Wilga, Warszawa 2017.
Samopoznanie
Chloe i Horacy poznali się jako Strażnicy – każde z nich weszło w posiadanie magicznego artefaktu i dołączyło do grona owianego tajemnicą. W drugiej części serii fantasy pojawiają się kolejni Strażnicy i przedstawiciele Stróżów, którzy będą musieli stawić czoła Odszczepieńcom – a także postacie, które ukazują wielowymiarowość świata tworzonego misternie przez Teda Sandersa. Tom „Harfa i winorośl kruków” – potężny, bo liczący 650 stron, rozpoczyna spotkanie z trzynastoletnią April. Dziewczynka weszła w posiadanie przedmiotu, który umożliwia jej rozumienie emocji i myśli zwierząt. April opiekuje się mądrym krukiem – po wyleczeniu ptak nie próbuje odzyskać wolności, wybiera towarzyszenie bohaterce. April dowiaduje się, że jej artefakt jest niekompletny, a to oznacza, że nie da się w pełni wykorzystywać jego mocy. Brakującą część trzeba odnaleźć – a po drodze odnajdzie się i cała galeria nietuzinkowych postaci, które bardzo urozmaicą opowieść – i które ukażą potencjał magii i szkicowanych przez Sandersa konfliktów. April musi szybko dojrzeć – porzucić ukochanego brata oraz wuja – i podjąć wyzwanie, z którego do niedawna w ogóle nie zdawała sobie sprawy. Razem z nią czytelnicy stopniowo będą poznawać kolejne tajemnice relacji między Strażnikami i Odszczepieńcami. Uwagę na początku autor dzieli między April i Horacego z Chloe. Chłopiec po kilku dniach od ostatniej misji jeszcze nie doszedł do siebie – między innymi za sprawą sekretów, jakie zdradziła mu nadmiernie wyrozumiała matka. Także znani z pierwszego tomu bohaterowie otrzymują swoje zadanie – Ted Sanders zaprasza do kolejnej wielowątkowej przygody utrzymanej w klimacie fantastyki i pozorów nauki.
Już samo przenoszenie przedmiotów w czasie wymaga umysłowego wysiłku. Sanders zmusza czytelników do myślenia, uzasadniając kolejne decyzje i wnioski postaci. Pozwala Horacemu bawić się odkrywanymi możliwościami, ale na tym nie poprzestaje. Bardzo ostrożnie wplątuje też motyw ewentualnego zauroczenia między bohaterami. Żeby nie zanudzić dzieci nadmierną uczuciowością, szybko prześlizguje się po zbyt oczywistych wątkach. W tym świecie – jak to często bywa – dzieci są skazane na siebie, muszą wykazać się sprytem, odwagą i umiejętnością logicznego myślenia, by przetrwać. Sanders nie konstruuje tej powieści jak gry zręcznościowej – wyznacza postaciom bardziej skomplikowane zadania. Kto pomoże sobie, będzie mógł też pomóc innym. To, co od początku rzuca się w powieści w oczy, to ogromne wyczulenie autora na ponadzmysłowe odczucia postaci. Przekonująco ukazuje Sanders przeżycia April – a to wystarcza za uzasadnienie całego podjętego wysiłku. Podróż w tej powieści nie służy tylko wykonywaniu poleceń czy gromadzeniu magicznych sprzętów. To jednoczesne dojrzewanie postaci, widoczne zwłaszcza w rosnącej samoświadomości, a i odkrywanie zasad rządzących światem równoległym. Skrzyżowane narracje zapewniają pełniejszy ogląd sytuacji, a podsycają też zagadkową fabułę. Tu podstawowa walka rozgrywa się w umysłach – jest pełna psychologicznych zagrań, operowania lękiem czy słabościami. Ted Sanders w tej kwestii nie oszczędza bohaterów, co oznacza, że przy okazji mocno komplikuje opowieść – ku uciesze fanów rozłożystych narracji. Nie wpada w pułapkę zręcznościówek – powieści, w których bohaterowie tylko idą i pokonują wyzwania – dba o urozmaicenie schematu. Wprowadza zagrożenia „fizyczne”, ale i szereg dylematów moralnych.
Tym, co „Harfę i winorośl kruków” jeszcze wyróżnia na rynku, jest talent autora do wprowadzania lekko filozoficznych spostrzeżeń, niemal aforyzmów. Od czasu do czasu bohaterowie wpadają na refleksje, które da się przełożyć na życiowe „lekcje” i wskazówki dla odbiorców. U Sandersa nie mają one charakteru morałów, ale pomagają odnaleźć się w świecie. Jest to powieść dobrze napisana – ale też przemyślana w detalach. Sanders udowadnia, że można w gatunku fantasy wiele zdziałać, jeśli tylko przełamie się konwencję popu. „Harfa i winorośl kruków” pokazuje młodym czytelnikom potencjał fantastycznych historii.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ted Sanders. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ted Sanders. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 lutego 2017
czwartek, 31 marca 2016
Ted Sanders: Strażnicy. Szkatułka i ważka
Wilga, Warszawa 2016.
Moc przedmiotów
Ted Sanders dołącza do grona tych autorów powieści fantasy, których bawi manipulowanie czasem i traktowanie go jako jednego ze składników magicznego wtajemniczenia. Pierwszy tom serii Strażnicy, „Szkatułka i ważka”, wcale nie polega na żmudnym i długim odkrywaniu supermocy. Horacy i Chloe okazują się Strażnikami. Każde z nich weszło w posiadanie czarodziejskiego artefaktu, który otwiera przed nimi wrota do innego świata. To poza możliwościami niedostępnymi zwykłym ludziom oznacza i nadprzyrodzone zagrożenia. Horacy zyskuje szansę zaglądania w niedaleką przyszłość – dzięki szkatułce wie, co może wydarzyć się następnego dnia. Takie zakrzywienie czasu prowadzi do ćwiczenia logicznego wnioskowania. Chłopak musi właściwie zinterpretować odczytywane sygnały i nauczyć się nielinearnego porządku rzeczy. Pozna je też jedną prawdę – zawsze można wpłynąć na przyszłość, nic nie da się przewidzieć ze stuprocentową pewnością, nawet gdy w grę wchodzą czary.
„Szkatułka i ważka” to obszerna powieść podzielona dla wygody młodych odbiorców na pięć części. Ted Sanders bardzo dokładnie wypełnia zalecenia dotyczące kreatywnego pisania – zawsze, gdy nadchodzi w lekturze moment narracyjnego zastoju, wprowadza większe niż normalnie zagrożenia, pułapki, czy choćby alarmy. Nie od razu też umożliwia postaciom zorientowanie się, w jak wielkim przedsięwzięciu biorą właśnie udział. Zmusza Horacego i Chloe do testowania granic własnej wytrzymałości, sprowadza na nich największe strachy, wystawia na poważne próby. Jest tu wszystko, co składa się na dobre powieści fantasy – ale jeszcze zintensyfikowane. Sanders nie zajmuje się przesadnie tematami obyczajowymi: przyjaźń nastolatków, chociaż oczywista, nie podlega analizom czy teoretyzowaniu. Za to woli autor krok po kroku odsłaniać tajemnicę świata przedstawionego, tak, by pozostawić sobie miejsce na ewentualne niespodzianki. Uatrakcyjnianie fabuły ułatwia mu zróżnicowanie magicznych zdolności bohaterów. Chloe nie umie, jak Horacy, zaglądać w przyszłość, potrafi za to rozrzedzać się i przenikać przez przedmioty. To również przygotowanie gruntu pod pełną wrażeń akcję.
Sanders w treści wydaje się klasyczny. Wprowadza po prostu swoją wersję operacji na czasie, odwołuje się do odwiecznego – i to nie tylko w literaturze młodzieżowej – tematu. Bardziej interesujące okazuje się, jak to robi. Stawia bowiem na narrację zagęszczaną i dość ambitną, daleką od poetyki pop. Bliżej mu do wielkich epickich opowieści, rozmachu w opisach i staranności w prezentowaniu otoczenia nastolatków. Nie oznacza to, że zamęcza czytelników pisarskimi wywodami i jest jednocześnie konkretny i ujmująco baśniowy, w takiej wersji nawet próby logicznego wnioskowania niespotykane przez odbiorców na co dzień brzmią dość przekonująco. To specyficzna literackość tekstu, która pojawia się przy obiektywnych spostrzeżeniach, gaśnie za to w wypowiedziach (wypadających dzięki temu bardziej naturalnie). Bohaterowie mimo magicznych udogodnień muszą walczyć – robią to w stylu, który wypada imponująco. Rzadko spotyka się wśród książek fantasy dla młodzieży tak obrazowe i drobiazgowo przygotowane historie. Ted Sanders może Strażnikami zdobyć sobie całkiem wysoką pozycję wśród autorów książek dla nastolatków, a przekona do siebie nawet tych, którzy za innymi rzeczywistościami nie przepadają. Horacy i Chloe to sylwetki starannie obmyślone – jak na razie więc cykl zapowiada się obiecująco.
Moc przedmiotów
Ted Sanders dołącza do grona tych autorów powieści fantasy, których bawi manipulowanie czasem i traktowanie go jako jednego ze składników magicznego wtajemniczenia. Pierwszy tom serii Strażnicy, „Szkatułka i ważka”, wcale nie polega na żmudnym i długim odkrywaniu supermocy. Horacy i Chloe okazują się Strażnikami. Każde z nich weszło w posiadanie czarodziejskiego artefaktu, który otwiera przed nimi wrota do innego świata. To poza możliwościami niedostępnymi zwykłym ludziom oznacza i nadprzyrodzone zagrożenia. Horacy zyskuje szansę zaglądania w niedaleką przyszłość – dzięki szkatułce wie, co może wydarzyć się następnego dnia. Takie zakrzywienie czasu prowadzi do ćwiczenia logicznego wnioskowania. Chłopak musi właściwie zinterpretować odczytywane sygnały i nauczyć się nielinearnego porządku rzeczy. Pozna je też jedną prawdę – zawsze można wpłynąć na przyszłość, nic nie da się przewidzieć ze stuprocentową pewnością, nawet gdy w grę wchodzą czary.
„Szkatułka i ważka” to obszerna powieść podzielona dla wygody młodych odbiorców na pięć części. Ted Sanders bardzo dokładnie wypełnia zalecenia dotyczące kreatywnego pisania – zawsze, gdy nadchodzi w lekturze moment narracyjnego zastoju, wprowadza większe niż normalnie zagrożenia, pułapki, czy choćby alarmy. Nie od razu też umożliwia postaciom zorientowanie się, w jak wielkim przedsięwzięciu biorą właśnie udział. Zmusza Horacego i Chloe do testowania granic własnej wytrzymałości, sprowadza na nich największe strachy, wystawia na poważne próby. Jest tu wszystko, co składa się na dobre powieści fantasy – ale jeszcze zintensyfikowane. Sanders nie zajmuje się przesadnie tematami obyczajowymi: przyjaźń nastolatków, chociaż oczywista, nie podlega analizom czy teoretyzowaniu. Za to woli autor krok po kroku odsłaniać tajemnicę świata przedstawionego, tak, by pozostawić sobie miejsce na ewentualne niespodzianki. Uatrakcyjnianie fabuły ułatwia mu zróżnicowanie magicznych zdolności bohaterów. Chloe nie umie, jak Horacy, zaglądać w przyszłość, potrafi za to rozrzedzać się i przenikać przez przedmioty. To również przygotowanie gruntu pod pełną wrażeń akcję.
Sanders w treści wydaje się klasyczny. Wprowadza po prostu swoją wersję operacji na czasie, odwołuje się do odwiecznego – i to nie tylko w literaturze młodzieżowej – tematu. Bardziej interesujące okazuje się, jak to robi. Stawia bowiem na narrację zagęszczaną i dość ambitną, daleką od poetyki pop. Bliżej mu do wielkich epickich opowieści, rozmachu w opisach i staranności w prezentowaniu otoczenia nastolatków. Nie oznacza to, że zamęcza czytelników pisarskimi wywodami i jest jednocześnie konkretny i ujmująco baśniowy, w takiej wersji nawet próby logicznego wnioskowania niespotykane przez odbiorców na co dzień brzmią dość przekonująco. To specyficzna literackość tekstu, która pojawia się przy obiektywnych spostrzeżeniach, gaśnie za to w wypowiedziach (wypadających dzięki temu bardziej naturalnie). Bohaterowie mimo magicznych udogodnień muszą walczyć – robią to w stylu, który wypada imponująco. Rzadko spotyka się wśród książek fantasy dla młodzieży tak obrazowe i drobiazgowo przygotowane historie. Ted Sanders może Strażnikami zdobyć sobie całkiem wysoką pozycję wśród autorów książek dla nastolatków, a przekona do siebie nawet tych, którzy za innymi rzeczywistościami nie przepadają. Horacy i Chloe to sylwetki starannie obmyślone – jak na razie więc cykl zapowiada się obiecująco.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






