Rebis, Poznań 2023.
Przebieranki
Siostry Raj to bohaterki związane ze światem sztuki: Tycjana zajmuje się odrestaurowywaniem zabytkowych dzieł sztuki, a Angelina to świetna charakteryzatorka. Tym razem znów wpadają w kryminalną aferę, a wszystko w obliczu wielkiej miłości króla Jana III Sobieskiego do Marysieńki. Oto na zamku w Gniewie pojawia się cała plejada aktorów - nie tylko gwiazd, ale i tych wskazanych przez głównego fundatora filmu. W związku z naciskami z góry reżyser będzie musiał iść na pewne ustępstwa. Obsada jest wyjątkowo kapryśna, a to wyzwala szereg komplikacji na planie zdjęciowym. Siostry Raj mają sporo do roboty, zwłaszcza kiedy trzeba sprawdzić, kto stoi za zbrodnią na krzyżackim zamku. W sali tortur zostaje znaleziony jeden z pracowników ekipy filmowej - a powodów do pozbawienia go życia było sporo, więc i podejrzanych jest cała gromada. Konflikty w ekipie filmowej są na porządku dziennym, w zasadzie czasami nawet trudno nadążyć za tym, kto komu akurat podpada i dlaczego. Bardzo łatwo jest pozbawić kogoś przytomności, podłożyć napój odpowiednio doprawiony na przykład środkami nasennymi. Tycjana ma więcej powodów do zmartwień: oto jej syn, naiwny nastolatek, wpada po uszy w znajomość, której co bardziej konserwatywne matki by nie poparły. Angelina pozostaje tym razem na drugim planie, ale i ona ma swoją rolę do odegrania.
Z jednej strony jest tu prezentacja przestrzeni: plenery, które wręcz zachęcają do wycieczek i do poznawania lokalnych ciekawostek, w Gniewie może być ciekawie nie tylko wtedy, gdy kręci się film historyczny - dla samej narracji to rodzaj odskoczni, można w razie czego podeprzeć się wiadomościami z przewodników turystycznych, chociaż Joanna Jodełka takiej protezy nie potrzebuje. Potrafi przecież zaangażować odbiorców już samą intrygą kryminalną. Dokłada do niej jeszcze wyraziste portrety bohaterek, pań, które swoim towarzystwem nikogo nie znudzą. W "Żonach gniewu" sprawy sercowe schodzą na dalszy plan, stanowią bodziec do działania dla wszystkich kobiet ogarniętych żądzą zemsty albo chęcią wprowadzania zmian. Tycjana i Angelina nie muszą tu działać razem, mogą zbierać potrzebne informacje w swoich kręgach - a później po prostu zestawić fakty, by móc wyciągać wnioski. Joanna Jodełka długo czeka z rozwiązaniem kryminalnej zagadki, a ten proces nie polega wyłącznie na dedukcji i na ocenie sytuacji - wiele musi się wydarzyć, żeby udało się zrozumieć sedno akcji. Joanna Jodełka nie lubi przegadania, chce za to, żeby ciągle coś się działo. Zależy jej też na rozbudowywaniu warstwy obyczajowej, buduje relacje międzyludzkie i niszczy je (to - dla uzyskania efektu komicznego). Jak zwykle u tej autorki - jest tu i trochę humoru, dzięki czemu książka błyskawicznie wciągnie nie tylko fanów gatunku. Sensacja to tylko tło dla odwzorowywania ciekawych wydarzeń, Joanna Jodełka ma pomysł na to, jak czytelników zachęcić do śledzenia opowieści. "Żony gniewu" to powieść obyczajowa z posmakiem kryminału, atrakcyjna dla odbiorców, którzy cenią sobie dobre psychologiczne motywacje postaci.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Jodełka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Jodełka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 marca 2023
wtorek, 11 sierpnia 2020
Joanna Jodełka: Córka nieboszczyka
Rebis, Poznań 2020.
Znajomość
Obiecująco zaczyna się zapowiadana seria o siostrach Raj. „Córka nieboszczyka” Joanny Jodełki to wejście w świat lekkich powieści kryminalnych, a jednocześnie wprowadzenie na rynek pary śledczych-amatorek. Tycjana jest bowiem konserwatorem dzieł sztuki. Angelina zajmuje się charakteryzacją i pracuje w teatrze. Jej umiejętności do przeobrażania się zresztą szybko się przydadzą: dziewczyna o miętowych włosach zbyt rzucałaby się w oczy potencjalnym przestępcom. Skoro potrafi zmieniać image błyskawicznie – a niezbędne rekwizyty zawsze nosi przy sobie, zyskuje potężną broń. I jednocześnie argument, by tak od razu jej nie przekreślać. Do tej pory Tycjana i Angelina się nie znały – ich pierwsze uświadomione spotkanie następuje nad grobem ojca. Mężczyzna, który zajmował się między innymi sekretami masonów, co nie wszystkim się podobało, był tylko z pozoru zwyczajnym pracownikiem naukowym Biblioteki Uniwersyteckiej. Tajemnice się mnożą: nie dość, że dwie zażywne starsze panie – również Raj – mają swoje podejrzenia co do starannie zaaranżowanego morderstwa (skąd nagle w domu uczulonego na pszczeli jad mężczyzny miały się wziąć trzy agresywne owady – i to nocą?), to jeszcze na miejscu zgonu zabezpieczonym przez policję pojawia się… nadużywający alkoholu były funkcjonariusz, który ma swoje teorie na temat wydarzenia. Całe to barwne towarzystwo za moment spotka się na pogrzebie, a później ruszy do rozwiązywania zagadki. Joanna Jodełka mnoży tu liczbę postaci, każdą wyposażając w odpowiedni – bardzo silny – charakter. Doskonale się bawi, proponując odbiorcom nietuzinkowe sylwetki i kontrasty. Tycjana musi znaleźć wspólny język z nieznaną dotąd, irytującą młodszą siostrą, starsze panie też będą swoim zachowaniem i przyzwyczajeniami wyprowadzać otoczenie z równowagi. Do tego autorka szuka możliwości wprowadzenia satyry – choćby przez portret Nikoli, robiącej codziennie setki zdjęć (głównie selfie, ale kto by do tego podchodził drobiazgowo).
Pojawia się w fabule trochę zagadek i tropów związanych z symboliką masońską, Tycjana musi zanurzyć się w świecie, którego do tej pory nie znała. Bardzo ładnie autorka wykorzystuje umiejętności obu sióstr w procesie dochodzenia do prawdy – przydają się i talenty konserwatorskie, i – do metamorfoz. Autorka unika nudy dzięki szybkim przeskokom między postaciami i dzięki budowaniu relacji międzyludzkich. Oddala wtedy schematy typowe dla powieści detektywistycznych, rezygnuje z powtarzalnego szablonu i pozwala historii toczyć się własną drogą. Nawet jeśli wydaje się przez to, że za bardzo rozprasza intrygę – umożliwia obudzenie zainteresowania bohaterkami, które po prostu muszą powrócić w kolejnych częściach, bo są za dobre, żeby miały zniknąć po jednej opowieści. „Córka nieboszczyka” to kryminał lekki i ciekawy, atrakcyjny przez przyjętą gawędziarską formę i przez mnogość postaci. Joanna Jodełka nie męczy tu czytelników nadmierną profesjonalizacją – tematy „specjalistyczne” nakreśla na tyle, na ile są potrzebne w śledztwie, pozwala uwierzyć w bohaterów, którzy mają ściśle określone zainteresowania – ale nie funduje odbiorcom wnikliwych studiów. Zresztą – nie ma na to czasu, bo podsuwa historię dość dynamiczną.
Znajomość
Obiecująco zaczyna się zapowiadana seria o siostrach Raj. „Córka nieboszczyka” Joanny Jodełki to wejście w świat lekkich powieści kryminalnych, a jednocześnie wprowadzenie na rynek pary śledczych-amatorek. Tycjana jest bowiem konserwatorem dzieł sztuki. Angelina zajmuje się charakteryzacją i pracuje w teatrze. Jej umiejętności do przeobrażania się zresztą szybko się przydadzą: dziewczyna o miętowych włosach zbyt rzucałaby się w oczy potencjalnym przestępcom. Skoro potrafi zmieniać image błyskawicznie – a niezbędne rekwizyty zawsze nosi przy sobie, zyskuje potężną broń. I jednocześnie argument, by tak od razu jej nie przekreślać. Do tej pory Tycjana i Angelina się nie znały – ich pierwsze uświadomione spotkanie następuje nad grobem ojca. Mężczyzna, który zajmował się między innymi sekretami masonów, co nie wszystkim się podobało, był tylko z pozoru zwyczajnym pracownikiem naukowym Biblioteki Uniwersyteckiej. Tajemnice się mnożą: nie dość, że dwie zażywne starsze panie – również Raj – mają swoje podejrzenia co do starannie zaaranżowanego morderstwa (skąd nagle w domu uczulonego na pszczeli jad mężczyzny miały się wziąć trzy agresywne owady – i to nocą?), to jeszcze na miejscu zgonu zabezpieczonym przez policję pojawia się… nadużywający alkoholu były funkcjonariusz, który ma swoje teorie na temat wydarzenia. Całe to barwne towarzystwo za moment spotka się na pogrzebie, a później ruszy do rozwiązywania zagadki. Joanna Jodełka mnoży tu liczbę postaci, każdą wyposażając w odpowiedni – bardzo silny – charakter. Doskonale się bawi, proponując odbiorcom nietuzinkowe sylwetki i kontrasty. Tycjana musi znaleźć wspólny język z nieznaną dotąd, irytującą młodszą siostrą, starsze panie też będą swoim zachowaniem i przyzwyczajeniami wyprowadzać otoczenie z równowagi. Do tego autorka szuka możliwości wprowadzenia satyry – choćby przez portret Nikoli, robiącej codziennie setki zdjęć (głównie selfie, ale kto by do tego podchodził drobiazgowo).
Pojawia się w fabule trochę zagadek i tropów związanych z symboliką masońską, Tycjana musi zanurzyć się w świecie, którego do tej pory nie znała. Bardzo ładnie autorka wykorzystuje umiejętności obu sióstr w procesie dochodzenia do prawdy – przydają się i talenty konserwatorskie, i – do metamorfoz. Autorka unika nudy dzięki szybkim przeskokom między postaciami i dzięki budowaniu relacji międzyludzkich. Oddala wtedy schematy typowe dla powieści detektywistycznych, rezygnuje z powtarzalnego szablonu i pozwala historii toczyć się własną drogą. Nawet jeśli wydaje się przez to, że za bardzo rozprasza intrygę – umożliwia obudzenie zainteresowania bohaterkami, które po prostu muszą powrócić w kolejnych częściach, bo są za dobre, żeby miały zniknąć po jednej opowieści. „Córka nieboszczyka” to kryminał lekki i ciekawy, atrakcyjny przez przyjętą gawędziarską formę i przez mnogość postaci. Joanna Jodełka nie męczy tu czytelników nadmierną profesjonalizacją – tematy „specjalistyczne” nakreśla na tyle, na ile są potrzebne w śledztwie, pozwala uwierzyć w bohaterów, którzy mają ściśle określone zainteresowania – ale nie funduje odbiorcom wnikliwych studiów. Zresztą – nie ma na to czasu, bo podsuwa historię dość dynamiczną.
niedziela, 9 czerwca 2019
Joanna Jodełka: Rektorski czek. Romans kryminalny
W.A.B., Warszawa 2019.
Za indeksem
Joanna Jodełka otrzymała propozycję stworzenia kryminału okolicznościowego z okazji setnej rocznicy powstania Uniwersytetu Poznańskiego. I o ile przeważnie tego typu inicjatywy są efemerydami i na rynku funkcjonują w charakterze niszowych ciekawostek, o tyle tom z podtytułem gatunkowym „Romans kryminalny” ma szansę nie tylko utrzymać się dłużej, ale jeszcze – zaangażować czytelników. Opowieść biegnie tu dwoma torami i zdarza się, że autorka stara się ją zaplatać: jeśli jakiś rekwizyt, emocja albo refleksja pojawi się w jednym miejscu, może powrócić po upływie wieku, w zupełnie innych okolicznościach. To rozwiązanie – zalecane na kursach kreatywnego pisania – ma pewną wadę, która w „Rektorskim czeku” wychodzi na jaw: zbiegają się – niestety – punkty kulminacyjne dwóch historii i jeżeli na początku dość długo trzeba czekać na jakieś sensacyjne motywy, później ma się ich w nadmiarze – i to w różnych czasach. Jednak relacja dotyczy teraźniejszości. Karolina Rosada, która pracuje w archiwum uniwersyteckim, dowiaduje się, że jej sąsiadka jest w posiadaniu cennych dokumentów z historii uczelni. Dowiaduje się w dość dramatycznych okolicznościach: znajduje staruszkę w jej mieszkaniu, z rozbitą głową. „Babcia”, jak zacznie być nazywana pani Apolonia, trafia do szpitala i snuje rozmaite teorie spiskowe, a Karolina próbuje przekonać kobietę, że najlepiej zaopiekuje się starymi indeksami. Zadanie utrudniają jej oskarżenia to wysuwane, to odwoływane przez sąsiadkę. Za dobre intencje Karolina przeżywa cały szereg upokorzeń. Jednocześnie też Apolonia wciąga ją w grę pełną zaszyfrowanych wiadomości oraz niezwykłych nagród. To wszystko może odciągnąć uwagę bohaterki od domowych problemów: jej mąż znalazł pocieszenie w ramionach agresywnej prawniczki, właścicielki kamienicy. Powoli odsłania się prawdziwy spisek. Narrację z przeszłości zapewnia Jan Kanty Rosa, niemowa i służący, który potrafi obserwować i wyciągać wnioski. Jan Kanty jest świadkiem dramatycznych narodzin Olchy Jaworowskiej – i później towarzyszy dorastającej pannie w kolejnych burzliwych wydarzeniach. Może ją ratować z opresji, może poznawać najskrytsze lęki. Olcha Jaworowska dostarcza wielu emocji – nie tylko postronnemu obserwatorowi.
I w całej intrydze kryminalnej postacie historyczne funkcjonują bardzo dyskretnie – istnieją, mają swoje plany i działają, by – na przykład – umożliwić kobietom dostęp do nauki. Nikt z bohaterów nie ma wątpliwości, że kształcenie przedstawicielek płci pięknej jest potrzebne. A i same rezolutne panny udowadniają, że nieobce jest im logiczne myślenie i że mogą się przydać w rozwijaniu wiedzy. Uniwersyteckie dokumenty oraz opowieść założycielska to niezbędne tło. Joanna Jodełka sięga natomiast po akcję sensacyjną i dylematy obyczajowe – żeby przyciągnąć uwagę szerokiego grona odbiorców. Wybranymi wątkami zaintryguje czytelników – umożliwi im śledzenie perypetii sercowych, ale także bezwzględnej walki o „skarb”. To powieść w starym stylu – i historia, która może wciągnąć przez udane proporcje, pomysł na fabułę i odwagę w proponowaniu zachowań bohaterów. Joanna Jodełka nie daje po sobie poznać, że oto tworzy książkę okolicznościową i na zamówienie – w temacie znalazła niezłą inspirację i doprowadziła do tego, że za sprawą fabuły ta powieść zapadnie w pamięć.
Za indeksem
Joanna Jodełka otrzymała propozycję stworzenia kryminału okolicznościowego z okazji setnej rocznicy powstania Uniwersytetu Poznańskiego. I o ile przeważnie tego typu inicjatywy są efemerydami i na rynku funkcjonują w charakterze niszowych ciekawostek, o tyle tom z podtytułem gatunkowym „Romans kryminalny” ma szansę nie tylko utrzymać się dłużej, ale jeszcze – zaangażować czytelników. Opowieść biegnie tu dwoma torami i zdarza się, że autorka stara się ją zaplatać: jeśli jakiś rekwizyt, emocja albo refleksja pojawi się w jednym miejscu, może powrócić po upływie wieku, w zupełnie innych okolicznościach. To rozwiązanie – zalecane na kursach kreatywnego pisania – ma pewną wadę, która w „Rektorskim czeku” wychodzi na jaw: zbiegają się – niestety – punkty kulminacyjne dwóch historii i jeżeli na początku dość długo trzeba czekać na jakieś sensacyjne motywy, później ma się ich w nadmiarze – i to w różnych czasach. Jednak relacja dotyczy teraźniejszości. Karolina Rosada, która pracuje w archiwum uniwersyteckim, dowiaduje się, że jej sąsiadka jest w posiadaniu cennych dokumentów z historii uczelni. Dowiaduje się w dość dramatycznych okolicznościach: znajduje staruszkę w jej mieszkaniu, z rozbitą głową. „Babcia”, jak zacznie być nazywana pani Apolonia, trafia do szpitala i snuje rozmaite teorie spiskowe, a Karolina próbuje przekonać kobietę, że najlepiej zaopiekuje się starymi indeksami. Zadanie utrudniają jej oskarżenia to wysuwane, to odwoływane przez sąsiadkę. Za dobre intencje Karolina przeżywa cały szereg upokorzeń. Jednocześnie też Apolonia wciąga ją w grę pełną zaszyfrowanych wiadomości oraz niezwykłych nagród. To wszystko może odciągnąć uwagę bohaterki od domowych problemów: jej mąż znalazł pocieszenie w ramionach agresywnej prawniczki, właścicielki kamienicy. Powoli odsłania się prawdziwy spisek. Narrację z przeszłości zapewnia Jan Kanty Rosa, niemowa i służący, który potrafi obserwować i wyciągać wnioski. Jan Kanty jest świadkiem dramatycznych narodzin Olchy Jaworowskiej – i później towarzyszy dorastającej pannie w kolejnych burzliwych wydarzeniach. Może ją ratować z opresji, może poznawać najskrytsze lęki. Olcha Jaworowska dostarcza wielu emocji – nie tylko postronnemu obserwatorowi.
I w całej intrydze kryminalnej postacie historyczne funkcjonują bardzo dyskretnie – istnieją, mają swoje plany i działają, by – na przykład – umożliwić kobietom dostęp do nauki. Nikt z bohaterów nie ma wątpliwości, że kształcenie przedstawicielek płci pięknej jest potrzebne. A i same rezolutne panny udowadniają, że nieobce jest im logiczne myślenie i że mogą się przydać w rozwijaniu wiedzy. Uniwersyteckie dokumenty oraz opowieść założycielska to niezbędne tło. Joanna Jodełka sięga natomiast po akcję sensacyjną i dylematy obyczajowe – żeby przyciągnąć uwagę szerokiego grona odbiorców. Wybranymi wątkami zaintryguje czytelników – umożliwi im śledzenie perypetii sercowych, ale także bezwzględnej walki o „skarb”. To powieść w starym stylu – i historia, która może wciągnąć przez udane proporcje, pomysł na fabułę i odwagę w proponowaniu zachowań bohaterów. Joanna Jodełka nie daje po sobie poznać, że oto tworzy książkę okolicznościową i na zamówienie – w temacie znalazła niezłą inspirację i doprowadziła do tego, że za sprawą fabuły ta powieść zapadnie w pamięć.
czwartek, 15 listopada 2018
Joanna Jodełka: 2 miliony za Grunwald
W.A.B., Warszawa 2018.
Cena wojny
Na modny kryminał retro stawia Joanna Jodełka, która zastanawia się nad wojennymi losami “Bitwy pod Grunwaldem”. Znajduje tu materiał sensacyjny, intrygę, która potrzebuje literackiej obróbki, le już sama w sobie jest pociągająca. Nie trzeba nawet przesadnie lubić tego gatunku, żeby po “2 miliony za Grunwald” sięgnąć i cieszyć się lekturą. Najpierw Jan Matejko. Malarz ambitny, ale bez wyczucia interesów. Na “Bitwie pod Grunwaldem”, na razie jeszcze niedokończonej, mógłby zbić fortunę, gdyby tylko wiedział, jak. To nie dzieło do powieszenia w salonie albo oddania jakiemuś możnemu - trzeba je prezentować szerokiej publiczności, wozić po największych miastach Europy (w tym i do Niemiec, żeby nie zapomnieli, jak kończy się agresja między narodami) i zarabiać na nim. Matejko nie musi angażować się w te plany, wystarczy, że zarobi tyle, by spokojnie żyć i pracować. Tyle przeszłość, całkiem nieźle przez autorkę nakreślona (chociaż szkoda, że po obrazkach rodzajowych przechodzi do swoistego streszczenia dalszych wydarzeń i losów malarza). Powieściowa teraźniejszość to czasy tuż przed drugą wojną światową, a i sama wojna. Tutaj Joanna Jodełka wybiera układanie opowieści ze strzępków, bardzo drobnych scenek, niby nic nie wnoszących do historii, znaczących dopiero po pewnym czasie. Rozbija się relacja na bardzo wiele równoległych znaczeniowo i mikroskopijnych opowieści. Będzie tu zestaw sytuacji z hitlerowcami, z Żydami, ale i z Polakami. Konkretnie przedstawieni zostaną nie tylko wojskowi: odbiorcy otrzymują przegląd społeczeństwa, od profesorów po zwykłych chuliganów. Tutaj każdy przeżywa swoje sprawy, bez uciekania się do wielkich słów. Nawet śmierć powszednieje. Autorka potrzebuje zestawu obyczajowych obrazków pozornie bez puent. Wprawdzie gubi na nich rytm powieści, ale bardzo dba o koloryt lokalny i o charakterystyki postaci, zależy jej na odzwierciedlaniu rodzajowości z dawnych lat. Wydaje się, że dobrze odrabia lekcję z historii obyczajów: jest precyzyjna i szczera w tych portretach, to duży atut powieści. Przydaje się do zbudowania klimatu i w oczekiwaniu na sensację rodem z młodzieżówek detektywistycznych – bo i ten motyw w końcu musi się uruchomić. Joanna Jodełka niezbyt dobrze wyczuwa proporcje w tej książce, więcej energii poświęca na przedstawianie realiów niż na snucie samej intrygi. Zależy jej na tym, żeby oczarować odbiorców prawdziwością. Kieruje się do miłośników tropienia obyczajowej prawdy. Być może gdyby zdecydowała się na uwypuklenie od początku sfery kryminału, tego, jak Niemcy chcą zniszczyć obraz Matejki i jak zostają wywiedzeni w pole - wybrałaby naiwność lekturową i nie udałoby jej się przekonać odbiorców. Tak można wyłącznie narzekać na nierówno rozłożone akcenty. “2 miliony za Grunwald” to powieść rozrywkowa – ale trochę odbiorcy będą się musieli wysilić, żeby powiązać fakty i sprawdzić, dlaczego w ogóle mają się angażować w tekst. Można docenić w powieści dążenie do prezentowania obyczajowej prawdy – a jednocześnie zżymać się na nieoczywiste cele. Joanna Jodełka jednak powieść retro wzbogaca o cały zestaw kryminalnych wątków.
Cena wojny
Na modny kryminał retro stawia Joanna Jodełka, która zastanawia się nad wojennymi losami “Bitwy pod Grunwaldem”. Znajduje tu materiał sensacyjny, intrygę, która potrzebuje literackiej obróbki, le już sama w sobie jest pociągająca. Nie trzeba nawet przesadnie lubić tego gatunku, żeby po “2 miliony za Grunwald” sięgnąć i cieszyć się lekturą. Najpierw Jan Matejko. Malarz ambitny, ale bez wyczucia interesów. Na “Bitwie pod Grunwaldem”, na razie jeszcze niedokończonej, mógłby zbić fortunę, gdyby tylko wiedział, jak. To nie dzieło do powieszenia w salonie albo oddania jakiemuś możnemu - trzeba je prezentować szerokiej publiczności, wozić po największych miastach Europy (w tym i do Niemiec, żeby nie zapomnieli, jak kończy się agresja między narodami) i zarabiać na nim. Matejko nie musi angażować się w te plany, wystarczy, że zarobi tyle, by spokojnie żyć i pracować. Tyle przeszłość, całkiem nieźle przez autorkę nakreślona (chociaż szkoda, że po obrazkach rodzajowych przechodzi do swoistego streszczenia dalszych wydarzeń i losów malarza). Powieściowa teraźniejszość to czasy tuż przed drugą wojną światową, a i sama wojna. Tutaj Joanna Jodełka wybiera układanie opowieści ze strzępków, bardzo drobnych scenek, niby nic nie wnoszących do historii, znaczących dopiero po pewnym czasie. Rozbija się relacja na bardzo wiele równoległych znaczeniowo i mikroskopijnych opowieści. Będzie tu zestaw sytuacji z hitlerowcami, z Żydami, ale i z Polakami. Konkretnie przedstawieni zostaną nie tylko wojskowi: odbiorcy otrzymują przegląd społeczeństwa, od profesorów po zwykłych chuliganów. Tutaj każdy przeżywa swoje sprawy, bez uciekania się do wielkich słów. Nawet śmierć powszednieje. Autorka potrzebuje zestawu obyczajowych obrazków pozornie bez puent. Wprawdzie gubi na nich rytm powieści, ale bardzo dba o koloryt lokalny i o charakterystyki postaci, zależy jej na odzwierciedlaniu rodzajowości z dawnych lat. Wydaje się, że dobrze odrabia lekcję z historii obyczajów: jest precyzyjna i szczera w tych portretach, to duży atut powieści. Przydaje się do zbudowania klimatu i w oczekiwaniu na sensację rodem z młodzieżówek detektywistycznych – bo i ten motyw w końcu musi się uruchomić. Joanna Jodełka niezbyt dobrze wyczuwa proporcje w tej książce, więcej energii poświęca na przedstawianie realiów niż na snucie samej intrygi. Zależy jej na tym, żeby oczarować odbiorców prawdziwością. Kieruje się do miłośników tropienia obyczajowej prawdy. Być może gdyby zdecydowała się na uwypuklenie od początku sfery kryminału, tego, jak Niemcy chcą zniszczyć obraz Matejki i jak zostają wywiedzeni w pole - wybrałaby naiwność lekturową i nie udałoby jej się przekonać odbiorców. Tak można wyłącznie narzekać na nierówno rozłożone akcenty. “2 miliony za Grunwald” to powieść rozrywkowa – ale trochę odbiorcy będą się musieli wysilić, żeby powiązać fakty i sprawdzić, dlaczego w ogóle mają się angażować w tekst. Można docenić w powieści dążenie do prezentowania obyczajowej prawdy – a jednocześnie zżymać się na nieoczywiste cele. Joanna Jodełka jednak powieść retro wzbogaca o cały zestaw kryminalnych wątków.
czwartek, 19 czerwca 2014
Joanna Jodełka: Ars Dragonia
Egmont, Warszawa 2014.
Równoległy świat
Joanna Jodełka szuka bram do świata równoległego w całkiem konkretnej przestrzeni. Akcję tomu „Ars Dragonia” osadza w Poznaniu, a tajemnicę – standardowo – w przeszłości, wzbogacając ją o świat pełen baśniowych stworów. Być może za nietypowe wydarzenia odpowiedzialne jest tajne stowarzyszenie architektów – przecież stwory przypominają postacie z fasad kamienic. Zresztą w powietrzu jest znacznie więcej tajemnic i niespodzianek – Sebastian Pitt przyjeżdża tu na pogrzeb dziadka, ale nie wiadomo, kto powiadomił go o tym przykrym fakcie. A w tajnych aktach z początku XX wieku kryją się mrożące krew w żyłach opowieści.
Joanna Jodełka tworzy „Ars Dragonię” bez wiary w fantastykę. Zapożycza sobie z literatury i kultury masowej sylwetki wymyślonych stworów i ożywia je, by towarzyszyły w śledztwie szesnastoletniemu chłopakowi. Pewne postacie po prostu muszą się znaleźć w krainie wyobraźni – ale nie znaczy to, że autorka ma na nie odkrywczy pomysł. Po prostu wprowadza je do akcji, wykorzystując ich malowniczość i związek z architektonicznymi zdobieniami. Dla czytelników to okazja do innej wędrówki po Poznaniu. Ciekawość ma wzbudzić dawna organizacja – Ars Dragonia Architektów Wschodu. Materiały z rozpracowywania tego bractwa stanowią graficzny wyróżnik w tomie i jednocześnie przypominają o niewyjaśnionych sferach zagadnień. Być może Sebastian rozwiązania swoich aktualnych problemów powinien poszukać w narzucającej się przeszłości.
Na razie bohater nie może znaleźć swojego miejsca. Źle dogaduje się z ojcem, nie zna historii rodziny i wszyscy biorą go za zbuntowanego nastolatka. Tymczasem problemy Sebastiana wynikają raczej z braku zdolności przystosowawczych oraz… z jąkania się. Chłopak nie potrafi zapanować nad tą przypadłością i to ona go stylistycznie w tomie definiuje. Dla Joanny Jodełki to dosyć prosty zabieg, który uzasadnia część rozwiązań. Dla czytelników – sposób na zdystansowanie się od postaci. Sebastian nie należy bowiem do typowych przedstawicieli swojego pokolenia – zgłębia rozmaite czary i bierze udział w wydarzeniach, których istoty do końca nie musi pojmować. Jodełka lubi zresztą przygody mroczne i niebezpieczne – a atmosfera wynika tu bezpośrednio z przejścia do krainy rządzonej przez magię. Autorka odsuwa za to zwykłe zmartwienia bohatera – chłopak mógłby się przejmować złymi relacjami z ojcem lub wadą wymowy, która przecież wpędza go w tarapaty – jednak nie to w fabule się liczy.
Nie ma w „Ars Dragonii” czasu na przywiązanie się do rzeczywistości, z której wychodzi bohater – zwłaszcza że i on sam nie czuje się specjalnie do niej przywiązany. Autorka bardzo spieszy się do wymyślanych scenek osadzonych w miejskim pejzażu. Gra toczy się tu o najwyższą stawkę, a Sebastian, samotnik w codzienności – bez uczucia tęsknoty przejść może granicę między światami. W walce nie pozostanie bez pomocy – ale Joanna Jodełka z jakiejś przyczyny odmawia mu wsparcia ze strony rówieśników.
„Ars Dragonia” to powieść dla tych młodych odbiorców, którzy lubią stopniowe zanurzanie się w świecie pobrzmiewającym znajomo, ale pełnym nowych zagadek. To coś dla wielbicieli magii, baśni i tajemnic sprzed pokoleń. Miłośnicy realizmu w powieściach znajdą tu jedynie szczątki, na bazie których wznosi się mroczny magiczny świat. Jodełka mimo wszystko nie ogląda się na mody literackie i próbuje dla młodzieży pisać dorosłym językiem. W jej wykonaniu „Ars Dragonia” ma przede wszystkim kusić tajemnicami i przynosić coraz to nowe pytania.
Równoległy świat
Joanna Jodełka szuka bram do świata równoległego w całkiem konkretnej przestrzeni. Akcję tomu „Ars Dragonia” osadza w Poznaniu, a tajemnicę – standardowo – w przeszłości, wzbogacając ją o świat pełen baśniowych stworów. Być może za nietypowe wydarzenia odpowiedzialne jest tajne stowarzyszenie architektów – przecież stwory przypominają postacie z fasad kamienic. Zresztą w powietrzu jest znacznie więcej tajemnic i niespodzianek – Sebastian Pitt przyjeżdża tu na pogrzeb dziadka, ale nie wiadomo, kto powiadomił go o tym przykrym fakcie. A w tajnych aktach z początku XX wieku kryją się mrożące krew w żyłach opowieści.
Joanna Jodełka tworzy „Ars Dragonię” bez wiary w fantastykę. Zapożycza sobie z literatury i kultury masowej sylwetki wymyślonych stworów i ożywia je, by towarzyszyły w śledztwie szesnastoletniemu chłopakowi. Pewne postacie po prostu muszą się znaleźć w krainie wyobraźni – ale nie znaczy to, że autorka ma na nie odkrywczy pomysł. Po prostu wprowadza je do akcji, wykorzystując ich malowniczość i związek z architektonicznymi zdobieniami. Dla czytelników to okazja do innej wędrówki po Poznaniu. Ciekawość ma wzbudzić dawna organizacja – Ars Dragonia Architektów Wschodu. Materiały z rozpracowywania tego bractwa stanowią graficzny wyróżnik w tomie i jednocześnie przypominają o niewyjaśnionych sferach zagadnień. Być może Sebastian rozwiązania swoich aktualnych problemów powinien poszukać w narzucającej się przeszłości.
Na razie bohater nie może znaleźć swojego miejsca. Źle dogaduje się z ojcem, nie zna historii rodziny i wszyscy biorą go za zbuntowanego nastolatka. Tymczasem problemy Sebastiana wynikają raczej z braku zdolności przystosowawczych oraz… z jąkania się. Chłopak nie potrafi zapanować nad tą przypadłością i to ona go stylistycznie w tomie definiuje. Dla Joanny Jodełki to dosyć prosty zabieg, który uzasadnia część rozwiązań. Dla czytelników – sposób na zdystansowanie się od postaci. Sebastian nie należy bowiem do typowych przedstawicieli swojego pokolenia – zgłębia rozmaite czary i bierze udział w wydarzeniach, których istoty do końca nie musi pojmować. Jodełka lubi zresztą przygody mroczne i niebezpieczne – a atmosfera wynika tu bezpośrednio z przejścia do krainy rządzonej przez magię. Autorka odsuwa za to zwykłe zmartwienia bohatera – chłopak mógłby się przejmować złymi relacjami z ojcem lub wadą wymowy, która przecież wpędza go w tarapaty – jednak nie to w fabule się liczy.
Nie ma w „Ars Dragonii” czasu na przywiązanie się do rzeczywistości, z której wychodzi bohater – zwłaszcza że i on sam nie czuje się specjalnie do niej przywiązany. Autorka bardzo spieszy się do wymyślanych scenek osadzonych w miejskim pejzażu. Gra toczy się tu o najwyższą stawkę, a Sebastian, samotnik w codzienności – bez uczucia tęsknoty przejść może granicę między światami. W walce nie pozostanie bez pomocy – ale Joanna Jodełka z jakiejś przyczyny odmawia mu wsparcia ze strony rówieśników.
„Ars Dragonia” to powieść dla tych młodych odbiorców, którzy lubią stopniowe zanurzanie się w świecie pobrzmiewającym znajomo, ale pełnym nowych zagadek. To coś dla wielbicieli magii, baśni i tajemnic sprzed pokoleń. Miłośnicy realizmu w powieściach znajdą tu jedynie szczątki, na bazie których wznosi się mroczny magiczny świat. Jodełka mimo wszystko nie ogląda się na mody literackie i próbuje dla młodzieży pisać dorosłym językiem. W jej wykonaniu „Ars Dragonia” ma przede wszystkim kusić tajemnicami i przynosić coraz to nowe pytania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






