Dwie Siostry, Warszawa 2014.
Kolega
Nowy w przedszkolu budzi zainteresowanie. Dzieci nie wiedzą, czego się po nim spodziewać, ale odnoszą się do przybysza dość życzliwie. Przerywają swoje codzienne wybryki i dzielą się z nowym drugim śniadaniem. Z zestawu nadgryzionych lub oblizanych przysmaków można stworzyć prawie posiłek marzeń. Przynajmniej kiedy ma się kilka lat. Konstanty nie jest przecież drobiazgowy jak dorośli – cieszy się z akceptacji rówieśników. Potrafi też zawalczyć o sprawiedliwość.
Potworne Maluchy to grupka, która ma przedstawiać egzystencję przedszkolaków bez upiększeń i udziwnień, co oznacza, że pojawią się tu również motywy „zakazane”, w oczach dorosłych niegrzeczne lub nie do przyjęcia – a dla najmłodszych zupełnie naturalne. Kiedy Nowy trafia do przedszkola, jedna z dziewczynek zajęta jest… wypinaniem gołego tyłka w stronę kolegów. Według podpisu „Marta drażni Rysia”. Meyer, Lehmann i Schulze nie zamierzają posługiwać się sztuką dyplomacji, pozwalają Potwornym Maluchom na rozmaite wybryki. Ktoś robi mocny makijaż lalce, ktoś inny przywiązuje sznurówki kolegi do nogi od stolika. Ktoś płacze, ktoś rozbija autka. Dzień jak co dzień. Kiedy do tego grona dołącza Nowy, zaczyna się też szukanie przezwiska dla niego (naturalny sygnał oswajania nowości). Sam Nowy będzie miał okazję do popisania się poczuciem sprawiedliwości już podczas zabawy.
„Nowy” to tomik, który pomoże w rozmowie z dzieckiem na temat zachowań rówieśników. Występuje tu „czarny charakter”, chłopiec, z którym nauczycielki nie potrafią sobie poradzić. Obecność dziecka sprawiającego kłopoty umożliwi zgrabne i niby przypadkowe nawiązanie do rzeczywistych doświadczeń małych odbiorców. Autorzy są w tej książce cudownie niepedagogiczni: nie podążają za poradnikowymi modami, nie pouczają, że do rozwiązania konfliktu wystarczy rozmowa z dorosłym. Nawiązują za to do dawnych metod walki o dominację w grupie i uświadamiają dzieciom, że nawet przedszkolak nie jest bezradny w obliczu małych rozrabiaków. To dość cenne przesłanie tomiku. Drugim jest bez wątpienia sam temat „nowych”, nowi koledzy zawsze kojarzyć się będą z obietnicą zabawy i z ciekawymi historiami. Nie można wyśmiewać się z dziwnych imion – bo za każdym kryje się atrakcyjna opowieść, nie można też uprzedzać się do nieznajomych dzieci, bo wiele się straci.
Meyer, Lehmann i Schulze irytują momentami rodziców, pokazują świat, z którego wielu dorosłych czytelników nie chce sobie zdawać sprawy. Dalecy są od upiększania i od tworzenia idealnych dziecięcych portretów. Nieprzypadkowo tytuł serii to Potworne Maluchy – chociaż może należałoby go zmienić na „Prawdziwe Maluchy”. „Nowy” pokazuje typowe zachowania kilkulatków – uniwersalne obrazki z życia najmłodszych. Komentarze na temat dziecięcych relacji dokłada mimochodem – najpierw jest historyjka, która zaangażuje przedszkolaki – a potem czas na rozważania nad sensem sytuacji. Ludyczny humor (ten niechętnie akceptowany przez pedagogicznie nastawionych rodziców) to wabik na dzieci, a przy okazji też próba zyskania rozgłosu: to czynnik, który najłatwiej skrytykować.
„Nowy” to też książeczka obrazkowa. Rysunki są tu komiksowe i dopowiadają informacje do tekstu. Często opierają się na wyliczeniach – wtedy mali odbiorcy mogą skupiać się na detalach opowieści. W scenkach „zbiorowych” najmłodsi będą dość długo śledzić kolejne ilustratorskie pomysły – żeby znaleźć ukryte poza tekstem żarty czy ciekawostki. „Nowy” ma zatem za zadanie dostarczać rozrywki przedszkolakom.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Schulze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Schulze. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
Meyer, Lehmann, Schulze: Grubsza sprawa
Dwie Siostry, Warszawa 2014.
Zatkany sedes
Założę się, że ten temat wielu rodziców wolałoby pominąć milczeniem – zamiast babrać się w zawartości zapchanego sedesu. Ale przecież Potworne Maluchy nie mogą zawsze być rozbrajająco grzeczne. W dodatku motyw kupy podziała na małych odbiorców jak lekturowy wabik. Bogatszym o sztukę dyplomacji dorosłym trudno to zrozumieć. Tomik „Grubsza sprawa” nie pozostawia wątpliwości co do kierunku akcji, podobnie jak okładkowy rysunek przedstawiający bohaterkę na sedesie, owiniętą kilometrami papieru toaletowego.
Marta w przedszkolu musi załatwić „grubszą sprawę”, zwłaszcza że przed chwilą, podczas śniadania, puściła śmierdzącego bąka. Wie, że jeśli przez tydzień sama będzie wycierać sobie pupę, dostanie od mamy piłkę – dlatego nie prosi nikogo o pomoc, tylko zużywa całe rolki papieru toaletowego. Zaskakuje ją, że woda nie chce spływać. Na ratunek spieszą koledzy z grupy – jeden z nich traci w brązowej mazi samochodzik. W końcu trzeba będzie poinformować o wszystkim dorosłych. A może sami się zorientują.
„Grubsza sprawa” to opowiastka rozbudowana bardziej niż historyjki obrazkowe pod względem tekstowym i fabularnym. Tu nie chodzi o to, by dziecko nauczyło się sygnalizować swoje potrzeby czy korzystać z ubikacji – autorzy idą o krok dalej. Zaspokajają ciekawość dzieci, pokazując, co może się stać, gdy zapcha się sedes. Temat kupy w końcu schodzi na dalszy plan – przy tej przygodzie są już raczej brązowe ślady na papierze, a potem – brązowa maź w toalecie. Rodziców będzie to pewnie zniesmaczać, dzieciom daje szansę sprawdzenia, co by było, gdyby. Maluchy nie czują obrzydzenia, próbując odetkać toaletę (jeden z przedszkolaków liczy nawet na to, że uda mu się odzyskać autko), później mogą też przyglądać się pracy fachowca. To zagadnienie na tyle dla kilkulatków egzotyczne, że przykuje je do książki.
Przy „Grubszej sprawie” trzeba pamiętać o różnicach w odbiorze świata. To, co u dorosłych tabuizowane i wstydliwe, dla maluchów stanowi zagadnienie ciekawe, a przy tym naturalne, bo wiążące się z codziennością. Meyer, Lehmann i Schulze nie uciekają od kontrowersji. Tu bąk przy śniadaniu będzie dla dzieci elementem komicznym, podobnie zresztą jak pstrykanie po sali kawałkiem jedzenia. Dzieci w tomiku zachowują się bardzo naturalnie – nie można udawać, że jest inaczej. Warto zaznaczyć, że autorzy rezygnują z pouczeń i wstawek pedagogicznych. Przedszkolanka strofuje dzieci i nie przemilcza brzydkich zachowań, ale jej kazania nie są tu przytaczane. Podobnie jest z reakcją na widok bałaganu w łazience – przedszkolanka i dyrektorka dają upust swoim emocjom, a nie tłumaczeniu, co i dlaczego się stało. Dzieci przyglądają się działaniom pana Edka, ale nie otrzymują następnej lekcji korzystania z toalety. Tu nie powraca się do oczywistości.
Dzieciom spodobają się też komiksowe ilustracje. Nie ma w nich ani sensacyjnej nagości, ani epatowania widokiem zawartości toalety. Ale już sam sedes pojawia się na wielu rysunkach. Potworne Maluchy poza tym lubią bawić się w karambol (rysują flamastrem rany jednej z ofiar) i nie przejmują się tym, co dorośli uznają za niegrzeczne (chociaż, kiedy w tomiku pojawia się słowo „cholera”, zwracają uwagę, że nie wolno tak mówić). Aspekt wychowawczy jest tu dyskretny i zdominowany przez warstwę rozrywkową. W „Grubszej sprawie” nieatrakcyjny dla rodziców temat został opracowany tak, by zaspokoić ciekawość dzieci i dostarczyć im humoru ludycznego. „Grubsza sprawa” jednak nie szokuje tematem i nie ma wzbudzać niezdrowej sensacji.
Zatkany sedes
Założę się, że ten temat wielu rodziców wolałoby pominąć milczeniem – zamiast babrać się w zawartości zapchanego sedesu. Ale przecież Potworne Maluchy nie mogą zawsze być rozbrajająco grzeczne. W dodatku motyw kupy podziała na małych odbiorców jak lekturowy wabik. Bogatszym o sztukę dyplomacji dorosłym trudno to zrozumieć. Tomik „Grubsza sprawa” nie pozostawia wątpliwości co do kierunku akcji, podobnie jak okładkowy rysunek przedstawiający bohaterkę na sedesie, owiniętą kilometrami papieru toaletowego.
Marta w przedszkolu musi załatwić „grubszą sprawę”, zwłaszcza że przed chwilą, podczas śniadania, puściła śmierdzącego bąka. Wie, że jeśli przez tydzień sama będzie wycierać sobie pupę, dostanie od mamy piłkę – dlatego nie prosi nikogo o pomoc, tylko zużywa całe rolki papieru toaletowego. Zaskakuje ją, że woda nie chce spływać. Na ratunek spieszą koledzy z grupy – jeden z nich traci w brązowej mazi samochodzik. W końcu trzeba będzie poinformować o wszystkim dorosłych. A może sami się zorientują.
„Grubsza sprawa” to opowiastka rozbudowana bardziej niż historyjki obrazkowe pod względem tekstowym i fabularnym. Tu nie chodzi o to, by dziecko nauczyło się sygnalizować swoje potrzeby czy korzystać z ubikacji – autorzy idą o krok dalej. Zaspokajają ciekawość dzieci, pokazując, co może się stać, gdy zapcha się sedes. Temat kupy w końcu schodzi na dalszy plan – przy tej przygodzie są już raczej brązowe ślady na papierze, a potem – brązowa maź w toalecie. Rodziców będzie to pewnie zniesmaczać, dzieciom daje szansę sprawdzenia, co by było, gdyby. Maluchy nie czują obrzydzenia, próbując odetkać toaletę (jeden z przedszkolaków liczy nawet na to, że uda mu się odzyskać autko), później mogą też przyglądać się pracy fachowca. To zagadnienie na tyle dla kilkulatków egzotyczne, że przykuje je do książki.
Przy „Grubszej sprawie” trzeba pamiętać o różnicach w odbiorze świata. To, co u dorosłych tabuizowane i wstydliwe, dla maluchów stanowi zagadnienie ciekawe, a przy tym naturalne, bo wiążące się z codziennością. Meyer, Lehmann i Schulze nie uciekają od kontrowersji. Tu bąk przy śniadaniu będzie dla dzieci elementem komicznym, podobnie zresztą jak pstrykanie po sali kawałkiem jedzenia. Dzieci w tomiku zachowują się bardzo naturalnie – nie można udawać, że jest inaczej. Warto zaznaczyć, że autorzy rezygnują z pouczeń i wstawek pedagogicznych. Przedszkolanka strofuje dzieci i nie przemilcza brzydkich zachowań, ale jej kazania nie są tu przytaczane. Podobnie jest z reakcją na widok bałaganu w łazience – przedszkolanka i dyrektorka dają upust swoim emocjom, a nie tłumaczeniu, co i dlaczego się stało. Dzieci przyglądają się działaniom pana Edka, ale nie otrzymują następnej lekcji korzystania z toalety. Tu nie powraca się do oczywistości.
Dzieciom spodobają się też komiksowe ilustracje. Nie ma w nich ani sensacyjnej nagości, ani epatowania widokiem zawartości toalety. Ale już sam sedes pojawia się na wielu rysunkach. Potworne Maluchy poza tym lubią bawić się w karambol (rysują flamastrem rany jednej z ofiar) i nie przejmują się tym, co dorośli uznają za niegrzeczne (chociaż, kiedy w tomiku pojawia się słowo „cholera”, zwracają uwagę, że nie wolno tak mówić). Aspekt wychowawczy jest tu dyskretny i zdominowany przez warstwę rozrywkową. W „Grubszej sprawie” nieatrakcyjny dla rodziców temat został opracowany tak, by zaspokoić ciekawość dzieci i dostarczyć im humoru ludycznego. „Grubsza sprawa” jednak nie szokuje tematem i nie ma wzbudzać niezdrowej sensacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






