Marginesy, Warszawa 2023.
Trasa
Rosja jest dla Mai Wolny magnesem. Chociaż często męczy, to nie pozwala się uwolnić: trzeba ją odkrywać i poznawać zwłaszcza wtedy, kiedy wszyscy się od niej odwracają. Kusi tym, czym przeraża, karmi licznymi niebezpieczeństwami i nieustannym zagrożeniem, zapewnia wyłącznie zszargane nerwy i oderwanie od tego, co można znaleźć w krajach Zachodu. Z jednej strony można ją zwiedzać turystycznie, odkrywać kolejne rozwiązania architektoniczne i bezkresne przestrzenie, z drugiej - warto pochylić się nad ludźmi, sprawdzić, jaki jest stosunek ludzi do wojny. Zresztą spotykanie przesiąkniętych propagandowymi hasłami rozmówców też może zapewniać egzotykę i uświadamiać, jak wielką rolę w XXI wieku odgrywa dezinformacja. Maja Wolny nie należy do reporterów, którzy zadowoliliby się prostymi obserwacjami - lubi drążyć, zadawać niewygodne pytania, uświadamiać i jątrzyć. Nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że zepsuje nastrój, a nawet - zniechęci do siebie interlokutorów, musi wplatać w rozmowy tematy politycznie zakazane. Nic dziwnego, że przez dużą część podróży towarzyszy jej strach. Nigdy nie wiadomo, kto słyszy prowadzone po rosyjsku rozmowy i kto zainteresuje się dociekliwą Polką (przedstawiającą się najczęściej zresztą przez pryzmat belgijskiego obywatelstwa). Świadomość działań nieakceptowanych przez reżim wzmaga poczucie strachu, a to z kolei przesyca całą opowieść, pojawia się nieoczekiwanie i udziela się czytelnikom.
W takim samym stopniu jak Maja Wolny prezentuje Rosję z własnej perspektywy, zajmuje się też przedstawianiem swojego reporterskiego warsztatu. Na porządku dziennym są odwołania do Kapuścińskiego, ale przecież nie tylko o inspiracje zawodowe chodzi. Autorka wplata w relację także zmagania z rzeczywistością, trudy podróży, konieczność zdobywania pozakulisowych informacji sprytem lub podstępem. Dzieli się z odbiorcami szeregiem niewygód albo upodobań: czasem będzie to podróż koleją, czasem bezbrzeżna ciemność na stacji, innym razem zbyt cienkie ściany hotelowego pokoju. Z miasta do miasta, od rozmówcy do rozmówcy - Maja Wolny udaje się do kolejnych "kontaktów", ludzi, którzy mają wprowadzać ją w klimat Rosji i odpowiadać na szereg pytań, rozwiewać wątpliwości albo właśnie je wzmagać. Z czasem coraz bardziej do głosu dochodzą obawy i świadomość nieoptymistycznego finału - Maja Wolny zapowiada, że już wkrótce nie będzie mogła realizować swoich planów związanych z wyjazdami na wschód, buduje ciekawość czytelników, ale też dawkuje napięcie. Coraz częściej odwołuje się do lęku: zaczyna mieć koszmary związane z bezpieczeństwem w Rosji, źle się tu czuje. Nie odbywa wycieczek dla przyjemności, wie, że w każdej chwili jej przygoda może się zakończyć - świadomie naraża się na nieprzyjemności, ale jeszcze wydaje jej się, że wszystkich uniknie dzięki myleniu tropów, podróżowaniu pociągami i zmianom tras. Razem z Mają Wolny te doświadczenia przeżywają też coraz bardziej czytelnicy. "Pociąg do Imperium" to książka, która jest daleka od wygody i od stania się przewodnikiem po Rosji. To raczej bardzo prywatne i mocno cząstkowe odkrywanie kraju, który przez wielu został aktualnie przekreślony. Maja Wolny zapewnia odbiorcom silne przeżycia i wpuszcza ich na chwilę do swojego świata. Proponuje książkę bardzo osobistą i niewygodną.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maja Wolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maja Wolny. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 listopada 2023
środa, 17 listopada 2010
Maja Wolny: Dom tysiąca nocy
Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.
Nieznane krainy
Maja Wolny w „Domu tysiąca nocy” próbuje uwieść czytelników stylem pisania, językiem powieści, ale nie jej fabułą. Jeśli sposób prowadzenia narracji staje się ogromnym atutem tej książki, przebieg akcji – jej słabym punktem. Autorka bowiem nieco gubi się w kreacjach bohaterów i waha się przed odważniejszymi rozwiązaniami, chociaż emocji w tomie będzie sporo – Maja Wolny chce włączyć do historii wiele motywów, a jednocześnie uciec przed stereotypami; stąd biorą się późniejsze niespójności. Autorka czaruje słowem – ale nie postaciami.
Głównych bohaterów jest w „Domu tysiąca nocy” troje. Carla to staruszka, która nie ma już siły na zajmowanie się domem. W przeszłości zdeklarowana rewolucjonistka, dla idei, w które wierzyła, porzuciła męża i córkę – teraz sprowadza do Włoch Polkę, Malwinę. Malwina ma pięćdziesiąt lat, ale wygląda o dwie dekady młodziej, jej ciało nie zdradza prawdziwego wieku. Malwina ma za sobą trudną przeszłość, ale próbuje zachować pogodę ducha, służąc emocjonalnie rozchwianej pracodawczyni. Jest jeszcze Bruno, młody chłopak, tuż przed studiami. Bruno traci wzrok, ma jednak niebywały literacki talent. W tajemnicy przed babką – Carlą – pisze powieść, by w ten nietypowy sposób zawalczyć o uznanie matki. Pojawienie się Malwiny traktuje jako szansę: dojrzała kobieta może rzucić nowe światło na związek Nietzschego i Malwidy von Meysenbug. Malwina zgadza się na nietypową współpracę i niczym modelka pozuje młodemu przyjacielowi do powieści – w praktyce oznacza to, że opowiada mu historię swojego życia, nie ukrywając rzeczy wstydliwych i komplikacji. Z rozbrajającą szczerością prezentuje kolejne porażki i doznania nie do pozazdroszczenia, przeprowadza chłopca przez meandry małżeńskiej egzystencji i międzyludzkich konfliktów. Relacja z Brunonem rozwija się powoli, ale nieuchronnie dąży w stronę romansu – tyle że Maja Wolny celowo odkłada przejście do damsko-męskich konkretów na później. Trzyma się przy tym chronologii, wycieczki w przeszłość charakteryzują się uporządkowaniem i przewidywalną regularnością. Autorka stara się dodać trochę dramaturgii, wprowadzić element grozy – ale nie mam pewności, czy efekt będzie zgodny z zamierzeniami, całość wydaje się mimo wszystko zbyt ugrzeczniona i stonowana – być może przez język, który nadaje całości dość jednostajnego, przewidywalnego rytmu, bez względu na rodzaj opisywanych właśnie przeżyć. Tak jakby Wolny uwierzyła, że za cały pomysł wystarczy ładnie opisana kwestia związku chłopaka i starszej o kilkadziesiąt lat kobiety.
Dużo lepiej niż budowanie teraźniejszości wychodzi Mai Wolny sięganie do spraw minionych – przeszłość bohaterów jest o wiele żywsza niż ich relacje obecne. W przeszłości dzieje się mnóstwo – w teraźniejszości powieściowej autorka roztacza nad postaciami parasol ochronny i nie pozwala im na żadne barwne interakcje. W tym, co minęło, kryje się naprawdę mnóstwo dramatów i wzruszeń, w tym, co dzieje się teraz, jest ostrożność i delikatność. Miłość Brunona i Malwiny rozwija się w słowach – bez wyznań – liczą się opowieści o prywatnych historiach i doświadczenia, które wyzwalają silne emocje. Maja Wolny upaja się brzmieniem swoich fraz – i słusznie, bo literacko jest to naprawdę ładny kawałek prozy. Z czasem jednak to może przestać wystarczać – zwłaszcza że autorka wykorzystała tu mnóstwo schematów: podczas lektury stopniowo odsłaniają się one przed czytelnikami. Malwina pochodzi ze wsi i wykorzystuje swoją szansę na wyrwanie się z niedającego perspektyw miejsca. Carla traci wszystko w pogoni za źle pojętym szczęściem. W doświadczeniach obu kobiet mnóstwo jest momentów typowych i przewidywalnych, jakby Wolny budowała historie bohaterek ze sprawdzonych klocków.
Ale i tak „Dom tysiąca nocy” czyta się z zachwytem, za sprawą hipnotyzującego stylu. Tekst składa się z kolejnych monologów, bohaterowie, mimo że połączeni rozmaitymi uczuciami i uwikłani w rozmaite relacje, występują raczej osobno – tak, że nic nie rozprasza uwagi odbiorców. Maja Wolny pisze delikatnie, trochę poetycko, a przy tym jest spokojna i pewna siebie. „Dom tysiąca nocy” to jednak powieść piękna.
Nieznane krainy
Maja Wolny w „Domu tysiąca nocy” próbuje uwieść czytelników stylem pisania, językiem powieści, ale nie jej fabułą. Jeśli sposób prowadzenia narracji staje się ogromnym atutem tej książki, przebieg akcji – jej słabym punktem. Autorka bowiem nieco gubi się w kreacjach bohaterów i waha się przed odważniejszymi rozwiązaniami, chociaż emocji w tomie będzie sporo – Maja Wolny chce włączyć do historii wiele motywów, a jednocześnie uciec przed stereotypami; stąd biorą się późniejsze niespójności. Autorka czaruje słowem – ale nie postaciami.
Głównych bohaterów jest w „Domu tysiąca nocy” troje. Carla to staruszka, która nie ma już siły na zajmowanie się domem. W przeszłości zdeklarowana rewolucjonistka, dla idei, w które wierzyła, porzuciła męża i córkę – teraz sprowadza do Włoch Polkę, Malwinę. Malwina ma pięćdziesiąt lat, ale wygląda o dwie dekady młodziej, jej ciało nie zdradza prawdziwego wieku. Malwina ma za sobą trudną przeszłość, ale próbuje zachować pogodę ducha, służąc emocjonalnie rozchwianej pracodawczyni. Jest jeszcze Bruno, młody chłopak, tuż przed studiami. Bruno traci wzrok, ma jednak niebywały literacki talent. W tajemnicy przed babką – Carlą – pisze powieść, by w ten nietypowy sposób zawalczyć o uznanie matki. Pojawienie się Malwiny traktuje jako szansę: dojrzała kobieta może rzucić nowe światło na związek Nietzschego i Malwidy von Meysenbug. Malwina zgadza się na nietypową współpracę i niczym modelka pozuje młodemu przyjacielowi do powieści – w praktyce oznacza to, że opowiada mu historię swojego życia, nie ukrywając rzeczy wstydliwych i komplikacji. Z rozbrajającą szczerością prezentuje kolejne porażki i doznania nie do pozazdroszczenia, przeprowadza chłopca przez meandry małżeńskiej egzystencji i międzyludzkich konfliktów. Relacja z Brunonem rozwija się powoli, ale nieuchronnie dąży w stronę romansu – tyle że Maja Wolny celowo odkłada przejście do damsko-męskich konkretów na później. Trzyma się przy tym chronologii, wycieczki w przeszłość charakteryzują się uporządkowaniem i przewidywalną regularnością. Autorka stara się dodać trochę dramaturgii, wprowadzić element grozy – ale nie mam pewności, czy efekt będzie zgodny z zamierzeniami, całość wydaje się mimo wszystko zbyt ugrzeczniona i stonowana – być może przez język, który nadaje całości dość jednostajnego, przewidywalnego rytmu, bez względu na rodzaj opisywanych właśnie przeżyć. Tak jakby Wolny uwierzyła, że za cały pomysł wystarczy ładnie opisana kwestia związku chłopaka i starszej o kilkadziesiąt lat kobiety.
Dużo lepiej niż budowanie teraźniejszości wychodzi Mai Wolny sięganie do spraw minionych – przeszłość bohaterów jest o wiele żywsza niż ich relacje obecne. W przeszłości dzieje się mnóstwo – w teraźniejszości powieściowej autorka roztacza nad postaciami parasol ochronny i nie pozwala im na żadne barwne interakcje. W tym, co minęło, kryje się naprawdę mnóstwo dramatów i wzruszeń, w tym, co dzieje się teraz, jest ostrożność i delikatność. Miłość Brunona i Malwiny rozwija się w słowach – bez wyznań – liczą się opowieści o prywatnych historiach i doświadczenia, które wyzwalają silne emocje. Maja Wolny upaja się brzmieniem swoich fraz – i słusznie, bo literacko jest to naprawdę ładny kawałek prozy. Z czasem jednak to może przestać wystarczać – zwłaszcza że autorka wykorzystała tu mnóstwo schematów: podczas lektury stopniowo odsłaniają się one przed czytelnikami. Malwina pochodzi ze wsi i wykorzystuje swoją szansę na wyrwanie się z niedającego perspektyw miejsca. Carla traci wszystko w pogoni za źle pojętym szczęściem. W doświadczeniach obu kobiet mnóstwo jest momentów typowych i przewidywalnych, jakby Wolny budowała historie bohaterek ze sprawdzonych klocków.
Ale i tak „Dom tysiąca nocy” czyta się z zachwytem, za sprawą hipnotyzującego stylu. Tekst składa się z kolejnych monologów, bohaterowie, mimo że połączeni rozmaitymi uczuciami i uwikłani w rozmaite relacje, występują raczej osobno – tak, że nic nie rozprasza uwagi odbiorców. Maja Wolny pisze delikatnie, trochę poetycko, a przy tym jest spokojna i pewna siebie. „Dom tysiąca nocy” to jednak powieść piękna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






