Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

wtorek, 8 sierpnia 2017

Rachel Renée Russell: Nieprzypadkowe przypadki Maxa Crumbly. Bohater szkolnej szafki

Akapit Press, Łódź 2017.

Polowanie

Dziewczęcy rynek Rachel Renée Russell podbiła rozrastającymi się wciąż „Dziennikami Nikki”, chyba pierwszą serią powieści komiksowych sprofilowanych na kilkulatki i młodsze nastolatki. Zachęcona wielkim sukcesem wydawniczym próbuje swoich sił i w chłopięcych lekturach, chociaż tu konkurencja jest ogromna. Russell przyciągnie i dziewczyny, bo w końcu Max Crumbly przyjaźni się z Brandonem – a chociaż stawia na przygodowość, wciąż pozostaje „kobieca” w opowieści. Nie dorówna Luzakowi ani Cwaniaczkowi (mimo że lepiej rysuje): Max bardziej nastawiony jest na analizowanie swoich zachowań, autorka nie umie się wyzbyć tej cechy, więc nie do końca przekonuje do siebie. Z drugiej strony to powieść komiksowa dla jeszcze naiwnych czytelników, tym łatwiej będzie mimo wszystko w Maxa uwierzyć. Tym bardziej, że sam bohater nie należy do specjalnie przebojowych. Max bywa ofiarą w szkole, dystansuje się od rozrabiaków. Jest nieśmiały, do niedawna w ogóle uczyła go babcia, teraz chłopak trafił do gimnazjum i próbuje znaleźć rozwiązania codziennych problemów. Jako ten mało ważny, bywa zaczepiany zwłaszcza przez Zbira (Zbiga Thurstona). Kiedy zaczyna się ta historia – pierwsza część zaplanowanej bestsellerowej serii – Max trafia do szkolnej szafki. Zamknięty przez Zbira, uwolniony przez dziewczynę, która mu się podoba, zostaje uwięziony raz jeszcze, tym razem na cały trzydniowy weekend. Przypadkowo odkrywa obecność w szkole trzech obcych mężczyzn, którzy planują napad. I tak zaczyna się nierówny pojedynek między nastolatkiem a złodziejami. Max przeżywa przygody na miarę swoich komiksowych superbohaterów, brakuje mu tylko pelerynki. Przeciska się przez kanały wentylacyjne, traci ubranie przez wypadek w nieczynnej toalecie, przebiera się w szatni dziewczyn i zyskuje kontakt z prześliczną Erin. Nie może jednak zapomnieć, że tylko on ma szansę uratować sprzęt z pracowni komputerowej i udowodnić sobie (i innym), że jest coś wart. Chociaż sytuacja wydaje się przegrana od początku, Max Crumbly walczy – sam dla siebie.

„Bohater szkolnej szafki” to też próba autoprezentacji. Max czasami rapuje (nie jest to wybitny zestaw rymów, ale przynajmniej wyróżnia bohatera na rynku). Kiedy się zwierza, część informacji wyróżnia wielkimi literami czy pogrubieniami, ekscytacja w pełni naturalna u Nikki u niego jest trochę nie na miejscu. Wydaje się, że Russell mimo wszystko chce wciąż trafiać do dziewczynek – samą akcją przekona chłopców, ale sposób opisywania wrażeń i forma tomiku to już typowo dziewczyńskie zabawy. „Bohater szkolnej szafki” to powieść komiksowa, którą z różnych względów polubić mogą różne grupy odbiorców. Oczywiście do narracji dochodzi jeszcze relacja obrazkowa. Autorka posiłkuje się schematami z powieści komiksowych, ale nieco je modyfikuje, tak samo jak u Nikki. To znaczy: nie wprowadza małych kadrów, które przerywałyby akapity, raczej pełnostronicowe rysunki, czasami – całe serie obrazków, które przejmują role komentarza na pewien etap. Tu znów powraca cukierkowość z „Dzienników Nikki”” choćby nie wiadomo jak się autorka starała, w rysunkach jest „kobieca”, zbyt słodka i za bardzo upiększająca postacie. Owszem, wyglądają one jak z mangi (zwłaszcza w próbach tworzenia czarnych charakterów z konieczności trochę mniej ślicznych), ale to może być zbyt mało, żeby pokonać konkurencję. „Bohater szkolnej szafki” to rozbudowana historia, pełna dynamicznych wydarzeń, dowcipna i szybka. Przeznaczona w teorii dla grupy innej niż fanki „Dzienników Nikki”, ale może do niej bardziej nawet trafić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com