* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maeve Haran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maeve Haran. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2017

Maeve Haran: Najlepsze chwile w życiu

Marginesy, Warszawa 2016.

Starość

Momentami podczas lektury tomu „Najlepsze chwile w życiu” przyjdzie się zastanawiać, czy Maeve Haran tworzy jeszcze literaturę, czy już po prostu odwzorowuje rzeczywistość z jej rozmaitymi koszmarami i społecznymi lękami. „Mieć wszystko” tej autorki poruszało temat godzenia macierzyństwa z pracą zawodową. „Najlepsze chwile w życiu” to przyjrzenie się starości. Pojawiają się tu cztery przyjaciółki, wszystkie zaczynają mierzyć się z problemami właściwymi dla podeszłego wieku – albo z sytuacjami, które malejąca witalność tylko pogarsza. Sal mierzy się z bezrobociem, chorobą nowotworową oraz samotnością. Laura dowiaduje się, że jej mąż odchodzi do innej. Ella zaczyna odkrywać u siebie luki w pamięci. Claudia musi przeprowadzić się na wieś, chociaż kocha miejskie życie. W dodatku dorosłe dzieci wciąż sprawiają problemy, a los bywa wyjątkowo wredny, kiedy chodzi o torpedowanie planów oraz nieśmiałych życzeń. W egzystencję seniorek wcina się konieczność opanowania nowych mediów (jeśli chcą pozostać aktywne zawodowo), choroba afektywna dwubiegunowa (z różnych względów uciążliwa również dla bliskich), ale i nieoczekiwane romanse czy wielkie wzburzenia. Cztery bohaterki tego tomu są ze sobą bardzo związane – jednak o niektórych sprawach nie mogą rozmawiać nawet w najżyczliwszym gronie. Każda na nowo szuka swojej drogi i każda próbuje osiągnąć stabilizację po tym, jak jej uporządkowane życie się rozsypało.

Autorka nie oszczędza swoich bohaterek, sprowadza na nie kolejne ciosy bez względu na dotychczasowe doświadczenia i cierpienia. Pokazuje, jak łatwo w jednej chwili stracić szczęście i wiarę w najbliższych. Przez pewien czas Haran niemal upaja się ogromem dramatów: psuje wszystko, co można zepsuć i tworzy rzeczywistość jak z koszmarnego snu. A przy tym trafia w sedno, trudno odmówić jej racji i spostrzegawczości. Odzwierciedla to, co rzeczywiście przeżywać mogą starsze kobiety nieprzygotowane na bezlitosne prawa rynku czy rodzinne niesnaski. Przekonująco prezentuje i same reakcje otoczenia na niewesołe sytuacje. Zamiast czytania odbiorcy mają więc wrażenie uczestniczenia w egzystencji postaci. Ale literatura obyczajowa w wersji krzepiącej nie może przez cały czas przygnębiać, straszyć czy rejestrować rozczarowania. W związku z tym Haran szuka możliwości naprawienia krzywd. Każda z bohaterek z osobna może doświadczyć cennego pocieszenia. Każdą, nawet najgorszą sytuację autorka odwraca, uświadamiając czytelniczkom albo niewidoczne na pierwszy rzut oka rozwiązanie, albo… lekcję z przygody płynącą (i w konsekwencji siłę do znoszenia kolejnych przeciwności losu). I tu, mimo że opowieść toczy się tak samo (i podobnie brzmi narracja), tom wkracza w sferę pięknej baśni. Okazuje się, że przyjaciele nie zawodzą, a nieokreślone tęsknoty zostają znienacka zaspokojone. Źli dostają nauczkę, dobrzy – swoją nagrodę. Robi się zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwie – ale też po wielu trudnościach takie obrazki wydają się konieczne, żeby lekturę odbierać jednak jako rozrywkową.

„Najlepsze chwile w życiu” na początku są więc rejestrem obaw większej części społeczeństwa – ale wprowadzają też temat ważny w świecie, w którym panuje kult młodości. Autorka przedstawia fakty z perspektywy starszych bohaterek, więc łatwiej zagłębiać się w ich dylematy i prywatne lęki, w ich interpretacje wydarzeń i w ich poglądy na (dosyć stereotypowe) postawy członków rodzin. Maeve Haran rozwija narrację tak, żeby czytanie tomu przyniosło realne korzyści. Nakreśla sytuację starzejących się kobiet – tych, które nagle dla społeczeństwa robią się niewidzialne, i tych, które do końca walczą o niezależność, nie przejmując się opiniami innych. Jest to powieść apetyczna, mocno rozbudowana i w każdym fragmencie trafna. Ponieważ autorka szatkuje relację, dzieli ją między cztery bohaterki (a czasem i ich rodziny), w dodatku zgrabnie mnoży wątki, nie poprzestaje na tych ogólnych, które nadają rytm życiu postaci. „Najlepsze chwile w życiu” to powieść będąca wyzwaniem dla czytelniczek – zestawienie prawdopodobnych katastroficznych scenariuszy i dodających otuchy rozwiązań problemów. To też przede wszystkim tom z wprawą napisany.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Maeve Haran: Mieć wszystko

Marginesy, Warszawa 2016.

Matka w pracy

W latach 90. XX wieku Maeve Haran przekształciła na obyczajową powieść temat, który wielu kobietom spędzał sen z powiek. Przyjrzała się dylematom pracujących matek i zadała sobie (oraz odbiorczyniom) pytanie, czy ważniejsza jest rodzina – czy kariera. I jak odnaleźć się na rynku pracy, mimo wielu zmian wciąż niezbyt umożliwiających płci pięknej satysfakcjonujący rozwój. W „Mieć wszystko” znajduje się rejestr wydarzeń stanowiących trzon dzisiejszych kobiecych czytadeł. Książka powraca na rynek po dwóch dekadach – i chociaż może się obecnie wydać nieco naiwna w fabularnych rozwiązaniach, wciąż będzie ważnym spojrzeniem na kwestię pracy i macierzyństwa.

Bohaterka „Mieć wszystko” to Liz Ward. Ambitna dziennikarka pnie się po szczeblach zawodowej kariery, a kibicuje jej w tym mąż, który nade wszystko nie chciałby mieć w domu kopii swojej wiecznie narzekającej i poświęcającej się dla dobra rodziny matki. Liz wydaje się, że dobrze godzi obowiązki z wychowywaniem dwójki dzieci. Nie dostrzega, że maluchami coraz dłużej zajmuje się opiekunka. W pewnym momencie wszystko zaczyna się walić: Liz ma szansę przekonać się, jak to jest być wyłącznie matką dzieciom. Jej problemy przekładają się na związek. A kiedy lawina rusza, Maeve Haran po prostu wprowadza do opowieści kolejne kataklizmy. Daje bohaterce nowe nadzieje po to, żeby je zaraz odebrać, w brutalny sposób. Pojawiają się w tomie wszystkie możliwe do przewidzenia trudności i wyzwania, tak, by czytelniczki miały pełny przegląd komplikacji. Ale jeśli chodzi o Liz Ward, autorka unika zbyt radykalnych posunięć, jakby bała się psychologicznego nieprawdopodobieństwa. To dość dziwne, bo z obrazem skłóconych małżonków radzi sobie bez większych problemów: jest do bólu przekonująca, gdy pokazuje, jak bliscy sobie ludzie usiłują ranić się nawzajem, byle tylko wyprzedzić spodziewany cios. Poza formułowaniem zarzutów i reakcji prezentuje również intencje – i to sprawia, że mimo fabularnych uproszczeń tom wciąż będzie ważny dla odbiorczyń, nawet po przeszło dwudziestu latach od premiery.

Haran nie mówi o trudnościach kobiet na rynku pracy przez rozbudowane manifesty czy społeczne dyskusje. Koncentruje się na Liz – na jej przemyśleniach i wyborach lub życiowych koniecznościach. To w tej postaci skrywają się gorzkie prawdy o stosunku pracodawców do pracujących matek. Liz nie musi nawet przedstawiać swoich poglądów – wystarczy to, co przeżywa – a co jest silnie zaakcentowane w powieści. Mimo istotnego dla odbiorczyń zagadnienia Haran wybiera rozrywkę: proponuje przecież historię, w której podąża się za bohaterką i kibicuje jej – sprawy społeczne warunkują przebieg fabuły, ale są do niej dodatkiem. Z drugiej strony, gdyby nie rodzaj wewnętrznej powieściowej agitacji (dawniej bardziej czytelny niż obecnie), historia Liz byłaby zbiorem lukrowanych banałów. Wynika to z lęku Maeve Haran przed pułapkami wyborów. Sporo problemów piętrzących się przed postaciami musi rozwiązać się samo. Niezależnie od kalibru postępku i jego znaczenia dla przyszłego szczęścia Liz – los (czy też demiurgiczna autorka) musi się wtrącić i uciąć część dylematów. Nietrudno po pewnym czasie odkryć, dokąd Haran zamierza dotrzeć. Dzisiaj przewidywalność fabuły to najsłabszy punkt tej pozycji. Na szczęście Maeve Haran ma czytelniczkom do zaoferowania całkiem sporo poza tym – zwłaszcza że udanie rejestruje prawdziwe i prawdopodobne odczucia bohaterów. Od dzisiejszych autorek obyczajówek odróżnia ją przede wszystkim dbałość o szczegóły i zamiłowanie do konkretu. Pozwala sobie w książce na przejście przez realizm i fantazję, sprawdzając mocne i słabe punkty wybranych lub wymarzonych scenariuszy. Może i nie chce dawać nikomu recepty na szczęście – ale podsuwa wartościową lekturę. Wydawałoby się, że „Mieć wszystko” traci na aktualności – skoro głośno mówi się o przypadkach dyskryminacji płciowej, a pracujące matki to standard a nie rzadkość – a jednak powieść Haran ma w sobie coś, co sprawia, że odbiorczynie i obecnie będą po nią sięgać i odkrywać istotne prawdy.