obowiązków, bo to z kolei rozrywka dla nich.
Dziennik Natalia Usenko każe prowadzić wszystkim po kolei, nawet pradziad Demencjusz się w to angażuje. Każdy bohater pasjonuje się bowiem czymś innym i każdy inaczej przekazuje emocje. Dziennik to najlepsza okazja, by dowiedzieć się, jakie wydarzenia rozgrywają się na kolejnych wyspach. W każdym miejscu bohaterowie otrzymują inną lekcję: na Wyspie Wiosennej sadzą rośliny, na Letniej robią sobie tęczę, poznają wiadomości o słonecznikach czy motylach, a na Wyspie Zimowej na własnej skórze przekonują się o sile domowych specyfików na przeziębienie. Każdy dzień to osobna opowieść, a każda opowieść to szansa na przekazanie wiadomości na inny temat. Bohaterowie odkrywają świat, dowiadując się raz czegoś o roślinach, raz o zwyczajach zwierząt, to znów o owadach czy o pogodzie. Wszystko przedstawia Usenko na prawach sensacji, więc próbuje zaangażować dzieci emocjonalnie w przygody postaci. A że każda opowieść jest krótka (żadna nie przekracza strony), ilość danych nie przytłacza. To raczej taki rodzaj przyswajania wiedzy jak słuchanie ciekawostek od rodziców na spacerze – bez przymusu i bez przykrości.
Każdy wpis do dziennika kończy się poleceniem dla małych odbiorców, by coś znaleźli, coś wskazali lub coś policzyli. To przyjemne wyzwanie, zwłaszcza że często na marginesach znajdują się rysunkowe podpowiedzi. Dzieci potraktują to jak zabawę, w rzeczywistości będą natomiast utrwalać wiedzę i ćwiczyć umiejętności matematyczne. Nauczą się też, by uważnie rozglądać się na spacerach i sprawdzać fakty podawane przez bohaterów w rzeczywistości. Do tego każda przygoda kończy się rymowaną (dosyć słabo rymowaną) zagadką, dodatkowym ćwiczeniem.
Tomik zilustrowała Elżbieta Kidacka. Postawiła ona na komiksowy humor i natłok wydarzeń, zagęszcza rozkładówki obecnością wielu postaci i licznych przedmiotów – to wymusza większą czujność podczas szukania potrzebnych elementów, a i zapewnia całości zabawny, kreskówkowy charakter. Dzięki bardzo kolorowym rozkładówkom tomik nie kojarzy się z podręcznikiem, ilustracje przyciągają dzieci i skłaniają też do ćwiczenia narracji. Tu dzieje się bardzo dużo, chociaż tekst na to by nie wskazywał, maluchy mogą zatem odkrywać kolejne przygody bezpośrednio z obrazków. I tak będą musiały je prześledzić dla wskazania rozwiązań. Po przygodzie matematycznej Natalia Usenko wymyśla przygodę przyrodniczą, nową okazję do powrotu na bezludną wyspę opanowaną przez bractwo-piractwo. Dzieci, które nie lubią się uczyć, można dzięki takiej książce przekonać do odrobiny wysiłku, odtąd kojarzonego po prostu z zabawą.
Lekcja na dziko
Kto by nie chciał czasami zrezygnować ze zwyczajnego (nudnego i przewidywalnego) życia i rozpocząć wielką przygodę? Natalia Usenko odwołuje się do takiego marzenia, tworząc serię edukacyjnych książeczek dla dzieci. Tutaj też całkiem zwyczajna rodzina wiodła nieciekawą egzystencję, aż wreszcie wszyscy zgodnie się zbuntowali i… zostali piratami. Zmienili imiona na pirackie i wynieśli się na bezludną wyspę. Tylko że nawet piraci powinni od czasu do czasu czegoś się nauczyć. Dlatego też babka Piratka zarządza wyjazd na niebieską szkołę. Bohaterowie popłyną na kilka wysp, na których dowiedzą się czegoś o przyrodzie. Żeby nie zamieniło się to w kolejne wakacje, muszą prowadzić dzienniki i odrabiać zadania domowe. O ile z tym pierwszym jakoś sobie radzą, o tyle te drugie zrzucają na odbiorców (licząc na to, że im się upiecze) i biegną do przyjemniejszych rozrywek. Byłby to mocno niesprawiedliwe, ale mali czytelnicy ucieszą się z powierzanych im obowiązków, bo to z kolei rozrywka dla nich.
Dziennik Natalia Usenko każe prowadzić wszystkim po kolei, nawet pradziad Demencjusz się w to angażuje. Każdy bohater pasjonuje się bowiem czymś innym i każdy inaczej przekazuje emocje. Dziennik to najlepsza okazja, by dowiedzieć się, jakie wydarzenia rozgrywają się na kolejnych wyspach. W każdym miejscu bohaterowie otrzymują inną lekcję: na Wyspie Wiosennej sadzą rośliny, na Letniej robią sobie tęczę, poznają wiadomości o słonecznikach czy motylach, a na Wyspie Zimowej na własnej skórze przekonują się o sile domowych specyfików na przeziębienie. Każdy dzień to osobna opowieść, a każda opowieść to szansa na przekazanie wiadomości na inny temat. Bohaterowie odkrywają świat, dowiadując się raz czegoś o roślinach, raz o zwyczajach zwierząt, to znów o owadach czy o pogodzie. Wszystko przedstawia Usenko na prawach sensacji, więc próbuje zaangażować dzieci emocjonalnie w przygody postaci. A że każda opowieść jest krótka (żadna nie przekracza strony), ilość danych nie przytłacza. To raczej taki rodzaj przyswajania wiedzy jak słuchanie ciekawostek od rodziców na spacerze – bez przymusu i bez przykrości.
Każdy wpis do dziennika kończy się poleceniem dla małych odbiorców, by coś znaleźli, coś wskazali lub coś policzyli. To przyjemne wyzwanie, zwłaszcza że często na marginesach znajdują się rysunkowe podpowiedzi. Dzieci potraktują to jak zabawę, w rzeczywistości będą natomiast utrwalać wiedzę i ćwiczyć umiejętności matematyczne. Nauczą się też, by uważnie rozglądać się na spacerach i sprawdzać fakty podawane przez bohaterów w rzeczywistości. Do tego każda przygoda kończy się rymowaną (dosyć słabo rymowaną) zagadką, dodatkowym ćwiczeniem.
Tomik zilustrowała Elżbieta Kidacka. Postawiła ona na komiksowy humor i natłok wydarzeń, zagęszcza rozkładówki obecnością wielu postaci i licznych przedmiotów – to wymusza większą czujność podczas szukania potrzebnych elementów, a i zapewnia całości zabawny, kreskówkowy charakter. Dzięki bardzo kolorowym rozkładówkom tomik nie kojarzy się z podręcznikiem, ilustracje przyciągają dzieci i skłaniają też do ćwiczenia narracji. Tu dzieje się bardzo dużo, chociaż tekst na to by nie wskazywał, maluchy mogą zatem odkrywać kolejne przygody bezpośrednio z obrazków. I tak będą musiały je prześledzić dla wskazania rozwiązań. Po przygodzie matematycznej Natalia Usenko wymyśla przygodę przyrodniczą, nową okazję do powrotu na bezludną wyspę opanowaną przez bractwo-piractwo. Dzieci, które nie lubią się uczyć, można dzięki takiej książce przekonać do odrobiny wysiłku, odtąd kojarzonego po prostu z zabawą.
wtorek, 26 maja 2015
Natalia Usenko: Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna
Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Matematyka na wyspie
Zadania z treścią też mogą być ciekawe. Natalia Usenko odchodzi od nudnych poleceń z podręczników do matematyki na rzecz literackiej zabawy. Proponuje maluchom dwadzieścia bardzo krótkich opowiastek „pirackich” o tym, co działo się na pewnej, do czasu bezludnej, wyspie. Nic dziwnego, że zwyczajna rodzina ma dosyć miasta: tu nie ma gdzie iść na spacer, latarnie uniemożliwiają obserwowanie gwiazd, a praca bardzo męczy dorosłych. Dziadek Barnaba daje sygnał do zmian: chce wszystko porzucić i zostać piratem. Przyklaskuje mu cała rodzina. Odtąd Natalia Usenko będzie śledzić przygody na wyspie, do której bohaterowie (i ich zwierzęta domowe) dopłynęli statkiem nazwanym Krowa Morska. W każdej bajeczce znajdują się zgrabnie ukryte elementy do policzenia: a to dania z pirackiego posiłku, a to skarby, a to stłuczone talerze. Za każdym razem dzieje się coś emocjonującego, a autorka zmienia narratorów i formy: są tu listy od rodziców, dziennik kapitański dziadka i proste bajeczki. W każdym tekście mnóstwo jest ekspresji: narratorzy chętnie stosują wykrzyknienia. Nie brakuje też żartów – zwłaszcza humor sytuacyjny świetnie się tu sprawdza. To usypia czujność małych odbiorców. Nikogo nie dziwi, że bajeczki kończą się prośbą o policzenie czegoś (z tekstu lub ilustracji) lub pytaniami o liczbę wymienionych w opowiastce przedmiotów. Tu do liczenia przystępuje się z ciekawości, a nie po to, żeby odrobić nudne zadanie. Entuzjazm piratów udziela się wszystkim.
Do udanych bajek prozą dochodzą jeszcze (nieco mniej imponujące) polecenia rymowane, odrębne zadania. To porachunki, poszukajki, rysowanki, domalunki – itp. – zestawy przyjemnych zabaw. Mali odbiorcy mogą tu uzupełniać rysunki, przeliczać elementy na ilustracjach, znajdować konkretne przedmioty i świetnie się przy tym bawić. O ile „bajeczki” układają się w spójną historię, o tyle dodatkowe zadania to ukłon w stronę najmłodszych, którzy nie chcą się nudzić i lubią urozmaicone wyzwania. A chociaż matematyka jest tu obecna na każdym kroku, książka przyniesie dzieciom sporo radości – nie mówiąc już o umysłowym treningu.
Natalia Usenko stawia na dowcip. Postacie z jej historii są zabawne i nastawione na przeżywanie przygód. W takim kontekście matematyka staje się przyjemnością. Tu nikogo nie straszy się cyframi i rządkami równań, umiejętność dodawania pozwala po prostu lepiej poznać świat bohaterów – i choćby dlatego warto zaspokajać ciekawość po każdym przeczytanym fragmencie.
Tomik „Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna” zilustrowała Elżbieta Kidacka, a to oznacza, że rysunki będą atrakcyjne dla dzieci, zabawne i pełne niespodzianek oraz humoru. Tu w warstwie graficznej dzieje się momentami więcej niż w samym tekście, a prawdziwą satysfakcję da dzieciom wyszukiwanie kawałów wprowadzanych przez ilustratorkę na teren pirackiej wyspy. W tej książeczce nie ma kojarzonych ze szkolną matematyką ciągów cyfr. Jest za to beztroska radość, kolorowe i pełne akcji obrazki oraz zadania, które aż chce się rozwiązywać. Z taką lekturą łatwo będzie obudzić w najmłodszych zamiłowanie do matematyki – nawet jeszcze przed ich pójściem do szkoły. W ten sposób autorka łączy przyjemną lekturę z walorami edukacyjnymi, a jednocześnie nie zniechęca do pracy. „Bractwo-piractwo” nie pozwala kilkulatkom nudzić się nad drętwymi zadaniami. Tu przeżywa się przygodę za przygodą, a do tego jeszcze można uruchomić wyobraźnię i podkarmiać ją własnymi wersjami przygód na pirackiej wyspie z dala od nudnej cywilizacji.
Matematyka na wyspie
Zadania z treścią też mogą być ciekawe. Natalia Usenko odchodzi od nudnych poleceń z podręczników do matematyki na rzecz literackiej zabawy. Proponuje maluchom dwadzieścia bardzo krótkich opowiastek „pirackich” o tym, co działo się na pewnej, do czasu bezludnej, wyspie. Nic dziwnego, że zwyczajna rodzina ma dosyć miasta: tu nie ma gdzie iść na spacer, latarnie uniemożliwiają obserwowanie gwiazd, a praca bardzo męczy dorosłych. Dziadek Barnaba daje sygnał do zmian: chce wszystko porzucić i zostać piratem. Przyklaskuje mu cała rodzina. Odtąd Natalia Usenko będzie śledzić przygody na wyspie, do której bohaterowie (i ich zwierzęta domowe) dopłynęli statkiem nazwanym Krowa Morska. W każdej bajeczce znajdują się zgrabnie ukryte elementy do policzenia: a to dania z pirackiego posiłku, a to skarby, a to stłuczone talerze. Za każdym razem dzieje się coś emocjonującego, a autorka zmienia narratorów i formy: są tu listy od rodziców, dziennik kapitański dziadka i proste bajeczki. W każdym tekście mnóstwo jest ekspresji: narratorzy chętnie stosują wykrzyknienia. Nie brakuje też żartów – zwłaszcza humor sytuacyjny świetnie się tu sprawdza. To usypia czujność małych odbiorców. Nikogo nie dziwi, że bajeczki kończą się prośbą o policzenie czegoś (z tekstu lub ilustracji) lub pytaniami o liczbę wymienionych w opowiastce przedmiotów. Tu do liczenia przystępuje się z ciekawości, a nie po to, żeby odrobić nudne zadanie. Entuzjazm piratów udziela się wszystkim.
Do udanych bajek prozą dochodzą jeszcze (nieco mniej imponujące) polecenia rymowane, odrębne zadania. To porachunki, poszukajki, rysowanki, domalunki – itp. – zestawy przyjemnych zabaw. Mali odbiorcy mogą tu uzupełniać rysunki, przeliczać elementy na ilustracjach, znajdować konkretne przedmioty i świetnie się przy tym bawić. O ile „bajeczki” układają się w spójną historię, o tyle dodatkowe zadania to ukłon w stronę najmłodszych, którzy nie chcą się nudzić i lubią urozmaicone wyzwania. A chociaż matematyka jest tu obecna na każdym kroku, książka przyniesie dzieciom sporo radości – nie mówiąc już o umysłowym treningu.
Natalia Usenko stawia na dowcip. Postacie z jej historii są zabawne i nastawione na przeżywanie przygód. W takim kontekście matematyka staje się przyjemnością. Tu nikogo nie straszy się cyframi i rządkami równań, umiejętność dodawania pozwala po prostu lepiej poznać świat bohaterów – i choćby dlatego warto zaspokajać ciekawość po każdym przeczytanym fragmencie.
Tomik „Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna” zilustrowała Elżbieta Kidacka, a to oznacza, że rysunki będą atrakcyjne dla dzieci, zabawne i pełne niespodzianek oraz humoru. Tu w warstwie graficznej dzieje się momentami więcej niż w samym tekście, a prawdziwą satysfakcję da dzieciom wyszukiwanie kawałów wprowadzanych przez ilustratorkę na teren pirackiej wyspy. W tej książeczce nie ma kojarzonych ze szkolną matematyką ciągów cyfr. Jest za to beztroska radość, kolorowe i pełne akcji obrazki oraz zadania, które aż chce się rozwiązywać. Z taką lekturą łatwo będzie obudzić w najmłodszych zamiłowanie do matematyki – nawet jeszcze przed ich pójściem do szkoły. W ten sposób autorka łączy przyjemną lekturę z walorami edukacyjnymi, a jednocześnie nie zniechęca do pracy. „Bractwo-piractwo” nie pozwala kilkulatkom nudzić się nad drętwymi zadaniami. Tu przeżywa się przygodę za przygodą, a do tego jeszcze można uruchomić wyobraźnię i podkarmiać ją własnymi wersjami przygód na pirackiej wyspie z dala od nudnej cywilizacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






