* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Tielmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Tielmann. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

Christian Tielmann: Maks korzysta z toalety

Media Rodzina, Poznań 2026.

Bez pieluchy

Seria Mądra Mysz to okazja do pokazania dzieciom tego, co w ich najbliższym otoczeniu naturalne, a przecież nie zawsze dla maluchów w pełni zrozumiałe. Nie dziwi zatem obecność tomiku „Maks korzysta z toalety” – dzisiaj wszystkie serie dla najmłodszych mają w swojej ofercie tomiki poświęcone wypróżnianiu się u dzieci. Pytanie tylko, w jaki sposób ich twórcy będą to realizować. Christian Tielmann proponuje dość obszerne i rzeczowe omówienie zmiany – koniecznej a jednocześnie bardzo emocjonującej dla wielu dzieci. Często wykorzystuje się dobry przykład kogoś starszego – tutaj czynnikiem wyzwalającym chęć porzucenia pieluch na rzecz nocnika i toalety jest starszy brat Maksa, Feliks. Feliks wie, że Maks jest jeszcze za mały na siadanie na sedesie – gdyby to zrobił, mógłby wpaść do środka. Ale rodzice postanawiają rozwiązać problem za pomocą nocnika. To oznacza, że Maks nie będzie już nosił pieluchy. Ale jednocześnie sprawia, że chłopca czeka trochę „alarmów” i niespodzianek, które kończą się mokrymi spodniami. Minie trochę czasu, zanim Maks nauczy się odczytywać sygnały wysyłane przez organizm i zacznie w porę siadać na nocniku – a w przyszłości i na upragnionym sedesie. Zanim to nastąpi, zaliczy parę wpadek, które jednak nie kończą się ani narzekaniem, ani karceniem ze strony dorosłych. Wprost przeciwnie: wszyscy w rodzinie mówią, że każde dziecko miało taki problem i nic w tym strasznego ani przykrego. Nawet kiedy maluch zmoczy się w nocy, nie jest to powód do krytyki czy niezadowolenia – każdemu kiedyś coś takiego się zdarzyło. Kluczowe jest to, żeby Maks zrozumiał, kiedy musi skorzystać z toalety – i odpowiednio wcześnie się do tego przygotował. Narracja przeprowadza zatem czytelników przez kolejne etapy lekcji, tak, żeby odbiorcy przyzwyczaili się do zwyczajności w niezwyczajnym wydarzeniu i żeby także utrwalali sobie konieczność reagowania w dobrym momencie. To książeczka, która ma na celu wypracowanie odpowiednich odruchów i utrwalenie wiadomości – ale jednocześnie która może zapraszać do porzucenia pieluch na rzecz załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych jak dorośli. Maks dowie się nawet, jak to się dzieje, że jedzenie i picie w człowieku zamienia się w to, co na końcu ląduje w nocniku.

Sabine Kraushaar dodaje do tej opowiastki mnóstwo barwnych rysunków. Ma swój styl, trochę mniej realistyczny niż „Zuzie” w cyklu – charakterystyczny i nie do końca wymienialny z innymi twórcami – a przecież Mądrą Mysz tworzą różni autorzy i ilustratorzy, często współpracujący przy konkretnych postaciach. Tu liczą się rodzinne scenki i oddawanie motywów, które nie znalazły się w narracji tekstowej – tak, żeby dzieci mogły też oglądać obrazki i komentować zachowania postaci albo utrwalać sobie przekaz dzięki rysunkom. Maks to bohater sympatyczny i ambitny jednocześnie, daje dobry przykład maluchom i sprawia, że zmiany nie wydają się tak straszne jak na początku. Jest to postać, która może przekonać dzieci do korzystania z nocnika – czyli wspiera rodziców w sprawach wychowawczych i podpowiada, jak poprowadzić reakcje i zachowania, żeby efekty przyszły jak najszybciej.

czwartek, 10 grudnia 2020

Christian Tielmann: Maszyny i pojazdy. Wielkie ciężarówki

Media Rodzina, Poznań 2020.

Fascynacja

Setny numer w serii Mądra Mysz to okazja do świętowania i do zapewnienia ciekawego prezentu dzieciom. A tym, co nieodmiennie maluchy intryguje, jest zestaw olbrzymich pojazdów. "Wielkie ciężarówki" w stosunkowo młodej podserii Maszyny i pojazdy to zatem wymarzona niespodzianka dla kilkulatków. Christian Tielmann zabiera dzieci na drogi - i pozwala im przyjrzeć się intrygującym olbrzymim maszynom, które czasami nie mieszczą się na pasach ruchu. To rzeczywiście działa na wyobraźnię i przyczynia się do zwiększenia zainteresowania tematem publikacji. Wielkie ciężarówki są naprawdę wielkie - znacznie przewyższają rozmiarami standardowe widoczne na ulicach pojazdy - które przecież też dzieciom wydają się olbrzymie. Najlepiej wielkie pojazdy poznawać od środka, na co bohaterowie książeczki mają sporą szansę. Oto bowiem przyjeżdża do nich ciotka Emilka. Ciotka Emilka pracuje jako kierowca wielkich ciężarówek. To jedna z metod walki ze stereotypami: w roli kojarzonej powszechnie z męskimi umiejętnościami pojawia się kobieta, nie pierwszy raz w serii: chodzi o to, że tomik automatycznie przyciągnie małych chłopców, jednak obecność pani kierowcy sprawi, że dziewczynki przekonają się, że i one mogą spełniać nietypowe marzenia (a może po prostu odważą się na takie rozwiązania, które zwyczajnie nie przyszłyby im do głowy). Ciotka Emilka zabiera Michasia i Olę na dzień swojej pracy. Najpierw zadanie: ma dostarczyć domek, który jest już przygotowany i czeka na dowiezienie do właściciela (na miejscu znajduje się już sprzęt, który umożliwi rozładowanie towaru i ustawienie domku): to sposób na zaintrygowanie dzieci i pokazanie im, że są samochody większe od domów - ciekawa zachęta na zagłębienie się w lekturę. Później ciotka Emilka jedzie na wystawę wielkich ciężarówek na targach, dzieci oczywiście chcą jechać z nią i tam przekonują się, jak wielu pojazdów na co dzień na ulicach nie widzą. Pojawiają się tu ciężarówki na prąd i ciężarówki przewożące olbrzymie skrzydła do wiatraków. Dzieci dowiedzą się, na co powinni uważać kierowcy takich pojazdów i dlaczego nie widać ich na co dzień na drogach. Oglądane maszyny zapierają dech w piersiach, a ciotka Emilka służy wyjaśnieniami, kiedy tylko pojawiają się jakieś wątpliwości. To dobry sposób na przekonanie najmłodszych do tematu. Jakby tego było mało, ciotka Emilka proponuje bohaterom nocowanie w szoferce swojej ciężarówki: a to przygoda, jakiej żadne dziecko by się nie oparło, możliwość zdobycia nowych doświadczeń.

"Maszyny i pojazdy. Wielkie ciężarówki" to tomik, który umożliwia nie tylko rozbudzenie zainteresowań maluchów wielkimi samochodami - ale i wprowadzenie szeregu wyjaśnień, których najmłodsi inaczej by nie zdobyli, nie wiedząc o istnieniu olbrzymów na drogach. Ciotka Emilka jest świetnym przewodnikiem po świecie wielkich ciężarówek: rozumie doskonale potrzeby dzieci i wie, co je zaintryguje. Dzięki niej także odbiorcy przeżyją wielką przygodę i przekonają się, jak wiele odkryć ich czeka. Książka jest oczywiście bogato ilustrowana - to picture book i fani Mądrej Myszy wiedzą, czego się spodziewać po publikacji. To wymarzona lektura dla najmłodszych.

sobota, 20 czerwca 2020

Christian Tielmann: Pojazdy ratownicze

Media Rodzina, Poznań 2020.

Wnętrze radiowozu

Jak to zrobić, żeby podczas jednej wyprawy móc obejrzeć różne rodzaje pojazdów uprzywilejowanych? Dla bohaterów tomiku w serii Mądra Mysz nie ma rzeczy niemożliwych. Tym razem autorka – Christian Tielmann – zabiera małych bohaterów do warsztatu samochodowego. Ania, jej młodszy brat Marek oraz mama wybrali się na wycieczkę rowerową. O pół godziny jazdy od ich domu znajduje się warsztat mechanika Marcina Trąbki. Mężczyzna zaprosił bohaterów, bo ma u siebie kilka ciekawych pojazdów, które na pewno spodobają się dzieciom. Naprawia między innymi radiowóz, ambulans specjalistyczny, samochód dowodzenia straży pożarnej oraz wielki wóz strażacki. Każdy z tych pojazdów dzieci mogą dokładnie obejrzeć – zajrzeć do bagażnika lub usiąść za kierownicą. Mechanik opowiada o wyposażeniu oraz o przeznaczeniu poszczególnych pojazdów, co z pewnością spodoba się najmłodszym. Zaspokaja ciekawość odbiorców – bo również ich zabiera na edukacyjną ścieżkę. Tomik „Pojazdy ratownicze” w cyklu Mądra Mysz i podserii Maszyny i pojazdy trafi do kilkulatków. Umożliwia poznanie kilku ciekawostek – a ponieważ odkrywają je mali bohaterowie podczas bardzo realistycznej wizyty – odbiorcy poczują się usatysfakcjonowani lekturą. Christian Tielmann wie, czego potrzeba najmłodszym czytelnikom. Może zaprosić ich do samodzielnego czytania i przekonać, że warto zaglądać do książek. Taka lektura bardzo się przyda maluchom – nie tylko do urozmaicenia codziennych zabaw samochodzikami: mało które dziecko ma okazję zajrzenia do prawdziwego radiowozu albo wozu strażackiego – te pojazdy, które zwykle ogląda się z daleka na ulicy, tutaj funkcjonują zupełnie inaczej. Autorka miała bardzo dobry pomysł na realizację edukacyjnej historyjki. „Pojazdy ratownicze” to publikacja wartościowa i dobrze przygotowana. Niewielka – jak wszystkie tomiki w cyklu – ale wypełniona informacjami i danymi.

Jest w tej książeczce prosta opowieść – nie dzieje się praktycznie nic poza przyjazdem do warsztatu mechanika – dlatego Christian Tielmann pod koniec szykuje niespodziankę. Nie dość, że dzieci mogą powrócić do domu w kabinie lawety, to jeszcze po drodze oglądają kilka interwencji z udziałem pojazdów uprzywilejowanych: raz straż pożarna ściąga z drzewa małego kotka, w innym miejscu samochód uderzył tyłem w latarnię. Jeżdżą też karetki i samochody transportujące krew. To wszystko z kabiny lawety wydaje się jeszcze bardziej ekscytujące. Christian Tielmann wie, jak utrzymać uwagę najmłodszych – funduje im wielką edukacyjną i rozrywkową przygodę. Wizyta w warsztacie samochodowym obfituje w mocne wrażenia. W niewielkiej przestrzeni znalazło się sporo informacji. Tomik jest bogato ilustrowany. Niklas Böwer proponuje obrazki realistyczne, przedstawiane z detalami. Styl – jak w całej Mądrej Myszy – jest ujednolicony, chodzi o to, żeby różni autorzy mogli przedstawiać losy znanych bohaterów bez indywidualizowania tomików. Obrazki są bardzo kolorowe i wypełnione detalami – więc odbiorcy nie tylko czytają o tym, co znajduje się w pojeździe, ale też mogą to oglądać, dzięki czemu więcej zapamiętają. „Pojazdy ratownicze” to lektura dla kilkulatków, które lubią obserwować różne samochody i pasjonują się ciekawymi wozami. Ta publikacja urozmaica zabawy dzieci i spacery. Działa na wyobraźnię, ale również uczy.

niedziela, 8 lutego 2015

Christian Tielmann: Maks zimą

Media Rodzina, Poznań 2014.

Śnieg

Skoro każde dziecko uwielbia zimowe zabawy, nie mogło tego tematu zabraknąć i w przygodach Maksa. Tomik „Maks zimą”, kolejna publikacja w serii Mądra Mysz, stanowi zimą idealne dopełnienie codziennych rozrywek, a przez resztę roku przypomina maluchom, na co mogą czekać. Śnieg oznacza, że wszystko się zmienia: po ulicach jeżdżą pługi, a do przedszkola można wreszcie zabrać sanki. Dzieci wspólnie lepią bałwany, dorabiając im marchewkowe (obowiązkowo) nosy, zjeżdżają z górek i urządzają sobie szalone bitwy na śnieżki. Zresztą do różnych zadań chętnie przyłączają się też dorośli – choćby się nie przyznawali, lubią śnieg i zachowują się jak dzieci, kiedy mogą rzucić w kogoś śnieżką. Ale Maks i Paulina znają też inne ciekawe zajęcia: z chęcią odśnieżają ścieżki, ze zgarniętego śniegu usypują górkę, a potem… przerabiają ją na igloo. Po zabawach na śniegu przyjemnie jest ogrzać się w domu z kubkiem kakao. Zimą Maks najbardziej lubi zimę.

„Maks zimą” to książeczka, której nie trzeba reklamować. Wszystkie maluchy uwielbiają śnieg i czekają na niego z utęsknieniem. Bez większego wysiłku będą mogły skorzystać z podpowiedzi Maksa i naśladować swojego ulubionego bohatera w kolejnych sytuacjach. Maks nie robi wprawdzie nic odkrywczego, ale Christian Tielmann postarał się, żeby w książeczce przez cały czas działo się coś, czego mali odbiorcy nie przewidzą. W igloo nie można rozpalić ognia, ulepiony królik dostaje marchewkę do zjedzenia, a tata, który właśnie wrócił z pracy, chętnie przyłącza się do bitwy na śnieżki. Maks spędza czas z bliskimi, a do tego robi coś, czego przez resztę roku robić nie może. Jest bardzo szczęśliwy, jego euforię podzielać też będą mali odbiorcy – w końcu zimowe rozrywki w tej wersji dostępne są dla wszystkich, wystarczy tylko wyjść z domu. Christian Tielmann entuzjazmem zaraża też dzieci, które nie próbowały jeszcze zimowych zabaw. Razem z Maksem maluchy nauczą się szaleć na śniegu.

Tomik – tradycyjnie – jest napisany prostym językiem, ale autor w opisach stara się zmieścić jak najwięcej dodatkowych wiadomości (jak na przykład tę o jeżdżących pługach czy temperaturze w igloo). To poboczne ciekawostki, które nadają książeczce walorów edukacyjnych, a do tego przyciągną uwagę najmłodszych. W Mądrej Myszy nie infantylizuje się tematów – nawet najbardziej dziecięcych. Każda opowiastka to okazja, żeby powiedzieć dziecku coś nowego. Cenna jest i sama postać Maksa – to dla najmłodszych dzieci przewodnik, bohater, z którego można brać przykład i który bardzo dobrze sprawdza się w prostych fabułkach. Autor nadaje opowieści entuzjastyczny ton, co zawsze spotka się z uznaniem maluchów.

Dzięki Sabine Kraushaar ten tomik jest bardzo zimowy – utrzymany w lekko błękitnej tonacji, ukazuje czyste piękno śnieżnej pogody. Do tego kiedy ilustratorka zagląda do pokoju Maksa, dzieci otrzymają przegląd jego zabawek. Spostrzegawczym spodobają się sikorki, skubiące rozwieszane przed domem przysmaki. Maluchy szybko przekonają się, że warto uważnie śledzić przygody Maksa i oglądać każdą ilustrację. Zapraszają do tego sami bohaterowie, których radosne miny mówią same dla siebie. „Maks zimą” to książeczka, która prezentuje znane wszystkim i najbardziej cenione przez dzieci rozrywki. To publikacja oswajająca również dzieci z lekturami – dostarcza rozrywki, a i porcji interesujących maluchy wiadomości.

wtorek, 6 stycznia 2015

Christian Tielmann: Maks nocuje u Pauliny

Media Rodzina, Poznań 2014.

Przygoda w domu

Z perspektywy dorosłych tomik „Maks nocuje u Pauliny” może być źródłem irytacji, przynajmniej jeśli zachowania kilkulatków z książeczki przeniosą się na ich realnych rówieśników. Bo co atrakcyjnego może być w „szalonym śniadaniu”, kiedy na stole poza jedzeniem kładzie się mnóstwo przedmiotów niepasujących do posiłku? Dla rodziców to męcząca wizja sprzątania. Dla maluchów – nieoczekiwana przyjemność. A kiedy dziecko odwiedza swojego kolegę lub koleżankę, może przynieść do domu poznane tam zwyczaje.

„Maks nocuje u Pauliny” to historyjka, która opiera się na prostym i charakterystycznym w literaturze czwartej temacie – pierwszym noclegu poza domem. Kilkuletni bohater zazdrości bratu, który wyjeżdża pod namiot nad jezioro. Sam chciałby spędzić noc jak Indianin – nawet jeśli miałoby to być „tylko” w domu towarzyszki zabaw, Pauliny. Rodzice obu stron wyrażają zgodę, więc Maksa i Paulinę czeka lubiana przez najmłodszych przygoda – bez żadnych przykrości. Maks najpierw starannie pakuje walizkę, a potem, już u Pauliny, je indiański piknik na tarasie, urządza wodną bitwę w łazience, a później aż do zaśnięcia rozmawia z przyjaciółką. Mama Pauliny jest cierpliwa i pozwala dzieciom na zabawę, nic nie zepsuje bohaterom humoru, a jedyny smutek, z jakim musi się zmierzyć Maks, to tęsknota za ulubionym królikiem. Christian Tielmann rezygnuje z rozmaitych umoralniających wstawek, nie przestrzega dzieci przed zbytnim dokazywaniem, nie męczy rodziców wizjami zabaw. Wręcz zachęca odbiorców do korzystania z takiej formy rozrywki. Jego książeczka najbardziej przyda się tym maluchom, które są zbyt nieśmiałe i boją się towarzystwa rówieśników lub z jakiegoś powodu muszą spędzić noc poza własnym domem, a nie są do tego przekonane. Tielmann bowiem pokazuje wspólne nocowanie jako pasmo przyjemności i zabaw tym lepszych, że nowych dla gościa. Maks nie ma czasu myśleć o rodzicach ani porównywać pokoju Pauliny z własnym, wszystko rekompensuje mu towarzystwo rówieśniczki znającej jego ulubione zabawy.

Sabine Kraushaar dodaje prostej opowiastce koloru, także dosłownie – rysuje wypełnione zabawkami wnętrza dziecięcych pokoików, pozwala przyglądać się posiłkom jedzonym w nietypowych okolicznościach, a do tego prezentuje zadowolone miny bohaterów. Maks nie ma się czego obawiać – tomik w ogóle nie dopuszcza do sytuacji, w której chłopiec pożałowałby spontanicznej decyzji.

Christian Tielmann przedstawia zatem sytuacje dosyć jednostronnie i raczej mało komfortowo dla rodziców (którzy muszą i tak wytłumaczyć pociesze, jak zachowywać się w cudzym domu, a czego nie robić nawet mimo zachęt ze strony małoletniego „gospodarza”). Tu autorowi chodzi tylko o pokazanie zabawy i przyjemności płynącej ze wspólnego spędzania czasu, nakreślenie jednego z możliwych rodzajów emocji definiujących dzieciństwo. Sam pomysł nocowania u rówieśnika wiąże się z wielkimi emocjami, radością oczekiwania i zapowiedzią przygód – autor to dobrze podkreśla. Skupia się na perspektywie dziecka, żeby lepiej trafiać do najmłodszych odbiorców – w końcu Maks to postać stworzona dla nich jako przewodnik po najbliższym otoczeniu i sytuacjach, z którymi każde dziecko w końcu się zmierzy. Maks i Paulina pokazują, że i najmłodsi mogą mieć swoje rozrywki, na razie wystarczające – w miejsce „dorosłych” i dalekich ekscytujących wycieczek.

piątek, 26 grudnia 2014

Christian Tielmann: Maks jedzie do babci i dziadka

Media Rodzina, Poznań 2014.

Remonty

Kilkuletni Maks bez przerwy przeżywa coś nowego. Tym razem przygodę zapowiada wyjazd do dziadków. Po Maksa i jego starszego brata Feliksa dziadek przyjeżdża pociągiem. Na peronie przejmuje chłopców, razem z ich bagażami. Bracia mają już plany co do weekendu. Zabierają ze sobą młotki – mają nadzieję, że dziadek pozwoli je wykorzystać. Ale nie przypuszczają, co może się stać w warsztacie.

Christian Tielmann proponuje małym odbiorcom bardzo „męską” przygodę. Maks i Feliks nie chcą bawić się w dawnym domku mamy (bo ten domek jest różowy) i nie kusi ich odświeżanie kuchni. Woleliby pobawić się we… wbijanie gwoździ w stodole. Na rozebranie czeka też rozpadający się kurnik, ale jego mieszkankom trzeba zapewnić nowe schronienie. Nic dziwnego, że Maks i Feliks lubią spędzać czas z dziadkiem: tu nie ma dla nich dziecinnych rozrywek, a same odpowiedzialne zadania. I nawet kiedy przypadkiem coś się zbroi, dziadkowie wiedzą, jak temu zaradzić. Trzeba też pamiętać, że dziadkowie są bardziej wyrozumiali niż rodzice, pozwalają na więcej, a nawet więcej ciekawych zadań wymyślą. Tielmann w tytule tomiku nie ujawnia naprawdę ciekawie spędzonego czasu.

Małych chłopców rozsadza energia – i to jeden z motywów kierujących minifabułą tomiku. Drugim jest upodobanie do „dorosłych” narzędzi i takich prac. Banalne wbijanie gwoździ w drewniane belki, zaproponowane przez bohaterów, uruchamiałoby tylko pierwszy motyw – aspekt zabawy bez oglądania się na jej realne korzyści (lub straty dla dziadków). Przypadek sprawia, że chłopcy pod kierownictwem dziadka muszą zająć się ważniejszymi rzeczami powiązanymi z motywem wbijania gwoździ. Dzieci mogą uwierzyć we własne siły i mieć poczucie przydatności, a nawet czerpać dumę ze swoich osiągnięć. Tomik „Maks jedzie do babci i dziadka” zachęca zresztą do rozmowy o emocjach – warto po lekturze podpytać dziecko, jak w konkretnych okolicznościach czuł się mały bohater i dlaczego.

Tielmann nawiązuje do częstego w literaturze czwartej zagadnienia – nieobecności rodziców. Spakowani chłopcy bez zbędnych pożegnań wsiadają z dziadkiem do pociągu, a potem świetnie się bawią i pracują aż do końca weekendu. Nie ma tu mowy o tęsknocie za rodzicami, o trudach rozstania czy o chęci szybszego powrotu. Dla chłopców krótki wyjazd do babci i dziadka to wyłącznie powód do radości i podekscytowania. Autor pomaga w ten sposób rodzicom, których pociechy nawet na krok nie chcą opuścić – wystarczy podsunąć takim maluchom wzór Maksa i jego atrakcyjnych przygód.

W tym tomiku nikt się nie złości. Nawet kiedy młotek Maksa nie trafia w cel, nawet kiedy po obiedzie brudna kuchnia wymagałaby odmalowania. Tu wszyscy są dla siebie serdeczni i zawsze szeroko uśmiechnięci, co widać na rysunkach. Bohaterowie słuchają się wzajemnie i szanują się – nie ma scenek, które komukolwiek sprawiałyby przykrość. Lektura ma być przyjemna także dla odbiorców – tu aspekty pedagogiczne zostały starannie zamaskowane niecodziennymi zabawami. Tielmann do silnych przeżyć chłopców dodaje jeszcze komizm sytuacyjny – a jest nim choćby zamiana dawnego domku mamy na kurnik.

Sabine Kraushaar zachęca dzieci do oglądania książeczki przede wszystkim dzięki pozatekstowym niespodziankom – zachowaniom maskotek Maksa czy zwierząt (kota i kur) u babci i dziadka. Za każdym razem poza opisywaną sytuacją rysunek skrywa jeszcze dodatkowe treści – mniej ważne dla lektury, za to przyciągające uwagę kilkulatków. Czytanie tej książeczki można też rozbudować o rozmowy na temat tego, co widać na rysunkach, żeby przedłużyć moment pozostawania w historyjce. Zwłaszcza że Maks to bohater bardzo dobrze znany odbiorcom, jedna z postaci, dla których codzienność z kolejnymi przygodami staje się bardzo ważna.