Media Rodzina, Poznań 2026.
Bez pieluchy
Seria Mądra Mysz to okazja do pokazania dzieciom tego, co w ich najbliższym otoczeniu naturalne, a przecież nie zawsze dla maluchów w pełni zrozumiałe. Nie dziwi zatem obecność tomiku „Maks korzysta z toalety” – dzisiaj wszystkie serie dla najmłodszych mają w swojej ofercie tomiki poświęcone wypróżnianiu się u dzieci. Pytanie tylko, w jaki sposób ich twórcy będą to realizować. Christian Tielmann proponuje dość obszerne i rzeczowe omówienie zmiany – koniecznej a jednocześnie bardzo emocjonującej dla wielu dzieci. Często wykorzystuje się dobry przykład kogoś starszego – tutaj czynnikiem wyzwalającym chęć porzucenia pieluch na rzecz nocnika i toalety jest starszy brat Maksa, Feliks. Feliks wie, że Maks jest jeszcze za mały na siadanie na sedesie – gdyby to zrobił, mógłby wpaść do środka. Ale rodzice postanawiają rozwiązać problem za pomocą nocnika. To oznacza, że Maks nie będzie już nosił pieluchy. Ale jednocześnie sprawia, że chłopca czeka trochę „alarmów” i niespodzianek, które kończą się mokrymi spodniami. Minie trochę czasu, zanim Maks nauczy się odczytywać sygnały wysyłane przez organizm i zacznie w porę siadać na nocniku – a w przyszłości i na upragnionym sedesie. Zanim to nastąpi, zaliczy parę wpadek, które jednak nie kończą się ani narzekaniem, ani karceniem ze strony dorosłych. Wprost przeciwnie: wszyscy w rodzinie mówią, że każde dziecko miało taki problem i nic w tym strasznego ani przykrego. Nawet kiedy maluch zmoczy się w nocy, nie jest to powód do krytyki czy niezadowolenia – każdemu kiedyś coś takiego się zdarzyło. Kluczowe jest to, żeby Maks zrozumiał, kiedy musi skorzystać z toalety – i odpowiednio wcześnie się do tego przygotował. Narracja przeprowadza zatem czytelników przez kolejne etapy lekcji, tak, żeby odbiorcy przyzwyczaili się do zwyczajności w niezwyczajnym wydarzeniu i żeby także utrwalali sobie konieczność reagowania w dobrym momencie. To książeczka, która ma na celu wypracowanie odpowiednich odruchów i utrwalenie wiadomości – ale jednocześnie która może zapraszać do porzucenia pieluch na rzecz załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych jak dorośli. Maks dowie się nawet, jak to się dzieje, że jedzenie i picie w człowieku zamienia się w to, co na końcu ląduje w nocniku.
Sabine Kraushaar dodaje do tej opowiastki mnóstwo barwnych rysunków. Ma swój styl, trochę mniej realistyczny niż „Zuzie” w cyklu – charakterystyczny i nie do końca wymienialny z innymi twórcami – a przecież Mądrą Mysz tworzą różni autorzy i ilustratorzy, często współpracujący przy konkretnych postaciach. Tu liczą się rodzinne scenki i oddawanie motywów, które nie znalazły się w narracji tekstowej – tak, żeby dzieci mogły też oglądać obrazki i komentować zachowania postaci albo utrwalać sobie przekaz dzięki rysunkom.
Maks to bohater sympatyczny i ambitny jednocześnie, daje dobry przykład maluchom i sprawia, że zmiany nie wydają się tak straszne jak na początku. Jest to postać, która może przekonać dzieci do korzystania z nocnika – czyli wspiera rodziców w sprawach wychowawczych i podpowiada, jak poprowadzić reakcje i zachowania, żeby efekty przyszły jak najszybciej.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mądra Mysz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mądra Mysz. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 lipca 2026
czwartek, 18 czerwca 2026
Ralf Butschkow: Mam przyjaciółkę instruktorkę jazdy konnej
Media Rodzina, Poznań 2026.
W stajni
Ta seria stale się rozwija – ku uciesze maluchów i ich rodziców. Nie ma obecnie na rynku wydawniczym lepszej prezentacji różnych zawodów – i pokazywania dzieciom, jak wiele możliwości w dorosłym życiu mają. Za każdym razem opowieść rozwija się podobnie: ramą jest posiadanie przez małego bohatera przyjaciela – przeważnie sąsiada, ale nie jest to reguła – który ma ciekawy zawód i postanawia zaprezentować tajniki tego fachu dziecku. Bohater w ten sposób zyskuje możliwość wejścia tam, gdzie zwykle dzieci nie są wpuszczane – i zadawania kolejnych pytań, tak, żeby jak najwięcej dowiedzieć się o zajęciu. Wszystko ma charakter informacji i rozpoznawania przez maluchy oryginalnych zawodów – a prowadzi do zapowiedzi, że młody przewodnik chce zostać przedstawicielem tego zawodu, który właśnie poznał od podszewki. Dzięki takiej narracji odbiorcy dowiadują się bardzo dużo o różnych pracach i może to wpłynąć na ich decyzje dotyczące kariery – lub na razie na marzenia.
Rama kompozycyjna pozwala tu różnym twórcom na działania – Ralf Butschkow to autor, którego nazwisko często pojawia się w serii – jest bowiem znakomitym ilustratorem i twórcą, który dobrze czuje się w cyklu i wie, jak opowiadać dzieciom o kolejnych zajęciach. Tym razem tomik nosi tytuł „Mam przyjaciółkę instruktorkę jazdy konnej” – więc najmłodsi wybiorą się do stajni i sprawdzą, jak pracować z końmi.
Bohaterka tego tomiku przygląda się między innymi, jak wyglądają lekcje dla dzieci: ale to temat dostępny dla wielu odbiorców zainteresowanych chociaż trochę końskimi motywami – lektura musi zatem poprowadzić czytelników dalej. Ania, która pracuje przy koniach, zabiera bohaterkę do boksów, uczy, jak wyczyścić konia po treningu i jak zadbać o jego boks, co zrobić, żeby koń się nie przeziębił i jak nie dać się kopnąć zwierzęciu. Bohaterka czuje respekt wobec ogromnych stworzeń – uczy się zatem, jakie są zasady ostrożności, żeby nic się jej nie stało. Dieta konia, przybijanie podków, siodłanie konia – to wszystko się tu pojawia, a jest odpowiedzią na niezadawane przez małych odbiorców pytania. Autor znajduje nawet sposób na przekonanie dzieci, jak ćwiczyć umiejętności przydatne do pracy z końmi jeszcze bez kontaktu ze zwierzętami – dzięki temu uświadamia maluchom, że pobyt w stadninie czy w stajniach nie jest tak do końca niezbędny, bo można trenować samodzielnie i w zaciszu własnego domu.
Ralf Butschkow zajął się też stroną graficzną, proponuje realistycznie wyglądające i komiksowe jednocześnie obrazki, które przykuwają uwagę i pozwalają utrwalać zdobywane wiadomości – to cenne zwłaszcza kiedy autor opowiada o różnych rasach koni albo o elementach wyposażenia. Poza tym nie należy zapominać, że mamy tu do czynienia z książką dla najmłodszych – więc rysunki pełnią też rolę wabika. I chociaż to tomik, który został przygotowany jako edukacyjno-informacyjny, daje się go potraktować też jako publikację rozrywkową – nie tylko przynosi wiadomości o zawodzie, ale też rozbudza wyobraźnię najmłodszych odbiorców.
W stajni
Ta seria stale się rozwija – ku uciesze maluchów i ich rodziców. Nie ma obecnie na rynku wydawniczym lepszej prezentacji różnych zawodów – i pokazywania dzieciom, jak wiele możliwości w dorosłym życiu mają. Za każdym razem opowieść rozwija się podobnie: ramą jest posiadanie przez małego bohatera przyjaciela – przeważnie sąsiada, ale nie jest to reguła – który ma ciekawy zawód i postanawia zaprezentować tajniki tego fachu dziecku. Bohater w ten sposób zyskuje możliwość wejścia tam, gdzie zwykle dzieci nie są wpuszczane – i zadawania kolejnych pytań, tak, żeby jak najwięcej dowiedzieć się o zajęciu. Wszystko ma charakter informacji i rozpoznawania przez maluchy oryginalnych zawodów – a prowadzi do zapowiedzi, że młody przewodnik chce zostać przedstawicielem tego zawodu, który właśnie poznał od podszewki. Dzięki takiej narracji odbiorcy dowiadują się bardzo dużo o różnych pracach i może to wpłynąć na ich decyzje dotyczące kariery – lub na razie na marzenia.
Rama kompozycyjna pozwala tu różnym twórcom na działania – Ralf Butschkow to autor, którego nazwisko często pojawia się w serii – jest bowiem znakomitym ilustratorem i twórcą, który dobrze czuje się w cyklu i wie, jak opowiadać dzieciom o kolejnych zajęciach. Tym razem tomik nosi tytuł „Mam przyjaciółkę instruktorkę jazdy konnej” – więc najmłodsi wybiorą się do stajni i sprawdzą, jak pracować z końmi.
Bohaterka tego tomiku przygląda się między innymi, jak wyglądają lekcje dla dzieci: ale to temat dostępny dla wielu odbiorców zainteresowanych chociaż trochę końskimi motywami – lektura musi zatem poprowadzić czytelników dalej. Ania, która pracuje przy koniach, zabiera bohaterkę do boksów, uczy, jak wyczyścić konia po treningu i jak zadbać o jego boks, co zrobić, żeby koń się nie przeziębił i jak nie dać się kopnąć zwierzęciu. Bohaterka czuje respekt wobec ogromnych stworzeń – uczy się zatem, jakie są zasady ostrożności, żeby nic się jej nie stało. Dieta konia, przybijanie podków, siodłanie konia – to wszystko się tu pojawia, a jest odpowiedzią na niezadawane przez małych odbiorców pytania. Autor znajduje nawet sposób na przekonanie dzieci, jak ćwiczyć umiejętności przydatne do pracy z końmi jeszcze bez kontaktu ze zwierzętami – dzięki temu uświadamia maluchom, że pobyt w stadninie czy w stajniach nie jest tak do końca niezbędny, bo można trenować samodzielnie i w zaciszu własnego domu.
Ralf Butschkow zajął się też stroną graficzną, proponuje realistycznie wyglądające i komiksowe jednocześnie obrazki, które przykuwają uwagę i pozwalają utrwalać zdobywane wiadomości – to cenne zwłaszcza kiedy autor opowiada o różnych rasach koni albo o elementach wyposażenia. Poza tym nie należy zapominać, że mamy tu do czynienia z książką dla najmłodszych – więc rysunki pełnią też rolę wabika. I chociaż to tomik, który został przygotowany jako edukacyjno-informacyjny, daje się go potraktować też jako publikację rozrywkową – nie tylko przynosi wiadomości o zawodzie, ale też rozbudza wyobraźnię najmłodszych odbiorców.
poniedziałek, 28 lipca 2025
Liane Schneider, Hanna Sörensen, Habriele Brietzke: Zuzia uczy się dzielić, ufać i żyć w zgodzie
Media Rodzina, Poznań 2025.
Społeczność
Nie jest to najbardziej typowy tomik o Zuzi w serii Mądra Mysz. Stworzony został przez aż trzy autorki (Liane Schneider, znana już z poprzednich części przygód Zuzi, widnieje na okładce, poza nią pojawiają się jeszcze Hanna Sörensen i Habriele Brietzke, ta ostatnia jako autorka wskazówek dla rodziców, czego w tym wypadku nie da się zignorować), ilustracje wykonała Janina Görrissen, ale w całej serii wszyscy twórcy podporządkowują się charakterystycznym wyznacznikom i wskazówkom, żeby Zuzia zawsze przypominała siebie. Tomik nie jest typowy, co już pokazuje sam rozbudowany tytuł – „Zuzia uczy się dzielić, ufać i żyć w zgodzie” sugeruje poszatkowanie opowiastki. I faktycznie, zamiast klasycznej narracji prezentującej jakąś przygodę Zuzi w domowym lub przedszkolnym środowisku, jest tu seria migawek. Za każdym razem Zuzia przeżywa jakąś emocję, silne wzburzenie albo coś, co przekonuje ją do przestrzegania zasad życia w grupie. Zuzia bywa zła na tych, którzy psują jej zabawę, potrafi nawet zamienić się w potwora. Zdarza się, że tęskni albo boi się zostać sama, zdarza się też, że uczy się dzielić z innymi dziećmi – co nie zawsze jest łatwe. Za każdym razem jeden akapit wprowadza odbiorców w sytuację, a kolejny rozpracowuje uczucia i odwołuje się do przeżyć dziewczynki. Dzieci mogą dzięki temu przełożyć sobie na własne doświadczenia przygody Zuzi, to pouczające i przydatne w codzienności wskazówki. Tym razem zamiast jednej fabuły odbiorcy dostaną kilka wprowadzeń, sami będą mogli dopowiedzieć sobie brakującą resztę w oparciu o własne przemyślenia i przeżycia. To – o dziwo – wystarczy, dlatego, że Zuzia w tym tomiku nie pozostawia nikogo obojętnym. Scenki z życia są trafne i przekonujące, a do tego wyraziste.
Niewielki tomik mieści zatem w sobie wiele sytuacji, które trudno byłoby ująć w jedną spójną fabułę. Dzięki natychmiastowemu opracowaniu wrażeń, odbiorcy zyskają narzędzia do radzenia sobie z różnymi kwestiami. To znacznie lepsza metoda niż prowadzenie abstrakcyjnych pouczeń – łatwo będzie czytelnikom przyswoić porady i nastawić się na konkretne sytuacje w normalnym życiu. Zuzia staje się znów przewodnikiem, ale tym razem po samych uczuciach i reakcjach – co jest ważne, kiedy trzeba funkcjonować w społeczeństwie i zapamiętać reguły w nim rządzące. Chociaż zatem tomik różni się od poprzednich o tyle, że nie daje dzieciom szansy na przeżycie pełnowartościowej historii, nie będzie dla maluchów nudny czy nieprzydatny. Zuzia to bohaterka, która nie jest dla dzieci anonimowa, wielokrotnie też już udowodniła, że bardzo przydaje się w nawigowaniu po rzeczywistości. Nie jest też idealna w swoim dawaniu przykładu innym i między innymi dlatego cieszy się sporym powodzeniem wśród kilkuletnich odbiorców. Z Zuzią można przemierzać świat – a przynajmniej poznawać go na linii dom – przedszkole – i dowiadywać się, co przyniesie nowy dzień.
Społeczność
Nie jest to najbardziej typowy tomik o Zuzi w serii Mądra Mysz. Stworzony został przez aż trzy autorki (Liane Schneider, znana już z poprzednich części przygód Zuzi, widnieje na okładce, poza nią pojawiają się jeszcze Hanna Sörensen i Habriele Brietzke, ta ostatnia jako autorka wskazówek dla rodziców, czego w tym wypadku nie da się zignorować), ilustracje wykonała Janina Görrissen, ale w całej serii wszyscy twórcy podporządkowują się charakterystycznym wyznacznikom i wskazówkom, żeby Zuzia zawsze przypominała siebie. Tomik nie jest typowy, co już pokazuje sam rozbudowany tytuł – „Zuzia uczy się dzielić, ufać i żyć w zgodzie” sugeruje poszatkowanie opowiastki. I faktycznie, zamiast klasycznej narracji prezentującej jakąś przygodę Zuzi w domowym lub przedszkolnym środowisku, jest tu seria migawek. Za każdym razem Zuzia przeżywa jakąś emocję, silne wzburzenie albo coś, co przekonuje ją do przestrzegania zasad życia w grupie. Zuzia bywa zła na tych, którzy psują jej zabawę, potrafi nawet zamienić się w potwora. Zdarza się, że tęskni albo boi się zostać sama, zdarza się też, że uczy się dzielić z innymi dziećmi – co nie zawsze jest łatwe. Za każdym razem jeden akapit wprowadza odbiorców w sytuację, a kolejny rozpracowuje uczucia i odwołuje się do przeżyć dziewczynki. Dzieci mogą dzięki temu przełożyć sobie na własne doświadczenia przygody Zuzi, to pouczające i przydatne w codzienności wskazówki. Tym razem zamiast jednej fabuły odbiorcy dostaną kilka wprowadzeń, sami będą mogli dopowiedzieć sobie brakującą resztę w oparciu o własne przemyślenia i przeżycia. To – o dziwo – wystarczy, dlatego, że Zuzia w tym tomiku nie pozostawia nikogo obojętnym. Scenki z życia są trafne i przekonujące, a do tego wyraziste.
Niewielki tomik mieści zatem w sobie wiele sytuacji, które trudno byłoby ująć w jedną spójną fabułę. Dzięki natychmiastowemu opracowaniu wrażeń, odbiorcy zyskają narzędzia do radzenia sobie z różnymi kwestiami. To znacznie lepsza metoda niż prowadzenie abstrakcyjnych pouczeń – łatwo będzie czytelnikom przyswoić porady i nastawić się na konkretne sytuacje w normalnym życiu. Zuzia staje się znów przewodnikiem, ale tym razem po samych uczuciach i reakcjach – co jest ważne, kiedy trzeba funkcjonować w społeczeństwie i zapamiętać reguły w nim rządzące. Chociaż zatem tomik różni się od poprzednich o tyle, że nie daje dzieciom szansy na przeżycie pełnowartościowej historii, nie będzie dla maluchów nudny czy nieprzydatny. Zuzia to bohaterka, która nie jest dla dzieci anonimowa, wielokrotnie też już udowodniła, że bardzo przydaje się w nawigowaniu po rzeczywistości. Nie jest też idealna w swoim dawaniu przykładu innym i między innymi dlatego cieszy się sporym powodzeniem wśród kilkuletnich odbiorców. Z Zuzią można przemierzać świat – a przynajmniej poznawać go na linii dom – przedszkole – i dowiadywać się, co przyniesie nowy dzień.
piątek, 18 lipca 2025
Ralf Butschkow: Mam przyjaciela... mechanika samochodowego
Media Rodzina, Poznań 2025.
W warsztacie
W podcyklu Mam przyjaciela… w serii Mądra Mysz mali bohaterowie – różni, w zależności od wyobraźni autorów – mogą się przekonać, na czym polega wykonywanie konkretnych zawodów – i to zawodów z różnych sfer, od lotów w kosmos przez śmieciarzy po sportowców. Lekarze, sprzedawcy, kierowcy, artyści – wszyscy mają coś do zaoferowania i wszyscy mogą się podzielić swoimi doświadczeniami. Przeważnie mały bohater albo przeżywa wydarzenie, które skieruje go do odpowiedniego miejsca lub zakładu, albo umawia się wcześniej na przykład z lubianym sąsiadem na odwiedzenie jego miejsca pracy. W tomiku „Mam przyjaciela mechanika samochodowego Ralf Butschkow pozwala Lili na przeżycie sporej przygody.
Lila jedzie z tatą na zakupy. Ale na drodze jedna z kontrolek w samochodzie zaczyna świecić i tata oznajmia, że trzeba będzie zajechać do warsztatu. Tu pracuje znajomy mechanik taty, Piotr. Piotr jest bardzo kompetentny i bardzo sympatyczny – chociaż ma ogromną firmę, bo warsztat to cała hala, w której przewijają się kolejni specjaliści, poświęca Lili czas. Dziewczynka zostaje z nim do powrotu taty – trzeba sprowadzić elektroniczny element do samochodu, więc ojciec wróci popołudniu. A skoro Lila interesuje się samochodami, będzie mogła wszystko dokładnie obejrzeć – od wymiany opon po naprawianie uszkodzeń w karoserii. Dowie się też, po co w warsztacie jest komputer diagnostyczny i jak ma się to do budowy dzisiejszych samochodów. Poogląda nawet, jak wymienia się olbrzymie koła w wielkich pojazdach – i jak traktuje się wozy zabytkowe. Przekonuje się, że może w przyszłości zostać mechanikiem samochodowym – zwłaszcza że już wykazuje wiedzę na temat aut.
Dzięki wkraczaniu tam, gdzie zwykle dzieci wstępu nie mają, bohaterowie cyklu mogą przedstawiać szanse i zadania czekające na przedstawicieli konkretnych zawodów. To rodzaj przygotowania na przyszłe obowiązki – ale też wiadomości, które pomogą w podejmowaniu decyzji i wyborze ścieżki kariery. Do niedawna dzieciom przybliżało się najbardziej „widowiskowe” i jednocześnie ważne społecznie zawody. Tutaj nie ma kwalifikowania ich pod względem ważności, rangi w społeczeństwie czy zarobków – każdy może przyjrzeć się różnym scenkom i zastanowić nad własnymi zainteresowaniami. Ralf Butschkow jest autorem doświadczonym w cyklu – wie, jak prowadzić narrację, żeby równolegle z informacjami fachowymi naświetlać też entuzjazm małych postaci – radość z odkrywania nowych rzeczy wiąże się z emocjami również dla czytelników. Niewielkie tomiki z serii Mądra Mysz przynoszą odbiorcom wskazówki i ciekawostki – jest to cykl, w którym liczy się samodzielność w myśleniu maluchów – autorzy relacjonują możliwości i wyzwania związane z poszczególnymi zawodami, dbają o to, żeby narracja nie wypadała nudno i żeby była jak najbardziej zbliżona do realnego życia – to sygnał dla odbiorców, że są traktowani poważnie i oprowadzani po kolejnych zakładach a nie po wyobraźniowych przestrzeniach. Nikt nie wymaga od przedszkolaków, żeby były pewne, kim zostaną w przyszłości – ale dobrze pokazać im, jak szeroki mają wybór.
W warsztacie
W podcyklu Mam przyjaciela… w serii Mądra Mysz mali bohaterowie – różni, w zależności od wyobraźni autorów – mogą się przekonać, na czym polega wykonywanie konkretnych zawodów – i to zawodów z różnych sfer, od lotów w kosmos przez śmieciarzy po sportowców. Lekarze, sprzedawcy, kierowcy, artyści – wszyscy mają coś do zaoferowania i wszyscy mogą się podzielić swoimi doświadczeniami. Przeważnie mały bohater albo przeżywa wydarzenie, które skieruje go do odpowiedniego miejsca lub zakładu, albo umawia się wcześniej na przykład z lubianym sąsiadem na odwiedzenie jego miejsca pracy. W tomiku „Mam przyjaciela mechanika samochodowego Ralf Butschkow pozwala Lili na przeżycie sporej przygody.
Lila jedzie z tatą na zakupy. Ale na drodze jedna z kontrolek w samochodzie zaczyna świecić i tata oznajmia, że trzeba będzie zajechać do warsztatu. Tu pracuje znajomy mechanik taty, Piotr. Piotr jest bardzo kompetentny i bardzo sympatyczny – chociaż ma ogromną firmę, bo warsztat to cała hala, w której przewijają się kolejni specjaliści, poświęca Lili czas. Dziewczynka zostaje z nim do powrotu taty – trzeba sprowadzić elektroniczny element do samochodu, więc ojciec wróci popołudniu. A skoro Lila interesuje się samochodami, będzie mogła wszystko dokładnie obejrzeć – od wymiany opon po naprawianie uszkodzeń w karoserii. Dowie się też, po co w warsztacie jest komputer diagnostyczny i jak ma się to do budowy dzisiejszych samochodów. Poogląda nawet, jak wymienia się olbrzymie koła w wielkich pojazdach – i jak traktuje się wozy zabytkowe. Przekonuje się, że może w przyszłości zostać mechanikiem samochodowym – zwłaszcza że już wykazuje wiedzę na temat aut.
Dzięki wkraczaniu tam, gdzie zwykle dzieci wstępu nie mają, bohaterowie cyklu mogą przedstawiać szanse i zadania czekające na przedstawicieli konkretnych zawodów. To rodzaj przygotowania na przyszłe obowiązki – ale też wiadomości, które pomogą w podejmowaniu decyzji i wyborze ścieżki kariery. Do niedawna dzieciom przybliżało się najbardziej „widowiskowe” i jednocześnie ważne społecznie zawody. Tutaj nie ma kwalifikowania ich pod względem ważności, rangi w społeczeństwie czy zarobków – każdy może przyjrzeć się różnym scenkom i zastanowić nad własnymi zainteresowaniami. Ralf Butschkow jest autorem doświadczonym w cyklu – wie, jak prowadzić narrację, żeby równolegle z informacjami fachowymi naświetlać też entuzjazm małych postaci – radość z odkrywania nowych rzeczy wiąże się z emocjami również dla czytelników. Niewielkie tomiki z serii Mądra Mysz przynoszą odbiorcom wskazówki i ciekawostki – jest to cykl, w którym liczy się samodzielność w myśleniu maluchów – autorzy relacjonują możliwości i wyzwania związane z poszczególnymi zawodami, dbają o to, żeby narracja nie wypadała nudno i żeby była jak najbardziej zbliżona do realnego życia – to sygnał dla odbiorców, że są traktowani poważnie i oprowadzani po kolejnych zakładach a nie po wyobraźniowych przestrzeniach. Nikt nie wymaga od przedszkolaków, żeby były pewne, kim zostaną w przyszłości – ale dobrze pokazać im, jak szeroki mają wybór.
niedziela, 15 grudnia 2024
Liane Schneider: Zuzia przygotowuje prezenty
Media Rodzina, Poznań 2024.
Radość świąt
Ten tomik pozwala dzieciom przypominać sobie, co jest prawdziwą wartością świąt. Grudniowy czas Zuzia spędza na przygotowywaniu niespodzianek dla najbliższych – nie chce kupować prezentów, chociaż młodszemu bratu musi wręczyć drobiazg niezrobiony przez siebie – ze względów bezpieczeństwa. Postanawia, że przynajmniej podarunki dla rodziców przygotuje własnoręcznie. I tak też się dzieje. Zuzia wymyśla, co przyda się tacie i co może się spodobać mamie – poświęca czas i siły na stworzenie wymarzonych przedmiotów, które bez wątpienia ucieszą dorosłych. Dziewczynka do sekretu dopuścić może swoją przyjaciółkę, ale nie rodzinę – nikt nie może wchodzić do jej pokoju ani zaglądać pod łóżko – tam znajduje się tymczasowa skrytka na prezenty. Zuzia musi działać tak, żeby rodzice się niczego nie domyślili – a obietnica, że sama posprząta swój pokój może przecież wzbudzić wątpliwości.
„Zuzia przygotowuje prezenty” to tomik, który może być inspiracją dla najmłodszych. Pokazuje im, że nie trzeba mieć pieniędzy, żeby ucieszyć bliskich prezentami – te własnoręcznie przygotowane (a wcześniej starannie obmyślone) mają największą wartość i sprawdzają się najlepiej właśnie podczas świąt. Liane Schneider rezygnuje z abstrakcyjnego przekonywania – towarzyszy razem z odbiorcami Zuzi, kiedy ta wykonuje kolejne prace twórcze i plastyczne. Tworzy w ten sposób oryginalne podpowiedzi i wskazówki dla tych dzieci, które nie miały do tej pory pomysłu lub możliwości wykonywania drobnych przyborników i ozdób – teraz mogą wziąć przykład z Zuzi. Nie wymaga to specjalnego wysiłku, raczej – czasu i cierpliwości. Autorka pokazuje odbiorcom cyklu, że każdy jest w stanie udowodnić bliskim, że o nich myśli.
Jest to tomik bogato ilustrowany – Joanina Goerrissen dba o stronę graficzną, która także zamienia się w podpowiedź dla odbiorców. Nie ma tu przecież poradnika, jak stworzyć ozdoby wymyślane przez Zuzię – obrazki mogą zatem być pomocne w ocenie postępów własnych prac. Zuzia nie przejmuje się podawaniem kolejnych etapów pracy – byłaby przez to mniej prawdziwa, a właśnie w autentyczności tej bohaterki skrywa się jej urok. Zuzia to kilkulatka, która nie boi się wyzwań, chętnie eksperymentuje i poszukuje sposobów na wyrażanie siebie. Jest kreatywna i lubi działanie, realizuje się w barwnych pomysłach i postawach. Najlepszy przykład odbiorcom daje sobą – nie ma tu żadnych odgórnych pouczeń, wnioski z lektury powiedzą dzieciom, jak najlepiej się zachowywać i jak uprzyjemniać sobie kolejne dni czy relacje z innymi. Zuzia ma swoje wady – to kilkulatka niesforna, inteligentna i z przyjemnością testująca to, co nowe. To dzięki Zuzi wielu odbiorców może dowiedzieć się, co ich czeka w konkretnych okolicznościach. Tym razem Zuzia może skupić się na prezentach po to, żeby odkryć, ile radości daje obdarowywanie innych – to prosta prawda, którą zawsze próbuje się przekazać najmłodszym. Jednak ta lektura jest zachętą do samodzielności, do przetestowania podpowiedzi i przekonania się na własnej skórze o prawdziwości odkrycia Zuzi.
Radość świąt
Ten tomik pozwala dzieciom przypominać sobie, co jest prawdziwą wartością świąt. Grudniowy czas Zuzia spędza na przygotowywaniu niespodzianek dla najbliższych – nie chce kupować prezentów, chociaż młodszemu bratu musi wręczyć drobiazg niezrobiony przez siebie – ze względów bezpieczeństwa. Postanawia, że przynajmniej podarunki dla rodziców przygotuje własnoręcznie. I tak też się dzieje. Zuzia wymyśla, co przyda się tacie i co może się spodobać mamie – poświęca czas i siły na stworzenie wymarzonych przedmiotów, które bez wątpienia ucieszą dorosłych. Dziewczynka do sekretu dopuścić może swoją przyjaciółkę, ale nie rodzinę – nikt nie może wchodzić do jej pokoju ani zaglądać pod łóżko – tam znajduje się tymczasowa skrytka na prezenty. Zuzia musi działać tak, żeby rodzice się niczego nie domyślili – a obietnica, że sama posprząta swój pokój może przecież wzbudzić wątpliwości.
„Zuzia przygotowuje prezenty” to tomik, który może być inspiracją dla najmłodszych. Pokazuje im, że nie trzeba mieć pieniędzy, żeby ucieszyć bliskich prezentami – te własnoręcznie przygotowane (a wcześniej starannie obmyślone) mają największą wartość i sprawdzają się najlepiej właśnie podczas świąt. Liane Schneider rezygnuje z abstrakcyjnego przekonywania – towarzyszy razem z odbiorcami Zuzi, kiedy ta wykonuje kolejne prace twórcze i plastyczne. Tworzy w ten sposób oryginalne podpowiedzi i wskazówki dla tych dzieci, które nie miały do tej pory pomysłu lub możliwości wykonywania drobnych przyborników i ozdób – teraz mogą wziąć przykład z Zuzi. Nie wymaga to specjalnego wysiłku, raczej – czasu i cierpliwości. Autorka pokazuje odbiorcom cyklu, że każdy jest w stanie udowodnić bliskim, że o nich myśli.
Jest to tomik bogato ilustrowany – Joanina Goerrissen dba o stronę graficzną, która także zamienia się w podpowiedź dla odbiorców. Nie ma tu przecież poradnika, jak stworzyć ozdoby wymyślane przez Zuzię – obrazki mogą zatem być pomocne w ocenie postępów własnych prac. Zuzia nie przejmuje się podawaniem kolejnych etapów pracy – byłaby przez to mniej prawdziwa, a właśnie w autentyczności tej bohaterki skrywa się jej urok. Zuzia to kilkulatka, która nie boi się wyzwań, chętnie eksperymentuje i poszukuje sposobów na wyrażanie siebie. Jest kreatywna i lubi działanie, realizuje się w barwnych pomysłach i postawach. Najlepszy przykład odbiorcom daje sobą – nie ma tu żadnych odgórnych pouczeń, wnioski z lektury powiedzą dzieciom, jak najlepiej się zachowywać i jak uprzyjemniać sobie kolejne dni czy relacje z innymi. Zuzia ma swoje wady – to kilkulatka niesforna, inteligentna i z przyjemnością testująca to, co nowe. To dzięki Zuzi wielu odbiorców może dowiedzieć się, co ich czeka w konkretnych okolicznościach. Tym razem Zuzia może skupić się na prezentach po to, żeby odkryć, ile radości daje obdarowywanie innych – to prosta prawda, którą zawsze próbuje się przekazać najmłodszym. Jednak ta lektura jest zachętą do samodzielności, do przetestowania podpowiedzi i przekonania się na własnej skórze o prawdziwości odkrycia Zuzi.
środa, 11 grudnia 2024
Ralf Butschkow: Mam przyjaciółkę astronautkę
Media Rodzina, Poznań 2024.
Trening przed lotem
Karolina, mama Juliana, jest osobą niezwykłą. Zabiera swojego syna i jego przyjaciela do Krajowego Ośrodka Lotnictwa i Astronautyki – a tam zamienia się w przewodnika i tłumaczy kolejne etapy przygotowań do lotu w kosmos. Dzieje się w niewielkim tomiku z serii Mądra Mysz wiele – bo też i tematów, które zainteresują nawet małych odbiorców będzie tu mnóstwo. Trzeba w końcu dowiedzieć się, dlaczego astronauci muszą umieć naprawić wszystko, w dodatku w grubych rękawicach. Do czego służą im lekcje na basenie, jak wyglądają symulatory lotów. W końcu bohater dowie się, jak wypada codzienność w kosmosie – bo jest tu naprawdę sporo wyzwań, które nie przyszłyby do głowy zwykłemu człowiekowi. „Mam przyjaciółkę astronautkę” to tomik dla maluchów, które chciałyby dowiedzieć się czegoś o lotach w kosmos – i o przygotowaniach do takiej pracy. Nie jest to zwyczajny zawód i zajęcie, które łatwo zdobyć – warto więc wiedzieć od początku, na co się nastawiać i do czego się przygotowywać. Warto też zastanowić się nad komplikacjami przy najzwyklejszych czynnościach – na przykład korzystaniu z toalety czy piciu wody. Karolina nie pomija żadnego szczegółu, tak, żeby zaintrygować najmłodszych. Wie zresztą, jak atrakcyjna jest jej praca – więc nie ma większych problemów z prowadzeniem narracji. Ralf Butschkow pisze i ilustruje tomik, który może być jednym z bardziej popularnych w znakomitym cyklu edukacyjnym. Każde dziecko przecież w którymś momencie przechodzi fascynację kosmosem i astronautyką – a to zajęcie dzięki swojej egzotyczności przyciąga.
Mama Juliana wie sporo – i jest w stanie odpowiadać na kolejne pytania bohaterów. Zdaje sobie sprawę z tego, co jest nietypowe albo niezwykłe z perspektywy malucha, przygotowuje dla odbiorców cały przegląd dokonań i rozwiązań z kosmosu – ale też i z miejsc, w których astronauci przechodzą specjalny trening. Oczywiście zupełnym przypadkiem dzieci mogą uczestniczyć w odpalaniu ogromnej rakiety kosmicznej – żeby jeszcze bardziej podrasować codzienność astronautów. Ralf Butschkow nie ucieka od bardziej skomplikowanych tematów – w tekście stara się używać prostego języka, wprowadza opisowe (ale krótkie) wyjaśnienia, za to na ilustracjach wprowadza mnóstwo szczegółów – obrazki można uważnie śledzić, analizować rozwiązania z nich i cieszyć się wielością detali, które pełnią funkcję informacyjną. Tomik kierowany jest zarówno do dzieci, które nie są zainteresowane lotami w kosmos, jak i do tych, które o takiej przygodzie marzą. Ralf Butschkow starannie je przygotowuje na podobne doświadczenia. Podpowiada im, z czym będą musiały się mierzyć i co może je zaintrygować. Podsuwa lekturę, która jednocześnie podkarmia wyobraźnię i zapewnia niezbędną wiedzę. „Mam przyjaciółkę astronautkę” to próba zainteresowania odbiorców pozornie tylko męskimi zawodami – nieprzypadkowo to kobieta oprowadza po ośrodku astronautyki. Mali odbiorcy przekonają się, czy nadają się do takiego zawodu i czy by się tu dobrze czuli, mogą sprawdzić, czy uda im się jakieś własne umiejętności wykorzystać w przyszłych latach. To tomik, który przynosi sporo ciekawych wiadomości kilkulatkom.
Trening przed lotem
Karolina, mama Juliana, jest osobą niezwykłą. Zabiera swojego syna i jego przyjaciela do Krajowego Ośrodka Lotnictwa i Astronautyki – a tam zamienia się w przewodnika i tłumaczy kolejne etapy przygotowań do lotu w kosmos. Dzieje się w niewielkim tomiku z serii Mądra Mysz wiele – bo też i tematów, które zainteresują nawet małych odbiorców będzie tu mnóstwo. Trzeba w końcu dowiedzieć się, dlaczego astronauci muszą umieć naprawić wszystko, w dodatku w grubych rękawicach. Do czego służą im lekcje na basenie, jak wyglądają symulatory lotów. W końcu bohater dowie się, jak wypada codzienność w kosmosie – bo jest tu naprawdę sporo wyzwań, które nie przyszłyby do głowy zwykłemu człowiekowi. „Mam przyjaciółkę astronautkę” to tomik dla maluchów, które chciałyby dowiedzieć się czegoś o lotach w kosmos – i o przygotowaniach do takiej pracy. Nie jest to zwyczajny zawód i zajęcie, które łatwo zdobyć – warto więc wiedzieć od początku, na co się nastawiać i do czego się przygotowywać. Warto też zastanowić się nad komplikacjami przy najzwyklejszych czynnościach – na przykład korzystaniu z toalety czy piciu wody. Karolina nie pomija żadnego szczegółu, tak, żeby zaintrygować najmłodszych. Wie zresztą, jak atrakcyjna jest jej praca – więc nie ma większych problemów z prowadzeniem narracji. Ralf Butschkow pisze i ilustruje tomik, który może być jednym z bardziej popularnych w znakomitym cyklu edukacyjnym. Każde dziecko przecież w którymś momencie przechodzi fascynację kosmosem i astronautyką – a to zajęcie dzięki swojej egzotyczności przyciąga.
Mama Juliana wie sporo – i jest w stanie odpowiadać na kolejne pytania bohaterów. Zdaje sobie sprawę z tego, co jest nietypowe albo niezwykłe z perspektywy malucha, przygotowuje dla odbiorców cały przegląd dokonań i rozwiązań z kosmosu – ale też i z miejsc, w których astronauci przechodzą specjalny trening. Oczywiście zupełnym przypadkiem dzieci mogą uczestniczyć w odpalaniu ogromnej rakiety kosmicznej – żeby jeszcze bardziej podrasować codzienność astronautów. Ralf Butschkow nie ucieka od bardziej skomplikowanych tematów – w tekście stara się używać prostego języka, wprowadza opisowe (ale krótkie) wyjaśnienia, za to na ilustracjach wprowadza mnóstwo szczegółów – obrazki można uważnie śledzić, analizować rozwiązania z nich i cieszyć się wielością detali, które pełnią funkcję informacyjną. Tomik kierowany jest zarówno do dzieci, które nie są zainteresowane lotami w kosmos, jak i do tych, które o takiej przygodzie marzą. Ralf Butschkow starannie je przygotowuje na podobne doświadczenia. Podpowiada im, z czym będą musiały się mierzyć i co może je zaintrygować. Podsuwa lekturę, która jednocześnie podkarmia wyobraźnię i zapewnia niezbędną wiedzę. „Mam przyjaciółkę astronautkę” to próba zainteresowania odbiorców pozornie tylko męskimi zawodami – nieprzypadkowo to kobieta oprowadza po ośrodku astronautyki. Mali odbiorcy przekonają się, czy nadają się do takiego zawodu i czy by się tu dobrze czuli, mogą sprawdzić, czy uda im się jakieś własne umiejętności wykorzystać w przyszłych latach. To tomik, który przynosi sporo ciekawych wiadomości kilkulatkom.
sobota, 16 września 2023
Liane Schneider: Zuzia idzie do szkoły
Media Rodzina, Poznań 2023.
Obowiązki
W serii Mądra Mysz po raz kolejny bohaterowie przeprowadzają dzieci przez ważne dla nich wydarzenia. "Zuzia idzie do szkoły" to kolejna udana propozycja, w której Liane Schneider wyjaśnia maluchom, co je czeka, kiedy będą miały udać się pierwszy raz do szkoły. Obietnica "tuby" z prezentami to tylko jedna z miłych niespodzianek (automatycznie Liane Schneider pokazuje rodzicom, co zrobić, żeby odrobinę złagodzić lęki). Kiedy Zuzia dowiaduje się, że będzie musiała rozpocząć naukę, jest podekscytowana - czekają ją spore zmiany, ale też i dużo przyjemności. W gabinecie lekarskim dziewczynka może sobie poskakać (sprawdzanie sprawności motorycznej to jeden z elementów badania) - kilkulatka przekonuje się, że nie ma się czego bać. Uwzględnia się nawet życzenie dziewczynki, żeby znalazła się w klasie ze swoją najlepszą przyjaciółką: nikt Zuzi nie ignoruje, jej prośba zostaje wpisana do dokumentów, co pokazuje odbiorcom, że mogą mieć wpływ na towarzyszy zabaw. Żeby jeszcze bardziej oswoić ją z tematem szkoły, Liane Schneider wysyła ją na dni otwarte. Wszystkie dzieci - przyszłe pierwszaki - spotykają się w szkole i poznają swoją wychowawczynię, a także wykonują prostą ale efektowną pracę plastyczną dla samej przyjemności zrobienia czegoś wspólnie. Zuzia musi wybrać się z rodzicami na zakupy - decyduje się na plecak i gromadzi sporo ładnych akcesoriów, które przydadzą się jej w szkole. "Zuzia idzie do szkoły" to oczywiście poznawanie zwyczajów w placówce: kiedy zabrzmi dzwonek, dzieci wychodzą pobawić się na boisku - a to oznacza, że nie trzeba rezygnować z zabawy ani z przyjemności. Nie jest zatem tak, że kilkulatka zostanie zderzona z nieznanym: pierwszy dzień szkoły to po prostu wykorzystanie gromadzonego sukcesywnie doświadczenia. Zuzia czegoś się o szkole dowiedziała podczas dni otwartych, wie, gdzie jest toaleta i sala gimnastyczna, trafi do stołówki i do pracowni plastycznej. Rodzice, którzy odprowadzają swoje pociechy pierwszego dnia wcale nie są potrzebni, chyba że akurat mają robić zdjęcia całej grupie. Pani świetnie dogaduje się ze swoimi wychowankami, potrafi odwrócić ich uwagę od stresu - nie ma się czego bać. Pierwszy dzień szkoły to początek wielkiej przygody.
Liane Schneider opowiada dzieciom, co je czeka - jak zwykle przeprowadza odbiorców przez jednorazowe i trudne doświadczenie, posiłkując się postacią specjalnie do tego celu w serii stworzoną. Zuzia pomaga odbiorcom zrozumieć i wczuć się w nową rolę - ta bohaterka doświadcza wszystkiego pierwsza, żeby najmłodsi nie musieli się niczego bać. Tak przygotowana seria wspiera także rodziców - nie spoczywa na nich już cały ciężar tłumaczeń, mogą za to wtrącić się w odpowiednim momencie narracji i udzielić potrzebnych dziecku wyjaśnień. Pójście do szkoły nie będzie przez to dramatem - znacznie łatwiej będzie przygotować pociechy do takiej przyszłości. Jak zawsze przygody Zuzi są bardzo ładnie ilustrowane, tak, żeby nie sugerować bajkowości a naturalność - to sprawia, że bohaterka jeszcze bardziej przyciągać będzie uwagę.
Obowiązki
W serii Mądra Mysz po raz kolejny bohaterowie przeprowadzają dzieci przez ważne dla nich wydarzenia. "Zuzia idzie do szkoły" to kolejna udana propozycja, w której Liane Schneider wyjaśnia maluchom, co je czeka, kiedy będą miały udać się pierwszy raz do szkoły. Obietnica "tuby" z prezentami to tylko jedna z miłych niespodzianek (automatycznie Liane Schneider pokazuje rodzicom, co zrobić, żeby odrobinę złagodzić lęki). Kiedy Zuzia dowiaduje się, że będzie musiała rozpocząć naukę, jest podekscytowana - czekają ją spore zmiany, ale też i dużo przyjemności. W gabinecie lekarskim dziewczynka może sobie poskakać (sprawdzanie sprawności motorycznej to jeden z elementów badania) - kilkulatka przekonuje się, że nie ma się czego bać. Uwzględnia się nawet życzenie dziewczynki, żeby znalazła się w klasie ze swoją najlepszą przyjaciółką: nikt Zuzi nie ignoruje, jej prośba zostaje wpisana do dokumentów, co pokazuje odbiorcom, że mogą mieć wpływ na towarzyszy zabaw. Żeby jeszcze bardziej oswoić ją z tematem szkoły, Liane Schneider wysyła ją na dni otwarte. Wszystkie dzieci - przyszłe pierwszaki - spotykają się w szkole i poznają swoją wychowawczynię, a także wykonują prostą ale efektowną pracę plastyczną dla samej przyjemności zrobienia czegoś wspólnie. Zuzia musi wybrać się z rodzicami na zakupy - decyduje się na plecak i gromadzi sporo ładnych akcesoriów, które przydadzą się jej w szkole. "Zuzia idzie do szkoły" to oczywiście poznawanie zwyczajów w placówce: kiedy zabrzmi dzwonek, dzieci wychodzą pobawić się na boisku - a to oznacza, że nie trzeba rezygnować z zabawy ani z przyjemności. Nie jest zatem tak, że kilkulatka zostanie zderzona z nieznanym: pierwszy dzień szkoły to po prostu wykorzystanie gromadzonego sukcesywnie doświadczenia. Zuzia czegoś się o szkole dowiedziała podczas dni otwartych, wie, gdzie jest toaleta i sala gimnastyczna, trafi do stołówki i do pracowni plastycznej. Rodzice, którzy odprowadzają swoje pociechy pierwszego dnia wcale nie są potrzebni, chyba że akurat mają robić zdjęcia całej grupie. Pani świetnie dogaduje się ze swoimi wychowankami, potrafi odwrócić ich uwagę od stresu - nie ma się czego bać. Pierwszy dzień szkoły to początek wielkiej przygody.
Liane Schneider opowiada dzieciom, co je czeka - jak zwykle przeprowadza odbiorców przez jednorazowe i trudne doświadczenie, posiłkując się postacią specjalnie do tego celu w serii stworzoną. Zuzia pomaga odbiorcom zrozumieć i wczuć się w nową rolę - ta bohaterka doświadcza wszystkiego pierwsza, żeby najmłodsi nie musieli się niczego bać. Tak przygotowana seria wspiera także rodziców - nie spoczywa na nich już cały ciężar tłumaczeń, mogą za to wtrącić się w odpowiednim momencie narracji i udzielić potrzebnych dziecku wyjaśnień. Pójście do szkoły nie będzie przez to dramatem - znacznie łatwiej będzie przygotować pociechy do takiej przyszłości. Jak zawsze przygody Zuzi są bardzo ładnie ilustrowane, tak, żeby nie sugerować bajkowości a naturalność - to sprawia, że bohaterka jeszcze bardziej przyciągać będzie uwagę.
wtorek, 12 września 2023
Ralf Butschkow: Mam przyjaciółkę architektkę
Media Rodzina, Poznań 2023.
Zmiany
Kot w Butach to świetna nazwa na sklep obuwniczy. Ale równie dobrze sprawdzi się jako nazwa nowego przedszkola. Ralf Butschkow w uwielbianej przez dzieci i ich rodziców serii "Mam przyjaciela" zaprasza do zapoznania się z pracą architektki: Agata to sąsiadka Pawła i zajmie się projektowaniem przebudowy pewnego miejsca, które chłopiec zna. Przedszkole pojawi się w odpowiednio przerobionym budynku i będzie cieszyć dzieci, ale i mieszkańców: projekt zakłada nie tylko rozwiązania przydające się maluchom, ale też elementy ważne dla lokalnej społeczności. W trosce o środowisko zamontowane na nim zostają panele solarne, na ścianach wiszą budki dla ptaków, a dach przedszkola będzie zielony - żeby zapewnić schronienie ptakom i owadom. To ważne i świadczy o świadomym podchodzeniu do zawodu, Agata może popisać się wyobraźnią, ale też zrobić coś pożytecznego.
Mały bohater trafia do pracowni i przekonuje się, że najpierw trzeba stworzyć projekt - dzisiaj najczęściej robi się to dzięki komputerom. Jednak nie zabraknie i makiet miejsca, tak, żeby móc dostrzec ewentualne słabe strony projektu i w porę zapobiec błędom. Przyjdzie też czas, by wybrać się na plac budowy (tu od razu można się spodziewać, że bliskość wielkich maszyn stanie się dla odbiorców ciekawostką gwarantującą zainteresowanie). Plac budowy (w tym wypadku przebudowy) to możliwość obejrzenia, jak zmienia się otoczenie i jak powstaje przyszłe przedszkole. Tu jak refren powraca temat afrykańskiego ptasiego gniazda - w przedszkolu będą miejsca wzorowane na niezwykłym kształcie po to, żeby dzieci miały gdzie odpocząć. A to nie wszystko, ptasie gniazdo z Afryki zainspiruje wielokrotnie. To w końcu dowód, że można współpracować z naturą i czerpać z niej najlepsze pomysły. Trochę jest tu o projektowaniu, a trochę o samej budowie - łatwo się domyślić, że samo tworzenie projektów nie przyciągnęłoby dzieci i nie zaangażowało na wystarczająco długo, w związku z tym Ralf Butschkow wykorzystuje najbardziej pewne rozwiązania. Jest tu sporo wyjaśnień kierowanych do małych odbiorców, jest też bardzo dużo rysunków, bo cała seria Mądra Mysz to picture booki połączone z narracjami. Nie ma tu bajkowych fabuł, są rzeczowe wyjaśnienia i możliwość podglądania tego, co dzieje się w kolejnych zawodach. Dzięki temu dzieci będą mogły sprawdzić, czy takie zajęcie w dorosłości odpowiadałoby im bardziej ze względu na umiejętności lub zainteresowania, czy też stanie się wyłącznie jedną z ciekawostek. "Mam przyjaciółkę architektkę" to przedstawienie niezbyt medialnego zawodu tak, by dzieci mogły się czegoś o nim dowiedzieć. Do tego oczywiście poszerza wyobraźnię i sprawia, że maluchy zyskują nowe możliwości w rozwoju. Łatwiej dzięki tej serii tłumaczyć odbiorcom, czym zajmują się dorośli - bardzo dobry pomysł jest tutaj świetnie realizowany, nic dziwnego, że odbiorcy czekają na kolejne tomiki z bardzo już rozbudowanej serii.
Zmiany
Kot w Butach to świetna nazwa na sklep obuwniczy. Ale równie dobrze sprawdzi się jako nazwa nowego przedszkola. Ralf Butschkow w uwielbianej przez dzieci i ich rodziców serii "Mam przyjaciela" zaprasza do zapoznania się z pracą architektki: Agata to sąsiadka Pawła i zajmie się projektowaniem przebudowy pewnego miejsca, które chłopiec zna. Przedszkole pojawi się w odpowiednio przerobionym budynku i będzie cieszyć dzieci, ale i mieszkańców: projekt zakłada nie tylko rozwiązania przydające się maluchom, ale też elementy ważne dla lokalnej społeczności. W trosce o środowisko zamontowane na nim zostają panele solarne, na ścianach wiszą budki dla ptaków, a dach przedszkola będzie zielony - żeby zapewnić schronienie ptakom i owadom. To ważne i świadczy o świadomym podchodzeniu do zawodu, Agata może popisać się wyobraźnią, ale też zrobić coś pożytecznego.
Mały bohater trafia do pracowni i przekonuje się, że najpierw trzeba stworzyć projekt - dzisiaj najczęściej robi się to dzięki komputerom. Jednak nie zabraknie i makiet miejsca, tak, żeby móc dostrzec ewentualne słabe strony projektu i w porę zapobiec błędom. Przyjdzie też czas, by wybrać się na plac budowy (tu od razu można się spodziewać, że bliskość wielkich maszyn stanie się dla odbiorców ciekawostką gwarantującą zainteresowanie). Plac budowy (w tym wypadku przebudowy) to możliwość obejrzenia, jak zmienia się otoczenie i jak powstaje przyszłe przedszkole. Tu jak refren powraca temat afrykańskiego ptasiego gniazda - w przedszkolu będą miejsca wzorowane na niezwykłym kształcie po to, żeby dzieci miały gdzie odpocząć. A to nie wszystko, ptasie gniazdo z Afryki zainspiruje wielokrotnie. To w końcu dowód, że można współpracować z naturą i czerpać z niej najlepsze pomysły. Trochę jest tu o projektowaniu, a trochę o samej budowie - łatwo się domyślić, że samo tworzenie projektów nie przyciągnęłoby dzieci i nie zaangażowało na wystarczająco długo, w związku z tym Ralf Butschkow wykorzystuje najbardziej pewne rozwiązania. Jest tu sporo wyjaśnień kierowanych do małych odbiorców, jest też bardzo dużo rysunków, bo cała seria Mądra Mysz to picture booki połączone z narracjami. Nie ma tu bajkowych fabuł, są rzeczowe wyjaśnienia i możliwość podglądania tego, co dzieje się w kolejnych zawodach. Dzięki temu dzieci będą mogły sprawdzić, czy takie zajęcie w dorosłości odpowiadałoby im bardziej ze względu na umiejętności lub zainteresowania, czy też stanie się wyłącznie jedną z ciekawostek. "Mam przyjaciółkę architektkę" to przedstawienie niezbyt medialnego zawodu tak, by dzieci mogły się czegoś o nim dowiedzieć. Do tego oczywiście poszerza wyobraźnię i sprawia, że maluchy zyskują nowe możliwości w rozwoju. Łatwiej dzięki tej serii tłumaczyć odbiorcom, czym zajmują się dorośli - bardzo dobry pomysł jest tutaj świetnie realizowany, nic dziwnego, że odbiorcy czekają na kolejne tomiki z bardzo już rozbudowanej serii.
poniedziałek, 11 lipca 2022
Ralf Butschkow: Mam przyjaciółkę nauczycielkę
Media Rodzina, Poznań 2022.
W szkole
Bolek to przedszkolak, który nie może doczekać się pójścia do szkoły. Na szczęście jego sąsiadka Konstancja jest nauczycielką nauczania początkowego i ma możliwość zabrania małego przyjaciela na swoje lekcje. W serii Mam przyjaciela... w cyklu Mądra Mysz dzieci przekonują się, na czym polega praca w różnych zawodach. Do tej pory były to przeważnie zawody dość nietypowe, atrakcyjne dla maluchów przez niedostępność i tajemniczość (piłkarz, opiekun zwierząt, kierowca śmieciarki), tym razem jednak zawód wydaje się bardziej swojski i obecny w zabawach przynajmniej części kilkulatków. Mniej chodzi tu być może o pokazanie tajników pracy nauczyciela, a bardziej - o oswojenie przedszkolaków z myślą o pójściu do szkoły. Na lekcji matematyki przyczepia się znaczki z krokodylem (żeby wskazać, która liczba jest większa), na muzyce wszyscy wybierają instrumenty, na jakich chcą grać. Jest też plastyka i wuef, a na lekcjach polskiego dzieci przygotowują plakaty na przedstawienie teatralne. Bolek dochodzi do wniosku, że w szkole cały czas coś się dzieje, nie można się tu nudzić - a każda lekcja wiąże się z czymś interesującym. Ponieważ sam może uczestniczyć w zajęciach, dobrze się bawi (i zaczyna nawet współczuć tacie, który siedzi w biurze i u którego nic się nie dzieje). Konstancja tłumaczy chłopcu również, co dzieje się na przerwach, a co w stołówce. Bolek dochodzi do wniosku, że szkoła ma do zaoferowania bardzo dużo - i z tym wrażeniem pozostawi też odbiorców.
Ralf Butschkow przygotował tutaj tekst i ilustracje. Niewielki tomik ma zaintrygować dzieci i dostarczyć im sporo ciekawostek. Praca nauczycielki nauczania początkowego wiąże się z wieloma wyzwaniami: Konstancja musi znać się na różnych przedmiotach, żeby wiedzę przekazywać dzieciom. Do tego powinna też mieć mnóstwo pomysłów na rozrywki i wiedzieć, kiedy zareagować, gdy pojawią się niesnaski. Doskonale opanowuje swoją grupę, zresztą Bolek nie skupia się na dzieciach, a na działaniach. Zamiast nawiązywać nowe przyjaźnie i odwracać uwagę od zawodu, uczestniczy w tym, co dzieje się w szkole - nawet jeśli sam jeszcze jest za mały na udzielanie poprawnych odpowiedzi na niektóre pytania, wie, że poradzi sobie dzięki swojej przyjaciółce. "Mam przyjaciółkę nauczycielkę" to sposób na przedstawienie kolejnego pomysłu na dorosłość - być może taki właśnie tomik zainspiruje dzieci i pokaże im, czym warto zająć się w przyszłości. Dla wielu maluchów będzie to też przygotowanie do pójścia do szkoły: Ralf Butschkow nie ustaje w wysiłkach, aby pokazać tę placówkę jako miejsce przyjazne dzieciom, przekonuje, że tu można znakomicie spędzać czas - sporo się bawić i stale dowiadywać czegoś nowego. To książeczka o wielu funkcjach, dostarczy też rozrywki dziecięcym czytelnikom. Ralf Butschkow - dzięki Bolkowi - oprowadza odbiorców po szkole i nawet jeśli nie wszystkie z zaproponowanych tutaj rozwiązań dzieci w swoich szkołach odkryją, to jednak ciekawość zostanie rozbudzona i maluchy przestaną się bać zmiany.
W szkole
Bolek to przedszkolak, który nie może doczekać się pójścia do szkoły. Na szczęście jego sąsiadka Konstancja jest nauczycielką nauczania początkowego i ma możliwość zabrania małego przyjaciela na swoje lekcje. W serii Mam przyjaciela... w cyklu Mądra Mysz dzieci przekonują się, na czym polega praca w różnych zawodach. Do tej pory były to przeważnie zawody dość nietypowe, atrakcyjne dla maluchów przez niedostępność i tajemniczość (piłkarz, opiekun zwierząt, kierowca śmieciarki), tym razem jednak zawód wydaje się bardziej swojski i obecny w zabawach przynajmniej części kilkulatków. Mniej chodzi tu być może o pokazanie tajników pracy nauczyciela, a bardziej - o oswojenie przedszkolaków z myślą o pójściu do szkoły. Na lekcji matematyki przyczepia się znaczki z krokodylem (żeby wskazać, która liczba jest większa), na muzyce wszyscy wybierają instrumenty, na jakich chcą grać. Jest też plastyka i wuef, a na lekcjach polskiego dzieci przygotowują plakaty na przedstawienie teatralne. Bolek dochodzi do wniosku, że w szkole cały czas coś się dzieje, nie można się tu nudzić - a każda lekcja wiąże się z czymś interesującym. Ponieważ sam może uczestniczyć w zajęciach, dobrze się bawi (i zaczyna nawet współczuć tacie, który siedzi w biurze i u którego nic się nie dzieje). Konstancja tłumaczy chłopcu również, co dzieje się na przerwach, a co w stołówce. Bolek dochodzi do wniosku, że szkoła ma do zaoferowania bardzo dużo - i z tym wrażeniem pozostawi też odbiorców.
Ralf Butschkow przygotował tutaj tekst i ilustracje. Niewielki tomik ma zaintrygować dzieci i dostarczyć im sporo ciekawostek. Praca nauczycielki nauczania początkowego wiąże się z wieloma wyzwaniami: Konstancja musi znać się na różnych przedmiotach, żeby wiedzę przekazywać dzieciom. Do tego powinna też mieć mnóstwo pomysłów na rozrywki i wiedzieć, kiedy zareagować, gdy pojawią się niesnaski. Doskonale opanowuje swoją grupę, zresztą Bolek nie skupia się na dzieciach, a na działaniach. Zamiast nawiązywać nowe przyjaźnie i odwracać uwagę od zawodu, uczestniczy w tym, co dzieje się w szkole - nawet jeśli sam jeszcze jest za mały na udzielanie poprawnych odpowiedzi na niektóre pytania, wie, że poradzi sobie dzięki swojej przyjaciółce. "Mam przyjaciółkę nauczycielkę" to sposób na przedstawienie kolejnego pomysłu na dorosłość - być może taki właśnie tomik zainspiruje dzieci i pokaże im, czym warto zająć się w przyszłości. Dla wielu maluchów będzie to też przygotowanie do pójścia do szkoły: Ralf Butschkow nie ustaje w wysiłkach, aby pokazać tę placówkę jako miejsce przyjazne dzieciom, przekonuje, że tu można znakomicie spędzać czas - sporo się bawić i stale dowiadywać czegoś nowego. To książeczka o wielu funkcjach, dostarczy też rozrywki dziecięcym czytelnikom. Ralf Butschkow - dzięki Bolkowi - oprowadza odbiorców po szkole i nawet jeśli nie wszystkie z zaproponowanych tutaj rozwiązań dzieci w swoich szkołach odkryją, to jednak ciekawość zostanie rozbudzona i maluchy przestaną się bać zmiany.
poniedziałek, 21 grudnia 2020
Liane Schneider: Zuzia jeździ na nartach
Media Rodzina, Poznań 2020.
Lekcja
Zuzia, jedna z najbardziej charakterystycznych bohaterek serii Mądra Mysz (i jedna z kilkulatek, na której kolejni autorzy przedstawiają dzieciom rzeczywistość), tym razem wybiera się z rodzicami na ferie w góry. Rodzice zamierzają spędzić czas aktywnie, będą zjeżdżać na nartach. Zuzia na razie tego jeszcze nie umie, ale wkrótce zasmakuje rozrywki, bo dorośli pozwalają jej spełniać takie marzenia. Dziewczynka trafia do szkółki narciarskiej i tam przekonuje się, co trzeba robić, żeby dobrze jeździć. Zuzia dowiaduje się między innymi, jak wchodzić na górę i jak hamować, uczy się, że należy nosić kask, bo upadek na śniegu jest bolesny. Do tego poznaje nowych kolegów i przekonuje się, że po wysiłku na śniegu bardzo przyjemnie jest zajrzeć do schroniska na gorące kakao i bułkę: po wysiłku fizycznym wszystko smakuje znacznie lepiej. "Zuzia jeździ na nartach" to opowieść, która zaintryguje maluchy i pozwoli im przekonać się do nowych rozrywek. Zuzia oczywiście jest ciekawa - chce dowiedzieć się, jak zachowywać się na stoku. Nagrodą będzie możliwość zjazdu z góry, ale też wyścig z nagrodami. Poza tym dziewczynka odkrywa rozmaite atrakcje związane z zimowym wypoczynkiem - między innymi kulig. Spędza czas z dala od rodziców, ze swoimi rówieśnikami i z instruktorem (który nosi ciemne okulary, bo przecież śnieg może oślepiać tak samo jak ostre słońce, o czym dzieci jeszcze nie wiedzą).
Drobna historyjka napisana przez Liane Schneider kusi najmłodszych przede wszystkim obietnicą wakacyjnej przygody. Nie wszystkie dzieci miały możliwość zaznajomienia się z jazdą na nartach i z lekcjami tej umiejętności, dzięki Zuzi mogą zatem przekonać się, co do zaoferowania ma życie w górach - albo wyjazd w góry na wakacje. Dzięki takiej lekturze można będzie znacznie łatwiej przekonać maluchy do podobnego wyjazdu - albo przygotować na oczekiwane atrakcje. O ile dorośli mają pojęcie, co może przynieść górska rozrywka, o tyle dzieciom w zrozumieniu zestawu zajęć pomoże Zuzia. Zuzia to bohaterka, która nie ma zbędnych wątpliwości ani obaw. Nie oznacza to, że postępuje nierozważnie: słucha rodziców i opiekunów, nie robi rzeczy zakazanych. Poznaje świat tak, by dawać dobry przykład (jednak bez idealizowania, Zuzia to zwykła dziewczynka, dzięki czemu może bardziej przekonywać do siebie maluchy. Nie zniechęca idealnym zachowaniem. To zwyczajna kilkulatka, która po prostu nie odczuwa strachu przed testowaniem nowości - i tym dodaje odwagi maluchom-odbiorcom. W tej książeczce wiele się dzieje, Zuzia co chwilę (co rozkładówkę) zajmuje się czymś innym, więc odbiorcom to się spodoba.
Mocnym punktem serii są oczywiście ilustracje, Mądra Mysz to zestaw picture booków. Eva Wenzel-Bürger ilustruje zimowe przygody Zuzi. Trzyma się wytycznych dotyczących portretowania głównej bohaterki: Zuzia nie może się zmieniać w zależności od ilustratora, co zrozumiałe dla wszystkich. Ilustratorka stosuje kolory kojarzące się z zimą, sporo tu błękitu i bieli, dlatego też dzieci mają kombinezony i narty w kontrastujących z tym kolorach, tak, żeby bardziej wpadały w oko. Jest tu zatem co oglądać, spodoba się to najmłodszym. "Zuzia jeździ na nartach" to nie tylko lektura przygotowująca do kursu w górach. To także pozycja rozrywkowa, która pokazuje maluchom, jak można spędzać czas wolny. Liane Schneider ma zresztą spore doświadczenie w konstruowaniu ciekawych przygód tej bohaterki.
Lekcja
Zuzia, jedna z najbardziej charakterystycznych bohaterek serii Mądra Mysz (i jedna z kilkulatek, na której kolejni autorzy przedstawiają dzieciom rzeczywistość), tym razem wybiera się z rodzicami na ferie w góry. Rodzice zamierzają spędzić czas aktywnie, będą zjeżdżać na nartach. Zuzia na razie tego jeszcze nie umie, ale wkrótce zasmakuje rozrywki, bo dorośli pozwalają jej spełniać takie marzenia. Dziewczynka trafia do szkółki narciarskiej i tam przekonuje się, co trzeba robić, żeby dobrze jeździć. Zuzia dowiaduje się między innymi, jak wchodzić na górę i jak hamować, uczy się, że należy nosić kask, bo upadek na śniegu jest bolesny. Do tego poznaje nowych kolegów i przekonuje się, że po wysiłku na śniegu bardzo przyjemnie jest zajrzeć do schroniska na gorące kakao i bułkę: po wysiłku fizycznym wszystko smakuje znacznie lepiej. "Zuzia jeździ na nartach" to opowieść, która zaintryguje maluchy i pozwoli im przekonać się do nowych rozrywek. Zuzia oczywiście jest ciekawa - chce dowiedzieć się, jak zachowywać się na stoku. Nagrodą będzie możliwość zjazdu z góry, ale też wyścig z nagrodami. Poza tym dziewczynka odkrywa rozmaite atrakcje związane z zimowym wypoczynkiem - między innymi kulig. Spędza czas z dala od rodziców, ze swoimi rówieśnikami i z instruktorem (który nosi ciemne okulary, bo przecież śnieg może oślepiać tak samo jak ostre słońce, o czym dzieci jeszcze nie wiedzą).
Drobna historyjka napisana przez Liane Schneider kusi najmłodszych przede wszystkim obietnicą wakacyjnej przygody. Nie wszystkie dzieci miały możliwość zaznajomienia się z jazdą na nartach i z lekcjami tej umiejętności, dzięki Zuzi mogą zatem przekonać się, co do zaoferowania ma życie w górach - albo wyjazd w góry na wakacje. Dzięki takiej lekturze można będzie znacznie łatwiej przekonać maluchy do podobnego wyjazdu - albo przygotować na oczekiwane atrakcje. O ile dorośli mają pojęcie, co może przynieść górska rozrywka, o tyle dzieciom w zrozumieniu zestawu zajęć pomoże Zuzia. Zuzia to bohaterka, która nie ma zbędnych wątpliwości ani obaw. Nie oznacza to, że postępuje nierozważnie: słucha rodziców i opiekunów, nie robi rzeczy zakazanych. Poznaje świat tak, by dawać dobry przykład (jednak bez idealizowania, Zuzia to zwykła dziewczynka, dzięki czemu może bardziej przekonywać do siebie maluchy. Nie zniechęca idealnym zachowaniem. To zwyczajna kilkulatka, która po prostu nie odczuwa strachu przed testowaniem nowości - i tym dodaje odwagi maluchom-odbiorcom. W tej książeczce wiele się dzieje, Zuzia co chwilę (co rozkładówkę) zajmuje się czymś innym, więc odbiorcom to się spodoba.
Mocnym punktem serii są oczywiście ilustracje, Mądra Mysz to zestaw picture booków. Eva Wenzel-Bürger ilustruje zimowe przygody Zuzi. Trzyma się wytycznych dotyczących portretowania głównej bohaterki: Zuzia nie może się zmieniać w zależności od ilustratora, co zrozumiałe dla wszystkich. Ilustratorka stosuje kolory kojarzące się z zimą, sporo tu błękitu i bieli, dlatego też dzieci mają kombinezony i narty w kontrastujących z tym kolorach, tak, żeby bardziej wpadały w oko. Jest tu zatem co oglądać, spodoba się to najmłodszym. "Zuzia jeździ na nartach" to nie tylko lektura przygotowująca do kursu w górach. To także pozycja rozrywkowa, która pokazuje maluchom, jak można spędzać czas wolny. Liane Schneider ma zresztą spore doświadczenie w konstruowaniu ciekawych przygód tej bohaterki.
czwartek, 10 grudnia 2020
Christian Tielmann: Maszyny i pojazdy. Wielkie ciężarówki
Media Rodzina, Poznań 2020.
Fascynacja
Setny numer w serii Mądra Mysz to okazja do świętowania i do zapewnienia ciekawego prezentu dzieciom. A tym, co nieodmiennie maluchy intryguje, jest zestaw olbrzymich pojazdów. "Wielkie ciężarówki" w stosunkowo młodej podserii Maszyny i pojazdy to zatem wymarzona niespodzianka dla kilkulatków. Christian Tielmann zabiera dzieci na drogi - i pozwala im przyjrzeć się intrygującym olbrzymim maszynom, które czasami nie mieszczą się na pasach ruchu. To rzeczywiście działa na wyobraźnię i przyczynia się do zwiększenia zainteresowania tematem publikacji. Wielkie ciężarówki są naprawdę wielkie - znacznie przewyższają rozmiarami standardowe widoczne na ulicach pojazdy - które przecież też dzieciom wydają się olbrzymie. Najlepiej wielkie pojazdy poznawać od środka, na co bohaterowie książeczki mają sporą szansę. Oto bowiem przyjeżdża do nich ciotka Emilka. Ciotka Emilka pracuje jako kierowca wielkich ciężarówek. To jedna z metod walki ze stereotypami: w roli kojarzonej powszechnie z męskimi umiejętnościami pojawia się kobieta, nie pierwszy raz w serii: chodzi o to, że tomik automatycznie przyciągnie małych chłopców, jednak obecność pani kierowcy sprawi, że dziewczynki przekonają się, że i one mogą spełniać nietypowe marzenia (a może po prostu odważą się na takie rozwiązania, które zwyczajnie nie przyszłyby im do głowy). Ciotka Emilka zabiera Michasia i Olę na dzień swojej pracy. Najpierw zadanie: ma dostarczyć domek, który jest już przygotowany i czeka na dowiezienie do właściciela (na miejscu znajduje się już sprzęt, który umożliwi rozładowanie towaru i ustawienie domku): to sposób na zaintrygowanie dzieci i pokazanie im, że są samochody większe od domów - ciekawa zachęta na zagłębienie się w lekturę. Później ciotka Emilka jedzie na wystawę wielkich ciężarówek na targach, dzieci oczywiście chcą jechać z nią i tam przekonują się, jak wielu pojazdów na co dzień na ulicach nie widzą. Pojawiają się tu ciężarówki na prąd i ciężarówki przewożące olbrzymie skrzydła do wiatraków. Dzieci dowiedzą się, na co powinni uważać kierowcy takich pojazdów i dlaczego nie widać ich na co dzień na drogach. Oglądane maszyny zapierają dech w piersiach, a ciotka Emilka służy wyjaśnieniami, kiedy tylko pojawiają się jakieś wątpliwości. To dobry sposób na przekonanie najmłodszych do tematu. Jakby tego było mało, ciotka Emilka proponuje bohaterom nocowanie w szoferce swojej ciężarówki: a to przygoda, jakiej żadne dziecko by się nie oparło, możliwość zdobycia nowych doświadczeń.
"Maszyny i pojazdy. Wielkie ciężarówki" to tomik, który umożliwia nie tylko rozbudzenie zainteresowań maluchów wielkimi samochodami - ale i wprowadzenie szeregu wyjaśnień, których najmłodsi inaczej by nie zdobyli, nie wiedząc o istnieniu olbrzymów na drogach. Ciotka Emilka jest świetnym przewodnikiem po świecie wielkich ciężarówek: rozumie doskonale potrzeby dzieci i wie, co je zaintryguje. Dzięki niej także odbiorcy przeżyją wielką przygodę i przekonają się, jak wiele odkryć ich czeka. Książka jest oczywiście bogato ilustrowana - to picture book i fani Mądrej Myszy wiedzą, czego się spodziewać po publikacji. To wymarzona lektura dla najmłodszych.
Fascynacja
Setny numer w serii Mądra Mysz to okazja do świętowania i do zapewnienia ciekawego prezentu dzieciom. A tym, co nieodmiennie maluchy intryguje, jest zestaw olbrzymich pojazdów. "Wielkie ciężarówki" w stosunkowo młodej podserii Maszyny i pojazdy to zatem wymarzona niespodzianka dla kilkulatków. Christian Tielmann zabiera dzieci na drogi - i pozwala im przyjrzeć się intrygującym olbrzymim maszynom, które czasami nie mieszczą się na pasach ruchu. To rzeczywiście działa na wyobraźnię i przyczynia się do zwiększenia zainteresowania tematem publikacji. Wielkie ciężarówki są naprawdę wielkie - znacznie przewyższają rozmiarami standardowe widoczne na ulicach pojazdy - które przecież też dzieciom wydają się olbrzymie. Najlepiej wielkie pojazdy poznawać od środka, na co bohaterowie książeczki mają sporą szansę. Oto bowiem przyjeżdża do nich ciotka Emilka. Ciotka Emilka pracuje jako kierowca wielkich ciężarówek. To jedna z metod walki ze stereotypami: w roli kojarzonej powszechnie z męskimi umiejętnościami pojawia się kobieta, nie pierwszy raz w serii: chodzi o to, że tomik automatycznie przyciągnie małych chłopców, jednak obecność pani kierowcy sprawi, że dziewczynki przekonają się, że i one mogą spełniać nietypowe marzenia (a może po prostu odważą się na takie rozwiązania, które zwyczajnie nie przyszłyby im do głowy). Ciotka Emilka zabiera Michasia i Olę na dzień swojej pracy. Najpierw zadanie: ma dostarczyć domek, który jest już przygotowany i czeka na dowiezienie do właściciela (na miejscu znajduje się już sprzęt, który umożliwi rozładowanie towaru i ustawienie domku): to sposób na zaintrygowanie dzieci i pokazanie im, że są samochody większe od domów - ciekawa zachęta na zagłębienie się w lekturę. Później ciotka Emilka jedzie na wystawę wielkich ciężarówek na targach, dzieci oczywiście chcą jechać z nią i tam przekonują się, jak wielu pojazdów na co dzień na ulicach nie widzą. Pojawiają się tu ciężarówki na prąd i ciężarówki przewożące olbrzymie skrzydła do wiatraków. Dzieci dowiedzą się, na co powinni uważać kierowcy takich pojazdów i dlaczego nie widać ich na co dzień na drogach. Oglądane maszyny zapierają dech w piersiach, a ciotka Emilka służy wyjaśnieniami, kiedy tylko pojawiają się jakieś wątpliwości. To dobry sposób na przekonanie najmłodszych do tematu. Jakby tego było mało, ciotka Emilka proponuje bohaterom nocowanie w szoferce swojej ciężarówki: a to przygoda, jakiej żadne dziecko by się nie oparło, możliwość zdobycia nowych doświadczeń.
"Maszyny i pojazdy. Wielkie ciężarówki" to tomik, który umożliwia nie tylko rozbudzenie zainteresowań maluchów wielkimi samochodami - ale i wprowadzenie szeregu wyjaśnień, których najmłodsi inaczej by nie zdobyli, nie wiedząc o istnieniu olbrzymów na drogach. Ciotka Emilka jest świetnym przewodnikiem po świecie wielkich ciężarówek: rozumie doskonale potrzeby dzieci i wie, co je zaintryguje. Dzięki niej także odbiorcy przeżyją wielką przygodę i przekonają się, jak wiele odkryć ich czeka. Książka jest oczywiście bogato ilustrowana - to picture book i fani Mądrej Myszy wiedzą, czego się spodziewać po publikacji. To wymarzona lektura dla najmłodszych.
środa, 9 grudnia 2020
Ralf Butschkow: Mam przyjaciela... trenera piłki nożnej
Media Rodzina, Poznań 2020.
Sport
Mądra Mysz to seria znakomita i wiedzą o tym z pewnością kolejni rodzice zbierający niepozorne zeszyty z ulubionymi zagadnieniami swoich pociech. Mam przyjaciela to podcykl umożliwiający dzieciom poznawanie specyfiki różnych zawodów. Zasada konstrukcyjna jest prosta: mali bohaterowie - mogą być za każdym razem inni, różnicowani imionami, płcią albo wyglądem - i tak zlewają się w końcu w jednego dzieciaka - kontaktują się z kimś dorosłym, kogo znają. Sąsiadem, znajomym, albo znajomym rodziców. Zyskują zaproszenie do poznawania miejsca pracy. A następnie udają się w konkretne miejsce i pozwalają oprowadzać. W przypadku tomu Ralfa Butschkowa "Mam przyjaciela trenera piłki nożnej" sytuacja jest o tyle inna, że Stach po prostu ga w drużynie i nie musi obserwować niczego z zewnątrz. Przydaje się jednak jego umiejętność prowadzenia obserwacji: dziecko, które uczestniczy w treningach, jest bardziej przekonujące niż przybysz, który zajmowałby się analizowaniem czegoś nowego. Stach przygotowuje się do ważnego meczu, a przy okazji opowiada, jak wygląda praca jego trenera. I tak zabiera małych odbiorców do szatni, gdzie wyjaśnia, kiedy koniecznie należy mieć korki (zależy to od rodzaju podłoża, na którym będzie się grać w piłkę). Następnie proponuje prezentację rozgrzewki i spotkanie z trenerem w salce klubowej. Dzięki temu dzieci wiedzą, jak wyglądają treningi, czego można się nauczyć od trenera, na jakie aspekty działań boiskowych zwraca on uwagę - i po co wspólnie ogląda się mecze drużyny przeciwnej. Do tego trochę przyjemności: trener daje dzieciom i ich rodzicom bilety na prawdziwy mecz, tak więc mali fani futbolu mogą zamienić się w kibiców. Stach opisuje również rolę trenera podczas meczu - i zachowania po wygranej potyczce. Przedstawia na marginesie innych członków klubu, żeby wszystko wypadało jak najbardziej profesjonalnie. Oczywiście w rozgrywkach przydadzą się wskazówki, jakie trener dawał swoim zawodnikom podczas treningu.
Ralf Butschkow występuje tym razem w podwójnej roli, autora i ilustratora. Wybiera temat, który z pewnością przyciągnie spore grono odbiorców: dzieci zafascynowane sportem i szukające w nim miejsca dla siebie mogą być zainteresowane taką opowieścią, z innej niż zwykle perspektywy: tym razem w centrum uwagi nie znajduje się sam mecz, a postawa trenera, jego rola i zadania do przygotowania podczas treningów. Autor trochę ułatwia sobie sprawę, nie musi wszystkiego opisywać w tekście, część wiadomości poda dzięki ilustracjom - tak na przykład rezygnuje z prezentowania po kolei ćwiczeń wykonywanych przez dzieci na boisku: sporo rysuje i maluchy będą mogły potrenować umiejętność prowadzenia narracji dzięki takiemu rozwiązaniu. Opowieść rozgrywa się bardzo szybko - ledwo bohater trafi w jakieś miejsce, już podąża do następnego, bo w piłce nożnej bardzo dużo się dzieje. "Mam przyjaciela trenera piłki nożnej" to zatem relacja przeznaczona i dla małych sportowców, i dla kibiców - dzieci przekonają się, jaka jest rola tego, który opiekuje się drużyną i przygotowuje do meczu, co robi trener i kiedy należy go słuchać. Ralf Butschkow uzupełnia tym samym obszerną listę prezentowanych w serii zawodów - umożliwia dzieciom zastanowienie się nad kolejnym zadaniem ze świata dorosłych i rozszerza ich wyobraźnię. Sugeruje, co będzie się robić, kiedy wybierze się taki zawód, wykorzystując szansę na poznanie od kulis specyfiki atmosfery meczowej. Zwraca się zwłaszcza do dzieci żywo zainteresowanych sportem - to one będą chciały się przekonać, co robi trener i czym różni się od piłkarzy.
Sport
Mądra Mysz to seria znakomita i wiedzą o tym z pewnością kolejni rodzice zbierający niepozorne zeszyty z ulubionymi zagadnieniami swoich pociech. Mam przyjaciela to podcykl umożliwiający dzieciom poznawanie specyfiki różnych zawodów. Zasada konstrukcyjna jest prosta: mali bohaterowie - mogą być za każdym razem inni, różnicowani imionami, płcią albo wyglądem - i tak zlewają się w końcu w jednego dzieciaka - kontaktują się z kimś dorosłym, kogo znają. Sąsiadem, znajomym, albo znajomym rodziców. Zyskują zaproszenie do poznawania miejsca pracy. A następnie udają się w konkretne miejsce i pozwalają oprowadzać. W przypadku tomu Ralfa Butschkowa "Mam przyjaciela trenera piłki nożnej" sytuacja jest o tyle inna, że Stach po prostu ga w drużynie i nie musi obserwować niczego z zewnątrz. Przydaje się jednak jego umiejętność prowadzenia obserwacji: dziecko, które uczestniczy w treningach, jest bardziej przekonujące niż przybysz, który zajmowałby się analizowaniem czegoś nowego. Stach przygotowuje się do ważnego meczu, a przy okazji opowiada, jak wygląda praca jego trenera. I tak zabiera małych odbiorców do szatni, gdzie wyjaśnia, kiedy koniecznie należy mieć korki (zależy to od rodzaju podłoża, na którym będzie się grać w piłkę). Następnie proponuje prezentację rozgrzewki i spotkanie z trenerem w salce klubowej. Dzięki temu dzieci wiedzą, jak wyglądają treningi, czego można się nauczyć od trenera, na jakie aspekty działań boiskowych zwraca on uwagę - i po co wspólnie ogląda się mecze drużyny przeciwnej. Do tego trochę przyjemności: trener daje dzieciom i ich rodzicom bilety na prawdziwy mecz, tak więc mali fani futbolu mogą zamienić się w kibiców. Stach opisuje również rolę trenera podczas meczu - i zachowania po wygranej potyczce. Przedstawia na marginesie innych członków klubu, żeby wszystko wypadało jak najbardziej profesjonalnie. Oczywiście w rozgrywkach przydadzą się wskazówki, jakie trener dawał swoim zawodnikom podczas treningu.
Ralf Butschkow występuje tym razem w podwójnej roli, autora i ilustratora. Wybiera temat, który z pewnością przyciągnie spore grono odbiorców: dzieci zafascynowane sportem i szukające w nim miejsca dla siebie mogą być zainteresowane taką opowieścią, z innej niż zwykle perspektywy: tym razem w centrum uwagi nie znajduje się sam mecz, a postawa trenera, jego rola i zadania do przygotowania podczas treningów. Autor trochę ułatwia sobie sprawę, nie musi wszystkiego opisywać w tekście, część wiadomości poda dzięki ilustracjom - tak na przykład rezygnuje z prezentowania po kolei ćwiczeń wykonywanych przez dzieci na boisku: sporo rysuje i maluchy będą mogły potrenować umiejętność prowadzenia narracji dzięki takiemu rozwiązaniu. Opowieść rozgrywa się bardzo szybko - ledwo bohater trafi w jakieś miejsce, już podąża do następnego, bo w piłce nożnej bardzo dużo się dzieje. "Mam przyjaciela trenera piłki nożnej" to zatem relacja przeznaczona i dla małych sportowców, i dla kibiców - dzieci przekonają się, jaka jest rola tego, który opiekuje się drużyną i przygotowuje do meczu, co robi trener i kiedy należy go słuchać. Ralf Butschkow uzupełnia tym samym obszerną listę prezentowanych w serii zawodów - umożliwia dzieciom zastanowienie się nad kolejnym zadaniem ze świata dorosłych i rozszerza ich wyobraźnię. Sugeruje, co będzie się robić, kiedy wybierze się taki zawód, wykorzystując szansę na poznanie od kulis specyfiki atmosfery meczowej. Zwraca się zwłaszcza do dzieci żywo zainteresowanych sportem - to one będą chciały się przekonać, co robi trener i czym różni się od piłkarzy.
środa, 2 grudnia 2020
Liane Schneider: Zuzia w czasie pandemii
Media Rodzina, Poznań 2020.
Aktualności
W naturalny sposób także autorzy książek dla najmłodszych reagują na zmiany w codzienności - zwłaszcza że pandemia dotyka wszystkich i potrzebne są historyjki, które tłumaczą nowe zasady. Niezawodna w cyklu Mądra Mysz Liane Schneider bardzo uważnie przygląda się rzeczywistości. Teraz towarzyszy małej Zuzi, w której koncentrują się wszelkie wątpliwości kilkulatków i która zadaje te same pytania, jakie pojawiają się w rozmowach dzieci z rodzicami. To propozycja kojąca: każdy zobaczy, że przeżycia z pandemii należy oswoić i przyzwyczaić się do koniecznych zmian, żeby jak najszybciej pokonać wirusa. Zuzia tęskni za kolegami z przedszkola i wie, że w pewnym momencie tam wróci, będzie mogła wtedy spotkać panią i przyjaciół. Na razie jednak musi zostać w domu. Powinna przyzwyczaić się do częstszego i starannego mycia rąk, a także do tego, że... nie powinno się dłubać w nosie (ani dotykać twarzy). To dość trudne dla kilkulatki, za to raczej komiczne dla czytelników (którzy przecież przed dłubaniem w nosie też się nie wzbraniają). Skoro Zuzia tęskni za przyjaciółmi, warto jej podpowiedzieć, jak ukoić żal - to będzie również wskazówka dla odbiorców, czytelników serii, którzy liczą na dobre porady. Przyzwyczaili się, że seria Mądra Mysz umożliwia im zaakceptowanie codzienności z rozmaitymi jej mankamentami - więc i tym razem muszą otrzymać zestaw uwag łagodzących trudy pandemii. Zuzia dowiaduje się, że z członkami rodziny może się dalej przytulać - w końcu ci, którzy pozostają ze sobą w jednym domu, jeśli są zdrowi, nie muszą od siebie stronić. Za to wykluczone są na pewien czas wizyty u dziadków. I tu bohaterka dowiaduje się pierwszej ważnej rzeczy: wirus przeważnie nie jest bardzo groźny dla dzieci, za to starszym i chorym może poważnie zaszkodzić, dlatego tak istotne jest chronienie bliskich. Ale nie oznacza to, że o dziadkach trzeba zapomnieć: Zuzia rozmawia ze swoimi dzięki komputerom: może ich widzieć, pokazywać im swoje dzieła, opowiadać o dokonaniach i pomysłach - to ważne, żeby utrzymywać kontakt i zapewniać o wzajemnej miłości, jest to potrzebne zarówno starszemu pokoleniu, jak i najmłodszym. Kolejne ważne przesłanie wiąże się z kreatywnymi działaniami. Jeśli nie da się spotykać z koleżankami (i z dziadkami), można stworzyć coś, co zapewni ich o pamięci i uczuciu. Jeśli Zuzia przygotuje piękny obrazek, może go wysłać pocztą do dziadków - a narysowany prezent dla koleżanki po prostu wrzucić do jej skrzynki na listy podczas spaceru z mamą. W ten sposób maluch na pewien czas może zająć się pracą twórczą, rozwijać umiejętności manualne i trochę zmniejszyć rozmiar tęsknoty. Mała Zuzia dowiaduje się też, czym jest home office i dlaczego wtedy nie wolno przeszkadzać mamie - nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by dziecko samo bawiło się w home office i spokojnie pracowało przy swoim małym biurku. To znów pomysł na rozrywkę innego rodzaju. Dzięki temu pandemia i nowa rzeczywistość zamieniają się w wyzwanie, któremu można sprostać. Zuzia przekonuje się na własnej skórze, że nie jest tak strasznie - i taką wersję da się spokojnie przekazać małym odbiorcom. Ilustracjami - ważną częścią całej serii - zajęła się Janina Görrissen. Nie modyfikuje w żaden sposób wizerunku Zuzi, proponuje to, do czego odbiorcy są przyzwyczajeni - nie zmusza ich do zmian w ocenach. Tworzy jednak warstwę graficzną, która zajmuje istotne miejsce w publikacji zeszytowej.
Aktualności
W naturalny sposób także autorzy książek dla najmłodszych reagują na zmiany w codzienności - zwłaszcza że pandemia dotyka wszystkich i potrzebne są historyjki, które tłumaczą nowe zasady. Niezawodna w cyklu Mądra Mysz Liane Schneider bardzo uważnie przygląda się rzeczywistości. Teraz towarzyszy małej Zuzi, w której koncentrują się wszelkie wątpliwości kilkulatków i która zadaje te same pytania, jakie pojawiają się w rozmowach dzieci z rodzicami. To propozycja kojąca: każdy zobaczy, że przeżycia z pandemii należy oswoić i przyzwyczaić się do koniecznych zmian, żeby jak najszybciej pokonać wirusa. Zuzia tęskni za kolegami z przedszkola i wie, że w pewnym momencie tam wróci, będzie mogła wtedy spotkać panią i przyjaciół. Na razie jednak musi zostać w domu. Powinna przyzwyczaić się do częstszego i starannego mycia rąk, a także do tego, że... nie powinno się dłubać w nosie (ani dotykać twarzy). To dość trudne dla kilkulatki, za to raczej komiczne dla czytelników (którzy przecież przed dłubaniem w nosie też się nie wzbraniają). Skoro Zuzia tęskni za przyjaciółmi, warto jej podpowiedzieć, jak ukoić żal - to będzie również wskazówka dla odbiorców, czytelników serii, którzy liczą na dobre porady. Przyzwyczaili się, że seria Mądra Mysz umożliwia im zaakceptowanie codzienności z rozmaitymi jej mankamentami - więc i tym razem muszą otrzymać zestaw uwag łagodzących trudy pandemii. Zuzia dowiaduje się, że z członkami rodziny może się dalej przytulać - w końcu ci, którzy pozostają ze sobą w jednym domu, jeśli są zdrowi, nie muszą od siebie stronić. Za to wykluczone są na pewien czas wizyty u dziadków. I tu bohaterka dowiaduje się pierwszej ważnej rzeczy: wirus przeważnie nie jest bardzo groźny dla dzieci, za to starszym i chorym może poważnie zaszkodzić, dlatego tak istotne jest chronienie bliskich. Ale nie oznacza to, że o dziadkach trzeba zapomnieć: Zuzia rozmawia ze swoimi dzięki komputerom: może ich widzieć, pokazywać im swoje dzieła, opowiadać o dokonaniach i pomysłach - to ważne, żeby utrzymywać kontakt i zapewniać o wzajemnej miłości, jest to potrzebne zarówno starszemu pokoleniu, jak i najmłodszym. Kolejne ważne przesłanie wiąże się z kreatywnymi działaniami. Jeśli nie da się spotykać z koleżankami (i z dziadkami), można stworzyć coś, co zapewni ich o pamięci i uczuciu. Jeśli Zuzia przygotuje piękny obrazek, może go wysłać pocztą do dziadków - a narysowany prezent dla koleżanki po prostu wrzucić do jej skrzynki na listy podczas spaceru z mamą. W ten sposób maluch na pewien czas może zająć się pracą twórczą, rozwijać umiejętności manualne i trochę zmniejszyć rozmiar tęsknoty. Mała Zuzia dowiaduje się też, czym jest home office i dlaczego wtedy nie wolno przeszkadzać mamie - nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by dziecko samo bawiło się w home office i spokojnie pracowało przy swoim małym biurku. To znów pomysł na rozrywkę innego rodzaju. Dzięki temu pandemia i nowa rzeczywistość zamieniają się w wyzwanie, któremu można sprostać. Zuzia przekonuje się na własnej skórze, że nie jest tak strasznie - i taką wersję da się spokojnie przekazać małym odbiorcom. Ilustracjami - ważną częścią całej serii - zajęła się Janina Görrissen. Nie modyfikuje w żaden sposób wizerunku Zuzi, proponuje to, do czego odbiorcy są przyzwyczajeni - nie zmusza ich do zmian w ocenach. Tworzy jednak warstwę graficzną, która zajmuje istotne miejsce w publikacji zeszytowej.
sobota, 20 czerwca 2020
Christian Tielmann: Pojazdy ratownicze
Media Rodzina, Poznań 2020.
Wnętrze radiowozu
Jak to zrobić, żeby podczas jednej wyprawy móc obejrzeć różne rodzaje pojazdów uprzywilejowanych? Dla bohaterów tomiku w serii Mądra Mysz nie ma rzeczy niemożliwych. Tym razem autorka – Christian Tielmann – zabiera małych bohaterów do warsztatu samochodowego. Ania, jej młodszy brat Marek oraz mama wybrali się na wycieczkę rowerową. O pół godziny jazdy od ich domu znajduje się warsztat mechanika Marcina Trąbki. Mężczyzna zaprosił bohaterów, bo ma u siebie kilka ciekawych pojazdów, które na pewno spodobają się dzieciom. Naprawia między innymi radiowóz, ambulans specjalistyczny, samochód dowodzenia straży pożarnej oraz wielki wóz strażacki. Każdy z tych pojazdów dzieci mogą dokładnie obejrzeć – zajrzeć do bagażnika lub usiąść za kierownicą. Mechanik opowiada o wyposażeniu oraz o przeznaczeniu poszczególnych pojazdów, co z pewnością spodoba się najmłodszym. Zaspokaja ciekawość odbiorców – bo również ich zabiera na edukacyjną ścieżkę. Tomik „Pojazdy ratownicze” w cyklu Mądra Mysz i podserii Maszyny i pojazdy trafi do kilkulatków. Umożliwia poznanie kilku ciekawostek – a ponieważ odkrywają je mali bohaterowie podczas bardzo realistycznej wizyty – odbiorcy poczują się usatysfakcjonowani lekturą. Christian Tielmann wie, czego potrzeba najmłodszym czytelnikom. Może zaprosić ich do samodzielnego czytania i przekonać, że warto zaglądać do książek. Taka lektura bardzo się przyda maluchom – nie tylko do urozmaicenia codziennych zabaw samochodzikami: mało które dziecko ma okazję zajrzenia do prawdziwego radiowozu albo wozu strażackiego – te pojazdy, które zwykle ogląda się z daleka na ulicy, tutaj funkcjonują zupełnie inaczej. Autorka miała bardzo dobry pomysł na realizację edukacyjnej historyjki. „Pojazdy ratownicze” to publikacja wartościowa i dobrze przygotowana. Niewielka – jak wszystkie tomiki w cyklu – ale wypełniona informacjami i danymi.
Jest w tej książeczce prosta opowieść – nie dzieje się praktycznie nic poza przyjazdem do warsztatu mechanika – dlatego Christian Tielmann pod koniec szykuje niespodziankę. Nie dość, że dzieci mogą powrócić do domu w kabinie lawety, to jeszcze po drodze oglądają kilka interwencji z udziałem pojazdów uprzywilejowanych: raz straż pożarna ściąga z drzewa małego kotka, w innym miejscu samochód uderzył tyłem w latarnię. Jeżdżą też karetki i samochody transportujące krew. To wszystko z kabiny lawety wydaje się jeszcze bardziej ekscytujące. Christian Tielmann wie, jak utrzymać uwagę najmłodszych – funduje im wielką edukacyjną i rozrywkową przygodę. Wizyta w warsztacie samochodowym obfituje w mocne wrażenia. W niewielkiej przestrzeni znalazło się sporo informacji. Tomik jest bogato ilustrowany. Niklas Böwer proponuje obrazki realistyczne, przedstawiane z detalami. Styl – jak w całej Mądrej Myszy – jest ujednolicony, chodzi o to, żeby różni autorzy mogli przedstawiać losy znanych bohaterów bez indywidualizowania tomików. Obrazki są bardzo kolorowe i wypełnione detalami – więc odbiorcy nie tylko czytają o tym, co znajduje się w pojeździe, ale też mogą to oglądać, dzięki czemu więcej zapamiętają. „Pojazdy ratownicze” to lektura dla kilkulatków, które lubią obserwować różne samochody i pasjonują się ciekawymi wozami. Ta publikacja urozmaica zabawy dzieci i spacery. Działa na wyobraźnię, ale również uczy.
Wnętrze radiowozu
Jak to zrobić, żeby podczas jednej wyprawy móc obejrzeć różne rodzaje pojazdów uprzywilejowanych? Dla bohaterów tomiku w serii Mądra Mysz nie ma rzeczy niemożliwych. Tym razem autorka – Christian Tielmann – zabiera małych bohaterów do warsztatu samochodowego. Ania, jej młodszy brat Marek oraz mama wybrali się na wycieczkę rowerową. O pół godziny jazdy od ich domu znajduje się warsztat mechanika Marcina Trąbki. Mężczyzna zaprosił bohaterów, bo ma u siebie kilka ciekawych pojazdów, które na pewno spodobają się dzieciom. Naprawia między innymi radiowóz, ambulans specjalistyczny, samochód dowodzenia straży pożarnej oraz wielki wóz strażacki. Każdy z tych pojazdów dzieci mogą dokładnie obejrzeć – zajrzeć do bagażnika lub usiąść za kierownicą. Mechanik opowiada o wyposażeniu oraz o przeznaczeniu poszczególnych pojazdów, co z pewnością spodoba się najmłodszym. Zaspokaja ciekawość odbiorców – bo również ich zabiera na edukacyjną ścieżkę. Tomik „Pojazdy ratownicze” w cyklu Mądra Mysz i podserii Maszyny i pojazdy trafi do kilkulatków. Umożliwia poznanie kilku ciekawostek – a ponieważ odkrywają je mali bohaterowie podczas bardzo realistycznej wizyty – odbiorcy poczują się usatysfakcjonowani lekturą. Christian Tielmann wie, czego potrzeba najmłodszym czytelnikom. Może zaprosić ich do samodzielnego czytania i przekonać, że warto zaglądać do książek. Taka lektura bardzo się przyda maluchom – nie tylko do urozmaicenia codziennych zabaw samochodzikami: mało które dziecko ma okazję zajrzenia do prawdziwego radiowozu albo wozu strażackiego – te pojazdy, które zwykle ogląda się z daleka na ulicy, tutaj funkcjonują zupełnie inaczej. Autorka miała bardzo dobry pomysł na realizację edukacyjnej historyjki. „Pojazdy ratownicze” to publikacja wartościowa i dobrze przygotowana. Niewielka – jak wszystkie tomiki w cyklu – ale wypełniona informacjami i danymi.
Jest w tej książeczce prosta opowieść – nie dzieje się praktycznie nic poza przyjazdem do warsztatu mechanika – dlatego Christian Tielmann pod koniec szykuje niespodziankę. Nie dość, że dzieci mogą powrócić do domu w kabinie lawety, to jeszcze po drodze oglądają kilka interwencji z udziałem pojazdów uprzywilejowanych: raz straż pożarna ściąga z drzewa małego kotka, w innym miejscu samochód uderzył tyłem w latarnię. Jeżdżą też karetki i samochody transportujące krew. To wszystko z kabiny lawety wydaje się jeszcze bardziej ekscytujące. Christian Tielmann wie, jak utrzymać uwagę najmłodszych – funduje im wielką edukacyjną i rozrywkową przygodę. Wizyta w warsztacie samochodowym obfituje w mocne wrażenia. W niewielkiej przestrzeni znalazło się sporo informacji. Tomik jest bogato ilustrowany. Niklas Böwer proponuje obrazki realistyczne, przedstawiane z detalami. Styl – jak w całej Mądrej Myszy – jest ujednolicony, chodzi o to, żeby różni autorzy mogli przedstawiać losy znanych bohaterów bez indywidualizowania tomików. Obrazki są bardzo kolorowe i wypełnione detalami – więc odbiorcy nie tylko czytają o tym, co znajduje się w pojeździe, ale też mogą to oglądać, dzięki czemu więcej zapamiętają. „Pojazdy ratownicze” to lektura dla kilkulatków, które lubią obserwować różne samochody i pasjonują się ciekawymi wozami. Ta publikacja urozmaica zabawy dzieci i spacery. Działa na wyobraźnię, ale również uczy.
wtorek, 14 kwietnia 2020
Liane Schneider: Zuzia smaży naleśniki
Media Rodzina, Poznań 2020.
Prezent
Zuzia musi przygotować prezent na urodziny mamy – najlepiej, żeby zrobiła coś samodzielnie, ale nie chce już rysować – zbyt wiele razy w ten właśnie sposób pokazywała rodzicielce, że ją kocha. Na szczęście jej kolega, Szymon, podpowiada, że mogłoby to być coś do jedzenia. Dzieci planują, że zrobią naleśniki – bo można je jeść z rozmaitymi dodatkami, są pyszne i łatwe do przyrządzenia. No, stosunkowo łatwe. Wtajemniczają w swój plan tatę Zuzi – mężczyzna towarzyszy dzieciom w wyprawie do sklepu po brakujące produkty, a później – w samym procesie smażenia naleśników: okazuje się, że przerzucenie ciasta na drugą stronę wcale nie jest takie proste.
W kuchni robi się ogromny bałagan, co było do przewidzenia: zwłaszcza że Zuzia dopiero uczy się, że nie wolno wkładać włączonego miksera do ciasta. Przekonuje się też, że rozbijanie jajek oznacza, że czasami trzeba wyłowić skorupki z miski. Ale i tak zabawa jest świetna, zwłaszcza że wszyscy myślą o niespodziance, jaką będzie mieć mama. Może i naleśniki nie byłyby zbyt wyszukanym daniem, ale skoro to urodzinowy prezent i zrobiony w dużej mierze przez same dzieci – nabierają zupełnie innego znaczenia. Liane Schneider w cyklu Mądra Mysz – ogromnym i cieszącym się wielkim powodzeniem na rynku – podpowiada dzieciom i dorosłym, jak przyjemne jest dążenie do samodzielności. Nawet jeśli trzeba wtajemniczyć w swoje plany dorosłego – bez taty nie udałoby się przecież skończyć dania – bohaterowie mogą czuć się usatysfakcjonowani. Zwłaszcza że na koniec czeka ich uczta i testowanie, który dodatek najlepiej będzie pasować do przygotowanego ciasta. Żeby mali bohaterowie mogli iść w ślady Zuzi (niekoniecznie z okazji czyichś urodzin), autorka na końcu podaje przepis na naleśnik i na sałatkę owocową – tym samym przenosi literaturę do codzienności maluchów. Kilkulatki nie będą musiały zbyt długo szukać reklamowanego w książce przepisu, a zasady zachowania mają przecież w samej historyjce.
„Zuzia smaży naleśniki” to książeczka edukacyjna i rozrywkowa jednocześnie, stworzona przez doświadczoną autorkę. powieść Liane Schneider jest bardzo naturalna, nie ma tutaj odchodzenia od codzienności – chociaż atmosfera w tomiku panuje raczej świąteczna – przezroczysta narracja nie odciąga uwagi dzieci od tego, co najważniejsze. Mali czytelnicy mogą iść w ślady Zuzi i nabierać pewności siebie w różnych działaniach. Janina Görrissen tworzy ilustracje, które przykuwają wzrok, są rysunkowe i również naturalne – tak, by odbiorcy nie uciekali od sedna opowieści, tylko mogli się w niej w pełni zanurzyć. Zuzia i Szymon znajdują sobie zajęcie wymagające skupienia i odbiegające od zwyczajnych zachowań, nie nudzą się ani nie męczą przesadnie – uczą się czegoś nowego i mogą też podpowiadać czytelnikom, jak świętować specjalne okazje.
Prezent
Zuzia musi przygotować prezent na urodziny mamy – najlepiej, żeby zrobiła coś samodzielnie, ale nie chce już rysować – zbyt wiele razy w ten właśnie sposób pokazywała rodzicielce, że ją kocha. Na szczęście jej kolega, Szymon, podpowiada, że mogłoby to być coś do jedzenia. Dzieci planują, że zrobią naleśniki – bo można je jeść z rozmaitymi dodatkami, są pyszne i łatwe do przyrządzenia. No, stosunkowo łatwe. Wtajemniczają w swój plan tatę Zuzi – mężczyzna towarzyszy dzieciom w wyprawie do sklepu po brakujące produkty, a później – w samym procesie smażenia naleśników: okazuje się, że przerzucenie ciasta na drugą stronę wcale nie jest takie proste.
W kuchni robi się ogromny bałagan, co było do przewidzenia: zwłaszcza że Zuzia dopiero uczy się, że nie wolno wkładać włączonego miksera do ciasta. Przekonuje się też, że rozbijanie jajek oznacza, że czasami trzeba wyłowić skorupki z miski. Ale i tak zabawa jest świetna, zwłaszcza że wszyscy myślą o niespodziance, jaką będzie mieć mama. Może i naleśniki nie byłyby zbyt wyszukanym daniem, ale skoro to urodzinowy prezent i zrobiony w dużej mierze przez same dzieci – nabierają zupełnie innego znaczenia. Liane Schneider w cyklu Mądra Mysz – ogromnym i cieszącym się wielkim powodzeniem na rynku – podpowiada dzieciom i dorosłym, jak przyjemne jest dążenie do samodzielności. Nawet jeśli trzeba wtajemniczyć w swoje plany dorosłego – bez taty nie udałoby się przecież skończyć dania – bohaterowie mogą czuć się usatysfakcjonowani. Zwłaszcza że na koniec czeka ich uczta i testowanie, który dodatek najlepiej będzie pasować do przygotowanego ciasta. Żeby mali bohaterowie mogli iść w ślady Zuzi (niekoniecznie z okazji czyichś urodzin), autorka na końcu podaje przepis na naleśnik i na sałatkę owocową – tym samym przenosi literaturę do codzienności maluchów. Kilkulatki nie będą musiały zbyt długo szukać reklamowanego w książce przepisu, a zasady zachowania mają przecież w samej historyjce.
„Zuzia smaży naleśniki” to książeczka edukacyjna i rozrywkowa jednocześnie, stworzona przez doświadczoną autorkę. powieść Liane Schneider jest bardzo naturalna, nie ma tutaj odchodzenia od codzienności – chociaż atmosfera w tomiku panuje raczej świąteczna – przezroczysta narracja nie odciąga uwagi dzieci od tego, co najważniejsze. Mali czytelnicy mogą iść w ślady Zuzi i nabierać pewności siebie w różnych działaniach. Janina Görrissen tworzy ilustracje, które przykuwają wzrok, są rysunkowe i również naturalne – tak, by odbiorcy nie uciekali od sedna opowieści, tylko mogli się w niej w pełni zanurzyć. Zuzia i Szymon znajdują sobie zajęcie wymagające skupienia i odbiegające od zwyczajnych zachowań, nie nudzą się ani nie męczą przesadnie – uczą się czegoś nowego i mogą też podpowiadać czytelnikom, jak świętować specjalne okazje.
sobota, 15 lutego 2020
Sandra Ladwig, Sebastian Coenen: Na lotnisku
Media Rodzina, Poznań 2019.
Zwiedzanie
Nie każde dziecko ma okazję sprawdzić, jak wygląda lotnisko, a nawet te maluchy, które gdzieś z rodzicami podróżują, niekoniecznie zapamiętają wszystkie wrażenia towarzyszące wyprawie. Tymczasem lotnisko kojarzy się z ulubionymi zabawkami części kilkulatków i jako takie – budzi zainteresowanie zbliżone do tego związanego z obserwacją placu budowy. Lotnisko wydaje się miejscem egzotycznym: nie ma się do niego dostępu na co dzień, a warto urozmaicić rozrywkę o wiadomości z tej dziedziny. Tu jednak nie wystarczą opowieści i wyjaśnienia dorosłych. Tomik, który w serii Mądra Mysz przygotowują Sandra Ladwig i Sebastian Coenen jest pozycją jednocześnie edukacyjną i zabawową – realizuje wszystkie wytyczne serii, a do tego pozwala dzieciom na lepsze poznanie terenów atrakcyjnych już przez samą tajemniczość. Rozkładówki z lotniska są wypełnione pasażerami i pracownikami, dzieje się tu dużo i równocześnie, więc poza śledzeniem wyjaśnień tekstowych dzieci zajmą się również sprawdzaniem, co robią poszczególne postacie i dokąd się udają. Żeby wszystko stało się jasne, poza realistycznymi scenkami z różnych punktów lotniska, autorzy dodają jeszcze specjalne kadrowanie – przybliżają samolot z oprzyrządowaniem, pokazują płytę lotniska i pokład samolotu, opowiadają też o tym, dlaczego samolot może unosić się w powietrzu. Dzieci dowiedzą się, jak buduje się samoloty, jakie rodzaje samolotów można zaobserwować na niebie, a nawet – zajrzą do kokpitu. To zatem książeczka drobna, ale dostarczająca mnóstwo emocji odbiorcom zaangażowanym w temat. Nic nie pozostawia się tu domysłom, wszędzie można zajrzeć i wszystko sprawdzić – a że autorzy trafiają w punkt zainteresowań maluchów, odniosą wielki sukces. „Na lotnisku” to tomik rzeczowy, nie ma tu przewodnika, który opowiadałby o swojej pracy, liczą się za to obiektywne opisy (niepozbawione emocji). Autorzy tłumaczą dzieciom, co wolno, a czego nie należy robić w różnych miejscach, omawiają po kolei elementy charakterystyczne dla lotniska i dla podróży samolotem – przygotowują zatem dzieci do podniebnej wycieczki, lub też wpływają na ich wyobraźnię oraz zestaw codziennych zabaw.
Sandra Ladwig i Sebastian Coenen realizują wytyczne serii, nie pozwalają sobie na odstępstwa czy na szukanie nowych metod prowadzenia narracji. Tu wszystko musi być przejrzyste i kompletne, omówione precyzyjnie, ale też skrótowo – tak, by dzieci poza śledzeniem tekstu mogły też przyjrzeć się ilustracjom bogatym w detale. Po raz kolejny Mądra Mysz zabiera maluchy do świata z ich fantazji – tyle że prezentuje go z wieloma szczegółami realistycznie. Ta seria zyskała wielką renomę – i nic dziwnego, czytelników, nawet tych najmłodszych, traktuje się tutaj z wielką powagą. „Na lotnisku” to publikacja pozwalająca zgromadzić potrzebne informacje – bądź sprawdzić doświadczenia i zapamiętane wrażenia. To sposób na zaintrygowanie dzieci otaczającym je światem, pokazanie możliwości oraz miejsc wartych poznania.
Zwiedzanie
Nie każde dziecko ma okazję sprawdzić, jak wygląda lotnisko, a nawet te maluchy, które gdzieś z rodzicami podróżują, niekoniecznie zapamiętają wszystkie wrażenia towarzyszące wyprawie. Tymczasem lotnisko kojarzy się z ulubionymi zabawkami części kilkulatków i jako takie – budzi zainteresowanie zbliżone do tego związanego z obserwacją placu budowy. Lotnisko wydaje się miejscem egzotycznym: nie ma się do niego dostępu na co dzień, a warto urozmaicić rozrywkę o wiadomości z tej dziedziny. Tu jednak nie wystarczą opowieści i wyjaśnienia dorosłych. Tomik, który w serii Mądra Mysz przygotowują Sandra Ladwig i Sebastian Coenen jest pozycją jednocześnie edukacyjną i zabawową – realizuje wszystkie wytyczne serii, a do tego pozwala dzieciom na lepsze poznanie terenów atrakcyjnych już przez samą tajemniczość. Rozkładówki z lotniska są wypełnione pasażerami i pracownikami, dzieje się tu dużo i równocześnie, więc poza śledzeniem wyjaśnień tekstowych dzieci zajmą się również sprawdzaniem, co robią poszczególne postacie i dokąd się udają. Żeby wszystko stało się jasne, poza realistycznymi scenkami z różnych punktów lotniska, autorzy dodają jeszcze specjalne kadrowanie – przybliżają samolot z oprzyrządowaniem, pokazują płytę lotniska i pokład samolotu, opowiadają też o tym, dlaczego samolot może unosić się w powietrzu. Dzieci dowiedzą się, jak buduje się samoloty, jakie rodzaje samolotów można zaobserwować na niebie, a nawet – zajrzą do kokpitu. To zatem książeczka drobna, ale dostarczająca mnóstwo emocji odbiorcom zaangażowanym w temat. Nic nie pozostawia się tu domysłom, wszędzie można zajrzeć i wszystko sprawdzić – a że autorzy trafiają w punkt zainteresowań maluchów, odniosą wielki sukces. „Na lotnisku” to tomik rzeczowy, nie ma tu przewodnika, który opowiadałby o swojej pracy, liczą się za to obiektywne opisy (niepozbawione emocji). Autorzy tłumaczą dzieciom, co wolno, a czego nie należy robić w różnych miejscach, omawiają po kolei elementy charakterystyczne dla lotniska i dla podróży samolotem – przygotowują zatem dzieci do podniebnej wycieczki, lub też wpływają na ich wyobraźnię oraz zestaw codziennych zabaw.
Sandra Ladwig i Sebastian Coenen realizują wytyczne serii, nie pozwalają sobie na odstępstwa czy na szukanie nowych metod prowadzenia narracji. Tu wszystko musi być przejrzyste i kompletne, omówione precyzyjnie, ale też skrótowo – tak, by dzieci poza śledzeniem tekstu mogły też przyjrzeć się ilustracjom bogatym w detale. Po raz kolejny Mądra Mysz zabiera maluchy do świata z ich fantazji – tyle że prezentuje go z wieloma szczegółami realistycznie. Ta seria zyskała wielką renomę – i nic dziwnego, czytelników, nawet tych najmłodszych, traktuje się tutaj z wielką powagą. „Na lotnisku” to publikacja pozwalająca zgromadzić potrzebne informacje – bądź sprawdzić doświadczenia i zapamiętane wrażenia. To sposób na zaintrygowanie dzieci otaczającym je światem, pokazanie możliwości oraz miejsc wartych poznania.
niedziela, 17 marca 2019
Christa Holtei: W gospodarstwie dawniej i dziś
Media Rodzina, Poznań 2018.
Porównanie
To, co dawniej było udziałem dzieci i nie budziło żadnego zdziwienia, teraz – w obliczu postępu cywilizacyjnego i technologicznego – musi być wyjaśniane i wprowadzane w procesie edukacji. Coraz częściej maluchy sądzą, że mleko bierze się z hipermarketu i nie mają pojęcia, do czego rolnikom zboże. Potrafią za to doskonale obsługiwać rozmaite urządzenia elektroniczne. Aby uzupełnić luki w wykształceniu, ale też i w społecznej świadomości, Christa Holtei tworzy drobny tomik w podserii Dawniej i dziś - tomik dotyczący przemian w gospodarstwach. Proponuje dzieciom przyspieszoną podróż w czasie – najpierw ogromny skok wstecz, przez 6000 lat, a potem stopniowo przesuwa się w stronę teraźniejszości, sygnalizując zmiany w kolejnych epokach czy wiekach. Sytuacja w rozkładówkach się powtarza: zawsze pojawia się para młodych bohaterów, zajętych codziennymi pracami w gospodarstwie. Zmieniają się natomiast wykonywane przez nich czynności, budynki gospodarcze, maszyny albo narzędzia, a nawet zakres obowiązków. Zmieniają się też imiona - zwłaszcza te z pierwszych części brzmią bardzo egzotycznie dla dzisiejszych maluchów i będą rozbudzać ciekawość - autorka świetnie zdaje sobie z tego sprawę, w końcu przemiany w obyczajowości także daje się w ten sposób zaobserwować. Oryginalne imiona to zresztą najwygodniejsza – przy tak skrótowych notatkach – metoda na sugerowanie dzieciom czasowych przeskoków. Każda rozkładówka to w tym wypadku jedna miniaturowa opowieść. Najwięcej miejsca zajmują ilustracje - kreskówkowe, ale przy tym realistyczne. To przekrojowe spojrzenie na gospodarstwo i jego okolicę - widać bohaterów (przy okazji można zwrócić uwagę na ich stroje i fryzury – i to ulega znaczącym modyfikacjom). Dzieci będą przyglądać się charakterystycznym zabudowaniom i sprawdzać, jakie funkcje miały rozwiązania w budynkach.
Na marginesie autorka podpowie, po co przeprowadzane były konkretne prace gospodarskie, co uzyskiwali bohaterowie swoimi działaniami i jakich problemów dzięki temu unikali. W przyspieszonej opowieści dobrze widać zmiany i przeobrażenia, jakim ulegały gospodarstwa. Zwięzłość sprawia, że rozbudzają się apetyty dzieci na opowieści z dawnych lat, mali odbiorcy zaczynają się wyczulać na otoczenie, czasem bliskie – za sprawą krewnych na wsi – a czasem zupełnie abstrakcyjne, niemal niewiarygodne. Rzeczywistość może się zamienić w całkiem ciekawą i intrygującą bajkę, jeśli tylko zostanie odpowiednio opowiedziana. Christa Holtei bez wątpienia wie, jak przyciągnąć do tekstu najmłodszych - serwuje im nietypową podróż kojarzącą się - trochę na przekór ogromowi pracy w gospodarstwie – z wakacjami i rozrywką.
Dorośli mogą towarzyszyć dzieciom w tej lekturze, wprowadzać dodatkowe objaśnienia, porównywać opisy z własnymi wspomnieniami. Autorka nie zasypuje jednak odbiorców trudnymi czy niezrozumiałymi określeniami, nie chce w edukowaniu zamęczyć, pamięta o tym, żeby zapewnić maluchom zabawę. Bazuje na ciekawości kilkulatków, na tym, że może im przez cały czas dostarczać nowych wrażeń. Książeczki z cyklu Mądra Mysz funkcjonują na rynku od lat i rozbudowują się w kolejne podserie, za każdym jednak razem, niezależnie od autorów i tematów - objaśniają świat, przynoszą szereg cennych wiadomości. Pozwalają na radość z lektury, a przecież nie funkcjonują wyłącznie jako bajki. Prostota w tym wypadku nie jest równoznaczna z infantylnością - o kilkulatki dba się tu tak samo jak o dorosłych czytelników. Astrid Vohwinkel proponuje dzieciom bajkowe rysunki prezentujące różne gospodarstwa.
Porównanie
To, co dawniej było udziałem dzieci i nie budziło żadnego zdziwienia, teraz – w obliczu postępu cywilizacyjnego i technologicznego – musi być wyjaśniane i wprowadzane w procesie edukacji. Coraz częściej maluchy sądzą, że mleko bierze się z hipermarketu i nie mają pojęcia, do czego rolnikom zboże. Potrafią za to doskonale obsługiwać rozmaite urządzenia elektroniczne. Aby uzupełnić luki w wykształceniu, ale też i w społecznej świadomości, Christa Holtei tworzy drobny tomik w podserii Dawniej i dziś - tomik dotyczący przemian w gospodarstwach. Proponuje dzieciom przyspieszoną podróż w czasie – najpierw ogromny skok wstecz, przez 6000 lat, a potem stopniowo przesuwa się w stronę teraźniejszości, sygnalizując zmiany w kolejnych epokach czy wiekach. Sytuacja w rozkładówkach się powtarza: zawsze pojawia się para młodych bohaterów, zajętych codziennymi pracami w gospodarstwie. Zmieniają się natomiast wykonywane przez nich czynności, budynki gospodarcze, maszyny albo narzędzia, a nawet zakres obowiązków. Zmieniają się też imiona - zwłaszcza te z pierwszych części brzmią bardzo egzotycznie dla dzisiejszych maluchów i będą rozbudzać ciekawość - autorka świetnie zdaje sobie z tego sprawę, w końcu przemiany w obyczajowości także daje się w ten sposób zaobserwować. Oryginalne imiona to zresztą najwygodniejsza – przy tak skrótowych notatkach – metoda na sugerowanie dzieciom czasowych przeskoków. Każda rozkładówka to w tym wypadku jedna miniaturowa opowieść. Najwięcej miejsca zajmują ilustracje - kreskówkowe, ale przy tym realistyczne. To przekrojowe spojrzenie na gospodarstwo i jego okolicę - widać bohaterów (przy okazji można zwrócić uwagę na ich stroje i fryzury – i to ulega znaczącym modyfikacjom). Dzieci będą przyglądać się charakterystycznym zabudowaniom i sprawdzać, jakie funkcje miały rozwiązania w budynkach.
Na marginesie autorka podpowie, po co przeprowadzane były konkretne prace gospodarskie, co uzyskiwali bohaterowie swoimi działaniami i jakich problemów dzięki temu unikali. W przyspieszonej opowieści dobrze widać zmiany i przeobrażenia, jakim ulegały gospodarstwa. Zwięzłość sprawia, że rozbudzają się apetyty dzieci na opowieści z dawnych lat, mali odbiorcy zaczynają się wyczulać na otoczenie, czasem bliskie – za sprawą krewnych na wsi – a czasem zupełnie abstrakcyjne, niemal niewiarygodne. Rzeczywistość może się zamienić w całkiem ciekawą i intrygującą bajkę, jeśli tylko zostanie odpowiednio opowiedziana. Christa Holtei bez wątpienia wie, jak przyciągnąć do tekstu najmłodszych - serwuje im nietypową podróż kojarzącą się - trochę na przekór ogromowi pracy w gospodarstwie – z wakacjami i rozrywką.
Dorośli mogą towarzyszyć dzieciom w tej lekturze, wprowadzać dodatkowe objaśnienia, porównywać opisy z własnymi wspomnieniami. Autorka nie zasypuje jednak odbiorców trudnymi czy niezrozumiałymi określeniami, nie chce w edukowaniu zamęczyć, pamięta o tym, żeby zapewnić maluchom zabawę. Bazuje na ciekawości kilkulatków, na tym, że może im przez cały czas dostarczać nowych wrażeń. Książeczki z cyklu Mądra Mysz funkcjonują na rynku od lat i rozbudowują się w kolejne podserie, za każdym jednak razem, niezależnie od autorów i tematów - objaśniają świat, przynoszą szereg cennych wiadomości. Pozwalają na radość z lektury, a przecież nie funkcjonują wyłącznie jako bajki. Prostota w tym wypadku nie jest równoznaczna z infantylnością - o kilkulatki dba się tu tak samo jak o dorosłych czytelników. Astrid Vohwinkel proponuje dzieciom bajkowe rysunki prezentujące różne gospodarstwa.
sobota, 9 marca 2019
Bolesław Ludwiczak: Mam przyjaciela energetyka
Media Rodzina, Poznań 2019.
Ludzie i prąd
Energetycy nie trafiają przeważnie do twórczości dla dzieci. Nie są tak ciekawi wizerunkowo jak strażacy czy kominiarze, nie widzą ich maluchy na co dzień, bo rzadko się zdarza możliwość przyglądania się ich pracy na przykład przy usuwaniu skutków awarii. Zresztą nawet bohater, którego przyjaciel-energetyk zabiera ze sobą na kilka „akcji”, przyglądać się może tylko z bezpiecznej odległości. Trochę trudno jest wykrzesać medialne wiadomości na temat działań energetyków, kiedy jednocześnie należy uświadomić odbiorców, że z prądem nie ma żartów. Ale Bolesław Ludwiczak radzi sobie całkiem nieźle. Wprowadza supermoce (operator może zdalnie wyłączyć prąd w innej części miasta), ciekawie wyposażone pojazdy (nie wyjaśnia, do czego przydają się kolejne narzędzia, tylko odnotowuje ich istnienie), wreszcie- interwencje. Raz wichura przewraca drzewa i słupy, raz trzeba po prostu wymienić przewody na bardziej wytrzymałe. Wszystko z dala od domu, żeby odbiorcom nie przyszło do głowy rozkręcanie gniazdek i majstrowanie przy kablach. Po lekturze tomiku „Mam przyjaciela energetyka” nie ma jak naśladować bohaterów w zabawach – za to Ludwiczak wzbogaca wiedzę dzieci o świadomość, że zawód energetyka jest potrzebny i że można wybór takiego zajęcia w przyszłości rozważyć.
Tomik – kolejny w rozbudowanej serii Mądra Mysz – pozwala najmłodszym odkrywać nieznane tematy, dotrzeć do rejonów zwyczajnie niedostępnych na co dzień. Bohater w miejscu puenty swojej narracji przedstawia ostrzeżenie- żeby nie dotykać niczego, co zostało oznaczone charakterystyczną błyskawicą. Nie straszy prądem, nie zajmuje się domowymi przejawami jego istnienia. Odbiorcy nie poznają słownictwa związanego z elektrycznością, bo autor interesuje się wyłącznie tym, co dzieje się między elektrownią a domem. Zapewne do takiej opowieści przyda się kolejne uzupełnienie, ale na pierwszy raz – wystarczy. Bolesław Ludwiczak pokazuje pracowników, którzy wiedzą, co mają robić – i nie wdają się specjalnie w wyjaśnienia. Te przedstawia mały bohater, który zdążył się dowiedzieć czegoś o obowiązkach energetyków. Dzieciom prawdopodobnie łatwiej będzie przyswoić tak zapośredniczone wiadomości, stanowi to również uzasadnienie istnienia dziecięcego narratora – skoro trochę brakuje interakcji. Informacje zostały tu podzielone na łatwe do czytania akapity. Wprawdzie przydługie jest trochę wyliczenie wyposażenia samochodu, ale to z kolei częściowo nawiązanie do zabawy, jaką proponuje się czytelnikom. Jak zawsze w tej podserii – ostatnia strona zawiera zestaw przedmiotów, które należy odnaleźć w tomiku, w różnych miejscach i na różnych stronach. Wyszukiwanka wprowadza rytm rozrywki, trochę odciąża tekst pozbawiony żartów i fabuły. Dużą rolę odgrywają w tomiku ilustracje, dzięki nim łatwiej oddać skalę obowiązków energetyków (w pewnym momencie bohater przygotowuje makietę, żeby zapamiętać lepiej, jak prąd trafia z elektrowni do domów). Wzbudzą one ciekawość maluchów – ale to przecież naturalny składnik cyklu.
Ludzie i prąd
Energetycy nie trafiają przeważnie do twórczości dla dzieci. Nie są tak ciekawi wizerunkowo jak strażacy czy kominiarze, nie widzą ich maluchy na co dzień, bo rzadko się zdarza możliwość przyglądania się ich pracy na przykład przy usuwaniu skutków awarii. Zresztą nawet bohater, którego przyjaciel-energetyk zabiera ze sobą na kilka „akcji”, przyglądać się może tylko z bezpiecznej odległości. Trochę trudno jest wykrzesać medialne wiadomości na temat działań energetyków, kiedy jednocześnie należy uświadomić odbiorców, że z prądem nie ma żartów. Ale Bolesław Ludwiczak radzi sobie całkiem nieźle. Wprowadza supermoce (operator może zdalnie wyłączyć prąd w innej części miasta), ciekawie wyposażone pojazdy (nie wyjaśnia, do czego przydają się kolejne narzędzia, tylko odnotowuje ich istnienie), wreszcie- interwencje. Raz wichura przewraca drzewa i słupy, raz trzeba po prostu wymienić przewody na bardziej wytrzymałe. Wszystko z dala od domu, żeby odbiorcom nie przyszło do głowy rozkręcanie gniazdek i majstrowanie przy kablach. Po lekturze tomiku „Mam przyjaciela energetyka” nie ma jak naśladować bohaterów w zabawach – za to Ludwiczak wzbogaca wiedzę dzieci o świadomość, że zawód energetyka jest potrzebny i że można wybór takiego zajęcia w przyszłości rozważyć.
Tomik – kolejny w rozbudowanej serii Mądra Mysz – pozwala najmłodszym odkrywać nieznane tematy, dotrzeć do rejonów zwyczajnie niedostępnych na co dzień. Bohater w miejscu puenty swojej narracji przedstawia ostrzeżenie- żeby nie dotykać niczego, co zostało oznaczone charakterystyczną błyskawicą. Nie straszy prądem, nie zajmuje się domowymi przejawami jego istnienia. Odbiorcy nie poznają słownictwa związanego z elektrycznością, bo autor interesuje się wyłącznie tym, co dzieje się między elektrownią a domem. Zapewne do takiej opowieści przyda się kolejne uzupełnienie, ale na pierwszy raz – wystarczy. Bolesław Ludwiczak pokazuje pracowników, którzy wiedzą, co mają robić – i nie wdają się specjalnie w wyjaśnienia. Te przedstawia mały bohater, który zdążył się dowiedzieć czegoś o obowiązkach energetyków. Dzieciom prawdopodobnie łatwiej będzie przyswoić tak zapośredniczone wiadomości, stanowi to również uzasadnienie istnienia dziecięcego narratora – skoro trochę brakuje interakcji. Informacje zostały tu podzielone na łatwe do czytania akapity. Wprawdzie przydługie jest trochę wyliczenie wyposażenia samochodu, ale to z kolei częściowo nawiązanie do zabawy, jaką proponuje się czytelnikom. Jak zawsze w tej podserii – ostatnia strona zawiera zestaw przedmiotów, które należy odnaleźć w tomiku, w różnych miejscach i na różnych stronach. Wyszukiwanka wprowadza rytm rozrywki, trochę odciąża tekst pozbawiony żartów i fabuły. Dużą rolę odgrywają w tomiku ilustracje, dzięki nim łatwiej oddać skalę obowiązków energetyków (w pewnym momencie bohater przygotowuje makietę, żeby zapamiętać lepiej, jak prąd trafia z elektrowni do domów). Wzbudzą one ciekawość maluchów – ale to przecież naturalny składnik cyklu.
niedziela, 24 lutego 2019
Liane Schneider: Alarm w przedszkolu Zuzi
Media Rodzina, Poznań 2018.
Przez aptekę
Wieloznaczny jest tytuł tej publikacji, która – jako jedna z wielu w bardzo rozbudowanej już serii – przybliża kilkulatkom świat. „Alarm w przedszkolu Zuzi” może kierować wyobraźnię odbiorców na różne obszary skojarzeń. Chodzi natomiast o to najmniej chyba oczywiste. Alarm dotyczy wszy u dzieci. Niemedialność tego zagadnienia wyklucza jego obecność w tytule – a przecież należy dzieciom przedstawić i ten aspekt codzienności, skoro bardzo prawdopodobne jest, że się z nim zetkną. Wszystko zaczyna się od tego, że maluchy bardzo się drapią. Już pobieżna obserwacja wskazuje na poważny problem – na szczęście do szybkiego pokonania. Tyle że rodzicom nie wolno zignorować wiadomości od wychowawczyni. „Alarm wszowy” to informacja, że wszyscy mają zaopatrzyć się w lekarstwo oraz gęsty grzebień, wytruć wszy i wyczesać je z włosów. Cała ta operacja nie należy ani do przesadnie skomplikowanych, ani budzących lęk. Dzieci mogą w dzielności naśladować bohaterkę – wystarczy, że będą posłuszne i nie spróbują uciekać przed bezbolesnymi zabiegami. Żeby pozbyć się wszy, kurację należy powtórzyć po dziesięciu dniach – i na to też się tu odbiorców przygotowuje. Osobnym zagadnieniem staje się sprzątanie: odkurzanie, pranie pościeli, pranie albo zamrażanie ukochanych pluszaków dzieci – tak, żeby i w tej kwestii nie było małych dramatów. Właściwie można się zastanowić, czy historyjka o Zuzi jest potrzebna w zwykłych wieczornych lekturach – czy lepie sięgnąć po nią, kiedy problem zaistnieje, żeby najmłodsi nie czuli lęku przed tym, co ich czeka. Przy okazji autorka rozwiewa wątpliwości: wszy mogą mieć nawet najczystsze dzieci, nie pojawiają się te insekty w wyniku braku higieny. Łatwo się rozprzestrzeniają, dlatego ważne, żeby wszyscy wzięli udział w akcji ich tępienia. A kiedy już dzieci pozbędą się wszy, przedszkolne życie wróci do naturalnego rytmu. Zuzia – nie po raz pierwszy – dowiaduje się, że nie czeka jej nic strasznego ani nieprzyjemnego, że nie ma się czego bać i że nie będzie bolało.
Z taką lekturą nie tylko można przekonać małych odbiorców do użycia lekarstwa i wyczesywania wszy – łatwiej będzie namówić dzieci też na kwarantannę maskotek, bo i one powinny zostać oczyszczone z pasożytów. Bohaterka nie ma co do zasadności tego pomysłu żadnych wątpliwości, więc jej postawa udzieli się także kilkulatkom – i być może będzie to jeden z ważniejszych punktów historyjki. Ta drobna obrazkowa przygoda odnosi się do problemu obecnego wśród najmłodszych, a później coraz rzadziej spotykanego. Uświadamia czytelnikom, że czasami trzeba podjąć konkretne działania, żeby poradzić sobie z kłopotem – ale też że wszystko da się zamienić w miłą zabawę i wspólne spędzanie czasu. W tym kontekście alarm oznaczać będzie wyłącznie błyskawiczną reakcję, brak wątpliwości i wahań. Zuzia, bogatsza o kolejne doświadczenie, sprawi, że mali odbiorcy zapamiętają nawet rodzaje działań do wprowadzenia w życie na wypadek wszowego alarmu.
Przez aptekę
Wieloznaczny jest tytuł tej publikacji, która – jako jedna z wielu w bardzo rozbudowanej już serii – przybliża kilkulatkom świat. „Alarm w przedszkolu Zuzi” może kierować wyobraźnię odbiorców na różne obszary skojarzeń. Chodzi natomiast o to najmniej chyba oczywiste. Alarm dotyczy wszy u dzieci. Niemedialność tego zagadnienia wyklucza jego obecność w tytule – a przecież należy dzieciom przedstawić i ten aspekt codzienności, skoro bardzo prawdopodobne jest, że się z nim zetkną. Wszystko zaczyna się od tego, że maluchy bardzo się drapią. Już pobieżna obserwacja wskazuje na poważny problem – na szczęście do szybkiego pokonania. Tyle że rodzicom nie wolno zignorować wiadomości od wychowawczyni. „Alarm wszowy” to informacja, że wszyscy mają zaopatrzyć się w lekarstwo oraz gęsty grzebień, wytruć wszy i wyczesać je z włosów. Cała ta operacja nie należy ani do przesadnie skomplikowanych, ani budzących lęk. Dzieci mogą w dzielności naśladować bohaterkę – wystarczy, że będą posłuszne i nie spróbują uciekać przed bezbolesnymi zabiegami. Żeby pozbyć się wszy, kurację należy powtórzyć po dziesięciu dniach – i na to też się tu odbiorców przygotowuje. Osobnym zagadnieniem staje się sprzątanie: odkurzanie, pranie pościeli, pranie albo zamrażanie ukochanych pluszaków dzieci – tak, żeby i w tej kwestii nie było małych dramatów. Właściwie można się zastanowić, czy historyjka o Zuzi jest potrzebna w zwykłych wieczornych lekturach – czy lepie sięgnąć po nią, kiedy problem zaistnieje, żeby najmłodsi nie czuli lęku przed tym, co ich czeka. Przy okazji autorka rozwiewa wątpliwości: wszy mogą mieć nawet najczystsze dzieci, nie pojawiają się te insekty w wyniku braku higieny. Łatwo się rozprzestrzeniają, dlatego ważne, żeby wszyscy wzięli udział w akcji ich tępienia. A kiedy już dzieci pozbędą się wszy, przedszkolne życie wróci do naturalnego rytmu. Zuzia – nie po raz pierwszy – dowiaduje się, że nie czeka jej nic strasznego ani nieprzyjemnego, że nie ma się czego bać i że nie będzie bolało.
Z taką lekturą nie tylko można przekonać małych odbiorców do użycia lekarstwa i wyczesywania wszy – łatwiej będzie namówić dzieci też na kwarantannę maskotek, bo i one powinny zostać oczyszczone z pasożytów. Bohaterka nie ma co do zasadności tego pomysłu żadnych wątpliwości, więc jej postawa udzieli się także kilkulatkom – i być może będzie to jeden z ważniejszych punktów historyjki. Ta drobna obrazkowa przygoda odnosi się do problemu obecnego wśród najmłodszych, a później coraz rzadziej spotykanego. Uświadamia czytelnikom, że czasami trzeba podjąć konkretne działania, żeby poradzić sobie z kłopotem – ale też że wszystko da się zamienić w miłą zabawę i wspólne spędzanie czasu. W tym kontekście alarm oznaczać będzie wyłącznie błyskawiczną reakcję, brak wątpliwości i wahań. Zuzia, bogatsza o kolejne doświadczenie, sprawi, że mali odbiorcy zapamiętają nawet rodzaje działań do wprowadzenia w życie na wypadek wszowego alarmu.
sobota, 9 lutego 2019
Liane Schneider, Anette Steinhauer: Zuzia pokłóciła się z Julią
Media Rodzina, Poznań 2018.
Przyjaciółki
Tytuł tej malutkiej książeczki - jednej z wielu w znakomitej serii edukacyjnej Mądra Mysz – zdradza wszystko. “Zuzia pokłóciła się z Julią” jednoznacznie informuje o przebiegu fabuły i o problemie, jaki zostanie przez Liane Schneider przeanalizowany dogłębnie. Nie dlatego, żeby kłótnie kilkulatków miały wielkie znaczenie, a by uświadomić dzieciom, że czasami nawet najlepszy przyjaciel może wprawić w gniew i wywołać negatywne emocje. Z czasem nie pamięta się nawet, o co mogło pójść - a spór coraz bardziej się zaostrza. To właśnie przechodzi Zuzia. Podczas wspólnej zabawy dziewczynka przekonuje się, że Julia staje się despotyczna i nieprzyjemna. Rządzi się, kompletnie nie bierze pod uwagę zdania Zuzi, a nawet wyśmiewa ją. To wystarcza, żeby rozpocząć kłótnię. Chociaż Zuzia próbuje wytłumaczyć, co wyprowadza ją z równowagi, Julia nie chce słuchać - ani rezygnować ze swojej pozycji w zabawie w szkołę. Próbuje natomiast uzasadnić własne zdanie i przekonać Zuzię, że nie ma racji i nie powinna w ogóle się wtrącać. Tak nie postępują przyjaciele, nic dziwnego, że dziewczynka czuje się urażona i nawet pokrzywdzona. Konflikt narasta i żadna strona nie chce już słuchać argumentów tej drugiej. To przepychanka i próba sił, kompletnie niepotrzebna, bo dzieciom o władzę w ogóle nie chodzi.
Liane Schneider wykazuje się tu dużą spostrzegawczością i umiejętnością precyzyjnego oceniania sytuacji. Charakteryzuje dwie dziewczynki tak, że nie pozostawia wątpliwości odbiorcom – co do specyfiki relacji, ale i do typów osobowości. Jednocześnie pokazuje scenkę uniwersalną, znaną z autopsji wszystkim maluchom. Chociaż z perspektywy dorosłych sprawa jest błaha i w ogóle niewarta uwagi, dla dzieci symbolizuje klęskę, upadek wszelkich wartości. Pierwszy poważny konflikt z przyjacielem to źródło wielkich stresów - ważne zatem, żeby pokazać odbiorcom, że to nie koniec świata i że zawsze można się dogadać. Zuzia i Julia przeżywają trudne chwile i tu żadne słowa pocieszenia nie pomogą. Dzieci muszą między sobą rozwiązać problem. Jeśli będą potrzebowały interwencji dorosłych - rodziców albo pani w szkole – nic nie stoi na przeszkodzie, by o nią poprosiły. Ale znacznie lepiej będzie, jeśli wyjaśnią sobie wszystko same. Zuzia i Julia sprawdzają na własnej skórze, po co nam przyjaciele. Lektura to zatem drobna, ale ważna w procesie budowania więzi społecznych. Sporo z niej maluchy wyniosą. Jak zwykle w przypadku komiksów z serii Mądra Mysz w małej historyjce wszystko jest dopracowane w każdym szczególe. Nie ma w fabule abstrakcji, wyłącznie konkrety – i skupienie na uczuciach bohaterek. Liane Schneider rozumie dzieci i pokazuje to w życiowej scence. Zaskoczenia nie będzie również w warstwie ilustracji – przygody Zuzi tym razem ozdabia komiksowymi w kresce rysunkami Anette Steinhauer: maluchy zresztą nie zauważą zmian ilustratorów, wszyscy stawiają na humor i kreskówkowość, a jednocześnie na pewną transparentność obrazków. Subtelne kolory sprawiają, że warstwa graficzna nie może odwracać uwagi od treści.
Zuzia dostarcza silnych przeżyć zrozumiałych zwłaszcza przez trafność obserwacji i “życiowość” fabuły. Tu nie ma miejsca na opowiadanie bajek albo na tanie pocieszenia – chodzi o to, żeby maluchy pojęły, że kłótnie się zdarzają - i nie oznaczają końca przyjaźni, jeśli obie strony chcą w końcu się dogadać. Dobrze się czyta zgrabną historyjkę - a ma ona dodatkowe znaczenia.
Przyjaciółki
Tytuł tej malutkiej książeczki - jednej z wielu w znakomitej serii edukacyjnej Mądra Mysz – zdradza wszystko. “Zuzia pokłóciła się z Julią” jednoznacznie informuje o przebiegu fabuły i o problemie, jaki zostanie przez Liane Schneider przeanalizowany dogłębnie. Nie dlatego, żeby kłótnie kilkulatków miały wielkie znaczenie, a by uświadomić dzieciom, że czasami nawet najlepszy przyjaciel może wprawić w gniew i wywołać negatywne emocje. Z czasem nie pamięta się nawet, o co mogło pójść - a spór coraz bardziej się zaostrza. To właśnie przechodzi Zuzia. Podczas wspólnej zabawy dziewczynka przekonuje się, że Julia staje się despotyczna i nieprzyjemna. Rządzi się, kompletnie nie bierze pod uwagę zdania Zuzi, a nawet wyśmiewa ją. To wystarcza, żeby rozpocząć kłótnię. Chociaż Zuzia próbuje wytłumaczyć, co wyprowadza ją z równowagi, Julia nie chce słuchać - ani rezygnować ze swojej pozycji w zabawie w szkołę. Próbuje natomiast uzasadnić własne zdanie i przekonać Zuzię, że nie ma racji i nie powinna w ogóle się wtrącać. Tak nie postępują przyjaciele, nic dziwnego, że dziewczynka czuje się urażona i nawet pokrzywdzona. Konflikt narasta i żadna strona nie chce już słuchać argumentów tej drugiej. To przepychanka i próba sił, kompletnie niepotrzebna, bo dzieciom o władzę w ogóle nie chodzi.
Liane Schneider wykazuje się tu dużą spostrzegawczością i umiejętnością precyzyjnego oceniania sytuacji. Charakteryzuje dwie dziewczynki tak, że nie pozostawia wątpliwości odbiorcom – co do specyfiki relacji, ale i do typów osobowości. Jednocześnie pokazuje scenkę uniwersalną, znaną z autopsji wszystkim maluchom. Chociaż z perspektywy dorosłych sprawa jest błaha i w ogóle niewarta uwagi, dla dzieci symbolizuje klęskę, upadek wszelkich wartości. Pierwszy poważny konflikt z przyjacielem to źródło wielkich stresów - ważne zatem, żeby pokazać odbiorcom, że to nie koniec świata i że zawsze można się dogadać. Zuzia i Julia przeżywają trudne chwile i tu żadne słowa pocieszenia nie pomogą. Dzieci muszą między sobą rozwiązać problem. Jeśli będą potrzebowały interwencji dorosłych - rodziców albo pani w szkole – nic nie stoi na przeszkodzie, by o nią poprosiły. Ale znacznie lepiej będzie, jeśli wyjaśnią sobie wszystko same. Zuzia i Julia sprawdzają na własnej skórze, po co nam przyjaciele. Lektura to zatem drobna, ale ważna w procesie budowania więzi społecznych. Sporo z niej maluchy wyniosą. Jak zwykle w przypadku komiksów z serii Mądra Mysz w małej historyjce wszystko jest dopracowane w każdym szczególe. Nie ma w fabule abstrakcji, wyłącznie konkrety – i skupienie na uczuciach bohaterek. Liane Schneider rozumie dzieci i pokazuje to w życiowej scence. Zaskoczenia nie będzie również w warstwie ilustracji – przygody Zuzi tym razem ozdabia komiksowymi w kresce rysunkami Anette Steinhauer: maluchy zresztą nie zauważą zmian ilustratorów, wszyscy stawiają na humor i kreskówkowość, a jednocześnie na pewną transparentność obrazków. Subtelne kolory sprawiają, że warstwa graficzna nie może odwracać uwagi od treści.
Zuzia dostarcza silnych przeżyć zrozumiałych zwłaszcza przez trafność obserwacji i “życiowość” fabuły. Tu nie ma miejsca na opowiadanie bajek albo na tanie pocieszenia – chodzi o to, żeby maluchy pojęły, że kłótnie się zdarzają - i nie oznaczają końca przyjaźni, jeśli obie strony chcą w końcu się dogadać. Dobrze się czyta zgrabną historyjkę - a ma ona dodatkowe znaczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






