Marginesy, Warszawa 2025.
Ryzyko
„Miłość i telewizja” to książka, która wpisuje się w nurt mitów założycielskich, a pokazuje drogę do potęgi Mariusza Waltera – przez pryzmat jego zapisków i przemyśleń jego bliskich. Zofia Turowska zabiera tu głos jedynie pośrednio, jako autorka wyboru cytatów, które składają się na spójną i pełną zawirowań narrację. Obszerne wypowiedzi nie potrzebują już dodatkowych komentarzy ani opracowań, sprawdzają się jako zestaw ciekawostek i jednocześnie wiadomości z pierwszej ręki. Oczywiście w takim ujęciu nie ma mowy o obiektywności, czytelnicy dostaną tylko jeden punkt widzenia – ale perspektywa Mariusza Waltera, Bożeny Walterowej i współpracowników oraz przyjaciół wystarczy, żeby zaspokoić ciekawość odbiorców, którzy chcieliby się dowiedzieć, jak zakładało się w Polsce prywatną telewizję.
Ale tak naprawdę w tym tomie znacznie więcej jest miłości niż telewizji. Mariusz Walter w tym ujęciu daje się poznać jako człowiek, dla którego szalenie ważna była żona – ale też jako postać niestroniąca od ryzykownych decyzji. Telewizja znajduje się dopiero na końcu drogi. Zanim będzie można ją rozkręcić, będzie się działo jeszcze bardzo dużo. „Miłość i telewizja” to w dużej części zapis walki o możliwość spełniania marzeń. Mariusz Walter musi najpierw zdobyć pieniądze na robienie w życiu tego, na co ma ochotę – rzeczywistość wymaga od niego często stawiania wszystkiego na jedną kartę, poszukiwania wyjść z sytuacji bez wyjścia, radykalnych decyzji i brania spraw w swoje ręce. Walter twierdzi, że lubi się otaczać ludźmi, którzy wiedzą więcej od niego – tak, żeby stworzyć niepokonaną w negocjacjach ekipę. Ta strategia wiele razy będzie mu się przydawać w walce o swoje.
Po początkowych osobistych wynurzeniach książka zamienia się w raport z bezwzględnej walki. W tym świecie nie ma miejsca na sentymenty, trzeba działać szybko i bez oglądania się na innych. Mariusz Walter wie, jak zarządzać – ale podejmie się w życiu całego mnóstwa działań, które w ogóle nie kojarzą się ani z robieniem telewizji, ani z robieniem biznesu, tylko po to, żeby przetrwać. Oczywiście motywy związane z dziennikarstwem, z budowaniem wizji zawodu też się tu znajdą – ale schodzą na drugi plan przy perypetiach związanych ze sposobami na zarabianie. Z czasem w rzeczywistość wchodzi też wielka polityka, a tu już nie ma żartów. Mariusz Walter jawi się jako postać charyzmatyczna, potrafiąca postawić na swoim. I w tym akurat tomie nie będzie miejsca na krytykę albo na odmienne spojrzenie – trzeba przyjąć perspektywę samego bohatera książki, śledzić jego wersję wydarzeń i pozostać przy jego analizach.
Udało się Zofii Turowskiej tak posklejać obszerne cytaty, żeby nie potrzebowały już dodatkowych wstawek narracyjnych. Płynnie przebiega ta opowieść i pokazuje, że sukces nie musi przychodzić łatwo – czasami trzeba sporo wyrzeczeń, odwagi i wsparcia ze strony bliskich, żeby móc działać według własnych potrzeb. „Miłość i telewizja” to jednostronna ciekawostka na temat kulis powstawania TVN – i nie tylko.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zofia Turowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zofia Turowska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 października 2025
wtorek, 22 czerwca 2021
Zofia Turowska: Gustaw. Opowieść o Holoubku
Marginesy, Warszawa 2021.
Spojrzenie
Obszerną i apetyczną biografię o Holoubku proponuje Zofia Turowska. „Gustaw” to książka, która przyciąga ogromem anegdot, przedstawianiem kontekstu społecznego i historycznego oraz umiejętnością prezentowania kolejnych ról czy historycznych dokonań na scenie. Autorka nie zajmuje się rozpatrywaniem każdej kreacji po kolei, jednak łączy życie zawodowe i prywatne bohatera tomu, umożliwiając odbiorcom przyjrzenie się aktorowi-legendzie. „Gustaw” to książka przygotowana z wyczuciem i prowadząca czytelników od początku – dzieciństwa i historii rodziny (wprawdzie można by zrezygnować z obowiązkowego ostatnio przy motywie narodzin przeglądu prasy, czyli opowiadaniu, co wydarzyło się, gdy bohater tomu przyszedł na świat – zaczyna to być zabieg irytujący, na szczęście nie przeważa w rozdziale).
Aktorstwo to motyw przewodni biografii, zresztą nie można się spodziewać czego innego, ale Zofia Turowska nie zamierza analizować poszczególnych momentów ze sceny. Bardziej próbuje uchwycić specyfikę zachowań Holoubka, to, co sprawiało, że kolejni reżyserzy widzieli w nim materiał na odtwórcę kontrastowych często ról. Znajduje oczywiście autorka miejsce na omawianie etapu „dyrektorskiego” i na polityczne wybory (w tej ostatniej kwestii chce trochę bohatera swojego tomu usprawiedliwić i wytłumaczyć, jakby czuła, że niedługo będzie to czytelnikom z kolejnych pokoleń potrzebne), ale pojawi się też Holoubek na wczasach, bardzo sympatyczny zestaw scen z gór. Sporo czerpie Zofia Turowska z opowieści Magdaleny Zawadzkiej, ale nie tylko na jej wspomnieniach się opiera, ma do dyspozycji mnóstwo relacji i komentarzy, z których układa dynamiczną narrację – mozaikową, ale też wypełnioną ciekawostkami. Unika raczej pokazywania oczywistości, zajmuje się jednak i przedstawianiem kolejnych życiowych partnerek Holoubka (nie jako osobnych szczątkowych biografii, a jako kobiet ważnych w jego egzystencji), pisze o sposobach na podryw i o zachowaniach amanta – tak, żeby jak najmniej pomnikowo wypadła ta biografia. I to się udaje. „Gustaw. Opowieść o Holoubku” to książka wypełniona dowcipnymi scenkami, a jednocześnie gęsta, kipiąca od sytuacji i obrazków wartych zapamiętania. Nie ma przekonywania co do wielkości bohatera tomu, bo to nie jest potrzebne – utrwala jednak Zofia Turowska obraz człowieka interesującego i niebanalnego. Unika niepotrzebnych sentymentów, udaje jej się tak zaprezentować aktora, by przyciągnąć odbiorców z późniejszych pokoleń. Chociaż autorka świadoma jest rangi tematu, nie uderza we wzniosłe tony: a skoro nie musi nikogo przekonywać co do znaczenia i miejsca w życiu artystycznym jej bohatera – może pisać lekko i zajmująco. Książka wypełniona jest fotografiami – zarówno scenicznymi jak i prywatnymi, znajdzie się tu zatem mnóstwo portretów przedstawiających Holoubka. To publikacja obowiązkowa dla tych, którzy chcą się przekonać, na czym polegał fenomen tego aktora – ale bez zadęcia i przesady. To książka świetnie przygotowana i zapadająca w pamięć, wyrazista i ciekawa. Napisana z wprawą i pozbawiona słabych punktów. Spodoba się nie tylko fanom aktora.
Spojrzenie
Obszerną i apetyczną biografię o Holoubku proponuje Zofia Turowska. „Gustaw” to książka, która przyciąga ogromem anegdot, przedstawianiem kontekstu społecznego i historycznego oraz umiejętnością prezentowania kolejnych ról czy historycznych dokonań na scenie. Autorka nie zajmuje się rozpatrywaniem każdej kreacji po kolei, jednak łączy życie zawodowe i prywatne bohatera tomu, umożliwiając odbiorcom przyjrzenie się aktorowi-legendzie. „Gustaw” to książka przygotowana z wyczuciem i prowadząca czytelników od początku – dzieciństwa i historii rodziny (wprawdzie można by zrezygnować z obowiązkowego ostatnio przy motywie narodzin przeglądu prasy, czyli opowiadaniu, co wydarzyło się, gdy bohater tomu przyszedł na świat – zaczyna to być zabieg irytujący, na szczęście nie przeważa w rozdziale).
Aktorstwo to motyw przewodni biografii, zresztą nie można się spodziewać czego innego, ale Zofia Turowska nie zamierza analizować poszczególnych momentów ze sceny. Bardziej próbuje uchwycić specyfikę zachowań Holoubka, to, co sprawiało, że kolejni reżyserzy widzieli w nim materiał na odtwórcę kontrastowych często ról. Znajduje oczywiście autorka miejsce na omawianie etapu „dyrektorskiego” i na polityczne wybory (w tej ostatniej kwestii chce trochę bohatera swojego tomu usprawiedliwić i wytłumaczyć, jakby czuła, że niedługo będzie to czytelnikom z kolejnych pokoleń potrzebne), ale pojawi się też Holoubek na wczasach, bardzo sympatyczny zestaw scen z gór. Sporo czerpie Zofia Turowska z opowieści Magdaleny Zawadzkiej, ale nie tylko na jej wspomnieniach się opiera, ma do dyspozycji mnóstwo relacji i komentarzy, z których układa dynamiczną narrację – mozaikową, ale też wypełnioną ciekawostkami. Unika raczej pokazywania oczywistości, zajmuje się jednak i przedstawianiem kolejnych życiowych partnerek Holoubka (nie jako osobnych szczątkowych biografii, a jako kobiet ważnych w jego egzystencji), pisze o sposobach na podryw i o zachowaniach amanta – tak, żeby jak najmniej pomnikowo wypadła ta biografia. I to się udaje. „Gustaw. Opowieść o Holoubku” to książka wypełniona dowcipnymi scenkami, a jednocześnie gęsta, kipiąca od sytuacji i obrazków wartych zapamiętania. Nie ma przekonywania co do wielkości bohatera tomu, bo to nie jest potrzebne – utrwala jednak Zofia Turowska obraz człowieka interesującego i niebanalnego. Unika niepotrzebnych sentymentów, udaje jej się tak zaprezentować aktora, by przyciągnąć odbiorców z późniejszych pokoleń. Chociaż autorka świadoma jest rangi tematu, nie uderza we wzniosłe tony: a skoro nie musi nikogo przekonywać co do znaczenia i miejsca w życiu artystycznym jej bohatera – może pisać lekko i zajmująco. Książka wypełniona jest fotografiami – zarówno scenicznymi jak i prywatnymi, znajdzie się tu zatem mnóstwo portretów przedstawiających Holoubka. To publikacja obowiązkowa dla tych, którzy chcą się przekonać, na czym polegał fenomen tego aktora – ale bez zadęcia i przesady. To książka świetnie przygotowana i zapadająca w pamięć, wyrazista i ciekawa. Napisana z wprawą i pozbawiona słabych punktów. Spodoba się nie tylko fanom aktora.
piątek, 16 października 2020
Zofia Turowska: Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet
Marginesy, Warszawa 2020.
Układanka
Zofia Turowska ma zadanie z jednej strony bardzo łatwe, z drugiej – ekstremalnie trudne. Agnieszka Osiecka należy bowiem do autorek, które obficie dzieliły się z czytelnikami swoimi przemyśleniami, a także inspirowały kolejnych badaczy. „Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet” to kolejna na rynku – i pisana z pozycji fanki – delikatna opowieść o poetce, ni to biografia, ni to przegląd ważniejszych doświadczeń. Trudność zadania, jakie postawiła przed sobą Zofia Turowska polega zatem na konieczności przebrnięcia przynajmniej przez autobiograficzne zapiski. Łatwość – bo Agnieszka o sobie pisze sama, a w opowieści o niej – wystarczy jej nie przeszkadzać, żeby zdobyć pewną historię. Autorka tomu dodaje tu czasami wyznania Agaty Passent, czasami sięga po opinie tych, którzy Osiecką znali i często z nią przebywali, ale unika tematów wielokrotnie opracowywanych i przedstawianych niemal w każdej książce. Wyraźnie nie chce pisać o alkoholizmie – napomyka o nim, ale nigdy nie czyni tematem nadrzędnym w rozdziałach, tak samo zresztą jak w przypadku relacji z mężczyznami: analizuje Turowska znaczenie Marka Hłaski w życiu Agnieszki Osieckiej, wymienia mężów – ale później już przestaje tropić kolejne miłostki, nie o to zresztą jej chodzi. Chce pokazać Agnieszkę przez jej twórczość, a i to przez twórczość wybraną, wartościową i ocaloną, a nie przez nieznane nikomu zapiski. „Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet” to zatem przypomnienie poetki, jej skomplikowanych losów, jej psychiki i jej relacji z innymi ludźmi – bo to Zofię Turowską najbardziej intryguje.
Tworzą tę publikację bardzo obszerne cytaty z dzienników Agnieszki Osieckiej, fragmenty piosenek lub powieści, ale nawet krótkie wyimki z dokumentów (podanie o przyjęcie na reżyserię). Zofia Turowska nie chce przeszkadzać czytelnikom w obcowaniu z Osiecką, pragnie, żeby wszyscy poznawali ją na jej własnych zasadach, ucieka od komentowania tego, co poetka mówi o sobie sama. Nie wtrąca się, gdy w grę wchodzą relacje intymne i poznawanie własnej psychiki, nie wtrąca się, gdy Osiecka popada w naiwności albo widzi siebie inaczej niż otoczenie. Czasami korzysta z opowieści Maryli Rodowicz, przeplata je komentarzami innych artystów, ale nie szuka wszystkich i nie próbuje dotrzeć do sedna każdego kontaktu – raczej dba o uchwycenie niezwykłości Agnieszki Osieckiej. Nie jest ten tom typową biografią ani zestawem wspomnień, raczej – przypomnieniem, ulotnym i fragmentarycznym. Osiecka jawi się tutaj jako barwny ptak, którego nikt nie potrafił zdefiniować i Zofia Turowska wcale nie zamierza niszczyć tego mitu. To książka złożona z fragmentów, w sam raz na pierwszy kontakt z biografią Osieckiej, raczej nie dla tych, którzy śledzili jej twórczość oraz perypetie życiowe – chyba że ktoś zamierza odświeżyć sobie dawne informacje i potrzebuje skryptu, tomu-pigułki z wiadomościami albo z przemyśleniami Osieckiej. Zofia Turowska pozwala Agnieszce mówić o sobie – i nie chce się wtrącać. Wie, że z takiego działania nie udałoby się jej uzyskać portretu wychwalającego Osiecką, a na takim efekcie najbardziej jej zależy. To zatem książka dla idealistek i dla tych, którzy dopiero odkrywają urok piosenkowych evergreenów.
Układanka
Zofia Turowska ma zadanie z jednej strony bardzo łatwe, z drugiej – ekstremalnie trudne. Agnieszka Osiecka należy bowiem do autorek, które obficie dzieliły się z czytelnikami swoimi przemyśleniami, a także inspirowały kolejnych badaczy. „Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet” to kolejna na rynku – i pisana z pozycji fanki – delikatna opowieść o poetce, ni to biografia, ni to przegląd ważniejszych doświadczeń. Trudność zadania, jakie postawiła przed sobą Zofia Turowska polega zatem na konieczności przebrnięcia przynajmniej przez autobiograficzne zapiski. Łatwość – bo Agnieszka o sobie pisze sama, a w opowieści o niej – wystarczy jej nie przeszkadzać, żeby zdobyć pewną historię. Autorka tomu dodaje tu czasami wyznania Agaty Passent, czasami sięga po opinie tych, którzy Osiecką znali i często z nią przebywali, ale unika tematów wielokrotnie opracowywanych i przedstawianych niemal w każdej książce. Wyraźnie nie chce pisać o alkoholizmie – napomyka o nim, ale nigdy nie czyni tematem nadrzędnym w rozdziałach, tak samo zresztą jak w przypadku relacji z mężczyznami: analizuje Turowska znaczenie Marka Hłaski w życiu Agnieszki Osieckiej, wymienia mężów – ale później już przestaje tropić kolejne miłostki, nie o to zresztą jej chodzi. Chce pokazać Agnieszkę przez jej twórczość, a i to przez twórczość wybraną, wartościową i ocaloną, a nie przez nieznane nikomu zapiski. „Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet” to zatem przypomnienie poetki, jej skomplikowanych losów, jej psychiki i jej relacji z innymi ludźmi – bo to Zofię Turowską najbardziej intryguje.
Tworzą tę publikację bardzo obszerne cytaty z dzienników Agnieszki Osieckiej, fragmenty piosenek lub powieści, ale nawet krótkie wyimki z dokumentów (podanie o przyjęcie na reżyserię). Zofia Turowska nie chce przeszkadzać czytelnikom w obcowaniu z Osiecką, pragnie, żeby wszyscy poznawali ją na jej własnych zasadach, ucieka od komentowania tego, co poetka mówi o sobie sama. Nie wtrąca się, gdy w grę wchodzą relacje intymne i poznawanie własnej psychiki, nie wtrąca się, gdy Osiecka popada w naiwności albo widzi siebie inaczej niż otoczenie. Czasami korzysta z opowieści Maryli Rodowicz, przeplata je komentarzami innych artystów, ale nie szuka wszystkich i nie próbuje dotrzeć do sedna każdego kontaktu – raczej dba o uchwycenie niezwykłości Agnieszki Osieckiej. Nie jest ten tom typową biografią ani zestawem wspomnień, raczej – przypomnieniem, ulotnym i fragmentarycznym. Osiecka jawi się tutaj jako barwny ptak, którego nikt nie potrafił zdefiniować i Zofia Turowska wcale nie zamierza niszczyć tego mitu. To książka złożona z fragmentów, w sam raz na pierwszy kontakt z biografią Osieckiej, raczej nie dla tych, którzy śledzili jej twórczość oraz perypetie życiowe – chyba że ktoś zamierza odświeżyć sobie dawne informacje i potrzebuje skryptu, tomu-pigułki z wiadomościami albo z przemyśleniami Osieckiej. Zofia Turowska pozwala Agnieszce mówić o sobie – i nie chce się wtrącać. Wie, że z takiego działania nie udałoby się jej uzyskać portretu wychwalającego Osiecką, a na takim efekcie najbardziej jej zależy. To zatem książka dla idealistek i dla tych, którzy dopiero odkrywają urok piosenkowych evergreenów.
czwartek, 23 lutego 2017
Zofia Turowska: Janusz Majewski. Film - kobieta jego życia
Marginesy, Warszawa 2017.
Tworzenie
Przyjacielska to książka i inna być nie może: Zofia Turowska ma dla Janusza Majewskiego sporo życzliwości, wręcz uwielbienia, chce zatem zbudować opowieść pełną miłych analiz. Turowska rezygnuje z klasycznej biografii i wnikania w sprawy prywatne na rzecz tego, co jej zdaniem najlepiej definiuje bohatera tomu. Skupia się na pracy artystycznej – i na przeżywaniu licznych trudności, na tym snuje całą opowieść. Owszem, pojawią się tu powroty do dzieciństwa – ale w stopniu jedynie umożliwiającym zarysowanie późniejszych zainteresowań. Tak na przykład znajdzie się tu miejsce na pierwsze teatralne fascynacje, odkrywanie Zielonej Gęsi, czy na zachwyty jazzem. Zofia Turowska wyraźnie nie lubi informacji „po nic”, wydobywa z życiorysu Majewskiego takie motywy, które znajdą oczywistą kontynuację po latach, przy tworzeniu. Wyjście z czasów dzieciństwa i młodości (zaprezentowanych pospiesznie i anegdotycznie, bez szczególnego pochylania się nad rejestrem faktów) oznacza już przeskok do filmów. Janusz Majewski jako twórca wydaje się Zofii Turowskiej o wiele bardziej interesujący. Co pewien czas wplata do książki wzmianki na temat życia prywatnego (zwłaszcza gdy łączą się one z decyzjami twórczymi i przenoszą do produkcji), ale nie zajmuje się tym dogłębnie. Raczej z obowiązku, nie może przecież tak całkowicie pominąć pozafilmowej rzeczywistości. Kieruje jednak swój tom do czytelników zainteresowanych przede wszystkim sprawami zawodowymi i wie, że dla nich ważniejszy będzie przewodnik po dokonaniach.
Zofia Turowska czerpie dość często z zapisków Janusza Majewskiego lub z opinii aktorów czy krytyków filmowych. Każde dzieło stara się zaprezentować w jak najlepszym świetle (istnienie produkcji nieudanych sygnalizuje, przypominając, że każdy ma prawo do błędów). Nie reklamuje filmów nachalnie, ale sugeruje ich urok czy cenne przesłania. Przeprowadza odbiorców przez utwory satyryczne, ale i te o romansowo-obyczajowych naleciałościach, udowadniając, że Janusz Majewski dobrze czuje się w różnych gatunkach. Wprowadza do historii szereg nieznanych odbiorcom perypetii związanych z współpracą z aktorami czy… polityką wkradającą się w życie twórcy, opowiada o cenzurze dotyczącej plakatu czy o konkursach. Stara się ukazać artystyczne credo Janusza Majewskiego. Dodatkowo stale analizuje lubiane chwyty reżyserskie czy zabiegi prowadzące do nadania obrazom konkretnych kształtów. Pokazuje świat tworzenia filmów od kulis. Sprawdza dzieła Majewskiego po kolei i każdemu poświęca wiele uwagi. Tworzy wartościowy przegląd dorobku, pomaga w rozeznaniu się w pomysłach Janusza Majewskiego.
Od strony graficznej ta publikacja ta publikacja wpisuje się w serię biografii Marginesów idealnie. Pełna jest zdjęć, fotosów i kadrów z filmów. Do tego dochodzą liczne przedruki dokumentów (listów i pism urzędowych, czasem dzisiaj absurdalnych). Są tu plakaty, fotografie z archiwum prywatnego, rozpiski obsad aktorskich (odręczne) i całe strony z recenzjami czy wzmiankami z prasy. Dzięki temu Zofia Turowska nie musi przesadnie koncentrować się na zlepkach cytatów – umożliwia czytelnikom szybkie dotarcie do ciekawych materiałów i pozwala samodzielnie wybierać, co jest ważne.
O Januszu Majewskim z tej książki odbiorcy nie dowiedzą się zbyt wiele, ale już o jego pracy – całkiem sporo. Tom został przygotowany dla kinomaniaków, a nie miłośników plotek o artystach. Janusz Majewski zyskuje tu fachowy zawodowy portret, chociaż trudno pozbyć się wrażenia, że trochę zasłania się pracą, żeby nie opowiedzieć o sobie zbyt dużo. Turowska akceptuje prawo bohatera tomu do prywatności – i tak ma czym zająć czytelników – i to na długo. „Film – kobieta jego życia” to publikacja zrodzona z wielkiej sympatii.
Tworzenie
Przyjacielska to książka i inna być nie może: Zofia Turowska ma dla Janusza Majewskiego sporo życzliwości, wręcz uwielbienia, chce zatem zbudować opowieść pełną miłych analiz. Turowska rezygnuje z klasycznej biografii i wnikania w sprawy prywatne na rzecz tego, co jej zdaniem najlepiej definiuje bohatera tomu. Skupia się na pracy artystycznej – i na przeżywaniu licznych trudności, na tym snuje całą opowieść. Owszem, pojawią się tu powroty do dzieciństwa – ale w stopniu jedynie umożliwiającym zarysowanie późniejszych zainteresowań. Tak na przykład znajdzie się tu miejsce na pierwsze teatralne fascynacje, odkrywanie Zielonej Gęsi, czy na zachwyty jazzem. Zofia Turowska wyraźnie nie lubi informacji „po nic”, wydobywa z życiorysu Majewskiego takie motywy, które znajdą oczywistą kontynuację po latach, przy tworzeniu. Wyjście z czasów dzieciństwa i młodości (zaprezentowanych pospiesznie i anegdotycznie, bez szczególnego pochylania się nad rejestrem faktów) oznacza już przeskok do filmów. Janusz Majewski jako twórca wydaje się Zofii Turowskiej o wiele bardziej interesujący. Co pewien czas wplata do książki wzmianki na temat życia prywatnego (zwłaszcza gdy łączą się one z decyzjami twórczymi i przenoszą do produkcji), ale nie zajmuje się tym dogłębnie. Raczej z obowiązku, nie może przecież tak całkowicie pominąć pozafilmowej rzeczywistości. Kieruje jednak swój tom do czytelników zainteresowanych przede wszystkim sprawami zawodowymi i wie, że dla nich ważniejszy będzie przewodnik po dokonaniach.
Zofia Turowska czerpie dość często z zapisków Janusza Majewskiego lub z opinii aktorów czy krytyków filmowych. Każde dzieło stara się zaprezentować w jak najlepszym świetle (istnienie produkcji nieudanych sygnalizuje, przypominając, że każdy ma prawo do błędów). Nie reklamuje filmów nachalnie, ale sugeruje ich urok czy cenne przesłania. Przeprowadza odbiorców przez utwory satyryczne, ale i te o romansowo-obyczajowych naleciałościach, udowadniając, że Janusz Majewski dobrze czuje się w różnych gatunkach. Wprowadza do historii szereg nieznanych odbiorcom perypetii związanych z współpracą z aktorami czy… polityką wkradającą się w życie twórcy, opowiada o cenzurze dotyczącej plakatu czy o konkursach. Stara się ukazać artystyczne credo Janusza Majewskiego. Dodatkowo stale analizuje lubiane chwyty reżyserskie czy zabiegi prowadzące do nadania obrazom konkretnych kształtów. Pokazuje świat tworzenia filmów od kulis. Sprawdza dzieła Majewskiego po kolei i każdemu poświęca wiele uwagi. Tworzy wartościowy przegląd dorobku, pomaga w rozeznaniu się w pomysłach Janusza Majewskiego.
Od strony graficznej ta publikacja ta publikacja wpisuje się w serię biografii Marginesów idealnie. Pełna jest zdjęć, fotosów i kadrów z filmów. Do tego dochodzą liczne przedruki dokumentów (listów i pism urzędowych, czasem dzisiaj absurdalnych). Są tu plakaty, fotografie z archiwum prywatnego, rozpiski obsad aktorskich (odręczne) i całe strony z recenzjami czy wzmiankami z prasy. Dzięki temu Zofia Turowska nie musi przesadnie koncentrować się na zlepkach cytatów – umożliwia czytelnikom szybkie dotarcie do ciekawych materiałów i pozwala samodzielnie wybierać, co jest ważne.
O Januszu Majewskim z tej książki odbiorcy nie dowiedzą się zbyt wiele, ale już o jego pracy – całkiem sporo. Tom został przygotowany dla kinomaniaków, a nie miłośników plotek o artystach. Janusz Majewski zyskuje tu fachowy zawodowy portret, chociaż trudno pozbyć się wrażenia, że trochę zasłania się pracą, żeby nie opowiedzieć o sobie zbyt dużo. Turowska akceptuje prawo bohatera tomu do prywatności – i tak ma czym zająć czytelników – i to na długo. „Film – kobieta jego życia” to publikacja zrodzona z wielkiej sympatii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






