* * * * * * O tu-czytam

środa, 11 września 2013

Marc Llewellyn: Australijczyk w Italii, czyli jak mała włoska wysepka odmieniła moje życie

Świat Książki, Warszawa 2013.

Lenistwo i praca

O spokojnym rytmie życia we Włoszech powstało już tyle autobiograficznych pozycji, że rynek powinien być nimi nasycony i nie przyjmować więcej. Tymczasem kolejne publikacje powstają i cieszą się powodzeniem – nadają się bowiem świetnie na lektury rozrywkowe przypominające o prostym szczęściu i relaksie, o braku pośpiechu i cywilizacyjnej harówki. Uroki włoskiej wysepki odkrywa tym razem Marc Llewellyn, Australijczyk, który poszukuje swojego miejsca na ziemi.

Marc przeprowadza się na wysepkę leżącą obok Sycylii i zamierza spróbować pracy rolnika oraz rybaka. Na Lipari zyskuje prawdziwego przyjaciela i przewodnika: sędziwy Nino dzieli się z przybyszem swoją wiedzą, życiową mądrością i licznymi żartami. Marc próbuje swoich sił w uprawie winogron, oliwek czy pomidorów, wypływa też w morze, a nawet wspina się na wulkan. Dokładnie poznaje zasady egzystencji w maleńkiej społeczności, popełnia, jak to przybysz z zewnątrz, wiele gaf i błędów. Musi też uratować swoje małżeństwo – bo po przyjściu na świat potomka jego związek wyraźnie się rozpada.

Wbrew literacko-wspomnieniowym tendencjom, życie na Lipari wcale nie jest sielanką dla Australijczyka. Bohater boryka się z wieloma problemami: rozwiązanie jednego oznacza niemal płynne przejście do kolejnej troski. Chociaż nie ma tu typowych dla wyścigów szczurów kryzysów związanych z pracą, Marc traci pewność siebie w obliczu detali niezbędnych do funkcjonowania. Opisuje uciążliwy afrykański wiatr i problemy przy połowach ryb, delektuje się wypiekaniem chleba i uprawianiem roślin. Równie mocno angażuje się w sprawy swoje i sąsiadów: ludzie stanowią w tej opowieści bardzo ważny, a i bardzo wyrazisty element. Marc stara się przedstawić swój pobyt w Italii inaczej niż wszyscy zachwyceni rytmem życia. Nie walczy z konwencją, za to z lekkim zdziwieniem zauważa drobne niewygody czy całkiem spore przeszkody na drodze do szczęścia. Nie jest kolekcjonerem przykrości, ale mimochodem o nich opowiada, żeby dać czytelnikom w miarę pełny obraz swojego mieszkania na Lipari. Wprowadza ich zresztą dość głęboko we własne życie: prezentując kryzys w małżeństwie również przełamuje idylliczne schematy. Nie karmi natomiast odbiorców własnymi filozofiami, przekonaniami co do sposobów na życie. Szuka swojego pomysłu i nie chce narzucać go innym, jego przygoda i doświadczenia z Lipari mają jedynie pomóc w pozytywnym nastawieniu do niezbędnych zmian.

„Australijczyk w Italii” to książka przedstawiająca pracowitą i prostą egzystencję, w którą bardzo trudno się wstrzelić. Marc za sprawą nowych przyjaciół powrócić może do najważniejszych wartości bez patosu. Wykorzysta czas spędzony na wyspie, ale niekoniecznie tak, jak spodziewaliby się tego odbiorcy. Pozwala się obserwować przez rok, by samemu zrozumieć najważniejsze prawdy. Mimo tego nastawienia na autoanalizę, i braku zachwytu nad leniwym życiem (ba, braku obrazów leniwego życia!) „Australijczyk w Italii” daje się czytać jako opowieść rozrywkowa i relaksująca. To dobra pozycja dla odbiorców, którzy cenią sobie niespieszną a smaczną narrację i dla tych, którzy szukają porównania choćby z toskanianami. Australijski punkt widzenia różni się od standardowych historii i jako taki sam w sobie będzie kuszącym motywem. Marc Llewellyn obrazowo przedstawia swoje doświadczenia z Lipari, z równym zaangażowaniem śledząc to, co na zewnątrz, jak i to, co dzieje się w jego życiu. Poza tym, że jest to książka nietypowo podróżnicza, pomaga też lepiej poznać siebie. Napisana została tak, by praktyczne podpowiedzi mieszały się z łagodnymi przemyśleniami, a te – z anegdotami o bliskich autorowi ludziach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com